Dodaj do ulubionych

Zabiłam mojego tatę

IP: *.nichia.com.my / 210.187.5.* 03.07.04, 19:06
Dwunastoletnia Agata nie mogła dłużej patrzeć, jak jej tata dusi mamę.
Chwyciła kuchenny nóż... Leszek T. nie przeżył ciosu w brzuch.
Świebodzin, miasteczko w Lubuskiem. Na obrzeżach miasta, przy ulicy
Poznańskiej przedwojenna kamienica z czerwonej cegły. Na podwórzu suszy się
pranie. W środku, na poddaszu, czuć stęchlizną, walają się jakieś graty. Po
lewej stronie obite brązową dermą drzwi, na których widnieje napisany kredą
chrześcijański napis: K+M+B 2004. Ta pobożność wystawiona na widok sąsiadów
jest wyjątkowo mylna i obłudna: za tymi drzwiami, w maleńkim mieszkanku,
niemal każdego dnia rozgrywała się tragedia dzieci: Agatki i jej rodzeństwa.
Tragedia, która doprowadziła do tego, że drobna, miła i pogodna Agatka
zwyczajnie zabiła swego ojca.

Szukali lepszego życia

Leszek i Renata T. przyjechali przed laty do Świebodzina z jednej z
okolicznych wsi. Szukali lepszego życia. Zamieszkali w mikroskopijnym pokoju
z kuchnią na poddaszu kamienicy przy Poznańskiej. Jednak rodziły się kolejne
dzieci (mają ich szóstkę, najstarsza córka ma 20 lat - dziś mieszka w
Niemczech, najmłodszy synek 6), a życiowego sukcesu nie było widać. Tylko on
pracował, utrzymywał rodzinę z marnej pensji konserwatora w miejscowych
zakładach drobiarskich. Ona zajmowała się domem, w którym alkoholu i awantur
z dnia na dzień było coraz więcej.

- Ona ciągle chodziła z siniakami, dzieci płakały na korytarzu - wspominają
ludzie.Normą było, że pijany ojciec, 41-letni Leszek T. awanturował się przy
dzieciach, ubliżał wszystkim, bił żonę, 40-letnią Renatę, która zresztą
również lubiła wypić. Sąsiedzi ją usprawiedliwiają: - Ostatnio dowiedziała
się, że jest ciężko chora. Piła więcej niż zwykle, żeby złagodzić stres -
mówią.

Choć krzyki poniewieranej kobiety słyszeli bardzo często, policję wezwali
tylko raz, dwa lata temu. Ale wtedy Leszek T. schował się mundurowym i go nie
znaleźli. Sąsiedzi wiedzą, że schował się pod zaparkowanym na podwórzu autem.
Widzieli z okien... Ale policji nie powiedzieli. - To był wariat i tyle -
wspomina starsza pani z dołu i szybko zaprasza do środka, bo ciągle się boi.
Uspokaja się dopiero wtedy, gdy przypominamy jej, że sąsiad już nikomu
krzywdy nie zrobi. Kobieta opowiada: - Picie, awantury, hałas, wrzaski, co on
tam wyprawiał! Jak mu kiedyś zwróciłam uwagę, to wrzeszczał: "Ty stara kurwo,
jak ci za głośno, to sobie zatyczki do uszu kup!!!". Był zdolny do
wszystkiego, więc się go bałam. I bałam się wzywać policję, bo z zemsty
jeszcze by mnie zabił. Jedynie w specjalnym zeszycie skrupulatnie zapisywałam
każdą awanturę. Po co? No, teraz się przyda policji... - mówi kobieta.

Ludzie przywykli, że u T. są awantury. Nic z tym nie robili.- Nawet
dzielnicowy, choć pracuje w tym rejonie od dawna, nie wiedział, że w tej
rodzinie się źle dzieje. To wielkie nieszczęście, bo ludzie, choć wiedzą
wszystko, w poczuciu fałszywej solidarności nic nam nie mówią - denerwuje się
podinspektor Marek Rybarczyk, komendant policji w Świebodzinie. - Trzeba było
aż takiej tragedii.

Straszny dzień

Feralnego dnia, w ostatnie Boże Ciało, Leszek T. wrócił do domu podcięty.
Jego żona też była wstawiona. Zażądał od niej pieniędzy na alkohol. Ona
odmówiła. Od słowa do słowa wywiązała się awantura. W pewnym momencie Leszek
T. zaczął dusić swoją żonę.

- Kobieta ma wyraźne pręgi na szyi - potwierdza komendant Rybarczyk.Rodzinnej
jatce przyglądała się 12-letnia Agata i jej 6-letni brat Tobiasz. - Błagałam
tatę, by przestał dusić mamę - wyznała policjantom Agatka. Prośby nie
skutkowały. Agata chwyciła więc leżący na stole nóż i z całej siły wbiła go
ojcu w brzuch. Mężczyzna zwolnił uścisk na szyi żony. Zaczął krwawić. Osunął
się na ziemię. Ktoś - nie wiadomo, Agata czy jej mama - wyrwał mu nóż z
brzucha. To go dobiło, bo wyszarpnięcie noża spowodowało wewnętrzny krwotok.
Agata zadzwoniła z telefonu komórkowego do sąsiadów. Krzyczała, płakała i
błagała: - Pomocy! Tato leży zakrwawiony na podłodze!!!

Ludzie wezwali pogotowie. Lekarze robili, co mogli, ale Leszek T. zmarł w
szpitalu. Policjanci zastali w mieszkaniu roztrzęsioną Renatę T. i przerażoną
Agatkę. I kuchenny nóż z drewnianą rękojeścią, którego ostrze było grubo
pokryte ludzką krwią. Renatę T. policjanci zawieźli do Izby Wytrzeźwień. -
Miała we krwi 1,2 promila alkoholu - mówi komendant Rybarczyk.

Na to wszystko, co się działo, patrzył 6-letni Tobiasz, młodszy brat Agaty.
Maluch powiedział potem dziecinnym głosem prokuratorowi: - Agatka walnęła
nożem tatusia...

Dziecko pod ochroną

Dzieci państwa T. zabrali do siebie sąsiedzi i rodzina. Agatką zajął się
policyjny psycholog. Dwa dni później została przesłuchana w sądzie
rodzinnym. - Powiem jedno. To dziecko jest ofiarą całej sytuacji - mówi
Elżbieta Skórzyńska, prezes sądu. - Zastanawiam się, czy nie postawić jej
matce zarzutu za brak należytej opieki rodzicielskiej. Bo kto widział, żeby
doprowadzić dziecko do takiego stanu, że aż chwyciło za nóż i z wielką siłą
wbiło go własnemu ojcu?! - denerwuje się pani sędzia.Jak wyjaśnia, samej
Agatce nic prawnie nie grozi, choć toczy się w tej sprawie postępowanie.
Wprawdzie zabiła, ale nie skończyła jeszcze13. roku życia, więc nie może
odpowiadać za swój czyn, nawet jeśli zostanie uznana za winną. Nie pójdzie
nawet do poprawczaka. - Zrobię natomiast wszystko, żeby, przynajmniej na
razie, nie wróciła do domu. Przecież to miejsce będzie jej się kojarzyło z
tragedią. To biedne dziecko - kręci głową Skórzyńska.

W tej chwili Agata i jej rodzeństwo są w domu dziecka. O Agatce sąsiedzi mają
jak najlepsze zdanie. - Zawsze była spokojna, miła, zaradna, opiekuńcza dla
młodszego rodzeństwa - mówią ludzie.

Sąd nie zezwolił na rozmowę z Agatą. - To jeszcze dziecko, trzeba je chronić -
tłumaczy. Przed wścibskimi sąsiadami z niewielkiej mieściny, bezlitosnymi
koleżankami ze szkoły, ludzką pogardą dla nastoletniej zabójczyni...

Patrzeć można tylko z daleka, jak dziewczynka wychodzi z budynku sądu.
Drobna, ładna, z długimi włosami związanymi w koński ogon. W czerwonej bluzie
i dżinsach. Jeszcze dziecko... Czy kiedykolwiek uda się jej poradzić sobie z
myślą,że zamordowała własnego ojca? I to na jego własne życzenie.

Data: 2004-06-25
Obserwuj wątek
    • Gość: Krysia Logika pani sędzi... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.04, 19:53
      ...oskarżyć mordowaną czyli dobić leżącego.
      • Gość: Marek Re: Logika pani sędzi... IP: 200.48.218.* 03.07.04, 20:04
        Chce kogos koniecznie oskarzyc. Powinna oskarzyc tez wiec szkole,ktora nie
        interesowala sie dziecmi. Szkola powinna moec obowiazek informowania policji o
        kazdym pobitym dziecku, troche sie interesowac jego zyciem rodzinnym,
        wspolpracowac z opieka spoleczna.Mozna oskarzyuc tez sasiadow,ktorzy nie
        reagowali na maltretowanie rodziny przez pijaka.. W tej sprawie wiele osob jest
        winnych, a dziewczynka stala sie jakby bohaterka uwalniajaca wlasna rodzine i
        otoczenie od zwierzaka,z ktorym nikt nie potrafil sobie poradzic.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka