24.01.13, 01:35
czyli Bohdan Poręba (ten z osławionego „Grunwaldu”) z Jerzym Laudańskim
w „nowym ekranie”
carcinka.nowyekran.pl/post/86316,jedwabne-ostatni-swiadek
Dla Poręby bracia Laudańscy to jedwabieńscy „patrioci”. Ba, Bohaterowie.

O Poręby „patriotach” zdań więc kilka.
Bracia Laudańscy otrzymali już w domu rodzinnym staranne wychowanie "patriotyczne": Ojciec Laudańskich, CZESŁAW, był lokalnym działaczem Stronnictwa Narodowego. To on przewodził akcji bojkotu żydowskiej nauczycielki w Jedwabnem; dzieci wychodziły z klasy, gdy wchodziła pani Hackerowa, aż kuratorium w końcu ją odwołało.
Z zeznań ZYGMUNTA, 16 stycznia 1949 r.: "Tak, brałem udział w mordowaniu Żydów w Jedwabnem. [...]. Przyszedł do mnie jakiś człowiek z jedwabnego i powiedział do mnie, że wzywa mnie burmistrz m. Jedwabne, żeby iść zaganiać Żydów na rynek. Kiedy ja zaszedłem, to już było na rynku nazganianych około tysiąca pięćset osób narodowości żydowskiej zegananych przez ludność polską. Wtedy burmistrz Karolak powiedział do mnie, żebym ja pilnował, żeby Żydzi nie uciekali z rynku, i ja pilnowałem, żeby Żydzi nie uciekali. Żydzi nosili po rynku pomnik Lenina, później wszystkich Żydów z pomnikiem pognaliśmy za miasto do stodoły Śleszyńskiego Bronisława, tam, gdzie oni zostali spaleni".
Z zeznań JERZEGO, 16 stycznia 1949 r.: "Ja w tym czasie również brałem udział w spędzaniu Żydów na rynek, z Kalinowskim Eugeniuszem [...] nakazaliśmy (iść na rynek) około osiem osób narodowości żydowskiej. Kiedy my już powracaliśmy z powrotem po zagnaniu wszystkich, to już Żydzi nosili pomnik Lenina po rynku ze śpiewami, śpiewali >>przez nas wojna<<, kto im nakazał śpiewać, tego ja nie wiem, a my, Polacy, pilnowaliśmy, żeby Żydzi nie pouciekali. Zaznaczam, że przy tym chodzili i Niemcy. Później Karolak Marian, burmistrz m. Jedwabnego, wydał nam rozkaz wszystkich Żydów znajdujących się na rynku zagnać do stodoły Śleszyńskiego Bronisława, co i my uczyniliśmy. Przygnaliśmy Żydów pod stodołę i kazali wchodzić, co i Żydzi byli zmuszeni wchodzić, po wejściu do stodoły zamknęli stodołę i podpalili, kto podpalał, tego ja nie widziałem, po podpaleniu ja poszedłem do domu, a Żydzi spalili się, wszystkich Żydów było więcej jak tysiąc".
Laudańskich obciążały nie tylko ich własne zeznania, ale również zeznania świadków i wspólników oskarżonych. Bronisława Kalinowska świadek: "Ludność miejscowa przystąpiła do mordowania Żydów, tak jak oni znęcali się nad Żydami, to nie można było patrzeć na to. Ja stałam na Przytulskiej, to leciał ulicą Laudański Jerzy, zam. Jedwabne, który to powiedział, że już dwóch czy trzech Żydów zabił, był bardzo zdenerwowany i poleciał dalej".
Julia Sokołowska, świadek: "Laudański Jerzy brał udział w mordowaniu Żydów z gumą, zaganiał na rynek, bił Żydów oraz zaganiał do stodoły, tam, gdzie zostali w/w Żydzi spaleni. Zaznaczam, że Laudański był pierwszym szucmanem w m. Jedwabne. Widziałam, jak w/w bił Żydówkę w chlewni".
Antoni Niebrzydowski, podejrzany: "Laudański Jurek (Jerzy) i Zygmunt byli z gumami w ręku i bili Żydów".
KAZIMIERZ Laudański przyznaje, że zaraz po wyjściu Sowietów dochodziło do samosądów na Żydach: "Było dużo zemsty, ale kogo załatwiali? Samosądy, lincze odbywały się na szpiclach i komunistach. Ci oberwali. [...] Nasi działali w samoobronie, jak we wszystkich powstaniach, których się nie wstydzimy. A gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. A że tam byli ludzie niewykształceni, wielu mogło przez takich niewinnie zginąć. Ale komuniści polscy i żydowscy nie powinni byli współpracować z NKWD. Za zdradę płaci się gardłem (pokazuje ręką gest poderżnięcia gardła)". I dalej wobec dziennikarza: "Żydzi w Jedwabnem, czy byliby wtedy spaleni, czy nie, ich los był i tak przeznaczony. Niemcy by ich prędzej czy później wybili. Sprawa taka mała, a wlepia się w nią Polaków - i akurat moich braci. My darowaliśmy gestapo, darowaliśmy NKWD, a tu mały spór między Żydami i Polakami i nikt nie daruje?"
ZYGMUNT Laudański o ukrywaniu się w czasach sowieckiej okupacji: "Dziadowskie życie. Już wolałem napisać do Stalina. Jakby była sytuacja odwrotna, to bym pisał do Hitlera i Hitlera bym chwalił. To przecież jasne. [...] Ostro pisałem, że Stalin nas oswobodził od kapitalistów i faszystów, a ja chwytam nie za broń, tylko za pióro, stojąc na gruncie konstytucji. Zacząłem tak: >>Polski naród jest bardzo wdzięczny Armii Czerwonej za wyzwolenie od faszyzmu i kapitalizmu i za to, że ten majątek będzie nasz wspólny...". O tym liście pisał ZYGMUNT Laudański w lipcu 1949 r., z więzienia w Ostrołęce, w podaniu do Ministra Bezpieczeństwa (pisownia oryginału): "... w tym czasie nie udałem się do band, jakie tworzyły się w tym czasie na naszym terenie, a udałem się z prośbą do generalisimusa Stalina, którą skierowaną przez prokóraturę Moskiewską ul. Puszkina15 do N.K.W.D. w Jedwabnem z nakazem ścisłego zaopatrzenia. Po zbadaniu mię i przeprowadzeniu śledztwa w terenie okazało się, iż niesłusznie byłem naruszony i ze zwrotem strat zostałem uwolniony od skrywania przed wysiedleniem. Po obserwacji mych zapatrywań N.K.W.D. w Jedwabnem pozwało mię do współpracy w likwidowaniu zła antyradzieckiego. Wtęczas nawiązałem kontakt z N.K.W.D. w Jedwabnem (pseud. nie podaję). W czasie mego kontaktu, aby praca była
Obserwuj wątek
    • eres2 Re: Sami swoi (cz. ll) 24.01.13, 01:36
      skuteczna i nie dać się zdradzić reakcji, zwieżchnictwo moje nakazywało mi, abym przyjął pozycję antyradziecką...".

      Dalej opowiada ZYGMUNT Laudański: "Oni moje pismo odesłali z Moskwy do N.K.W.D. w Jedwabnem [...]. W maju 1941 r. zgłosiłem się do NKWD, żeby ojcu przekazali ten list do Stalina do podpisu. Przychodzę, a szef mówi: >>Bandyty ubiły naszego dobrego pracownika<<. Akurat w Jedwabnem zabili zastępcę szefa NKWD Szewielewa. Mówię: >>Żałko<<. A on na to: >>Żebyś ty chciał, to byś mógł nam pomóc. żeby wykryć bandytę<<. Pytam: >>Jak?<<. A on: >>Znasz ludzi. Zobaczysz świeże twarze, które się kręcą, zawiadomisz<<. Pytam: >>Jak?<<. A on: >>U nas na posterunku jest skrytka pocztowa. Włóż kartkę i podpisz, ale nie swoim nazwiskiem, tylko Popow<<. Mówię: >>charaszo, na pewno się skontaktuję<<. [...] Ten fortel mi się dobrze udał. Dostałem odpowiedzi i od Kalinina i od Stalina [...] Ale zaraz wybuchła wojna.
      Po wejściu Niemców i ustanowieniu posterunku niemieckiej żandarmerii, JERZY Laudański podjął w niej pracę. Na rozprawie w 1949 r. przyznał się i obciążył swego brata Zygmunta, że zrobił to na jego polecenie.
      KAZIMIERZ Laudański (wobec dziennikarza): "Zostałem sekretarzem gminy Biała Piska, potem inspektorem powiatowym dalej prezesem Samopomocy Chłopskiej. Dali mi pierwszy samochód w mieście. Zakładałem spółdzielczość. Wzywałem matki i żony i wygłaszałem im: >>Kobiety, wojny nie będzie, Ameryka za słaba, Ruskich się nie wygoni, trzeba się wziąć do pracy<<". Kazimierz działał w rozlicznych partyjnych przybudówkach, był m.in. sekretarzem Powiatowego Komitetu Obrońców Pokoju i przewodniczącym Powiatowego Komitetu Odbudowy Warszawy.
      ZYGMUNT Laudański: "U nas, w Jedwabnem, były dwie partyzantki - AK i NSZ. Jedni myśleli, że jestem w AK, drudzy, że w NSZ, a ja nigdzie nie należałem". W więzieniu ZYGMUNT Laudański wielokrotnie przedstawiał swój powojenny życiorys: "Wyjechałem na Ziemie Odzyskane m. Biała, aby tam spokojnie od band reakcyjnych, które na naszym terenie grasowały, mógł pracować dla dobra państwa i utrzymania rodziny. [...] Wstąpiłem do PPR w Białej i do dnia zatrzymania mnie przez U.B.P. byłem czł. PZPR i byłem opiekunem koła partyjnego po Zjednoczeniu partii, czł. egzekutywy" (podanie do Ministerstwa Sprawiedliwości U.B.P. w Warszawie, 4.7.1949 r.); "Jako były członek PZPR i opiekun koła partyjnego do dni ostatnich w ostatnim miejscu zamieszkania, który na własnych zebraniach szerzyłem hasło sprawiedliwości społecznej, jaka istnieje w dzisiejszej rzeczywistości, szukam jej i chciałbym doznać tego i przetrzeć oczy reakcji, która cieszy się z takich wypadków, kiedy robotnik współpracuje z jego ustrojem i wpada do więzienia" (podanie do Sądu Najwyższego w W-wie, 8.11.1949 r.).
      KAZIMIERZOWI Laudańskiemu aresztowanie braci nie przeszkodziło w karierze zawodowej i politycznej. Dalej pełnił funkcję sekretarza gminy i udzielał się politycznie. KAZIMIERZ wspomina: "Na rocznicę śmierci Stalina zebrali u nas w Białej gromadę ludzi. A ja wstaję i chwalę wielkiego Stalina: >>Wielki Stalin był wodzem. Zwycięski naród polski mu tego nie zapomni. Nie umarł bezpotomnie. On namawiał nas do krytyki i samokrytyki. Gdy Stalin, by dziś was zapytał, co wy robicie dla narodu polskiego, to jak spojrzelibyście mu w oczy? Wskazywałem - tu bałagan i tam bałagan. Pokazałem pieść. UB i partia klaskała, ale sal też była ze mną, bo wiedziała, że zrobiłem parodię".
      JERZY Laudański pisze w roku 1956 z więzienia w Sieradzu do ministra sprawiedliwości: "Ja w tak młodym wieku życia padłem ofiarą spuścizny sanacyjnej, gdyż wówczas wychowywano młodzież tylko i wyłącznie w duchu nacjonalistycznym. Tym bardziej że w czasie mojego dorastania i kształtowania się na przyszłego obywatela swej ojczyzny, to w owym czasie były najbardziej wzmożone walki antyżydowskie. Najprzeróżniejszymi hasłami antyżydowskimi karmiono ludzi i młodzież. [...] po wyzwoleniu nas przez armię radziecką w 1945 roku nie poszedłem śladami tych, którzy wówczas gardzili zniszczoną swoją Ojczyzną, a upodobali sobie lekkie życie zachodnie, by w późniejszym czasie przybyć, ale jako szpieg czy inny dywersant. [...] Obecnie, mając taką naukę życiową to w zupełności daje mi dowód, przez kogo ja, młody człowiek, muszę tak cierpieć: przez faszyzm, kapitalizm, sanację z jej spuścizną, te czynniki zrobiły ze mnie ofiarę tak długo cierpiącą w więzieniu".
      KAZIMIERZ Laudański w liście do Michnika pisał o sobie i braciach: "Jak cały naród, cierpieliśmy za Niemców, za Sowietów i za PRL". W innym wywiadzie opowiadał, że był urzędnikiem niemieckiej administracji pracującym w machinie zagłady Żydów. Zatrudnił się u okupanta, pracował w niemieckiej żandarmerii, był referentem w gminie Poręba nad Bugiem, która wchodziła w skład niemieckiego protektoratu. Twierdził, że był po wojnie przesłuchiwany "w sprawie Żydów z Poręby nad Bugiem". W tejże rozmowie z dziennikarzem KAZIMIERZ Laudański stwierdza: "My, bracia, jesteśmy narodowcy, ale głosujemy na Kwaśniewskiego. W Radiu Maryja, gdzie słucham wykładów, jak mówią, że prezydent to pijak, morderca i pornografista, to we mnie się wszystko buntuje, bo, jak to się mówi, porządek musi być, Ordnung muss sein".

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka