basia.basia
17.07.04, 11:01
Danka, idziesz! Danka, musisz!
Życie Malinowskiego
Oskarżony w sprawie słynnego starachowickiego przecieku poseł Andrzej
Jagiełło nie stawił się w sądzie. "Ma ważne obowiązki w Sejmowej Komisji
Zdrowia" - powiedział sądowi pan adwokat pana posła. Sąd przyjął zapewne do
wiadomości tę wiadomość, bo wiadomo, że zdrowie jest najważniejsze. A jeśli o
naszym zdrowiu decydują w naszym kraju ludzie tacy jak pan poseł Jagiełło, to
możemy się tylko cieszyć. Uczciwy, nieskorumpowany i jakże społecznie
potrzebny, a przecież omyłkowo oskarżony o przekazywanie gangsterskiej grupie
(czy może mafii) tajnych informacji z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Ta
omyłka będzie zapewne niedługo oficjalnie potwierdzona i mamy już kwiatki
zapowiadające finałowy zwycięski bukiet przeprosinowy. Pierwszy kwiatek
właśnie opisałem. Jest i drugi. Tenże otóż sąd kolejnemu oskarżonemu,
kompletnie niewinnemu Henrykowi Długoszowi - uchylił zakaz opuszczania kraju.
I słusznie. Przecież wiadomo, że niewinny, jeśli wyjedzie, to zawsze wróci. A
jeśli nie wróci, to tylko dlatego, że będzie zajęty robieniem czegoś
pożytecznego dla kraju. Jest trzeci kwiatek do kompletu - sąd na wniosek
obrońcy trzeciego niewinnego, pana Sobotki - sąd otóż zawiadomił prokuraturę,
że "Rzeczpospolita" dokonała przestępstwa, publikując informacje z rozprawy
prowadzonej z wyłączeniem jawności.
Ja bym w tej sytuacji proponował tak: zakończyć proces. To po pierwsze.
Zakończyć proces odstąpieniem od oskarżenia. Może nawet Jagiełło, Długosz i
Sobotka przekazywali jakieś tajne informacje mafii w Starachowicach. Ale
nawet gdyby? To co? Swobodny obieg informacji jest podstawą wszystkiego.
Znowu chcemy czasów cenzury i ograniczania swobód w tej tak ważnej
dziedzinie? Mafia to też są ludzie. Ludziom nie wolno zabraniać informować
się wzajemnie. Oczywiście, jeżeli "Rzeczpospolita" podaje wiadomości z
rozprawy prowadzonej z wyłączeniem jawności, to za takie informacje powinna
być cała redakcja rozgoniona dla przykładu. Szukanie taniej sensacji w
procesie-nagonce na trzech niewinnych facetów, takie szukanie powinno być
ścigane. I dobrze, że jest ścigane!
Minister Sobotka niewinny! To jest oczywiste. "Rzeczpospolita" - winny. To
też oczywiste. A zróbcie Sobotkę naczelnym. Właśnie od jesieni "Rzepa" szuka
kogoś na to stanowisko. Sobotka pasuje jak ulał - będzie wreszcie porządna i
uczciwa gazeta. Czepiacze i pieniacze na ulicę, a za biurka i komputery nowi.
Może z "Trybuny"? Przecież tu, gdzie dziś jest redakcja "Rzeczpospolitej",
przez długie, długie lata była redakcja "Trybuny Ludu". Dokona się akt
sprawiedliwości dziejowej. Michnik przeprosi Rywina 22 lipca, w rocznicę
fałszywego nagrania. Rywin weźmie Agorę jako prezes (dla zadośćuczynienia),
Aleksandra Jakubowska podpali symbolicznie ognisko oczyszczenia atmosfery
politycznej. I jeśli przypadkowo - podkreślam: przypadkowo! - spłonie na tym
ognisku Rapaczyńska... Pozostali jeszcze Rokita i Ziobro. Sam nie wiem, co z
nimi robić. Na taką łobuzerkę nie ma kary po prostu.
Henryk Długosz wyjedzie - to już pisałem. Został jeszcze Andrzej Jagiełło do
zagospodarowania. A! Właśnie! Minister zdrowia Marek Czakański... to znaczy
wczorajszy minister zdrowia... no, nieważne... Ważne, że poseł Tomasz
Markowski z PiS napadł na ministra Czakańskiego. Napadł w Sejmie i publicznie
opowiadał, że Czakański nie umie sobie znaleźć uczciwych i niezamieszanych w
afery współpracowników. Czakański słusznie odpowiedział, że gdyby chciał
zaglądać w przeszłość kandydatów na swych współpracowników, to skończyłoby
się tym, że nigdy by nie znalazł żadnego, który byłby uczciwy i niezamieszany.
A Andrzej Jagiełło? - pytam ja. I jest w Sejmowej Komisji Zdrowia, i jest
niewinny, i w nic nie jest zamieszany, i nie jest skorumpowany. Ideał
uczciwości, krótko mówiąc. Niech on będzie ministrem zdrowia. Co nam zależy?
Odpowiem w imieniu całego narodu: nie. Nam już zależeć przestało. Bawcie się
chłopcy dalej. Dobrze wam idzie.
Tytuł dzisiejszego felietonu wyjaśnię. Otóż jeden z kowbojów w filmie Artura
Penna "Przełomy Missouri" powiada tak: Życie nie przypomina niczego, co
dotychczas widziałem. Ten kowboj nazywa się Framboise. Po francusku - malina.
Malinowski może...?