Dodaj do ulubionych

O czasach stalinowskich i socrealizmie -Adamowi M.

IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 09:25
HERBERT O CZASACH STALINOWSKICH I SOCREALIZMIE W LITERATURZE

(...) Ten okres powojenny jest dość obrzydliwym rozdziałem w dziejach
literatury polskiej. Nie jestem specjalistę ani od pornografii, ani od
historii gangów politycznych, a to wszystko trąci mi właśnie pornografią i
gangami politycznymi. ...Ludzie w Polsce dzielili się na dwa obozy: na
lewobrzeżnych i prawobrzeżnych. Ci, którzy przeżyli okupację sowiecką `39 do
`41 roku we Lwowie czy Wilnie, mieli po prostu pojęcie o systemie
sowieckim. .. Tacy jak ja uważali, że rok `45 to nie jest żadne wyzwolenie,
tylko po prostu najazd, dalsza, dłuższa, znacznie trudniejsza do przeżycia
moralnego okupacja. Ja miałem doświadczenie lwowskie. Była to lekcja
poglądowa, po której nie pozostawały właściwie żadne wątpliwości co do
zamiarów, koloru władzy i jej intencji. Dla mnie była to po prostu odmiana
faszyzmu. Okropne słowo, ale mogę to udokumentować. Prawda, faszyzmu w sensie
metod. To, że komunizm miał swoich świętych, a faszyzm ich nie miał, to jest
pewna różnica gatunkowa, ale metody były w końcu te same.

(...) ja jestem tym Polakiem prawobrzeżnym, wschodnim Polakiem, który
właściwie wiedział o tym systemie już wszystko w tydzień od wkroczenia armii -
wyzwolicielki do Lwowa. To moje założenie, aksjomat: wiedziałem, że to
będzie okupacja, i sadzę, że większość społeczeństwa myślała tak samo.

(...) Ten okres nie pozostawił ani dzieł wybitnych, ani nawet znośnych.

(...) naród był przeciw, a część elity była za. Więc wyraźny rozdział między
tą elitą a uczuciami narodu. Ci ludzie sądzili, że naród to masa, z natury
głupia, i natchniona mniejszość musi prowadzić trzodę. Taki jest początek
każdego systemu faszystowskiego - samozwańcza elita, która narzuca reszcie
społeczeństwa marsz ku świetlanej przyszłości. Więc na pewno ci, którzy
wrócili ze Związku Radzieckiego dokładnie wiedzieli.

(...) Książki, które zostały po tamtym czasie, są w znakomitej większości
zadrukowanym papierem i czymś, czego nie można - jeżeli ma się odrobinę
poczucia humoru - czytać. Ale nie śmiejmy się. Te dzieła weszły do skarbca
podręczników szkolnych..

(...) Artystów podniecała nowa władza, że taka prosta, przystępna i swojska.
Zaproszenie do Belwederu, nagrody, rozmowa z Bierutem. Surowy pan, ale
sprawiedliwy, podziemie wytłukł, ale nas kocha. Co to wszystko właściwie
miało znaczyć? Oczywiście, to targowisko próżności jest wpisane w atmosferę
warszawki, której nie lubię. To znaczy towarzyski kontakty, stoliczek w PIW-
ie, stoliczek w Czytelniku, duże nakłady i podpisywanie książek, kwiatek w
celofanie, wieczór autorski, pięć tysięcy ospałych, zmęczonych robotników
przychodzi i bije brawo towarzyszowi pisarzowi. Pycha rosła. Nigdzie w
świecie realnego kapitalizmu nie powodziło się pisarzowi tak dobrze.

(...) Ekipa agentów potrzebowała na gwałt inteligencji, elity, czegoś, co
było w tej sferze odpowiednikiem obecnej nomenklatury. Co oferowała ta
władza? Boską rangę, rolę demiurga. Anrzejewski mi opowiadał, że zaprosił go
Berman i chodził nerwowo po pokoju, stawał przed oknem i mówił: temu krajowi
grozi wojna domowa. Czyli podał mu temat Popiołu i diamentu. - Tylko pisarz
tej miary, tego talentu wielkiego, jak pan, może... - Więc uczuli nagle, jak
ster historii jest także w ich rękach, i że opłaca się nawet w jakimś sensie
okłamywać ten zbełkotany naród, na który patrzyli z pogardą. Na tę masę.

(...) niewiele możemy wymagać od młodego pokolenia, jeżeli dorośli nie
wypowiedzieli o sobie prawdy.

(...) to co powinno nas łączyć, to pewna niezbywalność ludzkiego sumienia.
Intelektualista jest po to, żeby myślał sam na własny rachunek, nawet
przeciwko wszystkim, za to jest opłacany, albo bity, wszystko jedno, to jest
jego psi obowiązek - klerka. Prawda obowiązuje zawsze.

(...) naród, który traci pamięć - traci sumienie.

(...) Przełom lat czterdziestych i pięćdziesiątych to rewolucja kulturalna na
uniwersytetach, inaczej mówiąc, likwidacja całej bez mała naszej humanistyki.
Nie ma o tym żadnych świadectw bezpośrednich. Co najwyżej suche fakty.
Sprawcy milczą, ofiary wymarły. Biała plama. A działo się to nie w Pekinie,
ale na Krakowskim Przedmieściu. Nowi generałowie napoleońscy, tacy jak
Kołakowski, nie zajmowali się fizycznie tym brudnym procederem, kierowali
ogniem ideologicznym, a do brudnej roboty przydzielona była hurma aktywistów,
którzy potem lądowali na wysokich stanowiskach w aparacie partyjnym. W
efekcie tego trzęsienia ziemi zniknęli uczeni reprezentujący różne kierunki,
o wielkim dorobku, autorytecie naukowo - moralnym: Ajdukiewicz, Ossowscy,
Elzenberg, Ingarden, Tatarkiewicz... Lista długa i piękna. Żaden z nich nie
zaczął mówić nowo - mową, nie pokajał się, że błądził jako fenomenolog czy
neopozytywista. Więc oni mogli, a inni nie? Nikt nie przemówił w ich obronie.
Na placu została jedynie słuszna filozofia marksistowska i tak jak u
literatów zaczął się cyrk pcheł. Kroński, znający jady systemu, prowadził
populistyczne, to znaczy trywialne wykłady dla sympatyków, ale za to
upajające seminaria dla niektórych wybranych, i walczył z Schaffem, którego
pozycja partyjna była mocna, bo studiował w Moskwie. Nikt normalny nie mógł
się połapać, na czy polegały ciosy, uniki, manewry taktyczne. Pozorny ruch
myśli. Fabryki mgły produkowały z całą mocą. Humanitarna pani Krońska
zatrudniła zwolnionych naukowców w Bibliotece Klasyków Filozofii. Elzenberg
tłumaczył Rousseau, ktoś inny Kanta... Byli to ludzie w pełni sił, a wraz z
nimi poszło w odstawkę sporo młodych pracowników naukowych. Wytworzyła się
straszliwa luka pokoleniowa. Rozgorzała walka z burżuazyjną nauką, i tak
dalej. Technika tej walki była prosta. Poszedłem raz, chyba w roku 1950, na
otwarte zebranie ZMP, żeby posłuchać. Wstał rosły blondyn i powiedział, że
trzeba skończyć z burżuazyjnymi profesorami: kto z was rozprawi się z
profesorem Konradem Górskim? - Na to jakaś łapa poniosła się w górę: ja! -
Dobrze! - Na czym to polegało? Wchodzi profesor, zaczynał wykład o
Krasińskim, wtedy oddelegowany do zwalczania wstał: pan profesor tutaj mówi o
Krasińskim, ale pan nie podkreśla roli walki klasowej w literaturze polskiej -
i tak dalej, aż do skutku. Starszy pan, trochę zdenerwowany, zaczynał: to
nie jest temat mojego wykładu! - nawiązywał do swojego przerwanego wątku. Ale
za chwilę tamten, czujny, znów wstał: no tak, ale nie ma o walce klasowej... -
A co działo się, jeżeli ta nasza analogia ma być prowadzona dalej, we
Wiedniu, rok przed Anschlussem? Był taki filozof z Koła Wiedeńskiego, Moritz
Schlick, który został zastrzelony przez studenta faszystę w gmachu
uniwersytetu. Trzeba się cieszyć, że u nas do tego nie doszło. Ale tu i tam
bojówki chodziły na wykłady takich strasznych ludzi, jak Wittgenstein czy
Tatarkiewicz, i też wyli.

(...) Włosy stają na głowie do jakiego stopnia władza ludowa pogardzała
ludem, czym go karmiła. A lud ma stalowe nerwy, w okresie Solidarności okazał
się znacznie inteligentniejszy, niż mogli sobie wyobrazić manipulatorzy. I to
było dla nich wielkie rozczarowanie i zaskoczenie.

(...) O okresie „błędów i wypaczeń” myślę rzadko i z obrzydzeniem. Nie jestem
na pewno obiektywny, jak nie może być obiektywny człowiek, który po murem
koloseum (zafunduję im ten antyczny obraz ) słucha nieartykułowanych ryków i
widzi cichcem wynoszone ofiary.

Wybrała i do druku przygotowała: Justyna Popiołkowska
Jacek Trznadel, Wyrzuć z siebie wszystko.
Rozmowa ze Z. Herbertem;
w: Hańba domowa, Paryż 1986
Justyna Popiołkowska






Obserwuj wątek
    • yossarian18 Re: O czasach stalinowskich i socrealizmie -Adamo 07.08.04, 09:32
      www.jacektrznadel.pl/04_esej/herbert1.html
      Całość tutaj:)
    • Gość: Marian warto Lysiaka przeczytac ale myslec trzeba samemu IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 10:22


      www.upr.lublin.pl/lys1.php3?i=6
      • yossarian18 Re: warto Lysiaka przeczytac ale myslec trzeba s 07.08.04, 10:26
        I jeszcze to
        www.upr.lublin.pl/lys1.php3?i=16
    • Gość: Marian Do yossariana18 IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 15:57
      Tylko niestety czesc zostala ale moze ona lepiej pozwoli Ci zrozumiec atmosfere
      panujaca na forum i lepiej poznac poglady dyskutantow.

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=8778700&a=8778700
      • yossarian18 Re: Do yossariana18 07.08.04, 16:47
        Ja tutaj jestem krótki stażem(ok 1,5 miesiąca), trochę walczę z tymi
        antyklerykałami, ale zastanwiam się czy nie dać sobie spokokju, ich i tak się
        nie przekona. Bardzo mi się podobały Twoje wypowiedzi, "ciemny katoliku", w
        szczególności ta:)
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=8778700&a=8818044
        A atmosfera jest rzeczywiście zatruta:(
        • Gość: Marian Re: Do yossariana18 IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 17:07
          Nie trzeba walczyc z wrogami kosciola.Wiekszosc ich zajmuje nieprzyjazne
          stanowisko wobec Kosciola a czesto i wobec religii,wskutek nierozumienia jej
          istoty i roli w zyciu czlowieka.Mozna starac sie to im conajwyzej tlumaczyc,
          jesli ma sie cierpliwosc.Mnie niestety jej brakuje a w dodatku momentami mnie
          ponosi, kiedy czytam wyswichtane, wulgarne i niedojrzale wypowiedzi
          zacietrzewionych i niegrzecznych ignorantow religijnych.
          Teraz sie nadolem.Czlowiek jam ulomny.
          • yossarian18 Re: Do yossariana18 07.08.04, 17:16
            Ostatnio czytałem sobie o Ch. Maurrasie, wielkim francuskim pisarzu
            politycznym. Za młodu zatracił wiarę, odzyskał ją dopiero tuż przed śmiercią,
            ale w swoich pismach zawsze podkreślał ogromnę rolę Kościoła Katolickiego i
            wiary chrześcijańskiej w państwie francuskim. Tylko mali ludzie demagogicznie
            walczą z religią, pod przykrywką walki z "czarną kleropedofilią".
            • Gość: Marian Re: Do yossariana18 IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 17:28
              Jesli przez "mali ludzie" rozumiec bedziemy ludzi ktorzy padli ofiara
              antyintelektualnie nastawionych gwaltownikow religijnych, to zgoda.
              Pozdrawiam :)
              ps
              Przyszlo mi do glowy,ze stratedzy zmian polskiej mentalnosci- wrogowie religii -
              chca moze zrealizowac w naszym Kraju scenariusz otwartej walki wierzacych z
              niewierzacymi i dlatego wierzacym przypinaja latke ciemniakow a ostatnio
              zboczencow, nie tylko sexualnych. :((
              • yossarian18 Re: Do yossariana18 07.08.04, 17:33
                Mówiąc "mali ludzie" miałem na myśli różnych Urbanów, Jonaszów i Niemców,
                którzy w populistyczny sposób walczą z Kościołem.
                Tak to jest, że księżom przypina się łatkę zboczeńców, skoro większość mediów
                jest w niepolskich łapach.
                • Gość: Marian Re: Do yossariana18 IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 18:20
                  Nie stalo sie to przypadkiem ale moim zdaniem, jest to wynik polityki
                  narodowosciowej, oddanej w rece "warszawskiego salonu", a wynikajacej z
                  porozumien okraglostolowych.
                  Stad mn. silna pozycja medialna GW i .. reszta prasy w rekach obcego kapitalu.
                  • yossarian18 Re: Do yossariana18 07.08.04, 22:06
                    Herbert krytykował układ magdalenkowy i dlatego był tak wrednie szkalowany lub
                    przemilczany.
                    • Gość: Marian Re: Do yossariana18 IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 22:55
                      To prawda.Byl zdecydowanym wrogiem Magdalenki.Raz z Nim w zyciu rozmawialem.W
                      Brygidzie u Ks.Henryka Jankowskiego , ktory w stanie wojennym organizowal takie
                      spotkania.Bardzo czestym gosciem na plebanii byl rowniez Adam Michnik.Bylo mu
                      wtedy potrzebne poparcie nietuzinkowego Proboszcza.
                      • yossarian18 Re: Do yossariana18 07.08.04, 23:01
                        Zazdroszczę, że miał Pan okazję rozmawiać z Nim.
                        Niedawno cytowałem nawet dedykację Michnika dla ks. Jankowskiego, jak obecny
                        naczelny GW mówił o ks. parałacie jako o swoim "mentorze i przyjacielu".
                        • Gość: Marian Re: Do yossariana18 IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 23:20
                          Naczelny GW w roznych miejscach i przy roznych okolicznosciach mowil rozne
                          rzeczy.Ale zawsze byly one zgodne z michnikowa a nie polska racja stanu.Widac
                          to coraz wyrazniej w politycznych rozgrywkach Nadredaktora.Michnik jest
                          przekonany, ze ma do odegrania w Polsce misje.Polega ona na wg. mnie na
                          utrzymaniu dotychczasowego kierunku przemian w Polsce tzn. minimalizowaniu
                          znaczenia Panstwa lezacego pomiedzy dwoma potegami.Potrzebne jest do tego
                          oslabienie roli Kosciola w zyciu polityczno-spolecznym.
                          • yossarian18 Re: Do yossariana18 07.08.04, 23:33
                            Czy ktoś widzi jakieś pozytywne efekty z działalności Gazety Wybiórczej? Bo ja
                            nie bardzo, nawet afera z p. Rywinem to był tylko konflikt w rodzinie o polskie
                            media.
                            • Gość: Marian wywolajmy do tablicy Leszeka.Sopot. On widzi IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 23:41
                              yossarian18 napisał:

                              > Czy ktoś widzi jakieś pozytywne efekty z działalności Gazety Wybiórczej? Bo
                              ja
                              > nie bardzo, nawet afera z p. Rywinem to był tylko konflikt w rodzinie o
                              polskie
                              >
                              > media.



                              Leszek.Sopot niech odpowie na tak postawione pytanie.Jesli zechce oczywiscie,
                              bo napewno potrafi.
                              • yossarian18 Leszek.Sopot. Czekamy! 08.08.04, 00:01
                                Ciekawe co nam na temat Gazety "komunistycznego Dyzmy" powie ten zwolennik
                                udecji.
                            • Gość: michal Re: Do yossariana18 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.08.04, 00:45
                              Ja widze. Gazeta wyborcza spowodowala, ze walke z korupcja zaczeto traktowac
                              bardziej powaznie.
                              • yossarian18 Re: Do yossariana18 08.08.04, 00:51
                                I co? Zmniejszyła się od tego korupcja? Chyba nie za bardzo:(
                                • Gość: michal Re: Do yossariana18 IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 08.08.04, 01:11
                                  > I co? Zmniejszyła się od tego korupcja? Chyba nie za bardzo:(

                                  Nie wiem i nikt nie wie jak bardzo zmniejszyla sie korupcja. Wazne, ze
                                  skorumpowani urzednicy zaczeli ponosic odpowiedzialnosc i bac sie jej. To
                                  miedzy innymi zasluga wyborczej.
                                  • yossarian18 Re: Do yossariana18 08.08.04, 01:17
                                    Może się boją, ale łapówki biorą na potęgę:(
                                    • mogiliani Ale mądrala 08.08.04, 01:36
                                      Rydzyk pokropi kropidłem to grzesznicy wyparują lub piekło ich pochłonie!
                                      I niech tak się stanie, Hu ha!!!!!!!!!!
                                      • Gość: Marian Re: Ale mądrala z tego niby malarza IP: *.gdynia.mm.pl 08.08.04, 14:30
                                        Sztuka mowienia jest bardziej ulotna od sztuki malowania.Ale kicze sa w niej
                                        rownie swietnie widocznie jak w malarstwie.
                                      • yossarian18 Re: Ale mądrala 12.09.04, 17:02
                                        O. Rydzyk to w przeciwieństwie do ks. Bonieckiego albo abp Życińskiego to
                                        patriota bez cudzysłowia.
                                    • Gość: http://pamietamy.t Re: despotyzm i tyle IP: *.prod-infinitum.com.mx 14.08.04, 02:13
                                      rzeczenie krola angielskiego karola II:
                                      ujrzawszy pod pregierzem skazanca spytal co sie stalo
                                      odpowiedziano mu
                                      milosciwy panie pisal satyry na ministrow
                                      odrzekl krol
                                      co za glupiec czemuz nie pisal na mnie ? nic by mu sie nie stalo

                                      prawem ktore najlepiej odslania zamiar despotow , jest
                                      kara smierci ustanowiona przeciw autorom pamfletow
                                      i przeciw poetom
                                      to nie jest zgola z ducha republiki,
                                      w ktorej lud rad widzi upokorzenie moznych.
                                      ale ludzie pragnacy obalic wolnosc republiki
                                      lekali sie pism ktore mogly obudzic ducha wolnosci.

                                      sulla ktory polaczyl tyranie anarchie i wolnosc
                                      wydal prawa kornelianskie
                                      zda sie na to jedynie wydal ustawy , aby tworzyc zbrodnie
                                      tak obejmujac niezliczona liczbe uczynkow mianem morderstwa
                                      znajdowal wszedzie mordercow
                                      i za pomoca praktyk
                                      ktore az nadto znalazly nasladowcow
                                      zastawial pulapki, rozsypywal ciernie
                                      otwieral przepascie pod stopami wszystkich obywateli

                                      ubustwo i niepewnosc mienia rozwija w panstwach despotycznych lichwe
                                      gdyz kazdy drozy sie z pieniedzmi w proporcji do niebezpieczenstwa
                                      na jakie sie pozyczka naraza
                                      nedza sie wciska ze wszystkich stron w te nieszczesne kraje
                                      wszystko tam jest wzbronione nawet ratowanie sie pozyczka
                                      kupiec zyje z dnia na dzien totez prawo handlowe ogranicza sie do prostych policyjnych zarzadzen
                                      niesprawiedliwy rzad nie moze sie obejsc bez rak,
                                      ktore by spelnialy jego niesprawiedliwosc:
                                      otoz niepodobna aby te rece
                                      nie krzataly sie dla siebie samych
                                      kradziez gropsza publicznego jest tedy naturalna dla panstw despotycznych
                                      wobec powszechnosci tej zbrodni konfiskaty tam sa bardzo uzyteczne
                                      w ten sposob przynosza one ulge ludowi
                                      pieniadz uzyskany ta droga jest powazna danina,
                                      ktorej wladca by nie sciagnal ze
                                      zrujnowanych poddanych
                                      w kraju takim nie ma jednej rodziny ktora despotyzm pragnalby zachowac

                                      w despotyzmie wladza przechodzi calkowicie w rece tego komu sie ja powierza
                                      wezyr sam jest despota
                                      a kazdy poszczegolny urzednik wezyrem
                                      w republikach podarki sa sprawa ohydna
                                      cnota zas ich nie potrzebuje
                                      w panstwie despotycznym gdzie nie ma ani cnoty ani honoru
                                      jedyna rzecza ktora moze sklonic do czynu to nadzieja wygodniejszego zycia

                                      Platon zadal aby ci ktorzy przyjmuja podarki za spelnienie swej powinnosci
                                      byli karani smiercia
                                      zlym bylo tez prawo rzymskie ktore pozwalalo przyjmowac drobne podarki byle nie przekraczaly stu talarow na rok

                                      ale tym ktorym sie nic nie daje nie pragna niczego
                                      natomiast tym ktorym daje sie troche, pragna niebawem wiecej
                                      a pozniej duzo
                                      zreszta latwiej jest dowiesc temu
                                      ktory nie powinien nic brac , a mimo to bierze
                                      niz temu ktory bierze wiecej , gdy powinien brac mniej
                                      i ktory zawsze znajdzie po temu pozory , wymowki , przyczyny i racje
                                      powszechnym wiadomym jest ze wielkie nagrody w republice sa oznaka upadku
                                      gdyz gdy w republice wlada cnota polityczna
                                      pobudka ktora wystarcza sama sobie
                                      i wyklucza calkowicie inne
                                      to panstwo nagradzajace przez dawanie swiadectwa spelnienia obywatelskiej
                                      powinosci w sluzbie republiki

                                      O duchu praw Monteskiusz


                                      POLAKU ODPOWIEDZ SOBIE SAM W JAKIM KRAJU ZYJESZ W 21 wieku





                                      pamietamy.tripod.com
    • basia.basia Re: O czasach stalinowskich i socrealizmie -Adamo 07.08.04, 21:13
      Gość portalu: Marian napisał(a):

      Niedawno sobie przeczytałam ponownie "Hańbę domową".
      To niesłychanie pouczające kiedy się to czyta teraz.
      Wiedziałam, że Herbert nazwał Adama Michnika oszustem
      intelektualnym ale jak przeczytałam teraz (kiedy mam
      w pamięci te wszystkie artykuły z GW, które wykładały
      czytelnikom jacy powinniśmy być, by nie zasłużyć na
      miano ciemnogrodzian, fundamentalistów religijnych,
      nacjonalistów i antysemitów) to zdanie:

      "Intelektualista jest po to, żeby myślał sam na własny rachunek, nawet
      przeciwko wszystkim, za to jest opłacany, albo bity, wszystko jedno, to jest
      jego psi obowiązek - klerka. Prawda obowiązuje zawsze."

      i porównam z tym co A.M. pisał przed `89 to widzę, że Herbert miał
      rację tak nazywając to, co uprawia A. M.
      • Gość: Marian Re: O czasach stalinowskich i socrealizmie -Adamo IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 21:42


        Milo BB, :))ze sie odwarzylas:

        Dlatego tak malo mamy intelektualistow w Ojczyznie .Trudno i ryzykownie pisac
        prawde tu i teraz.Zniewolona strachem o "kase" lub kariery zawodowe,sfora
        kundli intelektualnych, zaszczeka smialka natychmiast i "wykaze", ze jest
        dewiantem sexualnym, pedofilem albo nieszkodliwym wariatem. Imperium Adama M.w
        ten sposob sprawuje czwarta wladze w Polsce.
        • yossarian18 Re: O czasach stalinowskich i socrealizmie -Adamo 07.08.04, 22:03
          "Michnik jest manipulatorem. To jest człowiek złej woli, kłamca, oszust
          intelektualny.
          Ideologia tych panów to jest to, żeby w Polsce zapanował socjalizm z ludzką
          twarzą.
          To jest widmo dla mnie zupełnie nie do zniesienia - no, jak jest potwór, to
          powinien mieć twarz potwora.
          Ja nie wytrzymuję takich hybryd; ja uciekam przez okno z krzykiem".
          Myślę, że ta opinia jest warta zacytowania, pokazuję geniusz Herberta.
          Rzeczywiście brakuję prawdziwej inteligencji, te nasze "salony" liżą dupę
          każdej władzy, np. taka Szymborska, kiedyś komunistom, teraz Michnikowi.
          • terenia.nasweter Re: O czasach stalinowskich i socrealizmie -Adamo 07.08.04, 22:05
            Zachowujmy wierność małżeńską.
            Pielęgnujmy nasze chrześcijańskie rodziny.
            Wspomagajmy media katolickie i brońmy je przed ustawicznymi atakami wrogich im
            sił.
        • basia.basia Re: O czasach stalinowskich i socrealizmie -Adamo 07.08.04, 22:25
          Gość portalu: Marian napisał(a):

          >
          >
          > Milo BB, :))ze sie odwarzylas:

          He, he:) Odważyłam się (nie pierwszy raz) i piwa sobie nawarzyłam.
          Michnik ma wielu zaprzysiężonych fanów, którzy nie dadzą złego
          słowa na niego powiedzieć jednak zauważyłam, że zodważnieli publicyści
          i coraz częściej ośmielają się wytykać Michnikowi to i owo.
          Faktem jest, że tzw. "linia polityczna" gazety poniosła fiasko.
          Nie dość na tym, okazało się, że jak gazeta chce kogoś lub coś
          wylansować to skutek jest przeciwny do zamierzonego. Świadczy to
          chyba o tym, że gazeta jest niewiarygodna wtedy gdy uprawia politykę.
          Ale chyba to nie wszystko. Myślę, że ten ich relatywizm moralny
          a nachalny wyszedł im bokiem. Uprawiali go zresztą nie tylko na swoich
          łamach. Mam tu przykład (wywiad z Michnikiem) z Wprost z 1999 roku:

          "- Jako "Gazeta" jesteście skonfliktowani nie tylko z częścią klasy
          politycznej, co zrozumiałe. Zmobilizowaliście przeciwko sobie także poważne
          osobistości z kręgu tzw. autorytetów moralnych. Demonstracyjnie odwrócił się
          od "Gazety" na przykład Gustaw Herling-Grudziński.

          - Trudno mi komentować publicystykę Herlinga-Grudzińskiego, z którym kiedyś
          byłem w przyjaźni. Gdy czytam to, co on ma do powiedzenia o Miłoszu czy
          Kołakowskim, to przyłapuję się na myśli, że nie tyle się z nim nie zgadzam, ile
          go po prostu nie rozumiem. Nie zmieniłem jednak swego wysokiego zdania o
          pisarstwie Herlinga. Ale spójrzmy na to szerzej: każdy wielki wstrząs społeczny
          prowadzi do przewartościowania autorytetów. Te same postawy - nazwijmy je
          postawami niezłomności i tolerancji - co innego znaczyły w latach dyktatury, co
          innego w latach demokracji. Dziś tolerancję nazywa się często moralnym
          relatywizmem. Jeżeli na przykład staram się mieć moralny stosunek do generała
          Jaruzelskiego, którego ogromnie szanuję za rolę, jaką odegrał w 1989 r., kiedy
          był prezydentem Rzeczypospolitej, to słyszę, że zacieram różnice między dobrem
          a złem i piję bruderszaft z Kainem. Jeżeli Jarosław Kaczyński domaga się
          zaostrzenia sankcji w kodeksie karnym czy przywrócenia kary śmierci, to nazywa
          się go "miłośnikiem kary śmierci", co jest po prostu nadużyciem i fałszem. Nie
          zgadzam się z postulatami Kaczyńskiego, ale uważam, że ma do nich prawo w
          ramach demokratycznej debaty."

          Zdecydowanej większości nie podobają się bruderszafty z Kainem, bo one
          o czymś świadczą. Poza tym to co jest moralne dla Adama Michnika jest
          niemoralne dla tej większości, i żeby nie wiem jak się starał razem
          ze swoją gazetą oraz pzryjaciółmi z innych to ludzi się nie da przekonać,
          że mają kochać Kiszczaka jak siebie samych. I mają rację a on błądzi
          po manowcach:(

          >
          > Dlatego tak malo mamy intelektualistow w Ojczyznie .Trudno i ryzykownie pisac
          > prawde tu i teraz.Zniewolona strachem o "kase" lub kariery zawodowe,sfora
          > kundli intelektualnych, zaszczeka smialka natychmiast i "wykaze", ze jest
          > dewiantem sexualnym, pedofilem albo nieszkodliwym wariatem. Imperium Adama
          M.w ten sposob sprawuje czwarta wladze w Polsce.

          To imperium jest w rozsypce. Przynajmniej na polu sprawowania czwratej
          władzy. Gazeta straciła pozycję opiniotwórczej gazety. Niemały udział
          ma w tym afera Rywina. Obnażyła "warszawkę". Historia się powtarza
          i w tym Herbertowym fragmencie o salonach mamy opis przystający do sytuacji
          sprzed afery.
          • Gość: Marian Zgoda, zgoda a Bog wtedy reke poda! IP: *.gdynia.mm.pl 07.08.04, 22:49
            Nie ma dr Bratka wiec sadze ortografy.
            :))
            Zgadzam sie z Toba i z soba.To umnie rzadkie.Zgadzam sie rowniez z Jackiem.Ale
            to juz bylo.:))Jesli to ten sam Jacek.
          • Gość: jack Re: O czasach stalinowskich i socrealizmie -Adamo IP: *.proxy.aol.com 08.08.04, 00:16
            Michnik popelnia jako red. naczelny bledy taktyczne i strategiczne.
            Zapomina, ze dzis nie tak latwo wbic "komus" ciemnote.
            Jego nazwisko praktycznie u gro czytelnikow nic nie znaczy. Raczej wprost
            przeciwnie.
            Prawdopodobnie zostanie wkrotce usuniety, bo szkodzi image GW.
            Jest spalony i watpie, ze decydenci gazety beda w stanie mu wybaczyc jego
            dziennikarskie bledy.
            • basia.basia Re: O czasach stalinowskich i socrealizmie -Adamo 08.08.04, 01:21
              Gość portalu: jack napisał(a):

              > Michnik popelnia jako red. naczelny bledy taktyczne i strategiczne.
              > Zapomina, ze dzis nie tak latwo wbic "komus" ciemnote.

              Tu mam ilustrację tych błędów:)

              ""Gazeta Wyborcza", jako jeden z największych dzienników Europy Środkowej, ma
              duży wpływ na opinię publiczną, jednak - jak pokazała ostatnia dekada - ten
              wpływ nie przekłada się tak łatwo na system polityczny. Popierana przez Was
              intensywnie Unia Wolności poniosła klęskę...

              - Rzeczywiście, nasza pozycja medialna w ogóle nie przekłada się na siłę
              polityczną. Jest to rzeczywiście interesujące zjawisko. "Wyborcza" jest pismem
              bardzo prestiżowym, mamy olbrzymią moc destrukcyjną, możemy spowodować np.
              zmianę ministra. Natomiast nie mamy mocy pozytywnej. Wzywaliśmy do głosowania
              na UW i rezultaty były zerowe.

              Jakie konsekwencje będzie miała porażka UW dla "Gazety""

              - Klęska Unii jest bardzo nieprzyjemna, ale absolutnie nie ma powodów do
              paniki. Koalicja, która rządzi Polską, ma mało ciekawe korzenie, ale jest
              proeuropejska, prodemokratyczna, prorynkowa, i w tym sensie możemy mówić o
              ciągłości w polityce polskiej."

              > Jego nazwisko praktycznie u gro czytelnikow nic nie znaczy. Raczej wprost
              > przeciwnie.
              ?

              > Prawdopodobnie zostanie wkrotce usuniety, bo szkodzi image GW.
              > Jest spalony i watpie, ze decydenci gazety beda w stanie mu wybaczyc jego
              > dziennikarskie bledy.

              Jednak trzyma się swojego stołka kurczowo. Tak piszę, bo co po chwilę
              padają pytania o termin jego odejścia a on na to odpowiada, że jak go
              ktos naciska to on wtedy na odwrót:)
    • mogiliani Stalinizm = faszyszyzm = oszołom 08.08.04, 00:49
      jako że był gruzinem to lubił wypić, ale jak każdy dyktator lubił robić sobie
      zdjęcia z dziećmi
      www.b-ill.com/albinator/data/c81e728d9d4c2f636f067f89cc14862c/6_p4170.jpg
    • mogiliani Wielka trójca 08.08.04, 01:32
      www.dra.de/GRAPHICS/online/stalin.jpg
    • mogiliani Jutrzenka narodów 08.08.04, 01:35
      www.marxistische-bibliothek.de/stalinbruederlichkeit.html
    • Gość: t Hodowla intelektualistów IP: *.gimsat.pl / *.gimsat.pl 08.08.04, 10:23
      Ten wątek ociera się o bardzo ciekawy temat, o temat mentalności naszej "klasy
      intelektualistów". Mam wrażenie, że nie dość mocno zdajemy sobie sprawę z tego,
      że zostały "wyhodowane" przez komunistów. Wyhodowane z premedytacją.
      Oczywiście, z czasem ich stosunku z partią mocno się zmieniły, jednak pozostali
      w ramach jednej opcji ideologicznej (lewicy), a także środowiskowej, czy
      towarzyskiej. Środowisko "GW" dziedziczy te związki.

      o "hodowaniu intelektualistów" opisałem się w tym wątku

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=212&w=7974625
      • Gość: Marian dzieci leninizmu wychodowaly intelektualistów IP: *.gdynia.mm.pl 08.08.04, 10:47

        Dzieki.Zaznajomilem sie z trescia linku.
        Sadze ze wiekszosc inteligentnych homosovieticusow zdaje sobie sprawe ze
        swojego intelektualnego pochodzenia.Problemem jest wyjscie.Czy ono istnieje?
        Mysle ze tak, ale to ogrom pracy nad soba.Nie wszyscy widza sens tego
        wysilku.Wiekszosc nie widzi.Co jest jawnym zaprzeczeniem postawy
        intelektualisty.Walachy rzadko wystepuja w roli reproduktorow.
        Poeci, dzialacze spoleczni, jakaly rzadko wystepuja w roli
        inelektualistow.Czesciej prorokow.Tak w Polsce sie dzieje od lat.
        • mogiliani Intelektualny wałach, albo siwy 08.08.04, 13:51
          Gość portalu: Marian napisał(a):

          > Walachy rzadko wystepuja w roli reproduktorow.
          > Poeci, dzialacze spoleczni, jakaly rzadko wystepuja w roli
          > inelektualistow.Czesciej prorokow.Tak w Polsce sie dzieje od lat.

          petroniusarabians.com/images/rodowody/fargo.jpg
          Fargo, wałach siwy
          ur. 1997, hod. Janów Podlaski
          ród męski:
          Ibrahim or.ar. ur. 1899
          linia żeńska:
          Szweykowska ur. 1810?


          A tu jest świetny reproduktor: buldog francuski z królestwa żab
          reproduktor.kul.pl/
          • Gość: Marian Wykazales zes kumatym potomkiem walacha.Sorry IP: *.gdynia.mm.pl 08.08.04, 14:15
            Ucz sie.
            • mogiliani Wykazales zes kumatym potomkiem reproduktora 08.08.04, 14:28
              Gość portalu: Marian napisał(a):

              > Ucz sie.
              No pewnie
              sadurski.com/sadurski/d20.jpg
              • Gość: Marian No? IP: *.gdynia.mm.pl 08.08.04, 15:20
                ucz sie malarstwa malarzu.
                Pokaz mi swoje drzewo geneologiczne a powiem Ci ktos Ty!
                • Gość: andabata Re: Homosutannowy dendrolog ginekologiczny? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.04, 19:02
                  Marianek, jak to homo,
                  Korzonkami zainteresowany
                  Pokaż mu, to wymaca
                  Czyś aby nie obrzezany
                  • homosovieticus Wierszyk jak autor. Niemadry ale z pretensjami 08.08.04, 20:53
                    zainteresowania z dolnej polki.Do sloika marynaCIE.
                  • homosovieticus Dziwnym zbiegiem.... zawsze przeciw..... Polsce 10.08.04, 20:28
                    Przeciw kosciolowi.Takze byles przeciw Kuklinskiemu
                • mogiliani No? to co? 14.08.04, 01:43
                  Gość portalu: Marian napisał(a):

                  > ucz sie malarstwa malarzu.
                  > Pokaz mi swoje drzewo geneologiczne a powiem Ci ktos Ty!

                  Ciekawski? Palce w dziurki wsadza?
                  Wybierz sobie, ja z tych:
                  czartoryski.fm.interia.pl/rodowe.htm
                  A ty pewnie z tych:
                  pielgrzymka1.w.interia.pl/pielgrzymki.htm
    • homosovieticus Przerabianie polskiej mentalnosci wg Adama M. 08.08.04, 17:53
      Rok 1998


      --------------------------------------------------------------------------------

      Arrested. Alfons Goetzfried, 78, former Gestapo foot soldier, for allegedly
      shepherding some 70,000 people to their deaths at a Polish concentration camp;
      in Stuttgart, Germany. Convicted of war crimes by the Soviet Union, Goetzfried
      was locked up in a Siberian gulag until 1958, but he returned to Germany in
      1991. TIME magazine, Canadian Edition March 16, 1998 (p. 17) To już klasyka -
      "polskie obozy koncentracyjne". Skutkiem interwencji polskich Internautów TIME
      obiecał sprostować "pomyłkę". Prześledźmy losy owego sprostowania...

      P. Wilhelm Głowacki napisał na listę dyskusyjną "Ciemnogród" (dnia 8 kwietnia
      1998) następujący posting, który zamieszczamy w obszernych fragmentach:
      Szanowni Panstwo, Nie chce dolewac niepotrzebnej oliwy do ognia ale cos mi tu
      nie gra. Rzecz pierwsza - zaprotestowana notatka ukazala sie w wersji
      miedzynarodowej i kanadyjskiej magazynu Times. Otrzymalismy pewne wyjasnienia,
      ktore sa napisane bardzo na okraglo, ale jak mowi przyslowie na bezrybiu
      i........! Czyli lepiej niz nic. Numer dwa, wynika takze z listu z Time, ze
      sprostowanie ukaze sie w Time International Edition, ktory jest wydaniem
      elekronicznym. No dobrze, ale co z wydaniem kanadyjskim? Przeciez tu i tak nie
      bedzie wiadomo, ze nawet takowe sie ukazalo. Czyli "fama" polskich obozow
      bedzie nadal istniala. W zwiazku z powyzszym rzucam propozycje, aby moze
      poprosic lagodnie, ale stanowczo o PRZEDRUKOWANIE wlasnie w wersji
      kanadyjskiej. byloby to logiczne, sprawiedliwe i zatkalo by chocby buzie sporej
      BANDZIE nauczycieli w B.C., ktorzy karmia mlodziez wlasnie takimi historiami.
      Wiem co pisze, gdyz moja krew chodzi do szkoly sredniej i przynosi dosyc czesto
      rozne "nowinki". A wlasnie uzywaja Time i Newsweek jako bazy publicystyczno-
      naukowo- "historycznej". Zdarzylo mi sie takze kilka razy interweniowac w
      szkole, nawet z pewnymi sukcesami-;)." koniec postingu. Póżniej, 17 kwietnia
      1998, zaproponował wysłanie następującego listu do TIME'a: Dear Sirs, This is
      in reference to the following information published in the March 16
      Milestone: "Arrested, Alfons Goetzfried, 78, former Gestapo foot soldier, for
      allegedly shepherding some 70,000 people to their deaths at a Polish
      concentration camp; in Stuttgard, Germany. Convicted of war crimes by the
      Soviet Union, Goetzfried was locked up in a Siberian gulag until 1958, but he
      returned to Germany in 1991". While we appreciate your form letter dated April
      7, in reply to our letters protesting the distortion of historical truth about
      concentration camps during WWII, we find your idea of publishing a retraction
      to the statement about "a Polish concentration camp" exclusively in TIME
      international edition unacceptable. We feel that by limiting the explanation to
      the International edition only, you'll continue to mislead many TIME readers,
      who are unawere of your retraction; some of us have access only to the Canadian
      edition of TIME magazine, and this is where we found the disturbing distortion
      of facts. We would appreciate a retraction throughout all your editions.
      Sincerely yours, Wilhelm Głowacki

      Dalsze losy naszej pokornej petycji o zaprzestanie kłamstw na temat Polski są
      zniechęcające: p. Głowacki znalazł w wersji kanadyjskiej Time Magazine na
      stronie 4 (Letters - listy do redakcji) następujący list: CONCENTRATION CAMPS.
      In your Milestone item about the Arrest of former Gestapo foot soldier Alfons
      Goeztzfried[March 16], you states that he is accused of "shepherding some
      70.000 people to their death at a Polish concentration camp". At no time during
      WWII were there any Polish concentration camps; the concentration camps in Nazi-
      occupied Poland were established by the Germans. You not only do great
      injustice to the Polish people, but unintentionally, you are changing
      historical facts. Mieczyslaw Szczecinski Honorary President Polish Combatants'
      Association in Canada Inc. Toronto Redakcja odpowiedziała: It was incorrect to
      use the phrase "Polish concentration camps" in referring to the Nazi death
      camps in Poland. We regret the error". No to mamy jasność. Szkalowanie imienia
      Polski było "incorrect", niewłaściwe, omyłkowe. To byli jacyś "nazi", broń Boże
      wspomnieć coś o Niemcach, broń Boże przypomnieć czytelnikowi, iż Polska nie
      istniała, była krajem okupowanym i nie miała nic do powiedzenia w kwestii
      budowania na jej ziemiach obozów śmierci...
      Gdyby polskie władze dbały bodaj trochę o to, do czego są powołane, redakcja
      Time'a nie wykpiłaby się takim wykrętnym tłumaczeniem. Odszkodowanie mogłoby
      iść w miliony.

      Zaś australijska wersja TIME'e z 4 maja 1998 w rubryce LISTY, w sekcji
      CORRECTIONS na stronie 14-ej doniosla:

      CORRECTIONS The edited version of Chris Gregory's letter [April 8] about an
      essay by Camille Paglia contained the statement, "Paglia is not a feminist but
      a misogynist". This misrepresented the author's intended meaning. The last
      sentence of the letter should have read: "The misogyny is here, coming from
      within the feminist movement". The Milestones item on the arrest of Alfons
      Goetzfried [April 16] incorrectly referred to Nazi concentration camps in
      Poland as Polish concentration camps. TIME regrets the error.
      Prosimy zwrócić uwagę na hierarchię ważności! Najpierw jakieś bzdury o
      mizoginach i feministkach, dopiero potem skandaliczna sprawa szkalowania
      jednego z bardziej zasłużonych w walce z hitlerowcami narodów.


      Nadesłał p. Ireneusz Karaśkiewicz
      --------------------------------------------------------------------------------

      Antypolskie i krypto-antypolskie wypowiedzi jakie co jakiś czas pojawiają się
      w "Gazecie Wyborczej" należą już niemal do klasyki. Nachalna propaganda, mająca
      na celu wbicie Polakom do głowy, iż są urodzonymi antysemitami i faszystami,
      odnosi niejakie sukcesy. Fałszowanie polskiej historii przez GazWyb da się
      porównać tylko z wyczynami dawnego "Żołnierza Wolności".

      Poniżej treść listu skierowanego przez p. Andrzeja Kmiecickiego do
      redakcji "Gazety Wyborczej", która nie uważała jednak za wskazane go
      opublikować. Ulica Mysia się kłania.

      Redakcja Gazety Wyborczej Dnia 21/04/98 w Waszym piśmie ukazał się artykuł p.
      Dawida Warszawskiego pod tytułem "MIESZKAJĄC NA ZIEMI POPIOŁÓW", poruszający
      tragiczny los Żydow. Nikt nie powinien przechodzić obojętnie wobec tragedii
      tego narodu w czasie wojny. Ale takie artykuły, jak p.Warszawskiego, nie
      wywołuja refleksji nad tą tragedią, a wywołują refleksje nad niegodziwością
      autora. Autor wspaniałomyślnie pisze, że Polacy nie są juz jedynymi winnymi
      zaglady Zydow. P.Warszawski polgebkiem wymienia rowniez i Niemców. Ale glownie
      to jednak Polacy są winni holokaustu. Nie dziwie sie, ze panowie pokroju Dawida
      Warszawskiego nie kwapia sie z wyjazdem do Izraela i sa oburzeni na premiera
      Netanjahu, gdy ten im to proponuje. A komu Oni w Izraelu wmawialiby
      antysemityzm ? No i tam trzeba ciezko pracowac... Tam nie ma latwowiernych Goi,
      ktorych tak latwo i bezkarnie sie oszukuje. No dopiero gdy grunt pod nogami
      zaczyna sie usuwac, panowie typu Bagsik czy Gasiorowski wieja do Izraela. Swoja
      droga gdyby jakis Polak odwazyl sie powiedziec to, co powiedzial premier
      izraelski, to z miejsca okrzyknieto by go antysemita. Pan Warszawski stawia
      znak rownosci miedzy Auschwitz a pogromem kieleckim. I obrazacie się, gdy ktos
      po takim artykule nazwie Wasza gazete "Gadzinowka". Ktos kto nie zna historii,
      z tej lektury wyciagnalby wniosek, ze w czasie II Wojny Swiatowej to Polacy
      okupowali Polske, dobrze im sie powodzilo, a dla rozrywki polowali na Zydow.
      Panie Redaktorze, przy takich tragediach nie powinno przeprowadzac sie
      licytacji jaka nacja była bardziej i przez kogo przesladowana. Jednak Czy
      moglby Pan odpowiedziec mi na kilka pytan ? 1. Ponad osiemdziesiat procent
      • homosovieticus rzerabianie polskiej mentalnosci wg Adama M.cd 08.08.04, 18:00
        Pan Warszawski stawia znak rownosci miedzy Auschwitz a pogromem kieleckim. I
        obrazacie się, gdy ktos po takim artykule nazwie Wasza gazete "Gadzinowka".
        Ktos kto nie zna historii, z tej lektury wyciagnalby wniosek, ze w czasie II
        Wojny Swiatowej to Polacy okupowali Polske, dobrze im sie powodzilo, a dla
        rozrywki polowali na Zydow. Panie Redaktorze, przy takich tragediach nie
        powinno przeprowadzac sie licytacji jaka nacja była bardziej i przez kogo
        przesladowana. Jednak Czy moglby Pan odpowiedziec mi na kilka pytan ? 1. Ponad
        osiemdziesiat procent jakiej nacji bylo w scislym kierownictwie UB w latach
        1946-1956 ? 2. Przedstawiciele jakiej nacji witali w 1939 r. z otwartymi rekami
        Armię Czerwona na Kresach Wschodnich ? 3. Przedstawiciele jakiej nacji
        przekazywali listy proskrypcyjne obywateli polskich w 1939 r. przedstawicielom
        NKWD ? ( A wiem to dokladnie, bo moj ojciec znalazl sie w Starobielsku po
        zakablowaniu go przez - zgadnijcie jaka - Gmine? Ojciec cudem ocalał od
        smierci, ale wczesniej dowiedzial się od przesluchujacego go oficera NKWD, kto
        przygotowal liste Polakow do aresztowania). 4. Jaki los zostal zgotowany
        milionom Polakow zamieszkalym na kresach wschodnich i jaka nacja ideologicznie
        to przygotowala i uzasadniala ? Pytania mozna by mnozyc. Podobno nastepuje
        pojednanie miedzy naszymi narodami. Z całego serca zyczylbym sobie tego. Ale
        pojednanie to nie bezwarunkowe narzucanie swojego punktu widzenia drugiej
        stronie. To nie perfidna i bezpardonowa walka z Kosciolem Katolickim. To nie
        wyrachowana polityka Waszego pisma polegajaca na wyszydzaniu i zohydzaniu
        wszystkiego co polskie. Na koniec, czy nie jest czystej wody rasizmem
        wywyzszanie rasy zydowskiej, a pomiatanie i ponizanie Polakow? Wymowny tego
        przyklad dal jakies 3 lata temu p. Szczypiorski w rozmowie telewizyjnej z A.
        Michnikiem. Na koniec chciałbym uzyskać od Pana dokladna definicje
        antysemityzmu, poniewaz uzycie go w stosunku do ks. Chrostowskiego uwazam albo
        za nieznajomosc działalnosci w/w, albo za przejaw wyjątkowego cynizmu. To, ze
        ktos staje w obronie Krzyza, jest antysemityzmem? Mienicie się najmadrzejsza z
        ras, a nie potraficie dac jasnej definicji antysemityzmu? Po co zreszta dawac
        taka definicje, bez niej bezkarnie mozna zarzucic antysemityzm kazdemu o innych
        pogladach. Czy jest antysemityzmem nazwanie zlodziejem kogos, pokroju p Baksika
        i Gasiorowskiego, tylko dlatego, że jest Zydem ? Czy nazwanie Bermana morderca
        tez jest antysemityzmem? Przedstawiciele Polski i Kosciola katolickiego
        przepraszali wiele razy za niegodziwosci jakich doznali Zydzi, badz od Polakow,
        badz ogolnie od Katolików. Czy zdarzyło się chocby jeden raz, by ktos z Was
        przeprosił Polakow za tortury stosowane w UB, ktore było w niepodzielnym
        wladaniu Zydow? Na koniec: uwazam, ze konieczne jest pojednanie, ale niech
        kazdy wejrzy we wlasne i swojej Grupy sumienie i niech kazdy bije sie we wlasną
        piers. Takie jak dotychczas bowiem dzialania strony zydowskiej nie tylko nie
        sluza pojednaniu i zwalczaniu antysemityzmu i antypolonizmu, ale wręcz
        podsycaja te patologie.
        --------------------------------------------------------------------------------

        ... the Polish death camps of Tremblinka ... ... Polish death camp
        commander ... U.S. News & World Report, May 2, 1988, page 10, "The murderers
        among us". W całym artykule poświęconym przestępcom wojennym tylko jeden raz
        wymienia się Niemcy: jako kraj, który ściga przestępców wojennych (!)


        --------------------------------------------------------------------------------

        [...] Dutch economics professor Victor Halberstadt, hidden throughout the war
        by Catholic miners, remembers his father returning to their prewar Amsterdam
        appartament. There was a Dutch family living in their place, using their
        furniture. "My father simply turned back and walked away to rebuild his life,"
        he says. Others feared that merely asking for what had been theirs would
        trigger new antisemitism. The fear was not ungrounded. Only 10 percent of
        Poland's prewar Jewish population of 3.3 million survived, but those who dared
        return home were sometimes greeted with anger, even violence. In the two years
        after after the Nazis were chased from Poland, 1,500 Jews died at the hands of
        Poles. [...]" "U.S. News & World Report", March 17, page 43, Commentary by
        Richard Z. Chesnoff entitled "Fifty years too late, a reckoning". Mimo
        gwałtownych protestów gazeta upierała się przy twierdzeniu, iż Polacy
        zamordowali po wojnie 1500 Żydów za to tylko, iż byli Żydami. Nie potrafiła
        jednak dać na to żadnych dowodów. No bo i po co?


        --------------------------------------------------------------------------------

        Znalezione na stronicy wideotekstu niemieckiej stacji TV SAT1 dnia 13.04.1998
        godz. 18.40:
        Betrüger rüsten sich für den Euro Die Einführung des Euros wird ge- witzten
        Ganoven den großen Reibach bescheren. Kripo-Experten schätzen den Schaden auf
        Milliarden-Höhe, wenn 2002 fast 300 Mio Europäer ihre Landeswährung in Euro
        umtauschen. Da werden Bilanzen "frisiert" und Blü- ten gegen neue
        Scheine "gewaschen". In Polen würde schon jetzt erstklas- siges Falschgeld für
        die Umtausch- aktion gedruckt. Auch Drogenhändler profitieren vom Euro: Durch
        die einheitliche Währung entfällt die risikoreiche Geldwäsche in Wechselstuben.
        (eof) co w tłumaczeniu znaczy ni mniej, ni więcej, tylko: Oszusci przygotowuja
        sie na Euro Wprowadzenie Euro spowoduje niemaly zamet wsrod cwaniackich
        oszustow.Eksperci Kripo oceniaja straty na miliardy. Kiedy w 2002 roku prawie
        300 milionow Europejczykow beda wymienic swoje narodowe pieniadze, to beda
        takze falszowane bilanse oraz wymieniane falszywe pieniadze za prawdziwy Euro.
        W Polsce sa juz pierwszej klasy falszywe pieniadze dla tej wymiany wydrukowane.
        Takze kurierzy narkotykow skorzystaja z wprowadzenia Euro: odpadna im problemy
        z praniem brudnych pieniedzy. Na nasz rozum jest to jawne pomówienie, nie
        poparte żadnymi konkretnymi dowodami. Co na to panowie z MSZ?


        --------------------------------------------------------------------------------

        Informacja wysłana na listę dyskusyjną CIEMNOGROD przez p. Janusza Stybera,
        nieco skrócona. From: Pan Janusz <PanJanusz@aol.com> Date: Sun, 19 Apr 1998
        13:17:23 EDT To: ciemnogrod@uci.agh.edu.pl Subject: I znowu "Polish
        concentration camps" Stacja telewizji publicznej WTTW w Chicago nadała wczoraj
        film dokumentalny o losach rodziny Anny Frank. W dwugodzinnym dokumencie
        trzykrotnie, dobitnie powtórzono zwrot "Polish concentration camps" wspominając
        drogę rodziny Franków z Holandii do Auschwitz. Nie powiedziano nic na temat
        nazis czy Niemców, a nawet okupowanej przez nich Polski. Jedynie "Polish
        concentration camps" i "death camps in Poland"...


        --------------------------------------------------------------------------------

        In a Polish death camp an old rabbi recited the Hagaddah, the story of the
        exodus, from memory. Non-Jewish Polish officers sat around him. A young student
        translated the rabbi's words... Chicago Tribune, Friday, April 10, 1998,
        Section 1, Page 21: "Passover-and freedom of the spirit", czwarty akapit od
        końca. Artykuł sygnowany jest na dole: "New York Times". Nadesłał p. Andrzej
        Borowiec


        --------------------------------------------------------------------------------

        Dr. Wojciech Wierzewski, Redaktor gazety ZGODA opisuje szkalujacy
        • homosovieticus zerabianie polskiej mentalnosci wg Adama M.cd+ 08.08.04, 18:01
          Dr. Wojciech Wierzewski, Redaktor gazety ZGODA opisuje szkalujacy polskie
          środowisko film. Jego adres to: Dr. Wojciech Wierzewski, Redaktor, ZGODA 6100
          North Cicero Ave., Chicago, IL 60646-4385 Tel: 773-286-0500 CYTAT: "W
          amerykanskich mediach trwa dalej moda na zniewazanie Polakow. "Polskie wesele"
          z Hamtramck. Nowy film przynosi obraz Polonii i jej obyczajow. Tegoroczne lato
          przyniesie malo radosne dla nas wydarzenie: premiere kolejnego filmu
          hollywoodzkiego w ktorym srodowisko Polakow zyjacych w Ameryce pokazuje sie
          jako "white trash" i "sexually promiscuous". Mowie o "dziele" Theresy
          Connelly, "Polish Wedding" ("Polskie wesele") niskobudzetowym filmie
          amerykanskim portretujacym polonijne srodowisko Hamtramck w Detroit (i
          wlasciwie cala spolecznosc polska w Stanach) w jednoznacznie ublizajacym
          swietle. Poniewaz i tym razem - rzekomo nikt nie chcial nikogo celowo zniewazac
          (a "pieklo, jak wiadomo, wybrukowane zostalo dobrymi intencjami"), wszyscy
          chcieli "jak najlepjej", a wyszlo akurat odwrotnie - jest sie teraz nad czym
          zastanowic. Autorka filmu jest mloda Amerykanka (z polskiej, podobno, rodziny -
          twierdzi, ze jej matka byla z pochodzenia Polka) wychowana w Detroit, a wiec
          w "polskim sasiedztwie" - ktora upatrzyla sobie wlasne tamto polonijne
          srodowisko jako temat swojego debiutu. Kiedy wiec przybyla przed rokiem do
          Hamtramck, cala tamtejsza spolecznosc polonijna wpadla w stan absolutnej
          euforii: "beda krecic o nas film"! Nikt nie zadal sobie tylko trudu - aby
          poprosic o scenariusz i zorientowac sie - chociazby "co to ma byc za film" - i
          w jakim wlasciwie trybie bedzie on pokazywal srodowisko polskie. Mieszkancow
          polskiej dzielnicy (z mayorem Kozarenem na czele) wlacznie podniecal sam fakt,
          ze pala sie teraz na ich ulicach jupitery - i ze cos kreci zawodowa, choc nie w
          pelni hollywoodzka, ale wciaz amerykanska filmowa ekipa, w dodatku z nie-
          polskimi aktorami "odstawiajacymi" teraz Polakow. Oczywiscie, krecenia filmu w
          tym wolnym kraju nikt nikomu zabronic nie moze. Polonia tez by mogla zaczac
          realizowac wlasne filmy, gdyby chciala sie na taki wysilek zdobyc. Tego jednak
          wciaz nie widzimy, natomiast inni kreca o nas rzeczy, od ktorych wlosy staja na
          glowie. Jesli ktos z filmowcow wybiera jakies srodowisko etniczne - byloby
          oczywiscie najlepiej, gdyby autorzy troche je sami znali i starali sie je
          dobrze poznac. Wystarcza po prostu, aby wziac do realizacji konsultanow
          wywodzacych sie z tej wspolnoty i spedzic troche czasu z prawdziwimy etnikami,
          poznac ich mentalnosc i wrazliwosc, slowem by zlapac ich myslenie i reakcje, a
          w efekcie poznac uczciwym wobec ich stylu zycia i obyczajowosci. Tego nie zrobi
          sie jednak juz po przybyciu na zdjecia z gotowa wizja srodowiska - bo grozi to
          natychmiast powielaniem stereotypow, stosowaniem falszywych wyobrazen i
          sprowadzeniem calosci do poziomu "polskich dowcipow". O tym jednak nikt ani
          wtedy, ani teraz nie pomyslal. Theresa Connelly, autorka scenariusza i filmu, z
          okazji pokazu przedpremierowego "Polskiego wesela" w Chicago stwierdzila, ze
          nie potrzebowala zadnych doradcow ani polskich konsultantow, bo zna temat
          najlepiej. Swiadczy o tym chociazby uzycie cyganskiej muzyki do zilustrowania
          dziela - bo wiadomo, Polacy to narod wloczegow... Przy sposobnosci wyglosila
          serie deklaracji, z ktorych wynikalo, ze osobiscie jest "pelna podziwu dla
          Polakow", ze podoba sie jej "ich temperament i uroda", ale jej film w
          zasadzie "nie tyle traktuje o etnicznosci, co raczej o stosunkach damsko-
          meskich, seksie, milosci i rodzinie" ... I to juz powinno sklonic srodowiska
          polonijne do ostroznosci i wyhamowania wobec tego projektu wstepnego
          enthuzjazmu. "Nie wszystko zloto, co sie swieci" - przestrzegalo juz dawno
          stare przyslowie. Nie kazdy film bioracy za temat polskie czy polonijne
          srodowisko - musi byc automatycznie dla na sympatyczny, zaslugujacy na nasza
          promocje, rzetelny i szlachetny w intencjach. Tymczasem, nasza slowianska
          naiwnosc nie nauczyla nas nic z nabytych wczesniej na hollywoodzkich
          produkcjach filmowych - przykrych, zalosnych i wrecz haniebnych - doswiadczen.
          Tutejsza tradycja pokazywania na ekranie Polakow jako "Zulu", egzotycznych
          dziwolagow przynaleznych do pod-cywilizacji, siega conajmniej lat
          trzydziestych, i mieni sie cala pozniejsza galeria typow ala Stanley Kowalski -
          prymitywnych osilkow nie znajacych oglady ani kultury - albo pan o dwuznacznej
          reputacji - vide "Sophie's Choice". I do tej "tradycji" nawiazuje
          wlasnie "Polish Wedding". Slepy, bezkrytyczny kult mediow i glebokie poczucie
          nizszosci ujawnilo sie raz jeszcze w tym przypadku - najpierw w Hamtramck, przy
          kreceniu filmu, tak i w Chicago - przy jego "amerykanskiej prapremierze" (na
          pare miesiecy przed wejsciem filmu do szerszej dystrybucji "Foxa" - w lipcu
          br). Euforia, "ze o nas cos kreca" i ze "cos na nasz temat nakrecili" -
          przeslonila jakiekolwiek trzezwe i krytyczne myslenie, czy to "cos" jest nam
          wogole potrzebne, czy nie jest znow kolejnym "Polish joke", albo podrzuconym
          nam na posmiewisko, kukulczym jajem. Faktem jest, ze "Polish Wedding" -
          niezaleznie od przyswiecajacych mu lepszych czy gorszych intencji - nie jest
          ani filmem powaznym, ani dobrym, natomiast przynosi w sumie uwlaczajace
          karykatury zachowan i obyczaju Polek i Polakow w tym kraju. Podrzucono
          nam "cuchnace jajo", a wiele osob i srodowisk dalo sie juz na to nabrac. Bo
          trzeba nie byc przy zdrowych zmyslach aby lansowac jeszcze wlasnymi, polskimi
          silami cos, co przedstawia nas i polonijne srodowisko w krzywym swietle,
          zawiera wrecz skandaliczne elementy religijnego i obyczajowego karykaturowania.
          Powiedzmy wprost: "Polskie wesele" Theresy Connelly to rzeczywiscie nowy
          obrzydliwy "Polish Joke"! W najwiekszym skrocie: "Polish Wedding" polega na
          tym, ze wesela nie ma, bo nastoletnia Hela, panienka z polonijnego domu sie
          puszcza - i to zdecydowanie lubi. Zreszta "nie daleko pada jablko od jabloni",
          bo mamusia bohaterki tez nie swieci przykladem, ale wrecz na odwrot. Kreowana
          przez dosc temperamentalna Lene Olin, ktora nigdy nie bala sie "smialych" scen
          lozkowych, mamusia Heli z Hamtramck - zatrudniona jako "janitorka" przy myciu
          meskich toalet w jakiej duzej detroickiej firmie - nie traci okazji ani
          animuszu w trakcie wycierania szmata posadzki w ubikacji - kiedy przez
          przypadek wejdzie "do przybytku" jakis mezczyzna. "Polski temperament" gra - po
          kilku chwilach szybko przejmujaca inicjatywe - i bohaterka tarza sie juz z
          przypadkowym mezczyzna na podlodze, wskakuje na niego jak na konia i odpina mu
          sprawnie pasek spodni..." "Status srodowiskowy tej bohaterki (ktorej ulubionym
          hobby w ognisku domowym jest gryzienie ogorkow i picie wodki z corka oraz
          synowa!) okresla jej przynaleznosc do "polonijnych organizacji", noszony z
          celebra uniform Womens' Auxiliary Polish Veterans Association (z pelerynka, na
          ktorej widnieje naszyty polski orzel!). Wychodzac wieczorem lajdaczyc sie z
          kochankiem - pod pretekstem pilnego uczeszczania w "zebraniach polonijnych" -
          bohaterka Leny Olin paraduje po ulicach w takim uniformie, demonstrujac "polska
          dume" pod latarnia. W tym samym czasie jej cora, Hela, wiadomo - temperament
          odziedziczony po mamie - goni sie po przyleglych do Hamtramck polach z
          marynarzami. Potem trafia sie jej mlody miejscowy policjant, ktory zmajstruje
          jej bachora. Prawdziwie reprezentacyjna, polska rodzinka! Kluczem do polskosci
          w pojeciu autorki filmu jest ewidentnie "sexual promiscuity" - seksualny chaos,
          brak zasad i kultury, ani elementarnej przyzwoitosci. To jednak dopiero
          poczatek! W karykaturze zycia Polakow i Polonii nie moze zabraknac oczywiscie
          ich religijnych symboli, "przesadow" i "fanatyzmu". Juz pierwsze sceny pokazuja
          dzielnice o niskim zabudowaniu nad ktorymi goreje przesadnie olbrzymia i przez
          to pretensjonalna - sylwetka katedry. Autorka filmu zna z pewnoscia z
          • homosovieticus zerabianie polskiej mentalnosci wg Adama M.cd++ 08.08.04, 18:04
            Autorka filmu zna z pewnoscia z opowiadan polskie domy, bo lokuje tam obraz
            Matki Boskiej Czestochowskiej na godnym i prominentnym miejscu - nad palnikami
            w kuchni i tuz obok zlewu. Nikt sie w domu oczywiscie nie modli, tylko "chodzi
            do kosciola". Polska rodzinka okazuje sie zreszta miec dobre "chody" w
            miejscowej parafii, bowiem Hala zostaje "wylosowana" przez ksiedza do honorowej
            misji ... zalozenia wienca posagowi Matki Boskiej, podczas nadchodzacej
            procesji, poniewaz usposabia - w jego tym razem naiwnosci - "dziewicza czystosc
            i cnote". Stad juz nic latwiejszego niz przewidziec przygotowany przez autorke
            efektowny final filmu: i rzeczywiscie - na skwerze grzmi polka i pary w jakichs
            dziwnych kostiumach (slowackich czy wegierskich bluzach - dla autorow takie
            detale nie sa wazne) lacznie z ojcem Heli i jej bracmi smigaja po parkiecie, a
            w tym samym czasie w poprzek skweru zmierza procesja z ubranymi na bialo
            dziecmi sypiacymi roze i sapiacym ksiedzem - dzwigajacym w rekach wielki obraz
            Matki Boskiej (!). Nasza Hela, niczym swieta w wielkim wianku na glowie i
            slubnej sukni idzie pod baldachimem (!!!) ku figurze Matki Boskiej... Kiedy
            Hela - po drabinie - wspina sie na pomnik Madonny, zeby zalozyc jej wieniec z
            rumiankow - tlum zaczyna sie smiac i wydzierac, ze to kpina, bo ona jest w
            ciazy, i w ogole, to jest dziwka. Ksiadz w przyplywie gniewu zaczyna za nogi
            sciagac ja z drabiny i przymierza sie do bicia - kiedy gorszaca scene przerywa
            matka Heli i krzyczy, zeby nie bic, bo dziewczyna w ciazy zasluguje na respekt.
            Skamienialy tlum zamiera najpierw w bezruchu i nagle zaczyna przed dziewczyna w
            ciazy klekac, zegnac sie i modlic - wiadomo, wszystko to tepa, polonijna
            ciemnota... Autorce, jak widac, wszystkiego za malo - do galerii stereotypowych
            postaci z polswiatka podkultury, polaczonej z pogarda dla kosciola i karykatura
            religijnych obrzedow dodaje jeszcze w finale - profanacje niepokalanych do tego
            srodowiska swietosci! Zreszta w calym filmie, od samego poczatku - pojawia sie
            stereotyp za stereotypem, dokumentujac wrecz smiesznie wyobrazenia o rytuale
            zycia rodzinnego i obyczajach Polonusow czyli bialych Zulusow z Detroit:
            rodzina obzera sie od sniadania pierogami (a czymze by innym!) i obrzydza smak
            mlodemu policjantowi "czarnina". Niemowlaki (zawsze nagie - bez bodaj koszulki!
            tak dbaja ci ludzie o dzieci) dra sie w nieboglosy, pani domu chrupie ogorki,
            strzela sobie raz po raz wyborowa "w damski kregu rodziny" - ponadto wszyscy
            pala papierosy w domu, nie wylaczajac dzieci! Czy nie ma w Ameryce
            takich "skotlowanych" rodzin ? Oczywiscie, ze sa. Czy nie ma puszczajacych sie
            dziewczat, ktore rodza dzieci "bez wesela" ? Alez sa, we wszystkich chyba
            srodowiskach. Czy sa zony, ktore prowadza wlasne zycie erotyczne "na boku"
            majac nieszczescie byc zonami piekarzy (jak ojciec tej "polskiej rodziny" w
            filmie) ktorych cala noc w lozku nie ma bo ugniataja ciasto i pala w piecu ?
            Pewnie ze tak. Ale - pytam sie - dlaczego wszystko to ma byc przypisywane
            akurat polskim rodzinom i Polakom "z nazwiska" ? Czy jestesmy typowi dla
            amerykanskeigo wyobrazenia o "white trash", czy sa powody abysmy uchodzili za
            najgorszych ? NO, thank you, no, thank you. Dziekujemy zdecydowanie autorce za
            taka filmowa reklame naszego srodowiska. Nie, dziekuje, nie mam osobiscie ani
            checi ani potrzeby (ani masochistycznej przyjemnosci w tym) ogladaniu
            karykatury mojego srodowiska. A juz najbardziej nie rozumiem ludzi, ktorzy
            jeszcze dokladaja do tego reki - pomagaja podobne knoty i karykatury produkowac
            a potem promowac na polonijnych przegladach i festiwalach. To juz prawdziwy
            polonijny masochizm - podniesiony do kwadratu. Podsumujmy, na zakonczenie, te
            najswiezsza lekcje publicznego upokorzenia w dodatku przy naszym w tym udziale:
            kazdy moze krecic sobie filmy jakie chce, jesli ma na to pieniadze i
            producenta - i jesli ktokolwiek zechce takie filmy potem dystrybutowac i
            ogladac. "Polish Wedding" jest filmem artystycznie kiepskim i na polu
            amatorskim. Nie sadze osobiscie, aby znalazl wielu chetnych do pokazywania go w
            sieci kin z prawdziwego zdarzenia, nawet w sezonie ogorkowym, kiedy planowana
            jest w lecie tego roku jego dystrybucja. Nic dziwnego, ze autorka sama objezdza
            (takze polonijne!) srodowiska i organizacje, ktore daja sie nabierac na tytul i
            jego naskorkowa "polskosc". Ostrzegam zatem wszystkich publicznie przed ta
            pulapka - nosi ona tytul "Polish Wedding"! "Polskie wesele" Theresy Connelly
            jest filmem pretensjonalnym i przede wszystkim nierzetelnym - z powodu bardzo
            powierzchownego i z gruntu falszywego pokazania wybranej tam spolecznosci (dla
            niej jest wrecz obrazliwym i zaslugujacym definitywnie na glosny protest i
            bojkot - chocby z racji osmieszania symboli i obrzedow religijnych zwiazanych z
            tradycja i kultura Polonii w tym kraju). Natomiast przynosi on takze istotna
            lekcje dla nas wszystkich: Po pierwsze - pomagajac realizowac filmy, ktore nas
            karykaturalnie pokazuja - dajemy dowod przypisywanej nam przez niektorych -
            naiwnosci i glupoty. Dobrowolnie i z zapalem przystepujac jeszcze do
            popularyzowania takich "dziel" w naszych instytucjach i srodowiskach -
            grzeszymy juz podwojna glupota. Zachowajmy bodaj minimum godnosci - nie bierzmy
            sami udzialu w czyms, co ma nas samych kompromitowac i osmieszac! Nie kto inny,
            a Jan Kochanowski grzmial przed wiekami, aby sie rodacy troche zmiarkowali - i
            nie kupowali sobie wciaz na nowo starej przypowiesci, ze "Polak to i przed
            szkoda - i po szkodzie glupi". W kilka stuleci pozniej tutaj, na emigracji
            widac, ze wciaz trzeba glosno przypominac niektorym wage tamtej, wielce jarej
            rady! Komentarz: W czerwcu (za trzy i pol tygodnia) firma 20th Century Fox
            zamierza wprowadzic film "POLISH WEDDING" na ekrany. Prosimy dzwonic i kierowac
            listy protestujace do: Bill Mechanic, Chairman 20th Century Fox Film
            Corporation, 10201 West Pico Blvd., Los Angeles, CA 90035 Tel: 310-369-1000
            Fax: 310-369-2095 kopie listow do: Peter Chernin, Chairman News Corporation,
            20th Century Fox Film Corporation, 10201 West Pico Blvd.


            --------------------------------------------------------------------------------

            List otwarty pani Krystyny Miller, ktory ukazal sie na drugiej stronie w
            ostatnim numerze "Gwiazdy Polarnej", z dnia 9-go maja b.r. (Nr. 10). Szanowna
            Pani Alicja Grzeskowiak Marszalek Senatu Rzeczypospolitej Polskiej ul. Wiejska
            6, 00-902 Warszawa Pani Marszalek ! Jestem zbulwersowana wystapieniem
            prezydenta Kwasniewskiego, ktory oskarza narod polski o wyrzucenie Zydow z
            Polski w latach 1968-69. Kiedy Prezydent i Premier zaczna mowic i uczyc sie
            prawdy i sluzyc narodowi polskiemu? To jest ich moralnym i konstytucyjnym
            obowiazkiem wobec wyborcow. Prezydentowi wlasciwie trudno sie dziwic, ale
            powstaly powazne zastrzezenia wokol osoby premiera, ktory rowniez klamie i nie
            chce znac w tej sprawie prawdy ani nie broni Polski. Niezrozumiale jest
            zachowanie premiera, ktory otrzymal rekomendacje na ten urzad z AWS-u. Ja z
            rodzina wyjechalam z Polski w 1968 roku, majac zezwolenie na wyjazd do Izraela.
            Trasa naszej podrozy byla nastepujaca: najpierw Wieden, pozniej Wlochy, gdzie
            przebywalismy okolo 6 miesiecy. Nastepnie otrzymalismy paszporty na wyjazd do
            Ameryki i na tym skonczyla sie nasza podroz do "Ziemi Obiecanej". Pragne z cala
            odpowiedzialnoscia przekazac informacje, ktore towarzyszyly tym wydarzeniom: 1.
            Nikt nas ani innych Zydow z naszej grupy liczacej okolo 250 osob, z Polski nie
            wyrzucal. Byla to nasza dobra i nieprzymuszona wola. 2. Obywatelstwa polskiego
            zrzekalismy sie dobrowolnie. Nie bylo zadnego przymusu. Postawiono jeden
            warunek, na ktory sie zgodzilismy: chcesz wyjechac z Polski - zabieramy ci
            obywatelstwo. 3. Otrzymalismy od rzadu odprawy finansowe. 4. Bylismy wszyscy
            wdzieczni rzadowi polskiemu, ze umozliwil tylko i wylacznie Zydom opuszcz
            • homosovieticus zerabianie polskiej mentalnosci wg Adama M.cd+++ 08.08.04, 18:07
              Autorka filmu zna z pewnoscia z opowiadan polskie domy, bo lokuje tam obraz
              Matki Boskiej Czestochowskiej na godnym i prominentnym miejscu - nad palnikami
              w kuchni i tuz obok zlewu. Nikt sie w domu oczywiscie nie modli, tylko "chodzi
              do kosciola". Polska rodzinka okazuje sie zreszta miec dobre "chody" w
              miejscowej parafii, bowiem Hala zostaje "wylosowana" przez ksiedza do honorowej
              misji ... zalozenia wienca posagowi Matki Boskiej, podczas nadchodzacej
              procesji, poniewaz usposabia - w jego tym razem naiwnosci - "dziewicza czystosc
              i cnote". Stad juz nic latwiejszego niz przewidziec przygotowany przez autorke
              efektowny final filmu: i rzeczywiscie - na skwerze grzmi polka i pary w jakichs
              dziwnych kostiumach (slowackich czy wegierskich bluzach - dla autorow takie
              detale nie sa wazne) lacznie z ojcem Heli i jej bracmi smigaja po parkiecie, a
              w tym samym czasie w poprzek skweru zmierza procesja z ubranymi na bialo
              dziecmi sypiacymi roze i sapiacym ksiedzem - dzwigajacym w rekach wielki obraz
              Matki Boskiej (!). Nasza Hela, niczym swieta w wielkim wianku na glowie i
              slubnej sukni idzie pod baldachimem (!!!) ku figurze Matki Boskiej... Kiedy
              Hela - po drabinie - wspina sie na pomnik Madonny, zeby zalozyc jej wieniec z
              rumiankow - tlum zaczyna sie smiac i wydzierac, ze to kpina, bo ona jest w
              ciazy, i w ogole, to jest dziwka. Ksiadz w przyplywie gniewu zaczyna za nogi
              sciagac ja z drabiny i przymierza sie do bicia - kiedy gorszaca scene przerywa
              matka Heli i krzyczy, zeby nie bic, bo dziewczyna w ciazy zasluguje na respekt.
              Skamienialy tlum zamiera najpierw w bezruchu i nagle zaczyna przed dziewczyna w
              ciazy klekac, zegnac sie i modlic - wiadomo, wszystko to tepa, polonijna
              ciemnota... Autorce, jak widac, wszystkiego za malo - do galerii stereotypowych
              postaci z polswiatka podkultury, polaczonej z pogarda dla kosciola i karykatura
              religijnych obrzedow dodaje jeszcze w finale - profanacje niepokalanych do tego
              srodowiska swietosci! Zreszta w calym filmie, od samego poczatku - pojawia sie
              stereotyp za stereotypem, dokumentujac wrecz smiesznie wyobrazenia o rytuale
              zycia rodzinnego i obyczajach Polonusow czyli bialych Zulusow z Detroit:
              rodzina obzera sie od sniadania pierogami (a czymze by innym!) i obrzydza smak
              mlodemu policjantowi "czarnina". Niemowlaki (zawsze nagie - bez bodaj koszulki!
              tak dbaja ci ludzie o dzieci) dra sie w nieboglosy, pani domu chrupie ogorki,
              strzela sobie raz po raz wyborowa "w damski kregu rodziny" - ponadto wszyscy
              pala papierosy w domu, nie wylaczajac dzieci! Czy nie ma w Ameryce
              takich "skotlowanych" rodzin ? Oczywiscie, ze sa. Czy nie ma puszczajacych sie
              dziewczat, ktore rodza dzieci "bez wesela" ? Alez sa, we wszystkich chyba
              srodowiskach. Czy sa zony, ktore prowadza wlasne zycie erotyczne "na boku"
              majac nieszczescie byc zonami piekarzy (jak ojciec tej "polskiej rodziny" w
              filmie) ktorych cala noc w lozku nie ma bo ugniataja ciasto i pala w piecu ?
              Pewnie ze tak. Ale - pytam sie - dlaczego wszystko to ma byc przypisywane
              akurat polskim rodzinom i Polakom "z nazwiska" ? Czy jestesmy typowi dla
              amerykanskeigo wyobrazenia o "white trash", czy sa powody abysmy uchodzili za
              najgorszych ? NO, thank you, no, thank you. Dziekujemy zdecydowanie autorce za
              taka filmowa reklame naszego srodowiska. Nie, dziekuje, nie mam osobiscie ani
              checi ani potrzeby (ani masochistycznej przyjemnosci w tym) ogladaniu
              karykatury mojego srodowiska. A juz najbardziej nie rozumiem ludzi, ktorzy
              jeszcze dokladaja do tego reki - pomagaja podobne knoty i karykatury produkowac
              a potem promowac na polonijnych przegladach i festiwalach. To juz prawdziwy
              polonijny masochizm - podniesiony do kwadratu. Podsumujmy, na zakonczenie, te
              najswiezsza lekcje publicznego upokorzenia w dodatku przy naszym w tym udziale:
              kazdy moze krecic sobie filmy jakie chce, jesli ma na to pieniadze i
              producenta - i jesli ktokolwiek zechce takie filmy potem dystrybutowac i
              ogladac. "Polish Wedding" jest filmem artystycznie kiepskim i na polu
              amatorskim. Nie sadze osobiscie, aby znalazl wielu chetnych do pokazywania go w
              sieci kin z prawdziwego zdarzenia, nawet w sezonie ogorkowym, kiedy planowana
              jest w lecie tego roku jego dystrybucja. Nic dziwnego, ze autorka sama objezdza
              (takze polonijne!) srodowiska i organizacje, ktore daja sie nabierac na tytul i
              jego naskorkowa "polskosc". Ostrzegam zatem wszystkich publicznie przed ta
              pulapka - nosi ona tytul "Polish Wedding"! "Polskie wesele" Theresy Connelly
              jest filmem pretensjonalnym i przede wszystkim nierzetelnym - z powodu bardzo
              powierzchownego i z gruntu falszywego pokazania wybranej tam spolecznosci (dla
              niej jest wrecz obrazliwym i zaslugujacym definitywnie na glosny protest i
              bojkot - chocby z racji osmieszania symboli i obrzedow religijnych zwiazanych z
              tradycja i kultura Polonii w tym kraju). Natomiast przynosi on takze istotna
              lekcje dla nas wszystkich: Po pierwsze - pomagajac realizowac filmy, ktore nas
              karykaturalnie pokazuja - dajemy dowod przypisywanej nam przez niektorych -
              naiwnosci i glupoty. Dobrowolnie i z zapalem przystepujac jeszcze do
              popularyzowania takich "dziel" w naszych instytucjach i srodowiskach -
              grzeszymy juz podwojna glupota. Zachowajmy bodaj minimum godnosci - nie bierzmy
              sami udzialu w czyms, co ma nas samych kompromitowac i osmieszac! Nie kto inny,
              a Jan Kochanowski grzmial przed wiekami, aby sie rodacy troche zmiarkowali - i
              nie kupowali sobie wciaz na nowo starej przypowiesci, ze "Polak to i przed
              szkoda - i po szkodzie glupi". W kilka stuleci pozniej tutaj, na emigracji
              widac, ze wciaz trzeba glosno przypominac niektorym wage tamtej, wielce jarej
              rady! Komentarz: W czerwcu (za trzy i pol tygodnia) firma 20th Century Fox
              zamierza wprowadzic film "POLISH WEDDING" na ekrany. Prosimy dzwonic i kierowac
              listy protestujace do: Bill Mechanic, Chairman 20th Century Fox Film
              Corporation, 10201 West Pico Blvd., Los Angeles, CA 90035 Tel: 310-369-1000
              Fax: 310-369-2095 kopie listow do: Peter Chernin, Chairman News Corporation,
              20th Century Fox Film Corporation, 10201 West Pico Blvd.


              --------------------------------------------------------------------------------

              List otwarty pani Krystyny Miller, ktory ukazal sie na drugiej stronie w
              ostatnim numerze "Gwiazdy Polarnej", z dnia 9-go maja b.r. (Nr. 10). Szanowna
              Pani Alicja Grzeskowiak Marszalek Senatu Rzeczypospolitej Polskiej ul. Wiejska
              6, 00-902 Warszawa Pani Marszalek ! Jestem zbulwersowana wystapieniem
              prezydenta Kwasniewskiego, ktory oskarza narod polski o wyrzucenie Zydow z
              Polski w latach 1968-69. Kiedy Prezydent i Premier zaczna mowic i uczyc sie
              prawdy i sluzyc narodowi polskiemu? To jest ich moralnym i konstytucyjnym
              obowiazkiem wobec wyborcow. Prezydentowi wlasciwie trudno sie dziwic, ale
              powstaly powazne zastrzezenia wokol osoby premiera, ktory rowniez klamie i nie
              chce znac w tej sprawie prawdy ani nie broni Polski. Niezrozumiale jest
              zachowanie premiera, ktory otrzymal rekomendacje na ten urzad z AWS-u. Ja z
              rodzina wyjechalam z Polski w 1968 roku, majac zezwolenie na wyjazd do Izraela.
              Trasa naszej podrozy byla nastepujaca: najpierw Wieden, pozniej Wlochy, gdzie
              przebywalismy okolo 6 miesiecy. Nastepnie otrzymalismy paszporty na wyjazd do
              Ameryki i na tym skonczyla sie nasza podroz do "Ziemi Obiecanej". Pragne z cala
              odpowiedzialnoscia przekazac informacje, ktore towarzyszyly tym wydarzeniom: 1.
              Nikt nas ani innych Zydow z naszej grupy liczacej okolo 250 osob, z Polski nie
              wyrzucal. Byla to nasza dobra i nieprzymuszona wola. 2. Obywatelstwa polskiego
              zrzekalismy sie dobrowolnie. Nie bylo zadnego przymusu. Postawiono jeden
              warunek, na ktory sie zgodzilismy: chcesz wyjechac z Polski - zabieramy ci
              obywatelstwo. 3. Otrzymalismy od rzadu odprawy finansowe. 4. Bylismy wszyscy
              wdzieczni rzadowi polskiemu, ze umozliwil tylko i wylacznie Zydom opuszcz
              • homosovieticus Sprytny Adas uniemozliwia normalny tryb SORRY 08.08.04, 18:15
                Jesli Was to zaciekawilo to szukajcie sami dalej.Powodzenia. :))
              • Gość: andabata Marianno - ten spam dla odwrócenia uwagi od Henia? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.08.04, 18:31
                Jeśli dobrze rozumiem twoje wklejanki - to chcesz dać do zrozumienia, ze ten
                zamiąch wokół życia seksualnego prałata H. J. jest skutkiem zdemoralizowania go
                przez A.M., bo, kiedy prałacik był jeszcze małą dziewczynką, to ówczesny lider
                opozycji ogromnie imponował mu, jako zawadiacki młodzieniec?
                • homosovieticus Jaka glowa takie wnioski 08.08.04, 20:49
                  wnioski glupie a glowa?
                  • Gość: 44 Re: Jaka glowa takie wnioski IP: 66.53.72.* 09.08.04, 08:44
                • Gość: Marian Andabata na forum zabladzil w obronie oszusta IP: *.gdynia.mm.pl 10.08.04, 17:47
                  Na oslep mieczem i . klawiatura.Wracaj na arene. Forum wymaga myslenia. Na
                  oszuscie intelektualnym coraz wiecej ludzi sie poznaje.
    • Gość: Marian Hodowla Elyt - koniecznosc historyczna IP: *.gdynia.mm.pl 09.08.04, 10:11
      Kazda wladza "hoduje elyty" ktore w jej imieniu komunikuja ludowi to .... co
      lud chce uslyszec.A lud jak dzieci we mgle.Tylko glaskanie z wlosem.Wiec ma
      glaskanie i coraz mniej wiedzy, i zarcia, i zabaw.Komunisci nie byli
      wyjatkiem.Wyjatkowosc polegala na tym ze masowo do wladzy doszli ludzie z
      ludu.Jak w Niemczech hitlerowcy.

      I coraz latwiej znalezc sie w elycie.Wystarczy zrezygnowac z siebie
      i ..pracowac poslusznie dla wladcy.Kimkolwiek On jest.
    • Gość: Marian Polska po refolucji. Krytyczne skrzyżowania IP: *.gdynia.mm.pl 09.08.04, 12:13

      Przyklad popisow, wyhodowanych przez PZPR, inteligentow.

      respublica.onet.pl/1157122,artykul.html
    • Gość: Marian Michnik ideolog anty-antykomunizmu B. Wildstein IP: *.gdynia.mm.pl 10.08.04, 17:38
      ...w imię miłosierdzia przeciwnicy dekomunizacji wzywali do pozostawienia
      komunistom zgromadzonych przez nich z naruszeniem wszelkich możliwych zasad
      dóbr. I chodziło tu zarówno o dobra materialne jak i pozycję zawodową i
      społeczną. Wyglądało to już na perwersję cnót chrześcijańskich czy
      jakichkolwiek innych. Tak więc z jednej strony odwołując się do cnót,
      przeciwnicy rozliczenia z drugiej musieli odwołać się do głębokiego
      relatywizmu, a więc ich zaprzeczenia. Albowiem po to, aby przeciwstawić się
      rozliczeniu PRL-u sfałszowana musiała zostać cała najnowsza historia Polski.
      Oba człony argumentacji przeciwników dekomunizacji znosiły się nawzajem.

      Oficjalnie stwierdzone zostało, że komunistyczna historiografia kłamie.
      Wydawałoby się, nic prostszego niż przywrócić jej prawdziwy kształt. Jednak
      historyczna prawda jednoznacznie obciążałaby władców PRL. Należało więc
      przeszłość ową zrelatywizować. Twórca ideologii antydekomunizacyjnej Adam
      Michnik mawiał: amnestia nie amnezja. Jednak amnestia obejmuje przestępców, a
      autor hasła zrobił wszystko, aby za takich komunistów nie uznawać. Do tego
      potrzebna była amnezja. W efekcie stało się dokładnie to co z innymi hasłami
      Michnika. Nabrały one odwrotny od deklarowanego sens. Amnezja zastąpiła
      amnestię.

      calosc:

      www.omp.org.pl/wildstein.htm
      • Gość: t czy nie można było przewidzieć? IP: *.gimsat.pl / *.gimsat.pl 10.08.04, 20:39

        Michnik (czy szerzej - pewne środowisko, którego Michnik jest
        przedstawicielem), parło do układu "władza za własność" (w istocie
        współwładza). Elementem tego układu była zasada "żadnych rozliczeń", czyli
        praktycznue brak głębokiej dekomunizacji. Jak może jeszcze ktoś pamięta, "GW"
        prowadziła na początku lat 90-tych dość histeryczną kampanię
        antydekomunizacyjną, grając na nucie moralnej. Dekomunizacji nie było, efektem
        jest III RP w takim, a nie innym kształcie. Czy można było ten kształt
        przewidzieć u początków III RP? Poniżej fragment wywiadu Teresy Torańskiej z
        Jarosławem Kaczyńskim. Kaczyński mówił: "...niebezpieczeństwo upatrywałem w
        tym, że wprowadzane reformy nie doprowadzą do urynkowienia polskiej gospodarki,
        ale do latynizacji Polski. System rynkowy i związany z nim system demokratyczny
        mogą bowiem zadziałać wtedy, jeśli stopień zakłóceń mechanizmów rynkowych jest
        stosunkowo niewielki, jeżeli układy pozamerytoryczne nałożone na ten system nie
        spatologizują procesu pozytywnej selekcji ekonomicznej w sposób nadmierny. Bo
        jeśli patologizują, to może być jak w Ameryce Łacińskiej, gdzie teoretycznie
        jest gospodarka rynkowa, zabezpieczona systemem prawnym, ale naprawdę działa
        mechanizm, którego nieefektywność jest porównywalna z komunizmem. Gospodarka
        jest regulowana w ogromnej mierze przez siatkę przeróżnych układów, wcale
        niekoniecznie władzy państwowej i w gruncie rzeczy nie ma konkurencji rynkowej,
        ale istnieje konkurencja tych układów. Uważam, że nam to grozi, ponieważ z
        jednej strony wprowadzono system gospodarczy, a z drugiej: działa dawna siatka
        zależności i przywilejów od najniższego szczebla począwszy - brygadzisty w
        fabryce rozdzielającego robotę dla swoich kolesiów od wódki, z partii czy ORMO,
        na prezydencie kończąc i na dodatek układ ten w miarę upływu czasu się
        petryfikował". (T. Torańska, My)
        Cytat liczy sobie ok 10 lat. Jak łatwo zauważyć - patrząc na III RP Anno Domini
        2004 - scenariusz zarysowany przez Kaczyńskiego zrealizował się w dużym
        stopniu, czego przykładem może być chociażby afera "Michnik-Rywin". Pytanie
        brzmi: czy "opcja Michnika" popełniła na początku lat 90-tych błąd, i nie
        przewidziała tego, co przewidziała "opcja Kaczyńskiego", czy też "opcja
        Michnika" CELOWO w taki właśnie sposób modelowała ustrój III RP? To znaczy
        świadomie poszła na tworzenie oligarchii złożonej z postkomunistów i "lewicy
        laickiej"?
        • homosovieticus Re: czy nie można było przewidzieć? 10.08.04, 20:52
          Moim zdaniem celowo.Przekonany jestem ze realizowany plan, o ktorym pisala
          kiedys Prof.Staniszkis.Interesu Narodowego nie brano pod uwage a "raczej brano"
          podobnie jak przy wprowadzaniu stanu wojennego.
          • Gość: ??? Re: czy nie można było przewidzieć? IP: 66.53.95.* 11.08.04, 07:23
            • Gość: proxy Re: czy nie można było przewidzieć? IP: *.anonymizationservice.com 11.08.04, 22:14
              Kruk krukowi oka nie wykole.
              Po okrągłym stole.
              • Gość: 44 Re: czy nie można było przewidzieć? IP: 67.150.64.* 12.08.04, 07:38
                • Gość: marynat Marianowi homusiowi dedykuję... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.04, 19:04
                  Pisze homuś dyrdymały.
                  W klawiaturę przez dzień cały
                  Klepie.
                  Czy od tego w Polsce komuś
                  Co tu wypisuje homuś
                  Będzie lepiej?

                  Tropi Żydów, ateistów,
                  Masonów i komunistów
                  Zawzięcie.
                  A lewiznę samobronną
                  Wspiera modlitwą zakonną
                  Przy swięcie.

                  Zanim był okrągły stolik
                  Polak równał się: katolik
                  Przez lata.
                  Homuś robi zamieszanie,
                  Żeby zmienić to równanie
                  Dla świata.

                  Teraz homofikumikus
                  Pedoś i alkoholikus
                  Polakiem...
                  A kto wątpi jest komuchem załganym
                  Który sika obrzezanym
                  Siusiakiem...

                  Wciska homuś ciemnotę,
                  Z dewiacji robi cnotę,
                  A z mądrego idiotę,
                  Bo ma taka robotę
                  Między nami.
                  I choć mu mało kto wierzy -
                  Płacą homciowi frajerzy.
                  Bo agentowi się należy
                  Wedle stawki
                  Srebnikami...
                  • Gość: JAN Re: Marianowi homusiowi dedykuję... IP: *.multicon.pl 12.08.04, 19:33
                    z dedykacją dla o.Maryjana do oglądania po wieczornym brewiarzu.
                    www.bild.t-online.de/BTO/news/2004/07/14/bischof/kloster__der__suende.html
                    • homosovieticus Na mój wzgląd trochę to niesprawiedliwe żeby ani 13.08.04, 21:33
                      rozumu, ani dowcipu nie można było znaleźć w jednej Janowej głowie.


                      Gość portalu: JAN napisał(a):

                      > z dedykacją dla o.Maryjana do oglądania po wieczornym brewiarzu.
                      > www.bild.t-online.de/BTO/news/2004/07/14/bischof/kloster__der__suende.html
                  • mogiliani Kim jest homo? 12.08.04, 20:35
                    forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=57&w=14704184&a=14705598
                    Dla homa dla jego poprawy

                    allfunpages.com/churchsigns.shtml
                    • Gość: jan Re: Kim jest homo? IP: *.multicon.pl 12.08.04, 20:50
                      "homo" to gdyński zakonnik. straszny obłudnik , manipulant i nygus. również
                      darmozjad.
                      • mogiliani Re: Kim jest homo? 12.08.04, 20:58
                        Gość portalu: jan napisał(a):

                        > "homo" to gdyński zakonnik. straszny obłudnik , manipulant i nygus. również
                        > darmozjad.

                        Cyba nie dominikanin bo znam wielu fajnych. Aż trudno uwierzyc by zakonnik
                        pisywał jak cham. Nic dziwnego, że jego "cela" wyglada tak:
                        www.pics4fun.com/galleries/bouthillier/book.jpg
                        • homosovieticus Mój życiorys. Kradziony ale za to piękny? 14.08.04, 11:10
                          Mój życiorys

                          [...] Mój ojciec, Antoni, był synem Ignacego, niezamożnego chłopa we wsi
                          Porąbka Uszewska, powiat Brzesko, województwo krakowskie. Dzieci było
                          siedmioro. Gdy skończył szkołę podstawową, samodzielnie i samowolnie powędrował
                          do Brzeska, żeby się uczyć w gimnazjum. Podobno zaoszczędził w tym celu grosze
                          zarobione u gospodarzy, którym wynajmował się do robót. Szczegółów nie znam,
                          trzeba przyznać, że nigdy nie stawiał mi siebie za wzór przedsiębiorczości i
                          wytrwałości w trudnych warunkach. Może dlatego, że w ogóle nie umiał ze mną
                          rozmawiać, może dlatego, że wstydził się biedy, w owych czasach bieda była
                          wstydliwa, może z ambicji, a może po prostu dlatego, że uważał to za rzecz
                          zwyczajną.

                          Nie dane mu było jednak ukończyć szkoły. Po wojnie światowej przyszła wojna
                          polsko-bolszewicka w roku 1920 i mój ojciec, siedemnastoletni, stawił się na
                          ochotnika jak wielu innych. Opowiadał mi co nieco o tej wojnie. Były to same
                          okropności. Głód i pragnienie, śmiertelne zmęczenie długich marszów, starcia
                          wręcz na bagnety, pięści i zęby, zarzynanie jeńców i rozstrzeliwanie
                          domniemanych szpiegów. (Był tylko świadkiem, nie uczestnikiem rzezi i
                          rozstrzeliwań). Opowiadał jednak, jakby nie zdając sobie sprawy ze straszności,
                          które przeżył. W jego pamięci bezsenność, zmęczenie i głód przeważały nad
                          czynami heroicznymi i haniebnymi, nad śmiercią zadawaną i przyjmowaną. Może
                          taka jest prawda o każdej wojnie widzianej oczami żołnierza, a może to
                          beznamiętność ludowej opowieści o tym, co jest, jak jest, to jest i tyle.
                          Cierpliwość odwieczna, stoickość sama siebie nieświadoma.

                          Był dumny ze swego udziału w tej wojnie, choć nigdy mi tego nie powiedział. I
                          również nigdy nie usłyszałem od niego słowa: Polska, ojczyzna, naród. Należał
                          do tych najliczniejszych, którzy po prostu narodem są, wcale o tym nie myśląc,
                          tego nie nazywając. Żeby coś nazwać, trzeba się od tego trochę oddzielić,
                          trochę tym i nie być. Tylko świadomość używa słów.

                          Kiedy umierał w 1987 roku, bardzo mu na tym zależało, żeby jego uczestnictwo w
                          tej wojnie było wspomniane w nekrologu. To było zresztą jedyne jego życzenie.

                          Po zakończeniu wojny i demobilizacji nastąpił w jego życiu okres, o którym wiem
                          mało, zaledwie tyle, że nie wrócił już do szkoły. Podobno prał swoją koszulę w
                          toaletach publicznych, znamienny szczegół, bo wskazuje na wielką biedę, a nawet
                          bezdomność. Wreszcie jakimś sposobem otrzymał posadę urzędnika pocztowego, jak
                          się to wtedy mówiło: ajenta, we wsi odległej o 16 kilometrów od jego wsi
                          rodzinnej. Ta wieś nazywa się Borzęcin i tam miałem się urodzić.

                          Porąbka Uszewska to wieś już podgórska, położona na południe od linii kolejowej
                          Kraków-Tarnów. Borzęcin, na północ od tejże linii, leży na równinie. Porąbka
                          jest biednawa, Borzęcin ma dobrą ziemię i w słowniku geograficznym wydanym w
                          XIX wieku jest wymieniony jako najludniejsza wieś w Polsce. Być może utrzymał
                          to pierwszeństwo do tej pory.

                          Dzisiaj trudno sobie wyobrazić, jak wielki to był awans dla mojego ojca.
                          Społeczna różnica między pracą rąk a pracą głowy, choćby najskromniejsza, była
                          ogromna. Nagle mój ojciec znalazł się po drugiej stronie tej bariery, zazwyczaj
                          nieprzekraczalnej. Stał się "panem", miał teraz prawo, obowiązek, przywilej i
                          zaszczyt nosić biały kołnierzyk z krawatem, kapelusz, rękawiczki i laskę.
                          Jako "Ajent Urzędu Pocztowego" wszedł do miejscowej "inteligencji" złożonej z
                          kierownika szkoły, nauczycieli, doktora, proboszcza, wikarego oraz właściciela
                          mleczarni i sklepu "Towary Różne". Ten ostatni odegrał dużą rolę w życiu nie
                          tylko mojego ojca, ale i moim. Okazało się, że to mój dziadek.

                          Nazywał się Jan Kędzior i miał trzech synów i trzy córki. Jedna z nich, Zofia,
                          często bywałą na poczcie, ponieważ jej ojciec, jako przedsiębiorca, stale miał
                          coś na poczcie do załatwienia.

                          Wydaje mi się, że moi rodzice nie byli dobraną parą. Za wielkie były różnice
                          usposobień i upodobań. Na ślubnej fotografii moja matka wyraźnie stara się nie
                          być wyższa od mojego ojca, pochyla ramiona i głowę, podczas gdy on stoi
                          przesadnie wyprostowany. To zdjęcie jest symboliczne. Ale silne, obopólne
                          uczucie im pozwoliło, a podstawowa, bezwarunkowa lojalność nakazała - przetrwać
                          przez lata małżeństwa bez podawania niczego w wątpliwość. Żyli w czasach,
                          kiedy "szczęście" osobiste nie było jeszcze demokratycznie postulowanym prawem
                          ani światopoglądowo (czyli towarzysko) wymaganym obowiązkiem. Obowiązki były
                          wtedy znacznie prostsze i znacznie mniej malownicze niż dzisiaj: utrzymać dom,
                          wychować dzieci, nie opuszczać drugiego człowieka w potrzebie.

                          Pobrali się w roku 1927, on miał lat dwadzieścia cztery, ona dwadzieścia jeden.
                          W rok później urodził się mój brat Jerzy (umarł, mając cztery lata), w trzy
                          lata później - ja. Moja siostra urodziła się jako ostatnia.

                          Dziadek Kędzior pochodził z Rzeszowskiego, również z rodziny chłopskiej, czy
                          też bardziej elegancko, rolniczej. W każdym razie chyba niebiednej, skoro
                          ukończywszy szkołę przemysłu mleczarskiego, założył własne przedsiębiorstwo.
                          Nie był lubiany. Uchodził za człowieka zimnego, twardego i zamkniętego w sobie.
                          Miano mu za złe, że zatrudniał w przedsiębiorstwie - bez wynagrodzenia - swoje
                          własne dzieci, a w stosunkach z dostawcami, czyli chłopami z Borzęcina i
                          okolicy, jak również z personelem mleczarni, był podobno nieubłagany. Ja
                          również go nie lubiłem i trochę się go bałem. Ale patrząc na jego fotografię,
                          nie widzę twarzy tępego brutala. Myślę więc, że raczej postanowił być twardy
                          niż takim był z natury. Czując się wśród ludzi niewygodnie i obco - nie miał
                          daru towarzyskości ani wdzięku - i będąc, jak sądzę, raczej słabego charakteru,
                          wymyślił sobie typ twardego człowieka i trzymał się go kurczowo, myląc siłę i
                          przedsiębiorczość ze sztywnością i zatwardzialstem. Za moją tezą przemawia
                          historia jego drugiego małżeństwa. Matka jego dzieci, Franciszka, z domu
                          Hadera, umarła młodo, żałowana przez najbliższych i cały Borzęcin. Ożenił się
                          powtórnie z osobą bardzo nieciekawą, szczerze mówiąc dosyć wredną, a mówiąc
                          zupełnie otwarcie - z ohydną jędzą, paskudną na ciele i umyśle. (Duszy nie
                          miała). Ta głupia, lecz widocznie sprytna prowincjonalna Lady Macbeth od razu
                          nim zawładnęła bez reszty, oddał jej nie tylko władzę i terytorium, lecz także -
                          i to bez jednego wystrzału - fortecę swojej osoby, bunkier swojej duszy i kasę
                          pancerną swego serca. Otóż gdyby był z natury takim typem przebiegłego
                          twardziela, bezwzględnym kalkulatorem, graczem i ambitnym rządcą, za jakiego
                          uchodził, cała ta historia by się nie zdarzyła. Miałby bowiem wtedy jakąś
                          znajomość ludzkiej natury choćby w celach manipulacji, jakieś doświadczenie,
                          jakąś niebezbronność wobec tego rodzaju kobiet. Chyba że się zakochał. Wtedy
                          cała ta moja analiza nie ma sensu. [...]

                          Osobiste odpowiedzi na stereotypowe pytania

                          Pytanie 1: Czy uważa pan, że jako pisarz ma pan do spełnienia jakieś
                          posłannictwo? Jeżeli tak, jakie jest to posłannictwo?

                          Odpowiedź: Moje pisanie jest funkcją mojego istnienia, a moje istnienie nie
                          było i nie jest konieczne. Trudno pogodzić pojęcie posłannictwa, misji, z
                          pojęciem przypadkowości. Mógłbym się zastanowić nad moją misją tylko wtedy,
                          gdyby udało się udowodnić, że moje istnienie było i jest konieczne. A
                          udowodnienie tego nie wydaje mi się możliwe.

                          Pytanie 2: Co pan sądzi o książce jako o środku przekazu w dzisiejszych
                          czasach? Czym jest dla pana książka, zarówno jako autora, jak i czytelnika? Czy
                          sądzi pan, że książka jako środek przekazu zachowa swoje znaczenie w
                          przyszłości?

                          Odpowiedź: Proza i wiersz w druku, czytane, są kontaktem dwóch ludzi - autora i
                          czytelnika, kontaktem bardziej dwuosobowym niż jakakolwiek inna forma sztuki.
                          Ponieważ sądzę, że ludzkość w gruncie rzeczy składa się tylko z dwóch
                          osobników, stojących twarzą w twarz naprzeciw siebie, a liczba ludzi daje
                          nieskończoną
                          • homosovieticus Re: Mój życiorys. Kradziony ale za to piękny? cd 14.08.04, 11:15
                            .....a liczba ludzi daje nieskończoną liczbę wariantów tego jednego
                            podstawowego faktu - wobec tego proza i wiersz napisane i przeczytane zawsze
                            będą formą sztuki najbardziej odpowiednią tej zasadniczej sytuacji, temu
                            podstawowemu faktowi. Co nie przeszkadza, że rola i znaczenie, jakie przypisuje
                            się książce, może się zmniejszyć, ponieważ zaprzeczanie podstawowym faktom
                            należy do ulubionych zajęć człowieka, którego nikt nie może człowiekowi
                            zabronić, ponieważ nikogo takiego nie ma.

                            Pytanie 3: Co pan sądzi o możliwości, być może nawet obowiązku - oddziaływania
                            przez pisarza na postępowanie i opinie innych ludzi, powodowania przez pisarza
                            zmian, wpływania na bieg i rozwój świata?

                            Odpowiedź: Wpływać na bieg świata mógłby tylko ktoś, kogo by można określić
                            jako Pana Boga. To znaczy ktoś, kto zna wszystkie elementy świata, a także, co
                            jeszcze trudniejsze, jego sens jedyny, absolutny. Ani ja, ani żaden ze
                            znajomych pisarzy nie odpowiada tym warunkom. Natomiast wpływa się troszeczkę
                            na większą czy mniejszą liczbę znajomych, do których zaliczam każdego, kogo
                            spotkałem w życiu, a także czytelników. Wpływa się na nich, a raczej się
                            zakłóca w pewnym stopniu. Zakłóca się ich własne koncepcje.

                            Otóż doświadczenie uczy, że największy wpływ, największą możność narzucenia się
                            innym mają ci, którym najmniej na tym zależy. Im gorszy pisarz, tym bardziej
                            chce zbawić świat, ale tym mniej ma zdolności narzucenia się światu. Im pisarz
                            prawdziwszy, tym więcej ma zdolności narzucenia się światu, ale tym mniej o tym
                            myśli, ponieważ ma inne kłopoty, nieznane pisarzowi gorszemu. Jest to dylemat,
                            który bardzo drażni pisarzy gorszych, ale nie spędza snu z powiek pisarzom
                            lepszym.

                            Pytanie 4: Jakimi problemami zajmuje się pan obecnie w swoim pisarstwie?

                            Odpowiedź: Zawsze tymi samymi. Po pierwsze - czy jestem. Po drugie, jeżeli
                            nawet jestem, to kim jestem lub jaki jestem. Ale to nie wyczerpuje problemu,
                            ponieważ powstaje pytanie: co to znaczy, ten drugi człowiek naprzeciw mnie. A
                            jeśli teraz przypomnieć okoliczności, w których jesteśmy zanurzeni, to, co
                            nazywa się - jakże bezradnie - społeczeństwem, historią światem - staje się
                            oczywiste, że jest o czym nie wiedzieć.

                            Pana Sławomira przepraszam ...ale takie czasy.
                            Syn XX w Kraju po przemianach ustrojowych.
                  • homosovieticus Drogi marynacie dzięki za wierszyk.Niestety nie 13.08.04, 10:31
                    dała mi Bozia takiego talentu.Mogę się więc odwzajemnić prostym i ciepłym
                    zdaniem.
                    "miły marynacie, homosapiens leje na Cię".
                    ps
                    Mocz nogi.
                    • mogiliani Homo leje 14.08.04, 01:58
                      homosovieticus napisał:

                      > homosapiens leje na Cię".

                      A jak by to lanie opisać, hm.... moze tak:
                      "Poemat o sikaniu po piwie Kaper"
                      Poranek wczesny
                      Jedzie homo pospiesznym
                      Wprost do Warszawy
                      Załatwiać sprawy.
                      Pociąg o czasie
                      On w drugiej klasie
                      Wagon się kiwa
                      Pije trzy piwa.
                      Łódź Niciarniana,
                      W pęcherzu zmiana.
                      Pęcherz nie sługa,
                      A podróż długa.
                      Rusza z tej stacji
                      Do ubikacji.
                      Kto zna koleje
                      Wie, jak się leje.
                      To co się trzęsie
                      W Los Angelesie
                      Formę osiąga
                      W polskich pociągach.
                      Homo wyciąga łapę,
                      Podnosi klapę,
                      Biada mu biada,
                      Klapa opada.
                      Rzednie mu mina
                      Trza klapę trzymać.
                      Łokieć, kolano
                      Trzyma skubaną.
                      Celuje w szparkę,
                      Puszcza Niagarkę,
                      Tryska kaskada,
                      Klapa opada.
                      Fatum złowieszcze
                      wszak wciąż on szcze jeszcze.
                      Organizm płynną
                      Spełnia powinność.
                      Najgorsze to, że
                      Przestać nie może.
                      Toczy z nim boje
                      Jak Priam o Troję,
                      Chce się powstrzymać
                      Ratunku ni ma.
                      Pociąg się giba,
                      A piwo spływa.
                      Leci na ścianę
                      Z mokrym organem,
                      Lecąc na drugą
                      Zrasza ją strugą,
                      Wagonem szarpie
                      Leje do skarpet,
                      Tańcząc Czardasza
                      Nogawki zrasza.
                      O straszna męka,
                      Kozak, Flamenco,
                      Tańczy, cholera
                      Wzorem Astair'a.
                      Miota nim, ciska,
                      On organ ściska.
                      Wagon się chwieje,
                      Na lustro leje,
                      Skład się zatacza,
                      Homo sufit zmacza.
                      Wszędzie Łabędzie
                      Jezioro będzie.
                      Odtańcza z płaczem
                      La Kukaraczę,
                      Modły wznosi,
                      Zwrotnica, podskok
                      Spryskuje okno,
                      Nierówne złącza
                      buty nasącza,
                      Pociąg hamuje
                      Drzwi obsikuje
                      I pasażera
                      Co drzwi otwiera
                      Plus dawka spora
                      Na konduktora.
                      Resztka mu kapie
                      Na skrót PKP.
                      Wreszcie pomału
                      Brnie do przedziału.
                      Pasażerowie
                      Patrzą spod powiek.
                      Pytania skąpe
                      "Gdzie pan wziął kąpiel?"
                      Warszawa, Boże kochany!
                      Nareszcie dworzec!
                      Chwila szczęśliwa
                      Na peron spływa,
                      Rózaniec trzyma,
                      Sutanne wyżyma.
                      Ach urlop błogi
                      Lepszy od fizjologii.
                      Ulga bezbrzeżna.
                      Pociąg odjeżdża,
                      Rusza maszyna
                      Hen w dal
                      Po szczy...
                      Jezus Maryja!!
                  • lupus.lupus grand prix 13.08.04, 12:42
                    Gość portalu: marynat napisał(a):

                    > Pisze homuś dyrdymały.
                    > W klawiaturę przez dzień cały
                    > Klepie.
                    > Czy od tego w Polsce komuś
                    > Co tu wypisuje homuś
                    > Będzie lepiej?
                    >
                    > Tropi Żydów, ateistów,
                    > Masonów i komunistów
                    > Zawzięcie.
                    > A lewiznę samobronną
                    > Wspiera modlitwą zakonną
                    > Przy swięcie.
                    >
                    > Zanim był okrągły stolik
                    > Polak równał się: katolik
                    > Przez lata.
                    > Homuś robi zamieszanie,
                    > Żeby zmienić to równanie
                    > Dla świata.
                    >
                    > Teraz homofikumikus
                    > Pedoś i alkoholikus
                    > Polakiem...
                    > A kto wątpi jest komuchem załganym
                    > Który sika obrzezanym
                    > Siusiakiem...
                    >
                    > Wciska homuś ciemnotę,
                    > Z dewiacji robi cnotę,
                    > A z mądrego idiotę,
                    > Bo ma taka robotę
                    > Między nami.
                    > I choć mu mało kto wierzy -
                    > Płacą homciowi frajerzy.
                    > Bo agentowi się należy
                    > Wedle stawki
                    > Srebnikami...

                    Grand Prix na XV Przeglądzie Rymów Częstochowskich i Poezji Politycznie
                    Zaangażowanej im. Stanisława Różewicza


                  • leszek.sopot Znakomite:))))))) 13.08.04, 12:46
                    Gość portalu: marynat napisał(a):

                    > Pisze homuś dyrdymały.
                    > W klawiaturę przez dzień cały
                    > Klepie.
                    > Czy od tego w Polsce komuś
                    > Co tu wypisuje homuś
                    > Będzie lepiej?
                    >
                    > Tropi Żydów, ateistów,
                    > Masonów i komunistów
                    > Zawzięcie.
                    > A lewiznę samobronną
                    > Wspiera modlitwą zakonną
                    > Przy swięcie.
                    >
                    > Zanim był okrągły stolik
                    > Polak równał się: katolik
                    > Przez lata.
                    > Homuś robi zamieszanie,
                    > Żeby zmienić to równanie
                    > Dla świata.
                    >
                    > Teraz homofikumikus
                    > Pedoś i alkoholikus
                    > Polakiem...
                    > A kto wątpi jest komuchem załganym
                    > Który sika obrzezanym
                    > Siusiakiem...
                    >
                    > Wciska homuś ciemnotę,
                    > Z dewiacji robi cnotę,
                    > A z mądrego idiotę,
                    > Bo ma taka robotę
                    > Między nami.
                    > I choć mu mało kto wierzy -
                    > Płacą homciowi frajerzy.
                    > Bo agentowi się należy
                    > Wedle stawki
                    > Srebnikami...


                    ZNAKOMITE, dawno tak sie nie obsmialem!
                    • homosovieticus Michnikowe interpretacje tekstu 13.08.04, 13:14
                      Oj! Leszku, Leszku.Bryl też już z obrzydzeniem zacznie spogladac w Twoja stronę.
                      • leszek.sopot Znowu ci sie wszystko merda 13.08.04, 13:41
                        homosovieticus napisał:

                        > Oj! Leszku, Leszku. Brel też już z obrzydzeniem zacznie spogladac w Twoja
                        stronę.


                        Niestety Jacques Brel (1929-1978) juz dawno nie zyje, a pieknie spiewal.
                        gemeentearchief.amsterdam.nl/schatkamer/300_schatten/water/jacques_brel/index.nl.html
                        Jacques Brel, "Amsterdam"
                        (Paroles et Musique: Jacques Brel 1964 "Olympia 64", autres interprètes:
                        Isabelle Boulay, Thierry Amiel - 2003)

                        Dans le port d'Amsterdam
                        Y a des marins qui chantent
                        Les rêves qui les hantent
                        Au large d'Amsterdam
                        Dans le port d'Amsterdam
                        Y a des marins qui dorment
                        Comme des oriflammes
                        Le long des berges mornes
                        Dans le port d'Amsterdam
                        Y a des marins qui meurent
                        Pleins de bière et de drames
                        Aux premières lueurs
                        Mais dans le port d'Amsterdam
                        Y a des marins qui naissent
                        Dans la chaleur épaisse
                        Des langueurs océanes

                        Dans le port d'Amsterdam
                        Y a des marins qui mangent
                        Sur des nappes trop blanches
                        Des poissons ruisselants
                        Ils vous montrent des dents
                        A croquer la fortune
                        A décroisser la lune
                        A bouffer des haubans
                        Et ça sent la morue
                        Jusque dans le cœur des frites
                        Que leurs grosses mains invitent
                        A revenir en plus
                        Puis se lèvent en riant
                        Dans un bruit de tempête
                        Referment leur braguette
                        Et sortent en rotant

                        Dans le port d'Amsterdam
                        Y a des marins qui dansent
                        En se frottant la panse
                        Sur la panse des femmes
                        Et ils tournent et ils dansent
                        Comme des soleils crachés
                        Dans le son déchiré
                        D'un accordéon rance
                        Ils se tordent le cou
                        Pour mieux s'entendre rire
                        Jusqu'à ce que tout à coup
                        L'accordéon expire
                        Alors le geste grave
                        Alors le regard fier
                        Ils ramènent leur batave
                        Jusqu'en pleine lumière

                        Dans le port d'Amsterdam
                        Y a des marins qui boivent
                        Et qui boivent et reboivent
                        Et qui reboivent encore
                        Ils boivent à la santé
                        Des putains d'Amsterdam
                        De Hambourg ou d'ailleurs
                        Enfin ils boivent aux dames
                        Qui leur donnent leur joli corps
                        Qui leur donnent leur vertu
                        Pour une pièce en or
                        Et quand ils ont bien bu
                        Se plantent le nez au ciel
                        Se mouchent dans les étoiles
                        Et ils pissent comme je pleure
                        Sur les femmes infidèles
                        Dans le port d'Amsterdam
                        Dans le port d'Amsterdam.
                        • homosovieticus Znowu ci sie wszystko merda ogłupiony Leszku 13.08.04, 13:57
                          Znam innego Brela!
                          Podobnie jak innego i papugom nieznanego Kuronia.
                          :((
                          ps
                          Oświeceniowy wychowanek uczelni pseudointeligenckich kocha tylko trzy "P".
                    • lupus.lupus Re: Znakomite:))))))) 13.08.04, 15:38
                      leszek.sopot napisał:


                      > ZNAKOMITE, dawno tak sie nie obsmialem!

                      Rzeczywiscie kupa śmiechu. Z przewagą kupy.
                      Gratuluję gustu Leszku. "Trzynastoposterunkowego" zresztą.


                      • leszek.sopot Re: Znakomite:))))))) 13.08.04, 23:15
                        lupus.lupus napisał:

                        > leszek.sopot napisał:
                        >
                        >
                        > > ZNAKOMITE, dawno tak sie nie obsmialem!
                        >
                        > Rzeczywiscie kupa śmiechu. Z przewagą kupy.

                        To czemu ja robisz po katach? To taki krakowski prawniczy zwyczaj mieszac
                        smiech z kupa?

                        > Gratuluję gustu Leszku. "Trzynastoposterunkowego" zresztą.

                        No czegoz moglbym sie spodziewac po kims kto jest sztywny jak zaostrzony pal,
                        na ktory wbija sie niewiernych:((
                        No ale:
                        www.fzp.jewish.org.pl/images/tapety/7judaica1024.jpg
        • Gość: Marian Czy "opcja Michnika" sprecyzowała cel swój ? IP: *.gdynia.mm.pl 13.08.04, 09:40
          Moim zdaniem sama ugoda w Magdalence była jednoznacznym sprecyzowaniem "celu
          taktycznego" jaki stawiali sobie jej uczestnicy.Losy Państwa Polskiego nie
          interesowały żadnej ze stron.Członkowie PZPR nie chcieli stracić rzeczywistej
          władzy zaś naiwni członkowie opozycji ( z wyjatkiem Michnika , ten otrzymał to
          co chciał,rząd dusz nad krajową, postkomunistyczną inteligencją)wierzyli, że
          potrafią, namiastkę władzy a sciśle mówiąc tylko jej część formalną, bo taką
          własnie otrzymali, sprawować w pezetperowskim otoczeniu.Państwo Polskie,
          dzieki polityce Elyt pookragłowostołowych, istnieje jeszcze w szczatkowej,
          zamierajacej formie. Brak odpowiedzialnej i spójnej polityki wewnetrznej
          determinuje również naszą politykę zagraniczną.Doskonałym przykładem-dowodem
          moralnie naganna i wielce kosztowna wyprawa do Iraku.Społeczeńswo ubożeje i
          starzeje się w zastraszającym tempie a tzw,dzietność kobiet polskich wynosi
          obecnie 1,1. i jest, bodaj jedną z najniższych w Europie.Mafijność układu
          polityczno-biznesowego stała się faktem.Nie stało się to przypadkiem ale -moim
          zdaniem - jest to wynikiem indolencji i nieodpowiedzialności przeważajacej
          części magdalenkowych Elyt.Tak mniej wiecej wyglada nasza codzienna
          rzeczywistość.A w mediach?
          A w mediach "opcja Michnika " próbuje uzasadniać konieczność takiej
          rzeczywistosći. Głównym jednak zadaniem medialnym jest zmiana mentalności
          przecietnego Polaka.Mówił publicznie o tym Michnik, który wg określeń własnych,
          raz jest nazywany polskim Żydem a raz Żydem przesiakniętym polską kultura.Czy
          swoją "złożoną tożsamość" chce uczynić wzorową i bowiązującą w Polsce?
          Pamietacie zapewne artykuł Naczelnego GW , w którym uzasadniał on decyzję
          Kwacha o przystąpieniu Polski do zbójeckiej wyprawy irackiej.Czy pokrętne
          myślenie zademonstrowane wtedy i kłamliwe, i tchórzliwe relacjonowanie
          zdarzeń zademostrowane przez Michnika przed komisją sledczą ma być cechą naszej
          zmodyfikowanej mentalności?.
          Wyglada ,że stanie się tak jeśli Michnik nie usłyszy, "spadaj Pan na drzewo",
          od kupujacych Wybiórczą Gazetę.Tuba propagandowa powinna być wyjęta z rąk
          człowieka, który wciąż traci wiarygodność wsród czytelników i słuchaczy.
          W przeciwny wypadku możemy stracić, na czas jakiś, dobro jakim jest własne
          państwo. Czy taki był, strategiczny cel działań , jaki stawiał przed
          sobą "oszust intelektualny"?
          • mogiliani przetestuj się 14.08.04, 02:03
            Masz coś z głową?

            Test na obłąkanie
            1. Włącz głośniczki i poczekaj na całą stronę
            2. Patrz na zdjęcie przez minimum 64 sekundy bez śmiania się
            3. Jeśli zacząłeś się śmiać, możesz się uznać oficjalnie za obłąkanego

            fun.from.hell.pl/2002-01-17/oblakanie.html
    • Gość: marynat Re: Kim jest homo? Też się zastanawiałem... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.04, 01:37
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=14811398&a=14903253
    • mogiliani O czasach homoszajbusa 14.08.04, 02:08
      O czym taki smędzi? O kwiatkach i aniołkach? No chyba nie, Homo przecież
      naucza!!!

      www.ckfun.humor.pl/foto/terazpolska.jpg
      • mogiliani O albo o wywczasach? 14.08.04, 02:15
        Tylko o jakich?
        • mogiliani może o takich? 14.08.04, 02:18
          Ogniem i mieczem tom I
          Rozdział XXXIII
          Jechał więc pan Skrzetuski na czele chorągwi książęcych do Zbaraża, nie do
          Tarnopola, bo przyszedł nowy ordynans, że tam ma iść, a po drodze opowiadał
          wiernemu pacholikowi swoje własne przygody, jako w niewolę na Siczy był pojman,
          jako długo w niej przebył i ile przecierpiał, zanim go Chmielnicki wypuścił.
          Szli wolno, bo choć wozów i ciężarów nie prowadzili, wszelako droga wypadła im
          krajem tak zniszczonym, że o żywność dla ludzi i koni z największym trudem
          trzeba się było starać. Gdzieniegdzie spotykali gromady ludzi wynędzniałych,
          zwłaszcza kobiet z dziećmi, które Boga prosiły o śmierć lub nawet o niewolę
          tatarską, gdyż przynajmniej jeść by im w pętach dawano. A był to przecież czas
          żniw w tej bujnej, mlekiem i miodem płynącej ziemi, ale podjazdy Krzywonosowe
          zniszczyły wszystko, co się tylko zniszczyć dało, a resztki mieszkańców żywiły
          się korą drzewną. Dopiero w pobliżu Jampola weszli rycerze w kraj wojną jeszcze
          nie tyle zmordowany i już mając wywczasy lepsze i spyży obfitość, szli
          śpiesznymi pochodami ku Zbarażowi, do którego w pięć dni od wyruszenia z
          Suchorzyniec dojechali.

          hsogniemimieczem.w.interia.pl/ogniem133.html
    • homosovieticus do marynata ! 14.08.04, 08:29
      Ostatnio prosiłem Cię żebys moczył nogi.Nie pomogło.To może nie pij już
      moczu.Nawet jesli to mocz Jerzego Urbana.
      pozdrawiam serdecznie i zdrowia życzę.
      • Gość: marynat zatroskany Homoś - ty biedaczku bez ojczyzny, bez rodaków.... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.04, 12:28
        ...sierotko postsowiecka, zewsząd otoczona przez wrogów. Współczuję Ci. Bo
        obowiązków wciąż przybywa - Henia J. trzeba bronić przed wścibską prasą,
        Rydzyka przed Gazeta Wyborczą i Tygodnikiem Powszechnym, Terrorystów przed
        Amerykanami, Polaków przed Żydami, Leppera przed PO... I to wszystko na Twojej
        głowie. A pomocy znikąd. W okół ino wiorsty i mogiły. I sami wrogowie, co knuja
        i czatuja na Marianka. A najgorszy to ten Michnik, sztuczka kusa, co się
        klonuje i ze wszystkich kątów twej izdebki wyłazi. I jak Ty, biedaczku, temu
        podołasz? Bez elementarnej kindersztuby (czego dowodem - Twe wypociny), bez
        solidnego wykształcenia ekonomicznego, prawniczego, historycznego i
        politologicznego, bez umiejetności sklecenia kilku zdań polemicznych na temat,
        z jakim-takim zasobem leksykalnym i w formie ciut ambitniejszej niż Twe
        młodzieńcze pisninki na klozetowych ścianach... Nie masz nic do powiedzenia? To
        sie nie smogwałć... Przecież nie musisz. A jeżeli uważasz, ze musisz, że masz
        taką misję, Jeśli głosy Ci mówią: pisz Marianku... bo świat wymaga zbawienia -
        to się lecz.
        Na początek - napisz 100 razy: "szefie, ja wariat, kup mi komisariat". To
        podobno może pomóc. Nie Tobie, bo to przypadek beznadziejny, ale szefowi...
        • homosovieticus Cóż.. i synom knurzym przypomnieć trzeba 14.08.04, 15:23
          Herbert Zbigniew, PROLOG

          On
          Komu ja gram? Zamkniętym oknom
          klamkom błyszczącym arogancko
          fagotom deszczu - smutnym rynnom
          szczurom co pośród śmieci tańczą

          Ostatni werbel biły bomby
          był prosty pogrzeb na podwórzu
          dwie deski w krzyż i hełm dziurawy
          w niebie pożarów wielka róża


          Chór
          Na rożnie się obraca cielę.
          W piecu dojrzewa chleb brunatny.
          Pożary gasną. Tylko ogień ułaskawiony wiecznie trwa.


          On
          I zgrzebny napis na tych deskach
          imiona krótkie niby salwa
          "Gryf" "Wilk" i "Pocisk" kto pamięta
          spłowiała w deszczu ruda barwa

          Praliśmy potem długie lata
          bandaże. Teraz nikt nie płacze
          chrzęszczą w pudełku po zapałkach
          guziki z żołnierskiego płaszcza


          Chór
          Wyrzuć pamiątki. Spal wspomnienia i w nowy życia strumień wstąp.
          Jest tylko ziemia. Jedna ziemia i pory roku nad nią są.
          Wojny owadów - wojny ludzi i krótka śmierć nad miodu kwiatem.
          Dojrzewa zboże. Kwitną dęby. W ocean schodzą rzeki z gór.


          On
          Płynę pod prąd a oni ze mną
          nieubłaganie patrzą w oczy
          uparcie szepczą słowa stare
          jemy nasz gorzki chleb rozpaczy

          Muszę ich zawieźć w suche miejsce
          i kopczyk z piasku zrobić duży
          zanim im wiosna sypnie kwiaty
          i mocny zielny sen odurzy

          To miasto -


          Chór
          Nie ma tego miasta
          Zaszło pod ziemię


          On
          świeci jeszcze


          Chór
          Jak próchno w lesie


          On
          Puste miejsce
          lecz wciąż ponad nim drży powietrze
          po tamtych głosach

          *
          Rów w którym płynie mętna rzeka
          nazywam Wisłą. Ciężko wyznać:
          na taką miłość nas skazali
          taką przebodli nas ojczyzną
          • Gość: marynat Wiersz wkleiłes piękny, tytuł postu twój, kaprawy. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.04, 15:55
            Jakie ty przekleństwo w sobie nosisz, homosiu, jaki grzech niewyspowiadany, że
            czego dotkniesz, to splugawisz?
            Może poproś o pomoc jakiegoś doświadczonego egzorcystę...
            • leszek.sopot Zabral sie juz za kopiowanie wierszy z cudzych pos 14.08.04, 16:25
              Dodatkowo sam "Prologu" nie znalazl lecz skopiowal z postu mogilianego.
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=14587042&a=14754301
              Zabral sie juz za kopiowanie wierszy z cudzych postow:(
              • Gość: marynat W maju Cz. Miłosz to był dla homo "autorytet"... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.04, 16:30
                ...(w cudzysłowie):

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=12832030&a=12858625
                ... zaś autorytetem (bez cudzysłowu) był dla pedosovieticusa Andrzej Lepper i
                jego ruscy, antypolscy i antykatoliccy kumple...

                forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=12832030&a=12921148
                Ponoć tylko krowa nie zmienia poglądów... a porcasowietica zmienia bardzo
                szybko, w zależnosci skąd wiatr zawieje.
                • leszek.sopot Re: W maju Cz. Miłosz to był dla homo "autorytet" 14.08.04, 17:08
                  Nie chce nic sugerowac, moze sam odnalazl wiersz Milosza, ktory ja umiescilem w
                  watku gazetowym i smierci Milosza, ten wiersz "Alkoholik wstepuje w brame
                  niebios" odnalazlem teraz w watku yossariana. Wiersz jest piekny i wiele mowi o
                  autorze, starosci i umieraniu...
    • homosovieticus Pieskom 14.08.04, 17:29
      Przypowieść o maku

      Na ziarnku maku stoi mały dom,
      Pieski szczekają na księżyc makowy
      I nigdy jeszcze tym makowym psom,
      Że jest świat większy, nie przyszło do głowy.

      Ziemia to ziarnko - naprawdę nie więcej,
      A inne ziarnka - planety i gwiazdy.
      A choć ich będzie chyba sto tysięcy,
      Domek z ogrodem może stać na każdej.

      Wszystko w makówce. Mak rośnie w ogrodzie,
      Dzieci biegają i mak się kołysze.
      A wieczorami, o księżyca wschodzie
      Psy gdzieś szczekają, to głośniej, to ciszej
      • Gość: marynat Re: Juz myslałem, ze ten nieudacznik coś napisał IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.04, 18:22
        Ale nie, on tylko wkleił turystyczną piosenkę-laureatkę zespołu "Do góry dnem":

        www.dgd.gryfnet.pl/plik.php?var=p0
        I, jak zwykle, to wszowe jajo "zapomniało" podać autora i link.
        • Gość: Zdun To jest Miłosz ! pyskaty nieuku, z "Poema naiwne" IP: *.gdynia.mm.pl 14.08.04, 18:54
          Nie wstyd Ci?
          Papkinie forumowy.
          • Gość: marynat No popatrz, jak na ciebie huknąć, to podasz autora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.04, 19:14
            Ale linku, to nadal ci sie nie chce wkleić. Czy to tak trudno, forumowa zakało?
            www.aaz.neostrada.pl/poezjainnych-milosz-przypowiesc.htm
            • Gość: Zdun Dałeś d..jak Sulik i jak Sulik rentę od Adama IP: *.gdynia.mm.pl 14.08.04, 19:19
              otrzymasz.
          • leszek.sopot Czarny kot jest zly, miauuuuu!! 14.08.04, 19:18
            W czym kot jest lepszy od homosia?
            Podaja autora


            sł. i muz. Bułat Okudżawa, tłum. Witold Dąbrowski
            "Czarny kot"

            Na podwórku, tuż za bramą,
            czarnej sieni czarny wlot.
            W sieni dzień i noc tak samo
            rezyduje Czarny Kot.

            Uśmiechając się pod wąsem
            czai się w ciemnościach, łotr.
            Drą się koty wniebogłosy,
            ale milczy Czarny Kot.

            Myszy dawno już nie łowi,
            stroszy wąs i śmieje się -
            łapie wszystkich nas za słowo
            i kiełbasę naszą żre.

            Ani żąda, ani prosi,
            kryje w ślepiach żółty blask.
            Każdy sam mu coś wynosi
            jeszcze mu się kłania w pas.

            Nie zamiauczy ani razu,
            ale z sieni - ani rusz;
            o framugę ostrzy pazur,
            jakbyś miał na gardle nóż!

            Stąd też wszyscy przygnębieni,
            wszystko w domu - byle jak...
            Światło by założyć w sieni...
            Ale jakoś chętnych brak!
            • Gość: Zdun Czarny kot jest zly, biały pies merda ogonkiem czy IP: *.gdynia.mm.pl 14.08.04, 20:17
              przyjaźnie?
              Tylko marynat wie.On wszystko wie .Najlepiej.
        • chilum Re: Juz myslałem, ze ten nieudacznik coś napisał 12.09.04, 17:34
          Gość portalu: marynat napisał(a):

          > Ale nie, on tylko wkleił turystyczną piosenkę-laureatkę zespołu "Do góry dnem":

          Kiedy na "Bazunie"` 76 drukowano w śpiewniku tekst i akordy ,podano informację,że ,"słowa-autor nieznany".

          Ot,takie wspomnienie z dawnych czasów.
          Ponoć Miłosz był wymieniany w Encyklopediach w tamtych czasach(tak piszą niektórzy).
          W mojej starej z 7o-tych lat by PWN,nie mam wzmianki nawet.

          --

          "Talk is cheap"
      • mogiliani Kiedy Homo mówi do rzeczy? 15.08.04, 02:10
        Gdy otwiera szafę! :-)))))))))
      • mogiliani Kotkom 15.08.04, 02:12
        Kotkom:)))
        www.cats.alpha.pl/smieszne/stonoga.jpg
        Kotkom w okresie ciąży powinno dość często podawać się wątrobę wołową która
        zawiera dużo witamin. Jarzyny najlepiej podawać osobno gotowane lub surowe nie
        zjedzone należy tego samego dnia wyrzucić. Ryby dla niektórych kotów również
        stanowią przysmak i dlatego można je podawać zarówno gotowane jak i surowe. Nie
        należy kotom podawać smażonego i przyprawianego mięsa. Koty podobnie jak ludzie
        mają różne smaki dlatego trzeba doświadczalnie ustalić co naszemu pupilowi
        najlepiej będzie smakowało.
        Suchy pokarm również jest chętne zjadany przez koty ale musimy pamiętać że nie
        może on stanowić głównego posiłku i powinien być dobrej marki gdyż niektóre
        barwniki dodawane do tego pożywienia zostawiają na długo przebarwienia na
        futrze i skórze kota.
        Raz w tygodniu należy do wody dodać vibovit lub multiwitaminę. Bardzo chętnie
        koty jedzą świeżą trawę której włókna czyszczą ich przewód pokarmowy i
        zawierają potrzebne mikroelementy. Trawę można w zimie wysiać w skrzyneczce i
        następnie podawać kotom.
        • Gość: 44 Re: Kotkom IP: 66.53.71.* 16.08.04, 07:15
    • homosovieticus Te artysta bez jednego "l" to o takich jak TY 12.09.04, 13:29
      forum.gazeta.pl/forum/73,46481,1540823.html?f=28&w=14734982&a=14734982&rep=1
    • homosovieticus zwykłe up! na wartburga prośbę.Biedak nie zdążył 12.09.04, 16:43
      jeszcze przeczytać.
      • mogiliani Replay:))) 12.09.04, 17:04
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=14734982&a=14923781
      • mogiliani Nuczyciel Homogłupa 12.09.04, 17:11
        rantradio.com/pics/graphicsmisc/shade-rr-lenin.jpg
        Na pocieszenie:
        Aniele Boży, stróżu mój,
        Ty zawsze przy mnie stój.
        Rano, wieczór, we dnie, w nocy
        Bądź mi zawsze ku pomocy,
        Strzeż duszy, ciała mego,
        zaprowadź mnie do żywota wiecznego. Amen.
        • homosovieticus Re: Nuczyciel Homogłupa 12.09.04, 18:30
          mogiliani napisał:

          > rantradio.com/pics/graphicsmisc/shade-rr-lenin.jpg
          > Na pocieszenie:
          > Aniele Boży, stróżu mój,
          > Ty zawsze przy mnie stój.
          > Rano, wieczór, we dnie, w nocy
          > Bądź mi zawsze ku pomocy,
          > Strzeż duszy, ciała mego,
          > zaprowadź mnie do żywota wiecznego. Amen.

          Uczyła mnie tego moja Mama.Wdzięcznym Jej za to.Żałuj ,że Ciebie tego pacierza
          nie uczono w dzieciństwie.Może byłbyś rozumniejszy i delikatniejszy.
          • mogiliani "Męskie sikanie" homosovieticusa 12.09.04, 18:47
            homosovieticus napisał:
            > mogiliani napisał:
            > > rantradio.com/pics/graphicsmisc/shade-rr-lenin.jpg
            > > Na pocieszenie:
            > > Aniele Boży, stróżu mój,
            > > Ty zawsze przy mnie stój.
            > > Rano, wieczór, we dnie, w nocy
            > > Bądź mi zawsze ku pomocy,
            > > Strzeż duszy, ciała mego,
            > > zaprowadź mnie do żywota wiecznego. Amen.
            >
            > Uczyła mnie tego moja Mama.Wdzięcznym Jej za to.Żałuj ,że Ciebie tego
            > pacierza nie uczono w dzieciństwie.Może byłbyś rozumniejszy i
            delikatniejszy.

            Jestem "delikatny" jak ty. Od ciebie zaczerpnąłem inspirację do "sikania
            ciepłym moczem". Trafiłem przypadkiem na twój blog w necie. Jeden fragment mnie
            zafrapował. Nie przypuszczałem, że dzielisz się swoimi intymnymi
            spostrzeżeniami z innymi.
            Ze wspomnień homosowietikusa: "Męskie sikanie"
            Rzadko kiedy trafiamy w to, w co celowaliśmy. Czasem, jak pójdę do kibla,
            zaczynam lać i nagle zaczyna mi się rozbryzgiwać naokoło, więc muszę w coś
            celować. Kobiety powinny zrozumieć, że penisy maja swój własny rozum. Facet
            może wejść do kibla, ponieważ wszystkie pisuary są zajęte, wycelować idealnie w
            kibelek, a jego penis i tak da rade oblać rolkę papieru toaletowego, nogawkę i
            buty. Mówię poważnie, nie można ufać tym małym pisiorkom! Muszę odlewać się na
            siedząco...
            To jest nie lada problem i panie powinny go zrozumieć. Chodzi o "porannego
            drąga". Tak, my faceci zwykle budzimy się z dwoma rzeczami: nieodpartym
            pragnieniem odlania się oraz penisem tak twardym, ze można nim ciąć diamenty!
            Nieważne jak się wytężasz, nie uda ci się zgiąć cholerstwa. A jak się go nie
            zegnie, to za cholerę nie można tym celować. A jak nie możesz celować to nie
            masz wyboru, tylko oszczać całą ścianę i to włochate przykrycie na deskę
            klozetowa, które wy, kobiety tak strasznie chcecie mieć na desce. A przy
            okazji, jak używacie tego cholernego przykrycia to deska nie może sama stać.
            Wiec musimy jedna ręką podtrzymywać deskę klozetowa, a drugą ręką starać się
            kontrolować nasze, bardziej niż nieprecyzyjne, narządy celownicze.
            Czasem tym nowo pożenionym wydaje się, że można zmusić deskę klozetową z tym
            czartowskim puchatym przykryciem, aby stała. Więc ciskają z całej siły deskę w
            tył, upychają i sprężają to przykrycie. Ale po chwili puchaty materiał
            przykrycia się rozpręża i deska niespodziewanie i bez ostrzeżenia spada z
            ogromna siła tuż przy przyrodzeniu, omal nie obcinając twojego pisiorka! Potem
            już nie podnoszą desek klozetowych z przykryciem, bo to po prostu
            niebezpiecznie dla zdrowia.
            Spróbowałem wiec siadać z "porannym drągiem". No cóż, wsadzić go pod deskę też
            nie jest łatwo. I zanim mi się to udało zdążyłem oblać wszystkie ręczniki,
            wiszące na przeciwnej ścianie... Nawet jeśli siedzisz i zmusisz twoje drewienko
            do wejścia pod deskę klozetową, to kiedy zaczniesz sikać, mocz i tak wystrzeli
            przez szczelinę pomiędzy deską a górną krawędzią kibla. Zalejesz sobie wtedy
            nogi i mocz pocieknie po nogach w dół, prosto na ten śmieszny chodniczek, który
            kobiety nie wiadomo po co kładą na podłodze pod kiblem!
            Udało mi się jednak opracować specjalny manewr, dzięki któremu radzę sobie z
            owym porannym problemem. Jedynym rozwiązaniem jest przyjąć pozycję "lecącego
            Supermana" kładąc się w powietrzu nad deskę klozetową. Wymaga to niemałej
            praktyki, doskonałego balansu ciałem, a także synchronizacji w czasie, lecz
            jest to jedyny i pewny sposób, aby podczas porannego odpryskiwania się
            zgromadzić cały mocz w kiblu.
            Więc panie powinny zrozumieć, że nie można nas całkowicie winić za taką, a nie
            inną sytuację. My też podzielamy wasze zainteresowanie higieną i czystością w
            łazience. Ale są momenty, kiedy rzeczy po prostu wymykają się nam spod
            kontroli. Nie nasza to wina, lecz Matki Natury.
            • homosovieticus Jung by powiedział ,że ... 12.09.04, 18:58
              moczowa obsesja mogilianiego może być skutkiem ssania niewłasciwej piersi w
              wieku niemowlęcym i póżniejszym też.
              • mogiliani O! A teraz o ssaniu piersi - ty to masz problemy:( 12.09.04, 19:08
                Masz pokręcone problemy, tak jakbyś tylko tymi swoimi kompleksami żył i
                zawracał innym głowę:(

                www.laktacja.pl/images/Budowa.gif
                Ssanie piersi powoduje pobudzenie zakończeń nerwów czuciowych znajdujących się
                w skórze brodawki i otoczki. Bodźce są przekazywane do podwzgórza, a następnie
                do przedniego płata przysadki mózgowej, skąd uwalniana jest prolaktyna, która
                pobudza pęcherzyki mleczne do wytwarzania pokarmu.
                Odruch może być zaburzony przez:
                dokarmianie,
                dopajanie,
                podawanie smoczków.
                Odruch pobudza prawidłowe, częste ssanie.
                Odruch wypływu pokarmu (oksytocynowy)
                Drażnienie brodawki sutkowej i ssanie piersi powoduje pobudzenie zakończeń
                nerwów czuciowych znajdujących się w skórze brodawki i otoczki. Bodźce są
                przekazywane do podwzgórza, a następnie do tylnego płata przysadki mózgowej,
                skąd uwalniana jest oksytocyna., która kurcząc komórki mięśniówki gładkiej
                wokół pęcherzyków i przewodów, powoduje wypływ mleka z piersi.
                • homosovieticus Na dzisiaj wystarczy drogi marynacie, nara! 12.09.04, 19:20
                  • mogiliani A teraz masz problemy z percepcją 12.09.04, 19:30
                    A teraz masz problemy z percepcją tekstu pisanego i interpretacją. Może zaćma?

                    Zaćma starcza (cataracta senilis) jest najpopularniejszą formą zaćmy nabytej,
                    której początki mogą występować już po 40 roku życia, a z reguły ujawnia się po
                    60. W zależności od warstwy soczewki, które ulegają zmętnieniu wyróżniamy zaćmę
                    korową, podtorebkową lub zaćmę jądrową.
                    Objawy subiektywne obserwowane w wyniku zaćmienia soczewki polegają przede
                    wszystkim na spadku ostrości wzroku do dali i do bliży, niemożliwym do
                    skorygowania okularami. W okresie rozwoju zmętnienia soczewki objawy
                    subiektywne zależą od jego umiejscowienia. Zaćma podtorebkowa tylna powoduje
                    silne pogorszenie widzenia oraz zjawisko rozszczepienia światła widoczne wokół
                    jego źródeł. Wywołuje to olśnienie szczególnie uciążliwe podczas prowadzenia
                    samochodu nocą. Zaćma korowa oprócz obniżenia ostrości wzroku powoduje często
                    zdwojenie konturów obrazu spowodowane różnicami współczynnika załamania
                    światła. Zaćma jądrowa z kolei powoduje tzw krótkowzroczność refrakcyjną
                    spowodowaną wzrostem wartości współczynnika załamania światła – pacjent gorzej
                    widzi w dal, ale czyta bez okularów. Większość zaćm to postacie mieszane korowo-
                    jądrowe, objawy subiektywne są więc różne.
                    Dynamika rozwoju zaćmy starczej pozwala rozróżnić rozpoczynające się
                    zmętnienie – zaćma początkowa, jak również zmętnienie obejmujące wszystkie
                    warstwy – zaćma dojrzała.
                    Leczenie zaćmy i spowodowanej nią praktycznej ślepoty składa się z dwóch
                    nieodłącznych elementów:
                    Operacyjnego usunięcia zmętniałej soczewki,
                    Optycznego skorygowania zmniejszonej mocy łamiącej oka bezsoczewkowego.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka