Dodaj do ulubionych

GIWI nie toleruj takich wątków!

09.08.04, 21:55
Jest bardzo niestosowne (delikatnie to nazywając), że jakiś gość o nicku
nowy.oszołom.z.r.maryja zwraca się do pozostałych gości portalu "bydlaki".
Takiego chamstwa nie można tolerować.

forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=14787185&t=1092080993585
Obserwuj wątek
    • nowy.oszolom.z.r.maryja poczytaj sobie wpisy Chali wybiórczy wrażliwcze! 09.08.04, 22:00
      Dostrzegasz dzrazgę w oku bliźniego swego a belski we własnym nie widzisz?
      • leszek.sopot a tyś wrażliwy inaczej? 09.08.04, 22:18
        Ty masz chyba belkę, a jak ci post jakiegoś chali się nie podoba to go sobie
        tak nazywaj jak uważasz. Ja postów chali nie czytam, zresztą twoje też staram
        się omijać, ale jak juz używasz słów obraźliwych w tytule wątku to niestety
        muszę to przeczytać.
        A pisząc bydlaki - skierowałeś te słowa do wszystkich.
      • Gość: chilum Re: poczytaj sobie wpisy Chali wybiórczy wrażliwc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 11:31
        > Dostrzegasz dzrazgę w oku bliźniego swego a belski we własnym nie widzisz?

        Pozwolę się odezwać.
        User LS jest jednym z najkulturajniejszych i poukładanych na FK.
        Nie spotkałem się nigdy z "belką" w jego oku.
        Natomiast NOZRM mógłby postawic ze swoich "belek" wieś,dużą wieś.

        greetz goes to LS

        --

        "Talk is cheap "
    • Gość: wojtek Re: GIWI nie toleruj takich wątków! IP: *.unicity.pl / 80.51.254.* 09.08.04, 22:06
      Spokojnie Leszku. Oszołom w pośpiechu zacytował część kolędy: "bydlęta klękają"
    • Gość: wartburg Re: GIWI nie toleruj takich wątków! IP: *.pool.mediaWays.net 09.08.04, 22:08
      Przyłączam się do apelu. Czynię to z tym większym przekonaniem, że kultura
      polemiczna cytowanego autora wątku jest żałosna. Na poziomie bazgrołów w
      publicznej toalecie.

      Takie kloaczne wątki i tacy autorzy psują portal i powinni być traktowani z
      większą stamowczością.
    • giwi Re: GIWI nie toleruj takich wątków! 09.08.04, 22:28
      Nie toleruję. Usunęłam.
      • warka_strong Dziękujemy :)[n/t] 09.08.04, 22:29

        • nowy.oszolom.z.r.maryja nie poddam sie! 09.08.04, 22:31
          • warka_strong Re: nie poddam sie! 09.08.04, 22:40
            Nie wyjaśniłeś jednego: czy śmiać się, czy też płakać z powodu tej "deklaraacji"?
      • nowy.oszolom.z.r.maryja Re: GIWI nie toleruj takich wątków! 09.08.04, 22:31
        sa moze byś łaskawa pani wzięła się za gościa który sie pode mnie podszywa co?
        jestes obiektywna jak sędzia kalosz... bluzgi na Hebretra to ty tolerujesz ale
        jak ja nazwę po imięniu tych co bluzgali na ks Jankowskiego to żeś to wywaliła!!
        • giwi Re: GIWI nie toleruj takich wątków! 09.08.04, 22:33
          A kto się pod Ciebie podszywa? Proszę o link.
          • nowy.oszolom.z.r.maryja oto poszywacz: oszolo.z.r.maryia 09.08.04, 22:42
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=14788626
            -w słowie Maryja zamiast y jest i !
        • warka_strong Re: GIWI nie toleruj takich wątków! 09.08.04, 22:36
          nowy.oszolom.z.r.maryja napisał:

          > sa moze byś łaskawa pani wzięła się za gościa który sie pode mnie podszywa co?
          >
          > jestes obiektywna jak sędzia kalosz... bluzgi na Hebretra to ty tolerujesz ale
          > jak ja nazwę po imięniu tych co bluzgali na ks Jankowskiego to żeś to wywaliła!
          > !
          ==
          Jakie masz prawo do zwracania się w ten sposób do kogoś, kto wykazuje nadmiar
          tolerancji wobec wielu obrażających wypowiedzi, które publikujesz na tym forum?

          Sam fakt, iż giwi okazuje tak wiele wyrozumiałościw stosunku do nadmiernie
          ekspresywnego wyrażania negatywnych opinii o innych userach, odbiera Ci prawo do
          wysuwania tego typu pretensji. Nazywanie zaś giwi "sędziąkaloszem" dowodzi
          wyłącznie jednego. Tego, że nie posiadłeś umniejętności dyskusji. Zwłaszcza
          wtedy, gdy jej przebieg jest niekorzystny dla Ciebie.
      • leszek.sopot Re: GIWI nie toleruj takich wątków! 09.08.04, 22:31
        Dziękuję, bo przecież to samo co chciał powiedzieć mógł napisać inaczej. Każdy
        ma prawo do pisania swoich poglądów, ale emocje niech wyładowuje prywatnie a
        nie w miejscu publicznym jakim jest forum.
        • giwi Re: GIWI nie toleruj takich wątków! 09.08.04, 22:59
          Oczywiście. Czasami dobrze jest ekspresję nieco wytłumic.
      • yossarian18 Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 22:36
        Jak mnie jakiś s...syn nazwał klerykalnym bydlakiem to nie usunęłaś!
        Typowy przejaw wybiórczej moralności, zupełnie tak jak wasze hasło "Niezależnie
        od pogody mamy swoje zdanie", wystarczy zamienić jedno słowo i będzie
        tak "Niezależnie od prawdy mamy swoje zdanie"-wypisz, wymaluj cała "Gaduła
        Wyrodna"!
        • giwi Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 22:42
          Widocznie przeoczyłam. Wiesz co to znaczy przeczytac wszystkie posty z całej
          doby? :-) Proszę o link tu albo mailem.
          • nowy.oszolom.z.r.maryja Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 22:43
            giwi napisała:

            > Widocznie przeoczyłam. Wiesz co to znaczy przeczytac wszystkie posty z całej
            > doby? :-) Proszę o link tu albo mailem.
            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=14788626
            -poznasz go po tymże słowo maryja pisze przez i...
            • giwi Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 22:46
              OK, dzięki, ale to było pytanie do Yossariana.
          • yossarian18 Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 22:47
            Jakby mi płacili to bym wiedział i bym czytał całą dobę:)
            Jak mi się będzie chciało szukać to ci zarzucę.
            I kiedy usuniesz w końcu plugastwo o Herbercie?
            Wolisz łapówkę gotówką czy może przelewem:)
            • giwi Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 22:51
              Naprawdę byś zapłacił? Bierzesz odpowiedzialnośc za swoje słowa? Może się
              zastanowię... Ale wiesz jak sie kończy nie dotrzymanie obietnicy finansowej? :-)
              • nowy.oszolom.z.r.maryja Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 22:53
                mnie co prawda na łąpówki nie stać ale liczę na to że odpowiedni potraktujesz
                tego co sie pode mnie podszywa a przy okazji daj znać białostockiemu adminowi
                bo on w ogóle nie reaguje na skargi..tam podszywactwo kwitnie w najlepsze i
                wypisuje sie wylgaryzmy bez wykropkowań i nikt na to nie reaguje
                • giwi Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 22:55
                  Forami miejskimi zajmują sie redakcje lokalne. Napisz skargę na
                  forum.abuse@gazeta.pl
              • yossarian18 Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 22:57
                Nie jestem producentem filmu, w którym pokazano prawdę, że to jednak Niemcy a
                nie Polacy mordowali Żydów podczas II wojny światowej, więc nawet jak gdyby
                sprawa się wydała to wielkiej afery nie będzie.
                Podaj numer konta i kwotę, ale najpierw przeprowadzimy negocjacje:)
                • giwi Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 23:02
                  Przepraszam, ale w związku z czym piszesz o wojnie? Wydawało mi się, że
                  rozmawiamy o wątku Herberta i o łapówce. :-)))
                  • yossarian18 Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 23:07
                    W związku z prawdą historyczną przedstawioną w filmie "Pianista", którego
                    producentem był Lew Rywin i w związku z którym wybuchła tzw. "afera Rywina".
                    Jednak wracając do Herberta, cena wywoławcza...
                    • giwi Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 23:11
                      Afera nie wybuchła w związku z filmem.
                      • yossarian18 Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 23:18
                        Taką tezę jak tu przedstawiłem sformułował kiedyś red. Michalkiewicz, tylko
                        żeby takie rzeczy wiedzieć trzeba czytać coś więcej niż Wybiórczą:(
                        Michalkiewicz jest może trochę zgrywus, ale ma często ma rację i umie wychwycić
                        tzw. paradoksy, a Michnik to osobowość skomplikowana i bardzo czuła na punkcie
                        honoru. Uważam, że prawda pokazana w "Pianiście"(Michnik ma na temat prawdy
                        własne zdanie, vide hasło Wybiórczej po korekcie) miała znaczący wpływ na
                        ujawnienie całej afery przez Michnika. Pytanie: jak znaczący?
                  • yossarian18 Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 23:35
                    To jak będzie z tą łapówą, prosiłem o cenę wywoławczą:)
                    • giwi Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 23:49
                      Wywoławczą? Przecież proponowałes w któryms wątku 17.5 miliona. :-)
                      • yossarian18 Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 09.08.04, 23:54
                        To był złośliwy żart, a ja czasem takie żarty lubię, jak pewnie zdążyłaś
                        zauważyć przeglądając przez nie całą dobę posty z całej doby:)
                        To ile?
                        • giwi Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 10.08.04, 00:11
                          Ja tez żartowałam z usuwaniem. :-)
                          • yossarian18 Re: GIWI toleruj takie wątki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! 10.08.04, 00:21
                            Oj, ale ja takich żartów nie lubię:(
                            Ponawiam pytanie: Ile???
                            • Gość: giwi Re: GIWI toleruj takie wa˛tki!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! IP: *.sympatico.ca 10.08.04, 13:29
                              Jak od ksiedza, to co laska ... hehe! A na powaznie to 8 klockow i motocykl!
    • leszek.sopot Dla rozładowania nastroju - test wrażliwości 09.08.04, 23:21
      Klasycy też bywaja niecenzuralni (ale im uchdzi), szczególnie jeden taki co
      pisywał komedyje...

      Baśń o trzech braciach i królewnie

      Mrok wieczorny, - babcia siwa
      przy kominku głową kiwa.
      Nos jak haczyk, - okulary,
      Coś tam mruczy babsztyl stary.
      Snuje bajdy niestworzone,
      O królewnie Pizdolonie,
      O trzech braciach jak niewielu,
      O matuli ich z burdelu,
      Opowiada stare dzieje...
      A na dworze wicher wieje.

      Siądźcie społem panny, smyki,
      Młodojebce, stare pryki
      I nadstawcie dobrze uszy!
      Choć na polu śnieżek prószy.
      W domu ciepło i wygodnie...
      Zostaw pan w spokoju spodnie!
      Bo zawołam zaraz Mamy!...
      Sza! Uwaga! Zaczynamy!

      Za morzami, za rzekami,
      Za lasami, za górami,
      Żył przed bardzo wielu laty,
      Król potężny i bogaty,
      Dobrotliwy, szczodrobliwy,
      Ale bardzo nieszczęśliwy,
      Ciągle smutny i zmartwiony
      Z winy córki Pizdolony,
      Co choć bardzo piękna, miła,
      Lecz... nadmiernie się kurwiła.

      A dawała bez wyboru
      I rycerzom, panom dworu,
      I kucharzom, i kuchcikom,
      Giermkom, ciurom, pisarczykom,
      Na leżąco, na stojaka,
      W dupę, w cycki i na raka.
      Czy na dworze, czy w salonie,
      Czy w klozecie, czy na tronie,
      W każdej chwili, w każdym czasie
      Wciąż myślała o kutasie.

      Próżno mówił jej król stary,
      Że we wszystkim trzeba miary,
      Nie wypada bowiem pannie
      Dawać dupy bezustannie.

      Na nic się to wszystko zdało,
      Wciąż jej chuja było mało
      I na całym króla dworze
      Nikt chędożyć już nie może.
      Wszyscy byli rozjebani.
      Nawet księżą kapelani.
      Raz ją tak swędziała dupa.
      Że zgwałciła aż biskupa,
      A gdy ten ją zdupczył marnie
      - Poszła dawać pod latarnię.

      Aż do tego doszło wreszcie,
      że z burdelów wszystkich w mieście
      Od kurewskiej całej nacji
      Przyszły kurwy w delegacji.
      Ta najbardziej rozjebana,
      Padłszy przed nim na kolana,
      Z trudem tłumiąc rzewne łkanie
      Rzekła: "Królu nasz i Panie!
      Ty panując od lat wielu
      Ojcem byłeś dla burdelu.
      Burdelowy cech upada
      Kurwom grozi dziś zagłada!
      Upadają obyczaje!
      Twoja córka dupy daje!
      Na ulicy bez pieniędzy,
      Przez co wpycha nas do nędzy.
      Nikt nas dziś już nie pierdoli,
      Bo darmochę każdy woli!
      A więc najjaśniejszy panie,
      Sprawiedliwość niech się stanie!"

      Król na łzy kurewskie czuły,
      Kazał dać ze swej szkatuły
      Każdej kurwie po dukacie...
      Po czym zamknął się w komnacie
      W nocy zaś przywołał swego
      Astrologa nadwornego,
      By ten patrząc w gwiezdne szlaki
      Znalazł wreszcie sposób jaki,
      By królewnę można było
      Dobrowolnie, czy też siłą
      Wrócić znów do cnoty granic,
      A gdy to się nie zda na nic,
      Niech przynajmniej w swojej sferze
      Obłapników sobie bierze...

      Więc astrolog wziąwszy lupę,
      Zajrzał raz królewnie w dupę,
      Dwakroć cyrklem pizdę zmierzył,
      Po czym zamknął się w swej wieży.
      Tak był w pracy pogrążony,
      Taki przy tym roztargniony,
      że szukając prawdy na niebie
      W roztargnieniu srał pod siebie.
      Kręcił, wiercił teleskopem,
      Wreszcie wrócił z horoskopem
      I rzekł: "Smutną wieść, niestety
      objawiły mi planety,
      Że królewny nic nie wstrzyma.
      Na jej szał lekarstwa ni ma!
      Chyba, że się znajdzie jaki,
      Tęgi jebak nad jebaki,
      Który ją tak zerżnie pięknie,
      Że królewnie picza pęknie!
      Żywym ogniem się zapali,
      Na kawałki się rozwali.
      Wtedy będzie pizdolona
      Z czaru swego wyzwolona!
      I znów stanie się prawiczką
      Z malusieńską, ciasną piczką."

      Król, choć płakał ze zmartwienia,
      Zamknął córkę do więzienia,
      By się więcej nie puszczała.
      Tam codziennie dostawała,
      Prócz świetnego utrzymania,
      Tysiąc świec do brandzlowania,
      Wazeliny beczkę całą...
      Lecz jej tego było mało.
      Ciągle płacze, ciągle krzyczy:
      To za mało dla mej piczy!

      Wszystkim było ogłoszone
      Że kto zbawi Pizdolonę
      Ten dostanie ją za żonę
      I podzieli się królestwem
      by raz skończyć z tym kurestwem...

      Więc zjeżdżają się jebacze,
      Czarodzieje, zaklinacze,
      I rycerze, królewicze,
      By królewnie zerżnąć piczę!
      Każdy swoich sił próbuje,
      Lecz choć tęgie mieli chuje
      Na nic się to wszystko zdało,
      Bo królewnie wciąż za mało.

      Król gdy widział co się dzieje
      Stracił całkiem już nadzieję,
      Płakał, martwił się dzień cały
      Aż mu jaja posiwiały
      Bo już siwy był na głowie.

      ...A tymczasem heroldowie
      Wieści dziwne rozgłaszali
      Coraz dalej, dalej, dalej...
      Aż dotarły hen daleko,
      Gdzie za siódmą górą, rzeką,
      Stała sobie mała chatka,
      W niej mieszkała stara matka
      Wraz z synami swymi trzema,
      Którym równych w świecie nie ma.

      Każdy dzielny, tęgi, zwinny,
      ale każdy z nich był inny
      I w tym nie ma nic dziwnego:
      Każdy z ojca był innego,
      Bo w młodości swojej czasie
      Matka strasznie puszczała się.
      Była stróżką przy burdelu
      I kochanków miała wielu.

      Syn najstarszy miał chuj długi
      I gruby na kształt maczugi,
      A po bokach jego były
      jak postronki - grube żyły,
      Jakieś sęki, jakieś guzy -
      Jaja miał jak dwa arbuzy!
      A że ciągle mu bez mała
      ta ogromna pyta stała,
      Chujogromem go nazwano.

      Pizdoliza nosił miano
      Syn następny, bo lizanie
      Stawiał wyżej nad jebanie,
      I nie było mistrza w świecie,
      Co by sprostał mu w minecie.

      Cieszą matkę takie dzieci,
      Lecz niestety - smuci trzeci,
      Który rodu był zakałą,
      Bo miał kuśkę całkiem małą,
      A cieniutką na kształt glizdy
      I nie palił się do pizdy.
      Dobrze, gdy z matczynej woli
      Raz na miesiąc popierdoli.
      A że mało tak obłapia,
      Bracia mieli go za gapia.
      No i matka nawet czasem
      Nazywała go Głuptasem.

      Tak im słodko życie idzie,
      Ani w zbytku, ani w biedzie.
      Starsze bowiem dwa chłopaki
      Zarabiali w sposób taki,
      że pobożne, starsze panie
      Brały ich na utrzymanie.
      A i matka, chociaż stara,
      Też dawała za talara.
      Tylko trzeci syn - wyskrobek
      Wypinał się na zarobek.
      Że nie udał się niewiastom,
      Dawał dupy pederastom
      I ku wielkiej matki złości
      Nie brał nic od swoich gości...

      Tak im się więc dobrze żyło,
      I wygodnie, dobrze, miło.
      Aż dotarła i w ich strony
      Wieść o losie Pizdolony.
      Na zarobek więc łakoma
      woła matka Chujogroma
      I tak rzecze: "Ty, mój synu
      Idź! Dokonaj tego czynu!
      Gdy spierdolisz Pizdolonę
      To dostaniesz ją za żonę.
      Pół królestwa twoim będzie!
      Tak królewskie brzmi orędzie."

      Syn usłuchał rady matki.
      Zaraz włożył czyste gatki.
      Wymył chuja - i bez zwłoki
      Raźno ruszył w świat szeroki...
      A gdy przybył do stolicy,
      Zaraz poszedł do ciemnicy
      Gdzie się świecą, rozkraczona,
      brandzlowała Pizdolona.

      Pyta dębem mu stanęła,
      Więc się ostro wziął do dzieła
      I za pierwszym sztosem leci
      Błyskawicznie drugi, trzeci,
      Czwarty, piąty - aż nareszcie
      Wyrżnął sztosów tysiąc dwieście
      I utracił siłę całą -
      Lecz królewnie wciąż za mało!
      Tak był potem osłabiony,
      Że zleźć nie mógł z Pizdolony,
      Aż musiały dworskie ciury
      Ściągnąć go za dupę z dziury,
      I zanieśli omdlałego,
      Do szpitala zamkowego.

      A królewna ciągle krzyczy,
      Że to mało dla jej piczy!

      Prędko, prędko baśń się baje,
      Nie tak prędko kutas staje,
      Baśń się baje, czas ucieka,
      Chujogroma matka czeka,
      W końcu martwić się zaczyna -
      Że nie widać skurwysyna...

      Aż ją doszły straszne wieści...
      Powstrzymując łzy boleści,
      Pizdoliza do się wzywa
      I w te słowa się odzywa:
      - "Bratu, rzecz to nie do wiary,
      Nie powiodły się zamiary.
      Kutas zmarniał mu, niestety -
      Idź więc ty, spróbuj minety!"

      I Pizdoliz wnet bez zwłoki,
      Ruszył prędko w świat szeroki.
      W końcu zaszedł do stolicy.
      Tam się udał do ciemnicy,
      Gdzie się świecą, rozkraczona,
      Brandzlowała Pizdolona.

      Zaraz ją za piczę łapie
      I minetę tęgo chlapie
      Język jego na kształt węża
      To się spręża, to rozpręża,
      To się wije jak sprężyna,
      W pizdę wwiercać się zaczyna,
      To po wierzchu, to od środka.
      Kręci na kształt kołowrotka,
      To się zwija znów jak fryga,
      że gdy patrzeć - w oczach miga.
      Doba tak za dobą mija,
      On jęzorem wciąż wywija.
      Lecz z nim także to się stało
      Że utracił siłę całą.
      Więc i jego dworskie ciury
      ściągnęły za dupę z dziury,
      I wyniosły omdlałego,
      Do szpitala zamkowego.
      A królewna ciągle krzyczy,
      Że to mało dla jej piczy!

      Prędko, prędko baśń się baje,
      Nie tak prędko kutas staje,
      Baśń się baje, czas ucieka,
      Pizdoliza matka czeka,
      I już martwić się zaczyna -
      Bo nie widać skurwysyna...

      W końcu
      • leszek.sopot dokończenie 09.08.04, 23:23
        Dokończenie bajki

        "Baśń o trzech braciach i królewnie" cd.

        W końcu widząc, że nie wraca
        Myśli: "Na nic moja praca...
        Biedna dola jest matczyna.
        Oto już drugiego syna
        Losy wzięły mi zdradziecko!
        Jedno mi zostało dziecko,
        I do tego całkiem głupie".

        ...Głuptas miał to wszystko w dupie.
        Raz spokojnie po jedzeniu
        Chciał pochrapać sobie w cieniu.
        Coś mu jednak spać nie daje,
        Coś go ciągle gryzie w jaje.
        Więc się prędko zrywa z trawy,
        W portki patrzy się ciekawy
        A tu się po jajach szwenda
        Niby chrabąszcz - wielka menda!

        Głuptas już rozpinał gacie,
        By ją zgubić w sublimacie,
        Gdy wtem menda nieszczęśliwa
        Ludzkim głosem się odzywa:
        "Nie zabijaj chłopcze luby!
        Czemu pragniesz mojej zguby?
        Menda też stworzenie boże,
        Że inaczej żyć nie może
        I że czasem w jajo utnie -
        Nie gubże jej tak okrutnie!"
        Głuptas to serca bierze,
        Myśli sobie: "Biedne zwierzę,
        Że mnie utniesz, cóż to złego?
        Przecież nie zjesz mnie całego...
        A pocierpieć czasem mogę
        Idź więc dalej w swoją drogę!"

        A tu nagle menda znika
        I zmienia się w czarownika,
        Czarownika - czarodzieja,
        I do swego dobrodzieja,
        Co się w strachu z miejsca zrywa,
        W takie słowa się odzywa:
        - "Że litości miałeś względy
        Dla bezbronnej, słabej mendy
        I żeś jej darował życie -
        Wynagrodzę cię sowicie.
        Dam ja ci wskazówki pewne
        jak spierdolić masz królewnę.
        Sił twych mało tu potrzeba
        Jest kondona - samojeba,
        Który ma tę dziwną siłę,
        Że gdy włożysz na swą żyłę
        I rozkażesz - on za ciebie
        sztos za sztosem ciągle jebie
        Czarodziejską mocą cudną!
        Ale zdobyć go jest trudno...
        Dupa strzeże go zaklęta,
        Na przechodniów wciąż wypięta,
        Z której mocą złego ducha
        Ustawicznie ogień bucha.
        I czy z bliska, czy z daleka,
        Żarem swoim wszystko spieka.
        I w tym mocnym, wielkim żarze
        Dupa się całować każe,
        Lecz gdy powiesz do niej słowa:
        - "Niech się ogień w dupie schowa!
        Sama się pocałuj właśnie!"
        - Wtedy ogień w dupie zgaśnie.
        I powoli, z dobrej woli,
        Kondon zabrać ci pozwoli.
        Za twą dobroć ja ci mogę
        Do tej dupy wskazać drogę.
        Weź ten kłębek z sobą razem,
        On ci będzie drogowskazem!
        Rzuć na ziemię i idź wszędzie,
        Gdzie się kłębek toczyć będzie.
        Lecz pamiętaj zawsze święcie
        Czarodziejskie to zaklęcie!"

        Tu czarownik, niby mara,
        Zniknł i rozwiał się jak para.
        Głuptas wstaje ucieszony,
        Bierze kłębek, rozbawiony,
        I nie mówiąc nic nikomu
        Po kryjomu znika z domu.

        Prędko, prędko baśń się baje,
        Nie tak prędko kutas staje.
        Głuptas idzie, nie ustaje,
        Coraz nowe mija kraje.
        Gdy stu granic minął słupy
        Zaszedł wreszcie aż do dupy,
        Z której ogień wieczny tryska.
        A podszedłszy do niej z bliska,
        Rozżarzonej nad pojęcie,
        Czarodziejskie swe zaklęcie
        Głuptas z całej siły wrzaśnie:
        "Sama się pocałuj właśnie!..."
        Wtedy dupa zawstydzona,
        Puściła go do kondona.

        Więc z kondonem, ucieszony,
        Pędzi wnet do Pizdolony.
        A gdy przybył do stolicy,
        Zaraz poszedł do ciemnicy,
        Gdzie się świecą, rozkraczona,
        Brandzlowała Pizdolona.

        Wkłada kondon na kutasa
        I... O dziwo! U głuptasa
        Chuj, co zawsze był jak z ciasta,
        Na olbrzyma się rozrasta!
        Na sto chujów się rozdziela
        Każdy gruby, jak ta bela,
        Każdy twardy, jak ze stali,
        Każdy długi na sto cali!
        Wszystkie chuje z całej siły
        Na królewnę się rzuciły,
        Każdy się jej w piczę wwierca,
        Każdy końcem sięga serca,
        Każdy jej się w piczy grzebie,
        Każdy jebie, jebie, jebie...
        Głuptas leży bez wysiłku,
        Czasem klepnie ją po tyłku
        Czasem w cycki pocałuje,
        A samojeb piczę pruje.
        Aż królewna Pizdolona
        Zchędożona, spierdolona,
        Ze zmęczenia ledwo żywa,
        Krzyczy: - Cipa się rozrywa!

        Takie przy tym tarcie było,
        Aż się w piczy zapaliło.
        By ugasić pożar ciała,
        Straż zamkowa przyjechała
        Z toporami, z bosakami,
        Sikawkami i kubłami,
        Słowem - z całym inwentarzem
        Używanym przy pożarze.
        I po długiej, ciężkiej pracy
        Ugasili ją strażacy.

        Tak została Pizdolona
        Z czaru swego wybawiona,
        I znów stała się prawiczką
        Z malusieńką, ciasną piczką.
        Głuptas dostał zaś w podziękę
        Pół królestwa i jej rękę.

        Król był taki ucieszony,
        Ze zbawienia Pizdolony,
        Że pomimo swej starości
        Kapucyna rżnął z radości,
        Tak się znowu poczuł młody
        Potem zaś wyprawił gody
        Głuptasowi z Pizdoloną -
        Mnie na gody zaproszono.
        Więc jak mówię, też tam byłam.
        Jadłam, piłam, pierdoliłam,
        Bawiłam się z nimi społem,
        Aż zasnęłam gdzieś pod stołem...

        Tu bajka dobiega końca
        Już za oknem patrzeć słońca
        Przy kominku babcia siwa
        Coś mamrocze, głową kiwa
        Dając dziatwie pouczenia
        O rozkoszach chędożenia.


        Których i Wam czytelnicy
        Autor tej powiastki życzy!



        Aleksander Fredro


        • yossarian18 Brawo! Po prostu cudownie!!! 09.08.04, 23:29
          Przykład koszernej i udeckiej moralności, jak na dłoni. Najpierw strofuję kogoś
          za użycie zwrotu "bydlak" a sam cytuję obsceniczne bajkę, w której aż roi się
          od bluzgów, na dodatek przypisuję jej autorstwo zacnemu rymopisowi.
          • Gość: oo Re: Brawo! Po prostu cudownie!!! IP: 162.42.78.* 09.08.04, 23:31
          • leszek.sopot "zacny rymopis" pisywał wiele podobnych rymów 09.08.04, 23:34
            yossarian18 napisał:

            > Przykład koszernej i udeckiej moralności, jak na dłoni. Najpierw strofuję
            kogoś za użycie zwrotu "bydlak" a sam cytuję obsceniczne bajkę, w której aż roi
            się od bluzgów, na dodatek przypisuję jej autorstwo zacnemu rymopisowi.

            Kolego, to autentyk. Fredro napisał całą masę obscenicznych fraszek...
            W tym wierszydle fredrowskim użytych jest nadmiar słów obscenicznych,
            przyznaję, ale nie są one skierowane w kierunku żadnego użytkownika forum.
            Nie będę jednak miał nic przeciwko temu, że nasz klasyk nie nadaje się tu na
            forum.
            • yossarian18 Re: "zacny rymopis" pisywał wiele podobnych rymów 09.08.04, 23:41
              Mniejsza z tym kto to napisał, już kiedyś słyszałem radiową wersję tego
              utworku. Ale powiedz sam jak to wygląda, najpierw ganisz Oszołoma za
              używanie "niecenzuralnych" słów a potem w ramach "poprawności politycznej"
              cytujesz wierszydło w którym aż się roi od takich słów. Coś tu chyba nie pasuje?
              • leszek.sopot Re: "zacny rymopis" pisywał wiele podobnych rymów 09.08.04, 23:45
                Nie nazwałem oszołoma bydlakiem, tak jak on mnie
                • yossarian18 Re: "zacny rymopis" pisywał wiele podobnych rymów 09.08.04, 23:51
                  "Dostrzegasz dzrazgę w oku bliźniego swego a belski we własnym nie widzisz"?
                  Nowy Oszołom Z Radia Maryja do Leszek.Sopot
                  Nic dodać, nic ująć.
                  Może Oszołom trochę przesadził w swoim klerykalnym zapale, ale skoro go
                  strofujesz to sam powinnieneś dawać jaki taki przykład innym.
                  • leszek.sopot Czy Fredro nazwał cię bydlakiem? 09.08.04, 23:59
                    Wskaż jakiś mój post, w którym użyłem pod czyimś adresem obraźliwych słów.
                    Dlaczego uważasz, że cytowanie klasyków jest niestosowne? Sam nazwałeś Fredrę
                    zacnym rymopisem. Może jeszcze coś chcesz poczytać z twórczości Fredry? Na
                    przykład to (długie, może się nie zmieścić):
                    [są 4 pieśni, jeśli chcesz mogę wkleić jeszcze 3 pozostałe, a także na deser
                    fredrowską wersję XIII Księgi Pana Tadeusza "Kochajmy się"]
                    Aleksander Fredro "Sztuka Obłapiania"
                    Pieśń I
                    Śpiewaj o Muzo, jakiemi przymioty
                    Można jebura zyskać wieniec złoty!
                    Śpiewaj rozkosznie pełna ognia Feba!
                    Niech pozna Naród, jak jebać potrzeba!
                    Wiem ja to wprawdzie, że nie jesteś rada,
                    Gdy ci o huju rozprawa wypada.
                    Lecz nie bądź tego-ć Panieneczko gładka,
                    Abyś czasami nie wypięła zadka
                    Na łechtające prośby Apollina,
                    Pana Niebianów, cnego skurwysyna;
                    Lub rozczulona jego wdzięcznem pieniem
                    Nie nagrodziła palca poruszeniem.
                    Różne są gusta to nikt nie zaprzeczy,
                    Wiem o tem.. Ale wróćmy się do rzeczy.

                    Ach śpiewaj Muzo! Jeszcze cię powtornie
                    Proszę i wzywam i błagam pokornie.
                    No... i cóż? Milczysz i odwracasz oczy?
                    Wzgardzasz haniebnie mój zapał ochoczy?
                    Jebał-że cię pies, moja Panno droga!
                    Bez ciebie znajdę, gdzie Parnasu droga!
                    Kpię z twej pomocy, gniewu się nie boję,
                    śpiewać potrafię i już lutnię stroję!
                    Głoszę więc sztukę, której liczne światy
                    Ciągle hołdują niepomnemi laty,
                    Sztukę jebania, z której to użycia
                    Tryska zdrój czysty rozkoszy i życia.
                    Próżno w niej, próżno, Młodzieńcze zuchwały,
                    Dostąpić zechcesz pierszeństwa i chwały.
                    Kiedy twa pyta palcami wytarta,
                    By się wyprężyć, musi być podparta,
                    A jajca zwiędłe, co ci długo wiszą,
                    Często po piasku hieroglify piszą!

                    Cóż wróżyć patrząc na te ściągłe boki,
                    Na ową nogę, jak bambus wysoki?
                    Łydka okrągła, co ją niby zdobi,
                    Tę rękawnicznik za talara robi.
                    I choć wyłożył dość miękkimi kłaki,
                    Oko dostrzeże szwu twardego znaki.
                    Twoja twarz blada, żółtem powleczona,
                    Wymazuje cię z cnych Jeburów grona.
                    Idź młody starcze, pókiś jeszcze żywy,
                    Ognie tęgiemi wzmacniać korozywy.
                    Smaruj maściami podrętwiałe członki,
                    Albo dla świata staraj się małżonki!

                    Hoży Junaku krwawego rumieńca,
                    Ty dostać możesz czcigodnego wieńca!
                    Portka opięta, co ledwie nie pryska,
                    Lubieżne formy walnie ci wyciska;
                    Półdupki pełne, jak gdyby toczone,
                    Łydki tęgiemi żyłami plecione,
                    W kroku narzędzie, choć go ręka tłoczy,
                    Bezwolnie ściąga niewiniątek oczy.
                    Są to najpierwsze trwałości zasady,
                    Przy nich potrzebne doświadczenia rady!

                    Niechaj twa kuśka, chcąc być bez przywary,
                    Cali dwanaście dobrej trzyma miary.
                    Od urojenia powinna być wolna.
                    Po-cóż ma myśl ją podnosić swawolna?
                    To miękkohuja chwalby jest przyczyna.
                    Gdy mu wiatr nadmie lub spełni uryna,
                    Pokazać pytkę w dowód oczywisty,
                    Jak jeszcze tęgi i jak zamaszysty.
                    Ale gdy jesteś bliski już rozprawy,
                    Niechaj cię nagle wzruszy ogień żwawy,
                    I niepotrzebny kobiecej pomocy
                    Bindę postawi w jeborodnej mocy.
                    Jako cięciwa od baszkirskiej dłoni,
                    Silno ciągnięty twardy łuk nakłoni,
                    Gdy już grot ostry w powietrze wyrzuci,
                    I w miejsce pędem niezocznym powróci,
                    Siłą rozchwiana spokojnie nie staje,
                    Chwilę się trzęsie i dźwięki wydaje
                    Tak to potężnie wyprężona kucha
                    Ręką swawolną ciągnięta od brzucha,
                    Puszczona... uciąć powinna z łoskotem,
                    A pępek tylnym odezwać się grzmotem.

                    Przy dupie twarde, niezbyt wielkie gały,
                    Niechaj się trzymają jak muszla u skały.
                    Na tym kolorze niemałe zalety
                    (Przynajmniej wierzyć tak każą kobiety).
                    Każdy z swych członków człek chętniej utraci,
                    Jak ony worek nikczemny z postaci.
                    Jęczał Abelard żywota ciąg cały,
                    Że mu okrutnie oberżnięto gały.
                    Wolałby cierpieć bez ręki lub nogi,
                    A Zeloizie dogodzić niebogi,
                    Która nieszczęsna trąc dupą o ścianę,
                    Płakała ciągle stratę ukochaną.

                    W jajcach zbiór rozkosz od natury dany
                    Pamiętaj bratku nie jest nieprzebrany.
                    Pstrykaj obficie, nie oszczędzaj zdroju,
                    Lecz tam, gdzie warci są tego napoju.
                    Mało użyje lubieżności daru,
                    Kto jej nie tłumiąc nagłego pożaru,
                    Na lada kurwę obceś się pakuje,
                    Kiwa się, kiwa, na końcu popluje.
                    Z ohydą wyjmie korzeń zapieniały,
                    I niesie prędko zapocone gały
                    Dwakroć zanurzać do zagrzanej wody,
                    Chroniąc się z strachem od jakowej szkody.
                    Klnie swe zapały, gdyż szybko wychodzi;
                    Miejsce rozkoszy obrzydzenie rodzi.
                    A odebrane fałszywe pieszczoty
                    Często przepłaca długiemi kłopoty.

                    O! jakie żale widok ten nie wznieci
                    W dzień upłyniony drugi albo trzeci!
                    Gdy ręka cisnąc grzeszące narzędzie
                    Perłę zieloną z kanału dobędzie!
                    Przybywaj wtedy rano medycyny!
                    Zielem dopomóż pędzenie uryny!
                    Zapisuj hojnie konfekta chłodzące,
                    Proszki, orżadki boleści gojące!
                    Łykaj biedaku te nowe potrawy.
                    Unikaj długo skaczącej zabawy,
                    By krople zsiadłe przez różne spacery
                    W jajcach nadętych nie wzięły kwatery.
                    Wino i ponczyk, co wesołość daje,
                    Straszną, o Nieba, trucizną się staje.
                    Jak serce bije, jakie drżenie ciała,
                    Gdy potrzebujesz nagle urynała!
                    Drepcesz na miejscu i zgrzytasz zębami,
                    świat cały w gniewie przeklinasz djabłami,
                    Przysięgę czynisz być mądrym Sokratem,
                    Już nie obłapiać, zrobić się kastratem.
                    Jaka zaś przykrość, gdy ci sny zwodnicze
                    W nocy rozkoszy wystawią słodycze!
                    Budzi cię w bolu ostateczna chwila,
                    Kiedy się żyła skurczona wysila,
                    Rzyga sok mętny, piekąc zdarte rany,
                    A ty dopychasz i sykasz w przemiany.

                    Chceszli nieważnie zbyt mocnemi leki
                    Trypra zatrzymać uporczywe ścieki
                    W pachwinie bombon gwałtownie narywa,
                    Sześć niedziel w łóżku boleść cię twa skrywa.
                    Cyrulik z brodą co nie chcą doktory
                    Płytkiem żelazem zgala ci kędziory.
                    Jako botanik naturę śledzący
                    Prątek zasadzi kwiat obiecujący,
                    Pilnie podlewa, umacnia, podpiera,
                    I co dzień pączka lubego wyziera
                    Tak kataplazmem, co ci boki grzeje,
                    Ty patrzysz, kiedy griczoł się zbieleje,
                    Kiedy z pomocą chirurgicznej ręki,
                    Wyzionie sapor boleści i męki.

                    Nie tu się kończą sromotne kłopoty,
                    Co człek kupuje za swój pieniądz złoty!
                    Szankier gorliwy więcej działa szkody,
                    Gdy główkę ściągnie piekącymi wrzody.
                    Wtedy się karmisz pigułki srebrnemi,
                    Smarujesz ciało maściami tęgiemi,
                    Usta cię świerzbią, a ząb zaś przy zębie
                    Jako klawisze latają po gębie.
                    I szczęście, jeśli przy końcu leczenia,
                    Nie trza złotego kupić podniebienia.

                    Kończę już stawić te straszne obrazy,
                    Byś do jebania nie powziął odrazy.
                    Jeb, Młodzieńcze, jeb, lecz miej zwyczaj drogi,
                    Ze świecą kurwie patrzeć między nogi.
                    Soki cytryny zapuść jej do piczy,
                    Pewnie ma france, jeśli zasyczy.
                    Jak zaś wysuniesz twardy członek z dziury,
                    Tę, co go kryje, naciąg trochę skóry,
                    Napuść, co strzyma, gorącej uryny,
                    Aby spłukała niepewne jebiny.

                    Nie bądź znów tchórzem, by sobie nie szkodzić
                    (By nóg nie połamać, nie trzebaby chodzić).
                    Nie czciej płci dwojga lubieżne zapały,
                    Co jako prawe Niebo ludziom dały,
                    Nowym Narcyzem połączyć sam w sobie.
                    Niejeden młodzian w cichej nocy dobie,
                    Na łechtającym rozciągnięty puchu,
                    Stwardniałą żyłą szlufuje po brzuchu;
                    Chce się odurzyć różnemi sposoby,
                    Że się dotyka kochanej osoby.
                    Pierś, brzuszek, udka, wszystko przed myśl staje,
                    Te pieścić, owe trzymać mu się zdaje;
                    Poduszkę ściska i z spoceniem czoła,
                    Kończy palcami co myślą nie zdoła.
                    Lecz cóż..? gdy resztę posoki wyrzyga,
                    Wnet w nim zbudzona natura się wzdryga,
                    Żałuje krzywdę, co zdziałał w swym rodzie,
                    Płacze i jęczy... próżny żal po szkodzie!
                    Ach nieposzukuj podobnej zabawy!
                    Skutek jej bywa cierpiący i krwawy.
                    Hańby zbyt wiele i żadnej zalety,
                    A nadewszystko nie cierpisz kobiety!
                    • yossarian18 Re: Czy Fredro nazwał cię bydlakiem? 10.08.04, 00:07
                      Cytowanie jest w porządku, ale zależy co a nie kogo się cytuję. I kontekst też
                      jest ważny.
                      • leszek.sopot Re: Czy Fredro nazwał cię bydlakiem? 10.08.04, 00:16
                        yossarian18 napisał:

                        > Cytowanie jest w porządku, ale zależy co a nie kogo się cytuję. I kontekst
                        też jest ważny.

                        Zważ też na to, że te wierszydła są fikcją literacką i nie tykają żadnej
                        żyjącej osoby. Są obsceniczne i dlatego nie są drukowane ani w podręcznikach
                        szkolnych ani w wyborach jego twórczości. Jednak funkcjonują i na podstawie
                        takich utworów też są pisane prace magisterskie.
                        Nie wiem o jakim kontekście piszesz. Dla mnie jest on jasny - po to by nie
                        dyskutowac o tym kto jes a kto nie jest bydlakiem, lepiej poczytać coś
                        obscenicznego, bo jak kogoś to razi to czytać przecież nie będzie, prawda?
                        Dla pocieszenia, może już nie przytocze 3 pozostałych pieśni oraz XIII Księgi,
                        ale coś z innej beczki (nie chciałbym jednak byś się obraził):

                        Fredro Aleksander "Do mojego proboszcza"

                        W czarnym pokrowcu głupcze posiwiały,
                        Któryś przyjechał nudzić mnie dzień cały,
                        Srogi morderco mej Muzy lękliwej! -
                        Bogdajbyś nie miał tej radości tkliwej
                        Pisać wierszyki lub je czytać ładnie!
                        Bogdajbyś w prozie sprzeczne robił składnie,
                        Bogdajbyś ziewał całymi godziny
                        I bogdajbyś się o zbiór dziesięciny
                        Tyle z wszystkimi sprzeczał, kłócił, trudził,
                        Ileś mnie dzisiaj, gaduło, unudził!
                        . . . . . . . . . . . . . . . . .
                        Jeszcze siedzi!

                        • yossarian18 Re: Czy Fredro nazwał cię bydlakiem? 10.08.04, 00:24
                          Może już lepiej nie cytuj, bo widzę, że w tym wierszyku przejawiają się wątki
                          masońskie, antyklerykalizm i takie rzeczy:) Brrr...
                          • leszek.sopot Re: Czy Fredro nazwał cię bydlakiem? 10.08.04, 00:32
                            A Fredro był masonem czy tez żydem? Nie masz go jeszcze na swojej liście?
                            Już "zacnego" przodka naszego nie lubisz, e tam, jeszcze coś krótkiego:

                            Fredro Aleksander "Hipokryta"

                            Jesteś łotrem. Cóż robić? W klęskach to umieszczę;
                            Tylko, przez Boga, świętej nie udawać cnoty!
                            Bo do wzgardy nabytej wstręt dołączysz jeszcze,
                            A nikogo nie zwiedziesz prócz ciemnej głupoty.
                            • yossarian18 Re: Czy Fredro nazwał cię bydlakiem? 10.08.04, 00:44
                              Jest u mnie na liście:)
                              Ja do sztuki nie stosuję kryteriów politycznych, mogę zachwycać się "Drogami
                              wolności" lewaka Sartre'a albo "Zaczarowaną dorożką" Gałczyńskiego, chociaż
                              jego wiersz "Przed Mauzoleum Lenina" nie odpowiada mi właśnie z politycznych
                              względów, mimo iż uważam ten wiersz za najlepszy utwór doby socrealizmu w
                              Polsce.
                              • leszek.sopot Re: Czy Fredro nazwał cię bydlakiem? 10.08.04, 00:54
                                yossarian18 napisał:

                                > Jest u mnie na liście:)
                                > Ja do sztuki nie stosuję kryteriów politycznych, mogę zachwycać się "Drogami
                                > wolności" lewaka Sartre'a albo "Zaczarowaną dorożką" Gałczyńskiego, chociaż
                                > jego wiersz "Przed Mauzoleum Lenina" nie odpowiada mi właśnie z politycznych
                                > względów, mimo iż uważam ten wiersz za najlepszy utwór doby socrealizmu w
                                > Polsce.

                                A to jesteś lepszy ode mnie. Ja nigdy nie mogłem zmusić się do czytania
                                socrealistycznych opowiadań czy wierszy choc kumple zarykiwali się ze śmiechu.
                                Ja dalej jeszcze obstaję przy Fredrze i dam ci na pocieszenie wierszyk, który
                                ci się pewnie spodoba:

                                Fredro Aleksander "Omyłka nad Dunajcem"

                                Słuchaj, hej, mopan głemboki ten woda? -
                                Wołał gdzieś Niemiec na chłopa z daleka. -
                                Jak się nazywa? - Chłop odrzekł: - Dunajce.
                                A na to Niemiec: - Nu, kiedy po jajce,
                                To bardzo niemiło, panie Załusku,
                                Ale ja przejdziem ganz pomaluśku. -

                                Poprawił mycki, fajkę wyjął z gęby,
                                Porczęta spuścił, koszule wziął w zęby I hul na wodę! Plusnęło,
                                Bełknęło,
                                Pionowo
                                W dół głowąPoszło Niemczysko! jak kamień na morze!
                                Szkoda! bo jeden. - By wszyscy, daj Boże!
                                • yossarian18 Re: Czy Fredro nazwał cię bydlakiem? 10.08.04, 01:07
                                  Wiersz fajny, bo aktualny i rzeczywiście mi się podoba, ale dedykacja bardziej
                                  pasowałaby do niemieckich rewizjonistów.
                                  Czytałem ostatnio "Czerwoną mszę" Urbankowskiego, tam takich wierszy jest
                                  wiele. A wiersz Gałczyńskiego najlepszy, tylko szkoda, że sprzedał swój talent
                                  czerwonym:(
                                  PRZED MAUZOLEUM LENINA


                                  Ten dzień widzę znowu i znowu -
                                  ten dzień - nigdy nie zapomnę o nim:
                                  wiatr surowy i rześki dął
                                  i śnieg leżał na Placu Czerwonym.

                                  Pamiętam, że zachodziło słońce
                                  nad Mauzoleum, po pięknym dniu.
                                  Grzeszny człowiek, po latach błądzeń
                                  wreszcie dotarłem tu.

                                  Ileż by jeszcze trzeba trąb, żałobnych nut!
                                  Bo, że umarł, to ciągle boli
                                  ten, który centrum globu przesunął na wschód
                                  ramieniem proletariackiej woli.

                                  Przysięgam, już nigdy nie będę słaby,
                                  Pióro w promień przemienię i niech się promieni
                                  Oto nowe stulecie. A tylko dwie sylaby:
                                  LENIN.

                                  Konstanty Ildefons Gałczyński
                                  • leszek.sopot Re: Czy Fredro nazwał cię bydlakiem? 10.08.04, 01:18
                                    Nie strasz ludzi po nocy mumią czerwoną. Jeżeli już ktoś miałby zmartwychwstać
                                    to wolałbym by odbyło sie to tak:

                                    Lechoń Jan "Monte Cassino"

                                    Turyści przyjechali zwiedzać Somo-Sierra,
                                    Pytają, czy nie można kupić polskich kości,
                                    I szybko obejrzawszy, chcą nowej wzniosłości
                                    I nowego oglądać jadą bohatera.

                                    Jeszcze widzą, jak czako płynie z prądem rzeki,
                                    I słyszą okrzyk "Honor!" stłumiony przez fale,
                                    Więc, stanąwszy na brzegu, wołają: "Wspaniale!
                                    Jakże zginął wspaniale! Pokój mu na wieki!"

                                    I teraz do Włoch jadą. Zakupili kwiaty,
                                    Chcąc na groby je rzucić poetyczną dłonią.
                                    Lecz nocą pękły groby i Polacy z bronią
                                    Ruszyli, aby żądać za swą krew zapłaty.
                                    • yossarian18 Wiersz zajadle antysemicki, nie dla filosemitów!!! 10.08.04, 12:45
                                      DO POETY REŻYMU
                                      ===============
                                      Słonimski stał przed mikrofonem
                                      I namaszczonym barytonem,
                                      Tym swoim uroczystym głosem
                                      W rodzaju melodeklamacji,
                                      Powiedział z łezka i patosem
                                      WIERSZ DO POETY EMIGRACJI.

                                      Wiersz do Lechonia. Pyta Leszka,
                                      Czemu w New Yorku Leszek mieszka?
                                      Wiersz do Lechonia i Wittlina.
                                      Wracajcie! tak ich napomina.

                                      U nas - pytlije - jest ideał.
                                      Na co wam Londyn, czy Montreal?
                                      Dlaczego odszedł Lechoń? Wittlin?
                                      Pyta patosem takim pytlin.

                                      Czemu odeszli? Slonimskiemu
                                      Nie sposób sie domyśleć, czemu?
                                      On, wieczny meches, neofita -
                                      Nie wie. On dziwi się. On pyta.
                                      Cierpi. jak stary, łysy Werter.
                                      Więc jego rada i przestroga:
                                      Przejdźcie, jak ja, na stronę wroga.

                                      Kolegom radzi tak dezerter.
                                      I z troską woła w mrok londyński:
                                      Gdzie jest Wierzyński i Baliński?
                                      Co im się stało? O co chodzi?
                                      Pytają się tu o was mlodzi.
                                      Pytają się nie po razz pierwszy.
                                      Nam trzeba dobrych polskich wierszy.

                                      To prawda. Dobrych wierszy brak im.
                                      Słonimski jest przykładem takim.

                                      Więc on z tej patriotycznej troski
                                      Drogę powrotu im wytycza.
                                      To znów ta szelma Kuklinowski
                                      Nawraca pana Babinicza.

                                      Naiwna, mówi, ta tęsknota
                                      Do polskich dżdżów, polskiego błota.
                                      "Nas polskie błoto nie czaruje,
                                      Bo u nas trzeba walczyć z błotem.
                                      Słów nam potrzeba, co budują.
                                      Co dźwięczą sierpem, walą młotem".
                                      Sierpem i młotem. Cóż za szmata
                                      Pod pozorami literata.

                                      Popatrzcież na ten rzymski profil:
                                      Były frankofil i anglofil,
                                      Mało anglofil - anglomaniak!
                                      Wellsa wielbiciel i gałubczyk,
                                      I były sanacyjny cwaniak,
                                      Pan-europejczyk i Pen-klubczyk,
                                      Były esteta, skamandryta,
                                      I były Żyd-antysemita,
                                      Co żydożerczą swą facecją
                                      Próbował jednać się z endecją.

                                      Patrzcież na tego Słonimskiego -
                                      To on, sympatyk lewicowiec
                                      Od Saint Simona i Steckiego,
                                      Były Beckowiec i ludowiec,
                                      Co "lubił lud, lecz w lemoniadzie"
                                      (Jak kiedyś pisał w swej "Paradzie")
                                      I były Mikołajczykowiec,
                                      Adiutant Kota i praporszczyk,
                                      Były kosynier i liberał,
                                      Były Piłsudczyk. I Sikorszczyk,
                                      (W pamięci-m sobie to zachował,
                                      Jak nam w Londynie imponował,
                                      Jak tutaj z dumą w krąg spozierał,
                                      Bąkając głosem swym niedbałym:
                                      "Dziś jem śniadanie z Jenerałem"...
                                      Mówił "jenerał", nie "generał",
                                      Przez jot, bo brzmiała mu ta jota
                                      Z napokeońska i z Or-Ota) -

                                      Wczoraj ziemiańsko-cukierniczy,
                                      Dzisiaj włościańsko-robotniczy.

                                      Przechrzta co tydzień, na wyścigi,
                                      Co z wszystkich sobie wziął religii
                                      Jedną religię: Oportunizm -
                                      Dzis się obrzezał na komunizm.

                                      Dziś z reżymowej radiostacji
                                      Woła poetów emigracji
                                      i melodeklamuje o tem,
                                      Jak dźwiękać sierpem, walić młotem.
                                      Sierpem i młotem. Jaka szmata
                                      Robi się czasem z literata.

                                      Na koniec wiersza, ze słodyczą
                                      Pożegnał ich słowami temi:
                                      "Poetów miejsce na tej ziemi.
                                      Poetom błędy się nie liczą".
                                      Tak rzekł niewinny głos amorka
                                      I nagle wyszło szydło z worka.

                                      Cała nadzieja wierszopisa,
                                      Jego postawa religijna,
                                      Ideologia i polisa -
                                      Polisa asekuracyjna.

                                      Poecie wolno szkód przyczynić,
                                      wolno się załgać i ześwinić,
                                      Merdać ogonem i uciekać,
                                      Pod stół wleźć i hau-hau, odszczekać,
                                      Wolno ze słowa zrobić łajno -
                                      Jak tylko wierszem, to już fajno!
                                      Wolno mu zdradzać - jak do rymu.
                                      To nie weźmiemy za złe my mu,
                                      To juz nie błąd, to już zaleta,
                                      Bo Pan poeta! Pan poeta!
                                      Bo Pan artysta! Bo artyście
                                      Wolno tym kurrrkiem być na dachu!

                                      Nie mógł Słonimski, rzeczywiście,
                                      Lepszego sobie dobrać fachu.

                                      Nie wie Słonimski, że niestety
                                      Poety fach nie taki byczy.
                                      Nie ma wyjątków dla poety!
                                      Potomność błędy mu policzy.
                                      Talent oceni na rozprawie,
                                      Jako obciążające względy.
                                      Im talent większy, tym ci błędy
                                      Surowiej liczy. Nie łaskawiej.

                                      Jej nie uwiedzie błysk talentu,
                                      Już ona wie, mój przyjacielu,
                                      Kogo pochować na Wawelu
                                      a komu nie dać sakramentu.

                                      Potomność to cholera taka,
                                      Że tylko się rozejrzy wkoło,
                                      Wie - kogo pocałować w czoło
                                      Za błąd wygnania i tułactwa,
                                      A komu w zadek dać kopniaka
                                      Za cnotę zdrady i łajdactwa.


                                      *

                                      Do Leszka piszesz, były śmieszku.
                                      Znasz kawał ten o Leszku?
                                      Leż ku.


                                      [1952]

                                      Marian Hemar
                                      • leszek.sopot Oj, wdepnąłeś w... 10.08.04, 13:18
                                        Przytaczasz Hemara (właściwie Marian Hescheles, 1901-1972)? To tak jabyś sam
                                        pod sobą dołki kopał. Najwyraźniej nie znasz jego twórczości. Nota bene, satyry
                                        na Słonimskiego najwyraźniej nie zrozumiałeś, Antoni był przed wojną
                                        przyjacielem Hemara.

                                        KTO RZADZI ŚWIATEM?
                                        Po latach rozmysliwan,
                                        niemal u schylku zycia,
                                        dokonalem niezmiernie
                                        glebokiego odkrycia.

                                        Moje wielkie odkrycie
                                        raz na zawsze, niezbicie
                                        rozwiazuje odwieczna
                                        zagadke, mianowicie,

                                        rozstrzyga nieomylnie,
                                        ustala niezachwianie
                                        ostateczna odpowiedz
                                        na ciekawe pytanie,

                                        co dreczy nas od wiekow
                                        i wciaz wraca od nowa:
                                        kto rzadzi swiatem? jaka
                                        mafia anonimowa?

                                        Nie wierzcie w bajki. Nie ma
                                        zadnego synhedrionu
                                        sekretnych wladcow. nie ma
                                        zadnych "medrcow syjonu".

                                        Wiec to bajka. i bujda,
                                        ze "swiatem rzadza kobiety"
                                        i nieprawda, ze swiatem
                                        rzadza zydzi - niestety.

                                        Nie my, t.j. nie oni.
                                        nie zydzi i nie masoni,
                                        nie mormoni, nie kwakrzy
                                        nie fabrykanci broni.

                                        Nie junkrzy, nie sztabowi
                                        wojskowi kondotierzy,
                                        nie monopole, kartele,
                                        bankierzy ni bukmakierzy,

                                        Nie zwiazki zawodowe,
                                        nie "standard oil", nie watykan,
                                        nie internacjonalka
                                        kalwinow czy anglikan,

                                        nie miedzynarodowka
                                        komuny, czy "kapitalu" -
                                        Ktos inny. kto? - pytacie.
                                        zaraz, ludzie, pomalu.

                                        Gotowiscie na wszystko?
                                        Ha, dobrze, jam tez gotow.
                                        Sluchajcie: swiatem rzadzi
                                        wielka zmowa idiotow.

                                        Swiatem rzadzi sekretna
                                        pomiedzynarodowka
                                        agresywnego durnia
                                        i nadetego polglowka.

                                        Trade union grafomanow,
                                        tajna loza becwalow,
                                        klub cwiercinteligentow,
                                        konfederacja cymbalow,

                                        aeropag jelopow,
                                        jalowych namaszczencow,
                                        pompatycznych wazniakow,
                                        indyczych napuszencow.

                                        To oni, sprzymierzeni
                                        w powszechnym zwiazku, ktory
                                        rozstrzyga o powodzeniu
                                        teatru, literatury.

                                        Gramofonowej plyty,
                                        filmu, obrazu, symfonii.
                                        to oni decyduja
                                        o kulturze, to oni.

                                        Przydzielaja posady
                                        stypendia, nagrody, szanse,
                                        ordery, renumeracje,
                                        bonusy i awanse.

                                        Samym instynktem glupoty
                                        odnajduja sie wzajem.
                                        Rozumieja sie wspolnym
                                        jezykiem i obyczajem.

                                        I haslem, ktore wola
                                        z ochota razna i racza:
                                        kretyni wszystkich krajow
                                        laczcie sie! wiec sie lacza.

                                        Przeciw wszelkim ambicjom,
                                        przeciw wszystkim talentom,
                                        przeciwko swoim wrogom,
                                        przeciw nam - inteligentom.

                                        To oni - pan general,
                                        co dzis rozumie bezwiednie,
                                        jak dzis w cuglach, szach mach, wygrac
                                        wszystkie wojny poprzednie.
                                        To cenzor, ktory skresla
                                        wszystkie madre kawaly,
                                        tak, aby w rekopisie
                                        same glupie zostaly.

                                        To krytyk, co belkoce,
                                        chociaz nikt go nie slucha
                                        i czepia sie cudzego
                                        piora, jak wesz kozucha.

                                        Ekonomista, ktory
                                        kosztem ogolnej nedzy
                                        uzdrowi "wymiane dewiz"
                                        i "pokrycie pieniedzy".

                                        To polityk, maz stanu
                                        dyplomata, co wkopie
                                        niewinnych ludzi w azji,
                                        w afryce i w europie

                                        w tak trudne sytuacje,
                                        w tak krete labirynty,
                                        w tak polityczne kanty
                                        i dyplomatyczne finty,

                                        ze z nich jedyne wyjscie
                                        na swiat i swiatlo Boze -
                                        przez wojne, ktorej nikt nie chce,
                                        przez morze krwi i morze

                                        lecz. - oni nas trzymaja
                                        w ryzach, za twarz i pod batem.
                                        to ONI - i to jest wlasnie
                                        ta mafia, co rzadzi swiatem.

                                        A jaka na nich rada?
                                        Bo czuje moi mili,
                                        ze z dziecieca ufnoscia
                                        pytacie mnie w tej chwili,

                                        musze prawde powiedziec,
                                        wbrew ufnosci dzieciecej:
                                        niestety, nas jest za malo.
                                        Durniow jest znacznie wiecej.

                                        My skloceni, wiec slabi.
                                        durnie zgodni, wiec silni.
                                        my sie czesto mylimy.
                                        durnie sa nieomylni.

                                        My sceptycy, zblakani
                                        na ziemi i na niebie -
                                        a ONI tak aroganccy
                                        i tacy pewni siebie

                                        i tacy energiczni
                                        ze serce z trwogi mdleje.
                                        Ach, nie znam zadnej rady.
                                        Mam tylko jedna nadzieje.

                                        Zyje tylko ta drobna
                                        otucha i nadzieja
                                        ze my umiemy smiac sie.
                                        A durnie nie umieja.

                                        Kto wie... moze po wiekach,
                                        kto wie... moze w oddali,
                                        to jedno przed durniami
                                        obroni nas i ocali.

                                        Tym smiechem was zaslonie
                                        i do serca przygarne.
                                        I moze nie pojdziemy
                                        ze wszystkim na he... marne

                                        Marian Hemar, 1961r.

                                        Kilka słów o autorze.
                                        Urodził się we Lwowie w żydowskiej rodzinie jako Jan Maria Hescheles. Na
                                        Uniwersytecie im. Jana Kazimierza studiował filozofię i medycynę. Zrezygnował
                                        jednak ze studiów na rzecz twórczości kabaretowej. W latach dwudziestych był
                                        związany z kabaretami warszawskimi - Qui pro Quo i Bandą. Jego piosenki
                                        wykonywały gwiazdy: Mira Zimińska odnosiła sukcesy w interpretacji między
                                        innymi jego "Pokoiku na Hożej", a Ludwik Sempoliński w piosence "Ten wąsik, ach
                                        ten wąsik" - utworu ze sztuki "Orzeł czy reszka", wystawionej tuż przed
                                        wybuchem II wojny światowej, złośliwej satyry ośmieszającej Hitlera. Spektakl
                                        ten wywołał protest ambasady III Rzeszy. Ludwik Sempoliński w czasie okupacji
                                        musiał się ukrywać. Marian Hemar znalazł się na niemieckiej liście osób
                                        poszukiwanych. Musiał opuścić kraj. Na Bliskim Wschodzie wstąpił do polskiej
                                        armii. Został jednym z organizatorów Czołówki Teatralnej Wojska Polskiego w
                                        Palestynie i Egipcie. W 1942 r. w Londynie założył kabaret Orzeł Biały.
                                        Współpracował też z Radiem Wolna Europa. Jego, najczęściej wierszowane,
                                        komentarze ostro krytykowały i ośmieszały życie w PRL. Władze Polski Ludowej
                                        wydały zakaz publikacji jego utworów w kraju. Pisał też wiersze pełne tęsknoty
                                        za krajem, między innymi "Modlitwę za Ojczyznę", nostalgiczne strofy emigranta,
                                        który nigdy nie miał wrócić do kraju, liryczne piosenki i wiersze. Wojciech
                                        Młynarski zaś opowiadał, jak od dzieciństwa obcował z twórczością Hemara,
                                        odtwarzaną z przedwojennych płyt na starym patefonie. W studenckim kabarecie
                                        Hybrydy słuchał powojennego nagrania starej sentymentalnej piosenki
                                        Hemara "Nikt, tylko ty..." w wykonaniu Miry Zimińskiej. Nie każdy wie, że
                                        dubbing i teksty polskich piosenek do "Królewny Śnieżki" - filmu Disneya - są
                                        autorstwa Hemara, a wykonywał je słynny Chór Dana. Jeśli w repertuarze
                                        piosenkarzy w PRL znajdowały się utwory Mariana Hemara, pomijano jego nazwisko
                                        lub oświadczano, że autor nieznany. Po zmianach, jakie zaszły w naszym kraju,
                                        nastąpił renesans twórczości Mariana Hemara. Wystawiane są jego sztuki: "To, co
                                        najpiękniejsze", "Piękna Lucynda". Ciągle też z sukcesem przypominane są jego
                                        piosenki, wywołujące wzruszenie wśród słuchaczy kilku pokoleń. Marian Hemar
                                        zajmuje poczesne miejsce w historii polskiego kabaretu. Zmarł w 1972 roku w
                                        Londynie.
                                        • leszek.sopot na deser: Hemar o dyskursie polemicznym 10.08.04, 13:49
                                          Marian Hemar TEORIA WZGLEDNOSCI (wyjątki)

                                          Gdy się ludzi ocenia
                                          Z różnych punktów widzenia -
                                          Ciekawa rzecz, jak się skala
                                          Pewnych wartości zmienia.

                                          Wada staje się cnotą,
                                          A zaleta - głupota.
                                          O przeciwniku - gdy zacny -
                                          Mówimy, że idiota.

                                          O stronniku, gdy trudno
                                          Przyznać nam, że rozsądny -
                                          Nie powiemy, że cymbał.
                                          Powiemy: "Z gruntu porządny".

                                          Gdy się mądrym człowiekiem
                                          Chlubi wrogi nam obóz -
                                          Stwierdzamy, że "inteligentny"
                                          I dodajemy: "łobuz".

                                          Gdy się w naszym obozie
                                          Lobuz szasta wybitny -
                                          Mówimy: "Twardy człowiek.
                                          Zdolny - mówimy. - Sprytny".

                                          Gdy nasz przeciwnik się potknie,
                                          "Zdrajca!" - głosimy krzykiem.
                                          Gdy stronnik zdradzi, stwierdzamy:
                                          "Nie był naszym stronnikiem".

                                          I to nas niesłychanie
                                          Na duchu podtrzymuje,
                                          Że przeciw nam zawsze
                                          Idioci tylko i szuje.

                                          A z nami, wszyscy albo
                                          Roztropni, albo dumni,
                                          Albo z gruntu porządni,
                                          Albo bardzo rozumni.

                                          *
                                          Przyznać komu, po męsku,
                                          W sposob najprościej rozsądny,
                                          Że choć wróg nasz - rozumny,
                                          Choć przeciwnik - porządny,

                                          I walczyć z nim, aż do końca,
                                          do końca ceniąc go szczerze -
                                          Na to nas nie stać. To w naszym
                                          Nie leży charakterze.

                                          Nasza zasada: siebie
                                          Ze wszystkiego rozgrzeszać,
                                          Ale na przeciwniku
                                          Psy - o to samo - wieszać.
                                        • yossarian18 O autorze kilka słów więcej... 10.08.04, 14:24
                                          web.1asphost.com/tara2/hemar.htm
                                          Tylko nie czytaj przedostatniego akapitu:)
                                          Nie tylko Słonimski, ale i Tuwim przyjaźnił się z Hemarem przed wojną. Potem
                                          Mariana bardzo bolała zdrada Antoniego i Juliana i pisał złośliwe paszkwile
                                          (zresztą któryś z nich też napisał "Emigrandę"), które mogą być wzorem dla
                                          wszystkich prześmiewców.
                                          • leszek.sopot "...Patrzeć endekom w oczy..." 10.08.04, 15:33
                                            Widzę, że polubiłeś Hemara:)

                                            * * *
                                            Ból serdeczny,
                                            rozwagi wstrzymywany siłą
                                            Niby z gracją się pętam,
                                            Niestety, sam pamiętam:
                                            Żyd.
                                            Co robić? Serce broczy,
                                            Patrzeć endekom w oczy
                                            Wstyd.
                                            Udaję, że niby z arian...
                                            Z żadnych arian! Skąd Marian!
                                            Srul!!!
                                            Nawet nie z Lubartowa -
                                            Z Jagiellońskiej! Ze Lwowa!
                                            Ból!
                                            • yossarian18 Re: "...Patrzeć udekom w oczy..." 10.08.04, 15:44
                                              Polubiłem, bo to jeden z najwspanialszych polskich poetów.
                                              Szkoda tylko, że w sieci jest b. mało o Hemarze:(
                                              Z ciekawych rzeczy znalazłem tylko coś takiego:
                                              www.antoranz.net/BIBLIOTEKA/HEMAR/TEKSTY/1000.HTM
                                              • leszek.sopot Chrześcijańska zasada 10.08.04, 16:07
                                                Marian Hemar, "Wariant"

                                                Chrześcijańska zasada
                                                Dla dobrych katoliczek:
                                                Gdy ciebie pocałują,
                                                Nastaw drugi policzek.
                                                • yossarian18 Re: Chrześcijańska zasada 10.08.04, 16:11
                                                  Tylko gdzie są teraz takie katoliczki, ach!
                                                  • leszek.sopot Re: Chrześcijańska zasada 10.08.04, 16:47
                                                    No jak to gdzie? Poszły na pielgrzymkę...

                                                    PS
                                                    Mój dobry kolega dwadzieściakilka lat temu, gdy poszedł na pielgrzymkę z
                                                    Gdańska, poderwał podczas marszu swoją późniejszą żonę. Od 7 lat są po
                                                    rozwodzie...
                                                    Ale ty gdybyś się wybrał, a nie psuł sobie oczy przed komputerem, może miałbyś
                                                    więcej szczęścia i znalazłbys dziwczynę co z nią do końca życia byś był.
                                                  • yossarian18 Re: Chrześcijańska zasada 10.08.04, 17:01
                                                    Oczy i tak mam już zepsute.
                                                    Co do pielgrzymki to temat pozostaje otwarty.
                                                  • leszek.sopot Re: Chrześcijańska zasada 10.08.04, 17:10
                                                    yossarian18 napisał:

                                                    > Oczy i tak mam już zepsute.
                                                    > Co do pielgrzymki to temat pozostaje otwarty.

                                                    Gdbyś wyruszył jednak na nią, to mógłbyś się modlić jak Hemar:
                                                    "Modlitwa"
                                                    Daj, bym nie błagał nadaremnie.
                                                    Napraw ten świat!
                                                    Zacznij ode mnie.


                                                  • yossarian18 Re: Chrześcijańska zasada 10.08.04, 18:17
                                                    Widzę, że chyba naprawdę jesteś polonistą:)
                                                    Jeśli możesz to poleć jakąś ciekawą skiążkę na sierpniowe upały.
                                                  • leszek.sopot Książka dobra na pielgrzymkę:)) 10.08.04, 18:35
                                                    Kornel Makuszyński: "120 przygód koziołka Matolka"

                                                    Wszystkie mądre polskie kozy,
                                                    By je zliczyć, nie mam siły!
                                                    Na naradę się zebrały
                                                    I rzecz taką uchwaliły:

                                                    "W sławnym mieście Pacanowie
                                                    Tacy sprytni są kowale,
                                                    Że umieją podkuć kozy,
                                                    By chodziły w pełnej chwale.

                                                    Przeto koza albo kozioł,
                                                    Jakaś bardzo mądra głowa,
                                                    Aby podkuć się na próbę,
                                                    Musi pójść do Pacanowa.

                                                    A gdy wróci ten wędrowiec,
                                                    Już podkuty, ale zdrowy,
                                                    Wszystkie kozy się dowiedzą,
                                                    Czy to dobrze mieć podkowy."

                                                    "Kto ten dzielny? Kto się zgłasza?"
                                                    "Ja!" - zakrzyknął w głos koziołek.
                                                    Miał maleńką, piękną bródkę,
                                                    A wołano nań: Matołek.

                                                    Czule żegnał go ród kozi,
                                                    Mama i sędziwy tata,
                                                    A Matołek wziął tobołek
                                                    I wędruje na kraj świata.

                                                    Kiedy znalazł się na drodze,
                                                    Po raz pierwszy na wolności,
                                                    Skoczył w górę nasz koziołek,
                                                    Aby rozprostować kości.

                                                    Nagle ujrzał dwa zające,
                                                    Więc zapytał: - "Proszę panów,
                                                    Może mi panowie wskażą,
                                                    Gdzie to miasto jest Pacanów?"

                                                    Rzekł mu jeden: - "Idź przed siebie,
                                                    Trochę w prawo, trochę w lewo,
                                                    Przepłyń morze, przeskocz góry,
                                                    Aż napotkasz uschłe drzewo."

                                                    Nagle przerwał i zakrzyknął:
                                                    "Niech ratuje się, kto zając!"
                                                    A koziołek smyk na drzewo,
                                                    Przed psem strasznym uciekając,

                                                    "Złaź natychmiast z mego brzucha"
                                                    Woła drzewo w wielkim gniewie.
                                                    "Nie masz prawa, śmieszna kozo,
                                                    Po szanownym łazić drzewie."

                                                    Zawołało wiatr na pomoc
                                                    I zatrzęsło się z łopotem,
                                                    Tak że spadło trochę liści,
                                                    A koziołek zaraz potem.

                                                    "Aj! Aj!" - wrzasnął, choć pod drzewem
                                                    Złego już nie było zwierza,
                                                    Lecz tymczasem jeż przydreptał
                                                    A koziołek spadł na jeża.

                                                    Beknął głośno siedem razy,
                                                    Skoczył, jakby opętany,
                                                    A siąść nie mógł, bo w tym miejscu
                                                    Miał bolesne bardzo rany.

                                                    Jeż Igiełka rzekł mu na to:
                                                    "Czemu krzyczysz? To się zdarza!
                                                    Czyś ty jabłko, by spaść z drzewa?
                                                    Teraz biegnij do lekarzal"

                                                    Niedźwiedź zawsze jest lekarzem,
                                                    Z pokolenia w pokolenie,
                                                    Zbadał rany, potem mruknął :
                                                    "Dam ci coś na przeczyszczenie."

                                                    "Nigdy!" - krzyknqł nań koziołek,
                                                    "Wolę już najsroższe bóle!"
                                                    Na stół skoczył, stłukł kałamarz
                                                    I przez okno smyk! na pole...

                                                    Właśnie pasły się cielęta
                                                    Na zielonym brzegu Wisły.
                                                    Z wielkim się rozbiegły krzykiem:
                                                    "Kozioł wariat! Stracił zmysły!"

                                                    On zaś poszedł poprzez pola.
                                                    W krąg kraina bardzo pusta,
                                                    Nagle, gdy był bardzo głodny,
                                                    Szepnął cicho: - "Ach, kapusta!"

                                                    Głowy stały tak w szeregu,
                                                    Jakby za żołnierzem żołnierz.
                                                    Nasz koziołek zaczął ucztę,
                                                    Wtem ktoś chwyta go za kołnierz.

                                                    "Tuś mi, bratku, capie młody!"
                                                    Wołał stróż, co wyszedł z cienia.
                                                    "Nie oglądaj się, idź prosto,
                                                    Do więzienia! Do więzienia"

                                                    Przyszedł sędzia i rozkazał,
                                                    By zakuli go w kajdany,
                                                    I w komórce bardzo ciemnej
                                                    Kazał przykuć go do ściany.

                                                    Siedzi biedny nasz koziołek
                                                    I nie może ruszyć łapą,
                                                    Jęczy tylko i wciąż płacze:
                                                    Żegnaj, mamo, żegnaj, papo!"

                                                    W nocy przyszli rozbójnicy,
                                                    Wygrzebali ziemię kołkiem
                                                    I na plecach swych unieśli
                                                    Tę komórkę wraz z Matołkiem.

                                                    Do ciemnego zaszli lasu,
                                                    Patrzą, co tam jest w komorze!
                                                    Nagle strasznie zakrzyknęli:
                                                    "Diabeł! Ratuj się kto może!"

                                                    "Stójcie, stójcie!" - kozioł woła
                                                    "Uwolnijcie mnie z powroza,
                                                    Ja nie jestem żaden diabeł,
                                                    Moja mama była koza!"

                                                    itd.
                                                  • yossarian18 Re: Książka dobra na pielgrzymkę:)) 10.08.04, 18:50
                                                    Nauczycielka, która uczyła mnie j. polskiego w szkole elemntarnej nazywała się
                                                    Kózka:)
                                                    I co było dalej?
                                                  • leszek.sopot Re: Książka dobra na pielgrzymkę:)) 10.08.04, 19:23
                                                    yossarian18 napisał:

                                                    > Nauczycielka, która uczyła mnie j. polskiego w szkole elemntarnej nazywała
                                                    się
                                                    > Kózka:)
                                                    > I co było dalej?

                                                    Zapewne musiałeś repetować?
                                                  • yossarian18 Re: Książka dobra na pielgrzymkę:)) 10.08.04, 19:28
                                                    Z j. polskiego zawsze miałem bdb:)
                                                  • leszek.sopot Re: Książka dobra na pielgrzymkę:)) 10.08.04, 19:52
                                                    A co do Koziołka Matołka, to wieść niesie, że po drodze wstąpił i do tego
                                                    zakątka
                                                    m.onet.pl/_m/1a5ca503535b24e3517628bd02e10215,9,7.jpg
                                                    Może i pielgrzymi tam zaglądają?
                                                • Gość: jack Re: Chrześcijańska zasada IP: *.proxy.aol.com 10.08.04, 16:19
                                                  Skad ty takie "perelki" wygrzebujesz? W sensie jak najbardziej pozytywnym.
                                                  Cyzbys byl polonista?
                                                  • leszek.sopot Re: Chrześcijańska zasada 10.08.04, 16:47
                                                    Gość portalu: jack napisał(a):

                                                    > Skad ty takie "perelki" wygrzebujesz? W sensie jak najbardziej pozytywnym.
                                                    > Cyzbys byl polonista?

                                                    :)))
                                                  • leszek.sopot Re: Chrześcijańska zasada 10.08.04, 16:57
                                                    Gość portalu: jack napisał(a):

                                                    > Skad ty takie "perelki" wygrzebujesz? W sensie jak najbardziej pozytywnym.
                                                    > Cyzbys byl polonista?

                                                    Ale każdy to może znaleźć w Internecie, np.: piosenka "Chleb kulikowski" sł.
                                                    Marian Hemar, śpiewa Włada Majewska - dodatkowo recytuje swój wiersz.
                                                    Trochę może zrobić się sentymentalnie...
                                                    www.lwow.neostrada.pl/mit/tylejest.mp3
                                      • Gość: Yankover [...] IP: *.sympatico.ca 10.08.04, 13:27
                                        Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
                        • Gość: set Re: Czy Fredro nazwał cię bydlakiem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.08.04, 09:45
                          Hm... a pozostałe 3 pieśni...
    • maaax wierszyk dla milosnikoow cenzury 10.08.04, 19:44
      Pewien leszek z miasta Sopot
      Raz na forum mial ten klopot
      Ze cenuzry tu za malo
      Z grubej rury walnal smialo:
      Giwi, giwi - cny adminie
      Watki kasuj- bo nim
      chwila minie
      ktos przeczyta cos niestety
      co jest przykre dla "Gazety"
      ------------------------------
      Tak tu , zgodnie z PC norma
      Sie odradza polskie ORMO
      ==============================================================================
      =============================================================================
      dla mlodziezy= ORMO- ochotnicza rezerwa milicji obywatelskiej, czyli
      spoleczni modera..tfu, co ja moowie- kapusie!

      • yossarian18 Braaawo!!! 10.08.04, 19:51
        Należą Ci się słowa uznania. Piękny paszkwil, szkoła Mariana Hemara:)
        Dzięki:)
        • leszek.sopot A za co? - po co miesza politykę - twoja szkoła? 10.08.04, 19:54
          Ale Hemar mu odpowiedział.
          • yossarian18 Re: A za co? - po co miesza politykę - twoja szko 10.08.04, 20:01
            Już ci powiedziałem, że ja do sztuki nie stosuję kryteriów politycznych. Ale
            paszkwil mu wyszedł, jest do rymu i z sensem.
            • leszek.sopot Re: A za co? - po co miesza politykę - twoja szko 10.08.04, 20:29
              No to mały rozbiór tego "cudeńka". User najwidoczniej uważa, że w poście
              oszołoma było coś przykrego dla GW, napisał:
              "ktos przeczyta cos niestety
              co jest przykre dla "Gazety""

              Dla autora tych rymów najwyraźniej mowa z elperackiego rynsztoka, w którym
              używa się na określenie ludzi słowa "bydlaki" jest zwykłym zwrotem
              grzecznościowym.
              Ten zwrot nie mógł być użyty pod adresem gazety, bo gazeta to rodzaj żeński, a
              bydlak to rodzaj męski. Oszołom w ten sposób splunął na wszystkich, którzy mu
              nie przyklaskują.
              Niech sobie ten maaax przyklaskuje, jeśli czuje, że z epitetem bydlak mu do
              twarzy.
      • leszek.sopot Zaczepka żmijki:( 10.08.04, 19:53
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=14811398&a=14811494
        • maaax odpowiedz wierszykiem: 10.08.04, 20:08
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=14811398&a=14811960

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka