privus
28.01.15, 14:34
Wydaje się, że na dzień dzisiejszy jest to jedyny cel, jaki przed sobą postawiły władze państwowe i bankowe. Przedkładane propozycje i rozwiązania tego problemu przez gadające głowy sprawiają wrażenie wyraźnego taktycznego blefu nie mającego pokrycia w istniejącej rzeczywistości poza dążeniem do przerzucenia ciężaru na frankowiczów i usilnej ochrony systemu bankowego przed konsekwencjami podejmowanych wcześniej działań. Podstawowy głośno podnoszony blef polega na oskarżaniu kredytobiorców nieodpowiedzialnością pobierania kredytów w obcych walutach. Owszem, jest to po części prawda, chociaż nie koniecznie ta najprawdziwsza. Ale jaką odpowiedzialnością wykazały się banki tłumacząc się dzisiaj, że one same zaciągały kredyty we frankach transferując je później na frankowiczów, o ile te kredyty rzeczywiście nie były tylko tzw. "produktem bankowym"?
Pozostałe nigdzie i niczym nie ugruntowane propozycje bliższe są wiatrom morskim i ciągnięciu ciągle tej samej "żumy dla Gucia", jak chęci sensownego rozwiązania problemu. Jedyna godna uwagi propozycja, to ograniczenie kredytowych żądań banku do wartości nieruchomości. Jeśli np. taki frankowicz po 10 latach sukcesywnej spłaty kredytu nadal ma mieć nadal wyższe zobowiązania kredytowe wobec banku, niż wartość nieruchomości, na którą zaciągał kredyt, sensownym rozwiązaniem jest postawienie takiej nieruchomości do dyspozycji banku, niż zakładać sobie powróz bankowy na szyję. Bank i tak już swoje zarobił i nie ma sensu ciągnąć tej lichwiarskiej farsy dalej. Uważam za absolutnie nieuzasadnione obciążanie narastającymi od lat różnicami kursowymi wyłącznie frankowiczów. Nie widzę tutaj potrzeby absurdalnego dofinansowywania z budżetu państwa tak jak to ma miejsce od lat w wypadku górnictwa tylko dla tego, że ktoś chce uprawiać hobby, o którym nie ma zielonego pojęcia, ale ustawowe uregulowanie funkcjonowania banków w taki sposób, by przynajmniej współmiernie dzieliły się ryzykiem podejmowanych działań ze swoimi klientami.