Dodaj do ulubionych

prywatne studia

19.11.24, 01:45
hejka,
sprawa jest taka, że poszłam ostatnio na studia - kierunek na prywatnej uczelni. Mimo tych wszystkich zapewnień mam wrażenie, że jest zupełnie inaczej niż ludzie mówili. Owszem muszę przyznać, że poziom jest całkiem dobry a uczelnia oferuje sporo aktywności pozawykładowych. Jednak jest pewien haczyk - towarzystwo. Zupełnie inna mentalność, inny styl życia i bycia. Czuję, że odstaję od towarzystwa/ nie pasuję do niego. Próbowałam rozmawiać z różnymi ludźmi, ale jakoś to za bardzo nie wychodziło - nie potrafiliśmy znaleźć wspólnego języka. A dlaczego to też piszę ? Bo mam potrzebę mimo wszystko opowiedzenia o tym komuś nieznajomemu.
Doskonale wiem , że jestem nieśmiała i mam trudności z zagadaniem do ludzi. Jednak na ten moment to wykroczyło zupełnie poza skalę. Naprawdę za bardzo stresuję się podejść i porozmawiać z innymi bo mam wrażenie, że skoro z innymi się nie dogadałam to czy z innymi jakoś da wogóle radę. Ten stres zakrawa już trochę o stany lękowe, dochodząc w pewnym momencie do momentu kiedy nie jestem już w stanie racjonalnie myśleć. Gorzej przyswajam materiał o ile wogóle. Wydaje się to bardziej głupie, ale prześladuje mnie mój własny umysł. Za każdym razem nawet jak pogadam o tym z kimś bliskim czy przyjaciółmi. Nawet jak względnie się uspokoję to one nadal wracają. Nadal czuję się nieswojo na uczelni. Nadal stresuje się samym przychodzeniem tam. Nawet bardzo. Gorzej przez to sypiam i gorzej jem. Cały czas mam gorszy nastrój. Naprawdę staram się przestać się bać nawiązywania nawet krótkiej rozmowy z kimkolwiek na uczelni. Ale nie potrafię. Nie potrafię o tym nie myśleć. Tak OGROMNIE stresuję się zwykłym podejściem do ludzi tam i zagadaniem. Nawet stresuję się tym, co mam powiedzieć na dobre pierwsze wrażenie - układam to sobie w głowie żeby trochę się odstresować. Ale jak narazie nie mam zbytnich sukcesów towarzyskich na studiach. Naprawdę odnoszę wrażenie, że tam nie pasuje, że nie potrafię z nikim znaleźć wspólnego języka. Tam naprawdę ludzie wydają się zupełnie inni niż w liceum, gdzie czułam się dobrze w towarzystwie i w sumie to nawiązałam sporo kontaktów z mega miłymi osóbkami z którymi do dzisiaj utrzymuje kontakt. Część z nich koleżeńsko część jako przyjaciele. Właśnie dlatego zastanawia mnie fakt dlaczego teraz jak poszłam na studia sytuacja wygląda tak jak wygląda. Okej, poczułam się przytłoczona bo wszystko jest nowe, ale ta faza powinna już raczej mijać. Dla wyjaśnienia, nie , nie izolowałam się od samego początku . Rozmawiałam z nimi, chodziłam na organizowane integracje ( głównie kluby i bary ). Ale, po prostu, nie poczułam się jakoś z nikim wyjątkowo komfortowo, nie było odczucia wow, że pasujemy do siebie czy cokolwiek. Nie poczułam się zgrana z resztą społeczności. I to prawdę mówiąc sprawiło mi dużo stresa, ze względu również do mojej tendencji do overthinkingu. Pisząc z innymi ludźmi, którzy dostali się na publiczne uczelnie to jakoś beż problemu znaleźli swoje towarzystwo. Tymczasem ja czuję się jak gęś w stadzie owiec - odstająca od innych. Problemem jest też fakt, że dużą część zaliczeń mamy jako prace grupowe - co raczej sytuacji nie polepsza. Mam tylko taki dylemat czy w związku z tym zmieniać studia na publiczne czy nie. Bo ogólnie to kierunek mi się podoba, jest naprawdę interesujący. Tylko ci ludzie, ta atmosfera. Mówię po prostu nie czuję się w ich towarzystwie komfortowo i nie potrafię jakoś znaleźć z nikim wspólnego języka. Obecnie skończyło się na tym, że na wykładach to w sumie siedzę sama a jak nie muszę to chodzę do biblioteki, a na ćwiczenia przychodzę bo trzeba. Nie czuję przymusu przebywania na uczelni, wśród tych ludzi bo to mnie po prostu ogromnie stresuję ( bardzo bardzo). Mam z tego powodu ogromne wyrzuty sumienia i w sumie przyznam, że na ten temat ciągle mnie nachodzą jakieś negatywne myśli.
Podsumowując, kierunek spoko; towarzystwo trochę gorzej. Kwestia, że potrafię płakać i nie spać ze stresu i z powodu obsesyjnych natrętnych myśli. Kwestia, że zaczęło mi się to równo z rozpoczęciem studiów Kwestia taka, że dotyczą one również " jak mam się dopasować do nich, co powiedzieć żeby nie wyjść na idiotkę; jak jednak kogoś fajnego poznać , czy wogóle będzie na to szansa". Myśli, że ja tam nie pasuję, że coś ze mną jest nie tak, że po prostu się na te studia nie nadaję".
Może ktoś się wypowie jak to u was jest na prywatnych i jak można się powyższych uczuć po prostu wyzbyć. Czy jest normalny fakt, że po prostu się z nikim jakoś specjalnie dobrze nie dogaduję i czuje się tak jak się czuję
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka