Witam, pytam dla koleżanki

Chłop - ex i dwójka dzieci (bliźniaki, 7 lat). My jedno dziecko wspólne. Ogólnie żyje się nam na codzień dobrze i spokojnie, pomijając krzywe jazdy sfrustrowanej ex

Dzieci widywane co dwa tygodnie, lubią spędzać czas u taty. Tylko ja coraz gorzej czuję się w tym układzie. Nie mogę się totalnie zaangażować. Długo trwało zanim poznałam dzieci, z różnych względów. Jak już poznałam, trzymałam sie na maksa z boku. Full obsługą zajmuje się tatuś. Odkąd mamy wspólne dziecko, to w ogóle mam zero chęci na przebywanie z jego dziećmi. Coś tam zagadam, pośmieje się, ale czasu nie spędzam, w sensie nie bawię się z nimi, nie gotuję im, nic nie robię no. I nie wiem za bardzo, jak to zmienić. Czy ktoś ma doświadczenia takiego patchworku? czy to się może udać z wycofaną/nieobecną macochą? Czy mam się przełamać? Nie mam ochoty "przymilać się" ani łasić do jego dzieci. Nie wiem kurde, coraz mocnej mnie to męczy. Ogólnie jakbym wiedziała, że tak mogę czuć, to bym w życiu się na taki patchworkowy związek się nie zdecydowała. No ale jest jak jest

doradźcie cos plis