Gość: GMR
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
12.04.02, 10:23
W obecnym procesie integracji europejskiej widzę podobieństwa strukturalne ze
Związkiem Sowieckim. ZSRS rządzili ludzie, którzy sami się wybierali i nie byli
przed nikim odpowiedzialni. Tak samo jest w Unii Europejskiej - mówi w
wywiadzie dla włoskiego dziennika katolickiego "Avvenire" (3 kwietnia 2002 r.)
Władimir Bukowski, znany rosyjski pisarz i publicysta.
Władimir Bukowski (urodzony w 1942 r.) spędził 12 lat w sowieckich więzieniach
i psychuszkach jako więzień polityczny. W 1976 r. w ramach układu Breżniewa z
Pinochetem został wymieniony na sekretarza generalnego Chilijskiej Partii
Komunistycznej Luisa Corvalana. Jest autorem licznych książek, w Polsce
przetłumaczono m.in. "I powraca wiatr", "Moskiewski proces". Demaskował w nich
system sowiecki, używanie psychiatrii jako metody walki politycznej z
dysydentami. W swojej aktualnej publicystyce Bukowski ujawnia kulisy przemian
1989 r. w Europie Środkowo-Wschodniej, a zwłaszcza rolę KGB w
przygotowaniu "przemian" w bloku wschodnim.
Komentując obecną sytuację w Rosji, Bukowski diagnozuje: Powracają metody rodem
z KGB. Kiedy głosujemy, jesteśmy skazani na wybór między byłym komunistą a
byłym przedstawicielem KGB. Nie wiadomo, gdzie kończy się świat kryminalny, a
zaczyna nomenklatura. Media są coraz bardziej zależne od władzy, zwłaszcza
telewizja, a dziennikarze ubezwłasnowolnieni.
Zapytany, czy wierzy w zbliżenie Rosji do Europy Zachodniej, Bukowski odpowiada
przecząco. - Wydaje mi się, że przeważa obojętność wobec Rosji, jak gdyby
wszystkie jej problemy zostały już rozwiązane. O ile w 1945 r. alianci
radykalnie rozprawili się z systemem nazistowskim, o tyle w czasie "zimnej
wojny" Zachód postawił na reformowanie systemu komunistycznego. ZSRS upadł pod
ciężarem własnej głupoty, kiedy zdał sobie sprawę, że posiada zbyt małą bazę
ekonomiczną i przemysłową w stosunku do ambicji wielkomocarstwowych. Mimo
zapaści Związku Sowieckiego Zachód chciał zapobiec jego upadkowi, zachowując
status quo gwarantujące stabilizację w Europie - uważa Bukowski.
Rosyjski pisarz zachowuje daleko posunięty sceptycyzm co do definitywnego
upadku systemu komunistycznego. - W wielu krajach komunizm nie skończył się,
ale trwa, choćby w odrodzonej formie - podkreśla w rozmowie z włoskim
dziennikiem Bukowski. - Odradza się nie tylko w Rumunii czy na Ukrainie, ale
także w Polsce. Nikt nie wydaje się tym niepokoić. Gdyby po 1945 r. naziści
wygrali wybory, byłby to szok, a dzisiaj komuniści znów się pojawiają.
Przyczynę rekomunizacji pisarz widzi w braku rozliczenia ze zbrodniczym
systemem. - Nie było Norymbergi dla komunistów - mówi Bukowski. - Nie mam na
myśli pojedynczych osób, ale systemu jako takiego - dodaje.
Nieosądzenie komunizmu pomogło wrócić do władzy ludziom powiązanym z dawnym
aparatem rządów. Bukowski przywołuje przykład wojny w Czeczenii, którą Putin i
KGB wykorzystali do celów politycznych. - Są dowody, że wybuchy w dzielnicach
mieszkalnych w Moskwie były organizowane przez służby specjalne, aby wzniecić
nienawiść do Czeczenii. Wojna pozwoliła KGB uzyskać poparcie społeczne i
powrócić do władzy.
Bukowski podkreśla też dwulicowość Zachodu w ocenie postkomunistycznych
przywódców. Przywołuje przykład Miloszewicia i Putina. - To, co Rosjanie robią
w Czeczenii, jest porównywalne z tym, co Miloszewicz robił w Kosowie. Ale w
Hadze jest sądzony Miloszewić, a nie Putin. Zachodowi wygodnie jest tak
postępować. Dziś w Europie nie ma mężów stanu, są tylko politycy - stwierdza z
sarkazmem Bukowski