edico
01.03.17, 01:41
Kiedyś przed laty obserwując nieporadne i niejednokrotnie bardzo szkodliwe poczynania związane z reformowaniem istniejącej po roku 1989 rzeczywistości, użyłem słowa reformatoły. Wówczas wydawało mi się, że użycie takiego określenia odpowiada występującym w wielu wypadkach rozbieżnościom między stanem wiedzy a reformatorskimi zapędami ludzi podejmujących ten trud. Dzisiaj czuję się w pewnym sensie zażenowany nie przypuszczając, że po pomyślnych reformach Balcerowicza taki stan będzie się systematycznie pogłębiał w kierunku coraz większych nie przemyślanych doraźnych prowizorek popieranych jedynie jakąś tam chcico-wizją bez zbadania jej wartości lub cech konkretnego programu, planu, działania itd., dla bliżej nieokreślonej przyszłości. Po 28 latach wielu wyborczych obiecanek cacanek doszliśmy do tego, że może być znacznie łatwiejsze utrzymywanie się w stanie bezdomności na ulicach Berlina czy Rzymu, niż dokonać tego we własnym kraju. Zapewne ma i może mieć tu wpływ wiele kwestii zarówno socjologicznych, środowiskowych czy sytuacyjnych, nie koniecznie powodowanych osobistymi przyczynami poszukującego jakichś sensownych warunków do życia. W zasadzie nie rozliczono do dzisiaj żadnej z głośnych afer, o których niejednokrotnie wspominano na forum a pojawiają się następne. Na tzw. ścianie wschodniej na wschód od Wisły nie wiele się zmieniło. Z centrum decyzyjnego poza kierowanymi ostatnio kpiarskimi słowami-mirażami przez pisi-panów, trudno jest dostrzec nawet chęci ich sensownej społecznie. Ci, którzy zawierzyli hasłom biorąc swoje sprawy w swoje ręce, coraz częściej padają jak muchy pod obciążeniami haraczu podatkowego zasilając rynek bezrobotnych. System finansowy gloryfikuje wielkich, pozostawiając małych na uboczu bez żadnego wsparcia, ulg podatkowych, dotacji w różnych formach i postaciach bądź zwolnień podatkowych dostępnych praktycznie jedynie tym dużym. Obserwuję powolny powrót do spadku płynności finansowej i znanych ciągnących się narastająco wierzytelności, których egzekucja może stawać się na pewnym etapie podobnie nie możliwa jak w przed reformą Balcerowicza.
W Polsce przedwojennej w ciągu 20 lat z kompletnego "bezhołowia" uporządkowano sprawnie system prawny, finansowy i gospodarczy scalając ten kraj w jeden organizm. Dzisiaj prawie po 30 latach coraz więcej jest rozczarowań chyba już w każdej dziedzinie i na każdym polu. Czy - jeśli ten proces nie zostanie zatrzymany (niestety przemyślanymi decyzjami odgórnymi) - ma pozostać dla wielu wybór między wyjściem na ulicę lub emigracją?