Dodaj do ulubionych

Tymczasem za oceanem...

12.03.17, 13:42
Dokładnie w tym samym czasie, kiedy premier Malty formalnie rozpoczął procedurę wyboru szefa Rady Europejskiej, dokładnie 7189 km od Brukseli, po drugiej stronie Atlantyku rozpoczęło się spotkanie, którego konsekwencje są dla nas niemal tak samo ważne. Członkowie Komisji Sił Zbrojnych Kongresu USA poprosili o wyjaśnienia zastępcę szefa kolegium połączonych sztabów, gen. Paula Selvę.

Wyjaśnienia dotyczyły nieoficjalnych informacji New York Times’a, który napisał, że Rosja rozmieściła w tajemnicy pociski manewrujące ziemia-ziemia, oznaczone przez Amerykanów jako SSC-8. Ich zasięg może wynosić nawet 5,5 tys. km i prawdopodobnie mogą one przenosić głowice nuklearne. Rakiety nie mogą co prawda dosięgnąć terytorium USA, ale większości europejskich sojuszników NATO już tak.

Sprawa jest o tyle poważna, że oznaczałaby, iż Kreml zdecydował się złamać kluczowe amerykańsko-rosyjskie porozumienie, które było początkiem końca zimnej wojny. W 1987 roku Gorbaczow i Reagan podpisali dokument, który zakazywał testów, produkcji i rozmieszczenia na lądzie rakiet średniego zasięgu zdolnych do przenoszenia głowic atomowych.

Odpowiadając na pytania Kongresmenów generał Selva potwierdził doniesienia gazety i nie pozostawił wątpliwości, że Moskwa to porozumienie złamała. Co więcej, przyznał, że Pentagon nie ma sposobu, by zmusić Rosję do wycofania się z tej decyzji.

Czemu o tym wspominam? Czy ma to związek z zawirowaniami wokół wyboru Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej? Kłopot w tym, że tak. I to ogromny.

„Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają”
Żyjemy w bardzo rozchwianym świecie, w którym więcej jest znaków zapytania niż oczywistych odpowiedzi. Rosja staje się zagrożeniem jakim nie była od czasu zakończenia zimnej wojny i upadku ZSRR. Po krwawych walkach na Ukrainie po raz pierwszy od dziesięcioleci także wielu Polaków zadało sobie pytanie, czy wojna jest możliwa? A co by było gdyby…?

To co teraz robi Donald Trump nie budzi wprawdzie już takiego niepokoju jak to co mówił w czasie kampanii. Wskazał szefa Pentgaonu, który zdecydowanie opowiada się za wzmocnieniem NATO, a i sam od 20 stycznia nie powtórzył już słów o „przestarzałym sojuszu”. Ale zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w obronę Starego Kontynentu z czasem będzie musiało się opierać na innych zasadach. I nie jest to zmiana jaka dokonała się w tej kampanii.

Już w 2003 roku Zbigniew Brzeziński przestrzegał, że kiedyś skończy się cierpliwość Kongresu, który ma dosyć tłumaczenia amerykańskim podatnikom dlaczego to oni mają pokrywać ¾ wszystkich rachunków w NATO. Niemal to samo powtórzył w 2011 roku ówczesny szef Pentagonu Robert Gates w czasie podróży po Europie.

Rzecz sprowadza się nie tylko do pieniędzy, choć i tych zwłaszcza zachód Europy będzie musiał na obronę wydawać więcej. W 1999 roku w czasie operacji w Kosowie 90 proc. operacji lotniczych wzięli na siebie Amerykanie. A przecież wszystko działo się w Europie. Wtedy zgodził się jeszcze na to Bill Clinton, ale pewnie żaden z jego następców już tego by nie zrobił i nie zrobi. Europa wciąż będzie liczyć na Amerykanów, ale musi się nauczyć sama o siebie zadbać. Beniamin Franklin przekonywał kiedyś swoich rodaków: „Pan Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają”. I obywatele USA do dziś święcie w to wierzą. A teraz przekonania jednego z ojców założycieli Stanów Zjednoczonych będziemy musieli sobie przyswoić i my. Niemcy już zapowiedzieli, że zwiększą wydatki na zbrojenia i w perspektywie paru lat dbając o nasze bezpieczeństwo będziemy musieli nauczyć się też tego jak zapewnić je sobie w samej Europie.

Kiedy Jarosław Kaczyński mówił w jednym z wywiadów, że jest sobie w stanie wyobrazić Europę jako mocarstwo atomowe to miał rację. Tylko pytanie, czy „Europejskie Mocarstwo Atomowe” wyobraża sobie przyjęcie do swojego grona kraju, który będzie miał teraz przydomek „nie podpiszę”.
niech suweren uczy się:"niet strielajtie"
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka