erte2
27.06.17, 19:15
Najpierw nieco historii:
Ustanowienia Trybunału Konstytucyjnego domagała się "Solidarność" już w roku 1981., ale został on ustanowiony dopiero pięć lat później. Fakt, była to bardziej fasada niż rzeczywiste ciało orzekające, tym bardziej że jego wyroki nie były ostateczne i sejm mógł je odrzucić większością 2/3 głosów (a w tamtej rzeczywistości było o to nietrudno).
Potem było już lepiej, bo po pierwsze sejm po 1989. roku nie był już takim monolitem, a po drugie - sędziowie byli wyłaniani przez różne ugrupowania polityczne.
A od roku 1997. wyroki TK stały się ostateczne i niepodlegające zaskarżeniu (czyli owo 2/3 stało się nieaktualne).
I do teraz rządzący stosowali się do wyroków TK; co prawda usiłowano przedtem parę razy zebrać owe 2/3, ale z tego co pamiętam nigdy się to nie udało, chociaż nie raz władza wykonawcza niechętnie i z oporami, ale jednak wykonywała te wyroki bo wydawało się jej że nie ma innego wyjścia.
No ale przyszła "dobra zmiana" i okazało się że cały ten TK może sobie orzekać tak czy inaczej, a rząd i tak zrobi co zechce. Że Konstytucja, że prawo, że Komisja Wenecka, że opinia publiczna... No i co z tego? Po prostu się nie wydrukuje, nie zastosuje, nie podporządkuje; ogłosi się że "non est", albo po prostu zignoruje.
No i co? Można? Można. Bo co im kto zrobi? Bo, parafrazując klasyka. "ile dywizji ma Komisja Europejska?". Jest pisiorów (nieco) więcej więc mogą wszystko.
Do czasu. Przyjdzie pora na rozliczenie.