borrka
14.09.19, 09:25
Nie praktykuję od 10 lat i to z upodobania.
Trochę więc straciłem kontakt z "środowiskiem", a i Żoliborz nie jest jakąś mega-speluną.
Kiedy więc czytam o gwałtownym wzroście konsumpcji w Polsce, siła rzeczy nasuwa się porównanie ze stanem wojennym, gdy piło się ostro i trochę w tym było beznadziei.
Czy dziś mechanizm jest podobny ?
Nie myślę o lumpenproletariacie 500+, ale o YUPIES, których stresuje pisowska paranoja i muszą odreagować na Zbawiksie, a potem jak w piosence, leci kurde.
To jest pytanie, nie konkluzja.
weekend.gazeta.pl/weekend/1,152121,25179435,malo-kto-kupi-pol-litra-w-weekend-chyba-ze-ma-impreze-w-domu.html#s=BoxOpImg1