jureek
29.10.19, 10:33
... z tym, że na razie skazują Śpiewaka, który te afery ujawniał.
A dzika reprywatyzacja ma się dobrze, bo rząd PiS przez 4 lata tylko dużo gadał, a ustawy reprywatyzacyjnej jak nie było, tak nie ma.
Wklejam tekst Jana Śpiewaka, który dzięki temu, że wczorajsza jego rozprawa była jawna, wreszcie może przedstawić publicznie argumenty na swoją obronę. Do tej pory sądy utajniały wszystkie rozprawy, więc wyglądało to jak u Kafki. To jest porażające, mam nadzieję, że sąd drugiej instancji uchyli wyrok na społecznika.
Czy w Polsce można trafić do więzienia za zepsucie ministrowi i jego córce wczasów w Bułgarii?
Dzięki temu, że wczorajsza rozprawa odbywała się jawnie mogę wreszcie podać szczegóły wstrząsającej sprawy nielegalnej reprywatyzacji kamienicy na Joteyki.
Bogumiła Górnikowska-Ćwiąkalska została w 2008 roku kuratorem osobny nieznanej z miejsca pobytu. Stało się tak na wniosek adwokata Porwisza, który reprezentował rzekomych spadkobierców połowy kamienicy na Ochocie. Do reprywatyzacji budynku potrzebował jednak reprezentantów drugiej połowy nieruchomości. W tym celu złożył wniosek do sądu w Radomiu o ustanowienie kurateli dla Aleksandra Piekarskiego a na kuratora wyznaczył córkę ówczesnego ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego. Pani Mecenas nie znała adresu ani daty urodzin swojego kuranta. Zgodnie z obowiązującym prawem nie znała jego tożsamości. Imię i nazwisko to za mało - osób o takim imieniu i nazwisku w Warszawie przed wojną była ponad setka. Złamała więc prawo zostając kuratorem osoby, której tożsamości nie znała. Sąd w Radomiu też złamał obowiązujące przepisy. Nałożył na Ćwiąkalską jednak bardzo jasny i wąski zakres pełnomocnictw. Miała reprezentować swojego kuranta jedynie w procesach administracyjnych tj. procesach reprywatyzacyjnych. Jak udowodniliśmy w I instancji mecenas nie zrobiła przez prawie trzy lata dosłownie nic, żeby ustalić jego tożsamość. Tym samym złamało prawo. Pomimo tego w maju 2010 roku w imieniu swojego kuranta przejęła pół kamienicy na Ochocie.
Odbyło się to bez decyzji reprywatyzacyjnej - jedynie na podstawie tajemniczego zarządzenia Hanny Gronkiewicz-Waltz, która umożliwiała szybką ścieżkę reprywatyzacji z pominięciem procedury wydawania decyzji administracyjnej. Było to zarządzenie całkowicie pozbawione jakichkolwiek podstaw prawnych. HGW wycofała się z tego zarządzenia bez podania przyczyn, gdy wybuchła afera reprywatyzacyjna jesienią 2016 roku. Mecenas Górnikowska-Ćwiąkalska zaczęła pełnić funkcję zarządcy nieruchomości na co nie miała zgody sądu. Po blisko dwukrotnym podwyższeniu mieszkańcom czynszu zaczęli oni naciskać na rzekomych spadkobierców na wyjaśnienie kim tak naprawdę jest jej kurant. Mecenas Porwisz wynajął wówczas profesjonalnego archiwistę, który ustalił, że kurant pani mecenas nie żyje od 1959 roku, a w dniu przejęcia nieruchomości musiałby mieć 120 lat. Pomimo tej wiedzy Górnikowska-Ćwiąkalska nie wystąpiła do sądu o zniesienie kurateli czym złamała prawo. Zrobił to dopiero mecenas Porwisz blisko rok po odkryciu tego faktu. W tym czasie trwał koszmar lokatorów, którzy byli wpędzani w długi i zakładano im sprawy komornicze. Jak zeznał mieszkaniec kamienicy na procesie doszło z tego powodu do czterech przedwczesnych zgonów wśród lokatorów. W międzyczasie skarb państwa wypłacił reprezentantom rzekomych spadkobierców wielomilionowe odszkodowanie za sprzedanie przez miasta lokale w kamienicy. W 2017 roku Naczelny Sąd Administracyjny unieważnił podstawę dzikiej reprywatyzacji. Możemy więc otwarcie mówić, że było to nielegalne działanie ze strony władz miasta i organów administracji. Prokuratura prowadzi śledztwo w sprawie reprywatyzacji kamienicy na Joteyki.
Na procesie zeznawał ojciec Górnikowskiej Zbigniew Ćwiąkalski, który skarżył się w większości swojej wypowiedzi na to, że zepsułem mu wczasy z córką w Bułgarii moją konferencją prasową. Była to jedyna właściwie udokumentowana krzywda jaką zaznała Pani mecenas. Inne to były bliżej nieokreślone „nieprzyjemne komentarze ze strony kolegów”. Ta krzywda rozpoczęła kampanię prawną w celu ograniczenia mojej wolności i uczynienia mnie kryminalistą. Kancelaria Zbigniewa Ćwiąkalskiego wystosowała prywatny akt oskarżenia przeciwko mnie z 212 kodeksu karnego.
W I instancji sąd skazał mnie na 15 tysięcy złotych kary. 5 tysięcy grzywny i 10 tysięcy złotych nawiązki za krzywdy jakich doznała córka ministra. Sąd dał pełną wiarę zeznaniom ojca oskrażycielki prywatnej pomijając zupełnie zeznania mieszkańca kamienicy na Joteyki i krzywdy jakich doznali od mecenas Bogumiły. Pani mecenas korzystając znowu z kancelarii ojca, w której zresztą pracuje, zaskarżyła ten wyrok żądając podwyższenia kary do 3 miesięcy więzienia w zawieszeniu i kary grzywny.
To jest sprawa jak z Kafki. Rodzina Ćwiąkalski nigdy nie przeprosiła za to co zrobiła mieszkańcom kamienicy na Joteyki. Nigdy nie starała się im zadośćuczynić. Minister Ćwiąkalski chodzi po mediach jako obrońca demokracji a sam jest postacią, która chce wsadzać do więzienia ludzi, którzy walczą o elementarną sprawiedliwość i praworządność. To jego córka wielokrotnie złamała prawo. To ja mam jednak ponieść surowe konsekwencje karne i mieć do końca życia łatkę kryminalisty.
Bardzo Was proszę o udostępnienie tego posta. Niech prawda dotrze do Krakowa. Nasze elity są skrajnie autorytarne, przemocowe, gardzą słabszymi od siebie. Teraz próbują skryminalizować głos tych, którzy stoją po stronie sprawiedliwości i słabszych. Walka trwa i my tę walkę wygramy.