Gość: keri
IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl
01.05.02, 15:46
Na takie zdanie patrzył codziennie Clinton. Okazuje się,
że aby być bogatym nigdy nie należy zapominać dlaczego
zostało się bogatym. Czy Polska może być potęgą gospodarczą?
Pewnie, że tak. Czy będzie? Mam duże wątpliwości.
Jakie powinny zostać spełnione warunki, aby dogonić czołówkę?
Recepta wydaje się prosta. Ciekawi mnie czy też tak sądzicie?
Uważam, że o stanie gospodarki decydują poczynania każdego
z nas. To co wytwarza jednostka przekłada się na produkcję
całego kraju. A co wyzwala naszą inicjatywę? Myślę, że jest
to chęć poprawienia własnej sytuacji. Mój wysiłek jest więc
wprost proporcjonalny do uzyskiwanych korzyści. Większość
z nas zwykle chce mieć więcej niż ma, a więc gospodarka
powinna rozwijać się i to bardzo szybko. Problemy powstają,
gdy ta idealna sytuacja zostaje zaburzona. A co powoduje te
zaburzenia? Sądzę, że główną przyczyną jest osłabienie chęci
do zwiększania wysiłku. Czy to nie jest główny problem, który
musimy rozwiązać w Polsce? Ktoś powie: przecież wielu bezrobotnych
chce pracować tylko nie ma pracy. Jak zapewnić im pracę?
Pierwszy ruch powinien więc polegać na uaktywnieniu tych z nas,
którzy potrafią coś zorganizować, coś wymyślić. Kowalski da pracę,
gdy zwiększy przez to swój zarobek. Dochód to dodatnia różnica
pomiędzy tym co się uzyskuje i poniesionym kosztem. Oczywiste
wydaje się, że podstawowym kosztem są podatki (w tym składki
na wszelkiego rodzaju ubezpieczenia, cła, koszty zezwoleń, koncesji
itd., itp.). Czy możliwe jest, że obniżenie podatków nie spowoduje
wzrostu gospodarczego? Jeżeli spowoduje, to dlaczego tego nie zrobić?
Bo budżet państwa się nie domknie? W Rosji się domknął, w Irlandii
nie mają deficytu, czy Polska jest wyjątkowa (pewnie, że jest, ale
nie gdy chodzi o gospodarkę)? A dlaczego wydatki państwa muszą być
takie duże? Tyle razy słyszałem o wstrętnych pośrednikach, którzy
zarabiają na biednych producentach. Dlaczego nie zauważamy, że
płacenie za szkołę, służbę zdrowia... za pośrednictwem urzędnika
jest droższe od bezpośredniej opłaty? Bo nie każdego będzie stać na
szkołę. A czemu chleba nie rozdają urzędnicy? Czy każdego stać
na codzienny posiłek? Mamy 18% bezrobocia i będzie jeszcze więcej, gdy
koszt prowadzenia firmy pozostanie na obecnym poziomie. A tu zanosi
się, że podatki znowu mają być większe. Równać w dół. Im więcej biednych,
tym więcej potrzebujacych pomocy państwa, tym więcej głosów na partie
OBIECUJĄCE, że coś będą rozdawać. Ludziom trzeba dać wędkę a nie rybę
i nie mówić, że jak złowią rybę to jej połowa należy się temu, który
przyszedł nad rzekę odpocząć. Uznaję za normalną taką sytuację, gdy są
ludzie bardzo bogaci, bogaci, średnio zamożni i biedni, oczywiście pod
warunkiem, że to zróżnicowanie wynika z wkładu ich pracy. Wiem, że
będą tacy, którym trzeba pomóc bo nie mogą korzystać z wędki (tak chciał
los). Ich sytuacja powinna jednak zależeć od naszego SERCA a nie od
"serca" urzędnika.