ukos
26.10.23, 13:06
Artur Balazs w telewizyjnej rozmowie wyraził przypuszczenie, że Androni jako marszałek senior po zaprzysiężeniu posłów zamiast przeprowadzić wybór marszałka Sejmu może ogłosić przerwę w obradach na czas nieokreślony.
Balazs dalej tego nie rozwijał, ale łatwo można dopowiedzieć sobie dalszy ciąg. Ponieważ jest już nowy Sejm i mija trzydzieści dni od ogłoszenia wyników wyborów, to Adrian 27 listopada desygnuje Pinokia do utworzenia nowego rządu.
Ponieważ nie ma marszałka Sejmu, Androni zaś pozostaje bezczynny, to 11 grudnia okazuje się, że nie powołano rządu w trybie pierwszego kroku.
Androni nadal nie zwołuje Sejmu, więc 25 grudnia (taki prezencik na Boże Narodzenie) staje się jasne, że także procedura drugiego kroku nie wyłoniła rządu.
Zatem już 8 stycznia Adrian powołuje rząd z Pinokiem jako premierem.
Niestety wskutek obstrukcji Androniego 22 stycznia okazuje się, że Pinokio nie otrzymał wotum zaufania, ponieważ nie miał kto mu go udzielić.
W związku z tym 23 stycznia Adrian rozwiązuje Sejm i zarządza nowe wybory powołując się na dwa powody: niewyłonienie rządu oraz nieuchwalenie budżetu w konstytucyjnym terminie. Tu musimy zauważyć, że Senat, który się normalnie ukonstytuował, przez cały okres tej zabawy rzucając gromy ostrzegał przed konsekwencjami.
Opozycja demokratyczna przystępuje do nowych wyborów na jednej liście. Decyzja jest powszechnie rozumiana, dla wszystkich jest jasne, że jest to niezbędne rozwiązanie techniczne. Na wszelki wypadek opozycja wystawia na najbardziej biorącej jedynce żwawego stulatka. PiSS przebija to kandydaturą jeszcze starszego, ale mniej żwawego działacza.
W wyborach wspólna lista bierze większość konstytucyjną oraz ponad 2/3 w Zgromadzeniu narodowym.
Stulatek PiSSowski schodzi przed pierwszym posiedzeniem nowego Sejmu, marszałkiem seniorem zostaje przedstawiciel opozycji. Dalej lawina.
To tyle à propos dywagacji nt. przyspieszonych wyborów