Gość: Oszołom
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
07.05.02, 10:08
Na przekór ostrzegawczym nawoływaniom ekonomistów, mimo trzeszczących szwów
polskiej gospodarki "Rzeczpospolita" opublikowała niezwykle optymistyczny
raport. Wynika z niego, że po ewentualnym wejściu do Unii Europejskiej
znajdziemy się w pierwszej dziesiątce potęg ekonomicznych tej organizacji.
Podstawą tych wyliczeń stała się globalna wielkość dochodu narodowego w
przeliczeniu na euro.
W ubiegłym roku, na przykład, przegoniliśmy Danię, której dochód wyniósł 184
miliardy euro, podczas gdy nasz, polski - 202,7 miliarda euro. Po prostu mówią
liczby. To nic, że Duńczyków jest 5 milionów, a Polaków osiem razy więcej. To
jest detal - rzecz zupełnie bez znaczenia. Mamy dochód większy niż kraj
należący do Unii - i koniec! Przypominają mi się czasy, gdy na czele jedynie
słusznej i przodującej siły narodu stał jeżowłosy myśliciel ze Śląska.
Propaganda sukcesu głosiła wówczas, że jesteśmy dziewiątą potęgą gospodarczą
świata. Historia lubi się powtarzać - za miłościwego panowania siwowłosego
myśliciela z Żyrardowa, dziarsko wspartego na Belce, gdy na porządku dziennym
jest gwałcenie zasad ekonomii i zdrowego rozsądku, znajdujemy w mass mediach
podobnie czołobitne tony. Niedługo usłyszymy, że dzięki pomocy Unii
Europejskiej dla polskiego rolnictwa pszenica w naszym kraju jest jak słupy
telegraficzne. Nie tak wysoka, niestety. Tak gęsto rosnąca na polu.