kawa_poranna11
25.03.26, 05:07
Wyjazd Nawrockiego do Budapesztu wygląda bardziej na wybryk polityczny narowiącego się Nawrockiego niż na normalne wykonanie corocznej formuły polsko-węgierskich obchodów.
Tegoroczny Dzień Przyjaźni Polsko-Węgierskiej odbywał się przecież w Polsce, w Przemyślu, więc lot na Węgry nie był koniecznym elementem oficjalnego programu.
Prawnie nie da się łatwo powiedzieć, że sam wyjazd był „nielegalny”, bo prezydent nie potrzebuje formalnej zgody rządu na każdą podróż zagraniczną.
Problem leży gdzie indziej: w polityce zagranicznej prezydent powinien współdziałać z rządem, a nie prowadzić własną linię antyrzadową, antyeuropejską.
Wyjazd odbył się wbrew stanowisku gabinetu Tuska i służył politycznemu wsparciu Orbána - ustrojowo i pprawnie wygląda to bardzo źle.
To jednak nadal bardziej materiał na poważny spór konstytucyjny i polityczną awanturę wywołaną przez Nawrockiego niż na oczywisty, łatwy do udowodnienia delikt konstytucyjny.
Przemyśl był oficjalnym świętem, a Budapeszt już osobistym wybrykiem politycznym Nawrockiego.
I właśnie ten wybryk narowiącego się Prezydenta RP budzi największe zastrzeżenia.