Gość: czur-czur-ra!
IP: *.elpos.net / 217.153.182.*
25.11.04, 23:59
Nigdy nie myślałem o strąku jako o kartoflu. Uważam za obelżywe takie
porównanie, bo bardzo lubię ziemniaki i nie widzę powodu, by je przyrównywać
do jakiś strąków.
To po pierwsze.
Nie pojmuję jednak po drugie, co się nie podobało sądowi w
określeniu "idiota" względem strąka. Przecież w ww wymienionym wypadku jest
to stwierdzenie stanu faktycznego, a nie jakaś tam obelżywa uwaga. Skarga
strąka mogła wyglądać tak: "Pani sędzio, bo on nazwał mnie idiotą w obecności
mojej przyjaciółki, a ja naprawdę nie uważam, że jestem idiotą i mnie się
pszykro zrobiło, bo nie bardzo lubię, gdy inni mnie nazywają idiotą, skoro
nie jestem idiotą, więc bardzo proszę go ukarać. Co innego, gdybym naprawdę
był idiotą, ale w tej sytuacji nie widzę innego wyjścia niż domaganie się
przeprosin za publiczne stwierdzenie domniemania, że jestem idiotą. A gdzie
niby dowody, że jestem idiotą?"
No właśnie, strąku: sam jesteś najlepszym dowodem. Lubisz, gdy się z ciebie
śmieją. Więc zgoda, nie jesteś kartoflem.
p.s. Co poseł Ligi Rodzinnej robił w "lokalu"?? Czy był to lokal moralny? Czy
sąd partyjny nie powinien się zająć tą sprawą?