Dodaj do ulubionych

Kozłowski kiedyś powiedział

22.01.05, 22:54
Rzeczpospolita, wydanie z 1 lipca 1994, relacja z procesu Trzeciakowski-
Wierzbicki. Rzepa pisze:


"Kozłowski powiedział, że premier Mazowiecki domagał się od niego bardzo
skrupulatnych informacji o osobach powoływanych na kierownicze stanowiska
państwowe, nie zamierzał obsadzać tych foteli konfidentami i "z całą
pewnością nie współpracował z takimi osobami".

Obserwuj wątek
    • lisekrudy Pani Kataryno.... 22.01.05, 22:59
      ... prosze laskawie zajrzec:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=19723953&a=19751915
      • kataryna.kataryna Re: Pani Kataryno.... 22.01.05, 23:03
        lisekrudy napisał:

        > ... prosze laskawie zajrzec:
        >
        > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=19723953&a=19751915




        Czytałam. Śmieszny przepis wynikający z legislacyjnego niechlujstwa. Najgorsze,
        że chroni np. agenturę, która dotrwała do okrągłego stołu. A to by było bardzo
        ciekawe.
        • lisekrudy Re: Pani Kataryno.... 22.01.05, 23:12
          Mnie to nie smieszy.

          L.
          • kataryna.kataryna Re: Pani Kataryno.... 22.01.05, 23:14
            lisekrudy napisał:

            > Mnie to nie smieszy.




            Mnie oczywiście też nie.
            • lisekrudy Re: Pani Kataryno.... 22.01.05, 23:16
              To co z tym zrobic?

              L.
              • kataryna.kataryna Re: Pani Kataryno.... 22.01.05, 23:19
                lisekrudy napisał:

                > To co z tym zrobic?



                Poczekać aż będzie większość wystarczająca do nowelizacji.
                • lisekrudy Re: Pani Kataryno.... 22.01.05, 23:22
                  Kiedy nawet mniejszosc, ktora hipotetycznie bylaby gotowa do nowelizacji, nie
                  za bardzo zdaje sobie z tego sprawe.
                  • nurni Re: Pani Kataryno.... 22.01.05, 23:51
                    Zdaje sobie o czym swiadczy dzisiejsza konferencja Rokity.
                    O kwadraturze kola zwiazanej z ta ustawa mowil kiedys Kieres w jednym z
                    wywiadow. Obawiano sie takiej nowelizacji ustawy IPN ktora umozliwilaby dostep
                    do tych informacji szerszemu gronu osob tylko z jednego powodu. Bylaby to
                    okazja dla SlD-owskiej wiekszosci w sejmie, do naniesienia wielu groznych dla
                    IPN przpeisow. Niejako przy okazji...

                    Jak sobie pomysle jakie poprawki zaproponowalby senat, pod wodza senatora
                    Jarzembskiego, to obawy kierownictwa IPN wydaja sie bardzo przytomne.
    • trzecie.dno Re: Kozłowski kiedyś powiedział 22.01.05, 23:34
      Jeśli tak pozestawić więcej wypowiedzi, to znowu smutno to wygląda. Jego
      dzisiejsze jęki i sprawie Niezabitowskiej, i dawniej w sprawie Maleszki są
      komromitujące dla byłego ministra takiego resortu.

      Niechlujstwo jakich wiele.
      • kataryna.kataryna Re: Kozłowski kiedyś powiedział 22.01.05, 23:39
        trzecie.dno napisał:

        > Jeśli tak pozestawić więcej wypowiedzi, to znowu smutno to wygląda. Jego
        > dzisiejsze jęki i sprawie Niezabitowskiej, i dawniej w sprawie Maleszki są
        > komromitujące dla byłego ministra takiego resortu.
        >
        > Niechlujstwo jakich wiele.



        Nie to mnie martwi najbardziej. Wolałabym, żeby się okazało, że Kozłowski na
        tym procesie koloryzował z tym dokładnym sprawdzaniem teczek rządu, niż żeby
        okazało się, że wtedy mówił prawdę. Bo jeśli na początku rządu Mazowieckiego
        wszystkie teczki zostały sprawdzone, i wiadomo było co jest w teczce
        Niezabitowskiej, to wszystko robi sie jeszcze bardziej ponure.

        • henrykkreuz Dwie pomyłki Kozłowskiego 23.01.05, 10:55
          Bo w teczce Kozłowskiego jest to samo.

          Mnie przypomina się jak od Kozłowskiego wyszły informacje o współpracy
          Tymińskiego nawet z Libią, co później tłumaczył pomyłką Resortu.
          Czy te pomyłki w stosunku do Niezabitowskiej i Tymińskiego to tylko przypadek,
          czy też Kozłowski jest z tego samego rozdania co Niezabitowska.
    • nurni cala pewnosc Kozlowskiego. 22.01.05, 23:44
      kataryna.kataryna napisała:

      > i "z całą
      > pewnością nie współpracował z takimi osobami".

      Cala pewnosc Kozlowskiego.
      Przypominam kuriozalny list w obronie Maleszki pelen, a jakze by nie, oskarzen
      pod adresem tych ktorzy dociekali prawy:

      Brzydzi mnie ten sposób załatwienia sprawy. Nie wiem, czy Maleszka był czy nie
      był agentem. Ale zwalczanie współpracy agenturalnej przez donos, jest absurdem.
      Zastanówmy się, czy mówimy o plotkach, czy o faktach. Jest to sprawa grupy
      ludzi, którzy razem działali w SKS. Nie wszyscy oni podpisali list otwarty,
      opublikowany w "Rzeczpospolitej". Zawarta w nim wiadomość jest żadna. Nie
      podano skąd ona pochodzi, nie przedstawiono żadnych dowodów. Gdyby był jakiś
      wyrok sądu lustracyjnego i odwoływanie się do niego... ale tak nie jest. Nikt
      nigdy oficjalnie nie powiedział o współpracy Leszka Maleszki ze służbami
      bezpieczeństwa PRL".
      ("Gazeta Krakowska", 7 listopada 2001


      Tego samego dnia GW drukuje przyznanie sie Maleszki. Kuriozum.
      Kogo takie wpadki nie sa w stanie niczego nauczyc.

      Albo kogos o wyjatkowo zlej woli albo kretyna.
      Pomimo przelicznych gaf popelnianych co i raz przez KK, nie podejrzewam go by
      byl idiota.

      • kataryna.kataryna Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 22.01.05, 23:48
        nurni napisał:

        > Przypominam kuriozalny list w obronie Maleszki pelen, a jakze by nie,
        oskarzen
        > pod adresem tych ktorzy dociekali prawy:




        A tu osobista odpowiedź Ruszara (ciekawe czy ich Kozłowski przeprosił):

        Po opublikowaniu przez byłych rzeczników Studenckiego Komitetu Solidarności
        listu w sprawie współpracy z SB Leszka Maleszki był Pan uprzejmy wypowiedzieć
        się do "Gazety Krakowskiej" w następujący sposób: "Brzydzi mnie ten sposób
        załatwiania sprawy. Nie wiem, czy Maleszka był, czy nie był agentem. Ale
        zwalczanie współpracy agenturalnej przez donos jest absurdem. Zastanówmy się,
        czy mówimy o plotkach, czy o faktach".
        W dniu, w którym wydrukowano Pański komentarz, ukazało się oświadczenie
        oskarżonego potwierdzające współpracę, więc co do faktów nie ma już chyba
        wątpliwości. Ale 19 osób, które podpisały list otwarty, w tym ja, ma prawo
        zapytać, dlaczego Krzysztof Kozłowski (redaktor "Tygodnika Powszechnego",
        którego przyjaźnią i poparciem cieszył się SKS w Krakowie) od razu założył
        naszą nieuczciwość i nierzetelność? Skąd Pańskie przypuszczenie, że po 24
        latach dokonaliśmy czynu haniebnego, jakim jest bezpodstawne oskarżenie
        bliskiego kolegi? Dlaczego uznał Pan, że jesteśmy zdolni do takiej podłości?
        Są też inne sprawy, nazwijmy je "słownikowymi". Oskarżył Pan nas o napisanie
        donosu, chociaż "Słownik języka polskiego" PWN definiuje, że donos to "tajne
        oskarżenie przed władzą o dokonanie jakiegoś przestępstwa". W naszym kraju
        donosiciel zawsze się cieszył zasłużoną pogardą. Rozumiem, że stąd Pańskie
        obrzydzenie do mnie. Na swoje usprawiedliwienie mogę podać tylko to, że
        nie "doniosłem" na kolegę żadnym władzom poza ludzką władzą do moralnego osądu
        czynów. Nie zrobiłem też tego pokątnie czy anonimowo. Dodam jeszcze, że - o ile
        wiem - współpraca ze służbami PRL nie jest traktowana w Polsce jako
        przestępstwo.
        Dziwi mnie też, że poza słownikowymi redaktor katolickiego pisma ma też poważne
        kłopoty z rozróżnianiem podstawowych pojęć moralnych. Jakoś w Pańskiej
        wypowiedzi nie zauważyłem wyrazów obrzydzenia do systematycznego, trwającego
        przez wiele lat denuncjowania najbliższych przyjaciół. Znalazł je Pan dla
        poszkodowanych, którzy ten fakt ujawnili. To po prostu niepojęte. Żyję w
        groteskowym kraju "Big Brothera" - Millera - Leppera, ale miałem nadzieję, że
        gdzieś są jakieś wyspy przyzwoitości i racjonalnego myślenia.
        W wielu opozycyjnych środowiskach SB werbowało swoich agentów. Wiadomo Panu
        jednak, że w naszym przypadku jest pewna szczególna okoliczność. SKS był
        studenckim ruchem, który powstał po zamordowaniu Staszka Pyjasa przez SB. Od
        samego początku nie mieliśmy wątpliwości (choć oczywiście nie mieliśmy
        dowodów), kto to zrobił, i dlatego zorganizowaliśmy demonstracje, aby ludzie
        dowiedzieli się prawdy. Inaczej mówiąc, SKS był reakcją na morderstwo, a także -
        do pewnego stopnia - wyjściem z cienia, aby uniemożliwić skrytobójstwa
        anonimowych studentów opozycjonistów. Opozycyjna działalność istniała już
        wcześniej, ale śmierć kolegi spowodowała konsolidację. Zresztą zaraz potem
        nastąpiła kolejna zbrodnia. Kiedy prokuratura - w odpowiedzi na naszą akcję -
        wszczęła lipne dochodzenie, SB zamordowała świadka, Staszka Pietraszkę, który
        widział, jak Pyjasa eskortowano z akademika i podał rysopis esbeka.
        Tak więc wielu studentów, którzy zaangażowali się w ruch, przystąpiło do niego
        z pobudek moralnych, a nie z powodu czystego buntu politycznego. Zdrada w tym
        gronie nie jest tylko zdradą polityczną, a współpraca z tajną policją była
        współpracą z mordercami kolegów. W przypadku Leszka Maleszki - zabójcami
        najbliższego kolegi. Przyzna Pan, że to trochę zmienia standardową sytuację.
        Mimo wszystko żal mi Leszka. Mam wielki sentyment do tych czasów i ludzi.
        Normalny człowiek potrzebuje poczucia, że zrobił coś słusznego w swoim życiu,
        nawet jeśli to sporo kosztowało. Dlatego mi Leszka żal. Jest moralną ofiarą
        systemu, który czynił niewyobrażalne szkody w ludzkich sumieniach i łamał
        charaktery. Choć to prawda, że w pewnym sensie nawet złoczyńca jest ofiarą
        własnej niegodziwości, nie można zapomnieć o poszkodowanych faktycznie. Trzeba
        zachować proporcje, aby nie dojść do absurdu zrównania kata i ofiary. Dlatego
        nie miałem żadnych oporów moralnych przed ujawnieniem kolegi - kapusia, choć,
        przyznaję, miałem problem emocjonalny. O wiele sympatyczniej byłoby zachować
        pod powiekami obraz dzielnych, wspaniałych kolegów i koleżanek.
        Szanse na ukaranie zabójców Staszka Pyjasa i Staszka Pietraszki są bliskie
        zeru. Po 1989 roku "gruba kreska" i czyszczenie akt zrobiły swoje. (W ideologii
        i realizacji "grubej kreski" miał Pan i swój bezpośredni udział jako czołowy
        polityk, senator, a także pierwszy niekomunistyczny minister spraw
        wewnętrznych.) Wszelkie śledztwa utknęły wobec solidarności ubeków. Mimo to
        krakowskiej prokuraturze udało się w tym roku zakończyć proces dwóch wyższych
        rangą esbeków, którym zarzucono utrudnianie śledztwa, choć jest to dopiero
        wyrok pierwszej instancji.
        Wyrok skazujący, nawet w zawieszeniu, to wielki sukces w kraju, w którym po
        1989 roku nie został skazany żaden morderca opozycjonistów! Jedynie Kraków może
        się poszczycić skazaniem zabójcy demonstranta w Nowej Hucie - Włosika. Parę dni
        temu sąd nie dał wiary świadkom i uniewinnił zomowców, którzy strzelali do
        górników z kopalni Wujek. Aby zrozumieć, w jakim świecie żyjemy, wystarczy
        przypomnieć komentarz jednego z adwokatów uniewinnionego zomowca: "Sąd nie
        ugiął się pod naciskiem miejscowych talibów". W taki kontekst, w taki świat,
        wpisuje się Pańskie oskarżenie pod adresem przyzwoitych ludzi.
        Mimo to oczekuję, że przeprosi Pan sygnatariuszy listu za krzywdzące pomówienie
        i nazwanie nas donosicielami. Uważam, że tak powinien postąpić człowiek
        przyzwoity, kiedy zauważy, że uczynił komuś moralną krzywdę. List ten piszę
        wyłącznie we własnym imieniu.
        • leszek.sopot Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 01:18
          Bardzo madry i przejmujacy list. Nie wiesz jak sie zachowal Kozlowski, czy
          przeprosil?
          • kataryna.kataryna Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 01:25
            leszek.sopot napisał:

            > Bardzo madry i przejmujacy list. Nie wiesz jak sie zachowal Kozlowski, czy
            > przeprosil?



            Niestety nie wiem.
            • leszek.sopot Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 01:47
              Nie znalem tekstu Kozlowskiego w sprawie Maleszki. Teraz dopiero przeczytalem
              ten krotki fragment. Jego argumentacja moglabybyc do przyjecia (nie znam jedank
              tez pisma ludzi z SKS UJ i nie wiem czy rzeczywiscie - jak twierdzi Kozlowski -
              slabo uargumentowali swoje oskarzenie), ale okreslenia, ktore urzyl go
              kompromituja. Nie mial prawa uzyc takich slow pod adresem tych ludzi.

              Tu chyba chodzi o cos innego... Wydaje mi sie, ze on nikogo nie kryje ani nie
              tlumaczy (w tym wypadku Maleszki), ale pisal o sobie - on bronil siebie. To
              jest cos takiego, co Smolenski przypisal Fijakowi w swoim nowym tekscie. O
              wiele lepiej to pasuje do Kozlowskiego. Bo czyz nie jest tak, ze Kozlowski
              broni sie przed przyznaniem do tego, ze wynikajaca na pewno z glebi jego duszy
              i serca nadzieja by wszystko uladzic bo ludzie sa w raczej dobrzy niz zli, by
              budowac nowa Polske w zgodzie i porozumieniu - nagle okazuje sie, ze zostal
              oszukany. Jednak swojej wiary w czlowieka on nie chce zmienic... ale przeciez
              nie musi, bo po prostu wizja wolnej Polski nie powinna byc idealna, ludzie nie
              byli i nie sa aniolami, lub zloczyncami mogacymi sie latwo w anioly zamienic.
              Ton "TP" jest wlasnie taki cieply w stosunku do ludzi, do humanizmu. Ten
              humanizm jest potrzebny w kontakcie z drugim czlowiekiem, ale nie w kontakcie
              ze strukturami SB. Tam byl potrzebny czlowiek z owiele twardsza reka.
              Teraz kloci sie w nim filozofia jego zycia i "TP" z prawem i podstawowymi
              zasadami sprawiedliwosci. Wyraznie jednak staje po stronie swojej wlasnej osoby
              i w ten sposob przegrywa. Oby tylko on, a nie przeslanie "TP" wraz z jego
              filozofia.
              Strasznie nieporadnie napisalem...
              • trzecie.dno Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 02:05
                Takie małe streszczenie:

                www.naszawitryna.pl/jedwabne_618.html
                Dla sceptyków listu nie porzekręcli. Czy same dobre intencje rozgrzeszają
                ministra i to takiego resortu? Skoro wie jak brutalne były metody SB, to
                dlaczego nic nie robił, aby wyśwuetlić mechanizm tej zbrodnicej dizałności i
                nadal nie robi? rozumiem jakby był etykiem lub filozofem pracujacym na uniwerku?
                Ale jak się obejumuje stanowsko łączace w sobie bezpośrednią odpowiedzialnośc za
                bezpieczeństow karaju to wymagania są znacznie większe niż humanizm. Jak ktoś
                kradnie to się łapie złodzieja, a nie mówi, że on ukradł tylko portfel.
                Złodzieja się łapie, ale potem w imię humanizmu można mu darować winy, a nie w
                imię humanizmu go nie ściagać.

                Z jednej strony ma się wrażenie, że dobrze znałmetody mpostępowania SB-cji, a
                zdrugiej strony mamy kompletnie niezrozumiałą naiwność.

                W pełni podzielam twoje intecje, które za twoim postem stoją, ale to może pisać
                Życiński i Ty, i ja, a nie powinno być to stanowsiko szefa resortu
                bezpieczeństwa kraju.
              • nurni Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 02:15
                > Strasznie nieporadnie napisalem...

                Nie tym razem :)

                Ja naprawde wiem ze sa ludzie ktorzy maja pewne opory przed lustracja z
                przeslanek moralnych. Tak jak biskup Glodz nie chca burzyc swego obrazu swiata,
                obrazu swoich przyjaciol itd.... Ja nie widze powodow by tego nie szanowac.

                Ale co innego gdy mamy do czynienia z wyborem INDYWIDUALNYM, a co innego gdy
                zarzucamy tym ktorzy chcieli by znac prawde zwierzece instynkty.

                Zbyt wiele , uwiklanie brata Kozłowskiego np, wskazuje ze KK kieruje sie zla
                wola. Ze chce utopic temat czy to ze wzgledow rodzinnych czy dla uratowania
                swojej reputacji. Wszystko uklada sie juz w taki scenariusz ze najlagodniejsza
                wersja oceny jego dzialan jako ministra zamyka sie slowie figurant.
                • leszek.sopot do nurni i trzeciego 23.01.05, 03:17
                  Tak sobie jeszcze mysle, skad przyszedl pomysl by Kozlowski zostal szefem
                  resortu i zgaduje... Byl to juz czas gdy odbywala sie weryfikacja esbekow.
                  Tekst Pawla Smolenskiego (ten o atmosferze obecnie w Krakowie - tekst
                  fragmentami dobry, ale co najmniej w 1/3 do kosza) w pewnym fragmencie opowiada
                  jak odbywala sie ta weryfikacja, ze esbecy kreowali siebie na lagodne baranki,
                  ktore mowily, ze w teczkach sa same glupstwa i plotki (czy powstalo jakies
                  opracowanie, ksiazka na ten temat, czy tez tylko sa suche cyfry?). Czy nie jest
                  tak, ze pod wplywem tych roznych opowiesci, a toczyly sie one przy udziale
                  przeciez bardzo wielu politykow, nie wplynely na spaczony obraz tej instytucji?
                  Bylo to jeszcze w okresie euforii, ze oto PZPR podzielila sie bez walki wladza -
                  co jeszcze kilka lat wczesniej wydawalo sie nie do wyobrazenia, i ze ta wladza
                  juz niedlugo, po nastepnych wyborach w pelni bedzie demokratyczna. Majac to tlo
                  wydarzen na uwadze mozna zrozumiec, ze ktos (Mazowiecki?) wpadl na pomysl by
                  resortem po Kiszczaku zajal sie bardziej etyk niz sluzbista, ze wystarczy
                  pozamiatac i uporzadkowac w stajni Augiasza by byl porzadek. Przygotowano nowa
                  ustawe o policji, wymieniono w czesci kadry, "szkodnikow" zwolniono z pracy.
                  Wydawalo sie, ze wszystko bedzie w porzadku. I byc moze z punktu widzenia
                  funkcjonowania sluzb i policji sytuacja zaczela sie poprawiac, gdyz zaczely one
                  zdobywac w spoleczenstwie zaufanie.
                  Pozostal jednak problem rozliczenia przesladowcow - czyli problem teczek.
                  Wyslano do archiwum fachowcow - 3 historykow oraz speca od opozycji i
                  konfidentow. Mieli byc moze zweryfikowac to, co esbecy opowiadali podczas
                  weryfikacji, gdyz na pewno wsrod politykow krazyly rozne informacje na temat
                  ich zawartosci. Komisja zobaczyla i... na pewno sie przerazila, ale chyba tym,
                  ze rzeczywiscie sa tam w wiekszosci plotki i glupstwa - ale tylko z punktu
                  widzenia sluzb specjalnych, gdyz z punktu widzenia pokrzywdzywdzonych musialy
                  pokazac jak ten swiat daleko odbiegal od marzen i idealow. Widac to teraz, gdy
                  ludzie dowiaduja sie, ze donosili na nich sasiedzi, brat, ktos z rodziny,
                  przyjaciel - nawet o tym co jedli na sniadanie i co przy tym mowili. Tak z
                  punktu widzenia tajnych sluzb sa to glupoty, ale dla tych, ktorzy mysleli o
                  srodowisku opozycyjnym, ze sa tam ludzie krysztalowo czysci, uczciwi i
                  honorowi... Pewnie po lekturze tych akt Michnik, Kozlowski, Samsonowicz i
                  historycy doszli do wniosku, ze lepiej tej zegarowej bomby nie ruszac. Wydaje
                  mi sie, ze nie wpadli na pomysl jak te archiwalia ujawnic, jak przekonac
                  kontraktowy Sejm do uchwalenia przyzwoitej ustawy, a moze takze to, ze obawiali
                  sie, ze odsloniecie akt roznieci klotnie wsrod postsolidarnosciowcow i bedzie
                  to z korzyscia dla postkomunistow. Zostawili wiec tykajaca bombe na boku
                  czekajac by problem rozwiazal nastepny Sejm. Michnik chyba gdzies wowczas
                  powiedzial, ze zobaczyl tam puszke Pandory, a takiej puszki lepiej by bylo
                  nigdy nie otwierac. Byl to chyba blad bo wlasnie w Sejmie kontraktowym byla
                  wieksza szansa sprobowac skonstruowac dobra ustawe lustracyjna niz czekac do
                  nastepnych w pelni wolnych wyborow. Nastepne wolne wybory byly juz pokazem
                  wolnej amerykanki, emocje braly gore nad rozsadkiem i na wywazony dialog nie
                  bylo szans.
                  Jak dzis widac problem sie nie rozwiazal.
                  • Gość: wtorek do Leszka IP: *.chello.pl 23.01.05, 03:42
                    Wcale Ci się nie dziwię, że próbujesz na wszelkie "humanistyczne" sposoby
                    wytłumaczyć sobie i nam tamte sprawy. Można by się i zgdodzić z Twoją teorią,
                    gdyby nie dwa szczegóły:
                    - Michnik po sprawdzeniu archiwów ZAWSZE już był przeciw lustracji, niezależnie
                    od aktualnych konfiguracji na scenie politycznej, a czynił to głównie ustami i
                    piórem agenta Maleszki, o którego donosicielskiej działalności wiedział zapewne;
                    - Michnik nazwał Kiszczaka "człowiekim honoru" już po wizycie w archiwum i
                    kiedy już wiedział, jak ten "człowiek honoru" walnie przyczynił się do
                    niszczenia akt.

                    Niestety, moim zdaniem, prawda jest taka, że każdy kto był zaangażowany w
                    działalność opozycyjną i każdy, kto wierzył w etos tej opozycji musi się
                    duchowo przygotować na wielkie rozczarowanie, co do roli niektórych ówczesnych
                    działaczy.
                    :(
                    • leszek.sopot Re: do Leszka 23.01.05, 04:03
                      Gość portalu: wtorek napisał(a):

                      > Wcale Ci się nie dziwię, że próbujesz na wszelkie "humanistyczne" sposoby
                      > wytłumaczyć sobie i nam tamte sprawy. Można by się i zgdodzić z Twoją teorią,
                      > gdyby nie dwa szczegóły:
                      > - Michnik po sprawdzeniu archiwów ZAWSZE już był przeciw lustracji,
                      niezależnie od aktualnych konfiguracji na scenie politycznej,

                      To prawda. On uwazal od zawsze, ze to przyniesie ludziom wiecej bolu niz
                      korzysci czy satysfakcji... Jestem przekonany, ze sprzeciwial sie z powodow
                      idealistycznych, a nie nie za sprawa ciemnych, nieznanych sil. Ma prawo tak
                      uwazac. Ja jego pogladu nie podzielam (jezeli taki do konca ma), ale z uwaga
                      bym przeczytal jego tekst na ten temat i rozwazalbym jego racje.

                      > a czynił to głównie ustami i piórem agenta Maleszki,

                      Wydaje mi sie, ze Adam sam zabieral glos w tej sprawie. A propo Maleszki.
                      Gdzies, ktos zwrocil uwage, ze jak na razie jest to jedyny TW, ktory, choc
                      przymuszony okolicznosciami, sam sie w koncu przyznal i przeprosil. Marnie
                      przeprosil, ale jednak sie na to zdobyl.


                      > o którego donosicielskiej działalności wiedział zapewne;

                      Nie odrzucam tej twojej intuicji, choc trudno na to znalezc potwierdzenie.
                      Jednak ta cytowana wypowiedz Maleszki z jego spowiedzi, swiadczy o tym, ze on
                      juz w 1992 roku nie mogl wytrzymac i byc moze wowczas cos w nim peklo i Adamowi
                      powiedzial. Adam z kolei mogl jako przeciwnik lustracji przyjac to jego
                      wyznanie... Mozna fantazjowac dalej, mozna nawet napisac scenke dramatyczna.
                      Bylaby to bardzo ciekawa sytuacja psychologiczna. Wiele roznych mysli, emocji,
                      argumentow...

                      > - Michnik nazwał Kiszczaka "człowiekim honoru" już po wizycie w archiwum i
                      > kiedy już wiedział, jak ten "człowiek honoru" walnie przyczynił się do
                      > niszczenia akt.

                      Michnik uwazal akta za puszke Pandory i pewnie nie uwazal, ze spalenie
                      wszystkich akt byloby czyms zlym. Z "czlowieka honoru" sie tlumaczyl.


                      > Niestety, moim zdaniem, prawda jest taka, że każdy kto był zaangażowany w
                      > działalność opozycyjną i każdy, kto wierzył w etos tej opozycji musi się
                      > duchowo przygotować na wielkie rozczarowanie, co do roli niektórych
                      ówczesnych działaczy. :(


                      Dzialaczy pewnie tez, ale ludzie czuja sie przede wszystkim dotknieci zdrada
                      najblizszych i bliskich. Bylo to widac w kilka dni temu puszczonym filmie w
                      TVP. Tego sie chyba ludzie najbardziej boja, ze ci, ktorych lubili, przyjaznili
                      sie okaza sie ludzmi podlymi.
                      • tad9 Re: do Leszka 23.01.05, 10:26
                        leszek.sopot napisał:

                        > Wydaje mi sie, ze Adam sam zabieral glos w tej sprawie. A propo Maleszki.
                        > Gdzies, ktos zwrocil uwage, ze jak na razie jest to jedyny TW, ktory, choc
                        > przymuszony okolicznosciami, sam sie w koncu przyznal i przeprosil. Marnie
                        > przeprosil, ale jednak sie na to zdobyl.

                        Biedny Maleszka ...



                        > Nie odrzucam tej twojej intuicji, choc trudno na to znalezc potwierdzenie.
                        > Jednak ta cytowana wypowiedz Maleszki z jego spowiedzi, swiadczy o tym, ze on
                        > juz w 1992 roku nie mogl wytrzymac i byc moze wowczas cos w nim peklo i
                        >Adamowi powiedzial. Adam z kolei mogl jako przeciwnik lustracji przyjac to
                        >jego wyznanie...

                        Gdyby tak było, znaczyłoby to, że Michnik przez lata całe świadomie pozwalał
                        moralizować szpiclowi na łamach swojej gazety (co zresztą uwzażam za wielce
                        prawdopodobne)
                        • kataryna.kataryna Re: do Leszka 23.01.05, 10:37
                          tad9 napisał:

                          > leszek.sopot napisał:
                          >
                          > > Wydaje mi sie, ze Adam sam zabieral glos w tej sprawie. A propo Maleszki.
                          >
                          > > Gdzies, ktos zwrocil uwage, ze jak na razie jest to jedyny TW, ktory, cho
                          > c
                          > > przymuszony okolicznosciami, sam sie w koncu przyznal i przeprosil. Marni
                          > e
                          > > przeprosil, ale jednak sie na to zdobyl.
                          >
                          > Biedny Maleszka ...



                          Zdobył się? Dostał od SKS-u ultimatum, albo sam się publicznie przyzna, albo
                          oni go "przyznają". I on się nie przyznał, czym zmusił ich do pisania listu, na
                          który wcale nie mieli ochoty. Potem jak go zdemaskowali nie miał wyjścia,
                          musiał zareagować, więc napisał tekst w którym się gęsto tłumaczy, no i trudno,
                          żeby tłumacząc się nie przeprosił. Prawdopodobnie gdyby nie napisał tego tekstu
                          wyleciałby i nigdy nie wrócił do Gazety.


                          > > Nie odrzucam tej twojej intuicji, choc trudno na to znalezc potwierdzenie
                          > .
                          > > Jednak ta cytowana wypowiedz Maleszki z jego spowiedzi, swiadczy o tym, z
                          > e on
                          > > juz w 1992 roku nie mogl wytrzymac i byc moze wowczas cos w nim peklo i
                          > >Adamowi powiedzial. Adam z kolei mogl jako przeciwnik lustracji przyjac to
                          >
                          > >jego wyznanie...
                          >
                          > Gdyby tak było, znaczyłoby to, że Michnik przez lata całe świadomie pozwalał
                          > moralizować szpiclowi na łamach swojej gazety (co zresztą uwzażam za wielce
                          > prawdopodobne)



                          Gdyby tak rzeczywiście było, znaczyloby to, że Michnik jest skończonym
                          manipulatorem, który za grosz nie ma szacunku do czytelnika. No i że jest
                          kłamcą, bo podpisał się pod oświadczeniem GW, że nigdy nie wiedzieli.

                          Dziwię się, że jego zwolennicy w ogóle dopuszczają taką możliwość, bo nawet
                          krytycznie nastawione do Michnika osoby (jak ja) nie zakładają, że jest zdolny
                          do wszystkiego. Czy gdyby okazało się, że Michnik wiedział o Maleszce od dawna,
                          zmieniłoby to w jakiś sposób ocenę Michnika, czy też "miłość ci wszystko
                          wybaczy"?
                          • trzecie.dno Re: do Leszka 23.01.05, 11:58
                            Nie obdzieraj ludzi i Pana Leszka z ideałów. W sumie to chciałem to napisać do
                            niego co Ty. Emocjonalnie jestem za wersją Leszka, rozumowo nie jestem w stanie
                            jej pojąć. W każdym razie przeraszam za protekcjonalny ton.

                            Na innym wątku pt. "Solidarność" w sprawie lustracji jest umieszony list. Nie
                            czytałem go w Rzepie, ale tak z ciekawości zacząłem ten wątek studiować. I co?
                            Linijka po linijce zaczełem przypuszczać, że jakbym słyszał Gwiazdę. Na koniec
                            patrzę i widzę: Joanna i Andrzej Gwiazda, Gdańsk.

                            www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wy danie_050119/publicystyka/publi cystyka_a_11.html

                            a dla wątpiących i sceptyków jeszcze jeden wątek:

                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=19621400
                            to sprawa na szerszą dyskusję

                            jest cała masa usuniętych w cień historii, ale nie spełnaiają one wymogów
                            politycznej poprawności i są zbyt brutalne aby były prawdziwe
                          • leszek.sopot Re: do Leszka 23.01.05, 16:41
                            kataryna.kataryna napisała:

                            > tad9 napisał:
                            >
                            > > leszek.sopot napisał:
                            > >
                            > > > Wydaje mi sie, ze Adam sam zabieral glos w tej sprawie. A propo Mal
                            > eszki.
                            > >
                            > > > Gdzies, ktos zwrocil uwage, ze jak na razie jest to jedyny TW, ktor
                            > y, cho
                            > > c
                            > > > przymuszony okolicznosciami, sam sie w koncu przyznal i przeprosil.
                            > Marni
                            > > e
                            > > > przeprosil, ale jednak sie na to zdobyl.
                            > >
                            > > Biedny Maleszka ...
                            >
                            >
                            >
                            > Zdobył się? Dostał od SKS-u ultimatum, albo sam się publicznie przyzna, albo
                            > oni go "przyznają". I on się nie przyznał, czym zmusił ich do pisania listu,
                            na który wcale nie mieli ochoty. Potem jak go zdemaskowali nie miał wyjścia,
                            > musiał zareagować, więc napisał tekst w którym się gęsto tłumaczy, no i
                            trudno, żeby tłumacząc się nie przeprosił. Prawdopodobnie gdyby nie napisał
                            tego tekstu wyleciałby i nigdy nie wrócił do Gazety.


                            Pytasz: "zdobyl sie?". Jednak tak. Mogl nic nie pisac i zaszyc sie w ciemnym
                            kacie. Uwazasz, ze ten list napisal tylko po to by nie wyrzucono go z GW. Nie
                            wiem czy tak bylo. Nie znam czlowieka i tylko pobierznie, jak wszyscy
                            czytelnicy, znam szczegoly calej jego dzialalnosci jako wspolpracownika SB.
                            Jednak nie przekreslam takze i tej mozliwosci, ze to co napisal, bylo takze
                            szczerym przyznaniem sie do popelnionej podlosci. O to chyba chodzi w tej
                            lustracji. Bardziej niegodni sa ci, ktorzy milcza gdy wyjdzie na jaw to, ze
                            wspolpracowali.
                            Nie znam czlowieka, ktory bylby dzis w Polsce okryty wieksza nieslawa niz
                            Maleszka. Co ty chcialabys jeszcze temu czlowiekowi zrobic? Czy tajnych
                            wspolpracownikow nalezaloby zamykac do wiezienia, skazywac na ciezkie roboty
                            lub na banicje? Powinien byc jakis sposob na odkupienie przez nich swoich win.
                            Przekreslenie czlowieka, odmawianie mu mozliwosci rehabilitacji, moim zdaniem
                            stawialoby sedziow na poziomie rownym tym, ktorych sadza.

                            To tez jest dla mnie problemem by zwrocic sie do IPN po swoja teczke. Co ja
                            mialbym zrobic z wiedza na temat ludzi, moze przyjaciol, ktorzy na mnie
                            donosili. Czy moim obowiazkiem by mialo byc opublikowanie tych informacji w
                            necie, czy tez mialbym chodzic do kazdego z nich i domagac sie od nich moralnej
                            satysfakcji? Szczerze mowiac czuje sie bezradny, gdy odgaduje swoja reakcje na
                            poznanie krazacych wokol mnie TW. Zapewne nie wszystkie nazwiska bym juz
                            kojarzyl z twarza i z sytuacjami, moze niektore moje i moich znajomych sie
                            potwierdzily... Co mialbym wowczas zrobic? Mialbym byc dumny z tego, ze
                            demaskuje agentow? Mi sie w pamiec wrylo przesluchanie na SB, ich grozby i
                            sarkastyczne smiechy. To do nich czuje odraze, ale tez, gdybym mial byc sedzia
                            tych podlych ludzi, to jaka kare mialbym dzis dla nich, co mialbym zrobic?
                            Czesto piszesz o okropnym i wstretnym charakterze wspolpracy z SB, o tym jak
                            zla dzialalnosc prowadzili wsrod ludzi, ktorzy darzyli ich zaufaniem. Malo sie
                            natomiast zastanawiasz, ze obserwowani ludzie na ktorych zbierano informacje,
                            wcale sie moga nie cieszyc z poznanej prawdy, nie czuja zadnej satysfakcji, a
                            moga miec tez wewnetrzne problemy (moze brak odwagi?) by te prawde poznac i sie
                            z nia zmierzyc.
                            Tych problemow moga nie miec ludzie, ktorzy wowczas nie dzialali, ktorzy po
                            prostu uwazaja, ze zdrajcow trzeba w jakis sposob ukarac - ale dlaczego ja mam
                            byc ta karzaca reka sprawiedliwosci? Wolalbym by ktos mnie w tej roli wyreczyl.
                            Chcialbym, aby gdanscy historycy pracujacy w IPN sami opracowali materialy i
                            opublikowali wyniki swych badan w ksiazce. Ja ciagle zyje tamtymi latami, boli
                            mnie to, ze wspolczesnosc nie jest zgodna z moimi wyobrazeniami z tamtych lat,
                            czy mam sie jeszcze biczowac wiedza o znajmych, ktorzy okaza sie agentami? Nic
                            to w moim zyciu nie zmieni. Za to moge sie czuc podle. Na domiar "zlego" ci,
                            ktorzy byli w bezpardonowy sposob przesluchiwani, jak ja, wiedza, ze niektorzy,
                            wielu, moglo takiego przesluchania nie wytrzymac i z ludzi dobrych nagle stali
                            sie kanaliami, zdrajcami. Jak poznac prawde, czy ich wspolpraca byla wynikiem
                            chwilowego zalamania, czy tez na te wspolprace zgodzili sie szybko. Czy
                            donosili tylko formalnie, czy tez przykladali sie do swojej dzialalnosci. Moga
                            dzis zmyslac jakie to chwyty stosowala SB, jak powoli wkrecala ich w swoja
                            maszynke. Bylbym zmuszony do brania ich slow na wiare. Kazdy dowolnie moze dzis
                            przeciez kostruowac swoje alibi... Stanalbym przed problemem: wierzyc w slowa
                            dzis wypowiadane przez bylego wspolpracownika SB czy tez nie wierzyc. Przez
                            wiele lat bezczelnie mnie oklamywal, to niby dlaczego teraz mowi prawde... Jak
                            sie w takiej sytuacji zachowac, co zrobic, jak podjac decyzje? Powiedziec
                            wybaczam czy... No wlasnie co zrobic, jesli nie wybaczyc? Przeciez nic nie
                            mozna zrobic - upublicznienie nazwiska ma tylko sens w przypadku znanej osoby,
                            a w przypadku "Kowalskiego"?



                            > > > Nie odrzucam tej twojej intuicji, choc trudno na to znalezc potwier
                            > dzenie.
                            > > > Jednak ta cytowana wypowiedz Maleszki z jego spowiedzi, swiadczy o
                            > tym, ze on
                            > > > juz w 1992 roku nie mogl wytrzymac i byc moze wowczas cos w nim peklo i
                            > > >Adamowi powiedzial. Adam z kolei mogl jako przeciwnik lustracji przyjac to
                            jego wyznanie...
                            > >
                            > > Gdyby tak było, znaczyłoby to, że Michnik przez lata całe świadomie
                            pozwalał moralizować szpiclowi na łamach swojej gazety (co zresztą uwzażam za
                            wielce prawdopodobne)
                            >
                            >
                            > Gdyby tak rzeczywiście było, znaczyloby to, że Michnik jest skończonym
                            > manipulatorem, który za grosz nie ma szacunku do czytelnika. No i że jest
                            > kłamcą, bo podpisał się pod oświadczeniem GW, że nigdy nie wiedzieli.

                            Od razu z oskarzeniami. Nie lepiej sie nad tym zastanawiac jak nad problemem
                            ciekawego, ale przeciez fikcynego scenariusza filmowego? Nie wiem po co od razu
                            do tej hipotetycznej tezy podchodzisz jak do prawdziwego faktu i tak
                            jednoznacznie i bezceremonialnie atakujesz Michnika.


                            > Dziwię się, że jego zwolennicy w ogóle dopuszczają taką możliwość, bo nawet
                            > krytycznie nastawione do Michnika osoby (jak ja) nie zakładają, że jest
                            zdolny do wszystkiego. Czy gdyby okazało się, że Michnik wiedział o Maleszce od
                            dawna, zmieniłoby to w jakiś sposób ocenę Michnika, czy też "miłość ci wszystko
                            > wybaczy"?

                            To nie bylaby ani sprawa milosci, ani sprawa podlosci czy glupoty Michnika.
                            Byloby bardzo ciekawe, z literackiego czy filmowego punktu widzenia sprobowac
                            takie zderzenie opisac i sprobowac wytlumaczyc. Nic wiecej. Moze nie bylby to
                            problem na miare dramatu Edypa czy Hamleta, ale pewnie cos ciekawego ktos
                            utalentowany moglby cos ciekawego z tym zrobic. Natomiast debatowanie i
                            traktowanie teraz tego jako faktu, ktorym mozna sie poslugiwac przy ferowaniu
                            oskarzen, to "mala" przesada.
                            • kataryna.kataryna Re: do Leszka 23.01.05, 17:31
                              leszek.sopot napisał:

                              > Pytasz: "zdobyl sie?". Jednak tak. Mogl nic nie pisac i zaszyc sie w ciemnym
                              > kacie. Uwazasz, ze ten list napisal tylko po to by nie wyrzucono go z GW. Nie
                              > wiem czy tak bylo. Nie znam czlowieka i tylko pobierznie, jak wszyscy
                              > czytelnicy, znam szczegoly calej jego dzialalnosci jako wspolpracownika SB.
                              > Jednak nie przekreslam takze i tej mozliwosci, ze to co napisal, bylo takze
                              > szczerym przyznaniem sie do popelnionej podlosci. O to chyba chodzi w tej
                              > lustracji.


                              Fakt, że publicznie zmierzył się z własnymi grzechami, to mu trzeba oddać. Choć
                              samo przyznanie się było wymuszone, co trochę utrudnia wiarę w dobrowolność
                              tego całego oczyszczenia. Nie wykluczam jednak, że po tylu latach chodziło mu
                              przede wszystkim, żeby to z siebie zrzucić.


                              Bardziej niegodni sa ci, ktorzy milcza gdy wyjdzie na jaw to, ze
                              > wspolpracowali.



                              Oraz ci, którzy bojąc się, że wyjdzie na jaw, że współpracowali, występują
                              przeciwko lustracji, udając, że powodują nimi jakieś wyższe, szlachetne motywy.
                              Nie wątpię, że wśród antylustratorów są i tacy.


                              > Nie znam czlowieka, ktory bylby dzis w Polsce okryty wieksza nieslawa niz
                              > Maleszka. Co ty chcialabys jeszcze temu czlowiekowi zrobic?



                              Ja bym mu nic nie chciała zrobić, skąd taki pomysł? Myślę, że swoje winy już
                              odkupił, i to w momencie publikowania swojej "spowiedzi". Trudno o bardziej
                              dotkliwą karę niż kilkanaście lat strachu o swoją tajemnicę, a potem takie
                              publiczne upokorzenie.



                              > Przekreslenie czlowieka, odmawianie mu mozliwosci rehabilitacji, moim zdaniem
                              > stawialoby sedziow na poziomie rownym tym, ktorych sadza.


                              Zniknął z moich oczu więc nie mnie oceniać jak postępuje rehabilitacja.
                              Natomiast bardzo mnie dziwi, że GW, mająca go na co dzień, nie daje mu szansy.
                              Trzyma go w ukryciu (podobno pisze pod pseudonimem) czym wysyła sygnał
                              calkowicie sprzeczny z antyrozliczeniową linią.



                              > Czesto piszesz o okropnym i wstretnym charakterze wspolpracy z SB, o tym jak
                              > zla dzialalnosc prowadzili wsrod ludzi, ktorzy darzyli ich zaufaniem. Malo
                              sie
                              > natomiast zastanawiasz, ze obserwowani ludzie na ktorych zbierano informacje,
                              > wcale sie moga nie cieszyc z poznanej prawdy, nie czuja zadnej satysfakcji, a
                              > moga miec tez wewnetrzne problemy (moze brak odwagi?) by te prawde poznac i
                              sie
                              >
                              > z nia zmierzyc.


                              Mało się zastanawiam, powiadasz? Bo nie piszę o tym? Nie zastawiam się i nie
                              piszę bo dla mnie jest to tak oczywiste, że niewarte rozważań. Ja rozumiem i
                              tych co zaglądają do teczek, i tych co zaglądać nie chcą. Nie rozumiem jedynie
                              tych, którzy zaglądających odsądzają od czci i wiary, doszukując sie u nich
                              jedynie niskich pobudek. Ludzi, którzy szukających prawdy wyzywają od oszołomów
                              i nienawistników.



                              > Tych problemow moga nie miec ludzie, ktorzy wowczas nie dzialali, ktorzy po
                              > prostu uwazaja, ze zdrajcow trzeba w jakis sposob ukarac - ale dlaczego ja
                              mam
                              > byc ta karzaca reka sprawiedliwosci? Wolalbym by ktos mnie w tej roli
                              wyreczyl.
                              >
                              > Chcialbym, aby gdanscy historycy pracujacy w IPN sami opracowali materialy i
                              > opublikowali wyniki swych badan w ksiazce.



                              Ale przecież nie musisz zaglądać. Przecież właśnie o to chodzi, żeby każdy w
                              spokoju mógł robić to co mu sumienie dyktuje, zamykać swoją przeszłość tak jak
                              sam chce.


                              Na domiar "zlego" ci,
                              > ktorzy byli w bezpardonowy sposob przesluchiwani, jak ja, wiedza, ze
                              niektorzy,
                              >
                              > wielu, moglo takiego przesluchania nie wytrzymac i z ludzi dobrych nagle
                              stali
                              > sie kanaliami, zdrajcami. Jak poznac prawde, czy ich wspolpraca byla wynikiem
                              > chwilowego zalamania, czy tez na te wspolprace zgodzili sie szybko. Czy
                              > donosili tylko formalnie, czy tez przykladali sie do swojej dzialalnosci.



                              Nie wiem jak to poznać i czy to jest w ogóle ważne w prywatnych rozliczeniach.
                              Nie wykluczam jednak, że wiele osób chciałoby mieć możliwość zrzucenia z siebie
                              ciężaru ale sami nie mają odwagi zwrócić się o przebaczenie.



                              Jak
                              > sie w takiej sytuacji zachowac, co zrobic, jak podjac decyzje? Powiedziec
                              > wybaczam czy... No wlasnie co zrobic, jesli nie wybaczyc? Przeciez nic nie
                              > mozna zrobic - upublicznienie nazwiska ma tylko sens w przypadku znanej
                              osoby,
                              > a w przypadku "Kowalskiego"?


                              A czy trzeba coś robić?



                              > > > > Nie odrzucam tej twojej intuicji, choc trudno na to znalezc p
                              > otwier
                              > > dzenie.
                              > > > > Jednak ta cytowana wypowiedz Maleszki z jego spowiedzi, swiad
                              > czy o
                              > > tym, ze on
                              > > > > juz w 1992 roku nie mogl wytrzymac i byc moze wowczas cos w n
                              > im peklo i
                              > > > >Adamowi powiedzial. Adam z kolei mogl jako przeciwnik lustracj
                              > i przyjac to
                              > jego wyznanie...
                              > > >
                              > > > Gdyby tak było, znaczyłoby to, że Michnik przez lata całe świadomie
                              >
                              > pozwalał moralizować szpiclowi na łamach swojej gazety (co zresztą uwzażam za
                              > wielce prawdopodobne)
                              > >
                              > >
                              > > Gdyby tak rzeczywiście było, znaczyloby to, że Michnik jest skończonym
                              > > manipulatorem, który za grosz nie ma szacunku do czytelnika. No i że jest
                              >
                              > > kłamcą, bo podpisał się pod oświadczeniem GW, że nigdy nie wiedzieli.
                              >
                              > Od razu z oskarzeniami. Nie lepiej sie nad tym zastanawiac jak nad problemem
                              > ciekawego, ale przeciez fikcynego scenariusza filmowego?



                              Właśnie się zastanowiłam i powiedziałam co bym myślała o Michniku gdyby tak
                              było. Przypominam, że to Ty wrzuciłeś ten temat, nie ja, i że ja nigdzie nie
                              biorę go za pewny a jedynie za hipotetyczny. Czyli dokładnie tak jak Ty i nie
                              rozumiem dlaczego Tobie wolno a mi nie.


                              Nie wiem po co od razu
                              >
                              > do tej hipotetycznej tezy podchodzisz jak do prawdziwego faktu i tak
                              > jednoznacznie i bezceremonialnie atakujesz Michnika.


                              Gdzie widzisz podchodzenie jak do prawdziwego faktu??? "Gdyby tak było,
                              znaczyłoby"! Nawet nie piszę "Jeśli tak było, znaczy to..."
                              Rozważam czysto teoretycznie, choć przyznaje, że gdyby było tak jak mówisz, to
                              moja ocena Michnika byłaby jednoznaczna i bezceremonialna. Oraz prawdopodobnie
                              wyrażona w o wiele ostrzejszych słowach.


                              > > Dziwię się, że jego zwolennicy w ogóle dopuszczają taką możliwość, bo naw
                              > et
                              > > krytycznie nastawione do Michnika osoby (jak ja) nie zakładają, że jest
                              > zdolny do wszystkiego. Czy gdyby okazało się, że Michnik wiedział o Maleszce
                              od
                              >
                              > dawna, zmieniłoby to w jakiś sposób ocenę Michnika, czy też "miłość ci
                              wszystko
                              >
                              > > wybaczy"?
                              >
                              > To nie bylaby ani sprawa milosci, ani sprawa podlosci czy glupoty Michnika.
                              > Byloby bardzo ciekawe, z literackiego czy filmowego punktu widzenia sprobowac
                              > takie zderzenie opisac i sprobowac wytlumaczyc. Nic wiecej. Moze nie bylby to
                              > problem na miare dramatu Edypa czy Hamleta, ale pewnie cos ciekawego ktos
                              > utalentowany moglby cos ciekawego z tym zrobic.


                              "Byloby bardzo ciekawe, z literackiego czy filmowego punktu widzenia sprobowac
                              takie zderzenie opisac i sprobowac wytlumaczyc. Nic wiecej" Ciekawe podejście.
                              Może oceniajmy w taki sposób wszystkich. Z czysto literackiego czy filmowego
                              punktu widzenia opisujmy. Nic więcej.



                              Natomiast debatowanie i
                              > traktowanie teraz tego jako faktu, ktorym mozna sie poslugiwac przy ferowaniu
                              > oskarzen, to "mala" przesada.


                              "Dużą" przesadą jest to, że sam rzuciwszy taką hipotetyczną możliwość masz do
                              mnie pretensje, że podjęłam - również hipotetyczne - rozważania na ten temat.
                              • leszek.sopot Re: do Leszka 23.01.05, 17:50
                                Taka hipotetyczna mozliwosc podrzucil wtorek, a nie ja.
                  • witek.bis Re: do nurni i trzeciego 23.01.05, 10:01
                    leszek.sopot napisał:
                    [...]
                    Majac to tlo
                    >
                    > wydarzen na uwadze mozna zrozumiec, ze ktos (Mazowiecki?) wpadl na pomysl by
                    > resortem po Kiszczaku zajal sie bardziej etyk niz sluzbista, ze wystarczy
                    > pozamiatac i uporzadkowac w stajni Augiasza by byl porzadek.

                    Tło tłem, ale nie świadczy to najlepiej o autorach tego pomysłu, a przynajmniej
                    o jakości ich humanistycznego wykształcenia. Gdyby w przypadku stajni Augiasza
                    chodziło wyłącznie o „pozamiatanie i uporządkowanie” to do wykonania tej pracy
                    nie byłby potrzebny aż Herakles i w zupełności wystarczałby taki Kozłowski ;)
                    Niestety – z tej stajni trzeba było wywieźć kolosalne ilości gówna, a jak widać
                    etycy nie za dobrze radzą sobie z takimi zadaniami.
                    • kataryna.kataryna Re: do nurni i trzeciego 23.01.05, 10:05
                      witek.bis napisał:

                      > leszek.sopot napisał:
                      > [...]
                      > Majac to tlo
                      > >
                      > > wydarzen na uwadze mozna zrozumiec, ze ktos (Mazowiecki?) wpadl na pomysl
                      > by
                      > > resortem po Kiszczaku zajal sie bardziej etyk niz sluzbista, ze wystarczy
                      >
                      > > pozamiatac i uporzadkowac w stajni Augiasza by byl porzadek.
                      >
                      > Tło tłem, ale nie świadczy to najlepiej o autorach tego pomysłu, a
                      przynajmniej
                      >
                      > o jakości ich humanistycznego wykształcenia. Gdyby w przypadku stajni
                      Augiasza
                      > chodziło wyłącznie o „pozamiatanie i uporządkowanie” to do wykonani
                      > a tej pracy
                      > nie byłby potrzebny aż Herakles i w zupełności wystarczałby taki Kozłowski ;)
                      > Niestety – z tej stajni trzeba było wywieźć kolosalne ilości gówna, a jak
                      > widać
                      > etycy nie za dobrze radzą sobie z takimi zadaniami.





                      A po czym się poznajecie etyka? Dlaczego na ocenę Kozłowskiego nie mna wpływu
                      ani to co robi, ani to co mówi? Etyk? Może jeszcze moralny autorytet? Czy
                      nazywanie kogoś "etykiem" to taki zgrabny wybieg, żeby go nie nazwać totalną
                      ciamajdą (w najlepszym razie)?
                      • witek.bis Re: do nurni i trzeciego 23.01.05, 10:11
                        kataryna.kataryna napisała:
                        > A po czym się poznajecie etyka? Dlaczego na ocenę Kozłowskiego nie mna wpływu
                        > ani to co robi, ani to co mówi? Etyk? Może jeszcze moralny autorytet? Czy
                        > nazywanie kogoś "etykiem" to taki zgrabny wybieg, żeby go nie nazwać totalną
                        > ciamajdą (w najlepszym razie)?

                        Ja też mam poważne wątpliwości w kwestii tej "etykietki etyka", którą przylepia
                        się Kozłowskiemu. Mam nawet duże obawy, że tą etykietką nie będzie się długo
                        cieszył.
                    • henrykkreuz Oszust i etyka 23.01.05, 11:10
                      Czy oszust może być etykiem?
      • kataryna.kataryna Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 22.01.05, 23:58
        nurni napisał:

        > Albo kogos o wyjatkowo zlej woli albo kretyna.
        > Pomimo przelicznych gaf popelnianych co i raz przez KK, nie podejrzewam go by
        > byl idiota.



        Mam nadzieję, że okłamał sąd. Że na początku rządu Mazowieckiego nie
        prześwietlono teczek kandydatów do rządu, bo to oznaczałoby, że wszystko co
        jest w teczce Niezabitowskiej było znane już wtedy, i dzisiaj jesteśmy totalnie
        wpuszczani w maliny tym ich nieszczerym zdziwieniem. No i oczywiscie, gdyby
        teczki były przed powstaniem rządu prześwietlone, tajna rozmowa Niezabitowska-
        Kozłowski po wyniesieniu teczki przez Kiszczaka zaczyna inaczej wyglądać.
        Rozmowa, której Kozlowski się wyparł. Na TOK FM jest ciekawy wywiad z
        Niezabitowską.

        Nie rozumiem dlaczego Kozłowski się jeszcze wypowiada o lustracji. Kompletny
        zanik instynktu samozachowawczego.
        • nurni Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 00:06
          kataryna.kataryna napisała:

          > nurni napisał:
          >
          > > Albo kogos o wyjatkowo zlej woli albo kretyna.
          > > Pomimo przelicznych gaf popelnianych co i raz przez KK, nie podejrzewam g
          > o by
          > > byl idiota.
          >
          >
          >
          > Mam nadzieję, że okłamał sąd. Że na początku rządu Mazowieckiego nie
          > prześwietlono teczek kandydatów do rządu, bo to oznaczałoby, że wszystko co
          > jest w teczce Niezabitowskiej było znane już wtedy, i dzisiaj jesteśmy
          totalnie
          >
          > wpuszczani w maliny tym ich nieszczerym zdziwieniem.

          Niezabitowskiej, ktos chyba naprawde jej zyczliwy, poradzil by powstrzymala sie
          od jakichkolwiek oswiadczen, po tym, gdy jej wersja prawdy o chlebie stawala
          sie coraz bardziej czerstwa.
          Kozlowskiego nikt nie knebluje. Uwazam ze to......dobrze :)

          > Na TOK FM jest ciekawy wywiad z
          > Niezabitowską.

          Nowy..?

          > Nie rozumiem dlaczego Kozłowski się jeszcze wypowiada o lustracji. Kompletny
          > zanik instynktu samozachowawczego.

          Kozlowski nie zdaje sobie sprawy ze swoim zachowaniem, powtierdza
          najczarniejsze proroctwa o rozmiarach agentury.
          • kataryna.kataryna Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 00:30
            nurni napisał:

            > Niezabitowskiej, ktos chyba naprawde jej zyczliwy, poradzil by powstrzymala
            sie
            >
            > od jakichkolwiek oswiadczen, po tym, gdy jej wersja prawdy o chlebie stawala
            > sie coraz bardziej czerstwa.
            > Kozlowskiego nikt nie knebluje. Uwazam ze to......dobrze :)



            Przypadek Niezabitowskiej pokazuje jak można sobie zaszkodzić mówiąc za dużo.
            Przecież gdyby ona nie wsadziła w swoją opowieść ewidentnych bzdur (jak ta
            nieznana kobieta) to by się uratowała bo by się zaraz wszyscy na pomoc rzucili
            i zakrzyczeli krytyków (na co zapewne liczyła). Wszystko sie posypało bo za
            dużo napisała, widać było, że chce zagadać coś niewygodnego.


            > > Na TOK FM jest ciekawy wywiad z
            > > Niezabitowską.
            >
            > Nowy..?


            Właśnie stary i dlatego ciekawy. Sam tytuł świadczy jak bardzo była pewna
            siebie. Wiedząc to co wiemy, czyta się go z pewnym zażenowaniem. A jak ktoś
            czytał "Konfidenci są wśród nas" to już w ogóle załamka.

            serwisy.gazeta.pl/tokfm/1,61505,2463330.html

            > > Nie rozumiem dlaczego Kozłowski się jeszcze wypowiada o lustracji. Komple
            > tny
            > > zanik instynktu samozachowawczego.
            >
            > Kozlowski nie zdaje sobie sprawy ze swoim zachowaniem, powtierdza
            > najczarniejsze proroctwa o rozmiarach agentury.



            Niestety.
            • nurni groza 23.01.05, 00:49
              kataryna.kataryna napisała:

              > > Nowy..?
              >
              >
              > Właśnie stary i dlatego ciekawy. Sam tytuł świadczy jak bardzo była pewna
              > siebie. Wiedząc to co wiemy, czyta się go z pewnym zażenowaniem. A jak ktoś
              > czytał "Konfidenci są wśród nas" to już w ogóle załamka.
              >
              > serwisy.gazeta.pl/tokfm/1,61505,2463330.html


              Groza.........


              "Taka była zasada w konspiracji - jeśli się zbliżała esbecja, jeśli się działo
              coś takiego niepewnego, co mogło doprowadzić do jakiejś prowokacji, to należało
              to ujawnić, natychmiast ujawnić, rozgłaszać. "

              I wiele innych kwiatkow....praktycznie co zdanie.


              Groza...............
              .
              • kataryna.kataryna Re: groza 23.01.05, 00:53
                nurni napisał:

                > kataryna.kataryna napisała:
                >
                > > > Nowy..?
                > >
                > >
                > > Właśnie stary i dlatego ciekawy. Sam tytuł świadczy jak bardzo była pewna
                >
                > > siebie. Wiedząc to co wiemy, czyta się go z pewnym zażenowaniem. A jak kt
                > oś
                > > czytał "Konfidenci są wśród nas" to już w ogóle załamka.
                > >
                > > serwisy.gazeta.pl/tokfm/1,61505,2463330.html
                >
                >
                > Groza.........
                >
                >
                > "Taka była zasada w konspiracji - jeśli się zbliżała esbecja, jeśli się
                działo
                > coś takiego niepewnego, co mogło doprowadzić do jakiejś prowokacji, to
                należało
                >
                > to ujawnić, natychmiast ujawnić, rozgłaszać. "


                > Groza...............
                > .



                A nie mówiłam, że szokujący.



                PS. Czytałeś "Konfidenci są wśród nas"?


                • nurni Re: groza 23.01.05, 00:59
                  kataryna.kataryna napisała:

                  > A nie mówiłam, że szokujący.

                  Sluchaj, tam co zdanie to praktycznie wpadka. To chyba czas kiedy MN liczyla
                  jeszcze na to ze wystarczy uderzyc w histeryczne tony. Pomagalo tyle lat mialo
                  pomoc i teraz.


                  > PS. Czytałeś "Konfidenci są wśród nas"?

                  Calosci nie, tylko fragmenty ktore latwo znalezc w sieci.
                  • kataryna.kataryna Re: groza 23.01.05, 01:07
                    nurni napisał:

                    > kataryna.kataryna napisała:
                    >
                    > > A nie mówiłam, że szokujący.
                    >
                    > Sluchaj, tam co zdanie to praktycznie wpadka. To chyba czas kiedy MN liczyla
                    > jeszcze na to ze wystarczy uderzyc w histeryczne tony. Pomagalo tyle lat
                    mialo
                    > pomoc i teraz.



                    Wygląda na to, że tak właśnie myślała, i można się tylko cieszyć, że coś się
                    jednak zmieniło. I pomyśleć, że to ten odsądzany od czci i wiary Wyszkowski był
                    katalizatorem. Ale trzeba przyznać, że tupet ma niesamowity.



                    > > PS. Czytałeś "Konfidenci są wśród nas"?
                    >
                    > Calosci nie, tylko fragmenty ktore latwo znalezc w sieci.



                    Chodzi mi o fragment o TW "Nowak" (w książce jako "Janek) z redakcji Tysola.
                    Tam jest dokładnie to co teraz wiemy o Niezabitowskiej. To wyszło chyba w 1992,
                    jest napisane tak, że ludzie z Tysola musieli ją rozpoznać lub choćby się
                    domyślać (a ona musiała wiedzieć, że to o niej), zwłaszcza, że ona wcześniej
                    była na liście Macierewicza. I nie wierzę, że ona tego rozdziału o sobie nie
                    zna. A tam jest napisane co mówią materiały w teczce. To jest strasznie dziwna
                    sprawa.
                    • lisekrudy Re: groza 23.01.05, 01:31
                      kataryna.kataryna napisała:

                      > Tam jest dokładnie to co teraz wiemy o Niezabitowskiej. To wyszło chyba w
                      > 1992, jest napisane tak, że ludzie z Tysola musieli ją rozpoznać lub choćby
                      się
                      > domyślać (a ona musiała wiedzieć, że to o niej), zwłaszcza, że ona wcześniej
                      > była na liście Macierewicza.

                      Nie, Niezabitowskiej nie bylo na liscie Macierewicza. Zob.
                      www.polonica.net/Konfidenci.htm
                      > A tam jest napisane co mówią materiały w teczce. To jest strasznie dziwna
                      > sprawa.

                      Dlaczego strasznie dziwna? Autorem ksiazki "Konfidenci sa wsrod nas" jest
                      najprawdopodobniej ktos z zespolu Macierewicza, kto uczestniczyl w
                      przygotowywaniu slynnej listy. Zapewne przegladano wowczas teczke (a wlasciwie
                      mikrofilm, bo oryginal teczki zostal zniszczony na poczatku 1990 r.)
                      Niezabitowskiej - i stad pewnei pochodza informacje przedstawione w
                      zakamuflowany sposob w tej ksiazce. Niezabitowskiej nie wpisano jednak na liste
                      Macierewicza, pewnie dlatego, ze w czerwcu 1992 r. nie pelnila funkcji rzadowej
                      ani poselskiej. Nie dziwi mnie wiec zbieznosc tego, co opisano w "Konfidentach"
                      z zawartoscia teczki Niezabitowskiej podana obecnie do publicznej wiadomosci.
                      To raczej wskazuje, ze jej teczka (a wlasc. jej mikrofilm) lezala sobie
                      spokojnie w archiwum MSW i stamtad w zwylym trybie zostala w odpowiednim czasie
                      przekazana do IPN. Nie moze byc wiec prawda, ze, jak pisala Niezabitowska, jej
                      teczka sie dopiero co odnalazla, skoro juz w 1992 r. zagladali do niej ludzie
                      Macierewicza.

                      Swoja droga, niespecjalnie wierze, by w lipcu 1990 Kozlowski mial powiedziec
                      Niezabitowskiej, ze Kiszczak wyniosl jej teczke. Nie mogl przeciez wyniesc
                      tego, co, jak wiadomo, zostalo zniszczone w styczniu 1990 r. Jestem sklonny, ze
                      wersje o wyniesieniu teczki Niezabitowska teraz zmyslila, podobnie
                      jak "tajemnicza kobiete".

                      Lisek

                      • kataryna.kataryna Re: groza 23.01.05, 01:38
                        lisekrudy napisał:

                        > kataryna.kataryna napisała:
                        >
                        > > Tam jest dokładnie to co teraz wiemy o Niezabitowskiej. To wyszło chyba w
                        >
                        > > 1992, jest napisane tak, że ludzie z Tysola musieli ją rozpoznać lub choć
                        > by
                        > się
                        > > domyślać (a ona musiała wiedzieć, że to o niej), zwłaszcza, że ona wcześn
                        > iej
                        > > była na liście Macierewicza.
                        >
                        > Nie, Niezabitowskiej nie bylo na liscie Macierewicza. Zob.
                        > www.polonica.net/Konfidenci.htm



                        Była :)

                        www.abcnet.com.pl/pl/artykul_zas.php?art_id=113&dz_id=5&w=n&token=



                        > Dlaczego strasznie dziwna?



                        Dlatego, że lista Macierewicza na której Niezabitowska była, potem książka z
                        1992 w której Niezabitowska jest dokładnie opisana świadczą o tym, że nie miała
                        żadnego prawa być zszokowana "pomówieniami" (bo od 12 lat te pomówienia krązyły
                        publicznie). Co najwyżej mogła być zszokowana, że coś, co do czego była na bank
                        pewna, że przepadło, jednak wyszlo.
                        • lisekrudy Re: groza 23.01.05, 01:52
                          kataryna.kataryna napisała:

                          > Była :)

                          No przeciez tam jest wyraznie napisane, ze nie byla :)
                          Ale dziekuje za ciekawy link.

                          cytat:

                          CI, KTÓRYM SIĘ UPIEKŁO
                          Nie zna1eźli się na liście Macierewicza, bo przestali pełnić wysokie
                          funkcje państwowe, m.in:
                          MAŁGORZATA NIEZABITOWSKA, TW "Nowak"

                          koniec cytatu

                          > nie miała
                          > żadnego prawa być zszokowana "pomówieniami" (bo od 12 lat te pomówienia
                          > krązyły publicznie). Co najwyżej mogła być zszokowana, że coś, co do czego
                          > była na bank pewna, że przepadło, jednak wyszlo.

                          Zgadzam sie, ale nadal nie uwazam tego za "strasznie dziwne".

                          Pozdr.
                          Lisek
                        • nurni Re: groza 23.01.05, 02:35
                          kataryna.kataryna napisała:

                          > Co najwyżej mogła być zszokowana, że coś, co do czego była na bank
                          >
                          > pewna, że przepadło, jednak wyszlo.

                          Dokladnie tak.
                          Biurko Kiszczaka, obojetnie czy w gmachu MSW czy w jego wilii.
                          Biurko Kiszczaka czyli najbezpieczniejsze miejsce dla teczek.

                          Niezabitowska nie czula sie z tym zle ze jej teczke zgarnal general. Nie byla
                          glodna prawdy jak chleba. Nie wystapila glosno w tej sprawie choc okazja,
                          pomoimo uplywu wielu lat, byla wtedy najlepsza. Chyba ostatnia dobra.

                          Czytajac antylustracyjne wystepy Maleszki mialem takie samo wrazenie. Problemem
                          nie bylo dla niego ze jego teczke Kiszczak ma i wszystko wie. Kryzys sumienia
                          jakos mu nie dokuczal.

                          To MY mielismy sie o tym nigdy nie dowiedziec.
                          I dopiero jak dowiedzielismy sie....uslyszelismy o wieloletnich wyrzutach
                          sumienia.

                          Kieres opowiadal niedawno o ludziach ktorzy przychodza do niego i zdaja sie
                          pytac czy juz wiadomo o ich agenturalnej przyszlosci.
                          To jest obrzydliwe. Przychodza do Kieresa ? A dlaczego nie do tych na ktorych
                          donosili ?

                          Coz to za wyrzuty sumienia ?????
                          Przeciez to tylko zwykly strach przed ....szokiem. Szokiem jaki spotka
                          denuncjowanych.
              • trzecie.dno Niesistotne fakty 23.01.05, 01:38
                Czytając MN skóra mi cierpnie. Otóż z fragmentów teczki wyłania się dość
                oczywista prawda. Ponoć mało kompromitująca sprawną konspiratorkę?

                Jest niezaprzeczalnym faktem, że Wyszkowski i Niezabitowska za sobą nie
                przepadali. MN uznaje innformacje te i podobne za powszechnie znane. Otóz nie
                wiem jak one mogły być powszechnie znane poza redakcja? Chyba się nie pałowałi
                nawzajem na łamach Tysola, żeby były one tak naprawdę powszechnie znane.

                Jaka jest ich wartość?

                Dla SB-cji bardzo istotna. Jak rozbić spójnośc grupy? Widząc o wzajemnej
                niechęci pomiędzy poszczególnymi członkami redacji wystarczy wrzucić fałszywkę w
                odpowiednie miejsce, a ona ma znacznie większe szanse powodzenia jeśli osoby nie
                przepadają za sobą. Tworzenie portretu psychologicznego to podstawa wszelikch
                manipulacji ludzmi przez sb-cje i temu podobne służby jak wywiad i robion przez
                agentów werbunek.

                I jak czytma o tej konspracji Niezabitowskiej to mi się źle robi. Niedość, że KK
                i MZ nie potrafią się dogadać wtedy i dizsiaj, to jak czytam dalej o
                bohaterskiej konspracji MZ z okresu SW to mam wrażenie, że ona liczyła,że jej
                się upiedcze np. z powodu wejśc swojego ojca.

                Jeśli ta kobieta miała by minimalne przeszkolenie konspiracyjne to by po piersze
                rozmawaiła o szachach i brydżu. Nie rozmawiać o kolegach, a jesłi już to nie
                sprzedawać "powszechnie dostępnych inforamacji", tylko informacje
                przefiltrowane, że z Wyszkowskim się bardzo lubi tylko inni mogą byc o to
                zadrosni, ect. ( żeby nie było widać po niej, że zmysła banialuki). Natychmiast
                po takim incydencie osoby zaintersowane powiadomić.

                • nurni Re: Niesistotne fakty 23.01.05, 02:04
                  trzecie.dno napisał:

                  > Dla SB-cji bardzo istotna. Jak rozbić spójnośc grupy? Widząc o wzajemnej
                  > niechęci pomiędzy poszczególnymi członkami redacji wystarczy wrzucić
                  fałszywkę
                  > w
                  > odpowiednie miejsce, a ona ma znacznie większe szanse powodzenia jeśli osoby
                  ni
                  > e
                  > przepadają za sobą. Tworzenie portretu psychologicznego to podstawa wszelikch
                  > manipulacji ludzmi przez sb-cje i temu podobne służby jak wywiad i robion
                  przez
                  > agentów werbunek.

                  Podstawowe bylo zawsze zbieranie informacji. Z wielu zrodel. Tworzyla sie
                  ukladanka. Poznawano zwyczaje ludzi ich slabostki czy wady. Pole do dalszych
                  dzialan. Jak mozna udawac ze tego sie nie wiedzialo ?????????????

                  >
                  > Jeśli ta kobieta miała by minimalne przeszkolenie konspiracyjne to by po
                  piersz
                  > e
                  > rozmawaiła o szachach i brydżu. Nie rozmawiać o kolegach, a jesłi już to nie
                  > sprzedawać "powszechnie dostępnych inforamacji", tylko informacje
                  > przefiltrowane, że z Wyszkowskim się bardzo lubi tylko inni mogą byc o to
                  > zadrosni, ect. ( żeby nie było widać po niej, że zmysła banialuki).
                  Natychmiast
                  > po takim incydencie osoby zaintersowane powiadomić.

                  Goraca polecam, choc dyskusja ta przypomniala mi sie przy okazji Maleszki:

                  free.ngo.pl/wiez/0202ket.htm
                  Fragment tyczacy Twego pasusu:



                  Andrzej Friszke

                  Dla mnie zupełnie fundamentalne było zintegrowanie ze środowiskiem, z
                  przyjaciółmi. Kiedy w lutym 1979 byłem wezwany na przesłuchanie przez bezpiekę,
                  było parę osób, którym o tym powiedziałem. Na szczęście w czasie przesłuchania
                  nie byłem bity, nie wrzeszczano na mnie. Ten esbek właściwie zaproponował
                  umowę: albo powiem, kto rozpowszechnia na wydziale historii bibułę, albo oni
                  załatwią, że po studiach nie będę miał szansy zatrudnienia na uczelni. Nie
                  powiedziałem. Kiedy wyszedłem z Pałacu Mostowskich, natychmiast zadzwoniłem do
                  przyjaciół, pojechałem do kawiarni i wszystko im dokładnie opowiedziałem. (...)
                  W tym wczesnym okresie nie funkcjonuje jeszcze instruktaż, jak się zachować
                  wobec SB. Człowiek zatrzymany przez bezpiekę jest zdany wyłącznie na własny
                  rozsądek i bardzo nikłą znajomość kodeksu postępowania karnego, bo nikomu do
                  głowy nie przychodziło, żeby go studiować. Poza tym ubecy nie traktowali tego
                  kodeksu poważnie - oni kpili sobie z prawa. To się zmienia dopiero w czasie
                  istnienia KOR. W końcu 1976 roku wydana została broszura "Obywatel a Służba
                  Bezpieczeństwa", w następnym roku były kolejne wydania, a poza tym ludzie
                  wzajemnie się instruowali, bo już istniało środowisko. Nie znaczy to, że
                  wszyscy zachowywali się dokładnie tak, jak ten informator zalecał, czyli żeby
                  nie mówić nic, bo to jest nieprawdopodobnie trudne psychologicznie. Jednak
                  przynajmniej wiedzieli mniej więcej, co im grozi i jakie prawa im przysługują,
                  mogli więc np. odmawiać odpowiedzi na niektóre pytania.

                  -------------------
                  • nurni Re: Niesistotne fakty 23.01.05, 02:06
                    Ach....

                    Calosc polecam !
        • basia.basia Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 00:14
          kataryna.kataryna napisała:

          > nurni napisał:
          >
          > > Albo kogos o wyjatkowo zlej woli albo kretyna.
          > > Pomimo przelicznych gaf popelnianych co i raz przez KK, nie podejrzewam g
          > o by
          > > byl idiota.
          >
          >
          >
          > Mam nadzieję, że okłamał sąd. Że na początku rządu Mazowieckiego nie
          > prześwietlono teczek kandydatów do rządu, bo to oznaczałoby, że wszystko co
          > jest w teczce Niezabitowskiej było znane już wtedy, i dzisiaj jesteśmy totalnie
          >
          > wpuszczani w maliny tym ich nieszczerym zdziwieniem. No i oczywiscie, gdyby
          > teczki były przed powstaniem rządu prześwietlone, tajna rozmowa Niezabitowska-
          > Kozłowski po wyniesieniu teczki przez Kiszczaka zaczyna inaczej wyglądać.
          > Rozmowa, której Kozlowski się wyparł. Na TOK FM jest ciekawy wywiad z
          > Niezabitowską.
          >
          > Nie rozumiem dlaczego Kozłowski się jeszcze wypowiada o lustracji. Kompletny
          > zanik instynktu samozachowawczego.

          Kataryna, to wygląda fatalnie:( Zgroza mnie ogarnęła!

          "Kozłowski powiedział, że premier Mazowiecki domagał się od niego bardzo
          skrupulatnych informacji o osobach powoływanych na kierownicze stanowiska
          państwowe, nie zamierzał obsadzać tych foteli konfidentami i "z całą
          pewnością nie współpracował z takimi osobami".

          Jeśli powiedział prawdę w sądzie tzn., że Mazowieckiego okłamał i dopuścił do
          otoczenia premiera co najmniej(!) jednego konfidenta. Jeśli zaś skłamał, znaczy
          to, że albo nie wykonał polecenia premiera, albo takiego polecenia nie było, co
          nie znaczy wcale, że nie wiedział kto jest kim w tym otoczeniu.
          Czy jest inna możliwość?
          • kataryna.kataryna Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 00:23
            basia.basia napisała:

            > Jeśli powiedział prawdę w sądzie tzn., że Mazowieckiego okłamał i dopuścił do
            > otoczenia premiera co najmniej(!) jednego konfidenta. Jeśli zaś skłamał,
            znaczy
            > to, że albo nie wykonał polecenia premiera, albo takiego polecenia nie było,
            co
            > nie znaczy wcale, że nie wiedział kto jest kim w tym otoczeniu.
            > Czy jest inna możliwość?




            Teoretycznie jest też taka możliwość, że polecenie było, Kozłowski je wykonał i
            poinformował premiera o teczce Niezabitowskiej.

            No i jeszcze taka, że w czasie sprawdzania teczki Niezabitowskiej nie było lub
            była pusta (co tłumaczyłoby to co pisze Niezabitowska, że się dziwiła do
            Kozłowskiego po zabraniu teczki przez Kiszczaka "ale przecież tam nic nie ma").

            Trochę tych scenariuszy jest. Nie potrafię niestety wymyślić takiego, w którym
            wszystkie trzy osoby dramatu są czyste jednocześnie i od początku.
            • basia.basia Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 00:35
              kataryna.kataryna napisała:

              > basia.basia napisała:
              >
              > > Jeśli powiedział prawdę w sądzie tzn., że Mazowieckiego okłamał i dopuści
              > ł do
              > > otoczenia premiera co najmniej(!) jednego konfidenta. Jeśli zaś skłamał,
              > znaczy
              > > to, że albo nie wykonał polecenia premiera, albo takiego polecenia nie by
              > ło,
              > co
              > > nie znaczy wcale, że nie wiedział kto jest kim w tym otoczeniu.
              > > Czy jest inna możliwość?
              >
              >
              >
              >
              > Teoretycznie jest też taka możliwość, że polecenie było, Kozłowski je wykonał i
              >
              > poinformował premiera o teczce Niezabitowskiej.
              >
              > No i jeszcze taka, że w czasie sprawdzania teczki Niezabitowskiej nie było lub
              > była pusta (co tłumaczyłoby to co pisze Niezabitowska, że się dziwiła do
              > Kozłowskiego po zabraniu teczki przez Kiszczaka "ale przecież tam nic nie ma").

              Mój Boże! To ona musiała wiedzieć, że tam nic nie ma!!!
              U Frasyniuka też nic nie było (tylko okłądki). Niech
              to szlag!

              > Trochę tych scenariuszy jest. Nie potrafię niestety wymyślić takiego, w którym
              > wszystkie trzy osoby dramatu są czyste jednocześnie i od początku.

              To się źle skończy. Mazowiecki jest jaki jest ale trudno mi uwierzyć,
              że zgodziłby się na przymykanie oczu na coś takiego. Zarzucam mu
              polityczną głupotę i uleganie naciskom ale uważam, że postępował
              w dobrej wierze. Dla niego ta sytuacja musi być okropna:(

              ps
              Popatrz sobie (ja kupiłam dzisiaj gazetę ale nie zwróciłam
              na to uwagi) ...
              forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=19749403&a=19749403
              ps
              Na dodatek jeszcze ktoś zwrócił uwagę, że pomylili datę śmierci:(
              1914 zamiast 1913.
              • kataryna.kataryna Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 00:45
                basia.basia napisała:

                > To się źle skończy. Mazowiecki jest jaki jest ale trudno mi uwierzyć,
                > że zgodziłby się na przymykanie oczu na coś takiego. Zarzucam mu
                > polityczną głupotę i uleganie naciskom ale uważam, że postępował
                > w dobrej wierze. Dla niego ta sytuacja musi być okropna:(



                Właśnie Mazowieckiego mi strasznie szkoda. Uważam go za polityka i człowieka
                bardzo uczciwego, nie wyobrażam sobie żadnych matactw w jego wykonaniu, a tu
                Niezabitowska mówi coś takiego co brzmi jak ohydna insynuacja osoby, która w
                powaznych tarapatach nie zamierza sama iść na dno i się tym biednym schorowanym
                premierem Mazowieckim zasłania. "Ja jestem niewinna ale tak a propos to
                Mazowiecki..." Powiem Ci, że mnie ten fragment strasznie zbrzydził.


                Małgorzata Niezabitowska: To jest tak, że można gdybać. Ja nie byłam
                współpracownikiem. Ale przede wszystkim zginęły teczki: Mazowieckiego,
                Balcerowicza i wszystkich innych członków Solidarności. Czyli co? Tamte teczki
                się nie znalazły. Równie dobrze można powiedzieć, że dlatego, że w tamtych
                teczkach była wiedza o tym, że byli współpracownikami... Po co zabrać teczkę
                Mazowieckiego? Czy tam było coś złego? Jestem pewna, że jeśli chodzi o pana
                Tadeusza Mazowieckiego, nie było nic złego, natomiast czy tam czegoś nie
                wrobiono panu Tadeuszowi... to jest zupełnie co innego.


                • trzecie.dno Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 01:02
                  Być moze nie chodziło w teczce Mazowieckiego o wrabianie go w coś tam tylko o
                  TW, którzy byli w jego otoczeniu. I być może fakt, że zagineły teczki
                  wierchuszki "S" świadczy, że dookoła tego elitarnego grona był jakiś powszechnie
                  znany i esponowany TW, a ze nie dało się wyczyścić z tych teczek samego TW
                  trzeba było je całe zniszczyć.
                • witek.bis Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 09:36
                  kataryna.kataryna napisała:
                  > Właśnie Mazowieckiego mi strasznie szkoda. Uważam go za polityka i człowieka
                  > bardzo uczciwego, nie wyobrażam sobie żadnych matactw w jego wykonaniu, a tu
                  > Niezabitowska mówi coś takiego co brzmi jak ohydna insynuacja osoby, która w
                  > powaznych tarapatach nie zamierza sama iść na dno i się tym biednym
                  schorowanym
                  >
                  > premierem Mazowieckim zasłania. "Ja jestem niewinna ale tak a propos to
                  > Mazowiecki..." Powiem Ci, że mnie ten fragment strasznie zbrzydził.
                  >
                  >
                  > Małgorzata Niezabitowska: To jest tak, że można gdybać. Ja nie byłam
                  > współpracownikiem. Ale przede wszystkim zginęły teczki: Mazowieckiego,
                  > Balcerowicza i wszystkich innych członków Solidarności. Czyli co? Tamte
                  teczki
                  > się nie znalazły. Równie dobrze można powiedzieć, że dlatego, że w tamtych
                  > teczkach była wiedza o tym, że byli współpracownikami... Po co zabrać teczkę
                  > Mazowieckiego? Czy tam było coś złego? Jestem pewna, że jeśli chodzi o pana
                  > Tadeusza Mazowieckiego, nie było nic złego, natomiast czy tam czegoś nie
                  > wrobiono panu Tadeuszowi... to jest zupełnie co innego.
                  >
                  >

                  Albo mi się wydaje, albo Niezabitowska wspominała w swoim tekście z Rzepy, że
                  oprócz jej teczki zaginęły jeszcze dwie inne, ale tamte nie były aż tak ważne.
                  No, rzeczywiście jeśli chodziło o teczki Mazowieckiego i Balcerowicza, to nie
                  było co sobie nimi głowy zawracać...
                  Kasiu, czy to ja źle pamiętam ten tekst, czy ta kobieta plecie jak Piekarska na
                  mękach?
                  • kataryna.kataryna Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 10:00
                    witek.bis napisał:

                    > No, rzeczywiście jeśli chodziło o teczki Mazowieckiego i Balcerowicza, to nie
                    > było co sobie nimi głowy zawracać...



                    "Zniknęły jeszcze dwie inne teczki, ale Krzysztof skupił się na mojej, gdyż jej
                    zaginięcie najbardziej go niepokoiło."



                    Już wtedy mnie dziwiło dlaczego akurat fakt zakoszenia jej teczki najbardziej
                    zmartwił Kozłowskiego. Jeśli rzeczywiście zginęły jeszcze teczki Mazowieckiego
                    i Balcerowicza, a mimo to Kozłowskiego najbardziej martwiło to, że teczka
                    Niezabitowskiej wpadła w łapy Kiszczaka, to świadczy to chyba o tym, że już
                    wtedy wiadomo było, że teczki M&B są czyste i niech sobie Kiszczak bierze, a
                    teczka Niezabitowskiej czysta nie jest, więc jako hak w łapach Kiszczaka
                    zaniepokoiła Kozłowskiego.


                    > Kasiu, czy to ja źle pamiętam ten tekst, czy ta kobieta plecie jak Piekarska
                    na
                    >
                    > mękach?




                    Oj, plecie:

                    www.rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_041218/plus_minus_a_1.html?k=on;t=2004010120041231
              • leszek.sopot Re: cala pewnosc Kozlowskiego. 23.01.05, 03:44
                basia.basia napisała:


                > Popatrz sobie (ja kupiłam dzisiaj gazetę ale nie zwróciłam
                > na to uwagi) ...
                > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=19749403&a=19749403
                > ps
                > Na dodatek jeszcze ktoś zwrócił uwagę, że pomylili datę śmierci:(
                > 1914 zamiast 1913.

                Data URODZIN nie jest pomylona, gdyz w oficjalnych dokumentach wystawionych
                Jezioranskiemu po wojnie wpisano date z jego sfalszowanego sfalszowanego
                wystawionego podczas okupacji dowodu. Jezioranski chyba nigdy tego formalnie
                nie sprostowal. Mowil tylko o tym, ze ma dwie daty urodzin i zartowal, ze obie
                sa prawdziwe.


    • Gość: t1s Re: Kozłowski kiedyś powiedział IP: *.aster.pl / *.aster.pl 23.01.05, 00:44
      Kierownicze stanowiska to ministrowie, nie wiceministrowie a już na pewno nie
      rzecznicy rządu:)
    • Gość: Piter Re: Kozłowski kiedyś powiedział IP: *.elartnet.pl / 62.233.196.* 23.01.05, 05:20
      Kasiu, który z nich kłamie?
      P.
    • witek.bis Re: Kozłowski kiedyś powiedział 23.01.05, 09:01
      kataryna.kataryna napisała:

      > Rzeczpospolita, wydanie z 1 lipca 1994, relacja z procesu Trzeciakowski-
      > Wierzbicki. Rzepa pisze:
      >
      >
      > "Kozłowski powiedział, że premier Mazowiecki domagał się od niego bardzo
      > skrupulatnych informacji o osobach powoływanych na kierownicze stanowiska
      > państwowe, nie zamierzał obsadzać tych foteli konfidentami i "z całą
      > pewnością nie współpracował z takimi osobami".
      >

      Chętnie wierzę w to, że premier Mazowieki nie zamierzał powoływać konfidentów
      na kierownicze stanowiska państwowe i w tym celu zlecił odpowiednią misję K.
      Kozłowskiemu. Kłopot jednak polega na tym, że to zadanie mogło być mu
      powierzone najwcześniej w marcu 1990, kiedy przyszedł on do MSW, a więc wtedy,
      gdy całkiem spora liczba stanowisk była już obsadzona (m.in. stanowisko
      rzecznika rządu). Zeznanie Kozłowskiego rzuca też nowe światło na
      działalność „komisji Michnika” wpuszczonej do archiwów w miesiąc po objęciu
      przez niego funkcji wiceministra SW. Teraz łatwiej mi zrozumieć dlaczego w tym
      gremium, które miało się jakoby zajmować metodologią pracy i organizacją
      archiwum, było tak dziwnie mało archiwistów. I całkiem zrozumiałe staje się to,
      że „rozmowa na schodach” odbyła się tuż po zakończeniu prac tej komisji
      archiwalnej. Nie do końca natomiast wiadomo, co podczas tej rozmowy mówiono, bo
      jej uczestnicy nie uzgodnili jeszcze zeznań.
      I jeszcze na koniec mała uwaga – nie tak dawno temu sam „radziłem” Kozłowskiemu
      żeby przestał gadać o teczkach, bo już wystarczająco dużo głupstw nagadał.
      Teraz to odwołuję – niech gada jak najwięcej. Ten pleciuga wbrew pozorom, i
      pewnie wbrew własnym intencjom, naprawdę jest pożyteczny.
      Pozdrawiam!
      • basia.basia Kłamstwo ma krótkie nogi:) 23.01.05, 23:58
        witek.bis napisał:

        > Teraz to odwołuję – niech gada jak najwięcej. Ten pleciuga wbrew pozorom,
        > i
        > pewnie wbrew własnym intencjom, naprawdę jest pożyteczny.
        > Pozdrawiam!

        Szkoda, że Niezabitowska przestała paplać:)
        Wszystko co oboje powiedzieli czy napisali układa się
        w logiczny ciąg. Po zapoznaniu się z tym i przeczytaniu
        tego wątku widzę, że oboje łżą ale przy okazji czegoś się
        dowiedzieliśmy i tak (to moja wersja, oparta także na Twoich
        cennych spostrzeżeniach:)):

        1. Mazowiecki nie zarządził żadnej lustracji swojej ekipy,
        bo by mu do głowy nie przyszło, że w jego "autorskim rządzie"
        mogą być konfidenci;
        2. Po nastaniu Kozłowskiego został on uświadomiony przez Kiszczaka
        o stanie posiadania archiwum MSW w celu wskazania mu (pośrednio
        również Mazowieckiemu), gdzie jego/ich miejsce;
        3. W archiwum MSW pojawiła się komisja z Michnikiem, relację ze
        stanu znalezisk zdała Kozłowskiemu i Mazowieckiemu;
        4. Kozłowski zawiadomił Niezabitowską, że nie musi się martwić
        o swoją teczkę - mogła to być delikatna sugestia, by się sama
        wypisała z rządu a ona mogła na to odpowiedzieć: kto jest bez
        winy niech pierwszy rzuci kamieniem;
        5. Zapewne od tego czasu Michnik uważa Kiszczaka za człowieka
        honoru, bo przecież Czekiszczak nigdy nikogo nie wysypał!

        Nawiasem mówiąc Michnik oburzał się na łamach GW, że palone są masowo
        dokumenty ubecji a dowiedział się jak są cenne i mógł sam stwierdzić,
        że lepiej było spalić wszystkie natomiast Kiszczak utrzymuje, że radził
        Mazowieckiemu zrobienie wielkiego stosu - Mazowiecki nie zdementował
        tej rewelacji.

        Ponadto ja stale pamiętam, że to nie Mazowiecki miał być premierem.
        Sądzę, że Mazowiecki był pewnym problemem ale właśnie Kiszczak miał
        klucz do archiwum a to archiwum stało się szeroko dostępne dopiero
        kilka lat temu i teraz zaczęły się schody:)

        Pozdrawiam
        • Gość: czur-czur-ra! o błogości nieświadomości IP: *.elpos.net 24.01.05, 00:07
          jak to dobrZE, Basiu, że nie wiem, o czym piszesz ;)
    • Gość: franek Patrzycie wszyscy pod nogi a nie do góry. Naiwni IP: *.chello.pl 23.01.05, 11:20
      - Czemu premierem został akurat Mazowiecki ?
      - Czemu szefem bezpieki został Kozłowski ?
      - Czemu szefem ......?

      Przypadki ? W Układzie Warszawskim ?

      • henrykkreuz Re: Patrzycie wszyscy pod nogi a nie do góry. Nai 23.01.05, 11:46
        To fakt, należy zająć się zrozumieniem systemu, a z tego wynikną żelazne zasady
        jego postępowania, a wtedy ocenić znane fakty, a nie odwrotnie. Inaczej to
        błądzenie.
    • klip-klap Re: Kozłowski kiedyś powiedział 23.01.05, 11:50
      Kiszczak twierdzi,ze na odejscie dal Kozlowskiemu "obszerny,bardzo tajny
      dokument kompromitujacy duza liczbe ludzi" i ze pozniej Kozlowski chwalil sie
      fragmentami znajomym. Ktos moze zna odpowiedz Kozlowskiego?
      • kataryna.kataryna Re: Kozłowski kiedyś powiedział 23.01.05, 11:52
        klip-klap napisał:

        > Kiszczak twierdzi,ze na odejscie dal Kozlowskiemu "obszerny,bardzo tajny
        > dokument kompromitujacy duza liczbe ludzi" i ze pozniej Kozlowski chwalil sie
        > fragmentami znajomym. Ktos moze zna odpowiedz Kozlowskiego?



        Nie znam tej wypowiedzi Kiszczaka. Gdzie on tak mówił?
        • trzecie.dno Re: Kozłowski kiedyś powiedział 23.01.05, 12:02
          Może widziałaś słynny film z maltretowanym AM w roli głównej? Czy ten film
          zaginął, bo mam nieodpartą chęć go zobacyć?
        • Gość: klip Re: Kozłowski kiedyś powiedział IP: *.dolsat.pl / *.dolsat.pl 23.01.05, 12:18
          W "General Kiszczak mowi...prawie wszystko". Twierdzi tez ze to byl blad i ze
          powinien ten dokument zniszczyc. Moim zdaniem rzeczywiscie cos dal Kozlowskiemu
          ale w ramach jakiejs gierki. Znalazlem tez w necie twierdzenie Kozlowskiego,ze
          Kiszczak nie rozliczyl sie z dokumentow, a Kiszczak twierdzi w tej ksiazce cos
          przeciwnego. Ktorys klamie.
    • herr.tick niemierzalny poziom idiotyzmu 23.01.05, 12:31
      życzę pani redaktor udanych werbunków na blogu
    • Gość: czur-czur-ra! o ulotności IP: *.elpos.net 23.01.05, 17:24
      I co ma z tego cytatu wynikać? Że Kozłowski kłamał i w istocie Mazowiecki
      zatrudniał agentów? Na mój gust Kataryna trwonisz cały swój wdzięk.
      • witek.bis Re: o ulotności 23.01.05, 17:39
        Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):

        > I co ma z tego cytatu wynikać? Że Kozłowski kłamał i w istocie Mazowiecki
        > zatrudniał agentów? Na mój gust Kataryna trwonisz cały swój wdzięk.

        Naprawdę tylko taka interpretacja przychodzi Ci do głowy? Przecież może tu
        chodzić np. o to, że Kozłowski powinien był znać zawartość teczki p.
        Niezabitowskiej (i to nawet na pamięć). Ale trzeba też pamiętać o tym, że
        Kozłowski przyszedł do MSW w marcu 1990 roku. Wydaje mi się, że Mazowiecki
        formując swój rząd nie miał ż a d n y c h możliwości sprawdzenia, czy osoby,
        które powołuje do rządu współpracowały z SB czy też nie. Lustracja z wiosny '90
        była już niestety "musztardą po obiedzie".
      • kataryna.kataryna Re: o ulotności 23.01.05, 17:48
        Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):

        > I co ma z tego cytatu wynikać? Że Kozłowski kłamał i w istocie Mazowiecki
        > zatrudniał agentów? Na mój gust Kataryna trwonisz cały swój wdzięk.




        Twój wdzięk natomiast niezmiennie ten sam. Wycieczki osobiste zamiast
        wypowiedzi na temat. Szkoda, bo jakbyś zamiast szukać szpilki pomyślał o tym co
        może oznaczać ten cytat z Kozłowskiego, nie dziwiłbyś się dlaczego uważam go za
        ciekawy. A może oznaczać różne rzeczy i właśnie po to założyłam ten wątek, żeby
        sobie powymieniać opinie z ludźmi, którzy jakieś opinie mają. Jeśli się z czymś
        nie zgadzasz, to zapraszam do merytorycznej dyskusji, jeśli natomiast nie
        możesz znieśc, że ktoś w ogóle śmie poddawać w wątpliwość - nic na to nie
        poradzę.


        PS. A tak przy okazji, przynajmniej jednego agenta Mazowiecki zatrudniał. W
        każdym razie osobę, która według historyków IPN spełnia kryteria tajnego
        współpracownika w rozumieniu ustawy.

        • tad9 Kiszczak o Kozłowskim 23.01.05, 18:48
          W książce "Generał Kiszczak mówi prawie wszystko", można znaleźć i taką
          wypowiedź Kiszczaka: "Krążą plotki, że Kozłowskiemu zostawiłem pustą szafę
          pancerną. Istotnie - była pusta i starannie wytarta z kurzu. Różnego rodzaju
          instrukcje, zarządzenia, książki z tajnymi telefonami zdałem za pokwitowaniem.
          (...). Pokazałem mu natomiast OBSZERNY, bardzo tajny dokument KOMPROMITUJĄCY
          DUŻĄ LICZBĘ LUDZI. Postąpiłem źle, powienienem go był zniszczyć, gdyż później
          Kozłowski ZAPOZNAŁ Z NIM LUDZI SPOZA RESORTU, SWOICH ZNAJOMYCH. Tego robić w
          służbach specjalnych nie wolno". Podkreślenia w tekście są moje. Jeżeli
          Kiszczak mówi prawdę, Kozłowski i "jego znajomi" dysponują swoistą "wiedzą
          tajemną", która może mieć całkiem praktyczne zastosowanie.
        • Gość: czur-czur-ra! Re: o ulotności IP: *.elpos.net 23.01.05, 20:55
          Cytat z Rzepy w kontekście sprawy Niezabitowskiej jednoznacznie sugeruje, że
          Kozłowski mija się z prawdą. Być może świadomie. Wyraziłem opinię, jak można tę
          wypowiedź zinterpretować teraz. I taka interpretacja mi się nie spodobała. Co
          do wycieczek - no nie wiem, naprawdę, skąd się one biorą, może na skutek
          czerwonego wina. Niezmiennie przepraszam.
          • kataryna.kataryna Re: o ulotności 23.01.05, 21:14
            Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):

            > Cytat z Rzepy w kontekście sprawy Niezabitowskiej jednoznacznie sugeruje, że
            > Kozłowski mija się z prawdą. Być może świadomie.



            No nie tak do końca jednoznacznie. Mogę sobie wyobrazić scenariusz w którym
            Kozłowski mówi prawdę. Przed postaniem rządu Kozłowski nie był jeszcze
            ministrem więc pewnie nie miał wglądu do teczek, tylko został poinformowany
            przez Kiszczaka, że wszyscy są czyści. Druga możliwość jest taka, że jak było
            wiadomo kto wejdzie do rządu, Kiszczak powyjmował z ich teczek co ciekawsze
            papiery i rzeczywiście jak Kozłowski tam zajrzał to Niezabitowska była czysta.
            Właśnie problem polega na tym, że Kozłowski wcale nie musi tu kłamać. Ale jego
            zachowanie robi się podejrzane bo gdyby któraś z tych dwóch wersji była
            prawdziwa to Kozłowski powinien nam to teraz powiedzieć. Nie tylko żeby to
            wyjaśnić, ale także żeby uprzedzić grę pozostałymi dwiema teczkami. A Kozłowski
            milczy. Może dlatego, że musiałby obciążyć Kiszczaka a woli przeczekać aż samo
            ucichnie.



            Wyraziłem opinię, jak można tę
            >
            > wypowiedź zinterpretować teraz. I taka interpretacja mi się nie spodobała.



            Na razie wiemy tylko to, że dzisiejsza teczka Niezabitowskiej ją obciąża. Nie
            wiemy natomiast czy w 1989 roku ta teczka wyglądała tak samo. Być może wtedy
            prawdziwa teczka była tylko u Kiszczaka i Mazowiecki zatrudniał TW "Nowak"
            będąc święcie przekonanym, że zatrudnia kryształowo czystą Gośkę. Ostatnią
            osobą jaką będę w tej sprawie podejrzewać o cokolwiek złego jest Mazowiecki i
            to dla niego powinien Kozlowski i Niezabitowska jak najprędzej wyjasnić sprawę,
            żeby schorowany premier nie przezywał niepotrzebnie teraz takich problemów.


            Co
            > do wycieczek - no nie wiem, naprawdę, skąd się one biorą, może na skutek
            > czerwonego wina. Niezmiennie przepraszam.


            Proszę :)
            • Gość: czur-czur-ra! Re: o ulotności IP: *.elpos.net 23.01.05, 21:22
              Ale nie pojmuję, dlaczego Kozłowski miałby milczeć, by ratować Kiszczaka. Co
              jak co, ale to nie są kumple.
              Może Kozłowski słabo się orientował w "kwestiach teczkowych", a Kiszczak, stara
              ubecka wyga, poruszał się znacznie lepiej w tych teczkach i robił w konia
              Kozłowskiego?
              • kataryna.kataryna Re: o ulotności 23.01.05, 21:33
                Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):

                > Ale nie pojmuję, dlaczego Kozłowski miałby milczeć, by ratować Kiszczaka. Co
                > jak co, ale to nie są kumple.



                To nie jest kwestia ratowania Kiszczaka bo Kiszczakowi by to nie bardzo
                zaszkodziło. Wydaje mi się, że Kozłowski domyśla się, że Kiszczak może w każdym
                momencie uruchomić te teczki, których kopie (lub oryginały) ma i wtedy mogłoby
                się zacząć walić. Wystarczy jeśli Kiszczak ma wiarygodną teczkę na jakąś
                postsolidarnościową szychę i mógłby nią sprawnie zagrać. Naprawdę jest się
                czego bać. Zauważ, że niektóre środowiska nigdy i w żaden sposób nie atakowały,
                nie drażniły nawet, Kiszczaka. Myślę, że w tym środowisku (uniowolnościowo-
                gazetowym) dzięki Michnikowi jest wiedza (lub przeczucie) o tym, że wspomnienia
                Kiszczaka lub zakiszone przez niego dokumentny mogą być bardzo groźne.
                Naprawdę, może to dotyczyć choćby jednej osoby, nawet takiej jak Niezabitowska
                bo przecież już jej sprawa wywołała burzę.




                > Może Kozłowski słabo się orientował w "kwestiach teczkowych", a Kiszczak,
                stara
                >
                > ubecka wyga, poruszał się znacznie lepiej w tych teczkach i robił w konia
                > Kozłowskiego?



                To na pewno. Kozłowskiego zaliczam w tym temacie do "pożytecznych idiotów",
                któremu w początkach III RP nawciskano różnych kitów.
                • Gość: wtorek Re: o kiszeniu:) IP: *.chello.pl 23.01.05, 21:40
                  kataryna.kataryna napisała:

                  > wspomnienia Kiszczaka lub zakiszone przez niego dokumentny mogą być bardzo
                  > groźne

                  Zdanie ważne, ale niepoważne:)))
                  Bardzo mi się podoba to "zakiszenie przez Kiszczaka":)))
                  • kataryna.kataryna Re: o kiszeniu:) 23.01.05, 21:45
                    Gość portalu: wtorek napisał(a):

                    > kataryna.kataryna napisała:
                    >
                    > > wspomnienia Kiszczaka lub zakiszone przez niego dokumentny mogą być bardz
                    > o
                    > > groźne
                    >
                    > Zdanie ważne, ale niepoważne:)))
                    > Bardzo mi się podoba to "zakiszenie przez Kiszczaka":)))



                    Czasami sią zapominam. To i tak chyba lepiej niż "skitrał", jak mi się
                    pierwotnie napisało.
                • Gość: czur-czur-ra! Re: o ulotności IP: *.elpos.net 23.01.05, 21:44
                  no nie, naprawdę. Ja podązam za Twoimi domysłami, ale nie burz mi, proszę,
                  obrazu Michnika jako faceta odważnego, który bałby się jakiś kiszczakowych (czy
                  jakichkolwiek innych) kwitów. Proszę, spróbuj wymyślić inną wersję.

                  > To na pewno. Kozłowskiego zaliczam w tym temacie do "pożytecznych idiotów",
                  > któremu w początkach III RP nawciskano różnych kitów.

                  Nie zgadzam się, choć zwrot leninowski bardzo chwytliwy i forumowi prawicowcy
                  chętnie się nim posługują;) Nie znał się na tych sprawach i może nie powinien
                  być ministrem, ale kto z opozycji tak naprawdę się na nich znał? To
                  kiszczakowi esbecy byli fachowcami i rozdawali karty. W tym sensie cała
                  ówczesna była-opozycja była "idiotami".

                  • kataryna.kataryna Re: o ulotności 23.01.05, 21:48
                    Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):

                    > no nie, naprawdę. Ja podązam za Twoimi domysłami, ale nie burz mi, proszę,
                    > obrazu Michnika jako faceta odważnego, który bałby się jakiś kiszczakowych
                    (czy
                    >
                    > jakichkolwiek innych) kwitów. Proszę, spróbuj wymyślić inną wersję.



                    Jak coś mi przyjdzie do głowy to napiszę. Na razie, bo różnych lekturach,
                    takich jak wywiad z Kiszczakiem, nie potrafię.


                    > > To na pewno. Kozłowskiego zaliczam w tym temacie do "pożytecznych idiotów
                    > ",
                    > > któremu w początkach III RP nawciskano różnych kitów.
                    >
                    > Nie zgadzam się, choć zwrot leninowski bardzo chwytliwy i forumowi prawicowcy
                    > chętnie się nim posługują;) Nie znał się na tych sprawach i może nie powinien
                    > być ministrem, ale kto z opozycji tak naprawdę się na nich znał? To
                    > kiszczakowi esbecy byli fachowcami i rozdawali karty. W tym sensie cała
                    > ówczesna była-opozycja była "idiotami".




                    Oczywiście. Nawet Niezabitowska mówi dzisiaj, że Kiszczak wydawał jej się
                    sympatyczny. Ludzie, którzy pół życia robili coś gdzie zaufanie do innych i
                    więzi międzyludzkie były niezbędne, łatwo dawali się wyprowadzać w pole przez
                    bandę cwaniaków, którzy całe życie spędzili na manipulowaniu innymi.
                    • Gość: czur-czur-ra! Re: o ulotności IP: *.elpos.net 23.01.05, 22:01
                      Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):

                      > no nie, naprawdę. Ja podązam za Twoimi domysłami, ale nie burz mi, proszę,
                      > obrazu Michnika jako faceta odważnego, który bałby się jakiś kiszczakowych
                      (czy
                      >
                      > jakichkolwiek innych) kwitów. Proszę, spróbuj wymyślić inną wersję.



                      "Jak coś mi przyjdzie do głowy to napiszę. Na razie, bo różnych lekturach,
                      takich jak wywiad z Kiszczakiem, nie potrafię."

                      Pisałem serio. Michnik myli się w wielu swoich wyborach, ale jedno, moim
                      zdaniem, jest pewne: haków sie nie boi. Poza tym wszelkie kwity mają to do
                      siebie, że prędzej czy później zawsze stają się jawne i Michnik dobrze o tym
                      wie. Dlatego uważam, że to przesada, że
                      srodowisko "gazetowowyborczouniowolnościow eufff" miałoby się obawiać jakiś
                      haków Kiszczaka.



    • Gość: czur-czur-ra! ciamajda, oszust, idiota IP: *.elpos.net 23.01.05, 22:10
      Nie przeczytałem wszystkich wpisów w tym wątku, ale i tak "dowiedziałem się" od
      Was paru rzeczy o Kozłowskim. Tak więc chciałbym tylko Was poprosić o wykonanie
      małego ćwiczenia z empatii. Proszę, wyobraźcie sobie lata osiemdziesiąte i
      początek dziewięćdziesiątych i odpowiedzcie: "co lepszego zrobił(a)bym niż
      Kozłowski robił w tym czasie?"

      • Gość: wtorek Re: ciamajda, oszust, idiota IP: *.chello.pl 23.01.05, 22:17
        Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):

        > Nie przeczytałem wszystkich wpisów w tym wątku, ale i tak "dowiedziałem się"
        od
        >
        > Was paru rzeczy o Kozłowskim. Tak więc chciałbym tylko Was poprosić o
        wykonanie
        >
        > małego ćwiczenia z empatii. Proszę, wyobraźcie sobie lata osiemdziesiąte i
        > początek dziewięćdziesiątych i odpowiedzcie: "co lepszego zrobił(a)bym niż
        > Kozłowski robił w tym czasie?"

        Nie zostawał(a)bym ministrem, zwłaszcza ministrem MSW. Czasami zachanie jest
        lepsze niż działanie, szczególnie gdy się nie ma odpowiednich do danego
        działania kompetencji.
        • Gość: czur-czur-ra! Re: ciamajda, oszust, idiota IP: *.elpos.net 23.01.05, 22:20
          a nie podejrzewasz, że jednak lepiej nadawałabyś się do tej roboty niż
          Kozłowski?
          • Gość: wtorek Nie podejrzewam. IP: *.chello.pl 23.01.05, 22:23
            I nigdy nie pcham się do roboty, na której się nie znam, nawet jak proponują mi
            niezłe warunki. Strasznie nie lubię kompromitacji, a "nieudolstwo" zawsze się
            wyda.
            • Gość: cz Re: Nie podejrzewam. IP: *.elpos.net 23.01.05, 22:30
              No cóż, może ci wszyscy "idioci" z Mazowieckiem na czele sądzili, że ich
              najlepszą kompetencją będzie uczciwość (oczywiście, nie mieli racji). Pamiętaj,
              że to działacze katoliccy.
      • kataryna.kataryna Re: ciamajda, oszust, idiota 23.01.05, 22:19
        Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):

        > Nie przeczytałem wszystkich wpisów w tym wątku, ale i tak "dowiedziałem się"
        od
        >
        > Was paru rzeczy o Kozłowskim. Tak więc chciałbym tylko Was poprosić o
        wykonanie
        >
        > małego ćwiczenia z empatii. Proszę, wyobraźcie sobie lata osiemdziesiąte i
        > początek dziewięćdziesiątych i odpowiedzcie: "co lepszego zrobił(a)bym niż
        > Kozłowski robił w tym czasie?"




        Jeśli chodzi o mnie to po pierwsze nie wiem co Kozłowski robił w tamtym czasie
        a po drugie nawet gdybym wiedziała przypomniałabym sobie ze dwa przypadki kiedy
        ktoś okazał się nie tym kim się zdawał. Nie przyjmuję usprawiedliwienia
        dzisiejszych błędów przeszłym bohaterstwem. Poza tym minęło już 15 lat, przez
        ile lat ma się immunitet od krytyki za przeszłe zasługi? I dlaczego tych samych
        usprawiedliwień nikt nie podnosi w przypadku Macierewicza, Kaczyńskich,
        Olszewskiego i wielu innych? Bo o tę taryfę ulgową "za zasługi" wnioskuje się
        wyłącznie w przypadku wąskiej grupy osób.
        • Gość: czur-czur-ra! chodzi o fenomenologię IP: *.elpos.net 23.01.05, 22:28
          Nie nie, ja nie chcę usprawiedliwiać dzisiejszych błędów przeszłym
          bohaterstwem. W mojej propozycji chodziło o to, żeby postawić się w sytuacji
          nowo mianowanego członka rządu, który miał się zająć służbami i który
          dotychczasowym życiorysem pokazał, że jest uczciwym człowiekiem (redaktor
          opozycyjnego tygodnika etc. - na pewno o tym wiedziałaś). Idzie mi o to, żeby
          spróbować przez moment pomyśleć "fenomenologicznie", czyli zapomnieć o
          dzisiejszej wiedzy i dzisiejszych kryteriach oceny i na chwilę pomyśleć, czy
          taki Kozłowski będąc ministrem 13 lat temu posiadał taki ogląd rzeczywistości,
          jaki my teraz mamy i czy jego decyzje bądź brak decyzji uprawniają do
          kategorycznego nazywania go "idiotą" tudzież "ciamajdą".
          • kataryna.kataryna Re: chodzi o fenomenologię 23.01.05, 22:37
            Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):

            > Nie nie, ja nie chcę usprawiedliwiać dzisiejszych błędów przeszłym
            > bohaterstwem. W mojej propozycji chodziło o to, żeby postawić się w sytuacji
            > nowo mianowanego członka rządu, który miał się zająć służbami i który
            > dotychczasowym życiorysem pokazał, że jest uczciwym człowiekiem (redaktor
            > opozycyjnego tygodnika etc. - na pewno o tym wiedziałaś).



            Powtarzam, zawsze w takich sytuacjach przypominają mi się dwa równie chwalebne
            życiorysy.



            Idzie mi o to, żeby
            > spróbować przez moment pomyśleć "fenomenologicznie", czyli zapomnieć o
            > dzisiejszej wiedzy i dzisiejszych kryteriach oceny i na chwilę pomyśleć, czy
            > taki Kozłowski będąc ministrem 13 lat temu posiadał taki ogląd
            rzeczywistości,
            > jaki my teraz mamy i czy jego decyzje bądź brak decyzji uprawniają do
            > kategorycznego nazywania go "idiotą" tudzież "ciamajdą".



            Jestem pewna, że Kozłowski nie miałby pretesji, wszak to on rzuca na prawo i
            lewo oskarżeniami o nienawiść i podłość (np. oskarżenie SKS-owców) a nienawiść
            jest niewątpliwie tysiąc razy poważniejszym oskarżeniem niż naiwność.
            • Gość: cz Re: chodzi o fenomenologię IP: *.elpos.net 23.01.05, 22:47
              proszę, przypomnij mi te dwa chwalebne życiorysy, albo tylko ich nosicieli.

              "Jestem pewna, że Kozłowski nie miałby pretesji.."

              Ale mi i dzie o to, czy jesteś w stanie na sto procent powiedzieć, że w tamtym
              czasie nie zachowywał się najlepiej jak mógł?

              • kataryna.kataryna Re: chodzi o fenomenologię 23.01.05, 22:54
                Gość portalu: cz napisał(a):

                > proszę, przypomnij mi te dwa chwalebne życiorysy, albo tylko ich nosicieli.



                Maleszka i Karkosza. Te dwie sprawy mnie raz na zawsze oduczyły przyjmowania,
                że coś jest raz na zawsze i na pewno.



                > "Jestem pewna, że Kozłowski nie miałby pretesji.."
                >
                > Ale mi i dzie o to, czy jesteś w stanie na sto procent powiedzieć, że w
                tamtym
                > czasie nie zachowywał się najlepiej jak mógł?



                Nie wiem jak się zachowywał.
                • Gość: cz Re: chodzi o fenomenologię IP: *.elpos.net 23.01.05, 22:57
                  "Nie wiem jak się zachowywał".

                  No, zdaje się jak ciamajda i pożyteczny idiota
                • Gość: cz Re: chodzi o fenomenologię IP: *.elpos.net 23.01.05, 23:01

                  "Maleszka i Karkosza. Te dwie sprawy mnie raz na zawsze oduczyły przyjmowania,
                  że coś jest raz na zawsze i na pewno".

                  Ale z faktu "Maleszka" nie można np. wnioskować, że Kozłowski był agentem,
                  chronił agentów. Tak więc nie wiem, czemu ma służyć przykład Maleszki w
                  kontekście Kozłowskiego
                  • kataryna.kataryna Re: chodzi o fenomenologię 23.01.05, 23:05
                    Gość portalu: cz napisał(a):

                    >
                    > "Maleszka i Karkosza. Te dwie sprawy mnie raz na zawsze oduczyły
                    przyjmowania,
                    > że coś jest raz na zawsze i na pewno".
                    >
                    > Ale z faktu "Maleszka" nie można np. wnioskować, że Kozłowski był agentem,
                    > chronił agentów.


                    Oczywiście, że nie! Nigdzie tego nie sugerowałam.


                    Tak więc nie wiem, czemu ma służyć przykład Maleszki w
                    > kontekście Kozłowskiego



                    Wyłącznie temu, że przykład Maleszki, którego znam z opowieści w których był mi
                    przedstawiany jako ostatni, którego by można o cokolwiek podejrzewać, nauczył
                    mnie, że wszystko może być fałszywe, więc trzeba sobie zostawić margines na
                    pomyłkę w ocenie.
                    • Gość: cz Re: chodzi o fenomenologię IP: *.elpos.net 23.01.05, 23:30
                      >
                      > Oczywiście, że nie! Nigdzie tego nie sugerowałam.
                      >

                      I ja nie sugerowałem, że sugerowałaś;)


                      więc trzeba sobie zostawić margines na
                      > pomyłkę w ocenie.

                      ;) Margines zostawiasz sobie bardzo duży, skoro już oceniłaś Kozłowskiegho
                      jako "ciamajdę" i "pożytecznego idiotę".

                      ----
                      Wspomniałem kiedy indziej Maleszkę, że go nie lubiłem "od początku", czyli od
                      pierwszego mojego z nim kontaktu. Oczywiście, nie sądziłem, że to agent, ale
                      nie lubiłem go za poglądy i sposób myślenia. Także nie mam powodu, by miło go
                      wspominać.



                      • kataryna.kataryna Re: chodzi o fenomenologię 23.01.05, 23:40
                        Gość portalu: cz napisał(a):

                        > ;) Margines zostawiasz sobie bardzo duży, skoro już oceniłaś Kozłowskiegho
                        > jako "ciamajdę" i "pożytecznego idiotę".




                        A jak mam ocenić człowieka, który zalicza wpadkę za wpadką sprowadzając na
                        siebie podejrzenia? Uważam te określenia za dość sympatyczne, biorąc pod uwagę
                        rozmiary zniszczeń jakie poczynił sprawie o którą walczy ten słoń w składzie
                        porcelany.

                        I chyba już tyle mojego o Kozłowskim bo robi się bez sensu rozmowa.
                  • kataryna.kataryna Re: chodzi o fenomenologię 23.01.05, 23:07
                    Gość portalu: cz napisał(a):

                    > Ale z faktu "Maleszka" nie można np. wnioskować, że Kozłowski był agentem,
                    > chronił agentów.



                    Jeśli chodzi o ochronę, to wrzuciłam tu gdzieś emocjonalny list Ruszara będący
                    reakcją na oplucie przez Kozłowskiego 16 osób, które podpisały list otwarty w
                    sprawie Maleszki.
                • Gość: cz Re: chodzi o fenomenologię IP: *.elpos.net 23.01.05, 23:27
                  Jestem pewna, że Kozłowski nie miałby pretesji.."
                  >
                  > Ale mi i dzie o to, czy jesteś w stanie na sto procent powiedzieć, że w
                  tamtym
                  > czasie nie zachowywał się najlepiej jak mógł?


                  "Nie wiem jak się zachowywał. "

                  Zaraz, nie bardzo Cię rozumiem. Nie chcę tego wałkować w nieskończoność, ale
                  moje pytanie odnosiło się do tego, że Ty i parę innych osób oceniacie dość
                  bezwzględnie dzialalność Kozłowskiego w rządzie Mazowieckiego. Więc pytam, czy
                  aby na pewno jest rozsądne oceniać Kozłowskiego z dzisiejszej perspektywy. A Ty
                  mi odpowiadasz, że nie wiesz, jak się zachowywał. Ale przecież go oceniasz za
                  to zachowanie (czy niezachowanie).








        • Gość: wtorek Re: ciamajda, oszust, idiota IP: *.chello.pl 23.01.05, 22:29
          kataryna.kataryna napisała:

          > ile lat ma się immunitet od krytyki za przeszłe zasługi?

          W Polsce bardzo długo. Na odbrązowianie np. Mickiewicza nie można się porwać do
          tej pory. Kto w szkole ma odwagę dzieciom powiedzieć, że to był dekownik, który
          przez całe powstanie listopadowe siedział na granicy i wiersze pisał, a ta
          jego "martyrologia" to dziecinada w porównaniu z poźniejszymi represjami. No,
          ale po nim to przynajmniej "Dziady" zostały. A co zostanie po Kozłowskim?
          • Gość: cz Re: ciamajda, oszust, idiota IP: *.elpos.net 23.01.05, 22:31
            "A co zostanie po Kozłowskim?"

            "Tygodnik Powszechny". To wcale niemało.
            • Gość: wtorek Turowicz! IP: *.chello.pl 23.01.05, 22:34
              Tygodnik Powszechny to stworzył Turowicz. Odkąd go brak, tygodnik podupadł -
              moim zdaniem.
              • Gość: cz Re: Turowicz! IP: *.elpos.net 23.01.05, 22:44
                Boniecki i Kozłowski zawsze tam byli. Obydwaj to świetni redaktorzy , moim
                zdaniem ;)
                • gini Re: Turowicz! 23.01.05, 22:53
                  Gość portalu: cz napisał(a):

                  > Boniecki i Kozłowski zawsze tam byli. Obydwaj to świetni redaktorzy , moim
                  > zdaniem ;)

                  buhahahaha taa tacy dzisiejsi tacy politycznie poprawni.
                  • Gość: wtorek nie środa:) Re: Turowicz! IP: *.chello.pl 24.01.05, 00:42
                    To tylko tzw. wypowiedzi asertywne:)))
              • qwardian Re: Turowicz! 03.02.05, 05:53
                TP nie było stworzone przez Turowicza i wcale nie był on tam tak ważną osobą
                jak to się przekazuje. Ks. Jan Piwowarczyk był. Turowicz też był też niezłym
                lawirantem i fałszywizną.
          • wartburg4 pusto w głowie 24.01.05, 20:13
            Gość portalu: wtorek napisał(a):


            > W Polsce bardzo długo. Na odbrązowianie np. Mickiewicza nie można się porwać
            do
            >
            > tej pory. Kto w szkole ma odwagę dzieciom powiedzieć, że to był dekownik,
            który
            >
            > przez całe powstanie listopadowe siedział na granicy i wiersze pisał, a ta
            > jego "martyrologia" to dziecinada w porównaniu z poźniejszymi represjami. No,
            > ale po nim to przynajmniej "Dziady" zostały. A co zostanie po Kozłowskim?

            Trzeba mieć naprawdę źle poukładane albo pusto w głowie, żeby wypisywać takie
            bzdury. Bez Mickiewicza, który jest twórcą współczesnej polszczyzny, Polska
            być może nigdy nie odzyskałaby niepodległości.
      • leszek.sopot nie wiem co mialby jeszcze zrobic:( 23.01.05, 22:53
        Moznaby to sobie ulatwic przez zrobienie pewnego podsumowania. Nalezy wypisac w
        slupkach rzeczy, ktore zostaly zrobione i rzeczy, ktore nie zostaly zrobione.

        Rzeczy zrobione:
        - weryfikacja SB
        - nowa ustawa o policji (wraz ze zmiana nazwy)
        - cywilny nadzor nad MSW
        - powolanie Urzedu Ochrony Panstwa

        Rzeczy nie zrobione:
        - ?

        Problem lustracji nie byl problemem Kozlowskiego. Byla to decyzja polityczna, a
        wiec byl to problem rzadu i jego zaplecza politycznego.
        • kataryna.kataryna Re: nie wiem co mialby jeszcze zrobic:( 23.01.05, 22:57
          leszek.sopot napisał:

          > Moznaby to sobie ulatwic przez zrobienie pewnego podsumowania. Nalezy wypisac
          w
          >
          > slupkach rzeczy, ktore zostaly zrobione i rzeczy, ktore nie zostaly zrobione.
          >
          > Rzeczy zrobione:
          > - weryfikacja SB
          > - nowa ustawa o policji (wraz ze zmiana nazwy)
          > - cywilny nadzor nad MSW
          > - powolanie Urzedu Ochrony Panstwa
          >
          > Rzeczy nie zrobione:
          > - ?
          >
          > Problem lustracji nie byl problemem Kozlowskiego. Byla to decyzja polityczna,
          a
          >
          > wiec byl to problem rzadu i jego zaplecza politycznego.




          Problem w tym, że na to wszystko nakłada się dziwna sprawa teczki
          Niezabitowskiej, gdzie nie wiadomo jak naprawdę wtedy zachował się Kozłowski bo
          mówią oboje co innego.

          Ja bardzo łatwo usprawiedliwiam błędy, naiwność i wiele innych wad. Nie znoszę
          natomiast jak czuję, że ktoś kręci.
          • maksimum Re: nie wiem co mialby jeszcze zrobic:( 23.01.05, 23:08

            > Ja bardzo łatwo usprawiedliwiam błędy, naiwność i wiele innych wad. Nie
            >znoszę natomiast jak czuję, że ktoś kręci.

            Co za dziwny zbieg okolicznosci!
          • leszek.sopot Re: nie wiem co mialby jeszcze zrobic:( 23.01.05, 23:11
            kataryna.kataryna napisała:

            > leszek.sopot napisał:
            >
            > > Moznaby to sobie ulatwic przez zrobienie pewnego podsumowania. Nalezy
            wypisac w slupkach rzeczy, ktore zostaly zrobione i rzeczy, ktore nie zostaly
            zrobione.
            > >
            > > Rzeczy zrobione:
            > > - weryfikacja SB
            > > - nowa ustawa o policji (wraz ze zmiana nazwy)
            > > - cywilny nadzor nad MSW
            > > - powolanie Urzedu Ochrony Panstwa
            > >
            > > Rzeczy nie zrobione:
            > > - ?
            > >
            > > Problem lustracji nie byl problemem Kozlowskiego. Byla to decyzja
            polityczna, a wiec byl to problem rzadu i jego zaplecza politycznego.
            >
            >
            >
            >
            > Problem w tym, że na to wszystko nakłada się dziwna sprawa teczki
            > Niezabitowskiej, gdzie nie wiadomo jak naprawdę wtedy zachował się Kozłowski
            bo mówią oboje co innego.
            > Ja bardzo łatwo usprawiedliwiam błędy, naiwność i wiele innych wad. Nie
            znoszę natomiast jak czuję, że ktoś kręci.

            Najwiecej to chyba nie kreci Kozlowski, ale Kiszczak. Czuje jakby jego cien i
            jego matactwa z tamtego okresu odbijaly sie czkawka do dzis. W ksiazce
            twierdzi, ze wszelie materialy i papiery oddal za pokwitowaniem i dlatego
            Kozlowski zobaczyl pusty sejf. Tylko, ze ja pamietam jak kilka lat temu, tak
            sobie a muza, nagle TVP pokazala jak uczestnicy rozmow w Magdalence swietowali
            zakonczenie negocjacji popijajac wodeczke. W ksiazce wspomina tez o jakims
            dokumencie, ktory przekazal stronie solidarnosciowej. Czy ten dokument to jakas
            kamfora, ktos cos o nim kiedys powiedzial? Kiszczak mogl wowczas robic co
            chcial, mogl opowiedziec kazda bajke - jego slowa byly nie do zweryfikowania.
            Kozlowski teraz tez nie jest w stanie chyba powiedziec co i jak bylo, co bylo
            prawda, ktora zweryfikowano, a co za prawde przyjeto bo tak powiedzial Kiszczak
            i jego ludzie.
            • kataryna.kataryna Re: nie wiem co mialby jeszcze zrobic:( 23.01.05, 23:29
              leszek.sopot napisał:

              > Najwiecej to chyba nie kreci Kozlowski, ale Kiszczak.



              Kiszczak kręci bo to w końcu Kiszczak. A Kozłowski mógłby ustalić z
              Niezabitowską jak to było z ich rozmową na schodach - to takie moje oczekiwanie
              minimum.
              • leszek.sopot Re: nie wiem co mialby jeszcze zrobic:( 23.01.05, 23:31
                kataryna.kataryna napisała:

                > leszek.sopot napisał:
                >
                > > Najwiecej to chyba nie kreci Kozlowski, ale Kiszczak.
                >
                >
                >
                > Kiszczak kręci bo to w końcu Kiszczak. A Kozłowski mógłby ustalić z
                > Niezabitowską jak to było z ich rozmową na schodach - to takie moje
                oczekiwanie minimum.

                Gdyby mowili to samo, to bys podejrzewala, ze sie zmowili;)
                • Gość: cz Re: nie wiem co mialby jeszcze zrobic:( IP: *.elpos.net 23.01.05, 23:32
                  ale ale, może oni na schodach to nie tylko rozmawiali? :)
                  • leszek.sopot Re: nie wiem co mialby jeszcze zrobic:( 23.01.05, 23:33
                    Gość portalu: cz napisał(a):

                    > ale ale, może oni na schodach to nie tylko rozmawiali? :)


                    ???
                    Kozlowski podrywal Malgosie?
                    • Gość: cz Re: nie wiem co mialby jeszcze zrobic:( IP: *.elpos.net 23.01.05, 23:36
                      nie wiem, mam już straszny mętlik w głowie i martwi mnie, że albo ja nie
                      zrozumiałem Kataryny parę wątków wyżej, albo ona mnie. Ale pewnie i tak lepiej
                      poczekać na jakieś ostateczne wyroki i nie kruszyć kopii o Niezabitowską
                      (chociaż o Kozłowskiego nadal tak..). A tam, jestem zmęczony.
            • nurni Kozlowski to....Kozlowski. 24.01.05, 14:24
              leszek.sopot napisał:

              > Najwiecej to chyba nie kreci Kozlowski, ale Kiszczak. Czuje jakby jego cien i
              > jego matactwa z tamtego okresu odbijaly sie czkawka do dzis. W ksiazce
              > twierdzi, ze wszelie materialy i papiery oddal za pokwitowaniem i dlatego
              > Kozlowski zobaczyl pusty sejf.

              To ciekawe.
              Przyszlo nam dzis zgadywac kto mowi prawde.
              Czy Malgorzata Niezabitowska czy Krzysztof Kozlowski.
              Czy general Kiszczak czy Krzysztof Kozlowski.

              Piszesz Leszku ze Kiszczak to Kiszczak.....ergo klamca urodzony.

              Ksiazka Kiszczaka wydana zostala w 1991r. Nie slyszalem by Kozlowski cokolwiek
              prostowal po jej wydaniu. Ale czytalem ze o Kiszczaku bynajmniej nie zapomnial.
              W czasie pewnego przyjecia opisanego przez Herlinga Grudzinskiego w jego
              dziennikach (w 1995r), Krzysztof Kozlowski glosno domagal sie od wszystkich
              majacych do generala krytyczny stosunek, by koniecznie zmienili o nim zdanie.
              Uderzylo to Herlinga Grudzinskiego ktory opisal to tak:

              "W Tygodniku Powszechnym ukazała się w połowie maja (95r) nota pod groźnym
              tytułem 'Insynuacja'. Napisał ją senator Krzysztof Kozłowski (...). Celowo nie
              wnikałem głębiej w meritum owej 'Insynuacji'; wspominałem za to jej autora -
              gdy rok temu w Krakowie, na proszonej kolacji, usiłował biesiadników przekonać,
              tokując bez przerwy, że powinni zmienić zdanie o generale Kiszczaku, jeśli jest
              ono 'przypadkiem niezbyt pochlebne'."


              Czyli wiemy z tego fragmentu, ze jeszcze 1994 roku pan K Kozlowski
              nie rozumowal w opisanych przez Ciebie kategoriach : "Kiszczak to KiszczaK".
              Zdaje sie ze mial wrecz poczucie misji by o p Kiszczaku nikt nie wazyl sie
              powiedziec cos zlego.
              Bylo to, przypominam, juz po wydaniu ksiazki "general kiszczak mowi...".

              Wnioski.

              1
              Kiszczak mowil w swojej ksiazce prawde, dlatego Kozlowski nic nie prostowal az
              do dzis, kiedy to zaczynaja wychodzic sprzecznosci w ich wypowiedziach.

              2.
              Kiszczak lgal, ale jego klamstwa sluzyly "dobrej sprawie". Autorytet moralny w
              osobie Kozlowskiego uznal ze klamstwa te sluza owej "dobrej sprawie.

              Obstawiam oczywiscie to drugie.

              Prosze zauwazyc ze pekniecia wystapily rowniez w wersjach Niezabitowskiej i
              Kozlowskiego. Czy mozemy napisac : Niezabitowska to Niezabitowska...?
              Czy raczej mamy pelne prawo domniemywac ze i tym razem Kozlowski rozmysla w
              kategoriach "sprawy", prawde czy klamstwo majac za drobiazg.

              Bardzo uprawniona wydaje sie byc teza ze w wyniku skandalu z Niezabitowska
              nastapilo glebokie pekniecie. Nagle okazuje sie ze w wielu sprawach glowni
              bohaterowie maja nam do opowiedzenia coraz to nowsze (i sprzeczne) wersje.

              Upadl mur zbudowany z klamstw. Z klamstw z jednej strony (kiszczak) celowych z
              drugiej (byc moze) bardzo wygodnych.
              • kataryna.kataryna Re: Kozlowski to....Kozlowski. 24.01.05, 16:41
                nurni napisał:

                > To ciekawe.
                > Przyszlo nam dzis zgadywac kto mowi prawde.
                > Czy Malgorzata Niezabitowska czy Krzysztof Kozlowski.
                > Czy general Kiszczak czy Krzysztof Kozlowski.




                Trójkąt Niezabitowska-Kozłowski-Kiszcza k. Niezabitowska oskarża Kiszczaka o
                wyniesienie teczki, o czym wie od Kozłowskiego, powołuje zatem Kozłowskiego na
                świadka.
                • kataryna.kataryna Re: Kozlowski to....Kozlowski - jeszcze raz 24.01.05, 16:45
                  kataryna.kataryna napisała:

                  > nurni napisał:
                  >
                  > > To ciekawe.
                  > > Przyszlo nam dzis zgadywac kto mowi prawde.
                  > > Czy Malgorzata Niezabitowska czy Krzysztof Kozlowski.
                  > > Czy general Kiszczak czy Krzysztof Kozlowski.




                  Trójkąt Niezabitowska-Kozłowski-Kiszcza k. Niezabitowska oskarża Kiszczaka o
                  wyniesienie teczki, o czym wie od Kozłowskiego, powołuje zatem Kozłowskiego na
                  świadka. Kozłowski zaprzecza wersji Niezabitowskiej, pośrednio dając alibi
                  Kiszczakowi. Jak w świetle tych faktów wygląda wiarygodność każdej z osób? Bo
                  jest albo tak, że Niezabitowska kłamała, albo tak, że kłamał Kozłowski, na
                  dodatek zdradzając byłą koleżankę na rzecz Kiszczaka. Taki mamy wybór. (a
                  wiarygodnością Kiszczaka nie ma się co zajmować bo to zawsze był szmaciarz)
                  • nurni Re: Kozlowski to....Kozlowski - jeszcze raz 24.01.05, 19:58
                    >(a
                    > wiarygodnością Kiszczaka nie ma się co zajmować bo to zawsze był szmaciarz)

                    Dla Ciebie , dla mnie i dla wielu innych.

                    Ale nie dla wszystkich o czym przypomina przeciez Twoj watek.
              • leszek.sopot co wykorzystano, a co stracono 24.01.05, 16:49
                nurni napisał:

                > leszek.sopot napisał:
                >
                > > Najwiecej to chyba nie kreci Kozlowski, ale Kiszczak. Czuje jakby jego cien
                i > jego matactwa z tamtego okresu odbijaly sie czkawka do dzis. W ksiazce
                > > twierdzi, ze wszelie materialy i papiery oddal za pokwitowaniem i dlatego
                > > Kozlowski zobaczyl pusty sejf.
                >
                > To ciekawe.
                > Przyszlo nam dzis zgadywac kto mowi prawde.


                Dokladnie. Poruszamy sie jak we mgle. 15 lat temu byloby to nie do pomyslenia
                by sie nad takimi dylematami zastanawiac. Wiadomo, nasi sa bez skazy, a tamci
                robia wszystko by wygrac jak najwiecej dla siebie. Trwala gra, ale to nie nasi
                mogli oszukiwac i klamac, tylko Oni. Czyzby sytacja az tak sie odwrocila, ze
                ocenie teraz czlowieka cieszacego sie wowczas nieposzlakowana opinia, ze juz
                wtedy klamal. To by bylo zbyt pochopne. Znam i pamietam malo faktow. Nie bylo
                mnie przy tym i trudno ferowac wyroki, a zbyt wielu pochopnie je wyciaga.
                Mnie sie wowczas nie podobalo to wspolne budowanie nowej Polski, choc serce
                podeszlo mi do gardla na widok przemawiajacego w Sejmie Mazowieckiego. To byl
                najlepszy znak tego, ze pewien swiat odszedl, ze mozna sie poczuc wolnym i
                probowac budowac nowe zycie.
                Najwazniejsze sprawy zostaly wowczas pchniete do przodu, ale na skutek
                ewolucyjnego przelomu doszlo do gry pomiedzy dawna opozycja i partnerami rozmow
                z drugiej strony stolow. Byla to gra, ktora musiala takze polegac na obdarzeniu
                przeciwnika sporym zaufaniem, ktore niedawny przeciwnik mogl wykorzystac.
                Przeczytalem sobie dla przypomnienia wczoraj bardzo ciekawa rozmowe odbyta w
                redakcji Wiezi z udzialem Jarka Kaczynskiego, Wielowiejskiego, Friszke i
                Bugaja. Wspominaja oni rok 1989. Bardzo ciekawa dyskusja. Jedno co mnie
                uderzylo, obserwacja, ze wowczas, a szczegolnie juz po powolaniu rzadu
                Mazowieckiego, tamta strona nie robila niczego, co mogloby zaklocic wspolprace,
                wrecz przeciwnie, wspomagala reformy ekonomiczne i polityczne. Czym rozbroila
                czujnosc bylych opozycjonistow - to chyba uwaga Kaczynskiego. Bylo wiec chyba
                tak, ze w Sejmie obie strony bardzo dobrze ze soba wspolpracowaly i nic
                zaufania obu stron nie podwazylo.
                Bylo chyba tez tak, ze sprawa tajnych wspolpracownikow wydawala sie nieistotna
                w obliczu przebudowy Polski i toczacej sie bez przelewu krwi rewolucji. OKP
                musiala byc przekonana, ze wsrod swoich tajniakow nie bylo i nie ma - znali sie
                przeciez od lat, wiele w zyciu przeszli i nie mieli powodu podwazac swojej
                wiarygodnosci. Dlatego tez wszelkie informacje od esbekow, ktore slyszeli
                podczas weryfikacji poslowie z OKP i ludzie z "S" musialy brzmiec wiarygodnie.
                Jarek Kaczynski podaje dodatkowo informacje, ze od 1986 roku pracownicy SB
                coraz czesciej nawiazywali wspolprace z podziemiem (bylo to tez zapewne
                zwiazanie z ich poczuciem, ze wykonywana przez nich prac jest bezsensowna, na
                co mieli dowod po ogloszeniu kolejnej amnestii). Musiano wiec miec spora wiedze
                na temat pracy operacyjnej SB. Ta wiedz mogla tez zmylic Kaczynskiego.
                Reasumujac. W momencie, gdy strona opozycyjna skonstrowala rzad i spotkala sie
                z dobrym przyjeciem przez postkomunistow, ktorzy pomagali w przebudowie kraju,
                latwo bylo w pewnych rzeczach Kiszczakowi mijac sie z prawda. Wazne jest chyba
                takze traktowanie etosu "S" i opozycji, a co za tym idzie niechec do wyciagania
                brudow w momencie gdy dokonywaly sie w Polsce tak wazne i ogromne przemiany.

                Link na wywiad:
                free.ngo.pl/wiez/5dyskus.htm

                > "W Tygodniku Powszechnym ukazała się w połowie maja (95r) nota pod groźnym
                > tytułem 'Insynuacja'. Napisał ją senator Krzysztof Kozłowski (...). Celowo
                nie wnikałem głębiej w meritum owej 'Insynuacji'; wspominałem za to jej autora -
                > gdy rok temu w Krakowie, na proszonej kolacji, usiłował biesiadników
                przekonać, tokując bez przerwy, że powinni zmienić zdanie o generale Kiszczaku,
                jeśli jest ono 'przypadkiem niezbyt pochlebne'."


                Warto by poznac argumenty Kozlowskiego w tej sprawie. Zgaduje tylko, ze bylyby
                podobne do argumentow Michnika, tzn. ze bez wspolpracy z nim i Jaruzelskim nie
                udaloby sie tak szybko cokolwiek w Polsce zmienic. Jest w tym jakas gorzka
                prawda. Prawde te potwierdza prawie harmonijna wspolpraca w Sejmie kontraktowym
                niedawnych przeciwnikow. Przy opisywaniu jego osoby jest kilka niewiadomych -
                zabojstwo Popieluszki, afera zelazo, a takze te informacje, ktore Kuklinski
                wywiozl do USA i przekonal Brzezinskiego, by informacji o wprowadzeniu stanu
                wojennego nie ujawniac, gdyz stan wojenny musi wykonac Jaruzelski, a jezeli "S"
                sie dowie, to dojdzie do starc i Jaruzelskiemu sie nie uda i wejda Rosjanie co
                mialoby oznaczac koniec polskiej panstwowosci. De facto Kuklinski tak
                informujac w Waszyngtonie sugerowal, ze sytuacja jest bez wyjscia i najlepszym
                wyjsciem z sytuacji bedzie szybkie i wprawne wprowadzenie stanu wojennego.
                Jezeli sie o tych argumentach pamieta, to rzeczywiscie mozna miec troche mniej
                negatywna opinie o Kiszczaku, ale chyba nie od razu pozytywna.



                > 1
                > Kiszczak mowil w swojej ksiazce prawde, dlatego Kozlowski nic nie prostowal
                az do dzis, kiedy to zaczynaja wychodzic sprzecznosci w ich wypowiedziach.

                Jak do tej pory nikt nic nie powiedzial o tym dokumencie wreczonym - chyba
                Mzowieckiemu?


                > 2.
                > Kiszczak lgal, ale jego klamstwa sluzyly "dobrej sprawie". Autorytet moralny
                w osobie Kozlowskiego uznal ze klamstwa te sluza owej "dobrej sprawie.


                Kozlowski mogl nie odroznic klamstwa od prawdy, gdyz ewentualne sprytnie
                powiedziane klamsta mogly byc zgodne z owczesnym wyobrazeniem "czystosci" ludzi
                opozycji i motywow ich dzialania.

                > Obstawiam oczywiscie to drugie.
                > Prosze zauwazyc ze pekniecia wystapily rowniez w wersjach Niezabitowskiej i
                > Kozlowskiego. Czy mozemy napisac : Niezabitowska to Niezabitowska...?
                > Czy raczej mamy pelne prawo domniemywac ze i tym razem Kozlowski rozmysla w
                > kategoriach "sprawy", prawde czy klamstwo majac za drobiazg.

                Tylko, ze dla mnie te pekniecia sa malo wazne. Bo czy wazne jest, czy Kozlowski
                mowil o konkretnej teczce, czy tez o papierach wogole? Powiedzial, ze ich nie
                ma, a wiec nie ma i teczki Niezabitowskiej. Ona z kolei w sposob naturalny
                zapamietala, ze uzyskala informacje, ze jej teczki nie ma.

                Przy ocenie incydentu z Niezabitowska dla mnie wazne jest to, by nie
                deprecjonowac wszystkiego. Uwazam, ze w 1989 roku o wiele wiecej wykorzystano
                niz stracono.
                • nurni Re: co wykorzystano, a co stracono 24.01.05, 20:23
                  leszek.sopot napisał:

                  > Jedno co mnie
                  > uderzylo, obserwacja, ze wowczas, a szczegolnie juz po powolaniu rzadu
                  > Mazowieckiego, tamta strona nie robila niczego, co mogloby zaklocic
                  wspolprace,
                  >
                  > wrecz przeciwnie, wspomagala reformy ekonomiczne i polityczne.

                  Nic nie zagrazalo ich interesom.
                  Innych motywow nie znam.
                  Nie jestem przygotowany do rozmowy o jakis wyzszych pobudkach ktorymi mieliby
                  sie kierowac generalowie.

                  > Czym rozbroila
                  > czujnosc bylych opozycjonistow - to chyba uwaga Kaczynskiego. Bylo wiec chyba
                  > tak, ze w Sejmie obie strony bardzo dobrze ze soba wspolpracowaly i nic
                  > zaufania obu stron nie podwazylo.

                  Rozbrojenie jest pewnym faktem.
                  Wszyscy mamy prawo czuc sie oszukani.

                  > Bylo chyba tez tak, ze sprawa tajnych wspolpracownikow wydawala sie
                  nieistotna
                  > w obliczu przebudowy Polski i toczacej sie bez przelewu krwi rewolucji. OKP
                  > musiala byc przekonana, ze wsrod swoich tajniakow nie bylo i nie ma - znali
                  sie
                  >
                  > przeciez od lat, wiele w zyciu przeszli i nie mieli powodu podwazac swojej
                  > wiarygodnosci. Dlatego tez wszelkie informacje od esbekow, ktore slyszeli
                  > podczas weryfikacji poslowie z OKP i ludzie z "S" musialy brzmiec
                  wiarygodnie.
                  > Jarek Kaczynski podaje dodatkowo informacje, ze od 1986 roku pracownicy SB
                  > coraz czesciej nawiazywali wspolprace z podziemiem (bylo to tez zapewne
                  > zwiazanie z ich poczuciem, ze wykonywana przez nich prac jest bezsensowna, na
                  > co mieli dowod po ogloszeniu kolejnej amnestii). Musiano wiec miec spora
                  wiedze
                  >
                  > na temat pracy operacyjnej SB. Ta wiedz mogla tez zmylic Kaczynskiego.
                  > Reasumujac. W momencie, gdy strona opozycyjna skonstrowala rzad i spotkala
                  sie
                  > z dobrym przyjeciem przez postkomunistow, ktorzy pomagali w przebudowie
                  kraju,
                  > latwo bylo w pewnych rzeczach Kiszczakowi mijac sie z prawda.

                  Rozumiem Twoj tok myslenia. Niech tam general sobie bajdurzy byle niepodleglosc
                  blizej.
                  Rozumiem ale....

                  Ale dlaczego to sie nigdy nie skonczylo ?


                  >Wazne jest chyba
                  > takze traktowanie etosu "S" i opozycji, a co za tym idzie niechec do
                  wyciagania
                  >
                  > brudow w momencie gdy dokonywaly sie w Polsce tak wazne i ogromne przemiany.
                  >
                  > Link na wywiad:
                  > free.ngo.pl/wiez/5dyskus.htm
                  >
                  > > "W Tygodniku Powszechnym ukazała się w połowie maja (95r) nota pod groźny
                  > m
                  > > tytułem 'Insynuacja'. Napisał ją senator Krzysztof Kozłowski (...). Celow
                  > o
                  > nie wnikałem głębiej w meritum owej 'Insynuacji'; wspominałem za to jej
                  autora
                  > -
                  > > gdy rok temu w Krakowie, na proszonej kolacji, usiłował biesiadników
                  > przekonać, tokując bez przerwy, że powinni zmienić zdanie o generale
                  Kiszczaku,
                  >
                  > jeśli jest ono 'przypadkiem niezbyt pochlebne'."
                  >
                  >
                  > Warto by poznac argumenty Kozlowskiego w tej sprawie. Zgaduje tylko, ze
                  bylyby
                  > podobne do argumentow Michnika, tzn. ze bez wspolpracy z nim i Jaruzelskim
                  nie
                  > udaloby sie tak szybko cokolwiek w Polsce zmienic.

                  Herlinga-Grudzinskiego uderzaja nie argumenty tylko to, ze JAKIEKOLWIEK
                  niepochlebne zdanie o generale, budza natychmiastowa i zdecydowana reakcje
                  Kozlowskiego. Jakiekolwiek Leszku. Co mamy o tym myslec ?

                  > Kozlowski mogl nie odroznic klamstwa od prawdy, gdyz ewentualne sprytnie
                  > powiedziane klamsta mogly byc zgodne z owczesnym wyobrazeniem "czystosci"
                  ludzi

                  To zdaje sie potwierdzac to o czym czytalismy w poscie Kataryny, chodzi mi o
                  odpowiedz jednego z czlonkow SKS-u na manifest Kozlowskiego w sprawie Maleszki.
                  Kozlowski ma chyba, jesli przyjac Twoja wersje, juz nie "powazne problemy z
                  rozroznianiem podstawowych pojec moralnych", co bardzo powazne.

                  Tym niemniej wciaz uchodzi za autorytet moralny.


                  > Przy ocenie incydentu z Niezabitowska dla mnie wazne jest to, by nie
                  > deprecjonowac wszystkiego. Uwazam, ze w 1989 roku o wiele wiecej wykorzystano
                  > niz stracono.

                  Na pewno nie warto deprecjonowac wszystkiego.
                  Nawet jesli bylo iinaczej niz to piszesz, tzn wiele wiecej stracono niz
                  uzyskano.
                  • leszek.sopot Re: co wykorzystano, a co stracono 24.01.05, 23:25
                    nurni napisał:

                    > leszek.sopot napisał:
                    >
                    > > Jedno co mnie uderzylo, obserwacja, ze wowczas, a szczegolnie juz po
                    powolaniu rzadu Mazowieckiego, tamta strona nie robila niczego, co mogloby
                    zaklocic wspolprace, wrecz przeciwnie, wspomagala reformy ekonomiczne i
                    polityczne.
                    >
                    > Nic nie zagrazalo ich interesom.
                    > Innych motywow nie znam.

                    Troche nie tak. Juz jesienia 1989 roku zlikwidowano przeciez etaty w zakladach
                    pracy dla sekretarzy POP i tysiace aparatczykow stracilo prace. Po rozwiazaniu
                    PZPR zostaly zlikwidowane komitety partyjne i panstwo przejelo caly majatek.
                    Wowczas znowu wiele tysiecy najbardziej oddanych partii ludzi stracilo prace.
                    Poslowie PZPR w Sejmie kontraktowym byli na pewno tego swiadomi, ze traca
                    poparcie wsrod swego aktywu, ale mimo to popierali reformy gospodarcze i
                    polityczne. Mysle, ze zmuszala ich do tego katastrofalna sytuacja gospodarcza,
                    ktora z miesiaca na miesiac sie pogarszala.
                    Wielu z nich na pewno widzialo interes w tym by dokonac radyklanych zmian by w
                    Polsce mozna bylo dalej zyc a nie wegetowac, gdyz oni tez byliby skazani na
                    wegetacje. Na podstawie roznych wspomnien i analiz mysle, ze moglo faktycznie
                    wowczas dojsc w wielu bylych komunistach do przelomu w sposobie myslenia i na
                    prawde chcieli oni cos dobrego dla Polski zrobic - tym bardziej, ze ta wroga,
                    znienawidzona opozycja nie zamierzala powiesic ich na drzewach lecz zgodzila
                    sie wspolnie dokonac zmiany w Polsce. Nie kazdy po tamtej stronie musial byc
                    skonczona swinia bez uczuc wyzszych (bez obrazy swin, tym bardziej ze jestem
                    wstrzasniety po obejrzeniu w telewizji migawek z gotowania swin zywcem),
                    niektorzy mogli uwierzyc, ze wreszcie prysl partyjny zamordyzm i moga naprawde
                    uwazac sie za wspolrzadzacych. Przeciez i oni nigdy wczesniej nie rzadzili -
                    rzadzila partyjna gora.


                    > Rozbrojenie jest pewnym faktem.
                    > Wszyscy mamy prawo czuc sie oszukani.

                    Ja nie czuje sie oszukany. Mysle, ze to nie bylo tylko rozbrojenie, ale
                    pewnosc, ze postkomunisci sie juz nie podniosa. Bc moze dlatego doszlo tak
                    szybko do podzialow w "S" i do zacieklej walki o odsuniecie jednych
                    przedstawicieli opozycji od wladzy by do tej wladzy mogli dosc inni byli
                    opozycjonisci. Na tej wewnetrznej walce w obozie "S" wygrywal najpierw
                    Tyminski, a pozniej Kwasniewski. Wszyscy byli zbyt pewni wygranej i kleski PZPR
                    czego symbolem mial byc obrazek "sztandar wyprowadzic".



                    > Ale dlaczego to sie nigdy nie skonczylo?

                    Dlaczego mialo sie skonczyc? Zawodzili poszczegolni ludzie, ale nie idea.



                    > Herlinga-Grudzinskiego uderzaja nie argumenty tylko to, ze JAKIEKOLWIEK
                    > niepochlebne zdanie o generale, budza natychmiastowa i zdecydowana reakcje
                    > Kozlowskiego. Jakiekolwiek Leszku. Co mamy o tym myslec?

                    To opis Herlinga, ciekawym bym byl jakie to byly te jakiekolwiek niepochlebne
                    opinie. Na tym przyjeciu przeciez w kolko i Kiszczaku nie rozmawiali, padly
                    wiec moze ze dwie uwagi na jego temat i Kozlowski jakos tam zareagowal.


                    > Na pewno nie warto deprecjonowac wszystkiego.
                    > Nawet jesli bylo iinaczej niz to piszesz, tzn wiele wiecej stracono niz
                    > uzyskano.

                    W tamtych realiach nie mozna bylo ugrac wiecej, a jesli juz to niewiele. Racje
                    moze miec Jarek Kaczynski, ktory twierdzi, ze w 1990 roku mozna bylo bardziej
                    przyspieszyc zmiany polityczne, ale on tez zaznacza, ze wowczas byly rozpedzane
                    reformy gospodarcze Balcerowicza, w kraju z ich powodu bylo niespokojnie i
                    trudno bylo cos w OKP wymusic. Chyba tez dlatego Kaczynski tego kola
                    zamachowego dla "przyspieszenia" poszukiwal w Gdansku a nie w Warszawie.
                    • nurni Re: co wykorzystano, a co stracono 26.01.05, 11:25
                      leszek.sopot napisał:

                      > nurni napisał:
                      >
                      > > leszek.sopot napisał:
                      > >
                      > > > Jedno co mnie uderzylo, obserwacja, ze wowczas, a szczegolnie juz p
                      > o
                      > powolaniu rzadu Mazowieckiego, tamta strona nie robila niczego, co mogloby
                      > zaklocic wspolprace, wrecz przeciwnie, wspomagala reformy ekonomiczne i
                      > polityczne.
                      > >
                      > > Nic nie zagrazalo ich interesom.
                      > > Innych motywow nie znam.
                      >
                      > Troche nie tak. Juz jesienia 1989 roku zlikwidowano przeciez etaty w
                      zakladach
                      > pracy dla sekretarzy POP i tysiace aparatczykow stracilo prace.

                      Biedactwa. Musieli potem tulac sie po "Transakcjach" czy innych
                      nomenklaturowych spolkach.

                      > Po rozwiazaniu
                      > PZPR zostaly zlikwidowane komitety partyjne i panstwo przejelo caly majatek.
                      > Wowczas znowu wiele tysiecy najbardziej oddanych partii ludzi stracilo prace.
                      > Poslowie PZPR w Sejmie kontraktowym byli na pewno tego swiadomi, ze traca
                      > poparcie wsrod swego aktywu, ale mimo to popierali reformy gospodarcze i
                      > polityczne.

                      Wychwycilem tu blad. Aktyw pzpr to gremium przywykle do "prawd" plynacych z
                      gory. Bez partii matki nie znaczyli nic.

                      > Mysle, ze zmuszala ich do tego katastrofalna sytuacja gospodarcza,
                      > ktora z miesiaca na miesiac sie pogarszala.
                      > Wielu z nich na pewno widzialo interes w tym by dokonac radyklanych zmian by
                      w
                      > Polsce mozna bylo dalej zyc a nie wegetowac, gdyz oni tez byliby skazani na
                      > wegetacje. Na podstawie roznych wspomnien i analiz mysle, ze moglo faktycznie
                      > wowczas dojsc w wielu bylych komunistach do przelomu w sposobie myslenia i na
                      > prawde chcieli oni cos dobrego dla Polski zrobic - tym bardziej, ze ta wroga,
                      > znienawidzona opozycja nie zamierzala powiesic ich na drzewach lecz zgodzila
                      > sie wspolnie dokonac zmiany w Polsce.

                      Nie znajduje zadnych dowodow na to ze chciali zrobic cos dla Polski.
                      Czyzby artykulowali zadania by przeprowadzic w koncu wolne (naprawde wolne)
                      wybory ?

                      > Nie kazdy po tamtej stronie musial byc
                      > skonczona swinia bez uczuc wyzszych (bez obrazy swin, tym bardziej ze jestem
                      > wstrzasniety po obejrzeniu w telewizji migawek z gotowania swin zywcem),
                      > niektorzy mogli uwierzyc, ze wreszcie prysl partyjny zamordyzm i moga
                      naprawde
                      > uwazac sie za wspolrzadzacych. Przeciez i oni nigdy wczesniej nie rzadzili -
                      > rzadzila partyjna gora.

                      Ich wybor nie pochodzil z mandatu tylko z ustalen. Nie podcinali galezi na
                      ktorej siedzieli. Tego na pewno nie mozna im zarzucic.

                      > Ja nie czuje sie oszukany. Mysle, ze to nie bylo tylko rozbrojenie, ale
                      > pewnosc, ze postkomunisci sie juz nie podniosa. Bc moze dlatego doszlo tak
                      > szybko do podzialow w "S" i do zacieklej walki o odsuniecie jednych
                      > przedstawicieli opozycji od wladzy by do tej wladzy mogli dosc inni byli
                      > opozycjonisci.

                      Podzialy w S mialy swe ideowe zrodlo. Pamietam kpiny Michnika z PC. Dziwowal
                      sie ze komus moglko sie zachciec tworzyc nowa partie skoro sa juz komitety
                      obywatelskie. Lansowano haslo jednej partii. Partia "solidarnosc".
                      Pomysl upadl gdy Walesa postawil na tym czele Najdera.

                      > > Ale dlaczego to sie nigdy nie skonczylo?
                      >
                      > Dlaczego mialo sie skonczyc? Zawodzili poszczegolni ludzie, ale nie idea.

                      To prawda. Zawodzili.
                      Mam powody by pisac ze rowniez zdradzili.

                      > > Herlinga-Grudzinskiego uderzaja nie argumenty tylko to, ze JAKIEKOLWIEK
                      > > niepochlebne zdanie o generale, budza natychmiastowa i zdecydowana reakcj
                      > e
                      > > Kozlowskiego. Jakiekolwiek Leszku. Co mamy o tym myslec?
                      >
                      > To opis Herlinga, ciekawym bym byl jakie to byly te jakiekolwiek niepochlebne
                      > opinie. Na tym przyjeciu przeciez w kolko i Kiszczaku nie rozmawiali, padly
                      > wiec moze ze dwie uwagi na jego temat i Kozlowski jakos tam zareagowal.

                      Tego juz sie raczej nie dowiemy.
                      Przyznam ze gdybym jakims cudem byl na tym przyjeciu, holubienie Kiszczaka
                      rowniez bym zapamietal.


                      > W tamtych realiach nie mozna bylo ugrac wiecej, a jesli juz to niewiele.
                      Racje
                      > moze miec Jarek Kaczynski, ktory twierdzi, ze w 1990 roku mozna bylo bardziej
                      > przyspieszyc zmiany polityczne, ale on tez zaznacza, ze wowczas byly
                      rozpedzane
                      >
                      > reformy gospodarcze Balcerowicza, w kraju z ich powodu bylo niespokojnie i
                      > trudno bylo cos w OKP wymusic. Chyba tez dlatego Kaczynski tego kola
                      > zamachowego dla "przyspieszenia" poszukiwal w Gdansku a nie w Warszawie.

                      Przyczyna zaniechan byl na pewno oportunizm Mazowieckiego.
                      jako premier tylko raz pokazal swoja determinacje. Wyslal zmowcow na studentow
                      pikietujacych PKiN w czasie zjazdu PZPR. Zadziwiajaco szybka decyzja.
    • Gość: ??? Re: Kozłowski kiedyś powiedział IP: *.006.popsite.net 24.01.05, 08:26

      BRAK ROZLICZENIA OKRESU KOMUNIZMU.
      TO JEDEN Z NAJWIEKSZYCH PROBLEMÓW

      Byc moze te 15 lat temu byloby troche szumu, ale pelne wyjasnienie i
      rozliczenie, daloby jasna i klarowna sytuacje, zarówno w polityce jak i w
      gospodarce, a nawet na wysokich pietrach w kosciele.
      Nawet, gdyby TW pracowali dalej (nie na najwyzszych
      stolkach, ale pracowali), to nie byloby problemu HAKÓW.
      Przy braku ujawnienia i rozliczenia, funkcjonuje system haków, który zmusza
      ludzi do podejmowania durnych decyzji, przymykania oka na zlo i rozkradanie
      panstwa. Haki na sedziów i prokuratorów skutkuja nierozliczeniem afer
      gospodarczych, i generalnie budowie Polski mafijnej. Prokurator, sedzia boi
      sie, ze wydajac wyrok, komus niepasujacy, zostanie nazwany czerwona kanalia i
      wyciagna mu akta z bezpieki na swiatlo dzienne.
      W zaleznosci od spolecznej szkodliwosci czynów:
      Jednych trzeba zamknac, innych wywalic ze stolków, a innym pozwolic pracowac
      uczciwie, bez strachu o "haki"
      Za kilka lat TW przejda do historii (smierc , emerytura), ale nim to nastapi
      Polski juz nie bedzie (w sensie majatku).


      pan.nikt



      CZAS NAJWYZSZY ROZLICZYC WYJASNIC SPRAWY UBECKIE.

      To sa momenty w których decydowalo sie jak bedzie wygladac kolejne kilkanascie
      lat. Kiszczak pokazal Michnikowi co ma na opozycje, Michnik jest na tyle
      inteligentny, ze wiedzial, ze kopie najciekawszych materialów z archiwum
      Kiszczak trzyma jako swoista polise ubezpieczeniowa. W takiej sytuacji mozna
      tylko starac sie udomowic i udobruchac Kiszczaka (czy Michnik przeprowadzil
      bardziej wazeliniarskie wywiady niz ten z Kiszczakiem?) i jego politycznych
      kolegów. Niech robia co chca. I robia co chca. Prezydent odznacza
      skompromitowanych esbeków, esbecy zaludniaja tez ministerstwa, zbrodnie
      komunizmu sa nieosadzone, komunisci rozgrabiaja majatek. Czy w którejs z tych
      spraw zaprotestowala mocnym glosem niegdysiejsza opozycja (poza "zoologicznymi"
      oszolomami)? Nie przypominam sobie. No, moze raz Labuda sie zdenerwowala w
      sprawie jej przesladowcy Kaucza, ale bylo to zdenerwowanie jednorazowe i
      osobiste, bo systemowo obecnosc esbeków na wysokich stanowiskach nie
      przeszkadzala. Za to raban sie podniósl jak pojawila sie realna mozliwosc
      ostatecznego zerwania z postkomuna, nagle okazalo sie, ze nie zawlaszczenie
      panstwa przez zlodziei jest grozne, ale przegonienie tych zlodziei. Obrona
      przed rozliczeniami, choc prowadzona pod pieknymi haslami o wybaczaniu i
      patrzeniu w przyszlosc, jest tylko obrona pewnej legendy, bo odsloniecie prawdy
      pozbawiloby kilka osób rzadu dusz aureoli.

      kataryna.kataryna
      • Gość: czur-czur-ra! o unikaniu kozy IP: *.elpos.net 24.01.05, 08:34
        "To sa momenty w których decydowalo sie jak bedzie wygladac kolejne kilkanascie
        lat. Kiszczak pokazal Michnikowi co ma na opozycje, Michnik jest na tyle
        inteligentny, ze wiedzial, ze kopie najciekawszych materialów z archiwum
        Kiszczak trzyma jako swoista polise ubezpieczeniowa. W takiej sytuacji mozna
        tylko starac sie udomowic i udobruchac Kiszczaka (czy Michnik przeprowadzil
        bardziej wazeliniarskie wywiady niz ten z Kiszczakiem?) i jego politycznych
        kolegów. Niech robia co chca."

        Michnik włazi w dupę Kiszczakowi, żeby ten go nie posłał za pomocą swoich
        kwitów do więzienia. Głupi, nie wiedział, że w dupę Kiszczakowi należało włazić
        już 20 lat temu - uniknąłby odsiadek. Piękna wersja najnowszej historii Polski.


        • kataryna.kataryna Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 08:45
          Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):

          > "To sa momenty w których decydowalo sie jak bedzie wygladac kolejne
          kilkanascie
          >
          > lat. Kiszczak pokazal Michnikowi co ma na opozycje, Michnik jest na tyle
          > inteligentny, ze wiedzial, ze kopie najciekawszych materialów z archiwum
          > Kiszczak trzyma jako swoista polise ubezpieczeniowa. W takiej sytuacji mozna
          > tylko starac sie udomowic i udobruchac Kiszczaka (czy Michnik przeprowadzil
          > bardziej wazeliniarskie wywiady niz ten z Kiszczakiem?) i jego politycznych
          > kolegów. Niech robia co chca."
          >
          > Michnik włazi w dupę Kiszczakowi, żeby ten go nie posłał za pomocą swoich
          > kwitów do więzienia.



          Gdzie tam widzisz coś o obawie przed więzieniem? I skąd wniosek, że Michnik
          miałby się bać o kwity na siebie?



          Głupi, nie wiedział, że w dupę Kiszczakowi należało włazić
          >
          > już 20 lat temu - uniknąłby odsiadek. Piękna wersja najnowszej historii
          Polski.



          Można też wszystko interpretować tradycyjnie - Michnik szczerze pokochał
          Kiszczaka i autentycznie zrozumiał, że w 1970 roku władza strzelająca do
          robotoników była usprawiedliwiona. Zaś wszystkie kampanie antyrozliczeniowe
          części byłej opozycji powodowane są wyłącznie chrześcijańskim wybaczaniem.
          • leszek.sopot Kataryna, wedlug ciebie Michnik poparl Gomulke? 24.01.05, 12:02
            kataryna.kataryna napisała:

            > Można też wszystko interpretować tradycyjnie - Michnik szczerze pokochał
            > Kiszczaka i autentycznie zrozumiał, że w 1970 roku władza strzelająca do
            > robotoników była usprawiedliwiona. Zaś wszystkie kampanie antyrozliczeniowe
            > części byłej opozycji powodowane są wyłącznie chrześcijańskim wybaczaniem.

            Jak tak mozna... Michnik nigdy nie powiedzial, ze w 1970 strzelanie do
            robotnikow bylo usprawiedliwione.
            Kataryna, jaka ty propagande uprawiasz?
          • Gość: cz Re: o unikaniu kozy IP: *.elpos.net 24.01.05, 12:27
            oczywiscie powtarzamy in varianti te same argumenty od paru dni. Po prostu nie
            uważam, żeby Michnik robił cokolwiek akurat ze strachu przed obciążaniem
            opozycji przez esbeka. Skoro się nie bał przed 1989, czemu ma się bać później?
            Może uznasz to za naiwne, no ale póki nie znajdzie się dowód, że Michnik
            kieruje się obawą przed ujawnieniem haków na swoich kolegów z opozycji, nie
            widzę powodu, żeby w to wierzyć.

            Oczywiście, za te głupstwa o tym, że władza czasem musi strzelać do ludzi,
            podobnie jak o "honorze Kiszczaka" i paru innych sprawach, należy się
            Michnikowi wzgarda.

        • witek.bis Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 09:02
          Gość portalu: czur-czur-ra! napisał(a):
          > Michnik włazi w dupę Kiszczakowi, żeby ten go nie posłał za pomocą swoich
          > kwitów do więzienia. Głupi, nie wiedział, że w dupę Kiszczakowi należało
          włazić
          >
          > już 20 lat temu - uniknąłby odsiadek. Piękna wersja najnowszej historii
          Polski.

          Mam wrażenie, że sprowadzasz całą sprawę do absurdu i na dodatek robisz to
          zupełnie świadomie. Z cytatu, który przytoczyłeś nijak nie wynika, żeby Michnik
          miał jakieś osobiste powody do włażenia w dupę Czekiszczakowi. Z tego cytatu
          nie sposób wyczytać, że mogą istnieć jakieś kwity, które mogłyby Michnika
          zaprowadzić do więzienia (ani nawet pod pręgierz opinii publicznej). Przecież
          tam jest wyraźnie napisane, że Czekiszczak „pokazał Michnikowi co ma na
          opozycję”, a więc zachowanie Michnika może wynikać z jego troski
          o „ideę”, „etos”, „dobro wspólne”, „państwo”, „powodzenie transformacji
          ustrojowej” i jeszcze sto innych rzeczy, a nie – jak sugerujesz – z dbałości o
          korzyść własną i osobiste bezpieczeństwo.
          • basia.basia Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 11:58
            witek.bis napisał:

            > Przecież
            > tam jest wyraźnie napisane, że Czekiszczak „pokazał Michnikowi co ma na
            > opozycję”, a więc zachowanie Michnika może wynikać z jego troski
            > o „ideę”, „etos”, „dobro wspólne”, „p
            > aństwo”, „powodzenie transformacji
            > ustrojowej” i jeszcze sto innych rzeczy, a nie – jak sugerujesz 
            > 211; z dbałości o
            > korzyść własną i osobiste bezpieczeństwo.

            W "słynnym" wywiadzie jest taki kawałek:

            "W 1985 r. sierzant SB sporzadzil notatke o Michniku. Pisal tak: "W toku
            przeprowadzonego wywiadu o Adamie Michniku s. Ozjasza Szechtera i Heleny z d.
            Michnik (...) ustalono, ze jest jedynym lokatorem mieszkania o powierzchni 114,5
            m kw. W miejscu zamieszkania spolecznie w sensie pozytywnym nie udziela sie, nie
            pracuje od kilkunastu lat, nie sa znane zródla jego utrzymania. Opiniowany
            posiada dwóch braci - Jerzy Michnik (...) przebywa w USA, Stefan Michnik (...)
            przebywa w Szwecji pod przybranym nazwiskiem. (...) Adam Michnik od 1967 r. do
            chwili obecnej aktywnie wystepuje przeciw PRL. (...) W 1968 r. karany sadownie z
            art. 36 i 49 par. 2 mkk. (...) W dniu 1984.08.04 A. Michnik opuscil areszt
            sledczy i ponownie wlaczyl sie do organizowania wrogiej dzialalnosci przeciwko
            PRL i jej organom. W opinii sasiadów A. Michnik jest bardzo niechlujny, nie
            przywiazuje wagi do czystosci ani tez ubioru. W róznych porach dnia i nocy
            odwiedzany jest przez NN osoby plci obojga, które zaklócaja czesto spokój
            mieszkanców".

            Kiszczak: To znaczy tylko tyle, ze Michnik nadal byl sledzony.

            Docieralo to do Pana?

            Kiszczak: Nie. Takie sprawy zalatwiano gdzies na szczeblu naczelnika wydzialu,
            wicedyrektora czy dyrektora departamentu.

            Michnik: Sierzant sporzadzil te notatke na zyczenie prokuratury, która zwrócila
            sie do SB o wywiad srodowiskowy. Napisal dokladnie to, co bylo obiegowa opinia w
            jego srodowisku. Dla mnie ten dokument jest ciekawy wlasnie przez to, ze jest
            tak bardzo stereotypowy. Nie ma w nim nic oryginalnego. Taki byl nasz wizerunek,
            tak o nas nalezalo pisac, zeby zasluzyc na uznanie szefów.

            Slowem, sierzant zostal wyuczony, ze tak ma pisac.

            Michnik: Owszem.

            A kto go wyuczyl?

            Michnik: Jego przelozeni co najmniej od 1968 r. Co najmniej.

            Jak w oczach Ministerstwa Spraw Wewnetrznych wygladal czlonek KOR?

            Kiszczak: Oj, strasznie! To byl wróg numer jeden. Superwróg.

            Kiedy pierwszy raz uslyszal Pan o Michniku?

            Kiszczak: Bardzo wczesnie. Gdy tylko jego nazwisko zaczelo sie pojawiac w
            prasie, w srodkach przekazu. Ale wiedze o nim, o calej tej grupie, czerpalem z
            róznego rodzaju biuletynów, notatek, materialów opracowywanych przez MSW i
            rozsylanych wedlug rozdzielnika do róznych instytucji. Niektóre tego typu
            informacje docieraly do mnie jako szefa wojskowego wywiadu, a potem kontrwywiadu.

            Jaki byl ten wróg ustroju socjalistycznego?

            Kiszczak: To czlowiek, który zagraza ustrojowi, powiazany z zagranica,
            otrzymujacy pieniadze z zagranicy.

            Agent?

            Kiszczak: No, niezupelnie. Takiej kropki nad "i" nie stawiano, ale w domysle
            mozna bylo tak to rozumiec.

            SB kontrolowala wiele kanalów, przez które z Zachodu szly do Polski pieniadze, a
            z Polski - sprawozdania. Niektóre z tych kanalów trudno bylo uznac za zwiazkowe.
            Amerykanski politolog Peter Schweizer w swej ksiazce "Victory" pisze, ze za
            pieniedzmi dla "Solidarnosci" stala CIA. Nikt dotad publicznie temu nie
            zaprzeczyl. SB przechwytywala rozliczenia finansowe podziemia, w oparciu o które
            znala wielu ludzi otrzymujacych z Zachodu konkretna pomoc finansowa. To nie byli
            agenci, ale takie sa fakty.

            Kazda konspiracja jest przez kogos wspierana. Oficjalnie nie firmuja tego rzady,
            lecz z zasady wspieraja te dzialalnosc sluzby specjalne - wykorzystujac jako
            kamuflaz zwiazki zawodowe, Czerwony Krzyz itp. instytucje. Nie inaczej bylo z
            dzialalnoscia konspiracyjna Pilsudskiego, AK czy AL.

            Michnik: Zaprzeczam. Schweizer postrzega "Solidarnosc" jako instrument w reku
            CIA. To teza calkowicie falszywa, bedaca reliktem mentalnosci
            policyjno-agenturalnej. "Solidarnosc" otrzymywala pieniadze od zwiazków
            zawodowych, srodowisk emigracyjnych, Kongresu Stanów Zjednoczonych. Pieniadze
            CIA - to wymysl komunistycznej propagandy.

            Zanim Pan trafil do MSW, przyjmowal Pan z dobra wiara wszystko, co produkowali
            funkcjonariusze owego resortu? Nie zastanawial sie Pan, czy to prawda?

            Kiszczak: Przyjmowalem do wiadomosci. Nie mialem podstaw, by kwestionowac te
            informacje. Takze jako minister spraw wewnetrznych wielokrotnie popelnilem ten
            blad - zreszta popelniali go i inni - ze ocenialem ludzi opozycji, kierujac sie
            informacjami, które "przejalem w spadku". Ci ludzie byli juz zaszufladkowani.

            Ale to Wy ich zaszufladkowaliscie. To przeciez gen. Jaruzelski mówil harcerzom o
            opozycji: "Mali, zli ludzie, o uszkodzonej wyobrazni".

            Kiszczak: Tak, ale mówil w oparciu o te materialy, które do niego docieraly.

            To Panscy ludzie dostarczali te materialy.

            Kiszczak: Mysmy zastali takie szufladki z nazwiskami panów Michnika, Kuronia,
            Modzelewskiego i innych. I do tych szufladek dokladalismy nowe materialy.

            Które niczym sie nie róznily od starych. Sierzant SB pisze w swej notatce:
            Michnik ma duze mieszkanie, nieznane zródla utrzymania, odwiedzaja go osoby plci
            obojga...

            Kiszczak: To wszystko miesci sie w ramach pracy operacyjnej. Takie dane sa
            potrzebne, zeby zalozyc podsluch, zaalarmowac agenture, prowadzic skuteczne
            obserwacje.

            U Michnika byl podsluch?

            Kiszczak: Byl. Zalozenie podsluchu nie stanowilo wiekszego problemu. Ale ja sie
            takimi sprawami bezposrednio nie zajmowalem. Powtarzam: nie sposób sterowac
            bezposrednio 200 tys. podwladnych. To po prostu niemozliwe. Nawet
            wiceministrowie czy dyrektorzy departamentu nie zajmowali sie tym osobiscie."

            Z wywiadu wynika wyraźnie, że Michnik czytał Kiszczakowi ubecką notatkę,
            która jest w jego posiadaniu. Wynika też, że wiedzieli o Michniku wszystko!

            • leszek.sopot Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 12:11
              basia.basia napisała:

              > Z wywiadu wynika wyraźnie, że Michnik czytał Kiszczakowi ubecką notatkę,
              > która jest w jego posiadaniu. Wynika też, że wiedzieli o Michniku wszystko!


              Basiu niedoczytalas. Jest to notatka z prokuratury: "Michnik: Sierzant
              sporzadzil te notatke na zyczenie prokuratury, która zwrócila sie do SB o
              wywiad srodowiskowy." Michnik zapoznal sie z ta notatka bo byla w aktach
              sprawy.
              • basia.basia Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 12:50
                leszek.sopot napisał:

                > basia.basia napisała:
                >
                > > Z wywiadu wynika wyraźnie, że Michnik czytał Kiszczakowi ubecką notatkę,
                > > która jest w jego posiadaniu. Wynika też, że wiedzieli o Michniku wszystk
                > o!
                >
                >
                > Basiu niedoczytalas. Jest to notatka z prokuratury: "Michnik: Sierzant
                > sporzadzil te notatke na zyczenie prokuratury, która zwrócila sie do SB o
                > wywiad srodowiskowy." Michnik zapoznal sie z ta notatka bo byla w aktach
                > sprawy.

                Doczytałam. Stąd właśnie Michnik mógł czerpać wiedzę co do rodzaju
                materiałów, które znajdują się w jego teczce i jestem pewna, że jak
                wszedł do archiwum MSW to najpierw zajął się odszukaniem tej teczki.
                • leszek.sopot Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 12:55
                  basia.basia napisała:

                  > leszek.sopot napisał:
                  >
                  > > basia.basia napisała:
                  > >
                  > > > Z wywiadu wynika wyraźnie, że Michnik czytał Kiszczakowi ubecką not
                  > atkę,
                  > > > która jest w jego posiadaniu. Wynika też, że wiedzieli o Michniku w
                  > szystk
                  > > o!
                  > >
                  > >
                  > > Basiu niedoczytalas. Jest to notatka z prokuratury: "Michnik: Sierzant
                  > > sporzadzil te notatke na zyczenie prokuratury, która zwrócila sie do SB o
                  >
                  > > wywiad srodowiskowy." Michnik zapoznal sie z ta notatka bo byla w aktach
                  > > sprawy.
                  >
                  > Doczytałam. Stąd właśnie Michnik mógł czerpać wiedzę co do rodzaju
                  > materiałów, które znajdują się w jego teczce i jestem pewna, że jak
                  > wszedł do archiwum MSW to najpierw zajął się odszukaniem tej teczki.

                  Akta z procesu sa (byly) w sadzie, a nie w archiwach MSW lub IPN. W archiwum
                  MSW powinny byly byc materialy pochodzace np. z podsluchow, a nie ze smiesznego
                  wywiadu srodowiskowego.
                  Kazdy oskarzony i jego adwokat otrzymuje kopie materialow zgromadzonych przez
                  prokurature by mogl przygotowac swoja obrone.
                  • trzecie.dno Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 15:20
                    leszek.sopot napisał:

                    > Akta z procesu sa (byly) w sadzie, a nie w archiwach MSW lub IPN. W archiwum
                    > MSW powinny byly byc materialy pochodzace np. z podsluchow, a nie zesmiesznego
                    >wywiadu srodowiskowego.
                    > Kazdy oskarzony i jego adwokat otrzymuje kopie materialow zgromadzonych przez
                    > prokurature by mogl przygotowac swoja obrone.

                    Nie rozumiem tego całkowicie. Do książek o SB-cji nie będę się odwoływał, ale
                    dzsiejsza lektura Rzepy dla niewtjemniczonych powinna trochę wyciąganie
                    wniosków tego typu powstrzymywać.

                    Na marginesie fakt bycia tego typu informacji w jednym miejscu nie wyklucza,
                    żeby wręcz nie napisać, że w świetle procedur obowiązujących w służbach,
                    potwierdza, że były też i w innym miejscu.

                    Pzdr!
                  • basia.basia Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 16:50
                    Jeszcze raz (ostatni) - na żadanie prokuratora SB sporządziła
                    wywiad środowiskowy i to chyba OCZYWISTE, że esbek oparł się
                    na materiałach, które były w posiadaniu SB!
                    • leszek.sopot Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 17:05
                      basia.basia napisała:

                      > Jeszcze raz (ostatni) - na żadanie prokuratora SB sporządziła
                      > wywiad środowiskowy i to chyba OCZYWISTE, że esbek oparł się
                      > na materiałach, które były w posiadaniu SB!

                      Esbek sie oparl, a nie Michnik, ktory ten papier przeczytal w aktach sprawy.
                      pozaty zgaduje, ze tak jak Kuroniowi IPN przekazal jego teczki (trafily one w
                      ub. roku do Fundacji Karta), tak trafily tez teczki do Michnika o ile sie
                      zachowaly.
                      Z twojego wczesniejszego postu jeszcze jednego nie zrozumialem. Ty na postawie
                      tego smiesznego wywiadu srodowiskowego napisalas, ze esbecja wiedziala
                      wszystko. Z tego wywiadu nie wiedziala nic. Jednak w przypadku Kuronia i
                      Michnika chyba jest jasne, ze oni dzialali jawnie i nie ukrywali sie ani
                      chowali sie ze swoimi pogladami. Gdy chcieli by cos bylo tajne to mieli na to
                      sposoby - byc moze widzialas film o KLuroniu na ktorym pokazywal jak urywal sie
                      esbekom...

                      • basia.basia Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 17:10
                        leszek.sopot napisał:

                        > basia.basia napisała:
                        >
                        > > Jeszcze raz (ostatni) - na żadanie prokuratora SB sporządziła
                        > > wywiad środowiskowy i to chyba OCZYWISTE, że esbek oparł się
                        > > na materiałach, które były w posiadaniu SB!
                        >
                        > Esbek sie oparl, a nie Michnik, ktory ten papier przeczytal w aktach sprawy.
                        > pozaty zgaduje, ze tak jak Kuroniowi IPN przekazal jego teczki (trafily one w
                        > ub. roku do Fundacji Karta), tak trafily tez teczki do Michnika o ile sie
                        > zachowaly.

                        Nie mam zdrowia się z Tobą kłócić! Stale coś przekręcasz
                        i wywracasz kota ogonem albo czytasz między wierszami
                        i znajdujesz tam co Ci się podoba.
                        Kuroń nie dostał z IPN teczki! Dostał papiery od prowadzącego
                        go esbeka! I wraz z innymi dokumentami przekazał je Karcie!


                        > Z twojego wczesniejszego postu jeszcze jednego nie zrozumialem. Ty na postawie
                        > tego smiesznego wywiadu srodowiskowego napisalas, ze esbecja wiedziala
                        > wszystko. Z tego wywiadu nie wiedziala nic.

                        Czy nie zauważyłeś, do jasnej cholery, że Michnik przytoczył w wywiadzie
                        tylko to co mu pasowało? To nie ja wykropkowałam fragmenty - tak jest
                        w artykule!

                        Jednak w przypadku Kuronia i
                        > Michnika chyba jest jasne, ze oni dzialali jawnie i nie ukrywali sie ani
                        > chowali sie ze swoimi pogladami. Gdy chcieli by cos bylo tajne to mieli na to
                        > sposoby - byc moze widzialas film o KLuroniu na ktorym pokazywal jak urywal sie
                        >
                        > esbekom...
                        >
                        • leszek.sopot Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 17:23
                          Jaka klotnia?

                          Wrocmy do poczatku. Napisalas: "Z wywiadu wynika wyraźnie, że Michnik czytał
                          Kiszczakowi ubecką notatkę, która jest w jego posiadaniu. Wynika też, że
                          wiedzieli o Michniku wszystko!"

                          Po pierwsze, byla to notatka sporzadzona na zyczenie sadu i znalazla sie w
                          aktach sprawy. Nic wiec dziwnego, ze Michnik mogl sie z nia zapoznac jeszcze w
                          1986 roku a kopie na pewno jego adwokat zachowal. Ja nie widze w tym zadnej
                          sensacji, ze Michnik akurat jest w posiadaniu tej notatki. Z tej notatki wynika
                          nie wszystko, ale tylko to, ze Michnik urodzil sie, ma rodzine, jest
                          nieporzadny i przychodza do niego NN o kazdej porze dnia i nocy i halasuja.
                          Ze Michnik przytoczyl tylko to, co mu pasuje... Ty myslisz, ze w tym
                          zacytowanym wywiadzie srodowiskowym w miejscach wykropkowanych jest cala wiedza
                          o tajemnych sprawkach Michnika?


                          To ten esbek mial tych kilka wielkich kartonow w domu i przyniosl je do
                          Kuronia? Nie wiedzialem o tym, musialem widocznie bezmyslnie palnac jakies
                          glupstwo:(
                          • basia.basia Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 17:46
                            leszek.sopot napisał:

                            > To ten esbek mial tych kilka wielkich kartonow w domu i przyniosl je do
                            > Kuronia? Nie wiedzialem o tym, musialem widocznie bezmyslnie palnac jakies
                            > glupstwo:(

                            2.01.2005 napisałam:

                            "Ja natomiast przedwczoraj przejrzałam Kartę nr 42, kupioną w tych dniach
                            i zwróciłam uwagę na informację o tym, że Ośrodek Karta otrzymał od Jacka
                            Kuronia mnóstwo dokumentów dotyczących KOR-u i nie tylko a wśród nich:
                            "...i dokument wewnętrzny MSW Analiza działalności antypaństwowej Jacka
                            Kuronia, opracowany przez osobistego opiekuna w SB"."

                            forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=18967740&a=19066179
                            • leszek.sopot Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 17:48
                              basia.basia napisała:

                              > leszek.sopot napisał:
                              >
                              > > To ten esbek mial tych kilka wielkich kartonow w domu i przyniosl je do
                              > > Kuronia? Nie wiedzialem o tym, musialem widocznie bezmyslnie palnac jakie
                              > s
                              > > glupstwo:(
                              >
                              > 2.01.2005 napisałam:
                              >
                              > "Ja natomiast przedwczoraj przejrzałam Kartę nr 42, kupioną w tych dniach
                              > i zwróciłam uwagę na informację o tym, że Ośrodek Karta otrzymał od Jacka
                              > Kuronia mnóstwo dokumentów dotyczących KOR-u i nie tylko a wśród nich:
                              > "...i dokument wewnętrzny MSW Analiza działalności antypaństwowej Jacka
                              > Kuronia, opracowany przez osobistego opiekuna w SB"."
                              >
                              > forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=18967740&a=19066179

                              Opracowany a nie dostarczony Jackowi przez esbeka.
                      • trzecie.dno Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 17:18
                        A widziałeś film jak AM dostawał w kość?

                        Niestety zamiast wspólczucia u kolegów z podziemia, zaczeli zadawać pytania
                        dlaczego tylko taki jeden film sie zachował o znęcaniu się nad opozycjonistami?
                        • leszek.sopot Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 17:28
                          trzecie.dno napisał:

                          > A widziałeś film jak AM dostawał w kość?
                          >
                          > Niestety zamiast wspólczucia u kolegów z podziemia, zaczeli zadawać pytania
                          > dlaczego tylko taki jeden film sie zachował o znęcaniu się nad
                          opozycjonistami?

                          Widzialem. Byl to film, ktory nakrecono celowo by ponizyc Michnika. Z tego co
                          pamietam, to nie ma tam sceny jak jest bity, tylko jak sie szarpie i wyzywa
                          gliniarzy, a wyglada jak ostatnia lachudra.

                          Rzeczywiscie nie ma filmow o torturowaniu i biciu. Widocznie nasi klawisze do
                          chlopcy ze wsi, anie tak jak amerykanscy specjalisci, ktorzy z
                          kazdej "imprezki" robia sobie pamiatkowe fotografie na tle nagich, stloczonych
                          cial wiezniow. Inna kultura i cywilizacja - u nas pewnie zaden klawisz nie
                          potrafil zrobic zdjecia, do tego celu musiano wzywac specjalistow z centrali.
                          • trzecie.dno Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 17:47
                            leszek.sopot napisał:

                            > trzecie.dno napisał:
                            >
                            > > A widziałeś film jak AM dostawał w kość?
                            > >
                            > > Niestety zamiast wspólczucia u kolegów z podziemia, zaczeli zadawać pytan
                            > ia
                            > > dlaczego tylko taki jeden film sie zachował o znęcaniu się nad
                            > opozycjonistami?
                            >
                            > Widzialem. Byl to film, ktory nakrecono celowo by ponizyc Michnika. Z tego co
                            > pamietam, to nie ma tam sceny jak jest bity, tylko jak sie szarpie i wyzywa
                            > gliniarzy, a wyglada jak ostatnia lachudra.

                            No właśnie. Sceptycy tego filmu zauważają, że tak naprawdę AM nie dostawał w
                            kość, po pierwsze. Po drugie, zastanwaiaja się dlaczego tylko taki jeden film
                            się zachował? Skoro "nasze służby" nie miały zwyczaju robic filmików dlaczego
                            akurat ten jeden się zachował, a inne filmiki zagineły. Specyficznyme teczki też.

                            P.S. Z całym szacunkiem dla Ciebie, proszę nie wrzucaj wątków kompletnie nie
                            związanch z dyskusją. Podzielam twój pogląd, że wiezienne znęcanie się nad
                            zatrzymanymi jest ochydne. Jak chcesz o tym podyskutować przenieśmy się na inny
                            wątek.
                            • leszek.sopot Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 17:55
                              Jakos mi sie tylko nasunelo porownanie tego filmu z Michnikiem do scen z
                              irackich wiezien. najgorsze warunki i palowanie przezyli internowani w
                              Kwidzyniu, ale tam tylko jeden po pobiciu wyladowal w szpitalu. Zgadzam sie, ze
                              nie miejsce by porownywac to, co robili amerykanie w Iraku do warunkow
                              przetrzymywania internowanych w stanie wojennym, ale czasem kasliwie to moim
                              znajomym wypominam, bo czasem nosza sie dumnie jak paw bo "mieli honor" byc
                              internowany czy wiezieni, a ci co nie dali sie zlapac to niby gorsi od nich?

                              To tylko tak na marginesie. Przepraszam. Z Michnikiem esbecja miala problem jak
                              z nikim innym z pamietnej 11 przewidzianej do eksportu na Zachod. Mediowal
                              nawet Orszulik by przekonac Michnika do tego kroku, a ten sie uparl i cala
                              sprawa padla.
                              • trzecie.dno Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 18:21
                                Przeprosiny przyjęte. Tylko pytania pozostają bez odpowiedzi tamte i te.

                                Pałowanie w Kwidzyniu nie mogło być filmowane, bo "wybaczenie" pałowanych byłoby
                                niepewne, a dowód twardy.

                                A jeśli było filmowane (hipotetycznie!) to dlaczego tylko Michnikowa szarpanina
                                przetrwała?
                                • leszek.sopot Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 18:27
                                  trzecie.dno napisał:

                                  > Przeprosiny przyjęte. Tylko pytania pozostają bez odpowiedzi tamte i te.
                                  >
                                  > Pałowanie w Kwidzyniu nie mogło być filmowane, bo "wybaczenie" pałowanych
                                  byłob
                                  > y
                                  > niepewne, a dowód twardy.
                                  >
                                  > A jeśli było filmowane (hipotetycznie!) to dlaczego tylko Michnikowa
                                  szarpanina
                                  > przetrwała?


                                  Zgaduje, ze w oczach Kiszczaka i innych esbekow Michnik byl legenda i mitem.
                                  Byl tym najbardziej zajadlym ich przeciwnikiem i dlatego Kiszczak kazal
                                  nakrecic i zachowal ten filmik bo to byl jego ubecki rarytas. Cos takiego, jak
                                  mysliwy co obwiesza sciany swoimi trofeami. Zaloze sie w ciemno, ze
                                  takich "rarytasow" jest u Kiszczaka jeszcze kilka. General byc moze czuje do
                                  nich sentyment i na starosc z rozzewnieniem wspomina minione lata, kiedy to
                                  mogl zdobywac kolejne pamiatki.
                                  • kataryna.kataryna Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 18:58
                                    leszek.sopot napisał:


                                    > Zgaduje, ze w oczach Kiszczaka i innych esbekow Michnik byl legenda i mitem.
                                    > Byl tym najbardziej zajadlym ich przeciwnikiem i dlatego Kiszczak kazal
                                    > nakrecic i zachowal ten filmik bo to byl jego ubecki rarytas. Cos takiego,
                                    jak
                                    > mysliwy co obwiesza sciany swoimi trofeami. Zaloze sie w ciemno, ze
                                    > takich "rarytasow" jest u Kiszczaka jeszcze kilka. General byc moze czuje do
                                    > nich sentyment i na starosc z rozzewnieniem wspomina minione lata, kiedy to
                                    > mogl zdobywac kolejne pamiatki.




                                    Michnik jako jeleń nad kominkiem Czekiszczaka? Brrr.

                                    • leszek.sopot Kiszczak przy kominku 24.01.05, 19:24
                                      kataryna.kataryna napisała:

                                      > leszek.sopot napisał:
                                      >
                                      >
                                      > > Zgaduje, ze w oczach Kiszczaka i innych esbekow Michnik byl legenda i mit
                                      > em.
                                      > > Byl tym najbardziej zajadlym ich przeciwnikiem i dlatego Kiszczak kazal
                                      > > nakrecic i zachowal ten filmik bo to byl jego ubecki rarytas. Cos takiego
                                      > ,
                                      > jak
                                      > > mysliwy co obwiesza sciany swoimi trofeami. Zaloze sie w ciemno, ze
                                      > > takich "rarytasow" jest u Kiszczaka jeszcze kilka. General byc moze czuje
                                      > do
                                      > > nich sentyment i na starosc z rozzewnieniem wspomina minione lata, kiedy
                                      > to
                                      > > mogl zdobywac kolejne pamiatki.
                                      >
                                      >
                                      >
                                      >
                                      > Michnik jako jeleń nad kominkiem Czekiszczaka? Brrr.

                                      Jakie brrr? To bardzo mily obrazek. Emerytowany general siedzi w fotelu, ze
                                      stop zrzucil pantofle, polozyl nogi na podnozku stojacym blisko paleniska. Pije
                                      kawke i wlacza magnetowid... Usmiech mu sie pojawia na twarzy, moze nawet oko
                                      lekko sie zalzawi ze smiechu gdy po raz osiemstetrzynasty na dobranocke wlacza
                                      sobie kasete z podskakujacym Michnikiem, ktory probuje sie uwolnic od
                                      trzymajacych go dwumetrowych dryblasow, a ci mu sruuu w dupe. W myslach po raz
                                      osiemsttrzynasty rozpoczyna gre, kalkuluje sobie co by bylo gdybym to zrobil
                                      tak, a moze tak i... zapada w drzemke.
            • trzecie.dno Wygląda to na werbunek 24.01.05, 15:03
              W świetle pewnych prawideł obowiązujacych w spec służbach, o których co nieco
              jest w dzisiejszej Rzepie czynności podjęte wobec Michnika wyglądają
              przynajmniej jako próba werbunku. Przynajmniej z tego powodu i to przynajmniej
              część wypowiadana przez "człowieka honoru" wydaje się bardzo niewiarygodna.
              Zawsze pozostaje nadzieja...
              • trzecie.dno Re: Wygląda to na werbunek 24.01.05, 16:21
                Precyzując. Typowe przygotowia do werbunku w świetle mętnych tłumaczeń Kiszczaka
                dość łatwo uprawdapadabniają próby werbunku, tylko dlaczego AM tak lekceważy te
                informacje środowiskowe i nie opowiada o wielu rozdzajach propozycji jakie
                wówczas były składane opozycjonistom.
                • leszek.sopot Nie. Chodzilo o to by namowic go do emigracji 24.01.05, 16:58
                  trzecie.dno napisał:

                  > Precyzując. Typowe przygotowia do werbunku w świetle mętnych tłumaczeń
                  Kiszczak
                  > a
                  > dość łatwo uprawdapadabniają próby werbunku, tylko dlaczego AM tak lekceważy
                  te
                  > informacje środowiskowe i nie opowiada o wielu rozdzajach propozycji jakie
                  > wówczas były składane opozycjonistom.


                  Byla skladana jedna propozycja Michnikowi i on na nia odpowiedzial w znakomitym
                  liscie, ktory powinien przejsc do legendy. Zastanawianie sie nad tym czy SB
                  probowalo zwerbowac Adama uwazam za bardzo duze nieporozumienie, no i strate
                  czasu.
                  • trzecie.dno Re: Nie. Chodzilo o to by namowic go do emigracji 24.01.05, 17:09
                    leszek.sopot napisał:


                    > liscie, ktory powinien przejsc do legendy. Zastanawianie sie nad tym czy SB
                    > probowalo zwerbowac Adama uwazam za bardzo duze nieporozumienie, no i strate
                    > czasu.

                    Uprzejmie donoszę, że wyjazd był opcją przy werbowaniu w zależności od
                    zawartości teczek. Co do samego werbunku AM, to dyskusje na ten temat też uważam
                    za stratę czasu. I mam nadzieje, że nie będziemy musieli odwoływac legendy
                    Adama. Niestety jego protesty lustracyjne tylko szkodzą takiemu wizerunkowi i są
                    pożywką do wszelkiego rodzaju spekulacji.
                • basia.basia Re: Wygląda to na werbunek 24.01.05, 17:06
                  trzecie.dno napisał:

                  > Precyzując. Typowe przygotowia do werbunku w świetle mętnych tłumaczeń Kiszczak
                  > a
                  > dość łatwo uprawdapadabniają próby werbunku, tylko dlaczego AM tak lekceważy t
                  > e
                  > informacje środowiskowe i nie opowiada o wielu rozdzajach propozycji jakie
                  > wówczas były składane opozycjonistom.

                  Uprzytomniłeś mi, że w przypadku Michnika hakiem mógł być
                  ten nieszczęsny brat, stalinowski kat. Temu człowiekowi
                  włos nie spadł z głowy, umożliwiono mu wyjazd do Szwecji.

                  • trzecie.dno Re: Wygląda to na werbunek 24.01.05, 17:11
                    Dziękuje za zauważenie.
                  • leszek.sopot Basia znalazla haka 24.01.05, 17:59
                    Tylko, ze ten hak byl juz spalony po wydarzeniach Marca 68 i wiedza o bracie
                    Michnika byla kolportowana przez sluzby SB. Adam odpowiada za swoje zycie a nie
                    za zycie brata. Ma prawo go takze traktowac jak brata, ma prawo go kochac nawet
                    jesli jest on "stalinowskim katem".
                    • Gość: t1s Re: Basia znalazla haka IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.01.05, 19:50
                      Takie fakty nie posłużyłyby jako hak.
                      Osobę, ktorej brat, rodzice miały związek z systemem komunistycznym, po prostu
                      łatwiej przekonać do współpracy.
                      Łatwiej też przekonać osobę, która sama miała takie związki.
                      • Gość: cz Re: Basia znalazla haka IP: *.elpos.net / *.elpos.net 24.01.05, 20:16
                        może i łatwiej, ale Michnika chyba nie przekonali, co? ;) Po co więc rozważać
                        możliwości zaistnienia wydarzeń, które się nie wydarzyły?
          • Gość: cz no i tak IP: *.elpos.net 24.01.05, 12:35
            Mam wrażenie, że sprowadzasz całą sprawę do absurdu i na dodatek robisz to
            > zupełnie świadomie.

            Oczywiście!


            Z cytatu, który przytoczyłeś nijak nie wynika, żeby Michnik
            >
            > miał jakieś osobiste powody do włażenia w dupę Czekiszczakowi.

            Wynika. Jest tam napisane, że włazi w trosce o kolegów z opozycji, o ile dobrze
            zrozumiałem. To szczegół, czy boi się o siebie czy najbliższych znajomych.


            Z tego cytatu
            > nie sposób wyczytać, że mogą istnieć jakieś kwity, które mogłyby Michnika
            > zaprowadzić do więzienia (ani nawet pod pręgierz opinii publicznej). Przecież
            > tam jest wyraźnie napisane, że Czekiszczak „pokazał Michnikowi co ma na
            > opozycję”, a więc zachowanie Michnika może wynikać z jego troski
            > o „ideę”, „etos”, „dobro wspólne”, „p
            > aństwo”, „powodzenie transformacji
            > ustrojowej”


            No tak, rozumiem. I gdyby tak było, to bym też obśmiewał Michnika. Tak jak
            napisałem Katarynie, być może naiwnie sądzę, że to jednak nie chodzi o strach
            przed ujawnieniem kwitów, które miałyby pogrążyć Michnika czy jego przyjaciół z
            opozycji tudzież odbrązowić etos. Być może wciąż kieruje mną dawna sympatia do
            Michnika, ale być może to jest kwestia zdrowego rozsądku. Kwity wyszłyby na
            jaw prędzej czy później i Michnik musiałby być naprawdę głupi, żeby tego nie
            wiedzieć. Może raczej boi się, że przez esbeckie kwity dojdzie do
            kolejnej "walki w rodzinie" (która notabene rodziną dawno już nie jest) i
            obawia się, że byli solidarnościowcy ośmieszą się publicznie używając na siebie
            esbeckich haków.
            • witek.bis Re: no i tak 24.01.05, 13:05
              Oto i cytat będący przedmiotem tego sporu:

              "To sa momenty w których decydowalo sie jak bedzie wygladac kolejne
              kilkanascie
              >
              > lat. Kiszczak pokazal Michnikowi co ma na opozycje, Michnik jest na tyle
              > inteligentny, ze wiedzial, ze kopie najciekawszych materialów z archiwum
              > Kiszczak trzyma jako swoista polise ubezpieczeniowa. W takiej sytuacji mozna
              > tylko starac sie udomowic i udobruchac Kiszczaka (czy Michnik przeprowadzil
              > bardziej wazeliniarskie wywiady niz ten z Kiszczakiem?) i jego politycznych
              > kolegów. Niech robia co chca."

              W tej sprawie napisałem do Ciebie:

              Z cytatu, który przytoczyłeś nijak nie wynika, żeby Michnik
              >
              > miał jakieś osobiste powody do włażenia w dupę Czekiszczakowi.

              Odpowiedziałeś mi:

              ”Wynika. Jest tam napisane, że włazi w trosce o kolegów z opozycji, o ile
              dobrze
              zrozumiałem. To szczegół, czy boi się o siebie czy najbliższych znajomych.”

              Otóż upieram się, że jednak nie wynika! Zwróć uwagę, że dokonałeś małego
              zabiegu polegającego na zastąpieniu słowa „opozycja” przez słowa „koledzy z
              opozycji”. Mam nadzieję, że zrobiłeś to nieświadomie. Przecież jeśli
              zrezygnujesz z tych „kolegów” i „najbliższych znajomych”, których dodałeś do
              tekstu Kataryny, to z łatwością zauważysz, że jej tekst wcale nie jest
              sprzeczny z ostatnim akapitem Twojego postu, a w szczególności z tym jego
              fragmentem:
              „Może raczej boi się, że przez esbeckie kwity dojdzie do kolejnej "walki w
              rodzinie" (która notabene rodziną dawno już nie jest) i obawia się, że byli
              solidarnościowcy ośmieszą się publicznie używając na siebie esbeckich haków.”

              Może wystarczy po prostu czytać to, co jest napisane (niczego do tego nie
              dodając, ani też niczego nie odejmując), a większość sporów na tym forum stanie
              się bezprzedmiotowa?
              • Gość: cz Re: no i tak IP: *.elpos.net 24.01.05, 13:25
                "Kiszczak pokazal Michnikowi co ma na opozycje (...) [Michnik...] w takiej
                sytuacji mo> zna
                > > tylko starac sie udomowic i udobruchac Kiszczaka (czy Michnik przeprowadz
                > il
                > > bardziej wazeliniarskie wywiady niz ten z Kiszczakiem?) "

                Witku, moim zdaniem nie jest istotą sporu, czy Michnik uważa byłą opozycję za
                swoich kolegów czy nie, tudzież ilu z byłych opozycjonistów nadal jest jego
                przyjaciółmi. Ale jeżeli moje nieprecyzyjne wysławianie się utrudnia dyskusję,
                to przepraszam. Nie chcę rozpoczynać dyskusji nt. znaczenia słowa "osobiste".
                Mnie się jednak wydawało, że używanie kwitów esbeckich napawa Michnika strachem
                przed ośmieszeniem, no właśnie, opozycji, czyli - w jakiejś mierze czy części -
                jego kolegów. Niekoniecznie jego rodziny. Ale dla niego jako dla człowieka
                zaangażowanego przed 1989 tak bardzo w działalność antykomunistyczną,
                perspektywa ośmieszenia opozycjonistów przez esbeków, i to po 1989 roku, jest
                zapewne sprawą osobistą i budzi strach. Mój spór z Wami polega na tym, że wcale
                nie jestem pewien, że ten strach wynika z obawy, że w tych kwitach jest prawda
                (choć być może tu znów nadinterpretowuję Wasze opinie), tylko wręcz przeciwnie,
                że w tych kwitach jest pełno gówna. (No pięknie, udało mi się umieścić "że"
                cztery razy w jednym zdaniu). No i nie uważam, że Michnik świadomie włazi
                Kiszczakowi w dupę w tym wywiadzie - po prostu głupio gada, bo się czuje
                swobodnie. Ale chyba nie po to, żeby otrzymać od Czekiszczaka milczenie w
                sprawie kwitów. Byłoby to bardzo naiwne z jego strony.
                Tak czy owak jestem w mniejszości i nic już nowego w tym temacie nie napiszę.
                Proponuję poszukać porozumienia w innych kwestiach, np. w raportowaniu
                ulubionych zajęć znanych polskich osobistości i "osobistości" ;)






                • witek.bis Re: no i tak 24.01.05, 14:18
                  Mnie najbardziej dziwi jedno. Otóż kiedy krytycy Michnika widzą w nim postać
                  niemal tragiczną, która kosztem nadwerężenia własnego wizerunku stara się za
                  wszelką cenę ocalić mit solidarnościowej opozycji i zapobiec wybuchowi
                  teczkowej wojny w obozie posierpniowym, jego zwolennicy i obrońcy poważnie
                  zastanawiają się nad tym, czy on aby nie uprawia w ten sposób prywaty,
                  kumoterstwa, nepotyzmu i cholera wie czego jeszcze. Bardzo mi to przypomina
                  sytuację, w której osoba krytykująca Michnika oficjalnie zadeklarowała, że
                  wierzy całkowicie w to, że on żadnych akcji Agory nie wziął, a „obrońca”
                  redaktora zaczął snuć rozważania, że „wprawdzie on akcji nie wziął, ale być
                  może one na niego czekają, lecz on o nich nie myśli, bo on tylko o tych
                  ideałach i innych takich”. Coś mi się wydaje, że w głowach sympatyków Michnika
                  potrafią pomieścić się takie podejrzenia, które za skarby świata nie są w
                  stanie zaświtać w zakutych łbach jego przeciwników. Ja osobiście wolałbym, żeby
                  Michnik właził w dupę Czekiszczakowi całkowicie rozmyślnie i w imię dobra
                  wyższego (tak jak je rozumie), niż żeby miał robić to nieświadomie, z głupoty,
                  czy nadmiernej swobody. Tak czy owak z radością witam propozycję poszukania
                  porozumienia w innych kwestiach. Może tam się uda?

                  PS
                  A tak na marginesie, to wydaje mi się, że alternatywa „prawda albo gó..” jest
                  fałszywa. Wiele wskazuje na to, że w esbeckich teczkach jest po
                  prostu „prawdziwe gó..” i właśnie dlatego ta sprawa jest tak śmierdząca.
                  Pozdrawiam
                  • Gość: cz Re: no i tak IP: *.elpos.net 24.01.05, 14:29
                    jego zwolennicy i obrońcy poważnie
                    > zastanawiają się nad tym, czy on aby nie uprawia w ten sposób prywaty,
                    > kumoterstwa, nepotyzmu i cholera wie czego jeszcze.

                    uff, to jacyś niemądrzy zwolennicy. Ja jednak uważam, że właził Kiszczakowi w
                    dupę z głupoty, a broni się przed wojną teczkową w imię wyższych ideałów. I
                    niczego innego nie twierdziłem. Pzdr.
                    • trzecie.dno Re: no i tak 24.01.05, 15:43
                      Uprzejmie proszę mi wyjasnić jak doświadziny konspirator zasłużony opozycjonista
                      może przetrwać będąc głupcem i naiwniakiem? Skoro jest "głupi" dlaczego
                      dopatrywać się inteligencji w jego działaiach? Gdzie jest linia demarkacyjna
                      jego inteligencji i głupoty (naiwności)?

                      Wydaje się bardziej rozsądne, aby założyć, że coś robił z pełną rozwagą, co nie
                      wyklucza będów, albo jest naiwniakiem tylko jak w takim razie przetrwał
                      dzialalnośc opozycyjną bez wpadki? No i jak wytłumaczyć prezentowaną linie po
                      '89 roku? Nawet naiwnośc ma pewne granice. Chyba kiedyś trzeba sie zorientować w
                      tym co się robi, ale znowy nie chce mi się wierzyć, że zwolennicy AM chcą bronic
                      naiwniaka?

                      Gość portalu: cz napisał(a):
                      > uff, to jacyś niemądrzy zwolennicy. Ja jednak uważam, że właził Kiszczakowi w
                      > dupę z głupoty, a broni się przed wojną teczkową w imię wyższych ideałów. I
                      > niczego innego nie twierdziłem.

                      Czy mając taki poziom głupoty można się bronić wojny teczkowej w imie wyższych
                      ideałów? Już nawet nie zapytam się czy można się bronić mądrze?

                      I to bronić czegoś w czym się wykazało szczególny poziom głupoty?

                      Pzdr!

                      • Gość: cz Re: no i tak IP: *.elpos.net 24.01.05, 16:14
                        that's too sophisticated to me, sorry.
                        • trzecie.dno Re: no i tak 24.01.05, 16:35
                          Gość portalu: cz napisał(a):
                          > uff, to jacyś niemądrzy zwolennicy. Ja jednak uważam, że właził Kiszczakowi w
                          > dupę z głupoty, a broni się przed wojną teczkową w imię wyższych ideałów. I
                          > niczego innego nie twierdziłem.

                          that's too sophisticated to me, too.

                          Czy i kiedy w ogóle AM zorientował się w swoim głupim wchodzeniu w tyłek
                          Kiszczaka? Tak na początek.

                          • Gość: cz Re: no i tak IP: *.elpos.net 24.01.05, 16:46
                            > Czy i kiedy w ogóle AM zorientował się w swoim głupim wchodzeniu w tyłek
                            > Kiszczaka? Tak na początek.
                            >

                            ;)nie wiem, nie mam danych na ten temat
                            • trzecie.dno AM robił to z głupoty? 24.01.05, 18:09
                              Gość portalu: cz napisał(a):
                              > uff, to jacyś niemądrzy zwolennicy. Ja jednak uważam, że właził Kiszczakowi w
                              > dupę z głupoty, a broni się przed wojną teczkową w imię wyższych ideałów. I
                              > niczego innego nie twierdziłem.

                              Nie wiem czy to co jest powyżej napisałeś poważnie, ale spróbuje wyjaśnic moje
                              wątpilwości.

                              Natura ludzka charakteryzuje się pewną stabilnością. Zwykle nikt nagle nie
                              zmienia swojego życia z dnia na dzień. Są rzadkie wyj ątki. Playboy idzie do
                              zakonu i staje się ascetą. Tylko, ze takim wydarzeniom towarzyszą pewne bardzo
                              przełomowe okolicznośći. Gwałtowna przemiana natępuję po wyjątkowo doniosłym
                              zdarzeniu. Istotne wydarzenie i widoczna zmiana.

                              Piszesz, że z powodu głupoty AM wchodził Kiszczakowi i d***, a potem co?
                              Zauważył to i już nie wchodził do d*** Kiszczakowi? Więc pytam się na skutek
                              jakiego wydarzenia to natąpiło i czym się to objawiło?

                              Inna wersja. Z głupoty wchodził do d**** Kiszczakowi i nadal to robi, bo nic nie
                              zauważył. No bo gdzie jest ta przemiana autorefleksja? Skoro jeszcze na czym
                              polegała to głupota nie załapał to jak może właściwie lansowoć wyżesze idee?

                              Inna wersja. Z głupoty wchodził do d*** Kiszczakowi i jak się zorientował, to
                              przed własną kompromitacją robi to nadal.

                              Inna wersja. Robił to i robi to nadal z pełną świadomścią. Tylko dlaczego? Tyklo
                              w tym przypadku już o wyższych ideach mowy być nie może, a usprawiedliwianie
                              tymi ideami swoich działeń stawia poważne wątpliwości co do przyczyn takiego
                              zachowania.

                              Pzdr!
                              • Gość: jack Re: AM robił to z głupoty? IP: *.proxy.aol.com 24.01.05, 18:49
                                Zmiana w postepowaniu AM nastapila z premedytacja.
                                Abstrahujac od kolaboranckiego charakteru OS, doboru biesiadnikow nastapily
                                przed OS nieznane ogolowi uzgodnienia z obu stron (prawdopodobnie za zgoda i
                                poparciem przynajmniej USA), ktore byly wypelniane dla tej "wybranej" grupy.
                                Kiszczak faktycznie zachowal sie w stosunku do tej grupy jako "czlowiek honoru"
                                wydajac i pozwolajac m.inn. na niszczenie wybranych teczek, ktorych tresci juz
                                nie poznamy (moze kiedys z archiwow CIA).
                                Obsesja z jaka AM wmawial latami spoleczenstwu budujac mit jaruzela i kiszczaka
                                jako "ludzi honoru"(ze skutkiem zadowalajacym) swiadczy o prawdziwosci tezy
                                wzajemnego tajnego ukladu.
                                Architekci stanu wyjatkowego zostali takze nad podziw dobrze potraktowani przez
                                USA w porownaniu z innymi komunistami bloku.
                                Spojrzmy pod tym katem na ostatni przebieg wydarzen na Ukrainie.
                                Nawet po latach wmawiany jest spoleczenstwu ze strony zachodu pozytywny
                                charakter OS.
                                Klamstwo to latami maniacko powtarzane stalo sie prawie "prawda".
                                • trzecie.dno Re: AM robił to z głupoty? 24.01.05, 19:58
                                  Procesy na Ukrainie są rzeczywiście bardzo ciekawym zjawiskiem do obserwacji i
                                  robienia porównań. To zbyt obszerne na ten wątek. Niemniej widać jak się dobija
                                  targu i jak dochodzi do układu. Cena jest podobna zapobierzenie rozlewowi krwi.

                                  Co do amerykańskiej dzialalności to też temat na odzielną dyskusję. Jet parę
                                  ksiązeczek między innymi jakieś tłumaczenie "Victory". Ktoś o tym już wspominał.

                                  Problem polega czy można usprawiedliwiać próby fałszowania historii i
                                  konsekwencji wynikajacych z tego?

                                  Dalej nie wiem która wersja jest prawdziwa.
                                  • Gość: jack Re: AM robił to z głupoty? IP: *.proxy.aol.com 24.01.05, 20:58
                                    "..Problem polega czy można usprawiedliwiać próby fałszowania historii i
                                    konsekwencji wynikajacych z tego?.."
                                    Odpowiedz w czesci zalezy od stwierdzenia czy "falszowanie historii" dokonuje
                                    sie w interesie wlasnym i grupy czy ogolu.
                                    A jakby nie patrzec na przebieg wydarzen to byly dwie zamkniete na zewnatrz
                                    grupy. Tu zadecydowaly interesy grupy.
                                    Grupa stoi do dzis na stanowisku obrony OS.
                                    Patriotyzm tej grupy, bedacej swiadkami przez 15 lat niekorzystnych dla panstwa
                                    i narodu skutkow tamtych wydarzen, stawia ich patriotyzm (ktory, od lat nie
                                    schodzi im z ust, wszystkich wokol poluczajac) pod znakiem zapytania.
                              • nurni Lustracja ideii 24.01.05, 19:47
                                trzecie.dno napisał:

                                > Inna wersja. Robił to i robi to nadal z pełną świadomścią. Tylko dlaczego?


                                Dlaczego ?

                                Zrodlem szczegolnej atenacji generalowie cieszyli sie nieprzypadkowo.
                                Wiele o zrodlach tych stosunkow mowi wywiad jakiego swego czasu spawacz
                                udzielil GW.
                                Pytany na okolicznosc swojej odpowiedzialnosci za zbrodnie stanu wojennego,
                                general zbyl petakow krotkim:

                                "Myślę, że wszyscy, którzy chcą taki spektakl urządzić powinni się nad tym
                                dobrze zastanowić. Mogą spaść różne aureole"

                                Komunikat generala zostal przelkniety i zrozumiany.

                                Takie chyba byly realia i stad taka swiadomosc.
                                Mozna jeszcze ja podlewac nieswiezym juz sosem "przebaczenia" "historycznego
                                porozumienia" itd. General pokazal tymi slowami bardzo jasno jakie jest zrodlo
                                historycznego kompromisu.

                                Pytanie za kilka srebrnikow. Kto jak nieprzytomny zawsze bronil generalow przed
                                odpowiedzialnoscia ?





                                > Tykl
                                > o
                                > w tym przypadku już o wyższych ideach mowy być nie może, a usprawiedliwianie
                                > tymi ideami swoich działeń stawia poważne wątpliwości co do przyczyn takiego
                                > zachowania.

                                Powazne watpliwosci mamy teraz. Niektorzy (jak Herbert) nie mieli ich od niemal
                                samego poczatku.

                                W tym watku lustrujemy idee. Okazuje sie ze latwo to zrobic nawet majac to co
                                sie ma.
                                Dowod to SLOWA bohaterow "kompromisu.

                                Co bedzie jak tych dowodow w najblizszym czasie nam przybedzie ?

                                Chyba cos bardzo zlego, bo front obrony tajnych TW bije w najwieksze dzwony.

                                Oczywiscie tak jak poprzednio, tak i dzis, front ten "martwi sie" o Polske.

                                • kataryna.kataryna Re: Lustracja ideii 24.01.05, 20:27
                                  nurni napisał:


                                  > Zrodlem szczegolnej atenacji generalowie cieszyli sie nieprzypadkowo.
                                  > Wiele o zrodlach tych stosunkow mowi wywiad jakiego swego czasu spawacz
                                  > udzielil GW.
                                  > Pytany na okolicznosc swojej odpowiedzialnosci za zbrodnie stanu wojennego,
                                  > general zbyl petakow krotkim:
                                  >
                                  > "Myślę, że wszyscy, którzy chcą taki spektakl urządzić powinni się nad tym
                                  > dobrze zastanowić. Mogą spaść różne aureole"



                                  Serio tak powiedział??? Przecież to brzmi jak ostrzeżenie pod adresem opozycji.



                                  > Powazne watpliwosci mamy teraz. Niektorzy (jak Herbert) nie mieli ich od
                                  niemal
                                  >
                                  > samego poczatku.



                                  I dlatego skończył jako psychiczny.




                                  > Chyba cos bardzo zlego, bo front obrony tajnych TW bije w najwieksze dzwony.
                                  >
                                  > Oczywiscie tak jak poprzednio, tak i dzis, front ten "martwi sie" o Polske.



                                  I znowu argumenty zaczynają podrzucać esbecy, jak ci z dzisiejszego wywiadu z
                                  Frasyniukiem. "O sprawie dowiedziałem się dosłownie wczoraj od dawnych
                                  funkcjonariuszy SB, którzy do mnie przyszli". Tylko patrzeć jak Smoleński
                                  odgrzebie swojego Robo-ubeka. Tu wywiad z Frasyniukiem:


                                  serwisy.gazeta.pl/wyborcza/1,34474,2509545.html?as=1&ias=2
                                  • nurni Re: Lustracja ideii 24.01.05, 21:03
                                    kataryna.kataryna napisała:

                                    > nurni napisał:

                                    > > Pytany na okolicznosc swojej odpowiedzialnosci za zbrodnie stanu wojenneg
                                    > o,
                                    > > general zbyl petakow krotkim:
                                    > >
                                    > > "Myślę, że wszyscy, którzy chcą taki spektakl urządzić powinni się nad ty
                                    > m
                                    > > dobrze zastanowić. Mogą spaść różne aureole"
                                    >
                                    >
                                    >
                                    > Serio tak powiedział??? Przecież to brzmi jak ostrzeżenie pod adresem
                                    opozycji.

                                    To nie brzmi, to jest. Jasniej tego powiedziec nie mozna.

                                    Zadziwiajace jest milczenie "dziennikarzy sledczych" po tym wystepie.
                                    Nie dociekano co general mial na mysli.

                                    > I znowu argumenty zaczynają podrzucać esbecy, jak ci z dzisiejszego wywiadu z
                                    > Frasyniukiem. "O sprawie dowiedziałem się dosłownie wczoraj od dawnych
                                    > funkcjonariuszy SB, którzy do mnie przyszli".

                                    No prosze.
                                    Dokumenty w archiwach SB sa niewiarygodne bo SB-cy je falszowali.
                                    Falszujacy dokumenty SB-cy odwiedzaja Frasynika.
                                    Ten oczywiscie daje im wiare....
                                    Smiac sie czy plakac. Znany paradoks klania sie w pas: Kiedy klamca mowi ze
                                    klamie to czy klamie.

                                    Chyba potrzeba bedzie kolejnych swiadectw SB-kow (oczywiscie na gebe). Niedawno
                                    Chrzanowski wysmial bajdurzenia Czemposlawa na swoj temat. Czemposlaw
                                    oczywiscie opowiadal o falszowaniu teczki Chrzanowskiego.

                                    > Tylko patrzeć jak Smoleński
                                    > odgrzebie swojego Robo-ubeka.

                                    :)))

                                    Tu wywiad z Frasyniukiem:
                                    >


                                    "Niech Instytut pokaże złożoność sytuacji. Powinien też ocenić działalność PZPR-
                                    u oraz różnych przybudówek tej partii "

                                    Niezle. Niech Wladyslaw "Rocky" Frasyniuk lepiej uwaza. Jako gwiazda
                                    publicystyki Trybuny nieco sie zapedzil :)))
                                • trzecie.dno Re: Lustracja ideii 24.01.05, 20:29
                                  Pamiętam te wypowiedź generała!
          • Gość: oshi Re: o unikaniu kozy IP: *.icpnet.pl / 62.21.96.* 24.01.05, 13:04
            z twojej teorii wynika raczej, ze w tym czasie michnik mógł bać się jednego -
            tego, że teczki wskazywały na udział agentury w obradach okrągłego stołu po
            stronie solidarnościowej. gdyby to okazało się prawdą, czego absolutnie nie
            wiemy, i gdyby ta "prawda" wyszła wtedy na jaw, całe porozumienie, które
            symbolizował okrągły stół, straciłoby swoją moralną i polityczną legitymację.
            nigd by nie przełknął tego, ze agenci dogadywali się ze swoimi szefami, a
            przynajmniej uczestniczyli w rozmowach i mieli wpływ na okrągłostołowe
            ustalenia.
            • witek.bis Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 13:16
              Gość portalu: oshi napisał(a):

              > z twojej teorii wynika raczej, ze w tym czasie michnik mógł bać się jednego -
              > tego, że teczki wskazywały na udział agentury w obradach okrągłego stołu po
              > stronie solidarnościowej. gdyby to okazało się prawdą, czego absolutnie nie
              > wiemy, i gdyby ta "prawda" wyszła wtedy na jaw, całe porozumienie, które
              > symbolizował okrągły stół, straciłoby swoją moralną i polityczną legitymację.
              > nigd by nie przełknął tego, ze agenci dogadywali się ze swoimi szefami, a
              > przynajmniej uczestniczyli w rozmowach i mieli wpływ na okrągłostołowe
              > ustalenia.

              Zgadzam się, że wśród tych "stu innych rzeczy", o których pisałem, niestety
              może być i ta, o której Ty piszesz. "Biez Michnika nie razbieriom".
            • trzecie.dno Re: o unikaniu kozy 24.01.05, 16:11
              Podzielam spostrzeżenia. Hipoteza bardzo prawdopodobna jeśli jeszcze dodać
              Rewolucje Reglamentowaną. Poprzednie moje posty były chaotyczne, bo nie jestem w
              stanie zrozumieć tak bardzo rozbudowanych figur inetelektualnych tłumaczących
              działania AM.
    • Gość: t1s Re: Kozłowski kiedyś powiedział IP: *.aster.pl / *.aster.pl 24.01.05, 19:25
      kataryna.kataryna napisała:

      > Rzeczpospolita, wydanie z 1 lipca 1994, relacja z procesu Trzeciakowski-
      > Wierzbicki. Rzepa pisze:
      >
      >
      > "Kozłowski powiedział, że premier Mazowiecki domagał się od niego bardzo
      > skrupulatnych informacji o osobach powoływanych na kierownicze stanowiska
      > państwowe, nie zamierzał obsadzać tych foteli konfidentami i "z całą
      > pewnością nie współpracował z takimi osobami".


      To bardzo ciekawe, że Mazowiecki po paru dobrych miesiącach funkcjonowania
      począł się nagle troszczyć, by kapusiem nie obsadzić żadnego stanowiska.
      Szczególnie, że w tym rządzie był sam prlowski minister sw.
      I skąd ta pewność Kozłowskiego, skoro wiedział, że do jego przyjścia mnóstwo
      teczek zostało zniszczonych-także, jak podaje IPN, Niezabitowskiej.

    • basia.basia Ciekawostka:) 25.01.05, 01:32
      Maciej Giertych powiedział:

      "Giertych zwrócił się do Krzysztofa Kozłowskiego, szefa MSW w rządzie Tadeusza
      Mazowieckiego: - Stawia mi zarzut, że byłem doradcą Jaruzelskiego i próbuje mnie
      postawić w jednym szeregu z donosicielami. Skoro tak, to niech pokaże swoją
      teczkę z bezpieki - powiedział kandydat."

      A pani Jagnieszka pyta: "No i co z tą teczką, panie Kozłowski?".

      Robi się coraz ciekawiej:)
    • Gość: ??? Re: Kozłowski kiedyś powiedział IP: *.006.popsite.net 25.01.05, 09:04
    • basia.basia O grze o teczki, nieczystym sumieniu, UW i paru .. 26.01.05, 19:13
      innych rzeczach w tym wywiadzie (wygrzebanym przez Nurni) opublikowanym w Nowym
      Państwie:

      "Gra o teczki

      Rozmowa z Tomaszem Gąsowskim, historykiem z UJ

      Tomasz Gąsowski, historyk specjalizujący się w dziejach Polski XIX-XX w,
      profesor nadzwyczajny w Instytucie Historii UJ, prezes Fundacji Centrum
      Dokumentacji Czynu Niepodległościowego w Krakowie.

      - Stoi Pan na czele tajemniczej fundacji, która miała być przykrywką dla
      politycznej akcji z użyciem teczek byłych agentów SB, kierowanej przez Zbigniewa
      Fijaka, prawą rękę Jana Rokity.

      - Fundacja Centrum Dokumentacji Czynu Niepodległościowego od momentu powstania w
      1998 roku zajmowała się sprawami związanymi z działalnością opozycji
      demokratycznej. Mamy spory dorobek w tej dziedzinie, także w postaci publikacji,
      a nasz tom o opozycji w Krakowie w latach 1976-80 jest uważany przez fachowców
      za jedno z najbardziej profesjonalnych wydawnictw.

      Latem 2004 roku spotkaliśmy się z panem Zbigniewem Fijakiem, który jako
      poszkodowany otrzymał na swój temat ciekawe materiały z IPN. Ze wspólnych rozmów
      zrodził się pomysł, by przygotować szersze przedsięwzięcie pod szyldem fundacji,
      opierając się na naszych pracownikach. Jesienią ruszyły prace nad projektem:
      Działalność opozycyjna w Krakowie i Małopolsce w latach 1976-1990 jako obiekt
      zainteresowania Służby Bezpieczeństwa. Wybrane instytucje i środowiska.

      - W związku z tym, że nie wszyscy członkowie Pana zespołu są historykami,
      podniesiono larum... tak też tłumaczono przekazanie badań Instytutowi Historii UJ.

      - Zastrzeżenia te tylko z pozoru mają charakter merytoryczny. Nie wystarczy być
      historykiem, by mieć kwalifikacje do zajmowania się takimi badaniami, tu w dużym
      stopniu decyduje praktyka. Ktoś, kto już wcześniej przegryzał zawiłości
      materiałów archiwalnych wytworzonych przez służby specjalne, może się w tej
      dziedzinie uważać za fachowca, bez względu na to, kim jest z wykształcenia:
      etnografem, prawnikiem czy filologiem. Dlatego zespół kontynuuje prace w
      niezmienionym składzie, z wyjątkiem Zbigniewa Fijaka, który zapowiedział swoją
      rezygnację, aby nie stwarzać niepotrzebnych problemów.

      - Skąd pomysł projektu?

      - Na fali ostatnich wydarzeń związanych z ujawnieniem roli, jaką w działalności
      opozycji odegrali agenci SB Lesław Maleszka czy Henryk Karkosza, zaczęto coraz
      poważniej stawiać tezę, że w gruncie rzeczy większość działalności wydawniczej
      drugiego obiegu była tworem "esbecji" lub - w najlepszym razie - była przez nią
      nadzorowana. Prowadzone przez nas badania pozwolą tę - moim zdaniem - absurdalną
      teorię zweryfikować. Chcemy się dowiedzieć, jak głęboko sięgała wiedza,
      ingerencja i wnikanie SB w ważne struktury opozycyjne. Trzeba zbadać, na
      przykład, w jakim stopniu transporty środków technicznych dla opozycji były
      monitorowane przez służby specjalne. Jakimi metodami prowadzono infiltrację, jak
      wyglądało dyskredytowanie, skłócanie różnych środowisk. Wiadomo, że w ramach
      gier operacyjnych rzucano podejrzenia na różnych ludzi, wiele z tych opinii do
      dziś nie zweryfikowano. Jestem przekonany, że efektem prac naszego zespołu
      będzie oczyszczenie wielu osób czy środowisk związanych z podziemnymi strukturami.

      - Czy powstanie mapa tajnych współpracowników w tych instytucjach i
      środowiskach, które są przedmiotem badań?

      - Z całą pewnością, tyle że na razie będą oni identyfikowani na poziomie
      kryptonimów, bo - jak wiadomo - dla celów badawczych personaliów się nie
      otrzymuje. Żeby uzyskać dostęp do nazwisk, trzeba być pokrzywdzonym i o to
      wystąpić do IPN, który - po rozważeniu - przekazuje taką informację, choć też
      nie zawsze i nie zawsze kompletną.

      - Ale jeśli przyjdzie do Instytutu Historii pokrzywdzony i powie, że agent
      "Celina" to Jan Kowalski, zamieści Pan tę informację w swojej pracy?

      - Tylko na tej podstawie na pewno nie. Natomiast lektura tych materiałów, nawet
      przy posługiwaniu się wyłącznie kryptonimami, już dostarcza tropów, dzięki
      którym można do takiej identyfikacji doprowadzić. Będzie ona miała jednak
      charakter domniemania, a nie stwierdzenia. Jedynie IPN, który ma w swoich rękach
      wszystkie elementy układanki: kryptonim, rejestrację i nazwisko, może stwierdzić
      autorytatywnie: był - nie był.

      - Czy historyk powinien się zatrzymywać na poziomie kryptonimu?

      - Ciekawość historyka nie zna granic, powinien zatem drążyć dalej, to dla mnie
      oczywiste. Natomiast ostatnia faza, która prowadzi do rozszyfrowania kryptonimu
      i podania go do publicznej wiadomości, jest już bardzo delikatna. Ostateczne
      decyzje, czy jesteśmy całkowicie pewni czy nie, ogłaszamy czy nie, są nie tylko
      sprawą rozumu, ale i sumienia. Dlatego nawet jeśli z naukowego punktu widzenia
      uzyskamy tę pewność, będzie trzeba się zastanowić...

      - Czy Pana ostrożność jest efektem nacisku władz uczelni?

      - W mojej rozmowie z rektorem UJ profesorem Franciszkiem Ziejką otrzymałem
      zapewnienie, że jeśli w ostatecznym rachunku uznam, iż dla pełnego kształtu
      badań można wymienić z imienia i nazwiska, kim był TW, to z jego strony nie
      będzie przeciwwskazań.

      - Skąd, Pana zdaniem, tak wielkie emocje związane z pracami zespołu?

      - Styczniowa burza medialna została w moim przekonaniu świadomie wywołana.

      - Przez kogo?

      - Kiedy tylko chce się odsłonić kawałek przeszłości z tego okresu, to zawsze
      można obserwować histeryczne reakcje. Motywacje są dość trudne do jednoznacznego
      zdefiniowania. Niekoniecznie chodzi o najprostszą odpowiedź: nieczyste sumienie.
      Na początku lat 90. udało się bowiem przekonać znaczną część działaczy dawnej
      opozycji, a zwłaszcza ludzi najbardziej wpływowych mediów, że materiały, jakie
      zostały po SB, są nic niewarte, a zajmowanie się nimi może jedynie doprowadzić
      do ludzkiej krzywdy i zamętu. Upowszechniano też dość kuriozalną interpretację,
      że moralne prawo wglądu w te materiały powinni mieć jedynie byli ludzie
      opozycji, natomiast młodemu historykowi po trzydziestce z doktoratem nic do
      tego. Wielokrotnie pojawiały się pod adresem młodych badaczy komentarze w
      rodzaju, "co ty wiesz o opozycji", albo "ręce precz od teczek!".

      - A może ta histeria bierze się stąd, że jest to projekt, któremu nie sposób
      będzie zarzucić, że zajmuje się wyłącznie ofiarami, ludźmi złamanymi, a esbecy
      to obserwują, gdzieś tam zacierają ręce i triumfują.

      - Chcemy, rzeczywiście, ukazać mechanizmy łamania ludzi, ale także: po pierwsze
      - dla kontrastu - pokazać tych, którzy się nie dali złamać, a w moim przekonaniu
      jest to zdecydowana większość. Po drugie, materiały pokażą także tych, którzy
      łamali. I podejrzewam, że tu jest najpoważniejsze źródło działań zmierzających
      do zahamowania naszych badań. Nie jest bowiem tak, jak to się często w mediach
      sprzedaje, że ujawniając archiwa, podaje się w wątpliwość postawę działaczy
      opozycji - przykład pani Niezabitowskiej, a esbek - w tym konkretnym przypadku
      jakiś porucznik Grzelak - siedzi sobie w fotelu i zaciera ręce. Nie! Dlatego że
      on już jest namierzony i można zacząć dociekać, kim był, co robił przez następne
      lata. Mam nadzieję, że w tych badaniach będziemy mieli okazję pokazać ludzi
      bezpieki, dostarczyć znacznie dalej idącą wiedzę na temat, kim byli i jak
      działali. Natomiast dziennikarze mogą zrobić następny krok: tropić, co oni robią
      teraz.

      - Jak by Pan określił rolę tego rodzaju inicjatyw w upowszechnianiu wiedzy o
      najnowszej historii?

      - Chcemy być pośrednikiem między IPN a opinią publiczną właśnie teraz, póki
      archiwa są już dostępne, ale w pewnym sensie nadal nieco "przymknięte". Bez
      takich inicjatyw misja samego IPN traci sens. W akcie założycielskim instytut ma
      bowiem zapisane, że jest otwarty dla pokrzywdzonych - co oczywiste - ale i dla
      naukowców, dziennikarzy, każdego, kto w sposób umotywowany chce korzystać z zasobów.

      - Czy jest Pan za całkowitym otwarciem i udostępnieniem zasobów IPN już teraz?

      - Jest to jedyna droga całościowego i ostatecznego rozwiązania. Mam nadzieję, że
      ku temu wszystko zmierza, w tę stronę wieje
      • basia.basia O grze o teczki ... - dokończenie 26.01.05, 19:14

        - Czy jest Pan za całkowitym otwarciem i udostępnieniem zasobów IPN już teraz?

        - Jest to jedyna droga całościowego i ostatecznego rozwiązania. Mam nadzieję, że
        ku temu wszystko zmierza, w tę stronę wieje wiatr, ale, moim zdaniem, rzecz
        dokona się dopiero po wyborach. Zresztą szczerze mówiąc, przez ostatnie lata
        dość trudno było dopatrzyć się u polityków wielkiej woli, by się z tą sprawą
        zmierzyć. To się dopiero teraz zmienia, nie bez wpływu opinii publicznej.

        - Czy wyniki prac Pana zespołu mogą odegrać jakąś rolę w aktualnej grze
        politycznej? Czy środowisko polityczne Fijaka mogło je wykorzystać przy
        tworzeniu nowego rządu?

        - Nie ma takiej możliwości, nie było jej od początku, by można było wykorzystać
        te badania, na przykład, w kampanii wyborczej. Osoba Zbigniewa Fijaka służyła za
        wygodny pretekst, by zatrzymać projekt. Jakieś nazwiska, oczywiście, będą
        padały, już padają, tyle że całkowicie niezależnie i od IPN, i od nas. Na
        przykład w gazetach codziennych pojawiają się kryptonimy, ale tak podane, że dla
        określonego kręgu ludzi jest jasne, kto się za nimi kryje. Przy zamieszaniu
        wokół prac naszego zespołu cały czas była mowa o wojnie na teczki. Tymczasem w
        rzeczywistości jest to wojna o teczki. Nie bardzo też jestem w stanie sobie
        wyobrazić, jaki użytek polityczny można by z nich zrobić teraz, kto miałby na
        tym skorzystać lub stracić?

        - Tak to ustawiła profesor Jadwiga Staniszkis w noworocznym wywiadzie dla
        Rzeczpospolitej.

        - Przy całym szacunku dla pani profesor, wielokrotnie wcześniej jej różne oceny
        okazywały się dość fantastyczne, myślę, że tak jest i tym razem. Teczki z lat
        80. mogą jeszcze odegrać rolę polityczną, ale nie w bezpośrednich rozgrywkach.
        Jeśli już, to raczej w odniesieniu do ciągle walczącej o przeżycie Unii
        Wolności. I też nie w ten sposób, że pokażemy: o, proszę, jej prominentni
        politycy to agenci. Może to być co najwyżej argument na potwierdzenie błędnej
        drogi, jaką to środowisko polityczne obrało w 1989 roku i nadal nią podąża. Tyle
        że UW to nie jest już istotny gracz polityczny.

        Oczywiście, gra na haki w Polsce doskonali się i rozwija, ale to są haki
        gromadzone nie na podstawie teczek z dość odległej przeszłości, tylko z
        działalności w III RP. Chodzi o sprawy obyczajowe, pieniądze, a nie o to, że
        ktoś, coś, kiedyś podpisał. Tamci ludzie już w większości wypadli z gry.
        Bardziej walczą o obronę pewnej linii politycznej.

        - W mediach powraca idea powołania polskiej wersji komisji prawdy i pojednania,
        rzucona przez biskupa Józefa Życińskiego. Czy jest sens mówić o dobrowolnym
        ujawnianiu się tajnych współpracowników?

        - Tylko w jednej sytuacji: na przykład ogłaszamy, że za pół roku otwieramy
        archiwa, po czym wszystko będzie jawne. W ciągu tego pół roku w poszczególnych
        środowiskach powstają małe zespoły złożone z mężów zaufania, które mogłyby
        przyjmować takie oświadczenia. Na jakąś jedną centralną komisję jest już za
        późno, a bez zagrożenia, że się wszystko wyda, ludzie nie będą się zgłaszać.

        - Sytuacja tajnych współpracowników ostatnio dość radykalnie się zmieniła...

        - To prawda. Żyli w błogim przeświadczeniu, że nic im nie grozi, bo materiały na
        ich temat wyparowały. Dopiero ostatnie miesiące pokazały, że zniszczone,
        wyniesione czy zagubione teczki da się w znacznym stopniu zrekonstruować. I to
        było nieprzyjemne przebudzenie dla wielu z nich.

        - W jakim stopniu prawdopodobne jest fałszowanie zawartości teczek?

        - Nie jest wykluczone, że w stanie narastającego zamętu w samych służbach, jaki
        panował od czerwca 1989 do maja 1990, dla kilku osób, które były obiektem
        szczególnego zainteresowania SB, można było coś takiego spreparować. Istnienie
        pojedynczych, fabrykowanych materiałów nie jest więc wykluczone, natomiast nie
        można było tego zrobić w skali masowej.

        - Dlaczego?

        - Bo stworzenie samej "teczki" jest złożonym zabiegiem, wymagającym dostępu do
        odpowiednich, oryginalnych materiałów, które trzeba następnie skopiować,
        przetworzyć i wyprodukować w sensie materialnym. Żeby te materiały były w pełni
        wiarygodne, muszą jeszcze zostać zalegalizowane, mieć odpowiednie sygnatury,
        muszą być zarejestrowane w kilku punktach, a ich kopie umieszczone w
        odpowiednich miejscach. Tego się nie da zrobić hurtowo.

        - Czy uzasadniona jest hipoteza, że kiedyś znajdzie się praktycznie wszystko?

        - Wszystko to chyba przesada, ale sporo informacji da się odzyskać. Ważne
        dokumenty były mikrofilmowane, znaczna ich część się zachowała, a każdy
        standardowy dokument był produkowany w kilku kopiach. Jeśli został usunięty z
        podstawowej teczki, to nie znaczy, że go w ogóle nie ma. Im dużej szukamy, tym
        więcej wiemy, znajdują się bowiem kopie dokumentów uznanych w połowie lat 90. za
        zagubione. Warto też podkreślić, że materiał, jaki otrzymał IPN z Wojskowych
        Służb Informacyjnych - niewielki ilościowo, bo stanowiący około 6 procent
        całości zasobów - ma kapitalne znaczenie dla całego procesu odtwarzania prawdy o
        PRL. Interesujący jest także sposób prowadzenia centralnej kartoteki personalnej
        w MSW, swoistego klucza do archiwów - według alfabetu rosyjskiego, z nazwiskami
        zapisywanymi w wersji fonetycznej.

        - Czyli może gdzieś, na wschodzie, istnieje jeszcze jedna kopia najważniejszych
        materiałów?

        - Z całą pewnością zasadniczy zbiór danych z ówczesnego MSW jest zachowany w
        postaci mikrofilmów lub w jakiejś bardziej nowoczesnej technice gdzieś, w jakimś
        dyskretnym pomieszczeniu na Łubiance. I to może tłumaczyć takie, a nie inne
        zachowania różnych ludzi w trakcie międzyrządowych i biznesowych negocjacji o
        gaz czy ropę w ciągu ostatniej dekady.

        Rozmawiał Piotr Legutko
        • trzecie.dno Czy czujesz się zaszczuta? 26.01.05, 20:16
          Wywiad z którego możemy się dowiedzieć czegoś. Zamiast tajemniczych sb-ków u
          Frasyniuka ze zdjęciem mamy ukazywanie systemu archiwizacji za czasów reżimu.
          Widać, że problemtatyka jest skomplikowana. No i nie ma socjotechniki rodem z PRL-u.





          • basia.basia Czy czujesz się zaszczuta? Nie:) 26.01.05, 20:21
            trzecie.dno napisał:

            > Wywiad z którego możemy się dowiedzieć czegoś. Zamiast tajemniczych sb-ków u
            > Frasyniuka ze zdjęciem mamy ukazywanie systemu archiwizacji za czasów reżimu.
            > Widać, że problemtatyka jest skomplikowana. No i nie ma socjotechniki rodem z P
            > RL-u.

            Dlaczego nie powie się tego w przystępnej formie społeczeństwu?
            Że są teczki pracy agentów (jakie dostawali zadania i jak się z nich
            wywiązywali), czym innym jest teczka, gdzie gromadzono materiały
            przeciwko konkretnym osobom itd. Że rozpracowywano całe środowiska
            i wtedy to się naywa SOR. Można wybrać jakąś sprawę i ją przedstawić,
            najlepiej Maleszki (można znaleźć jego sprawę w którejś Karcie a niełatwo
            to zdobyć). Niech się ludzie dowiedzą jak to biega.

            A Frasyniuka mam już kompletnie dość!
            • Gość: cz no i tak IP: *.elpos.net / *.elpos.net 26.01.05, 20:33
              "A Frasyniuka mam już kompletnie dość!"
              No no, to się doigrał.
              • nurni Re: no i tak 27.01.05, 02:18
                Gość portalu: cz napisał(a):

                > "A Frasyniuka mam już kompletnie dość!"
                > No no, to się doigrał.

                Owszem :)

                Ale nie martw sie. Frasyniuk dzielnie radzi sobie z logika i jest czlowiekiem
                bardzo odwaznym. Poradzi sobie nie tylko z Basia ale i z wlasna smiesznoscia.
                Na pewno !
          • nurni Re: Czy czujesz się zaszczuta? 27.01.05, 02:26
            trzecie.dno napisał:

            > Wywiad z którego możemy się dowiedzieć czegoś. Zamiast tajemniczych sb-ków u
            > Frasyniuka ze zdjęciem mamy ukazywanie systemu archiwizacji za czasów reżimu.

            Mysle ze IPN zbyt malo robi by pokazac ludziom wszystkie uwarunkowania pracy z
            teczkami. Ja wiem ze obcieto im fundusze ze nie ma za bardzo kto to robic.

            Ale z najbardziej bezczelnymi mitami o teczkach pora raz na zawsze sie
            rozprawic. Ile mozna czytac o falszowaniu teczek ?
            • basia.basia IPN zbyt mało robi? 27.01.05, 11:25
              nurni napisał:

              >
              > Mysle ze IPN zbyt malo robi by pokazac ludziom wszystkie uwarunkowania pracy z
              > teczkami. Ja wiem ze obcieto im fundusze ze nie ma za bardzo kto to robic.

              To nieprawda Nurni. Przeglądnęłam sobie stronę IPN i obejrzałam zawartość
              biuletynów - nie wszystkie są w sieci (w tej chwili do numeru 5.). Rzecz
              w tym, by o różnych sprawach, które opracowali pisały zwykłe gazety i mówiła
              o nich telewizja - tu jest pies pogrzebany!

              W którymś z zeszłorocznych numerów jest np. wykaz i treść instrukcji
              operacyjnych dla esbeków na temat pozyskiwania i wyzyskiwania TW oraz wiele
              innych arcyciekawych rzeczy.
              Poza tym niektórzy opracowują i publikują materiały z IPN (Arcana, Karta) ale są
              to pisma małonakładowe i nieznane szerokiej publiczności.
              W Arcanach ( Nr 4-5/2004) opisana jest (wraz z dokumentami) sprawa inwigilacji
              środowiska "Nowej Fali" (skupili się na osobie Adama Zagajewskiego). Po
              przeczytaniu zrozumiałam jak działała SB - we wszystkich aspektach. Niesłychanie
              pouczające a jest też wywiad z Zagajewskim. Część tego materiału wydrukowała
              Rzepa. Nawiasem mówiąc z materiałów tych jasno wynika, że niesławny Maleszka
              donosił również na to środowisko a na dodatek na Kuronia, Michnika itd., bo
              był łącznikiem pomiędzy SKS a KOR. Ciekawa jestem czy kiedy wpadł to przyznał
              się szefowi także i do tego aspektu swojej działalności, bo w jego "spowiedzi"
              zamieszczonej swego czasu w GW nie ma ani słowa (oszukał szefa licząc na to,
              że materiały z teczki np. Zagajewskiego się nie zachowały?).

              W KARCIE nr 40/2004 z kolei znajduje się opis (wyczerpujący) "sprawy taterników"
              w którą zamieszanych było parę osób (chodziło o przerzut publikacji od
              Giedroycia przez Tatry), m.in. Maciej Kozłowski (brat Krzysztofa), który został
              wtedy złamany (w perfidny sposób - jest to pokazane dokładnie). Niedawno
              dowiedziałam się, że groziła mu lustracja i uniknął jej, bo został ambasadorem w
              Kanadzie (dyplomacji lustracja nie dotyczy). Nie wiem czy tamta stara sprawa to
              jego jedyna wina (rozgrzeszyłam go po przeczytaniu o tej sprawie) czy może SB
              wykorzystało, że się wtedy załamał i został TW.

              Wiem, że gdzieś jest opisana sprawa Maleszki (w Karcie albo w Arcanach)
              i zamierzam zdobyć odpowiedni numer.

              Pozdrawiam
              • lisekrudy Basiu.basiu, skoro czytasz takie rzeczy.... 27.01.05, 16:33
                ...to zajrzyj jeszcze tutaj:

                www.ipn.gov.pl/a_240904_instrukcje.html
                • Gość: Jan Paweł III Na zdrowie!. IP: *.chello.pl 27.01.05, 16:59
                  Tak kiedyś Kozłowski powiedział wznosząc kolejny toast.
              • nurni Re: IPN zbyt mało robi? 27.01.05, 21:56
                basia.basia napisała:

                > nurni napisał:
                >
                > >
                > > Mysle ze IPN zbyt malo robi by pokazac ludziom wszystkie uwarunkowania pr
                > acy z
                > > teczkami. Ja wiem ze obcieto im fundusze ze nie ma za bardzo kto to robic
                > .
                >
                > To nieprawda Nurni. Przeglądnęłam sobie stronę IPN i obejrzałam zawartość
                > biuletynów - nie wszystkie są w sieci (w tej chwili do numeru 5.). Rzecz
                > w tym, by o różnych sprawach, które opracowali pisały zwykłe gazety i mówiła
                > o nich telewizja - tu jest pies pogrzebany!

                Strony IPN bez watpienia staly sie bardzo popularne. Ale strony to malo.
                Namolna propaganda o falszowaniu teczek, wymaga chyba czegos wiecej niz tylko
                komunikatow na stronach IPN czy wywiadow Kieresa czy Dudka w kilku tygodnikach.

                Widze ze zwolennicy ukrecenia sprawie lba po prostu nie spia.
                Na dobra sprawe to zrzedze teraz, bo sam nie znam dobrego rozwiazania.
                Partie polityczne, nawet te przychylne lustracji juz raczej dziela skore na
                niedzwiedziu niz przejmuja sie pewnym osamotnieniem IPNu.

                Odtajnienie teczek tak naprawde jest dla ludzi a nie dla partii.

                > W którymś z zeszłorocznych numerów jest np. wykaz i treść instrukcji
                > operacyjnych dla esbeków na temat pozyskiwania i wyzyskiwania TW oraz wiele
                > innych arcyciekawych rzeczy.

                Od czasu do czasu warto chyba podpytac Liska ktory wydaje sie byc dobrze
                zorientowany w temacie. Nie ma lepszego argumentu na wodolejstwo Kozlowskiego
                czy frasyniuka jak dowody. Dokumenty.
                Szkoda energii na dyskusje o nowych rewelacjach jakis ubekow ktorzy
                akurat "przyszli".

                > Poza tym niektórzy opracowują i publikują materiały z IPN (Arcana, Karta) ale
                s
                > ą
                > to pisma małonakładowe i nieznane szerokiej publiczności.

                Jesli masz dostep (i czas) to moze zrobilabyc czasem uzytek ze skanera. ? :)


                >Po
                > przeczytaniu zrozumiałam jak działała SB - we wszystkich aspektach.

                Jest to bardzo wazne. Metody dzialan sb-kow nie zmienily sie po 89 roku.
                Warto znac mechanizmy prowokacji czy sposoby sterowania agentura by zrozumiec
                wiele zjawisk z naszej najnowszej historii. Wciaz mnie intryguje przebieg
                glosowania w sejmie przy kandydaturze Jaruzelskiego. Oczywiscie w swietle
                znanej instrukcji generala Dankowskiego.

                > e
                > pouczające a jest też wywiad z Zagajewskim. Część tego materiału wydrukowała
                > Rzepa. Nawiasem mówiąc z materiałów tych jasno wynika, że niesławny Maleszka
                > donosił również na to środowisko a na dodatek na Kuronia, Michnika itd., bo
                > był łącznikiem pomiędzy SKS a KOR.

                Znalazlem w sieci informacje (ale jak zwykle zapomnialem gdzie) ze Maleszka nie
                tylko donosil za pieniadze, ale i proponowal jakich prowokacji wobec SKSu uzyc.
                Chcialbym zobaczyc te dokumenty a nie tylko sredniowiarygodne notki w sieci.

                > Ciekawa jestem czy kiedy wpadł to przyznał
                > się szefowi także i do tego aspektu swojej działalności, bo w jego "spowiedzi"
                > zamieszczonej swego czasu w GW nie ma ani słowa (oszukał szefa licząc na to,
                > że materiały z teczki np. Zagajewskiego się nie zachowały?).
                >
                > W KARCIE nr 40/2004 z kolei znajduje się opis (wyczerpujący) "sprawy
                taterników
                > "
                > w którą zamieszanych było parę osób (chodziło o przerzut publikacji od
                > Giedroycia przez Tatry), m.in. Maciej Kozłowski (brat Krzysztofa), który
                został
                > wtedy złamany (w perfidny sposób - jest to pokazane dokładnie).

                Znam sprawe. Az przebieram nogami by zobaczyc szczegoly...

                > Niedawno
                > dowiedziałam się, że groziła mu lustracja i uniknął jej, bo został
                ambasadorem
                > w
                > Kanadzie (dyplomacji lustracja nie dotyczy).

                Chyba jednak w Izraelu.....

                Tym niemniej wg mnie tu lezy klucz do zachowan Kozlowskiego (krzysztofa). Jakos
                nie chce mi sie wierzyc w jego moralny sprzeciw wobec lustracji. Nad
                moralnoscia Kozlowskiego pochylamy sie co i raz.

                > Nie wiem czy tamta stara sprawa to
                > jego jedyna wina (rozgrzeszyłam go po przeczytaniu o tej sprawie) czy może SB
                > wykorzystało, że się wtedy załamał i został TW.

                Wykorzystany, zlamany , zmuszony.....
                Tyle ze bez skrupulow korzystal z ochrony swego brata.


                > Wiem, że gdzieś jest opisana sprawa Maleszki (w Karcie albo w Arcanach)
                > i zamierzam zdobyć odpowiedni numer.
                >
                > Pozdrawiam

                Wzajemnie ! :)
                • lisekrudy Nurni, to tutaj jest 27.01.05, 23:52
                  nurni napisał:

                  > > W którymś z zeszłorocznych numerów jest np. wykaz i treść instrukcji
                  > > operacyjnych dla esbeków na temat pozyskiwania i wyzyskiwania TW oraz
                  > > wiele innych arcyciekawych rzeczy.
                  >
                  > Od czasu do czasu warto chyba podpytac Liska ktory wydaje sie byc dobrze
                  > zorientowany w temacie. Nie ma lepszego argumentu na wodolejstwo Kozlowskiego
                  > czy frasyniuka jak dowody. Dokumenty.

                  www.ipn.gov.pl/a_240904_instruk cje.html
                  • nurni Re: Nurni, to tutaj jest 27.01.05, 23:57
                    To akurat znam. Podpytuje Basie na okolicznosc taternikow i Maleszki.
                    Nigdzie o tym slowa nie ma.

                    Przy okazji jesli zauwazysz jakas aktualizacje na stronach IPN, to nie szczedz
                    bo wielu chetnie przeczyta.
                    Jest nawet taki trick jak "rozpocznij nowy watek".
                    • lisekrudy Re: Nurni, to tutaj jest 28.01.05, 00:02
                      nurni napisał:

                      > Jest nawet taki trick jak "rozpocznij nowy watek".

                      E, nie. Tego to nie mam smialosci :)

                      L.
    • nurni a dzis Kozłowski powiedział 01.02.05, 20:41
      Pytany przez dziennikarke TVP3, czemu nie przeprowadzono lustracji w czasie gdy
      byl ministrem (wczesniej ZALIL SIE ze nie zrobili tego inni) odpowiedzial:

      "Jak mozna to bylo zrobic w sejmie kontraktowym, przeciez oni nie glosowali by
      przeciw sobie." ( z pamieci)



      Prosze jak najwiecej Kozlowskiego !!!! :)
    • Gość: ??? [...] IP: 67.150.69.* 02.02.05, 09:57
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • qwardian Re: Kozłowski kiedyś powiedział 03.02.05, 05:29
      Przynajmniej pół tuzina rządu Mazowieckiego jest na liście Wildsteina.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka