leszek.sopot
26.02.05, 13:09
Jadwiga Staniszkis w tekscie "Niespełnione marzenie" zdiagnozowala,
ze: "Presja lat 80., a potem ugoda z komunistami przy Okrągłym Stole zabiła w
ludziach wiarę w realność solidarnościowej wizji. Rozpadło się marzenie o
państwie i społeczeństwie funkcjonujących według jednego systemu wartości, z
regułami pozwalającymi zachować godność opartą na odkrytej w Sierpniu
potrzebie czynienia dobra. Dziś nadszedł moment, gdy możemy wyjść z kryzysu
niepamięci, grubej kreski w sobie i zatarcia własnej podmiotowości moralnej."
Jej zdaniem jedynymi winnymi obecnemu stanowi stanu polskiej moralnosci
polskiego zycia spolecznego i politycznego sa jedynie komunisci oraz ci,
ktorzy z nimi zawarli kompromi przy OS. Jej zdaniem pozostala czesc
spoleczenstwa z winy zawartego kompromisu zatracila odzyskana po Sierpniu
podmiotowosc.
W swojej obserwcji pani Staniszkisz poprzestala w zasadzie tylko na tej
konstatacji. W jej tekscie brakuje refleksji, ze wraz z przelomem politycznym
w Polsce rozpoczal sie przelom w systemie gospodarczym, ze rozpoczela sie
odbudowa panstwa opartego na zasadach wolnego rynku, ktory stawia na
indywidualizm, a nie na socjalistyczny korporacjonizm.
Czas OS i rzadu Mazwieckiego widziany tylko w sferze skutkow politycznych w
zadnym przypadku nie moze pokazac prawdy o przelomowym charakterze tego
okresu. To nie brak dekomunizacji, brak rewolucyjnego, zbrojnego przelomu
spowodowal, ze mozna dzis pisac o braku podmiotowosci we wlasnym kraju (co
dla mnie jest teza o wiele za daleko idaca), ale gwaltowne zmiany
ekonomiczne. Panstwo przestalo doplacac do przedsiebiorstw przyboszacych same
straty i tylko w ograniczonym stopniu rozpostarlo parasol ochronny nad
zwalnianymi pracownikami. To byl prawdziwy szok dla ludzi, ktorzy w 1980 roku
zyli idea solidarnosci i wspolnej walki - czyli, ze wszyscy razem chcemy
odbudowywac swoja ojczyzne i ze zadnemu czlonkowi naszej spolecznosci nie
pozwolimy by stala sie krzywda. Jestem gleboko przekonany, ze to nie w sferze
rozliczen z komunizmem, ale w sferze przemian gospodarczych tkwi glowna
przyczyna rozczarowania spoleczenstwa do "S" i tego, co stalo sie po 1989
roku. Wiekszosc ludzi w Polsce nie stala sie beneficjentami przemian, ale
obserwuje jak ci, ktorym sie to udalo za nic maja idee miedzyludzkiej
solidarnosci i dbaja tylko i wylacznie o wlasne interesy. Solidarnosc
zastapil egoizm - egoizm materialny i polityczny.
Pani Staniszkis poprzestaje tylko na krytyce bylych komunistow, tak jakby
inni byli bez skazy. Twierdzi, ze "Tak drażniący nas dziś bezwstyd
komunistów, po których spływa wszystko, także oskarżenia o kłamstwa i
korupcję, którzy zapominają, czemu służyli, najczęściej dla kariery -
rozciąga się również na tych, którzy zaczęli być odważni dopiero wtedy, gdy
odwaga staniała". Nie zastanawia sie jednoczesnie, ze zaraza korupcji i
kumoterstwa, "republiki kolesiow" jest rownie mocno obecna u przeciwnikow
bylych komunistow.
Pisal sp. ks. Jozef Tichner:
"W sporach o te sprawy raz po raz dochodziło do prób delegitymizacji całego
ruchu reformatorskiego. Powoli rodziły się demokratyczne instytucje państwa
prawa. Cóż z tego, kiedy siły, które je tworzyły, stały się przedmiotem
delegitymizacyjnej krytyki. Powtarzam: nie byle jakiej krytyki, lecz krytyki
delegitymizacyjnej. Nawet sposób prowadzenia sporu o wartości chrześcijańskie
był taki, że wprost zaprzeczał tym wartościom. To był istotny cios w etykę
solidarności. Solidarność frakcyjna, a nawet wyznaniowa rozbiła solidarność
ludzką."
Nikt lepiej nie znal sensu "S" od ks. Tischnera. Jego zdanie o frakcyjnej
solidarnosci, ktora rozbila solidarnosc ludzka pani profesor Staniszkis
powinna powiesic sobie nad biurkiem. Nie jest bowiem tak, ze My jestesmy bez
skazy, a wszystkiemu zlemu sa winni Oni. Jeszcze raz przywolam slowa ks.
Tischnera: "To nieprawda, że zawsze, gdy nie wiadomo, o co w sporze idzie, to
idzie o pieniądze. Bardzo często nie o pieniądze idzie, lecz o honor. I to
właśnie stało się naszym przypadkiem: konsumowanie zwycięstwa. Jako spadek po
konsumpcjonizmie socjalistycznym pozostało hasło: „konsumujmy wygraną”.
Opisując kiedyś w innym kontekście podobne zjawisko Hegel użył
metafory: „muchy na mleku”. Gdy ktoś wywróci dzban, zlatują się muchy, by
pić. Wiadomo, to nie muchy wywróciły dzban, ale lecą do mleka, by – jak
powiada Hegel – „mieć poczucie, że przynajmniej coś robią”. Nawiasem mówiąc,
szczególną zdolność w tej dziedzinie wykazali ci, którzy mieli czuwać, aby
nikt dzbanka nie wywrócił.
Z tą chwilą solidarność „z kimś i dla kogoś” stała się
solidarnością „przeciwko komuś”. A to „przeciw” odnosiło się przede wszystkim
do najbliższego konkurenta do tej samej władzy i tego samego grosza. Idea
solidarności uniwersalnej została wyparta przez solidarność frakcyjną, a
nawet wyznaniową. Oczywiście, każda frakcja stara się dopracować własnej
ideologii. Propozycji mamy kilka: jedna nazywa się „socjaldemokratyczną”,
inna „narodową”, jeszcze inna „niepodległościową”, „chrześcijańską”, pojawiły
się nawet ideologie „katolickie”. Tam, gdzie panuje duch solidarności
uniwersalnej, każda z tych ideologii jest w stanie współpracować z każdą,
każda każdą uzupełniać. Gdzie jednak panuje potrzeba konsumowania zwycięstwa,
wtedy w gruncie rzeczy żadna ideologia nie jest tą, za jaką się podaje. Wtedy
też wszyscy są przeciwko wszystkim. Tworzy się „bal maskowy”. Jakżeż spierać
się wówczas o sens ideologii, skoro wiadomo, że nie chodzi tu tylko o
rozlane „mleko”?"
Chcialbym, aby bylo tak prosto, jak opisala to prof. Staniszkis. Gdyby tak
bylo to dotarcie do Ziemi Obiecanej nie byloby trudne. Wystarczyloby
przegonic owych "Onych" i posiekac siekierka gruba linie. Sa to jednak
idealistyczne mrzonki...
Link do tekstu prof. Staniszkis:
rzeczpospolita.pl/dodatki/plus_minus_050226/plus_minus_a_2.html