taki.sobie.znikad
05.04.05, 19:00
Już teraz co trzeci uczeń szkoły podstawowej i gimnazjum potrzebuje
dodatkowego posiłku w czasie nauki. Liczba głodnych dzieci w szkołach może
się powiększyć za sprawą obowiązujących od nowego roku przepisów, które nie
nakładają na samorządy obowiązku dofinansowywana kosztów przygotowania
posiłków.Z dopłacania do obiadów wycofały się już władze Katowic. Tam posiłki
w szkole przestała jeść prawie połowa uczniów. Nie stać ich na zapłacenie za
obiad 5 zł zamiast dotychczasowych 2 zł. Społeczeństwo jest biedne i nie stać
go na taki drogi posiłek – mówi Jerzy Szmajda, prezes katowickiego Związku
Nauczycielstwa Polskiego. ZNP, miejscowa „Solidarność” oraz Śląska Społeczna
Rada Oświatowa protestują przeciwko takiej interpretacji prawa przez
katowickie władze.Teraz katowiccy uczniowie muszą zapłacić za miesięczny
abonament obiadowy 100 zł. – Jeżeli z powodu choroby nie zjedzą posiłku, to
szkoła zwraca im tylko 2 zł. To skandal! – mówi Szmajda. Na efekt podwyżki
cen nie trzeba było długo czekać. W czasie jednego miesiąca liczba dzieci
stołujących się w 62 szkołach i gimnazjach w Katowicach spadła średnio o 43
proc. – informuje ZNP. Tak stało sięę z uczniami katowickiego Gimnazjum nr 6,
które wydaje teraz miesięcznie aż 2 tys. mniej obiadów. W Gimnazjum nr 13
jeszcze w październiku ub. roku posiłki jadło 420 uczniów. Teraz na obiad
stać tylko 14 osób z całego gimnazjum. – Nie ma się co dziwić. Szopienice są
biedną dzielnicą, dużo jest tutaj bezrobotnych – usłyszeliśmy w sekretariacie
Gimnazjum nr 13. Za przykładem Katowic może pójść więcej miast. Chodzi o to,
że w obowiązujących od 1 stycznia br. przepisach nie ma podstawy prawnej
nakazującej samorządom dofinansowywać przygotowywanie szkolnych posiłków. Ten
niekorzystny zapis spowoduje nie tylko podwyżkę cen obiadów, ale także
likwidację stołówek i zwolnienia pracowników. – Personel kuchenny zostanie
zwolniony z pracy, co z jednej strony będzie dla organów prowadzących szkoły
dodatkowym obciążeniem finansowym w postaci odpraw, a z drugiej strony będzie
wywoływać negatywne skutki społeczne – alarmuje ZNP. Zdaniem związku,
doprowadzi to do sytuacji, w której prowadzenie stołówek przejmą firmy
cateringowe. – Stołówki zostały w ostatnich latach wyremontowane, a teraz
skorzystają z nich prywatne firmy – ostrzega Szmajda.Liczba głodnych dzieci
powiększa sięęnie tylko w woj. śląskim. W ciągu ostatnich piętnastu lat w
Polsce najbardziej, spośrod krajów europejskich, wzrosła liczba ubogich
dzieci. W latach 90. przybyło ich ponad 4 proc. i jest to największy przyrost
w Europie, informuje w ostatnim raporcie UNICEF. Najwięcej głodnych dzieci
jest w województwach lubuskim, zachodniopomorskim, pomorskim, kujawsko-
pomorskim, warmińsko-mazurskim i podkarpackim. Z danych zebranych przez Biuro
Rzecznika Praw Dziecka wynika, że w niektórych regionach w biedzie żyje nawet
40 proc. dzieci, np. na Warmii i Mazurach, czy w Świętokrzyskiem.
Część polskich uczniów przyznaje, że głównym powodem chodzenia do szkoły jest
talerz gorącej zupy, jaki tam dostają. W wielu szkołach zdarzają się omdlenia
z głodu podczas lekcji, czy zjadanie resztek śniadań przynoszonych przez
innych uczniów. Dzieci są poza domem kilka godzin dziennie. Niektóre z nich
po lekcjach pozostają jeszcze w świetlicach. Szczególnie dotyczy to
gimnazjalistów z terenów wiejskich, którzy dojeżdżają do szkół w
miasteczkach. Prawie 19 proc. dzieci w szkołach korzysta z nieodpłatnych
posiłków. W małych miejscowościach, poniżej 5 tys. mieszkańców, z bezpłatnego
dożywiania korzysta co trzeci uczeń, gdy w większych miastach co dziesiąty.
Przeciętna szkoła w małej miejscowości, licząca 154 uczniów, dożywia
nieodpłatnie ok. 42 dzieci.Nieprecyzyjne przepisy mogą doprowadzić do
zamykania szkolnych stołówek i powiększenia rzeszy głodnych uczniów. Anna
Radziwiłł, podsekretarz stanu w MENiS, w piśmie z 7 lutego br. skierowanym do
ZNP oświadczyła jednak, że zmiana prawa nie wpłynęła na ograniczenie liczby
stołówek.
Magdalena Kaszulanis