Dodaj do ulubionych

Wybory 2005

06.04.05, 13:59
No wiec Szanowny Polski Narodzie . Irak daje nam przyklad jak w demokracji
sie glosuje, ten kto nie glosuje nie liczy sie a ten kto glosuje np. tak jak
w Iraku Kurdowie oni stanowią 15-20 procent ludności Iraku, ale masowo
głosowali w styczniowych wyborach i zdobyli w parlamencie przeszło jedną
czwartą mandatów (77).
Obserwuj wątek
    • terraincognita Re: Wybory 2005 06.04.05, 14:03
      Dlatego mam nadzieje,ze lewicowcy nie zamkna sie w domach,bo gorszych od LPR i
      LPRopodonych juz nie ma...
      • yossarian18 Re: Wybory 2005 11.04.05, 17:47
        LPR ma obok postkomunistow najbardziej zdyscyplinowany elektorat.
    • taki.sobie.znikad BEZ JOWow NIE MA WYBOROW !! 06.04.05, 14:07
      • onatutrwa Re: BEZ JOWow NIE MA WYBOROW !! 06.04.05, 14:35
        Czy to JOWach czy inne musimy iść.
        • taki.sobie.znikad Re: BEZ JOWow NIE MA WYBOROW !! 06.04.05, 14:39
          Ludzie oleja znowu te wybory wg list partyjnych, na ktorych beda figurowali
          wylacznie ci sami debile niszczacy kraj.
          • onatutrwa Re: BEZ JOWow NIE MA WYBOROW !! 06.04.05, 15:21
            Jesli ludzie O... to niestety znowu sowiecki czlowiek bez wyksztalcenia
            zostanie wybrany. A oczywiscie jest poczeba spolecznego nacisku zeby ordynacja
            byla JOW. Jan Pawel Wielki dal nam Przyklad ja zwyciezac mamy!!!
        • jtb Re: BEZ JOWow NIE MA WYBOROW !! 06.04.05, 15:24
          onatutrwa napisała:

          > Czy to JOWach czy inne musimy iść.

          W praktyce JOW mogą się okazać niedobrym rozwiązaniem.
          • gargamel.z.rm Re: BEZ JOWow NIE MA WYBOROW !! 06.04.05, 15:45
            JOWy sa w 100% lepsze od tego stallinowskiego systemu wyborczego,ktory
            obowiazuje teraz. W tym systemi decyduje kilku partyjnych mafiozo kto moze
            startowac. W JOWach moze startowac kazdy gdy uzyskanprzynajmniej 15 glosow
            poparcia. Liczy sie najlepszy, bez wzgledu na to czy wystawia go Kiszczak, czy
            Rydzyk.
            • jtb Re: BEZ JOWow NIE MA WYBOROW !! 06.04.05, 15:50
              gargamel.z.rm napisał:
              W JOWach moze startowac kazdy gdy uzyskanprzynajmniej 15 glosow
              > poparcia. Liczy sie najlepszy, bez wzgledu na to czy wystawia go Kiszczak,
              czy
              > Rydzyk.

              Jak rownież bossowie albo członkowie wielkich mafii dysponujacej dużą kasą.
              Glosy wyborców mogą kupować.
              • joannabarska Z JOW (em)nie ma wyborów! 06.04.05, 15:55
                Z JOW-em nie ma wyborów. Dopiero wtedy,jak zna się Polaków, będzie bitwa o
                głosy - kto da wiecej mamony? No i z gory mozna przewidziec przyszly Sejm. Ten
                jest ubogi (duchem),a przyszły...Strach pomyslec!
                • onatutrwa Samorządna gmina a JOW 07.04.05, 05:25
                  Samorządna gmina a JOW

                  (komentarz wygłoszony na antenie Katolickiego Radia Rodzina Rozgłośni
                  Archidiecezji Wrocławskiej, 92 FM, 22 marca 2005, godz. 9.00 i 21.30)

                  Wielokrotnie, na konferencjach i spotkaniach Ruchu na rzecz JOW , wypływa
                  temat: skoro tak trudno doprowadzić do zmiany ordynacji wyborczej do Sejmu,
                  skoro politycy boją się tego jak ognia, dlaczego nie spróbujecie drogi łatwie
                  js zej i nie podejmiecie walki o JOW w wyborach do samorządu terytorialnego?

                  Nasze postulaty postanowiliśmy ograniczyć do jednego, najważniejszego, jakim
                  jest ordynacja wyborcza do Sejmu, nie chcemy się wdawać w boje o sprawy mniej
                  istotne, więc sprawę tę pozostawiamy uczestnikom Ruchu i nie wpisujemy jej do
                  listy naszych żądań ustrojowych. Mamy bowiem przekonanie, że upartyjnienie
                  państwa jest wynikiem partyjnej ordynacji do Sejmu i nawet, gdyby udało nam się
                  zmienić ordynacje samorządowe, to korzeń zła nie zostałby zlikwidowany i nasze
                  życie państwowe w niewielkim stopniu by się zmieniło. Mamy przekonanie, że
                  naprawę państwa polskiego zacząć trzeba przede wszystkim od głowy, bo to głowa
                  najbardziej ucierpiała w komunizmie, a więc od najważnie js zej władzy, jaką
                  jest Sejm. To Sejm ma najgorsze notowania w badaniach opinii publicznej, nie
                  samorządy, i to Sejm przede wszystkim wymaga naprawy.

                  Jest jednak jeszcze inny, niesłychanie ważny powód, dla którego nie chcemy tej
                  sprawy podejmować w Ruchu: uważamy, że sprawa ta powinna być pozostawiona do
                  decyzji społecznościom lokalnym! A niby dlaczego o tym, jak mają przebiegać
                  wybory samorządowe w Kłodzku, Nysie czy Słubicach mają decydować mądrale w
                  Warszawie? Dlaczego nie zostawić tego do decyzji samorządów lokalnych? Tak jest
                  w wielu krajach świata: w Szwajcarii, USA, Wielkiej Brytanii i zapewne w innych
                  mie js cach. Dlaczego w Polsce ma być inaczej?

                  Konstytucja RP reguluje tę sprawę w art. 169. Ust. 2.: "Wybory do organów
                  stanowiących są powszechne, równe, bezpośrednie i odbywają się w głosowaniu
                  tajnym. Zasady i tryb zgłaszania kandydatów i przeprowadzania wyborów oraz
                  warunki ważności określa ustawa". Ust. 3.: "Zasady i tryb wyborów oraz
                  odwoływania organów wykonawczych jednostek samorządu terytorialnego określa
                  ustawa". To w tym mie js cu, proszę propagatorów IV Rzeczypospolitej potrzebna
                  jest korekta: nie ustawa, ale samorządna gmina!

                  Na jakiej zasadzie prawo decydowania o tym zawarowuje sobie władza centralna?
                  Istnieją w Polsce wielkie instytucje, liczące dziesiątki tysięcy członków, dużo
                  większe niż większość gmin, których struktury i organizacji nie rozstrzygają
                  ustawy, zostawiając to autonomicznej decyzji osób w tych instytucjach
                  funkcjonujących. Na przykład wielkie uniwersytety, z których każdy zrzesza
                  dziesiątki tysięcy ludzi. Ustawodawca nie zdecydował się samemu rozstrzygać o
                  ich ustroju, zostawiając tę sprawę społecznościom akademickim. Dlaczego nie
                  mógł tej sprawy zostawić społecznościom lokalnym, mieszkańcom gmin? Gminy same
                  uchwalają swoje statuty, co by się stało, gdyby w tym samym trybie uchwalały i
                  swoje ordynacje wyborcze?

                  Szukając powodów, które spowodowały takie stanowisko, wydaje mi się, że można
                  by je podzielić na trzy grupy. Pierwsza , to wyniesiona z realnego socjalizmu
                  skłonność do centralizmu, etatyzmu, ambicja regulowania jak największych
                  obszarów życia publicznego na drodze decyzji centralnych. Druga , to arogancja
                  elity politycznej, która uważa, że ma swoisty monopol na wiedzę i mądrość, i
                  nie dopuszcza możliwości zaufania społecznościom lokalnym w takich sprawach. W
                  przypadku uczelni wyższych - mówią - zgoda, to są, same w sobie, enklawy w
                  pewnym sensie elitarne; więc elita polityczna godzi się zostawić te elementy
                  autonomii gremiom akademickim. Chociaż, jak pamiętamy, w PRL, tak nie było,
                  zatem tutaj mamy pewien postęp. Co innego jednak jakiś plebs gminny, tutaj
                  trzeba koniecznie w drodze ustawy i odgórnie. Trzeci powód, jak sądzę, to
                  podświadomość partyjnych elit, że pozostawienie tej niesłychanie ważnej decyzji
                  w rękach samorządnych gmin utrudniłoby wykorzystywanie ich dla partyjnych
                  rozgrywek i "partyjnego skubania".

                  Gdyby decyzję w tej sprawie zostawić gminom, to jestem absolutnie przekonany,
                  że rozwiązanie JOW zostałoby w Polsce powszechnie zaakceptowane.

                  Dlaczego? Dlatego, że żadnemu normalnemu człowiekowi nie przyjdzie do głowy
                  wybieranie swoich przedstawicieli w sposób tak wyrafinowany i niezrozumiały,
                  jaki oferują niezliczone warianty tzw. proporcjonalnych ordynacji wyborczych.
                  Mając do dyspozycji takie przykłady, jak prosty, naturalny, czytelny i
                  zrozumiały sposób, jakim posługują się od setek lat Stany Zjednoczone Ameryki
                  Północnej, Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej,
                  Kanada, Indie i dziesiątki innych krajów normalni ludzie nie wpadną na
                  pomysły "dontów", "santlagów", "herów" czy "drupów". Mieszkańcy Kłodzka,
                  Gołdapi, Słubic, Wambierzyc, Nysy czy Kościerzyny z całą pewnością wybiorą coś,
                  co każdy z nich w lot zrozumie i o czym będą wiedzieli, że jest szeroko na
                  świecie stosowane: jeden mandat w jednym okręgu wyborczym dla tego, kto zdobył
                  największą liczbę głosów! Nieszczęście "dontów", "santlagów" czy "drupów"
                  dotknąć może najwyżej mieszkańców wielkich metropolii, jak Warszawa czy
                  Wrocław, gdzie mieszka wielu utytułowanych politologów i konstytucjonalistów,
                  którzy są w stanie narzucić inny punkt widzenia. Ale jestem przekonany, że
                  nawet mieszkańcy Warszawy, gdyby dali sobie narzucić partyjny sposób wyboru
                  władz samorządowych, widząc jak inaczej sprawy wyglądają w Mińsku Mazowieckim,
                  Pułtusku czy Otwocku, szybko doprowadziliby do odpowiedniego zreformowania
                  ordynacji wyborczej.

                  O tym, że tak właśnie jest świadczy ogromne, kilkunastoletnie, doświadczenie
                  Ruchu JOW , który zorganizował już ponad 60 konferencji ogólnopolskich na ten
                  temat, którego przedstawiciele odbyli setki spotkań, objeździli dosłownie cały
                  kraj, świadczy doświadczenie dwóch "Marszów na Warszawę", gdzie tylko w roku
                  ubiegłym uczestnicy Ruchu przebyli trasę ponad 2000 km po "Polsce B, C i D".
                  Świadczy o tym ponad 100 Honorowych Patronów Samorządowych Ruchu, którymi są
                  wyłącznie prezydenci, burmistrzowie i wójtowie gmin, świadczy wiele dziesiątków
                  uchwał rad gminnych w tej sprawie. Doświadczenie to dowodzi, że prawdziwą
                  twierdzą "proporcjonalizmu" jest Warszawa, a może nawet tylko jej drobna,
                  centralna część. Są jeszcze małe "fortece", jak "Festung Breslau" czy "Festung
                  Krakau", ale one istnieją tylko dzięki wsparciu lotniczemu z Warszawy, bo same
                  by się nie ostały.

                  Dlaczego mieszkańcy gmin wybiorą JOW ?

                  Ponieważ wybory "proporcjonalne" są powszechne tylko z nazwy. Fakt ten, z
                  trudem dociera do świadomości uczonych politologów i konstytucjonalistów.

                  Sam fakt, że ordynacja wyborcza jest niezrozumiała dla większości obywateli
                  wskazuje, że zasada powszechności wyborów, zapisana w Konstytucji, jest
                  naruszona. Nasi konstytucjonaliści zdają się mniemać, że jeśli prawo głosowania
                  mają kobiety, czarni i żółci, to w ten sposób wybory stają się powszechne.
                  Tymczasem powszechne jest tylko prawo oddania głosu. Konstytucja natomiast mówi
                  o powszechności wyborów. Tymczasem "dontów", "santlagów" i innych
                  skomplikowanych mutacji nie rozumie nawet większość profesorów wyższych
                  uczelni, cóż dopiero mówić o obywatelach, którzy mają co najwyżej elementarne
                  wykształcenie, a przecież posiadają pełne prawa obywatelskie i zdolność
                  odróżniania zła od dobra! Żaden normalny obywatel RP, niećwiczony w politycznej
                  sofistyce, nie zrozumie takiego np. wyniku wyborów powszechnych, jaki miał mie
                  js ce w województwie kujawsko-pomorskim (okręg nr 2), gdzie jedyny mandat
                  parlamentarny w tym okręgu zdobył p. Antoni Zwiefka z poparciem 26.144 głosów,
                  a nie p. Anna Sobecka, którą poparło o 10.465 wyborców więcej i próżne są
                  wysiłki ludzi tłumaczących, że tak ma być, bo taka jest ordynacja w
                  • onatutrwa Samorządna gmina a JOW cz 2 07.04.05, 05:27
                    Sam fakt, że ordynacja wyborcza jest niezrozumiała dla większości obywateli
                    wskazuje, że zasada powszechności wyborów, zapisana w Konstytucji, jest
                    naruszona. Nasi konstytucjonaliści zdają się mniemać, że jeśli prawo głosowania
                    mają kobiety, czarni i żółci, to w ten sposób wybory stają się powszechne.
                    Tymczasem powszechne jest tylko prawo oddania głosu. Konstytucja natomiast mówi
                    o powszechności wyborów. Tymczasem "dontów", "santlagów" i innych
                    skomplikowanych mutacji nie rozumie nawet większość profesorów wyższych
                    uczelni, cóż dopiero mówić o obywatelach, którzy mają co najwyżej elementarne
                    wykształcenie, a przecież posiadają pełne prawa obywatelskie i zdolność
                    odróżniania zła od dobra! Żaden normalny obywatel RP, niećwiczony w politycznej
                    sofistyce, nie zrozumie takiego np. wyniku wyborów powszechnych, jaki miał mie
                    js ce w województwie kujawsko-pomorskim (okręg nr 2), gdzie jedyny mandat
                    parlamentarny w tym okręgu zdobył p. Antoni Zwiefka z poparciem 26.144 głosów,
                    a nie p. Anna Sobecka, którą poparło o 10.465 wyborców więcej i próżne są
                    wysiłki ludzi tłumaczących, że tak ma być, bo taka jest ordynacja wyborcza.
                    Normalni ludzie mają w tym wypadku poczucie, że zostali oszukani i to ich
                    zniechęca i do samych wyborów, i do demokracji, która na takie rzeczy pozwala.
                    Oczywiście, ordynacja wyborcza do Parlamentu Europe js kiego to były już
                    prawdziwe szczyty "proporcjonalnego" wyrafinowania i światowe kuriozum, ale
                    wszystkie tzw. ordynacje proporcjonalne stosowane w Polsce, zarówno w wyborach
                    parlamentarnych, jak i samorządowych, dostarczają obfitej ilości przykładów do
                    jakich paradoksów ten system prowadzi. Dlatego też matematyk krakowski
                    Krzysztof Ciesielski zaproponował dla tego typu ordynacji nazwę "ordynacja
                    paradoksalna" a nie "proporcjonalna".

                    Pominę w tym mie js cu wszystkie inne wady tego systemu wyborczego: złamanie
                    zasady równości, naruszenie biernego prawa wyborczego, fakt, że proporcjonalna
                    jest tylko ordynacja, a wybory są jak najbardziej "dysproporcjonalne". Wiem, że
                    jeśli chcemy JOW w wyborach samorządowych, to wystarczy dać samorządom
                    samorządność: niech same rozstrzygają, w jakim systemie chcą się wybierać! O
                    wynik takiego eksperymentu jestem spokojny. Ludzie w samorządach poradzą sobie
                    bez profesorów politologii i socjologii, wystarczy odrobina zdrowego rozsądku.

                    Jerzy Przystawa
                    22. 03. 2005 r.

                    Więcej o Ruchu na rzecz JOW na stronie internetowej JOW
                    www.jow.org.pl/jow/index.php
                    • wielki_wuj Re: Samorządna gmina a JOW cz 2 07.04.05, 13:21
                      Bo wybory samorządowe w mniejszych gminach i tak są jednomandatowe (jak ktos
                      nie widzi, go gratuluje okularów), i to tam przejdzie, bo sie wszyscy znają. W
                      wyborach do Sejmu okręgi muszą być większe i niemozliwe jest aby gościa znali
                      wwzyscy w województwie. Dlatego też w takich wyborach górą będzie ten, kto
                      będzie miał więcej kasy na kampanie.
      • indris Raczej odwrotnie... 07.04.05, 13:54
        Żeby wprowadzić JOWy trzeba zmienić Konstytucję. Zrobić to może legalnie tylko
        Zgromadzenie Narodowe (Sejm+Senat).
    • onatutrwa Re: Wybory 2005 11.04.05, 15:53
      TESTY KOMPETENCYJNE DLA POLITYKÓW
      Dla uzyskania prawa wykonywania zawodu lekarza, prawnika, inżyniera,
      nauczyciela itd. niezbędne jest wykazanie się stosowną wiedzą, doświadczeniem,
      dyplomem. Zgoda, zdarzają się wspaniali domorośli lekarze, inżynierowie czy
      nauczyciele bez formalnego dyplomu, lecz są to sporadyczne przypadki. Dlaczego
      więc nie stawiamy żadnych wymagań politykom? Nasza rzeczywistość świadczy, że
      większość z nich to nieodpowiedzialni amatorzy.
      Niezależnie od woli "miłościwie" nam obecnie panujących wybrańców, zbliża się
      czas wyboru kolejnej grupy trzymającej władzę. Nie jest nam potrzebna grupa
      typu: cyrk, kabaret, piaskownica, ring bokserski itd. Potrzebny jest nam sejm i
      senat typu - okrągły stół. Boję się, że czekając biernie na cud, na "mądrość"
      wyborców i ugrupowań politycznych obudzimy się z ręką w nocniku. Znaczna część
      naszych wartościowych obywateli będzie miała w dalszym ciągu dylemat: być czy
      nie być "w tym kraju" a ci, którzy wybiorą opcję "być", będą skazani na
      beznadziejną wegetację. Ideą demokracji jest założenie, że pojedynczy człowiek
      popełnia błędy, natomiast ogół nie. Nasze i nie tylko nasze doświadczenia z
      demokracją dowodzą, że teza ta niekoniecznie jest prawdziwa. Czy możemy temu
      zaradzić?

      Wiadomo, że aż 99,99% obywateli nie analizuje merytorycznie proponowanych przez
      ugrupowania polityczne programów (pomysłów) na rządzenie Polską. Nie analizuje
      również przydatności poszczególnych kandydatów do pracy w sejmie bądź w
      senacie. Dla zaistnienia na scenie politycznej rzuca się słowa wytrychy: my
      jesteśmy lewicą i troszczymy się o ludzi biednych, my jesteśmy patriotami i
      troszczymy się o sprawy Polaków katolików, my jesteśmy za praworządnością i
      sprawiedliwością w naszym kraju, my jesteśmy za demokracją, my jesteśmy
      liberałami, my troszczymy się o rolników a my umiemy się obronić sami. Ale
      jednakowym dla wszystkich i najważniejszym hasłem wszystkich ugrupowań jest: MY
      JESTEŚMY NAJLEPSI - MY CHCEMY WŁADZY. Podstawowym orężem walki politycznej jest
      walka słowna w mediach, w sejmie, gdziekolwiek. Popisy językowe to sposób na
      zdobycie popularności a popularność to przepustka do władzy. Jest to
      niewłaściwe kryterium wyborcze! Wyłoniona wg takiego kryterium władza nie daje
      nam nadziei na lepsze jutro.

      Jacy politycy są nam potrzebni ?
      Dla uzyskania prawa wykonywania zawodu lekarza, prawnika, inżyniera,
      nauczyciela itd. niezbędne jest wykazanie się stosowną wiedzą, doświadczeniem,
      dyplomem. Zgoda, zdarzają się wspaniali domorośli lekarze, inżynierowie czy
      nauczyciele bez formalnego dyplomu, lecz są to sporadyczne przypadki. Dlaczego
      więc nie stawiamy żadnych wymagań politykom?
      Nasza rzeczywistość świadczy, że większość z nich to nieodpowiedzialni
      amatorzy. Co przeszkadza określić wyraźnie - jacy posłowie i senatorowie są nam
      potrzebni? Jakimi parametrami powinniśmy oceniać kandydatów do władz przy urnie
      wyborczej, by nasz Sejm i Senat miał autorytet całą kadencję? Jestem w tej
      dziedzinie amatorem, dysponuję wyłączne chłopskim rozumem. Uważam, że osoby
      pretendujące do pełnienia funkcji publicznych, a w szczególności kandydaci na
      posłów i senatorów powinni nam, szarym obywatelom, wykazać przed wyborami swoje
      predyspozycje w następujących zakresach:

      1. Dobry kandydat na polityka powinien być człowiekiem, dla którego ważniejsze
      są idee, niż dobra materialne. Szczególnie niezbędna jest cecha, by dobro ogółu
      było dla niego ważniejsze, niż własne ambicje i finanse.

      2. Dobry kandydat na polityka nie może być człowiekiem bezkompromisowym.
      Tworzenie dobrego prawa ZAWSZE wymaga ustępstw. Polityk powinien mieć dar
      wsłuchiwania się w to, co mówi jego przeciwnik. Walkę polityczną powinien
      prowadzić na argumenty a nie na obelgi.

      3. Ludowe powiedzenie mówi: Lepiej z mądrym płakać niż z głupim skakać. Dobry
      kandydat na polityka powinien wykazać się ponadprzeciętną inteligencją, łatwiej
      mu będzie zrozumieć złożone publiczne problemy i znaleźć rozsądne rozwiązania.

      4. Do pracy w sejmie i senacie wielce przydatna jest wiedza z zakresu prawa,
      ekonomii, funkcjonowania gospodarki i socjologii. Dobry kandydat na polityka
      powinien wykazać się podstawową wiedzą w tych dziedzinach.

      Ostatnio poszedłem do osiedlowej Szkoły Podstawowej spełnić osiedlowy
      obowiązek - wybrać tzw. Radę Osiedlową. Poszedłem tylko dlatego, że mój sąsiad
      wrzucił mi do skrzynki swoją ulotkę i znam się z nim dość dobrze. Przed urną
      miałem dylemat. Rada ma być kilkuosobowa - kandydatów, póki co, było nieco
      więcej. Lecz ja, niestety, z tej listy znałem wyłącznie mojego sąsiada.
      Pozostali kandydaci to dla mnie tylko kilka literek z alfabetu. Wolałem
      postawić znak wyłącznie przy jednym nazwisku, niż głosować na chybił trafił.
      Czy my, przeciętni obywatele zaaferowani swoimi sprawami dnia codziennego mamy
      ochotę, czas i możliwości przed oddaniem swojego głosu ocenić wg kryteriów 1 -
      4 kandydatów do władz państwowych? Ilu wśród nich jest naszymi sąsiadami? Czy
      nazbyt często nie głosujemy na chybił trafił? Czy przed powierzeniem
      kandydatowi na polityka odpowiedzialnej, zaszczytnej funkcji publicznej mamy
      prawo go zapytać: Czy Ty się do tej funkcji nadajesz? Czy Ty może jesteś
      jedynie żądnym władzy i zaszczytów amatorem?

      Testy kompetencyjne kandydatów na polityków
      Wg aktualnie obowiązującej ordynacji wyborczej Państwowa Komisja Wyborcza (PKW)
      jest zobowiązana do organizacji wyborów. Ma obowiązek m.in. umieścić w lokalach
      wyborczych listy kandydatów wraz z podstawowymi informacjami o nich. Za takie
      uznano aktualnie: imię i nazwisko kandydata, wiek kandydata, wykształcenie i
      przynależność do organizacji polityczno-społecznych. Powinniśmy zobowiązać PKW
      o uzupełnienie tych danych o wskaźniki oceny predyspozycji kandydata do
      pełnienia zaszczytnej i odpowiedzialnej funkcji posła lub senatora!
      PKW powinna mieć obowiązek wszystkich zarejestrowanych kandydatów poddać
      obiektywnemu egzaminowi, np. w postaci testów komputerowych oceniających ich
      predyspozycje na polityka, np. wg pkt. 1-4, a wyniki tego sprawdzianu umieścić
      jako istotną informację na listach wyborczych. Czy nasza aktualnie trzymająca
      władzę grupa potrafi wprowadzić taką nowelizację ordynacji wyborczej?

      Sytuacja nie jest zupełnie beznadziejna
      Wierzę, że są w naszym kraju wiarygodni fachowcy od potrzebnych do oceny
      kompetencji polityków testów, którzy potrafią i z pobudek patriotycznych
      opracują gwarantujące obiektywizm stosowne testy sprawdzające. Wierzę, że są w
      naszym kraju politycy, którzy rozumieją potrzebę udzielenia przed wyborami
      takich informacji szarym obywatelom o sobie i nie boją się tego. Rozumieją, że
      w kampanii przedwyborczej mogą i powinni podać jak najwięcej istotnych
      informacji o sobie. Jestem przekonany, że odmowa poddania się kandydata na
      polityka takiemu dobrowolnemu sprawdzianowi będzie oznaczała, że się tego boi,
      że oddaje to pole walkowerem! Wierzę, że dzięki takiej społecznej akcji więcej
      ludzi weźmie udział w wyborach, wybierzemy bardziej kompetentny sejm i senat i
      stworzymy ludziom nadzieję na lepsze jutro.
      Proszę osoby pozytywnie oceniające ten pomysł o wysyłanie e-maili do ugrupowań
      politycznych z zapytaniem: czy ich kandydaci do parlamentu są gotowi poddać się
      proponowanym testom kwalifikacyjnym ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka