emerytka.z.rzeszowa
09.05.05, 23:30
Z okazji 9 maja!
8 maja życzeń nie składałam, bo to święto Anglików, Francuzów i Amerykanów, a
oni dziś wolą okupować Irak, Afganistan i Wybrzeże Kości Słoniowej, zamiast
czcić poległych podczas wojny.
Dziewiąty maj - data już prawie przeklęta w polskiej historiografii, odkąd
obsiadły ją Dudki, Paczkowskie i Roszkowskie. Nie żeby się bezmyślenie
cieszyć z rocznicy, bo ja w końcu też straciłam dom - pochodzę z Małopolski
Wschodniej, ze Stanisławowa, z dobrego domu. Ale wdzięczność i szacunek
okazać - jakoś by wypadało! W końcu zginęło w Polsce ok. 600 tyś. żołnierzy
radzieckich - liczba ta jest prawie zaklepana (podawał ją w "Przeglądzie"
kompetentny w tych sprawach Jaruzelski). Modne ostatnio podejście (na prawicy
i w głupszej części SLD), że "wdzięczni jesteśmy zwykłym żołnierzom, ale
potępiamy Stalina" nie wytrzymuje krytyki, bo przecież zołnierze sami z
siebie nie atakowali Niemca, nie przełamywali frontu, nie strzelali... Ktoś
musiał im wydać rozkaz, popchnąć do tego kroku, zainspirować... Tym kimś był -
o zgrozo, o ironio, fu! - Stalin! I Szczecin, i Wrocław, i Gdańsk, i Olsztyn
mamy też - hańbo! - za wstawiennictwem Wissarionowicza, bo przecież nie za
sprawą rządu londyńskiego, o nie... Chłopcy z prawicy zaczerwienią się w tym
miejscu z pewnością, jak przy inicjacji, ale taka prawda... Oczywiście -
Stalin to postać wieloznaczna: z jednej strony wielki geniusz, z drugiej
okrytny, ohydny zbrodniarz. Ale któż nie ma brudu za paznokciami...?
Nieważne. W tak wielkie święto nie mam zamiaru prowadzić ideologicznych
dysput, gdyż partnerów do nich - w jednoświatopoglądowej Polsce - jak na
lekarstwo. A lekarstwo, jak wiadomo na receptę. I aptekarka nie zawsze
sprzeda, bo sumienie nie pozwala.
Chciałabym więc w tym miejscu wszystkicm żyjącym żołnierzom radzieckiej armii
(ale nie tylko: bo i LWP, i AL, i AK, i PLAN, i Batalionom Chłopskim) złożyć
serdeczne życzenia pomyślności i szczęścia, żeby im się to - już emerycie,
niestety - życie jakoś układało. Żeby mieli nie tylko na prąd, gaz i
lekarstwa - ale i na odrobinę szaleństwa: wczasy, balangę, fetę, pójście do
kina, teatru albo klubu nocnego. Niech wspominają, niech działają dla kraju,
spisują swe pamiętniki - wreszcie niech się jednają w interesie nas
wszystkich, w interesie Polski. Niech nie zważają na kłótnie i waśnie
polityków, ci i tak gryzą się tylko na pokaz, ale żyli pełnią życia dla swych
wnuków, prawnuków i partnerów.
Specjalne życzenia dla weteranów radzieckich: cukru, kaszy, pomidorów i
mielonki, bo was tam Sakaszwili i Juszczenko dręczą, oj dręczą! Nie mówię, że
u Putina i Łuakszenki jest świetnie, ale tam przynajmniej macie spejalne
talony na żywność i buty. A na Ukrainie, Gruzji i Armenii - bida, aż piszczy.
Ale nic to, nie z takich opresji wychodziliście!
Powiem w sekrecie, że tak cenię radzieckich żołnierzy, że oddała bym im
własną wnuczkę na odrobinę uciech. Niech coś mają z tego życia na starość:)
Sama mam do dziś w pamięci pierwszy pocałunek z ukraińskim sołdatem w
krzakach... Ale matka była zła, że hej! Niby komunistka, a w rzeczywistości
katolicka pruderystka... Ale krzaki - przestronne, dające chłód, do dziś mam
ciarki:) Gdzie te czasy? Rozmarzyłam się... Widziecie, jak 9 maja wycięgnął
emerytkę na wspomnienia? Eh... Wracam do swej ideologicznej nory...