Gość: GMR
IP: *.poznan.sdi.tpnet.pl
04.07.02, 17:37
Z chwilą wejścia Polski do Unii Europejskiej nasze urządzenia elektryczne będą
się musiały przestawić z napięcia 220 V na 230 V. Niektórzy wyrażają obawę, że
może to zdestabilizować ich pracę. Nie mają racji
Urządzenia elektryczne codziennego użytku posiadają zwykle tabliczkę
znamionową, która określa dopuszczalne napięcie prądu na 220-230 V. Taki napis
jest np. na każdej żarówce. Już bowiem w 1994 roku polska norma na instalacje i
urządzenia elektryczne została dopasowana do standardów Europy Zachodniej. Co
więcej, nie ma już praktycznie w naszym kraju rodzimych urządzeń - wszystkie są
produkowane na licencjach zachodnich, a więc są z natury dopasowane do
tamtejszego napięcia.
A jeśli ktoś ma jeszcze stary sprzęt, np. lodówkę, której tabliczka znamionowa
wskazuje tylko 220 V? Wcale nie musi on gorzej działać w wyższym napięciu.
Dzisiaj zresztą w wielu rejonach Polski prąd wcale nie trzyma się standardu 220
V. Napięcie w sieci waha się od 230 do nawet 180 V.
Wyższe napięcie w sieci jest ekonomiczniejsze. Przy wyższym napięciu urządzenia
pobierają mniej prądu (ich moc pozostaje bowiem ta sama), a to oznacza mniejsze
straty cieplne w kablach. Mniejsze są też spadki napięcia.
Jedyny kłopot mają zakłady energetyczne, gdyż na razie ich urządzenia
przesyłowe nie są dostosowane do tego, żeby odbiorcom zapewnić prąd o napięciu
230 V.
- Wyższe napięcie=pewniejsza śmierć przy porażeniu