marcus_crassus 25.05.05, 15:23 Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
mario_t1 Re: Wybory 2005: dzisiaj ruszają kampanie 25.05.05, 15:43 Toż wybory miały być jednoczesnie, oszczędności itp. Tak zapewniał Prezydent RP, członkowie Rządu RP i Posłowie RP m.in. SLD. Czyżby te słowa były rzucane na wiatr :) Odpowiedz Link Zgłoś
pan.nikt Re: Wybory 2005: dzisiaj ruszają kampanie 25.05.05, 15:46 mario_t1 napisał: Czyżby te słowa były rzucane > na wiatr :) ###A bo to pierwsze? Odpowiedz Link Zgłoś
r0b0l Re: ODEZWA do Narodu Polskiego ks. Jankowskiego ! 25.05.05, 21:00 a czy masz może namiary na program partii nasza przyszłość czy jak się tam nazywa partyja maryja? bo jeszcze mocniejsze hasła tam zapodają Odpowiedz Link Zgłoś
konread Re: Wybory 2005: dzisiaj ruszają kampanie 25.05.05, 15:46 Rozbicie takie wyborów zapewne odbije się na frekwencji, nie wspominając o kosztach z naszych podatków! Obłęd! Odpowiedz Link Zgłoś
gajasuno Re: Wybory 2005: dzisiaj ruszają kampanie 25.05.05, 16:41 Na razie przeraziły mnie wyniki sondy przy artykule - myślałem, że zrażeni lewicowością w ogóle nie pójdą do wyborów, a z sondy wynika, że szykuje się nam Kaczoland. :/ Odpowiedz Link Zgłoś
edo5 Re: Wybory 2005: dzisiaj ruszają kampanie 25.05.05, 17:19 Samo się bydło wybierze przy 5% poparciu, jak do Unii Europejskiej . Rzygać się chce. Odpowiedz Link Zgłoś
jola_dywity I TAK ZAUFAĆ MOŻNA TYLKO SAMOOBRONIE ! 25.05.05, 17:43 Jedyne ugrupowanie mówiące prawdę i dbające zarówno o człowieka jak i jego godność! Program Samoobrony promujący pracę i tak musi zostać zrealizowany inaczej zapaść gospodarcza się pogłębi do poziomu następnych progów ostrożnościowych przekroczono już oficjalnie pierwszy z deficytem 444,1 mld zł. Odpowiedz Link Zgłoś
remont4 Re: Sondaże opinii publicznej – narzędzie socjotec 25.05.05, 23:34 Sondaże opinii publicznej – narzędzie socjotechniki. 1. Uwagi wstępne. Od najdawniejszych czasów ludzie starają się wpływać na zachowanie innych ludzi, aby osiągnąć zaplanowane przez siebie cele. Motywacje bywają różne. Czasem są to motywacje związane z pozytywnymi celami, ale częściej zmierzają do skutków, których poddani takim zabiegom ludzie wcale nie chcą, lub które są dla nich wręcz szkodliwe. Najwięcej zabiegów wymagają te cele, które wiążą się ze zdobywaniem, utrzymywaniem i pełnieniem władzy, a także z forsowaniem zaplanowanych przez siebie zmian, często takich zmian, które źle służą rządzonym społeczeństwom. Taka motywacja wymaga objęcia oddziaływaniem wielkich zbiorowości ludzkich i zachęca do rozwijania szczególnie skutecznych metod, także coraz lepszych narzędzi umożliwiających sterowanie ich zachowaniami. Opanowanie środków masowego przekazu, zwłaszcza przy dzisiejszym rozwoju techniki, zapewniającym ich wszechogarniający zasięg, jest najbardziej skutecznym sposobem manipulacji zmierzającej do wymuszenia pożądanych zachowań społeczeństw. Nawet nieograniczony monopol dysponowania środkami masowego przekazu nie gwarantuje jednak łatwego osiągania zamierzonych celów – dysponenci muszą przecież stale dbać o minimum wiarygodności. Wielu z nas pamięta sytuację przed rokiem 1989, gdy wiarygodność polskiej telewizji, radia i prasy spadły do takiego poziomu, że także oczywiste prawdy były przyjmowane z powątpiewaniem, a nawet uznawane za kłamstwo. W tamtej sytuacji już nie tylko skuteczność sterowania zachowaniami ludzi spadła do zera, zniknęła nawet możliwość najprostszej i niezbędnej komunikacji władzy ze społeczeństwem. Dzisiaj zbliżamy się do podobnego stanu rzeczy, mimo, że pozornie tak wiele w Polsce się zmieniło. Nie trzeba szczególnie wnikliwych analiz treści publicystyki dominującej na rynku, czy zawartości przekazywanej informacji, a zwłaszcza tej nie przekazywanej. Wystarczy przejrzeć skład kadrowy polskiej telewizji - nie tylko ten widoczny na ekranie i nie tylko w telewizji publicznej. Trudno o bardziej wymowną ilustrację przewrotnej dewizy: „trzeba bardzo wiele zmienić, aby niczego nie zmieniać”. Jedno wszakże się zmieniło –skwapliwie skorzystano z nowego i bardzo skutecznego narzędzia manipulacji jakim już od dawna posługują się ustabilizowane demokracje – wprowadzono socjotechnikę wykorzystującą tzw. badania opinii publicznej. Po roku 1989, wraz z falą innych nonsensów przyjmowanych bezkrytycznie z „cywilizowanego” zachodniego świata, do Polski dotarła moda na płytkie, choć krzykliwie popularyzowane sondaże opinii publicznej. Z wolna ogarniają one coraz szersze dziedziny aktywności publicznej. Metoda oddziaływania na świadomość pojedynczego człowieka, a w sumie na świadomość dużych grup ludzi, polega na wpajaniu przekonania o powszechności zachowań i poglądów, które są pożądane dla osiągnięcia zamierzonego celu. Badania opinii publicznej skupiają się na tej właśnie metodzie oddziaływania, przy czym badaniom nadaje się pozory naukowości, aby uwiarygodnić przedstawiane wyniki. W niniejszym wykładzie przyjrzymy się bliżej sondażom opinii publicznej, aby przywrócić rzeczy właściwą miarę i zwrócić uwagę na niebezpieczeństwa. Jest to temat bardzo ważny dla dzisiejszych adeptów sztuki dziennikarskiej, ponieważ w swej przyszłej pracy będą się oni często stykać z tym zjawiskiem. Pragnę zaznaczyć, że tym wykładem wykraczam znacznie poza swoją wąską specjalność fizyka jądrowego, ale przedstawioną przeze mnie krytyczną analizę mógłby dokonać każdy myślący człowiek. Tym bardziej każdy, kto przyswoił sobie metody docierania do prawdy w badaniach naukowych i zna wszelakie obiektywne trudności jakie się z tym wiążą. W 1996 roku opublikowałem artykuł: „Sondaże: zabawa, czy manipulacja?” [dwumiesięcznik Arcana 3 (9) 1996], do którego napisania w znacznej mierze zainspirowała mnie lektura artykułu Stephena Budiansky’ego [U.S. News and World Report”, 4.12.1995] poddającego miażdżącej krytyce wiarygodność sondaży, które tak znacząco wpływają na życie publiczne w USA. Zwróciłem się wtedy z wyrzutem do polskich socjologów, że nie dbają o prestiż swojego środowiska naukowego, jeżeli przemilczają temat tak ważny i tak ściśle związany z ich dziedziną. Wywiązała się nawet krótka polemika, ale przedstawiona w odpowiedzi teza: „wszystko w porządku” nie skłaniała mnie do jej rozwijania. Nie mogłem wtedy wiedzieć o przygotowywanym opracowaniu Prof. Ryszarda Dyoniziaka, kierownika Katedry Socjologii AE w Krakowie, które opublikowane zostało w książce „Sondaże a manipulowanie społeczeństwem” wydanej przez TAiWPN Universitas w Krakowie w 1997. Opracowanie to zawiera wnikliwą analizę najważniejszych aspektów dotyczących sondaży i podaje wiele przykładów z polskiej praktyki. Gorąco polecam tę książkę, ponieważ zawiera ona bogaty materiał, którego nie sposób pomieścić w jednym wykładzie. Przyjrzyjmy się przez chwilę sytuacji w USA. Tam techniki przeprowadzania sondaży rozwinięto do tego stopnia, że polityk składający zapotrzebowanie na zbadanie opinii wyborców, może uzyskać wynik w ciągu kilku godzin. Zwykle chodzi o zbadanie reakcji wyborców na decyzje, które polityk ma zamiar podjąć, ale często celem sondażu jest potwierdzenie słuszności już podjętej decyzji, lub poprawa notowań polityka, które zostały nadszarpnięte ujawnieniem niewygodnych, często kompromitujących okoliczności. Zwłaszcza w tym ostatnim przypadku sondaże są szczególnie ukierunkowane i hałaśliwie nagłaśniane przez media sprzyjające politykowi. Taki rodzaj socjotechnicznego działania „badaczy” dobrze ilustruje paradoksalny przykład, gdy ujawnienie skandali obyczajowych W.J.Clintona zaowocowało wzrostem jego notowań - w konsekwencji zablokowało to możliwość jego odwołania. Można się wszakże zapytać: „Cóż w tym złego, że polityk chce poznać reakcję wyborców na decyzję, którą ma zamiar podjąć? Przecież takie postępowanie jest realizacją, a nawet jest kwintesencją demokracji”. Przy takim postawieniu sprawy rodzą się podstawowe wątpliwości. Wielu polityków tak uzależniło swoje postępowanie od wyników sondaży, że nie potrafią oni już podjąć żadnej decyzji bez wcześniejszego rozpoznania opinii anonimowych respondentów. Jest to z pewnością zwyrodnienie demokracji, gdy ludzie żądni sprawowania władzy za główny cel uznają jej zdobycie i utrzymanie, a rozwiązywanie problemów jest wyłącznie pochodną tego głównego celu. Przecież nie sposób przyjąć, że polityk desygnowany do pełnienia władzy, mający dostęp do znacznie szerszej informacji niż uczestnik sondażowej ankiety, znający wielorakie uwarunkowania i dysponujący gronami ekspertów i doradców, miałby się kierować podpowiedzią jaką podsuwają mu wykonawcy badań sondażowych. Nawet gdyby przyjąć, że większość ma rację, że dostęp do informacji lawinowo rośnie, a w związku z tym w wielu przypadkach zbiorowa mądrość wskaże najlepszy wariant rozwiązania. Wątpliwości powstają, a nawet przerażenie ogarnia w chwili, gdy rozpozna się jak lichym substytutem opinii większości są wyniki sondaży, jak mizerna jest ich wiarygodność. 2. Sondaże - badania naukowe? socjologia ? statystyka? Chociaż nikt nie twierdzi wprost, że badanie opinii publicznej ma charakter badań naukowych, w środkach masowego przekazu tworzy się aurę niezwykłej powagi wokół wyników uzyskiwanych przez instytucje zajmujące się sondażami. Wielokrotne i powtarzające się wpadki kompromitujące te instytucje, czasem wyniki przekraczające granice śmieszności, pozostają bez większego wpływu na dobre samopoczucie „specjalistów”, nierzadko legitymujących się tytułami naukowymi. Z namaszczeniem odkrywają przed nami tajniki wiedzy o polskim społeczeństwie uzyskane w sondażach, a może raczej projekcję swoich wyobrażeń o społeczeństwie podpartą fikcyjnymi Odpowiedz Link Zgłoś
coitusik Koziolek Matolek na prezydenta..... 26.05.05, 00:23 durniejsi juz byli:) Odpowiedz Link Zgłoś
lik43 Tymiński nadchodzi... 27.05.05, 18:45 A telewizyjni wyrobnicy dmuchają na zimne i produkują opinie, że Tymiński nie ma szans, bo obecnie to już nie ta Polska co kiedyś. Pewnie się bardzo pomylą. Patrząc na skarlałą polską klasę polityczną, ludzie mogą postawić na kogoś kto sam doszedł do swojej znaczącej pozycji w biznesie, jest dobrym gospodarzem i sprawia wrażenie uczciwego człowieka. Odpowiedz Link Zgłoś