taki.sobie.znikad
28.05.05, 14:56
Szlachetna i naiwna była myśl, że Polacy czuwając i modląc się przy łożu i
przy trumnie Papieża przeżyli wielkie odrodzenie duchowe, którego owoce będą
trwale obecne w naszym życiu. Niemniej widok tych tłumów wyciszonych i
skupionych mógł nasunąć myśl, że może większość w społeczeństwie wcale nie
należy do ludzi, którzy dają się łowić na przynętę werbalnej przemocy.
Pan Jarosław Kaczyński uraczył nas w sobotę 14 maja widowiskiem, które
ludziom dłużej na tej ziemi żyjącym przypomniało sławetne wiece nienawiści,
kiedy to władza ludowa demaskowała kolejnych, prawdziwych lub mianowanych
przez nią wrogów. Ta sama modulacja głosu mówcy wzburzonego ujawnionymi
knowaniami zdrajców ludu, ten sam moralny patos oskarżyciela, te same przerwy
na oklaski i okrzyki posłusznego woli wodza tłumu słuchaczy, powiewającego
sztandarami. Jeszcze brakowało skandowania “Ja - rek! Śmie - lej!”, ale
wydaje się, że i to już niedaleko.
tygodnik.onet.pl/1547,1230447,dzial.html