Gość: CCCP
IP: *.acn.waw.pl
12.07.02, 12:30
Ks. proboszcz z Jedwabnego, Edward Orłowski,
oświadczył, iż w dniu mordu przybyły
do Jedwabnego trzy duże jednostki niemieckie.
To są mniej więcej takie same transformacje rzeczywistości,
jakie z upływem lat zaczynają otaczać każde wydarzenie
dotykające tożsamości jakiejś wspólnoty, rodzinnej czy
etnicznej.
Jedwabne jest takim wydarzeniem: dotyka konkretne rodziny,
wspólnotę lokalną, wspólnotę regionalną i wspólnotę narodową.
Można oczekiwać, że każdy z tych poziomów wygeneruje własne
wersje zdarzenia i własne komentarze i usprawiedliwienia
dla nich. Można też oczekiwać, że będą to wersje sprzeczne
Ksiądz Orłowski słyszał - jako powiernik rodzin i ich
spowiednik - wiele rzeczy. Teraz próbuje nadać rzeczom
zasłyszanym ogólniejszy kształt, bo jego obowiązkiem
jako duszpasterza, jest przychodzić z pomocą nie tylko
osobom, ale całej wspólnocie. Robi to - tak jak umie.
Tego typu uplastycznienie pamięci nie jest wyłączną cechą
ani Polaków ani katolików. W filmie "Sztetl" Marzyńskiego
pewna nobliwa pani wypowiada ze śmiertelną powagą zdanie -
biorąc przy tym na siebie rolę naocznego świadka - że do
ulubionych rozrywek przedwojennych Polaków należało chwytanie
po niedzielnej mszy Żyda czy Żydówki, przywiązywanie
do końskiego ogona i włóczenie po całym miasteczku -
ku uciesze zgromadzonego tłumu.
Ktoś w związku z dyskusją o Jedwabnem napisał, że ponieważ
oskarża się Polaków nie jako Polaków-konkretnych ludzi,
ale jako Polaków-katolików (zatem członków zbiorowości),
to w opisach podawanych przez żydowskich świadków zdarzeń
winny się pojawić z jednej strony informacje o znieczulicy
i bestialstwie całej zbiorowości, z drugiej - bezpośrednie
odniesienia do męczarni zadawanych Chrystusowi i narzędzi
Jego męki.
W takim ujęciu - podkreślam: w takim ujęciu -
zdarzenia w Jedwabnem (plus Wąsosz,
Wizna, Radziłów, i inne - na całym dawnym obszarze
okupacji sowieckiej, od Mołdawii po Łotwę) byłyby
symbolicznym odwróceniem ukrzyżowania. Zmiana ról -
Żydzi ofiarą, chrześcijanie oprawcami. Niemcy w roli
Piłata umywającego ręce, polska-katolicka tłuszcza
naigrawająca się z ofiar (i - w domyśle - biorąca
na siebie i swe potomstwo wieczną klatwę). Marsz z
pomnikiem, niczym Droga Krzyżowa.
Świadkowie znajdują się pod presją nie tylko
informacji medialnych, ale i pod presją centralnych
mitów obowiązujących w ich społecznościach. Trudność
polega chyba na tym, że mity funkcjonalne na poziomie
rodziny czy wspólnoty lokalnej, mogą się okazać
groteskowe, kiedy się je zaprezentuje na poziomie,
na którym tożsamość buduje się z innych składników
(i dopuszcza się zarazem możliwość zanegowania mitów
niższego rzędu, np. na podstawie kryterium prawdy
lub przydatności).
W tym sensie wypowiedź ks. Orłowskiego zrównałbym
z wypowiedziami tych dwu naocznych świadków, z których
świadectw korzystał Gross, a których w ogóle nie było
na miejscu. Oni również działali pod presją konieczności
uzupełniania środowiskowo zmitologizowanej wersji
rzeczywistości.