andegawenczyk
06.07.05, 03:40
Może zamiast udawać,że jest fajnie i poważnie wziąć pod uwagę pracę
miażdżyciela pieprzonych butelek w Iralndi. Rocznie 20-25.000 E. Bez stresu
flancować butelki, któe spadły z taśmy.
Bo pocóż spinać się robiąc 2 fakultety, żeby nie móc zaplanować sobie
najbliższego roku żywota. W tym mieście przecież nie dostaje się pracy za CV.
Przestać udawać, że ma się wpływ na cokolwiek istotnego w tym padole
ponadpartyjnych kandydatów i wirtualnych wyborów.Przecież tu się nie dokonuje
żadnych realnych wyborów.
I nie przeczytam kolejnego dodatku Plus Minus z wywodem Życińskiego lub
innego intelektualisty, bo szczerze mówiąc nie interesuje mnie to co mają mi
oni do zaproponowania.Bo nie mają nic. Nie interesuje mnie, czy Michnik
spotka się po raz kolejny z Urbanem, a Rokita postawi pod znakiem zapytania
stworzenie koalicji w kolejnej edycji śniadania Radia Zet.
Może w końcu przewalczyć ten pieprzony PRLowski nawyk przywiązania do miejsca
i mitycznej "Rozłąki", którą straszyli nas na lekcjach historii nawiedzeni
nauczyciele etosu pieprzonych rycerzy o nazwiskach budzących grozę.
A może rzeczywiście już bliżej jest ten moment, w którym wyjazd staje sie
osobistym wyborem a nie luźną konstatcją odnoszącą się do wyborów innych?