gargamel.z.rm
02.08.05, 01:17
Sprzedawczynie ze sklepów na dworcu Łódź Fabryczna otrzymały abonamenty
uprawniające do... korzystania z publicznej dworcowej toalety -
informuje "Express Ilustrowany". Specjalny kwit za każdym razem muszą
okazywać pracownikom szaletu. Jakby tego było mało, "klozetbabcie" kartę z
numerem klienta demonstrują do kamery zainstalowanej przy wejściu do toalety.
Sprzedawczynie mówią, że czują się jak finalistki wyborów Miss Polonia. "To
jakaś paranoja" - mówi sprzedawczyni w jednym ze sklepików. "Najpierw panie
kierowały do kamery kartę abonamentową. Potem pojawiły się specjalnie
przygotowane duże plansze. Pani bierze planszę, podnosi do góry i
mówi "wchodzi numer piętnaście!". Chyba jej też chce się śmiać z zalecenia
kierownictwa...". Nagrywany jest każdy, kto wchodzi do szaletu, także nie
posiadający abonamentów podróżni, bo dzięki temu kierownictwo kibelka wie,
ile pieniędzy powinno być w kasie. Każda wizyta klienta z abonamentem jest
też odnotowywana w specjalnym kajecie. "Nie ma ograniczeń co do
częstotliwości korzystania z toalety przez posiadacza abonamentu" - uspokaja
Tadeusz Wyrozumski, dyrektor kieleckiej firmy dzierżawiącej szalet. "Ale
jeden abonament uprawnia do tego tylko jedną osobę". O dworcowej ubikacji, w
dzierżawie firmy z Kielc od maja, mówi się na dworcu z rozbawieniem, ale też
niesmakiem. Należy ona do najdroższych dworcowych toalet w kraju - 2 zł dla
nie posiadających abonamentu, 60 zł za miesięczne prawo do załatwiania
potrzeb.
(PAP)
fakty.interia.pl/lok/lodz/news?inf=651701
No i potem nie mowcie,ze Polacy sa normalni.