Gość: Filip
IP: *.proxy.aol.com
08.09.02, 22:28
OSTATNIE SŁOWO Newsweek numer 10/02, strona 112.
Nie rzucim ziemi
PSL próbuje grać rolę obrońców naszych interesów narodowych. Ale jeśli dziś
przegapimy okazję i nie przystąpimy do Unii, grozi nam kompletna
marginalizacja.
Panujący w Polsce strach przed wykupem naszej ziemi przez Niemców,
szczególnie tej ziemi, która przed wojną do nich należała, nie ma żadnych
racjonalnych podstaw. "Oni tu chcą wrócić i wrócą, bo polska ziemia jest dla
nich tania" - słyszymy zewsząd. Czy rzeczywiście chcą wrócić? Rozmawiałem z
wieloma moimi przyjaciółmi, których rodziny pochodzą z Wileńszczyzny.
Pytałem, czy chcieliby kupić ziemię w okolicach Wilna, która przed wojną
należała do ich rodzin i jest tańsza od ziemi w Polsce. Patrzyli na mnie jak
na człowieka szczególnej troski. Kupić ziemię w okolicach Wilna? Można odbyć
sentymentalną podróż na ziemię przodków lub ewentualnie kupić w Wilnie małe
mieszkanko i spędzać tam co roku wakacje. Ale po jaką cholerę ziemia?
Nie ma żadnych powodów, by przypuszczać, że przeciętny Niemiec myśli inaczej.
Wszystkie antyunijne ugrupowania polityczne, także pozaparlamentarne,
prześcigają się w argumentach mającym nam, obywatelom III Rzeczypospolitej,
obrzydzić Unię. Żądania Unii są dla nas obraźliwe - twierdzą politycy tej
orientacji. Dostosowanie naszego prawa do prawa Unii, wymóg produkcji
czystego mleka (skandal) to tylko preteksty prowadzące do wynarodowienia
Polaków.
Ostatnio szef Radia Maryja ojciec Tadeusz Rydzyk sprecyzował, o co tak
naprawdę chodzi przeciwnikom wstąpienia do Unii. Powiedział w swoim radiu
rzecz następującą: "Można porównać tych z Unii Europejskiej do przywódców
ZSRR. Nacja ta sama, która tworzyła Związek Radziecki. To jaki język będzie
obowiązywał w Unii? Może na przykład jidisz?".
Na chore bredzenie ojca Rydzyka i całkiem poważnej liczby naszych posłów
można powiedzieć tylko jedno. Rzeczywiście, warunki przystąpienia do Unii są
ciężkie. Ale przypomnijmy sobie, że kiedy pierwszy raz w 966 roku
przystępowaliśmy do podobnej wspólnoty, warunki były o wiele cięższe. Wtedy
musieliśmy wyrzec się wiary naszych przodków i przyjąć obce nam wówczas
kulturowo chrześcijaństwo.
Przystąpienie do Unii Europejskiej to dla Polski być albo nie być. Podobnie
jak w 966 roku. A gdybyśmy wtedy nie ugięli się podstępnym żądaniom Europy i
wówczas Polskę zdominowaliby ludzie pokroju Leppera czy Macierewicza, Polski
by po prostu nie było. Jeśli dziś przegapimy okazję i nie przystąpimy do
Unii, grozi nam kompletna marginalizacja polityczna, gospodarcza i kulturowa.
Ale to nieważne. Przeciwnicy wstąpienia do Unii tańczą chocholi taniec w takt
najbardziej grafomańskiej polskiej pieśni "Nie rzucim ziemi skąd nasz
ród...". I z Bogiem.