balzer
10.09.02, 20:39
Spór ojca Tadeusza Rydzyka i prymasa Józefa Glempa to batalia o przyszłość polskiego Kościoła. Czyja wizja zwycięży?
Pada nawet słowo "schizma". Mocne. Zbyt mocne? Ale sporu księdza Tadeusza Rydzyka i
kardynała Józefa Glempa na pewno nie można rozpatrywać w kategoriach zwykłej gry ambicji. Tu chodzi o coś znacznie ważniejszego. O stawkę dużo, dużo wyższą. To otwarta, bezpardonowa walka o dusze, która zdecyduje o kształcie polskiego Kościoła. Rydzyk to Kościół lęków i frustracji. Zamknięty w sobie, nieufny wobec świata. Z ducha przedsoborowy. Prymas - nawet jeśli w głębi duszy podziela część poglądów Rydzyka - opowiedział się za Kościołem, jakiego potrzebuje Polska i integrująca się Europa. I taki Kościół kardynał Glemp chce budować.
Prymas wielokrotnie próbował podporządkować swej wizji Kościoła działania toruńskiego zakonnika. Bezkutecznie. Od ponad dekady ojciec Rydzyk buduje w Kościele swój własny Kościół, a wszelkie pouczenia, pretensje i zalecenia ze strony hierarchów ma za nic. Kiedy episkopat zdecydował, że nie będzie bezpośrednio angażować się w politykę, Rydzyk organizował Ligę Polskich Rodzin i wprowadzał ją do Sejmu. Gdy po powrocie z Brukseli episkopat przychylnie, choć z zastrzeżeniami, wypowiedział się o naszym wejściu do Unii, Rydzyk głosił, że będzie to kolejny rozbiór Polski. Gdy biskupi wysłali księdza Waldemara Chrostowskiego, specjalistę ds. dialogu z judaizmem, do prowadzenia w Radiu Maryja katechezy, Rydzyk próbował się go pozbyć, chętnie za to udzielając w studiu gościny "kłamcy oświęcimskiemu" Dariuszowi Ratajczakowi oraz jego ideowym sojusznikom. I tak władze kościelne swoje, a Rydzyk swoje.
W ciągu minionych dziesięciu lat ojciec Rydzyk zbudował prawdziwe imperium, w którym sprawuje władzę absolutną. Jest absolutnym przywódcą swojej własnej wspólnoty religijnej, którą wykroił z Kościoła powszechnego. Jest redaktorem naczelnym i ideologiem w swoim własnym księstwie medialnym i propagandowym. Jego radio ma 4 miliony słuchaczy. Jest wszechwładnym demiurgiem politycznym na skrajnej prawicy - wedle swego uznania kreuje polityków i strąca ich w niebyt, powołuje i rozwiązuje koalicje, wprowadza partie do parlamentu i usuwa je stamtąd. Jest też pozbawionym wszelkiej kontroli ministrem skarbu w autonomicznym królestwie biznesu i finansów. Tak naprawdę nikt nie wie, jakimi pieniędzmi obraca i ile przynoszą mu regularne zbiórki prowadzone w Polsce i za granicą na rzecz Radia Maryja.
Pierwszego września ksiądz prymas wezwał wiernych diecezji warszawskiej, by zamiast utrzymywać toruńskie Radio Maryja, zaczęli wspierać warszawskie Radio Józef. W ten sposób kardynał Glemp porwał się na prawdziwą potęgę i wypowiedział jej wojnę, którą może przegrać. Choć stoi na czele instytucji dysponującej w Polsce gigantycznymi wpływami i tysiącletnią tradycją, to jednak szef Radia Maryja był górą we wszystkich dotychczasowych starciach - a każda wygrana potyczka dodatkowo go wzmacniała.
Co będzie, jeśli po którymś starciu gigantów ojciec Rydzyk ostatecznie wypowie posłuszeństwo hierarchii kościelnej i odłączy swe autonomiczne królestwo od Kościoła powszechnego? Ilu wiernych podąży wówczas jego śladami? Historia zna takie przypadki. Noszą one nazwę schizmy.