antzu
30.09.05, 19:06
To jest coś niesamowitego. Zastanawiam się czy to występuje tylko u polskich polityków czy gdzieś indziej też. Ciąg, który powoduje, że politycy skłonni są podejmowac najbardziej karkołomne decyzje i zawierać najbardziej egzotyczne sojusze byle tylko dorwać się do koryta. Weźmy taki PiS. Rizpoczął rozmowy z PO od prostego podziału stołków - nasz premier wasz, wicepremier i dalej miało jakoś pójść. Nasze to ministerstwo, wasze to ministerstwo. Klasyczne działkowanie. A tu nagle klops - Platforma nie chciała gry w stołki i zapytała o program. Ch.j z programem jak chciałoby się powiedzieć kiedy można zacząć dzielić kasę. Więc PiS się zdenerwował - nie może usiedzieć spokojnie O KROK OD KORYTA !!!. Tym bardziej że są partie bardziej niż chętne do podziału puli - LPR, Samoobrona i stary wyjadacz PSL. I już mamy teoretycznie niemożliwą koalicję - teoretycznie dla naiwniaków bo ja byłem pewny że ona powstanie od razu po ogłoszeniu wyników wyborów. Bogaćmy się więc, panowie - "dla dobra Polski" rzecz jasna