Dodaj do ulubionych

Zabawa w chowanego

IP: *.ha.pwr.wroc.pl 20.09.02, 10:51
"W połowie sierpnia 2002 r. wszystkie służby medyczne województwa
dolnośląskiego, prokuratura i kilka urzędów centralnych otrzymały
przerażającą informację: właściciel hospicjum we wsi Będkowo uśmiercał
pacjentów, by zarobić na ich pogrzebach. Czyli "łódzkie skórki" bis.

Skrabka i jego drużyna

Za całym zamieszaniem stoją: Grażyna Szatanik - sołtys wsi Będkowo (obrzeża
Trzebnicy) i Krzysztof Skrabka - jeden z największych przedsiębiorców
pogrzebowych we Wrocławiu.

Skrabka wyjechał po mnie szykownym karawanem zbudowanym na bazie vana marki
KIA.

- Elegancki, nie? Nawet klimę tu mam - mówi dumny właściciel. - Bo każdy
człowiek ma prawo do godnej śmierci i godnego pochówku - przywołuje słowa
papieża.

Siedzimy sobie z panią Grażyną i panem Krzysztofem w jego przytulnym
zakładzie pogrzebowym. Firma mieści się w kontenerze mieszkalnym, który stoi
na ziemi pani Grażyny, jakieś 30 m od płotu hospicjum. Zakład prowadzi pani
Grażyna z synem. Pan Krzysztof dumny jest z tego konteneru.

- Stawiałem takie powodzianom, bo ja budowlaniec jestem. Zresztą może już za
kilkanaście dni zostanę ministrem do spraw usuwania skutków powodzi. Raz już
miałem nim być, ale się Widzyk zawziął. Szkoda, że moi koledzy z SD tak to
wtedy źle rozegrali... Stronnictwo Demokratyczne miało układ z Unią Wolności,
a ta była w koalicji z "Solidarnością"! - wyjaśnia przedsiębiorca pogrzebowy.
Na dowód tego, że sroce spod ogona nie wypadł, pokazuje mi swoje dossier. Są
w nim listy dziękczynne od różnych wójtów i organizacji za jego działalność
na rzecz powodzian w roku 1997 oraz pismo do Leszka Milera (tak stoi w
oryginale), w którym wyraża gotowość zostania minis-trem w jego rządzie.

Do meritum sprawy, czyli hospicjum, przechodzimy po dokładnej analizie
politycznej i gospodarczej sytuacji kraju. Wyczuwa się w Skrabce umysł
państwowca...

Szpital Przemienienia

Moi rozmówcy wyciągają dokumenty (w zdecydowanej większości pisma własnego
autorstwa) i rozpoczynają mrożącą krew opowieść. Informacje mają dobre, ze
środka hospicjum, bo pani sołtys Grażyna Szatanik była tam do niedawna
pielęgniarką. Po kilku godzinach wyłania się taki oto obraz.

Hospicjum kupił przed rokiem Riad El Zein, lekarz anestezjolog, obywatel
Libanu. Za grosze po wygraniu lipnego przetargu. Oprócz hospicjum, w szpitalu
działa oddział opiekuńczy (dla pacjentów nie radzących sobie samodzielnie).
Od początku stycznia 2001 r., tj. od czasu, gdy szpital prowadzi dr Zein,
przy hospicjum działa filia zakładu pogrzebowego "Styks" z Kątów
Wrocławskich. Na każdym pogrzebie "Styks" zarabia od 1000 do 1500 zł. Jak
twierdzą pracownicy tego zakładu, działka doktora to 500 zł od "skórki". Za
każdego pacjenta przyjętego do hospicjum Dolnośląska Kasa Chorych płaci
doktorowi 150 zł dziennie. Za pacjenta z oddziału opiekuńczego dostaje z kasy
państwa 30 zł, rodzina zaś płaci 1000 zł miesięcznie. Lepiej więc wychodzi
się na tych hospicyjnych. Dlatego też doktor czasem fałszuje karty chorób, by
móc położyć zdrowszego pacjenta w hospicjum.

Pod adresem doktora padają też inne zarzuty, ale przy "skórkach" to mały
kaliber:

- opłaty za pobyt na oddziale opiekuńczym pobiera z góry, za cały miesiąc, a
w przypadku wcześniejszego zgonu klienta szmalu nie zwraca;

- zmusza personel do fałszowania godzin zgonów pacjentów, by pobierać za ich
pobyt dodatkową kasę;

- chorych w śpiączce karmi zmiksowanymi resztkami jedzenia;

- pod groźbą usunięcia z hospicjum zmusza rodziny chorych do czynienia
darowizn na rzecz szpitala;

- znęca się psychicznie nad personelem swojego szpitala, co doprowadziło do
samobójstwa jednej z pielęgniarek;

- pracę prosektorium zorganizował tak, że w zasadzie zakład pogrzebowy
"Styks" ma wyłączność na nieboszczyków.

Ostatni zarzut zasługuje na omówienie. Doktor El Zein jest anestezjologiem,
czyli specjalistą od usypiania. I usypia pacjentów, o czym świadczy
statystyka zgonów: gdy prowadził już samodzielny biznes, czterokrotnie
podskoczyła mu liczba nieboszczyków! Trwało to równy rok i urwało się w
połowie stycznia 2002 r., bo wówczas zrobiło się głośno w związku z aferą w
łódzkim pogotowiu.

Szatańskie wersety

42-letniego doktora Riada El Zeina znalazłem na ławeczce wśród zieleni.

- Zdaje się, że w artykule zmieszam pana z błotem - szczerze stwierdziłem po
prezentacji.

- To musieli pana przysłać Skrabka i Szatanikowa - jak jasnowidz strzelił
Arab. - Odkąd panią Grażynę wyrzuciłem z pracy, mam tu po 6 kontroli
miesięcznie. Pana też przeżyję.

Po kolei odczytuję lekarzowi zarzuty, eutanazję zachowując na koniec. Pan
Riad odpowiada rzeczowo. Początek odpowiedzi na każdy kolejny zarzut zaczyna
od określenia jego wagi: jedno wielkie kłamstwo, bzdury, kłamstwa jak
skurczybyk.

Przetarg. Trzy budynki szpitalne na działce 0,7 ha kupił tanio, bo za 285
tys. zł, ale to przecież nie on organizował przetarg i wyznaczał cenę
nieruchomości.

Karty chorób. Niczego nie fałszował, a gdzie który chory leży (część
hospicyjna czy oddział opiekuńczy) nie ma dla niego znaczenia, bo nie kieruje
się chęcią zysku. Dowód: znaczne zwiększenie zatrudnienia w szpitalu. Gdyby
chciał więcej zarabiać, nie wydawałby pieniędzy na dodatkowe etaty.

Zwrot "nadpłat". Płacenie z góry za pobyt na oddziale opiekuńczym wcale nie
jest regułą.
Jeśli jednak ktoś tak woli, a pacjent umrze wcześniej - resztę należności
zawsze zwraca, co może udowodnić rachunkami.

Godziny zgonu. Godziny zgonu pielęgniarki wpisują same. Jeśli coś jest nie
tak, to winę ponoszą one, a nie on.

Karmienie resztkami. Oczywiście nikogo resztkami karmić nie każe. A że może
się okazać, że porcji kupuje mniej niż ma pacjentów, bo tych w śpiączce karmi
odżywkami.

Wymuszanie darowizn. Na wszystko, co ma w szpitalu, posiada rachunki zakupu.

Terror psychiczny. Nie jest jego winą, że ktoś w depresji popełnia
samobójstwo.

Kiedy doszliśmy do podejrzeń o eutanazję, lekarza trafił szlag:

- Pozwę ich! - obiecał wściekły. - Jakie usypianie! Jakie zwiększenie liczby
zgonów!

Przenieśliśmy się do gabinetu doktora, dyrektora i właściciela w jednym. Nad
jego biurkiem wisi obrazek z wymalowanymi wersami z Koranu. Tłumaczy mi, że
fragment ten mówi, by uważać na ludzi i szatana. Dla niego szatanem jest
pielęgniarka - sołtys, a obecnie pracownica zakładu pogrzebowego Skrabki.

- To zła pielęgniarka, ale ją trzymałem. Wyrzuciłem, jak postawiła na swoim
gruncie ten zakład pogrzebowy, a jej syn rozdawał w szpitalu ulotki.

Według statystyk, które dotarły do Krzysztofa Skrabki i Grażyny Szatanik, w
ciągu całego ubiegłego roku powinno być w hos-picjum nie mniej niż 800
zgonów. Czekając na księgi rozmawiamy o współpracy doktora z zakładem "Styks".

- Pan Skrabka się mści, bo zaproponował mi współpracę. Odrzuciłem ją.

- A "Styks"? - nie daję za wygraną.

- "Styks" ma tutaj jedynie chłodnię na 6 szuflad w pomieszczeniu, które im
dzierżawię. Nikogo nie zmuszam do korzystania z ich usług. W dalszej rozmowie
przyznaje jednak, że przebywający w szpitalu pracownik "Styksa" zajmuje się
nie tylko chłodnią, ale i transportem ciał oraz wyrabianiem aktów zgonu. Wie
również, że zakład organizuje większość pogrzebów pacjentów z hospicjum.

Przyszły księgi. Z dokumentów wynika, że w całym 2001 r. do szpitala w
Będkowie trafiło 505 osób. Ciężko więc byłoby uśmiercić 800. Zgonów było 287.

Stawka większa niż życie

Pani Grażyna Szatanik nie jest zdziwiona odpowiedziami lekarza. Zaprzecza
tylko, że jej syn rozdawał w szpitalu ulotki.

Gdy wracałem do Warszawy zadzwonił przyszły minister Krzysztof Skrabka.
Podsunął mi myśl, że doktor Zein pokazał mi lewą statystykę.

- Liczba zgonów w 2001 r.? Około 600 - życzliwie informuje mnie pracownica
Urzędu Stanu Cywilnego w Trzebnicy. - Ale to w całym powiecie. W hospicjum -
287.

Zatem Arab nie morduje. Miksowania żarcia nie widziałe
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka