Dodaj do ulubionych

Kłopotliwe śledztwo

IP: *.proxy.aol.com 02.10.02, 11:47
Dochodzenie w sprawie mordu na Polakach w Brzostowicy Małej utknęło w
martwym punkcie
Kłopotliwe śledztwo

http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=po&dat=20021002&id=po01.txt

Przez ponad rok od wszczęcia postępowania w sprawie okrutnego mordu
popełnionego na ludności polskiej w Brzostowicy Małej białostoccy
prokuratorzy IPN nie zdołali ustalić jego sprawców. Śledztwo utknęło w
miejscu. Do dziś prokuratorzy nie przesłuchali bodajże jedynego żyjącego
naocznego świadka tamtych wydarzeń. Pikanterii całej sprawie dodaje fakt, iż
zajmuje się nią ten sam oddział IPN-u, który jeszcze niedawno w iście
ekspresowym tempie "ustalił" sprawców zbrodni w Jedwabnem.
O nieludzkiej zbrodni, do jakiej doszło w połowie września 1939 r. w
niewielkiej miejscowości Brzostowica Mała położonej na terenie obecnej
Białorusi, informowaliśmy we wrześniu ubiegłego roku. Byliśmy pierwszą
ogólnopolską gazetą, która przypomniała, iż tuż przed wkroczeniem Armii
Czerwonej do Brzostowicy Małej za sprawą tamtejszej ludności, głównie
pochodzenia żydowskiego, w tej niewielkiej miejscowości doszło do wyjątkowo
okrutnego mordu na polskich mieszkańcach wioski. Prokuratorzy Instytutu
Pamięci Narodowej zapewniali wówczas, iż w tej sprawie natychmiast zostanie
wszczęte śledztwo.
- IPN w Białymstoku wszczął śledztwo w sprawie komunistycznej zbrodni
dokonanej we wrześniu 1939 r. w Brzostowicy Małej koło Grodna na Białorusi. Z
rąk bojówek zginęło tam kilkudziesięciu polskich mieszkańców. Gdy wchodzili
Sowieci, uaktywniały się grupy komunizujące i po zapewnieniach, że nie będą
pociągane do odpowiedzialności, dokonywały rozrachunków. Dotykało to różnych
grup ludności polskiej - mówił w październiku ubiegłego roku w wywiadzie
udzielonym PAP prokurator Radosław Ignatiew, naczelnik Oddziałowej Komisji
Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu.
Rok po wszczęciu dochodzenia w sprawie zbrodni brzostowickiej prokuratorzy
białostockiego IPN nie mogą pochwalić się niemal żadnymi istotnymi
ustaleniami w tej kwestii.
- W toku dotychczasowego postępowania ustalono i przesłuchano w charakterze
świadków dziesięć osób, które nie były jednakże bezpośrednimi świadkami
wydarzeń mających miejsce 18 września 1939 r. w Brzostowicy Małej, zaś wiedzę
na ten temat czerpały z relacji zmarłych już osób, które w tamtym okresie
zamieszkiwały w Brzostowicy - poinformował nas prokurator Robert Janicki z
Głównej Komisji Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu. - Podawane
przez świadków wersje zdarzenia, mimo że różniły się co do pewnych
okoliczności, pozwoliły na odtworzenie jego przebiegu. Ustalono dane
kolejnych trzech osób, które również zostaną przesłuchane w charakterze
świadków - dodał Janicki.
Wkrótce po opublikowaniu pierwszych materiałów dotyczących wydarzeń w
Brzostowicy udało się dotrzeć do naocznego świadka tych wydarzeń. Kiedy w
Brzostowicy mordowano Polaków, miał 5 lat. Być może dlatego ocalał.
- Byłem dzieckiem, jednak na tyle dużym, by rozumieć, że dzieje się coś
strasznego. Ten widok będzie mnie prześladował do końca życia - mówił nasz
informator. - Komuniści wkroczyli do Brzostowicy, gdy nie stacjonowały tam
już miejscowe oddziały polskich wojsk, a jeszcze nie weszły "ruskie".
Uzbrojeni w "obrzyny" i siekiery nosili na ramionach charakterystyczne
czerwone opaski z gwiazdą - wspominał. - Chodzili w kilkuosobowych grupach po
Brzostowicy, byli wśród nich Żydzi, jednak przeważali Białorusini. Pamiętam,
że przyszli nocą i wyciągali ludzi z domów. Krzyk był straszliwy. Przewodził
im Ajzik, syn Deli i Borucha, członka PPR - opowiadał mężczyzna. Nasz
informator zapowiedział, iż poinformuje IPN o znanych mu faktach.
Jak jednak wynika z przekazanych nam przez IPN informacji na temat stanu
śledztwa, tego naocznego świadka wydarzeń do tej pory nie przesłuchano.
Prokurator nie poinformował o powodach zwłoki.
Prowadzący postępowanie prokuratorzy zwrócili się o udostępnienie posiadanych
informacji na temat wydarzeń w Brzostowicy do szeregu polskich i znajdujących
się obecnie na terenie Białorusi organizacji polonijnych.
- W toku śledztwa podejmowane są działania zmierzające do przeprowadzenia
dowodu z dokumentów na okoliczności będące przedmiotem postępowania.
Przeprowadzono kwerendy w archiwach Ośrodka "Karta" w Warszawie, Muzeum im.
Gen. Władysława Sikorskiego, Instytutu Marszałka Piłsudskiego oraz Studium
Polski Podziemnej w Londynie - poinformował nas prokurator Robert Janicki.
Nie wiadomo jednak, dlaczego Instytut Pamięci Narodowej nie zwrócił się z
prośbą o udostępnienie dokumentów do strony niemieckiej. Jak udało się nam
ustalić, kiedy do Brzostowicy wkroczyli Niemcy, znaleźli w archiwach
miejscowego oddziału partii komunistycznej listę Polaków przeznaczonych do
wywózki. Niemcy też rozkopali mogiły, żołnierze filmowali całą ekshumację
zwłok.
- Znajomy, który był na przymusowych robotach w Westfalii, opowiadał, że
wielokrotnie wyświetlano tam tę taśmę, jako przykład bestialstwa sowietów -
opowiada nasz rozmówca. Cywilni pracownicy administracyjni niemieckiego
okupanta przeprowadzili śledztwo. Część z komunistycznych zbrodniarzy udało
im się ująć. - Wyrokiem niemieckiego sądu część bandytów pod koniec 1944 r.
została zlikwidowana. Rozstrzelano ich pod Piotrowcami. Wielu jednak udało
się uciec, dzięki pomocy partii komunistycznej. Po wojnie władze sowieckie
wystawiły odpowiedzialnym za zbrodnie na Polakach pomnik - mówił starszy
mężczyzna.
Nie wiadomo jeszcze, jaka ostatecznie zapadnie decyzja w tym postępowaniu i
kiedy się ono zakończy.
- Na obecnym etapie nie jest możliwe określenie terminu zakończenia śledztwa,
bowiem cele tegoż postępowania nie zostały osiągnięte, zaś możliwości
dowodowych w tej sprawie nie wyczerpano - powiedział prokurator Janicki.

Zginęli, bo byli Polakami
Przypomnijmy: kiedy 17 września 1939 roku Armia Czerwona w zdradzieckim ataku
wtargnęła na tereny Polski, w gminie Indura uaktywniły się miejscowe bandy
komunistyczne, gotowe do kolaboracji z sowieckim okupantem. Jedną z
najgroźniejszych bojówek grasujących w okolicach Grodna była grupa dowodzona
przez żydowskiego handlarza Ajzika. Trudno jest ustalić dokładną datę
wtargnięcia bandy do Brzostowicy Małej oraz liczbę zamordowanych. Przyjmuje
się, że zginęło tam ok. 50 osób. Zdaniem historyka Marka Wierzbickiego,
zbrodni dokonano prawdopodobnie już po wkroczeniu Sowietów do gminy Indura,
co nastąpiło między 19 a 20 września 1939 r. Dla mieszkających tam Polaków
oznaczało to początek kaźni. Bandyci w okrutny sposób zamordowali całą polską
ludność wioski, m.in. hrabiostwo Wołkowickich, ich szwagra oraz wójta gminy,
sekretarza urzędu gminnego, kasjera, listonosza i nauczyciela, pracującego w
miejscowej szkółce. Wybranych najpierw nieludzko torturowano, ofiary "pojono
wapnem", a następnie wrzucono do dołu i jeszcze żywe zasypano. Zamęczono ich
przede wszystkim dlatego, że byli Polakami, a na dodatek "wrogami klasowymi".
Wielu z żydowskich i białoruskich komunistów, którzy dopuścili się tej
zbrodni, pochodziło ze wsi Padbahoniki, gdzie znajdował się matecznik
Komunistycznej Partii Zachodniej Białorusi. Stamtąd też pochodził Arkadiusz
Łaszewicz, po wojnie wieloletni I sekretarz KW PZPR w Białymstoku.

Fakty niepoprawne politycznie
Kontrowersje wokół sprawy pojawiły się tuż po rozpoczęciu śledztwa.
Prokurator Ignatiew, naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko
Narodowi Polskiemu, indagowany przez media o udział ludności żydowskiej w tej
zbrodni, mówił w październiku ub.r.:
- W naszej ocenie, po obu stronach byli obywatele polscy.
Trudno nie odnieść wrażenia, że to narodowość zbrodniarzy jest powodem, dla
którego śledztwo w sprawie Brzostowicy Małej, rok po wszczęciu postępowania,
utknęło w miejscu. Przez ponad dwanaście miesięcy prokuratorzy białostockiego
Instytutu Pamięci Narodowej, tak zasłużeni ekspresowy
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka