Gość: Edyta
IP: *.proxy.aol.com
02.10.02, 11:51
Droga Edyty Stein
www.naszdziennik.pl/index.php?typ=kl&dat=20021002&id=kl11.txt
Skromny w formie, ale jakże głęboką treścią wypełniony, piękny
spektakl "Wiedza i droga krzyżowa" to rzecz o wielkiej mistyczce XX w., która
potrafiła wniknąć w głębię tajemnicy Krzyża i którą Ojciec Święty
beatyfikował w 1987 r., 11 lat później kanonizował, a w 1999 r. ogłosił
współpatronką Europy.
Spektakl ma formę monodramu i tytułem nawiązuje do teologiczno-mistycznego
dzieła Edith Stein "Wiedza Krzyża", będącego studium o św. Janie od Krzyża.
Dzieła, zresztą niedokończonego, przerwanego aresztowaniem i wywózką św.
Edith Stein do obozu zagłady w Oświęcimiu, gdzie zmarła śmiercią męczeńską z
powodu swego żydowskiego pochodzenia i wiary chrześcijańskiej. Toteż
kanonizacja 11 października 1998 r. Edith Stein przez Ojca Świętego wpisuje
się w szerszy kontekst znaczeniowy. Została bowiem ogłoszona świętą w
przeddzień rocznicy swoich urodzin. Przyszła na świat 12 października 1891 r.
w najważniejsze żydowskie święto pojednania - Jom Kippur.
Monodram ukazuje rozwój duchowy Edith Stein i jej niełatwą drogę prowadzącą
od judaizmu przez ateizm do katolicyzmu - niełatwą, bo urodzona w religijnej
rodzinie niemieckich Żydów we Wrocławiu, od urodzenia - można powiedzieć -
wyznawała judaizm. Jednak już w 13. roku życia przestała się modlić i coraz
bardziej kierowała się w stronę ateizmu, w czym skutecznie dopomogło jej
starsze rodzeństwo, zwłaszcza siostra i szwagier, oboje ateiści. Potem Edith
Stein - wielki umysł, wybitnie utalentowana naukowo, chluba niemieckiej
filozofii, uczennica fenomenologa Husserla, zaangażowana w życie społeczne,
walczyła o równouprawnienie kobiet, w tym m.in. o prawo do habilitacji
kobiet, i aktywnie uczestniczyła w ruchu feministycznym. Jej osobowość
kształtowała się w klimacie liberalno-mieszczańskim i filozoficznym.
Tak więc nim dotknęła ją łaska Boża, nim poznała Krzyż Chrystusa i załamała
się jej niewiara, nim przyjęła chrzest i nim uświadomiła sobie, że skończyły
się jej narzędzia poznawcze w dziedzinie filozofii i że doszła do granicy,
gdzie rozum nie może dać odpowiedzi na pytanie ostateczne i wreszcie nim po
12 latach oczekiwania wstąpiła do zakonu karmelitanek i przybrała imię
s. Teresy Benedykty od Krzyża oraz nim napisała w 1939 r. w testamencie
m.in.: "Proszę Pana, by zechciał przyjąć moje życie i śmierć na swoją cześć i
chwałę (...) za św. Kościół w duchu ekspiacji za niewiarę ludu żydowskiego,
aby Pan został przez swoich przyjęty..." - przeszła długą, nierzadko bolesną
drogę. Tym bardziej bolesną, iż jej matka, ortodoksyjna Żydówka
przestrzegająca Talmudu, nigdy nie zaakceptowała wyboru swej najukochańszej
córki. Uznała to za tragedię rodzinną i wyrzuciła Edith z domu.
Sławomir Kowalewski, autor znakomicie pomyślanego scenariusza i zarazem -
wespół z Barbarą Kobrzyńską - reżyser spektaklu, dokonał bardzo trafnego
wyboru tekstów pochodzących z dzieł Edit Stein oraz jej listów do różnych
osób, dodając fragment tekstu Teresy Ferenc oraz wiersz Anny Kamieńskiej ("Dr
Edyta Stein z Wrocławia wypłynęła oświęcimskim kominem...") i wiersz Romana
Brandstaettera ("Tren na śmierć siostry Teresy Benedykty od Krzyża"), a także
fragment homilii Ojca Świętego.
Scenariusz Sławomira Kowalewskiego znalazł doskonałą wykonawczynię tak
trudnego i podniosłego tematu. Barbara Kobrzyńska ukazuje ogromną delikatność
i wrażliwość Edith Stein, a zarazem jej wręcz "żelazną" stanowczość i
niezłomną wolę w dążeniu do realizacji swoich przekonań.
Aktorka w sposób głęboki i wyrazisty tworzy wizerunek granej przez siebie
postaci. W tych 40 minutach trwania monodramu przeprowadza nas przez całą
drogę życiową swojej bohaterki, ukazując w poszczególnych etapach tej drogi
rozmaite stany duchowe Edith Stein. Do dyspozycji aktorka ma jedynie słowo,
na nim opiera całą budowę postaci i zdarzeń. Pozostałe elementy, jak mimika,
gest, uczesanie, skromny kostium składający się z białego płaszcza, brązowego
habitu oraz czarnego welonu są tu tylko pewnym dodatkiem. Nie służą
naśladowaniu granej postaci, lecz jedynie są dyskretną aluzją do danego
okresu życia, sytuacji, klimatu emocjonalnego czy stanu ducha Edith Stein.
Operowanie słowem z wielką kulturą i niebywałą maestrią i budowanie na nim
całej rzeczywistości spektaklu, to niezwykle rzadka dziś umiejętność u
aktorów. Barbara Kobrzyńska tę umiejętność posiada w stopniu doskonałym.
Zresztą, swoją drogą zaczynała w Teatrze Rapsodycznym Kotlarczyka.
Polecam Państwu ten piękny spektakl, obejrzałam go w Warszawie, w kościele
Świętego Krzyża. Wiem, że 17 listopada będzie prezentowany w katedrze
Chrystusa Króla w Katowicach. Zbliża się rocznica urodzin Edith Stein - 12
października, dobrze byłoby pokazać gdzieś ten monodram. A ponadto jest on
świetną propozycją dla Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej. Gdyby ktoś był
zainteresowany zorganizowaniem prezentacji spektaklu, może zadzwonić pod
numer tel. (22) 810 29 34.