gorby
10.11.05, 15:55
Władza wybrała sąd dla siebie, czyli Trybunał Stanu, głosami 441 posłów. Ten
wybór pokazał, ile w rzeczywistości są warte składane od roku wyborcze
obietnice odnowy moralnej w polityce.
(..)
Zacznijmy od ludzi. Ewa Gruza (zgłoszona przez PiS), słynny ekspert prawny
komisji do spraw Orlenu. Między innymi jej autorstwa „ekspertyza-notatka” pod
polityczne zamówienie prokuratora Wassermanna ułatwiła komisji bezprawne
pozbawienie Jana Kulczyka pełnomocnika, z czego dużo śmiechu było na całą
Polskę. Potem komisja wycofywała się rakiem. Przy okazji okazało się, że
kwalifikacje pani Gruzy podważa jej uczelnia.
Mecenasi Samoobrony: Róża Żarska (to już druga kadencja w Trybunale) i Henryk
Dzido. Genialni stratedzy przewlekania spraw sądowych partyjnych przestępców
z Andrzejem Lepperem na czele, chowających się za immunitet parlamentarny. Z
tego powodu sprawy dyscyplinarne Żarskiej i Dzidy do dziś ciągną się w radzie
adwokackiej, jak nas poinformował właśnie jej rzecznik.
Jan Maria Jackowski (LPR), zaradny radny Warszawy. Słynny kamienicznik. Nie
od kamienowania, choć z jego pryncypialnych wypowiedzi sypią się moralne
kamienie. Od wynajmowanych pięciu mieszkań niezgłaszanych do oświadczeń
majątkowych. Sam z dużą, ośmioosobową rodziną (bo jest pokazowym katolikiem)
mieszka kątem w warszawskiej kamienicy komunalnej, formalnie przeznaczonej
dla ludzi bez mieszkań.
Krzysztof Śniegocki (PSL) – też drugi raz w tym gronie – poprzednio opóźnił
zaprzysiężenie Trybunału, bo nie ujawnił, że interesował się nim prokurator w
sprawie wyłudzenia pieniędzy w spółdzielni mieszkaniowej. Jest postęp:
prokurator już się odczepił z braku dowodów. Śniegocki przed sądem pracy
zarzucał „działalność destrukcyjną” założycielowi Solidarności z Ministerstwa
Rolnictwa, zwolnionemu w stanie wojennym.
www.przekroj.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=715&Itemid=48
Jeszcze gorzej z zasadą wyboru. Żadnej dyskusji ani chwili zastanowienia nad
całością składu, by powołać zespół cieszący się autorytetem i budzący
zaufanie. Przynajmniej takie, że Trybunał nie będzie dyspozycyjny
politycznie. A wiadomo, że będzie karzącym ramieniem prawicowej zemsty nad
politycznymi wrogami z lewicy, odsuniętymi dziś od władzy (Miller,
Kwaśniewski).Sądu patrzącego na ręce obecnej władzy nie ma. Bo konstrukcja
Trybunału znowu odpowiada politycznemu podziałowi mandatów w aktualnym
Sejmie. Choć żaden przepis do tego nie zmusza, partie zgodnie podzieliły łup:
PiS sześć stołeczków, Platforma pięć, po dwa Samoobrona, SLD i LPR, a jeden
dla kochanego PSL. I żeby nie było niespodzianek wobec wyżej wymienionych,
głosowano hurtem, jak kiedyś w PRL. Bo już wtedy władza nie lubiła wycieczek
osobistych pod adresem osób budzących emocje.Miało być lepiej i etyczniej,
wyszło jak zwykle. Ale przynajmniej wiadomo, co dla 441 posłów oznacza honor
w polityce. Niech Platforma przestanie się fałszywie użalać, że to wszystko
przez sojusz Kaczyńskiego z Lepperem, skoro w tak ważnym teście na
wiarygodność polityków zgodnie z nimi głosowała.
Przeciw głosowało tylko dwóch outsiderów PO: Miodowicz, ten od Jaruckiej, i
niejaki Szyga, wyrzucony z partii jeszcze przed wyborami (z listy już się nie
dało), bo ukrył, że ma wyrok sądowy na karku. Takich mamy dziś w polityce
obrońców honoru!Jacek Kaczmarski śpiewał o PRL, ale doskonale pasuje do
rozczarowujących początków IV RP: „Dosyć sztywną mam szyję i dlatego wciąż
żyję, że polityka dla mnie to w krysztale pomyje”.