Gość: Jonasz
IP: *.ipt.aol.com
16.10.02, 15:58
Na ołtarzu pychy
Tak u nas ostatnio modny „Big Brother” ma swoje źródło w powieści „Rok 1984”,
pióra George’a Orwella. Ukazuje ona obraz funkcjonowania systemu
totalitarnego w wersji stalinowskiej. W państwie, gdzie wszyscy muszą myśleć,
a nawet ubierać się tak samo, władzę i pełny nadzór nad społeczeństwem
sprawują cztery ministerstwa: Prawdy, Pokoju, Obfitości i Miłości. Kamery
śledzą każdy ruch obywatela. O wszystkim decyduje tajemnicza „góra”, na którą
nikt nie ma żadnego wpływu. Tajna policja na usługach rządzących może zrobić
dosłownie wszystko z każdym, jeśli odstaje on od przyjętych norm. Wizja
przerażająca.
Otóż właśnie przeraziła, i to nie byle kogo, bo wydawców i redaktorów
katolickiego tygodnika „Niedziela”. Lubię to pismo za jego wyrazistość.
Oddaje bowiem jak na dłoni obraz polskiego katolicyzmu, a dokładnie jego
ludyczny prymitywizm intelektualny. Posiadanie takiego pisma jak „Niedziela”
jest marzeniem każdego wydawcy. Niespełnionym marzeniem. Rzecz dotyczy
kolportażu, który jest przeprowadzany na zasadzie deputatów. Oprócz sprzedaży
gazety w przeznaczonych do tego punktach – „Niedziela” rozsyłana jest do
większości parafii w Polsce w ilościach uzależnionych od liczby wiernych w
parafii. Jeśli proboszcz kiepsko się stara i nie sprzeda np. 200 z 1000
przydzielonych egzemplarzy w tygodniu, to musi za nie zapłacić wydawcy,
czyli... Kurii Metropolitalnej w Częstochowie. Powiało malutkim
totalitaryzmikiem, ale to szczegół. Oczywiście nie jest to szczegół dla kurii
w świętym mieście, która na zmuszaniu plebanów do zmuszania wiernych zarabia
grube miliony.
„Niedziela” pisze o „FiM” i o mojej skromnej osobie nader często. Dwa
tygodnie temu też napisała – artykuł pt. „Przed nami totalitarne zagrożenie”.
Dopiero z przedostatniego zdania długiego tekstu dowiadujemy się, kogo ukrywa
słowo „nami”; otóż chodzi o „katolicką większość społeczeństwa polskiego”.
Czym, a właściwie kim jest owo „totalitarne”, czyli – jak wykazaliśmy we
wstępie – niemal śmiertelne zagrożenie dla demokratycznego państwa i
społeczeństwa? Jest nią Antyklerykalna Partia Postępu RACJA, tygodnik „Fakty
i Mity” oraz piszący te słowa. Dlaczego?
Ponieważ cała nasza banda zgodnym głosem domaga się m.in.: wypowiedzenia
konkordatu, likwidacji nauczania religii w szkołach publicznych, wstrzymania
dotacji państwowych na remonty obiektów sakralnych (z wyjątkiem najbardziej
starych i cennych), rozliczenia aferzystów i tym podobnych bezeceństw. O tak,
z katolickim tygodnikiem różnimy się poglądami i to bardzo! Ksiądz doktor
redaktor Kulbat ripostuje m.in. argumentem: „Kościoły i inne obiekty sakralne
stanowią najcenniejszy skarb i dziedzictwo całego narodu!”. To widać, psze
księdza, to widać! Tylko dla takich czerwonych chudopachołków jak ja i moi
przyjaciele – narodowymi skarbami mogą być dzieci, ich edukacja czy choćby
polskie rodziny. Zdaniem Kulbata, nasze postulaty, a zwłaszcza
chęć „odebrania zagrabionych i wyłudzonych przez Kościół majątków”, są
wykwitem „najskrajniejszej totalitarnej retoryki” i zamachem na „świętą
własność Kościoła”. Natomiast moje „kłamliwe” twierdzenie, iż Kościół
rzymskokatolicki ma w Polsce uprzywilejowaną pozycję – „ma wiele wspólnego z
duchem diabelskim ze względu na perfidię i ogromny ładunek nienawiści”.
Przecież nie tylko Kulbat, ale nawet upośledzone dziecko w Polsce wie, że
Kościół rzymski jest w naszym bezbożnym kraju prześladowany, a na księży
organizuje się uliczne łapanki. Ale szatan – ojciec kłamstwa – mąci i zwodzi,
mając w osobie byłego księdza wprost idealne medium! Tyle mity Kościoła i
kościelna wizja totalitaryzmu spreparowana na potrzeby zawsze wiernych.
Komitet Wyborczy Wyborców Antyklerykalna Polska wystawił kandydatów do
sejmików wojewódzkich we wszystkich 16 województwach, co teoretycznie dawało
mu gwarancję otrzymania czasu antenowego w ogólnopolskiej telewizji
publicznej, razem z 7 innymi komitetami. To było naszym głównym celem i
osiągnęliśmy go! Zgłosiliśmy łącznie 2000 kandydatów. Dla porównania, Unia
Wolności, która poszła do wyborów pod hasłami odzyskania dawnej pozycji i
wpływów, wystawiła zaledwie 600 osób. Szefowie KWW AP na poszczególne
województwa wiedzieli o możliwości tendencyjnego potraktowania naszych list.
Dlatego zostały one wypełnione niezwykle skrupulatnie. Do odstrzelenia
antyklerykałów wytypowano więc tylko Kraków i Opole, gdzie były drobne
usterki. Na ziemi świętej krakowskiej zwycięstwo wroga byłoby nazbyt
oczywiste, a przez to podpadające. Na dodatek, całym „uchybieniem” był brak
na liście numeru porządkowego. Tymczasem, wobec zgłoszenia wymaganej liczby
kandydatów, Państwowa Komisja Wyborcza zarejestrowała nasz Komitet pod
numerem 8. Informację tę podała m.in. „Wyborcza” i „Trybuna” oraz Panorama w
II programie telewizji. W gabinetach zawrzało, rozdzwoniły się czerwone
telefony. Glempowi i jego wspólnikom z tzw. lewicy pozostał ostatni szaniec –
Opole. W moim gabinecie wzniosłem wtedy upiorny toast – za błędy na górze – i
powiedziałem: przegraliśmy. Tak naprawdę chodziło o kuriozum. Na opolskiej
liście brakowało nazwy miasta – Opole – przy ośmiu (na 300!) adresach osób
popierających naszych kandydatów. Oczywiście osoby te mieszkały w Opolu, co
nasi ludzie gotowi byli natychmiast udowodnić. Z każdym innym komitetem
sprawa wygląda tak, że nikt nie żąda dowodów. Sędzia każe dosłownie na
kolanie uzupełnić takie duperelne wady zgłoszenia i komitet jest
zarejestrowany. Ale sędzia opolski nie słuchał tłumaczeń. Nie dał nikomu
nawet dojść do głosu! Spełniając powierzone mu zadanie, oddalił wniosek o
rejestrację. Kiedy padło Opole, to i w Krakowie stwierdzili, że jednak u nich
też nie ma miejsca dla antyklerykałów. Jeszcze raz zwyciężyła pycha
rządzących i totalitaryzm, ten prawdziwy, tym razem w wersji katolickiej.
Z postulatów Solidarności roku 80. i zrywu wolności w roku 1989 nie pozostało
już nic. Skompromitowani, wyrachowani złodzieje i nieudacznicy karmią kolejne
pokolenie Polaków szczytnymi hasłami sprzed lat, przerobionymi dziś na
populistyczne, przedwyborcze agitki. Nie ma ani dobrobytu, ani nawet
demokracji.
Nie poddamy się, nie załamiemy. Wręcz przeciwnie. Wiemy teraz, że wróg jest
zdeterminowany, bezczelny i boi się nas. Naszym celem są wybory
parlamentarne. Mamy ogólnopolski tygodnik i partię. Jeśli Wy – nasi
Przyjaciele – będziecie Apostołami Postępu, jeśli będziecie głosić rodakom
dobrą nowinę o naszym istnieniu i programie – zwyciężymy i odmienimy oblicze
tej ziemi.
Tym zaś, którzy podcięli nam skrzydła, dedykuję anegdotę.
Przyjechała baba ze wsi do zoo. Po raz pierwszy zobaczyła żyrafę, pokręciła
głową i powiedziała zdecydowanie: Nie, coś takiego nie może istnieć, to jest
niemożliwe!
A wiecie, jak żyrafa potrafi kopnąć w dupę...
JONASZ