basia.basia
02.12.05, 23:34
serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34314,3043297.html
wybór ciekawszych "momentów":
"Mówi Pan (...): „Jeśli osoby, których nazwiska opublikowała » Gazeta Polska
«, faktycznie współpracowały z SB i donosiły na swych kolegów, uczynię
wszystko, by zostały odsunięte od zajęć dydaktycznych, a także pełnienia
funkcji kierowniczych”. Pragnę zapytać - po pierwsze - na jakiej podstawie
prawnej chce Pan do tego doprowadzić? Po drugie: w jaki sposób zamierza Pan
odsunąć ludzi, którzy owe „funkcje kierownicze” pełnią z wyboru? I po trzecie:
odsunięcie kogokolwiek od zajęć w trakcie trwającego już roku akademickiego
oznacza utrudnienie, o ile nie paraliż toku dydaktycznego. Czyżby - wobec
wyzwań, jakie niesie lustracja - kształcenie studentów stało się dla Pana
nieważne?"
"W piątek ma Pan podobno rozmawiać z osobami, na które rzucono pomówienie. Ale
jakiemu celowi miałaby służyć taka rozmowa? Czy grzebanie w życiorysach
pracowników nie jest przekroczeniem Pana kompetencji?
"Powiedzmy jednak, że - przesłuchiwany przez Pana, bądź przez "kolektyw" -
pracownik się przyzna: czy będzie to dla niego okoliczność łagodząca, czy
przeciwnie: obciążająca? Jak mam rozumieć słowa, że "osoby te powinny jak
najszybciej wystąpić ze swoistym rachunkiem sumienia przed kolegami"?
"A czy to przypadkiem nie jest tak, że wyrok jest ustalony z góry? Że już go
przyjęli ci, którzy "wiedzą lepiej", i że teraz chodzi tylko o to, by
człowieka upokorzyć i napiętnować, wyłączyć ze społeczności, wznowić, dobrze
nam obu znany, PRL-owski podział na obywateli słusznych i niesłusznych?"
"Wobec osób, które nie podejmą - w IPN lub gdzie indziej - żadnych kroków,
zapowiada Pan Rektor "ostracyzm społeczny". Więc wreszcie wiemy, że pewna
forma nacisku jest jednak przewidziana. Ale jak Pan sobie wyobraża ten
ostracyzm? Jako odmowę współpracy naukowej z profesorem, który - w opinii
anonimowego archiwisty z IPN - był ćwierć wieku temu agentem? Jako wyrugowanie
takiego człowieka z publikowanych prac zbiorowych? Jako niepodawanie mu ręki?
Czy jest Pan pewien, że - wobec nieudowodnionej winy - pracownicy UJ przystaną
na takie rozumowanie? To dobrze, że każdą sprawę chce Pan badać indywidualnie.
Ale kto - poza sądem - mógłby mieć po temu kompetencje?
"Mówi wreszcie Pan Rektor: "Wszyscy, którzy zgodzili się na współpracę z SB,
wspierali system totalitarny, który był systemem złym, i sprzeniewierzyli się
akademickiemu systemowi wartości". Nie pierwszy raz słyszę te mocne słowa
skrywające nicość treści."
"Bo nowa rzeczywistość polega na tym, że zwykły donos był w stanie postawić na
nogi cały Uniwersytet! Zwykły donos! Czy naprawdę donosy mają wejść pod obrady
Senatu Uniwersytetu Jagiellońskiego?"
"Pan, Panie Rektorze, jest pierwszym, który nie stanął w obronie pracowników -
ich poniewieranej (słusznie czy niesłusznie) czci, ich ludzkiej godności. Co
więcej: przyłączył się Pan do nagonki. I był Pan nawet tak gorliwy, że uczynił
to jako pierwszy rektor w Polsce. Czyli przeszedł Pan już do historii."