b.krakus
08.12.05, 21:45
Kochany Urbanku, a weź Ty teraz sam się walnij do łóżka, zasuń baldachim i
niech Ci ktoś zdejmie łyżwy. Na dobranoc poczytaj sobie Gadzinowskiego albo
jakiś inny lekki horror. Łyknij koniaczku, wódeczki, pociumkaj martini. Puść
se na wideo „Śmierć jak kromka chleba” - to o górnikach z Wujka – ubawisz się
i rozluźnisz. Podłub sobie w nosie albo za uszami, zależnie ile tam masz
czasu. Trochę drzemki, potem kaku (ale lepiej odwrotnie!). I nie rób z siebie
postkomunistycznego zombi. Nie kolęduj tak po telewizyjnych studiach,
partyjnych salonach czy redakcjach, bo nikt nie chce Cię już znać, słuchać,
czytać ani oglądać. Przestań też obwozić się i obnosić medialnie po jakiś
Tajlandiach (nacykaliście krwistych fotek?) z tą swoją dobrą kobietą. Trochę
miłosierdzia dla zwykłego telewidza nazwiskiem Kowalski. I dla co uboższych
czytelników, wydających ostatnią forsę na gazety, lub - z barku laku -
niesłychanie odkrywczo małpujących Cię w internecie.
Wyrzuć precz cały ten koks, którym się tak namiętnie szprycujesz, niczym
honeckerowski byczek hodowany na corridę w Moskwie. I po co to wszystko? Po
to, żeby jeszcze trochę poudawać redaktora albo przez godzinę pomajdać
giczałami u Najsztuba?
Sam też nie rób z siebie widowiska, i teraz to Ty powściągnij chętkę, aby
paść (się?) na stanowisku. Kapcaniej z godnością, blednący konusie, albo -
jak sugerowałeś innym - kończ Waść, wstydu oszczędź i najlepiej honorowo utop
się w tym swoim basenie.
Na koniec wybacz ten graniczący z turpizmem naturalizm, ale skoro ideowo oraz
programowo wykluczamy, a nawet nabijamy się z filozofii nadstawiania drugiego
policzka, to co nam pozostało – oprócz drugiego półdupka?
--