Dodaj do ulubionych

Stan wojenny? Nie wiadomo. I nigdy nie będzie.

08.12.05, 23:20
Nigdy nie będzie wiadomo, czy stan wojenny był cynicznym sposobem
Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL, czy ich patriotyczną próbą ratowania
Polski przed sowiecką "bratnią pomocą" (oraz ewentualnością wojny domowej).
Jagnieszka
Obserwuj wątek
    • frank_drebin No to nie tak. Stan wojenny byl wypelnieniem 08.12.05, 23:26
      instrukcji z Moskwy. Sojuz byl wtedy utopiony po uszy w Afganistanie i nie mial
      za bardzo ochoty, ani moze i sil militarnych zeby wiazac sie w kolejna
      awanture. Wiec rekami swoich wiernych towarzyszy z Polski zrobil to co chcial.
      Piszac o silach militarnych mam na mysli nie regularna armie sowiecka, ktora
      jest g... warta (co pokazala pierwsza wojna w Czeczeni) tylko np. Specnaz, a
      jakby chcieli wkraczac do Polski musieliby czesc swoich najlepszych sil
      przerzucic z Afganistanu do Polski. I to by bylo na tyle.
      • wlodzimierz.ilicz Tym bardziej nalezy podziwiać Jaruzela, że nie 08.12.05, 23:28
        liczył na i nie potrzebował nikogo z zewnątrz by zabezpieczyć kraj.
        • frank_drebin Bez przesady patronat tam byl i w razie czego 08.12.05, 23:30
          by sie tzw. bratnia pomoc uruchomilo .....
          wlodzimierz.ilicz napisał:

          > liczył na i nie potrzebował nikogo z zewnątrz by zabezpieczyć kraj.
          • wlodzimierz.ilicz To zdecyduj się w kwestii swojego poglądu 08.12.05, 23:54
            Czy Jaruzelski sam wprowadził stan wojenny czy też liczył na udział ZSRR.
            • frank_drebin To proste. Wypelnil polecenia Moskwy, ale zawsze 09.12.05, 00:00
              istniala jakas mozliwosc, ze sie nie uda tylko silami LWP, wiec byl na pewno
              tzw. plan "B" w razie czego uruchamiamy tzw. "bratnia pomoc" - czyli wojska:
              NRD, Czechoslowacji (z radoscia by nam dokopali za 1968 r. i nie dziwie sie
              im), pewnie pare czolgow by wyjechalo na przejazdzke z garnizonow radzieckich w
              Polsce dla postrachu, ale tyl;ko dla postrachu itp. Glownie chodzilo o to zeby
              Sojuz nie muszal sie w to mieszac. Juz wsio panial ?
              • wlodzimierz.ilicz To rozumowanie wziete z Karola Haszka: 09.12.05, 00:08
                cytuję: "Podejrzany nie miał aparatu fotograficznego ale gdyby go miał to na
                pewno by dworzec sfotografował".
                Puknij się w czerep.
              • brat_barnaba Re: To proste. Wypelnil polecenia Moskwy, ale zaw 14.12.05, 18:03
                Rozśmieszasz mnie, panie drebin. Co się mogło nie udać własnymi siłami? Czy
                uważasz, że chełpliwa, rozkrzyczana hałastra skupiona wokół Solidarności mogła
                przeciwstawić się regularnemu wojsku i policji? Jak pokazuje życie, we
                współczesnym społeczeńtwie wystarczy wyłączyć światło i telefony aby
                skutecznie pozbawić ludzi ochoty do rewolucji politycznej. Ja osobiście uważam,
                że tak naprawdę niepotrzebne były nawet internowania i jeśli ich dokonano, to
                wyłącznie w celu ochrony internowanych, z których przynajmniej niektórzy w
                warunkach wolności mogliby pyrgać się i ponieść szkody oskarżając później
                władze o zbrodnie. Tak, jak stało się to w przypadku księdza Suchowolca (upił
                się i zaczadział od własnego papierosa, którym podpalił kołdrę) i wielu innych,
                rzekomo zamordowanych przez reżim.
                • frank_drebin Rozsmieszacie mnie wy panie barnabo. Jesli umiecie 17.12.05, 00:54
                  uczytac to przeczytajcie ze zrozumieniem. Zawsze robi sie pare planow i pare
                  scenariuszy jakby plan podstawowy nie wyszedl. Capito ?
                  brat_barnaba napisał:

                  > Rozśmieszasz mnie, panie drebin. Co się mogło nie udać własnymi siłami? Czy
                  > uważasz, że chełpliwa, rozkrzyczana hałastra skupiona wokół Solidarności
                  mogła
                  > przeciwstawić się regularnemu wojsku i policji? Jak pokazuje życie, we
                  > współczesnym społeczeńtwie wystarczy wyłączyć światło i telefony aby
                  > skutecznie pozbawić ludzi ochoty do rewolucji politycznej. Ja osobiście
                  uważam,
                  >
                  > że tak naprawdę niepotrzebne były nawet internowania i jeśli ich dokonano, to
                  > wyłącznie w celu ochrony internowanych, z których przynajmniej niektórzy w
                  > warunkach wolności mogliby pyrgać się i ponieść szkody oskarżając później
                  > władze o zbrodnie. Tak, jak stało się to w przypadku księdza Suchowolca (upił
                  > się i zaczadział od własnego papierosa, którym podpalił kołdrę) i wielu
                  innych,
                  >
                  > rzekomo zamordowanych przez reżim.
    • basia.basia Mylisz się:) 09.12.05, 00:04
      Oglądaj 14. grudnia "Zwrotnicę" - będzie o generalismusie.

      A przy okazji rzuć okiem na opracowanie IPN o stanie wojennym - rozdział 1/1.1,
      który omawia jakiego rodzaju dokumenty IPN posiada. Wiadomo skąd inąd, że od
      tamtego czasu dokumentów przybyło!

      • jagnieszkaa Re: Mylisz się:) 09.12.05, 00:39
        Pani Basiu.Basiu, czy IPN posiada również nagrania setek tych fragmentów rozmów
        generałów Jaruzelskich z Moskalami, w których ci ostatni "dawali do
        zrozumienia" co się stanie z Polską, jeśli nie przywróci się w niej "ładu i
        porządku"?
        Z szacunkiem :-)
        Jagnieszka
        • karlin Więcej 09.12.05, 17:30
          IPN nie ma również nagrań skrytych intencji Rosjan, ani ich knowań za polskimi
          plecami.

          Tak. Wujek Spawacz uratował Polskę przed tajnym spiskiem, o którym nie miał
          pojęcia.
        • 9111951u Re: Mylisz się:) 12.12.05, 09:10
          Jagnieszko,
          nie wiem kto uczył cię zasad logiki, bo niestety nie masz jej za grosz.
          Otóz Rosjanie zawsze grozili ,że zrobią porządek , pytanie tylko co oni
          rozumieli przez "porządek" .Dla Rosjan liczy się tylko siła i władza. Czy siły
          i władzy w ówczesnej Polsce nie posiadali ?? Nie mieli swoich baz i wojsk w
          Polsce ? nie mieli władzy ( czytaj podporządkowanego sobie wojska, milicji
          esbecji)nie mieli mediów w swoich rękach ?, nie mieli swojego rządu ?? No to po
          jakiego grzyba mieliby wytaczać aramaty i ponosić spore koszty na coś co już
          posiadali ?
          • marbaran Nie znasz historii ojczystego kraju. 12.12.05, 23:27
            W roku 1981 to wszystko co mieli zaczęło wymykać im się z rąk. Armaty i koszty
            po to, by im się całkiem nie wymknęło i by przywrócić status quo ante.
            Jagnieszka ma rację: zajrzyj do podręczników, przyłóż się.
            • 9111951u Re: Nie znasz historii ojczystego kraju. 15.12.05, 07:07
              co im się "wymknęło" było widoczne zwłaszcza 13 grudnia 1981 r. palancie.
          • rozenkranc Re: Mylisz się:) 14.12.05, 22:50
            Za to twoja "żelazna logika" rzuca na kolana. Wymieniając potencjał wojskowy
            ZSRR w Polsce zapomniałeś jeszcze o 600 tysiącach radzieckich żołnierzy ... w
            polskiej ziemi.
            • jagnieszkaa Czy masz wexel Szapiro z żyrem Glasa? 14.12.05, 23:47
              Na prawdziwość tego co mówisz?
              • rozenkranc Re: Czy masz wexel Szapiro z żyrem Glasa? 15.12.05, 00:09
                Gdybym ja miał weksel Szapiro z żyrem Glasa, to ja bym tu nie marnował czas na
                pogaduszki z jakimś pachciarzem o numerowym nazwisku tylko robił prawdziwy
                interes!
                • jagnieszkaa :-) 15.12.05, 03:39
    • niezalogowany_ranek [...] 09.12.05, 17:11
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • przyladek.dobrej.nadziei Re: Stan wojenny? Nie wiadomo. I nigdy nie będzie 09.12.05, 17:18
      jagnieszkaa napisał:

      > Nigdy nie będzie wiadomo, czy stan wojenny był cynicznym sposobem
      > Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL, czy ich patriotyczną próbą ratowania
      > Polski przed sowiecką "bratnią pomocą" (oraz ewentualnością wojny domowej).
      > Jagnieszka

      Jaruzelski z Kiszczakiem bronili socjalizmu i bratniej wspolpracy do konca.
      • lauriane Re: Stan wojenny? Nie wiadomo. I nigdy nie będzie 09.12.05, 17:30
        przyladek.dobrej.nadziei napisał:

        > jagnieszkaa napisał:
        >
        > > Nigdy nie będzie wiadomo, czy stan wojenny był cynicznym sposobem
        > > Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL, czy ich patriotyczną próbą ratow
        > ania
        > > Polski przed sowiecką "bratnią pomocą" (oraz ewentualnością wojny domowej
        > ).
        > > Jagnieszka
        >
        > Jaruzelski z Kiszczakiem bronili socjalizmu i bratniej wspolpracy do konca.
        L. Ludzie horroru?
        J.C.
    • ubogacony_w_walce_o_wolnosc Stan wojenny to prowokacja liberałów! 09.12.05, 17:29
      W ten sposób chcieli doprowadzić do objęcia rządu nad Polską pod rękę z
      czerwonymi kanaliami!

      Czy Wy tego nie widzicie?

      KOR z Kiszczakiem to zaplanował, ale PiSu się nie spodziewali który dopiero
      teraz im pkrzyżował plany.
      • jagnieszkaa Tak czy inaczej chodziło o grube tysiące ofiar 09.12.05, 21:59
        Zabitych (poległych), rannych, zaginionych.
        To nie była herbatka z mleczkiem.
    • oh_ziuta Bardzo ciekawy film Sulika i Rywina o Jaruzelu 11.12.05, 20:47
      Wczoraj późnym wieczorem telewizja Planette (?) nadała niesłychanie ciekawy
      film o generale Jaruzelskim.
      Od dziś patrzę na Jaruzela inaczej.
    • t0g Jaruzel wiele miesięcy przed 13 grudnia zmierzał 11.12.05, 21:11
      ...ku takiemu rozwiązaniu. (to tylko moja osobista opinia, więc proszę o dowody
      nie pytać, bo nie mam - ale "logika wydarzeń", jak mi się wydaje, wyraźnie na to
      wskazywała).

      "S" była poddawana niesutannym prowokacjom i dawała się w nie wciągać. Media
      podsycały atmosferę grozy. To stanowiło psychiczna "podgotowkę". Jaruzel był z
      sowieckiej szkoły i wiedział, ze najpierw robi sie podgotowkę, a dopiero poźniej
      rozpoczyna samą akcję.

      Samo wprowadzenie było - jak na Polskę - wybitnie sprawnie przeprowadzone.
      Każdy, kto znał PRL-owski bałagan (równiez bałagan w LWP, czyli PRL-owskim
      wojsku) musi to przyznać. Akcję musiano przygotowywać długo, długo naprzód.
      Takiej akcji nie przygotowywuje się po to, by później powiedzieć: "rezygnujemy".

      Ja widzę wiele analogii między Jaruzelem a moim obecnym ukochanym preziem
      Bushem. Bush chciał powojować sobie w Iraku. Pół roku wcześniej już było widać,
      że wszystko, cała jego polityka i poczynania idą w tym kierunku. Ogromne
      transporty sprzętu wojskowego szły już na Bliski Wschód w jesieni 2002 r.
      Przecież nie po to, by ten sprzęt przywozić z powrotem bez wykorzystania!

      Jarzuel też chciał sobie powojować, a "S" w fałszywym poczuciu swojej siły (jaka
      ona była, to okazało sie 13 grudnia - nie mówię tu o "sile moralnej", to inne
      zagadnienie) ignorowała te widoczne znaki i dawała się coraz bardziej podpuszczać.
      • t0g Re: Dodam jeszcze: 11.12.05, 21:25
        Jeden z amerykańskich mężów stanu sformułował ze sto lat temu pewną zwięzła
        zasadę, od tamtej pory często powtarzaną (i równie często nieprzestrzeganą na
        całym świecie): "Speak softly and carry a big stick" - przemawiaj łagodnie, ale
        trzymając w ręku kawał solidnego kija.

        "S" robiła dokładnie na odwyrtkę. Retoryka "S" na jesieni 1981 to był już czysty
        teatr, histeryczny spektakl. A kij? Wykałaczka to była, a nie kij.

        Ja byłem w 1981 delegatem na Walne Zebranie "S" Uniwersytetu Warszawskiego,
        pamietam tę histeryczną retorykę. Jeden z delegatów,który wtedy potrafił
        zachować chłodny umysł, to był spawacz nazwiskiem Jankowski (później, po 1989,
        działał przez wiele lat jako polityk, ale znikł chyba ostatecznie ze sceny po
        wyborach w 2001, kiedy nie wszedł do Senatu jako niezależny). Cała reszta
        oddawała się zażartym dyskusjom o kretyńskich sprawach, które już bardzo
        niedługo okazały się kompletnie nieistotne.
      • rozenkranc Re: Jaruzel wiele miesięcy przed 13 grudnia zmier 14.12.05, 23:17
        Każda rozumna władza musi być przygotowana na różne ewentualności, trudno więc
        dziwić się, że ekipa Jaruzelskiego również miała plany na wypadek konieczności
        opanowania sytuacji siłą.
        Trudno mi jednak zgodzić się z tezą, że "S" była poddawana nieustannym
        prowokacjom". To raczej "S" prowokowała niustannie władzę poprzez spontaniczne,
        nieprzemyślane wystąpienia i akcje rozognionych lecz niekompetentnych
        (politycznie) działaczy. Gdyby "S" zamiast odprawiać nieustannie msze i
        zapowiadać "targanie po szczękach" oraz recytować wierszyki, że "na drzewach
        zamiast liści będą wisieć komuniści", robiła zebrania partyjne, chodziła po
        stoczni z czerwonymi sztandarami i śpiewała "Międzynarodówkę" i "na barykady
        ludu roboczy", to wtedy komunistyczna władza miałaby nie lada zgryz.
    • camille_pissarro Re: Stan wojenny? Nie wiadomo. I nigdy nie będzie 11.12.05, 22:04
      Widać po rozterkach dotyczących oceny wydarzeń z 13 grudnia 1981 , ze mamy do
      czynienia z osobą młodą , która ma wątpliwości jak ocenić to historyczne
      wydarzenie.
      Otóż dla mnie wprowadzenie stanu wojennego 13.12.1981 było nie mniej ni więcej
      tylko próbą zachowania status quo komunistycznego układu w Polsce.
      Komuniści juz od sierpnia 1980, od momentu podpisania układu o NSZZ
      Solidarność, przygotowywali sie do tego aktu, aby przywrócić pełny "ład
      i porządek " w kraju.Oczywiście na pewno były naciski ze strony Sowietów ale
      bardziej przebierał nogami aby do Polski wejśc i zrobic porządek np.Erich
      Honecker.Teraz mamy dostęp do swoich archiwów z Układu Warszawskiego ( jest to
      co prawda tylko mały wycinek tych danych ) i na pewno sie tam znajdą jakieś
      materiały , które wreszcie obnażą całą linię obrony gen. Jaruzelskiego i innych
      towarzyszy o rzekomej interwencji Rosjan w przypadku gdy nasz "Pinochet" nie da
      sobie z tym rady.
      Powtarzam jeszcze raz , stan wojenny to próba zachowania wpływów przez
      komunistów na kolejne lata, w której zastosowano juz element siłowy a to juz
      wyraxnie wskazywało na to , że kres systemu juz jest naprawde bardzo blisko.
      Szkoda tylko zmarnowanego tego dzisięciolecia, dziesięciolecia marazmu,
      degrengolady, znowu najlepszych ludzi emigrujących w poszukiwaniu gdzie indziej
      warunków do normalnego życia.Te dzisięć zmarnowanych lat w życiu mojego
      pokolenia ( w kosekwencji całego kraju ), pokolenia bez szans i nadziei
      jest "najlepszą " wizytówką przywracania normalności " ( jak oni uwielbiają te
      slogany z eksponowaniem słowa normalność ) przez WRON i kręgi do niego zbliżone
      jak PRON etc......
    • smok5 Czego niewiadomo? 11.12.05, 22:16
      Tego że cyniczny sowiecki generał w polskim mundurze wyciągnął na ulice
      czołgi i próbował zatrzymać czas? Wizja o zagrożeniu zewnętrznym to tuszowanie
      zachowań tych co służyli wtedy dla czerwonego Mordoru.
      • jagnieszkaa Czego nie wiadomo? Tego. 11.12.05, 22:23
        >>>Nigdy nie będzie wiadomo, czy stan wojenny był cynicznym sposobem
        Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL, czy ich patriotyczną próbą ratowania
        Polski przed sowiecką "bratnią pomocą" (oraz ewentualnością wojny domowej).<<<

        Zdaje się, że rozumiesz z tego tyle co smok Smaug.
        • smok5 Juz tu kiedyś napisałem, 11.12.05, 22:31
          ze tamteen pucz pamiętam dobrze bo mi matkę z domu wyciągnęli. Jednym z
          wyciągających był pan, który dzisiaj pracuje w prokuraturze. Podejrzewam ,że
          to podobni do niego rozsiewają poglądy o relatywiżmie tamtych zachowań sługusów
          jaruzela. To co wy bredzicie na tym forum to zwykłe pierdu pierdu pożytecznych
          idiotów.
          • jagnieszkaa Dobry argument: 11.12.05, 22:42
            To, co bredzisz na tym forum, to zwykłe pierdu pierdu pożytecznego idioty.
    • mysz_polna5 Re: Stan wojenny? Nie wiadomo. I nigdy nie będzie 11.12.05, 22:23
      jagnieszkaa napisał:

      > Nigdy nie będzie wiadomo, czy stan wojenny był cynicznym sposobem
      > Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL, czy ich patriotyczną próbą ratowania
      > Polski przed sowiecką "bratnią pomocą" (oraz ewentualnością wojny domowej).
      > Jagnieszka


      Istnieje jeszcze trzecia ewentualnosc.
      Byl proba wstrzymania toczacego sie kola historii, czyli utrzymania
      komunistycznego status guo /istniejacego stanu posiadania ~ rzadcow PRL/.
      Wedlug zasady: my wAdzy nie oddamy! I to jest chyba najblizsze prawdy.
      • jagnieszkaa To nie jest trzecia możliwość, tylko pierwsza. 11.12.05, 22:25
        Nigdy nie będzie wiadomo, czy stan wojenny był: 1. cynicznym sposobem
        Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL, czy 2. ich patriotyczną próbą ratowania
        Polski przed sowiecką "bratnią pomocą" (oraz ewentualnością wojny domowej).
        • mysz_polna5 Re: To nie jest trzecia możliwość, tylko pierwsza 12.12.05, 02:19
          jagnieszkaa napisał:

          > Nigdy nie będzie wiadomo, czy stan wojenny był: 1. cynicznym sposobem
          > Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL, czy 2. ich patriotyczną próbą
          ratowani
          > a
          > Polski przed sowiecką "bratnią pomocą" (oraz ewentualnością wojny domowej).

          To zalezy jak kto patrzy.
          Dla mnie jedna sprawa jest wladza, co = rzad, a druga PRL, wtedy = Polska.
          Polska, jako kraj nie byla zagrozona, byla natomiast zagrozona komunistyczna
          wladza, co tam wladza, byl zagrozony SYSTEM, i w obronie tego systemu zostal
          wprowadzony stan wojenny. Moskwa nie musiala do niczego 'przymuszac'
          Jaruzelskiego. On byl goracym oredownikiem ZSRR i jego systemu ~ z wlasnego
          wyboru. On nie chcial i nie mogl zawiesc pokladanego w nim zaufania Moskwy.
          Sposrod wszystkich czlonkow Biura Politycznego KC PZPR, on mial najsilniejsza
          pozycje w Moskwie. Kreml mogl obawiac sie, co zrobi Gomulka czy Gierek, ale w
          100% byl pewny Jaruzelskiego.

          Skad ja to wiem? Ano z roznych 'gazetow', lektur, w tym i z lektur szkolnych ~
          drogie dzieci, tez!

          • rozenkranc Re: To nie jest trzecia możliwość, tylko pierwsza 15.12.05, 00:05
            To, że Jaruzelski troszczył się o zapewnienie SYSTEMOWI spokojnego bytu nie
            dziwi nic a nic. Dodałbym jeszcze, że nikt przy zdrowych zmysłach (nie tylko w
            bloku wschodnim, ale też i na Zachodzie) nie roił sobie nawet, że władza
            komunistyczna może być poważnie zagrożona. Powszechnie wydawało się, że
            komunizm jest tak utrwalony, iż będzie jeszcze trwał całe dziesieciolecia, a
            może nawet i wieki. Nie można analizować ówczesnych procesów z dzisiejszego
            punktu widzenia i przy zastosowaniu obecnej wiedzy, bo jest to błąd.
      • camille_pissarro Zbieżność poglądów w tej materii dla większości 11.12.05, 22:53
        Polaków ,którzy doświadczyli tego aktu nie jest przypadkowa.

        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=33219386&a=33341184
    • dokowski To przecież wiadomo 11.12.05, 22:27
      jagnieszkaa napisał:

      > stan wojenny był cynicznym sposobem Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL

      to jest jasne jak Słońce, tylko czerwoni twierdzą, że to nieprawda, a czerwoni
      jak wiadomo są kłamcami, czego dowodzi cała sowiecka propaganda PRL - tylko
      głupi tego nie rozumie
      • jagnieszkaa Ty też, zdaje się, rozumiesz z tego tyle co Smaug 11.12.05, 22:30
        • dokowski Dziękuję, to miłe. Przepraszam za ostry ton postu 11.12.05, 22:46
          ale nie lubię sowieckiej propagandy, więc jak widzę jej skutki, to zaraz się
          denerwuję
          • absurdello A może po prostu z rozpędu widzisz ją też ... 15.12.05, 01:55
            tam gdzie jej nie ma ?

            Co my właściwie możemy powiedzieć o przyczynach wprowadzenia stanu wojennego ?
            Możemy się tylko domyślać, bo nie mamy dostępu do wszystkich informacji ani
            wiedzy o wszystkich uzależnieniach i naciskom jakim podlegali ówcześni rządzący.
            Oczywiście możemy mieć swoje "jedynie słuszne" zdanie na dany temat wyrobione
            na podstawie wycinkowych obserwacji rzeczywistości.
            Jeden będzie oceniał źle bo mu kogoś z rodziny zabrali, innego wychnęli z
            kolejki po masło a jeszcze innego legitymowano na ulicy czym poczuł się
            dotknięty do żywego :).
            Inny znów nie będzie tego tak przeżywał, bo oprócz jakichś tam utrudnień nie
            doznał specjalnie uszczerbku na ciele ani rodzinie.
            Jeszcze inny będzie uważał stan w. za całkowicie słuszny, w tamtej sytuacji
            społecznej.
            A prawda pewnie leży gdzieś po środku, wszyscy się o nią potykają ale starają
            się tego nie zauważać, bo musieli by się przyznać, że się omylili i zbyt ostro
            lub zbyt słabo ocenili tamte wydarzenia.
            • jagnieszkaa W tej sprawie nie ma jednej idealnej prawdy 15.12.05, 09:01
              Demokracja nie jest rozwiązaniem idealnym, ale ogromna większość obywateli
              zgadza się, że lepszego systemu nie ma.
              Wielość prawd o stanie wojennym nie jest rozwiązaniem idealnym, ale może warto
              przynajmniej przyjąć do wiadomości, że taki jest stan umysłów ogromnej
              większości obywateli (o czym wymownie świadczą najnowsze sondaże).
              • dokowski Ile mniej więcej procent liczy sobie ta ogromna... 16.12.05, 15:00
                jagnieszkaa napisał:

                > stan umysłów ogromnej
                > większości obywateli (o czym wymownie świadczą najnowsze sondaże).

                ... większość ludzi przekonanych o tym, że dobrze zrobiono wprowadzając stan
                wojenny?

                Czy jest to odsetek większy niż normalny odsetek głupców w całej populacji?
                Typowy rozkład jest jak wiesz mniej więcej taki: 10% to ludzie mądrzy, 30% to
                ludzie, którzy czasem są mądrzy a czasem błądzą, 60% to głupcy
                • rozenkranc Re: Ile mniej więcej procent liczy sobie ta ogrom 16.12.05, 20:11
                  W polityce pojęcie większości nie jest w żaden sposób skorelowane z typologią,
                  którą Pan preferuje. A to, że większość Polaków uważa, iż stan wojenny był
                  koniecznością, jest materialnym faktem politycznym.
            • dokowski To jest o w ogóle błędna perspektywa 16.12.05, 14:55
              absurdello napisał:

              > nie mamy dostępu do wszystkich informacji ani
              > wiedzy o wszystkich uzależnieniach i naciskom jakim podlegali ówcześni

              Tak jak chemik nigdy nie zrozumie działania umysłu.

              Właściwa perspektywa jest następująca. Mamy następujące fakty znane (prawie)
              wszystkim: po pierwsze, władcy PRL wykonywali rozkazy Rosjan (czasem nawet
              jeździli do Moskwy, żeby hołd i upokorzenie było publiczne, ale na co dzień
              wykonywali bezpośrednie i ściśle tajne polecenia rosyjskich oficerów
              kontrwywiadu); po drugie, władcy ZSRR byli przeciwnikami negocjacji z
              Solidarnością i kompromisu.

              Wniosek jest prosty i oczywisty, Rosjanie wydali władcom PRL rozkaz
              wprowadzenia stanu wojennego, a władcy PRL rozkaz ten wykonali, tak jak
              wykonywali wszystkie rozkazy z Moskwy od ponad 30 lat. Tak jak wtedy, gdy
              Moskwa rozkazała napaść na Czechosłowację, posłuszna armia polska niczym
              niesprowokowana napadła na Czechosłowację tylko dlatego, że dostała taki rozkaz
              z Moskwy. Po takiej hańbie wprowadzenie stanu wojennego było już dla polskich
              oficerów jak splunąć. Sowieckie kundle w ogóle nie myślały o tym, czy istniało
              zagrożenie, po prostu wykonali rozkaz swoich panów ze wschodu.

              Jest to w ogóle osobny i rzadko poruszany problem, zagadnienie honoru
              oficerskiego. Kiedyś pojęcie "oficer" kojarzyło się z pojęciem "honoru",
              żołnierz musiał wypełniać rozkazy, jednak oficer mógł lub powinien odmówić
              wykonania rozkazu, który byłby hańbą dla oficera. Były specjalne sądy
              oficerskie i w ogóle.

              Dzisiaj nic się nie mówi o hańbie z 1968, o tym, jak to niektórzy polscy
              oficerowie utracili honor. Wolimy mówić o tym, jak to zwykli ludzie utracili
              honor, bo ulegli presji SB i zostało informatorami. A o zeszmaconych oficerach
              nic sie nie mówi.
              • rozenkranc Re: To jest o w ogóle błędna perspektywa 16.12.05, 20:15
                > Tak jak wtedy, gdy
                > Moskwa rozkazała napaść na Czechosłowację, posłuszna armia polska niczym
                > niesprowokowana napadła na Czechosłowację tylko dlatego, że dostała taki
                rozkaz.

                Proszę cofnąć się o 30 lat i odpowiedzieć na pytanie od kogo dostała rozkaz
                napaści na Czechosłowację polska armia w roku 1938? I czy kiedy napada się z
                własnej woli to dobrze, a z inspiracji to źle?
                • jagnieszkaa Re: To jest o w ogóle błędna perspektywa 16.12.05, 20:50
                  Mhm. :-)
    • czarls_bronson A czy juz wiadomo? 11.12.05, 22:29
      A czy już wiadomo dlaczego Jaruzelski rządził Polską
      Kto go wybrał i jaki miał mandat by podejmować decyzje w imieniu i dla Polaków ?
      Jaruzelski nie bronił Polski on bronił swojej władzy.
      Jeśli Polska wymagała obrony to tak jak przed sowietami tak i przed Jaruzelskim.
      • jagnieszkaa To jest inna sprawa i inne pytanie. 11.12.05, 22:37
        Ale chętnie odpowiem: wiadomo.
        Dlatego, że Czerczil i Rózłelt zdradzili w Jałcie, oddając Polskę Stalinowi.
        Jaruzelskiego nikt demokratycznie nie wybrał, więc nie mógł mieć
        demokratycznego mandatu do podejmowania decyzji w imieniu i dla.
        Ale to jeszcze nie dowód, że Jaruzelski nie bronił Polski.
        Kardynałów na konklawe (więc i papieża) też nikt demokratycznie nie wybrał.
        Ty również, zdaje się, rozumiesz z historii tyle co smok Smaug.
        • czarls_bronson Re: To jest inna sprawa i inne pytanie. 11.12.05, 23:01
          jagnieszkaa napisał:

          > Ale chętnie odpowiem: wiadomo.
          > Dlatego, że Czerczil i Rózłelt zdradzili w Jałcie, oddając Polskę Stalinowi.

          Jeśli facet wyprowadza czołgi na ulicę to nie w imię tamtych ustaleń
          (jałtańskich) Powoływanie się na Jałtę jest nieuprawnione, bo tam w tej Jałcie
          wcale nie ustalono że w Polsce ma panować zamordyzm kontrolowany przez jakiś
          wojskowych. Jeśli nazywała się ta Polska - ludową to przecież tzw klasa
          robotnicza utworzyła Solidarność i to przeciw tej klasie wystąpił Jaruzelski i
          jego junta. czyli Jałta nie ma tu nic do rzeczy. Ci którzy rządzili zawsze
          stosowali taki trik żeby ich kochać bo jeśli nie oni - to przyjdą Rosjanie.,
          Byli uzurpatorami i rządzili wbrew narodowi, a wszystkie działania jakie
          podejmowali zmierzały do utrzymania tej ich władzy jak długo się da.
          Zresztą odpowiedz jak bardzo interesował ich naród przyszła szybko.
          Znajdziesz ją kiedy podsumujesz to dziesięciolecie (80 -90). Mając władzę
          absolutną CO zrobili dla tego Narodu. NIC!!!!!
          • jagnieszkaa Nie zmieniaj tematu. Nie zmieniaj tematu. 11.12.05, 23:13
            Spytałeś, dlaczego Jaruzel rządził Polską, to ci odpowiedziałam.
            To była odpowiedź na twoje pytanie. Jakie pytanie taka odpowiedź.
            Namiestnikiem Stalina był agent NKWD Bierut, po Bierucie nastąpił chyba
            Gomułka, po nim czerwona sitwa wybrała Gierka, a po nim przyszedł Jaruzel.
            Wszystko z poparciem Kremla. Wszystko w ramach historii PRL, RWPG i Układu
            Warszawskiego. To się nazywa konsekwencja Jałty. Tak mówią wszyscy znawcy,
            nawet Mischnick i ksiąc Rycyk. Co ty, najnowszej historii Polski nie znasz?
            Faktycznie, chyba Smaug był bystrzejszy.
            • czarls_bronson Re: Nie zmieniaj tematu. Nie zmieniaj tematu. 11.12.05, 23:32

              Poziom szkolnictwa w Polsce jest wręcz tragiczny niestety i dyskusja z tobą nie
              ma żadnego sensu. Polska po 45r była krajem okupowanym i Jaruzelski rządził z
              nadania okupantów.
              Jeśli tego nie potrafisz zrozumieć....
              Po co Rosjanie mieli wkraczać kiedy tu byli? Kto by z nimi walczył??? to są
              brednie rozpuszczane po to by usprawiedliwić działania uzurpatorów.
              Jaruzelski '"walczył" stanem wojennym o własna doopę bo to jego mogli pozbawić
              władzy i wstawić na jego miejsce innego generała.... dla Narodu nie miało to
              najmniejszego znaczenia, zapewniam ciebie.
              • jagnieszkaa Ja sobie ty sobie 12.12.05, 02:01
                Po co Rosjanie mieli wkraczać do Czechosłowacji, Berlina czy na Węgry, kiedy
                tam byli?
                Dyskusja z toba jest bez sensu, skoro ani słowem nie odnosisz się do tego, co
                ja piszę, tylko w kółko powtarzasz swoje. Chyba jesteś bardzo starą istotą,
                charlesie bronsonie.
                • czarls_bronson Re: Ja sobie ty sobie 12.12.05, 07:55
                  jagnieszkaa napisał:

                  > Po co Rosjanie mieli wkraczać do Czechosłowacji, Berlina czy na Węgry, kiedy
                  > tam byli?

                  Oni tam wkraczali żeby zmienić kierownictwo partii która rządziła w ich imieniu
                  i z ICH nadania I tego bał się Jaruzelski i spółka Ty ...a kobieto!!!!



                  > Dyskusja z toba jest bez sensu, skoro ani słowem nie odnosisz się do tego, co
                  > ja piszę, tylko w kółko powtarzasz swoje. Chyba jesteś bardzo starą istotą,
                  > charlesie bronsonie.

                  Dyskusja naprawdę nie ma sensu jeśli ktos ma wyłączone myślenie
                  i zastanawia się czy stan wojenny był wprowadzony z pobudek patriotycznych
                  to poprostu absurd!!
                  Wystarczy myśleć SAMODZIELNIE!!!
                  Czym był PRL! Kim był Jaruzelski! I czym kończyły sie tzw wkroczenia bratnich
                  armii. Zawsze kończyło się tak samo i w Polsce było by tak samo wymiana ekipy
                  a życie Narodu czy to pod Jaruzelskim czy innym satrapą toczyło by się tak samo.
                  • jagnieszkaa Czytaj aż do skutku (do zrozumienia) 12.12.05, 09:02
                    >>>Nigdy nie będzie wiadomo, czy stan wojenny był cynicznym sposobem
                    Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL, czy ich patriotyczną próbą ratowania
                    Polski przed sowiecką "bratnią pomocą" (oraz ewentualnością wojny domowej)<<<

                    Jak zaczniesz rzeczowo odnosić się do przeczytanego, to pogadamy.
                    • czarls_bronson Re: Czytaj aż do skutku (do zrozumienia) 12.12.05, 17:06
                      jagnieszkaa napisał:

                      > >>>Nigdy nie będzie wiadomo, czy stan wojenny był cynicznym sposobe
                      > m
                      > Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL, czy ich patriotyczną próbą ratowania

                      Ale przecież to każde dziecko wie że ratowali własne doopy
                      oczywiście jeśli tylko nie zetknęło się z panami Nałeczem Wiatrem Pastusiakiem
                      i tym podobnymi historykami.

                      • jagnieszkaa Czytaj aż do zrozumienia. Staraj się. Pracuj. 12.12.05, 17:35
                        Nad sobą.

                        >>>Nigdy nie będzie wiadomo, czy stan wojenny był cynicznym sposobem
                        Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL, czy ich patriotyczną próbą ratowania
                        Polski przed sowiecką "bratnią pomocą" (oraz ewentualnością wojny domowej)<<<

                        Jak zaczniesz rzeczowo odnosić się do przeczytanego, to pogadamy.
                        • czarls_bronson Re: :))))))))))) 12.12.05, 18:07
                          Jesteś jednak ze starej szkoły, która głosiła że coś powtarzane x razy staje się
                          prawdą.

                          To tak jakby stawić tezę że: "nigdy nie będzie wiadomo czy dzięki temu że Hitler
                          uderzył na Polskę Niemcy uniknęli Polskiej okupacji...." Czyli po prostu bzdury.
                          ale piszę to by wywindować ten wątek ponieważ znajduje się tu kilka bardzo
                          ciekawych wypowiedzi.
                          • jagnieszkaa Masz jeszcze szanse. Widać postępy. Czytaj: 12.12.05, 18:31

                            >>>Nigdy nie będzie wiadomo, czy stan wojenny był cynicznym sposobem
                            Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL, czy ich patriotyczną próbą ratowania
                            Polski przed sowiecką "bratnią pomocą" (oraz ewentualnością wojny domowej)<<<

                            Jak zaczniesz rzeczowo odnosić się do przeczytanego, to pogadamy.
                • 9111951u Re: Ja sobie ty sobie 12.12.05, 09:14
                  janieszko,
                  kto ci powiedział ,ze w Czechosłowacji Rosjanie mieli swe wojska i bazy przed
                  1968 r ?
                  Co do Węgier to o ile się nie mylę to nie mieli swojego rządu czyż nie
                  kolezanko z brakami w wiedzy historycznej ?
                  • jagnieszkaa Zajrzyj do książek, poszukaj, powęsz. 12.12.05, 09:18
                    Może czegoś się dowiesz?
                  • 9111951u Re: Ja sobie ty sobie 12.12.05, 09:19
                    może coś na temat a nie od rzeczy jagnieszko.
                    • jagnieszkaa Nie jestem twoją nauczycielką. Sam się ucz. 12.12.05, 09:30
                      Moja dyskusja zakłada elementarny poziom wspólnej wiedzy co do dat, faktów,
                      liczb, wydarzeń, nazwisk itp. Ale nie zależy mi, żebyś mi dorównał, więc nie
                      będę ci pomagała w znajdywaniu źródeł.
                      • 9111951u Re: Nie jestem twoją nauczycielką. Sam się ucz. 15.12.05, 10:50
                        jagnieszko , ty nawet niestety gazety nie powąchałaś, stąd marzenie o źródłach.
                        • jagnieszkaa Kontynuuj zrozumialskie wysiłki. Nie poddawaj się. 15.12.05, 12:11
                          • 9111951u Re: Kontynuuj zrozumialskie wysiłki. Nie poddawaj 15.12.05, 12:15
                            To straszne , ktoś może myśleć, to nie uchodzi. Należy powtarzać co powiedziano
                            lub napisano w mediach tzw. publicznych i mieć niskie czółeczko, a na dodatek
                            potwierdzać, to co napisała wybiórcza o Polakach jako funkcjonalnych
                            analfabetach.
                            • jagnieszkaa Ćwicz, ćwicz. Wierz w siebie. Nie trać ducha. 15.12.05, 14:32
                              >>>Nigdy nie będzie wiadomo, czy stan wojenny był cynicznym sposobem
                              Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL, czy ich patriotyczną próbą ratowania
                              Polski przed sowiecką "bratnią pomocą" (oraz ewentualnością wojny domowej)<<<

                              Jak zaczniesz rzeczowo odnosić się do przeczytanego, i przeprosisz mnie na
                              forum za swoje zachowanie, to pogadamy (być może).
    • ksiundz Jest wiadomo, dlatego IPN szykuje akt oskarżenia 11.12.05, 23:23
      przeciwko ŚlepoWRONOWI:))))

      > był cynicznym sposobem
      > Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL,

      A jak jescze ujawnią akta UKŁADU - to się będzie działo ! :))))))))
      • jagnieszkaa Re: Jest wiadomo, dlatego IPN szykuje akt oskarże 12.12.05, 02:18
        Nic z tego, Wasza Wielebność. To tylko pobrzękiwanie szabelką przez niektórych.
        Żadnego aktu oskarżenia nie będzie.
        Jak można odrzucić nieweryfikowalny, lecz racjonalny argument lęku przed
        powtórzeniem się "bratniej pomocy" w Berlinie, na Węgrzech, w Czechosłowacji, w
        Afganistanie? Albo tego samego typu argument o możliwości starć wewnętrznych
        typu wojny domowej?
    • karlin Wiadomo z czym się niektórzy będą musieli oswoić 11.12.05, 23:32
      16 lat łgarstw na nic.
    • haen1950 Re: Stan wojenny? Nie wiadomo. I nigdy nie będzie 11.12.05, 23:58
      Stan wojenny. To wcale nie jest tajemnicza i skomplikowana sprawa.
      Jaruzelski wprowadzając stan wojenny objął rzeczywistą władzę nad państwem.
      Mogł sobie pozwolić na prowadzenie prawie dowolnej polityki wewnętrznej w
      państwie. Rosjanie mogli mu wtedy naskoczyć, z wyjątkiem fizycznej likwidacji.
      Nie podjął tego ryzyka i kwalifikuje się do miana tchórza. Zmarnował 10 lat
      najlepszego okresu w Polsce pojałtańskiej.
      Nie popieram gnębienia tego starego człowieka, ale zauważam, że coraz więcej
      wyroków na niego wydają polityczne gnoje, którzy nigdy nie zaryzykowali swoim
      zdrowiem w drodze do sukcesu.
      • absurdello Ale za to ... 15.12.05, 02:03
        ryzykowali cudzym zdrowiem ...
    • leszek.sopot Prawie wszystko wiadomo 12.12.05, 01:04
      na wstępie warto przeczytać protokół z narady Biura Politycznego KPZR z 10
      grudnia 1981 r., który wyniósł z kremlowskich archiwów Bukowski:
      1) skan oryginału
      psi.ece.jhu.edu/~kaplan/IRUSS/BUK/GBARC/pdfs/poland/pl81-11b.pdf
      2) polskie tłumaczenie:
      www.geocities.com/wojciech_jaruzelski/demokratyzacja.html
      Później należy je przemyśleć oraz skonfrontować z teorią "blefu", która w
      świetle tej dyskusji sowieckich decydentów nie trzyma się kupy. W stenogramie
      jest jedno z najbardziej zdumiewających stwierdzeń, które w zupełności powinno
      burzyć (ale jednak nie burzy!) wszelkie teorie wybielające generała. Są to
      słowa Andropowa: "Nie wiem, jak rozstrzygnie się sprawa, ale nawet jeżeli
      Polska dostanie się pod władzę „Solidarności", to będzie to tylko tyle. Jeśli
      zaś przeciw ZSRR zwrócą się kraje kapitalistyczne, które już zawarły między
      sobą w tej sprawie porozumienie, z rozmaitymi sankcjami ekonomicznymi i
      politycznymi, będzie to dla nas bardzo trudne. Musimy się troszczyć o nasz
      kraj, o wzmocnienie Związku Sowieckiego. To nasza główna linia". Tą drogą
      poszedł później Gorbaczow, tzn. drogą dopuszczającą możliwość przejęcia w
      Polsce władzy przez opozycję. Czy Jaruzelski wiedział o takich opiniach
      krążących na Kremlu, a jeśli tak, to czy tym bardziej nie obawiał
      się "Solidarności" a także tego, że Moskwa zostawi na pożarcie polskich
      komunistów, którzy wedle raportów SB mieli na wiosnę na drzewach zastąpić
      liście?
      Jednak tego, co mówi Jaruzelski, nie można odrzucić. A to dlatego, że na Kremlu
      nie było jednoznacznej opinii w sprawach Polski. Co innego mówiło Biuro
      Polityczne a co innego dowództwo Armii Czerwonej w osobie marszałka Kulikowa,
      który to na posiedzeniu Biura Politycznego był mocno krytykowany, ale ma się
      wrażenie, że nie chciano lub nie można go było w obawie o własne
      bezpieczeństwo, odsunąć ze stanowiska. Gdy czyta się łącznie teksty
      Jaruzelskiego oraz dokumenty KPZR to, przynajmniej ja, ma się wrażenie, że na
      Kremlu z powodu przedłużającej się beznadziejnej wojny w Afganistanie narastało
      napięcie między generalicją a kierownictwem politycznym. Zasadne wydaje mi się
      więc pytanie, kto u schyłku epoki Breżniewa - autora sławetnej doktryny o
      obronie socjalizmu w "zaprzyjaźnionych krajach" - miał na Kremlu decydujący
      głos. To dzięki poparciu generałów obalono Chruszczowa. Ci generałowie czuli,
      że Breżniew lada miesiąc może umrzeć. Czy wówczas to nie oni byliby głównymi
      rozgrywającymi przy wyborze jego następcy i wobec tego może słusznie robił
      Jaruzelski, że bardziej słuchał się Kulikowa (że będzie interwencja) niż
      politbiura (że w żadnym wypadku sowieckie wojska nie wejdą do Polski)?
      Swoją drogą i tak postąpił jak sowiecki generał. Co z tego, że miał na sobie
      polski mundur? Nic. To, że Sowieci nie weszli do Polski, że Polacy zrobili
      harakiri własnymi rękoma było przede wszystkim korzystne dla ZSRR a nie Polski.
      To nas a nie blok sowiecki dotknęły sankcje gospodarcze, to u nas odwlekły się
      niezbędne reformy, to między Polakami zostały wykopane przepaście nie do
      zasypania itd.
      Osobiście nie wierzę w realność gróźb sowieckiego marszałka, choć wierzył w nie
      sam płk Kukliński, który przekonywał Amerykanów, że nie należy uprzedzać "S",
      gdyż może dojść do niepotrzebnego przelewu krwi. Kulikow mógł mieć decydujący
      wpływ na wyrobienie sobie opinii przez polskich wojskowych, którzy przecież od
      początku byli poddani sowieckiej obróbce propagandowej a i byli świadkami
      różnych wyczynów Czerwonej Armii. Jednak przecież wówczas to niepokonana armia
      ugrzęzła w Afaganistanie, a planowana przez jej sztab "wojna obronna"
      polegająca na zaatakowaniu państw NATO oznaczała w praktyce koniec sowieckiego
      imperium, jak i koniec Europy a może i świata - z tego sowieccy politycy
      zdawali sobie przecież sprawę i dlatego przeciwstawiali się zbrojnej
      interwencji.
      Jaruzelski dając w nocy z 9 na 10 grudnia rozkaz rozpoczęcia akcji wprowadzania
      stanu wojennego bronił jedynie władzy dla wąskiej grupy aparatu milicyjno-
      wojskowego. Nawet nie bronił partii, którą przecież planował zdelegalizować
      (nie pozwoliła mu na to Moskwa). Bronił także swego dobrego imienia jako
      żołnierza, któremu żaden marszałek Kulikow nie mógł przecież zarzucić, że nie
      potrafii zrobić skutecznej operacji wojskowej. Jaruzelski musiał się więc w tej
      żołnierskiej rywalizacji między generalicją moskiewską i polską wykazać, musiał
      się także wykazać przed partyjnymi radykałami, którzy odsunęli ze stanowiska
      Kanię i mianowali go pierwszym sekretarzem partii. Wiedział, że być może
      pierwszy i jedyny raz w życiu może się przed Rosjanami wykazać, że jest nie
      tylko wiernym Sowietom generałem, ale że jest przede wszystkim generałem, który
      potrafi dowodzić i sprawdzić się w boju.
      5 grudnia podczas posiedzenia Biura Politycznego KC PZPR gen. Jaruzelski
      mówił: „Jest to potworna, makabryczna kompromitacja dla partii, że po 36 latach
      sprawowania władzy trzeba jej bronić siłą milicyjną. Ale przed nami nie ma już
      nic. Trzeba być przygotowanym do podjęcia decyzji, która pozwoli uratować to,
      co podstawowe” – znamienne słowa: bronić partii a nie kraj przed
      inwazją „sojuszniczych armii”. W nocy z 9 na 10 grudnia w Sztabie Generalnym
      LWP odbyła się odprawa, w czasie której podjęte zostały decyzje co do
      szczegółów wprowadzenia stanu wojennego. Generał Jaruzelski wspominał: „Na
      zakończenie odprawy wszyscy wstali. Podchodziłem do nich kolejno, ściskałem
      mocno dłoń, obejmowałem każdego. Byliśmy wzruszeni i zdeterminowani”. Nic
      dziwnego, szli na wojnę pod dyktando Kremla z własnym narodem...
      • jagnieszkaa Prawie wszystko wiadomo? Akurat. 12.12.05, 02:09
        >>>Pani Basiu.Basiu, czy IPN posiada również nagrania setek tych fragmentów
        rozmów generałów Jaruzelskich z Moskalami, w których ci ostatni "dawali do
        zrozumienia" co się stanie z Polską, jeśli nie przywróci się w niej "ładu i
        porządku"?<<<
        • leszek.sopot to nic nie zmienia 12.12.05, 03:01
          jagnieszkaa napisał:

          > >>>Pani Basiu.Basiu, czy IPN posiada również nagrania setek tych fr
          > agmentów rozmów generałów Jaruzelskich z Moskalami, w których ci
          ostatni "dawali do zrozumienia" co się stanie z Polską, jeśli nie przywróci się
          w niej "ładu i porządku"?<<<


          I co z tego? Jeśli dawali, to czy Jaruzelski wiedząc ze BP KPZR odmówiło mu
          pomocy wojskowej, nie mógł machnąć na to ręką? Może nie mógł bo był po prostu
          dzieckiem wychowanym przez sowieckich wojskowych, który na zesłaniu odczuł na
          własnych plecach potęgę imperium. On po prostu bał sie Moskwy. Na jego postawę
          chyba w ostatecznym rozrachunku miała wpływ jego psychika i doświadczenie
          życiowe. Psychika żołnierza przywykłego do wykonywania rozkazów, a te zawsze
          otrzymywał od sowietów. Doświadczenie życiowe z kolei wyżłobiło w nim głęboko
          strach przed ogromnym krajem pełnych czerwonoarmiejców, którzy rozprawili się z
          Hitlerem. Był niewolnikiem własnej historii, po prostu wisiało na nim fatum.
          Wyrwał się z niego dopiero, gdy z letargu przebudził się Kreml gdy szefem KPZR
          został Gorbaczow. Zgaduję, że dopiero wtedy zrozumiał swoją zdradę i dopiero
          wtedy zaczął w sobie ważyć słowa Jana Pawła II wzywającego go podczas audiencji
          w 4 oczy do narodowego pojednania. Gdyby Jaruzelski miał inna przeszłość, gdyby
          po prostu kto inny był szefem wojska, partii i rządu to może realne było to, co
          powiedział na końcu swojego historycznego wywiadu w paryskiej "Kulturze" płk
          Kukliński: "w Polsce była realna szansa uniknięcia i radzieckiej interwencji i
          stanu wojennego. Na początku kryzysu generał Jaruzelski nie sprawował
          najważniejszej funkcji w państwie. Tym nie mniej od sierpnia roku 1980 jego
          głos ważył najwięcej. Gdyby wspólnie ze Stanisławem Kanią znaleźli w sobie
          więcej godności i siły, gdyby nie okazywali uległości wobec Moskwy, lecz
          stanęli uczciwie na gruncie zawartych umów społecznych, Polska prawdopodobnie
          wyglądałaby dziś zupełnie inaczej” (Wojna z narodem widziana od środka. Wywiad
          z płk. Kuklińskim, Wydawnictwo Litery, Gdańsk 1987, s. 57, przedruk z
          paryskiej „Kultury”).
          • jagnieszkaa To zmienia zasadniczo. Chodzi o patriotyzm inaczej 12.12.05, 09:13
            >>>czy Jaruzelski wiedząc ze BP KPZR odmówiło mu
            pomocy wojskowej, nie mógł machnąć na to ręką?<<<
            W tego typu złożonych pytaniach, zawierających tezę, celowali zwłaszcza Rokita
            i Ziobro. Na tego typy pytania nie można odpowiedzieć prosto (tak-nie).
            BTW: jakie są dowody na to, że Jaruzel prosił Moskwę o wojskową pomoc?
            Większość pozostałego opisu wydaje mi się trafna. Ale żeby mieć pewność, trzeba
            osobiście znać Jaruzela. No i oczywiście termin "zdrada" jest nie do przyjęcia
            z czysto semantycznych względów.
            • 9111951u Re: To zmienia zasadniczo. Chodzi o patriotyzm in 12.12.05, 09:17
              Zgadzam się, wypowiedzenie wojny własnemu Narodowi żadną tam zdradą nie jest,
              jeno chwalbą.
              • jagnieszkaa Niewielkiej części narodu. I w imię celów wyższych 12.12.05, 09:24
                Czego wymownie dowodzą wyniki dzisiejszych sondaży opinii z pytaniem, czy
                decyzja o wprowadzeniu stanu wojennego była słuszna. Wyniki tych sondaży
                zostaną jutro opublikowane.
                • 9111951u Re: Niewielkiej części narodu. I w imię celów wyż 12.12.05, 09:27
                  czy prawdę można poddać pod głosowanie ? to się moze tylko w mózgu praleczki
                  narodzić.
                  • jagnieszkaa Prawda to jest 2+2=4, woda=H20 itp. 12.12.05, 09:39
                    Reszta to są opinie, w większości bardzo różne.
                    Badania opinii nie są ustalaniem prawdy, tylko dowiadywaniem się tego, co
                    ludzie za prawdę uznają.
                    Ale żal mi czasu na takie wyjaśnienia. Wyłączam komputer.
            • leszek.sopot Jaruzelski źle interpretował sytuację 12.12.05, 17:40
              Ja jako pewnik przyjmuję to, że Jaruzelski od członków Biura Politycznego KPZR
              z Breżniewem i Andropowem na czele słyszał jesienią 1981 r., że Sowieci do
              Polski nie wejdą. Nie zmienia to jednak faktu, że wymuszali na Polakach, aby
              sami stan wojenny wprowadzili. Wierzę też Jaruzelskiemu, że co innego mógł
              słyszeć od marszałka Kulikowa i innych wojskowych Czerwonej Armii. Wierzę także
              w to, co mówił w wywiadie I sekratarz PZPR do połowy października 1981 r. -
              Stanisław Kania, że problem interwencji zbrojnej ewoluował, a na jesieni 1981
              r. praktycznie zniknął - mogła ona nastąpić być może tylko wtedy, gdyby stan
              wojenny się nie udał. Gdyby jednak tego stanu nie było to nie byłoby też
              interwencji. Kania uważa, że jedyną przesłanką do wprowadzenia go były sprawy
              wewnętrzne, a jedynym argumentem, który przywołuje jest obawa o niekontrolowany
              wybuch społeczny.
              Nie możesz traktować Kani jako człowieka niezorientowanego w temacie:
              "Wróćmy jeszcze do domowych spraw. Liczne są głosy, że gdyby nie stan wojenny,
              doszłoby do interwencji w Polsce. Czy można wobec tego kwestionować racje
              wprowadzenia stanu wojennego?
              - Tak, można kwestionować, robią to miliony ludzi. Tak jak miliony wierzą, że
              stan wojenny uratował Polskę przed zbrojną interwencją. Zależność interwencji i
              stanu wojennego jest przedmiotem sporów, których nie da się rozstrzygnąć przez
              głosowanie. Dociekanie prawdy zabierzemy w nowe tysiąclecie. Jestem jednak
              przekonany, że ludzie, którzy decydowali o stanie wojennym, kierowali się
              czystymi, narodowymi racjami. Ja nigdy nie ukrywałem poglądu, że państwo musi
              być przygotowane do stawienia czoła nadzwyczajnym zagrożeniom bezpieczeństwa
              czy funkcjonowania gospodarki. Ówczesne prawo nie znało stanu wyjątkowego, jak
              to jest w krajach europejskich. Wszystko mieściło się w pojęciu stanu
              wojennego. Byłem za przygotowaniem projektu odpowiednich działań - ale na
              wszelki wypadek. Za stanem wojennym mogły przemawiać dwie przesłanki: groźba
              interwencji radzieckiej, którą ten stan mógłby uprzedzić i wykluczyć, oraz
              bezpośrednie niebezpieczeństwo nie kontrolowanego wybuchu społecznego. W tym
              drugim przypadku stan wojenny byłby przykrym, ale nieuniknionym środkiem
              zapobiegawczym. Mówiliśmy szeroko o ewolucji zagrożenia interwencją - od
              realnej groźby w grudniu 1980 r. aż po czas, kiedy interwencję zaczęto
              traktować jako odwód stanu wojennego - a więc możliwość wejścia interwencyjnych
              wojsk wtedy, gdyby załamał się stan wojenny i doszło do wojny domowej. W
              drugiej połowie 1981 r. niemało było symptomów wskazujących na realność
              zagrożenia nie kontrolowanym wybuchem. W warunkach napięcia społecznego
              manifestacje uliczne trudno kontrolować, bo to żywioł. Szkoda, że do dziś nie
              doszło do poważnej wymiany poglądów w sprawie tezy o zagrożeniu wybuchem
              społecznym. Trudno mi się wypowiadać w sposób zdecydowany, czy
              niebezpieczeństwo wybuchu było dostatecznie duże, by uzasadniało wprowadzenie
              stanu wojennego. Trzeba ważyć i inne przesłanki, jak szerząca się anarchia,
              upadek gospodarki, nacisk naszej własnej bazy. W czasie gdy byłem I sekretarzem
              partii, to jest do 18 października 1981 r., uważałem i do dziś uważam, że mimo
              wielu napięć nie było ani jednego dnia, w którym stan wojenny byłby racjonalnie
              uzasadniony. Oceniałem, że przybywa przesłanek rodzących nadzieję na skuteczny
              sprzeciw społeczny wobec anarchizowania życia. Dlatego też byłem przeciwny
              wprowadzeniu stanu wojennego, choć nie wykluczałem, że może przyjść taka
              konieczność. Nie było to proste, bo jesienią 1981 r. na najwyższych szczytach
              władzy zarysowały się zasadnicze rozbieżności w sprawie celowości stanu
              wojennego. Była propozycja jego wprowadzenia we wrześniu, między pierwszą a
              drugą turą zjazdu "Solidarności". Jednocześnie nacisk na stan wojenny ze strony
              ZSRR stawał się coraz bardziej totalny, potworny. Pojawił się szantaż
              ekonomiczny. Jesienią 1981 r. rozważano w Moskwie i Berlinie na posiedzeniach
              Biur Politycznych - jak wiemy dziś z dokumentów - sprawę zwołania narady szefów
              partii krajów Układu Warszawskiego dla wymuszenia mojej rezygnacji z funkcji I
              sekretarza. W Moskwie rozważano też wcześniej sprawę utworzenia podziemnego
              Biura Politycznego PZPR. Tych faktów wówczas oczywiście nie znałem, ale aż
              nadto odczuwalny był klimat wokół naszych spraw.
              Zimna kalkulacja przemawiała jednak za tym, by trwać przy swoim i nie
              wprowadzać stanu wojennego.
              serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34378,596306.html
              • jagnieszkaa Re: Jaruzelski źle interpretował sytuację 12.12.05, 18:40
                Może tak, może nie, ale tego nigdy się dowiemy. Historii nie da się powtórzyć
                (niestety). Wypowiedź Kani jest bardzo ciekawa i bardzo istotna, ale przecież
                nie jest werdyktem Sądu Ostatecznego, ba, nawet polskiego Sądu Okręgowego. Są
                również inne, przeciwne racje i wyjaśnienia. Ciekawe, notabene, czemu na ten
                temat nie odbyła się dotychczas rzeczowa debata w "Gazecie Wyborczej" albo
                innej "Rzeczpospolitej"?
              • 9111951u Re: Jaruzelski źle interpretował sytuację 15.12.05, 10:49
                Leszku, czy ty nigdy nie używasz własnej makówki ? zawsze musisz podpierać tym
                co kto powiedział czy napisał ?
                Otóz, dla Rosjan nie było żadnym interesem interwencja w Polsce, dopóki cała
                władza i tak była w ich rękach. jest oczywiste, ze działaliby tak jak w
                przypadku Kanii , otóz , gdy ten mimo słownych nacisków nie wprowadzał w Polsce
                stanu wojennego, wymienili go na Jaruzelskiego. Gdyby Jaruzelski nie wprowadził
                stanu wojennego prabdopodobnie zrobili by z nim to co Kanią szukaliby na szefa
                partii takiego Polaka co by ten stan wprowadził. Jatem jedyne co Polakom
                wówczas groziło to utrata stanowiska przez Jaruzelskiego ot i wszystko.
          • rozenkranc Re: to nic nie zmienia 15.12.05, 00:56
            Nie sądzę, panie leszku.sopot, aby Kukliński miał rację i aby w roku 1980 do
            wyrwania się ze fery wpływów ZSRR wystarczyły godność i siła Kani oraz
            Jaruzelskiego. W epoce Breżniewa nie było to raczej możliwe, podobnie chyba za
            enkawudzisty - Andropowa i to niezależnie od stopnia uwikłania Rosjan w
            Afganistanie. Pewne oznaki rozluźniania się systemu (nie mylić z liberalizacją)
            pojawiły się za Czernienki, ale "wiosną ze wschodu" powiało dopiero za
            Gorbaczowa.
            Czy jednak w latach 80. nie można było przeprowadzić w Polsce odważnych reform,
            które przybliżałyby Polskę do demokracji? Moim zdaniem można było i w roku 1982
            zapowiadał je nawet sam Jaruzelski obiecując "konkurencyjne" wybory do rad
            narodowych w roku 1984, z czego następnie wycofał się pod wpływem betonu
            partyjnego. Przestraszono go bowiem argumentem, że jeśli wybory do rad
            narodowych 1984 będą "konkurencyjne" (chodziło o rezygnację z tzw. miejsc
            mandatowych i rzeczywistą konkurencję pomiędzy kandydatami, ale przy utrzymaniu
            parytetów partyjnych PZPR, ZSL, SD) to również w następnym roku 1985 trzeba
            bedzie zgodzić sie na "konkurencyjne" wybory do Sejmu, a wówczas kierownictwo
            partii może utracić pełną kontrolę nad składem parlamentu w tym sensie, że mogą
            do niego nie wejść konkretni ludzie. Co zresztą okazało się prawdą w wyborach
            de tzw. Sejmu kontraktowego, do którego powchodzili nie preferowani przez
            egzekutywy "wypróbowani towarzysze", a "rezerwowi", wystawieni na dalszych
            miejscach list.
            Jeśli więc miałbym dziś "przyciskać" Jaruzelskiego to raczej nie w sprawach,
            których nie mógł, ale pytaniami o to, co mógł zrobić, a nie zrobił. Jest
            jeszcze pytanie czy taka quasidemokracja przyniosłaby Polsce jakiś istotny
            postęp? Radykalnego na pewno nie, ale z pewnością poprawiłaby nieco
            samopoczucie Polaków i wprowadziła nowe standardy, które w warunkach pełnej
            demokracji przyspieszyłyby znacznie i usprawniła transformację ustrojową. A być
            może przyczynłaby się nawet do wcześniejszego niż w roku 1989 odejścia od
            komunizmu.
            • leszek.sopot Re: to nic nie zmienia 15.12.05, 11:43
              Jacek Kuroń w 1980 r. udowadniał, że w przypadku rozważnego działania nie jest
              możliwa radziecka interwencja. W tekście "Czy grozi nam interwencja?" wyłożył
              podstawowe dylematy stojące przed „S” i opozycją:
              „Jakie są w tej chwili nasze granice wolności? Jak daleko możemy się posunąć,
              by nie doszło u nas do tego, co stało się w Czechosłowacji w 1968 r.?
              Ciągle ktoś się boi, że takim przekroczeniem granicy może być jakieś konkretne
              wydarzenie, np. decyzja »Solidarności« o strajku. Otóż pomysł patrzenia na
              rzeczywistość w ten sposób, że interwencja nastąpi, bo wywiesi się gdzieś
              transparent antyradziecki albo ktoś z KOR-u będzie miał jakąś funkcję
              w »Solidarności«, jest kompletnie bez sensu.
              Rosjanie tutaj wjadą lub nie wjadą w zależności od swoich możliwości
              interweniowania oraz od tego, czy uznają, że Polska wymyka się z ich sfery
              wpływów.
              A więc najpierw ta pierwsza sprawa. Sądzę, i nie jestem w tym sądzie
              osamotniony, że wkroczenie do Polski kosztowałoby Rosjan niezwykle dużo i że
              oni wcale tego nie chcą.
              Po pierwsze – wiedzą, i takie jest powszechne odczucie społeczeństwa, że
              sytuacja wyglądałaby u nas inaczej niż w Czechosłowacji, że tu doszłoby do
              wojny. Po drugie – już sam fakt wojny w Polsce uruchomiłby różne odśrodkowe
              siły w Związku Radzieckim. [...] Po trzecie, wierzę głęboko, że wojna w Polsce
              wywołałaby olbrzymie parcie opinii publicznej na rządy Zachodu [...].
              Tak więc wkraczając tutaj Rosjanie utraciliby najpewniej możliwość prowadzenia
              swojej imperialistycznej polityki w Azji, ekspansji w stronę Oceanu
              Indyjskiego. A być może – na skutek polityki zbrojeń, którą musieliby prowadzić
              przy odcięciu pomocy Zachodu, doszłoby do rewolty w różnych krajach naszego
              obozu, na które spadłyby koszty tych zbrojeń. To zaś mogłoby oznaczać koniec
              Związku Radzieckiego.
              [...] Kiedy [Rosja] uzna, że Polska wymyka się z rosyjskiej sfery wpływów?
              Trzeba być Breżniewem, żeby to wiedzieć, a nie przypuszczam, żeby wiedział to w
              tej chwili nawet Breżniew. Moskwa nie ma stałego przepisu na wjazd. Sądzę, że w
              obecnej sytuacji skłonna jest akceptować różne rzeczy, dopóki nie nastąpi
              generalne zagrożenie jej panowania.
              [...] Jest stare powiedzenie: »Moskwa sławam nie dowieriajet«. To prawda,
              Moskwa nie wierzy w słowa, ani miłosne, ani pełne nienawiści – musi sprawdzić,
              a sprawdzić to znaczy mieć tu wojsko i policję. I dopóki komuniści mają wojsko,
              policję i oczywiście centralną administrację – dopóty Moskwa wciąż jeszcze może
              liczyć na to, że przyjdą dla niej lepsze czasy i wszystko nam zabierze. A my
              liczymy na to, że przyjdą dla niej czasy jeszcze gorsze i wtedy nam jeszcze
              więcej odda.
              W Polsce [...] ludzie doprowadzeni do ostateczności dotychczasową polityką
              władz biorą swój los w swoje ręce. I nikt ich nie zatrzyma. Można piszczeć,
              żeby przestali, ale to nic nie pomoże.
              [...] Mamy więc z jednej strony te wielkie ruchy społeczne, tę samodzielność,
              samorządność w różnych dziedzinach życia, z drugiej zaś – konieczność
              zachowania tzw. kierowniczej roli partii, czyli jej panowania nad centralną
              administracją, policją i wojskiem. Obydwie te rzeczy trzeba pogodzić. Musimy to
              zrobić. Musimy stworzyć zupełnie nowy model oparty na kompromisie.
              Chodzi o to, aby to wszystko, co stanowi politykę wewnętrzną państwa, było
              ustalane w drodze negocjacji między zorganizowanym w samorządne i niezależne
              organizacje społeczeństwem a władzami państwowymi. Nowy model stosunków
              społecznych to właśnie instytucjonalne formy tych negocjacji. [...]
              Proces tworzenia się tych ruchów, wypracowywania nowego modelu jest zarazem
              procesem wyrywania władzy komunistycznej kolejnych dziedzin życia społecznego.
              Takie ograniczenie władzy komunistów może prowadzić do tego, że całkiem ją
              utracą. I w tym sensie musimy ryzykować wjazd radzieckich czołgów.
              Ale ponieważ tego nie chcemy, to nie chcemy również, nie wolno nam przekroczyć
              tej granicy, którą jest obalenie centralnej władzy komunistycznej. Nie
              przekroczymy jej tylko wówczas, gdy wypracujemy instytucjonalne formy
              negocjacji. Bez tego każdy kolejny i nieunikniony w obecnych warunkach konflikt
              grozi wybuchem, a tym samym stwarza ryzyko niezamierzonego obalenia władzy.
              Jestem przekonany, że interwencji nie będzie. Nie jest to wiara irracjonalna.
              To co się dotychczas zdarzyło, to co się nam udało osiągnąć pokazuje wyraźnie,
              że istnieją w naszym społeczeństwie siły, zdolności i możliwości, żeby
              zorganizować się i dokonać niezbędnych reform, nie naruszając granic
              strzeżonych przez radzieckie czołgi” (Jacek Kuroń, Czy grozi nam
              interwencja?, „Robotnik”, 23.11.1980, nr 68–69).
              Mnie przekonuje analiza Jacka Kuronia. Jestem przekonany, że podobnie
              interpretowali sytuację Rosjanie - pokazują to m.in. stenogramy z posiedzenia
              BP KPZR z 10 grudnia 1981 r. Do jesieni 1981 roku nic się nie zmieniło, może
              poza jednym - radykalizmem w sferze werbalnej. Ten słowny radykalizm z jednej
              strony działaczy "S" był spowodowany rosnącą frustracją powolnością
              wprowadzanych zmian opraz celowo prowadzoną polityką pogłębiania kryzysu w
              zaopatrzeniu w żywność, z drugiej strony radykalizm działaczy partyjnych był
              m.in. wynikiem wewnątrzpartyjnej walki o władzę oraz działań SB, która swoimi
              raportami podsycała wśród członków PZPR niepewność i wrogość. Bowiem raporty i
              analizy SB sporządzane na potrzeby wewnętrzne władz partii akcentoweały
              wydarzenia i słowa najbardziej radykalne i na ich podstawie wyprowadzano
              nieuzasadnione wnioski. Zbyt wielu ludzi partii wierzyło bezgranicznie w to, co
              bezpieka im sugerowała.
              • jagnieszkaa Re: to nic nie zmienia 15.12.05, 20:33
                Pan Kuroń wiele razy miał rację i wiele razy sie mylił.
                Słyszałam, że, pod koniec życia pana Kuronia, jego i pana Michnika dzielił
                pewien dystans. Może Pan wie, czy to prawda?
                • leszek.sopot Re: to nic nie zmienia 15.12.05, 22:04
                  jagnieszkaa napisał:

                  > Pan Kuroń wiele razy miał rację i wiele razy sie mylił.
                  > Słyszałam, że, pod koniec życia pana Kuronia, jego i pana Michnika dzielił
                  > pewien dystans. Może Pan wie, czy to prawda?

                  Bardzo duży dystans. Zdaniem Jacka Michnik dał się uwieść, jak to on
                  nazywał "miłośnikom wolnego rynku" i odszedł daleko od tego czym był kiedyś
                  KOR. Zresztą Kuroń też sobie wyrzucał, że na początku transformacji zbyt łatwo
                  uwierzył, że sam wolny rynek i liberalna gospodarka jest najlepszym remedium na
                  kryzys polskiej gospodarki. Nie docenił po prostu tego jak w takiej gospodarce
                  może być nisko traktowana godność człowieka o którą przez całę życie walczył. W
                  innych sprawach różnili się dużo mniej.
              • rozenkranc Re: to nic nie zmienia 15.12.05, 20:37
                Ja również gotów jestem zgodzić się z większością tez Kuronia. W odróżnieniu od
                Pana nie uważam jednak, że późną jesienią 1981 r. radykalizm Solidarności był
                li tylko werbalny. W owym czasie wiele jeździłem po kraju i na własne oczy
                widziałem jak komunistyczna władza traciła powoli kontrolę nad sytuacją do tego
                stopnia, że dość często nie mogła już nawet liczyć na milicję, która po prostu
                bała się interweniować. Paradoksalnie dotyczyło to w większym stopniu małych
                ośrodków niż dużych miast, gdzie dysponowano zdeterminowanymi, anonimowymi ZOMO-
                wcami, gotowymi zawsze wybić komuś z głowy protesty i denonstracje. W
                mniejszych miastach nie dysponowano takimi siłami, a osobista znajomość ludzi
                powodowała u wielu milicjantów niechęć do działania, wreszcie nawet obawy i lęk
                przed przyszłością, kiedy to mieli "zawisnąć na drzewach jak liście".
                W tym sensie "utrata wpływów", o której pisze Kuroń stawała się powoli realna,
                a nie tylko werbalna, choć oczywiście nie była ona jeszcze "globalna".
                W przeciwieństwie do Pana nie uważam też aby władze celowo prowadziły politykę
                pogłębiania kryzysu w zaopatrzeniu w żywność. Na poparcie takiej tezy nie ma
                żadnych dowodów, jest natomiast dość oczywistym, że władza nie panowała już
                wówczas nad rynkiem, bo nie panowała nad produkcją. Powstało tzw. błędne koło;
                na skutek narastającej "paniki wojennej" ustał praktycznie legalny skup od
                rolników indywidualnych, a produkcja w gospodarstwach państwowych odbywała się
                z dużymi zakóceniami. Braki rynkowe powodowały dalsze nasilanie się paniki i
                dlasze pogorszenie zaopatrzenia, które odbywało się już w zasadzie poprzez
                spontaniczne kanały dystrybucyjne z pominięciem oficjalnego handlu. Widok
                gołych haków i półek utwierdzał zaś ludzi w przekonaniu, że panika jest zasadna
                i należy łapać co się tylko trafi. W ten sposób rynek został ogołocony ze
                wszystkich towarów i władza nie miał już żadnego wpływu ani na potęgowanie
                kryzysu, ani na jego pokonywanie.
                Ma Pan niewątpliwie rację, że pragnące jak najszybciej zakończenia uwłaczającej
                i upokarzającej sytuacji kierownictwo sił bezpieczeństwa i milicji dążyło do
                tzw. konfrontacji i w raportach akcentowało wydarzenia najbardziej radykalne.
                Nie znaczy to jednak, że wydarzenia te nie były faktycznie groźne; przeciwnie,
                publiczne doniesienia o nich radykalizowały mocno załogi i środowiska dotąd
                mało aktywne i "rozlewały" się jak powódź po całym kraju.
                Reasumując; choć osobiście ogłoszenie stanu wojennego wstrząsnęło mną dośc
                mocno, nie bardzo wyobrażam sobie dziś rozwój sytuacji, gdyby stanu tego nie
                ogłoszono. Na projektowane przez Jacka Kuronia wykształcenie sie "instytucji
                negocjacyjnych" nie było większych szans, bo w trakcie pożaru nie ma czasu na
                prewencję i szkolenie p.poż. Zresztą po żadnej ze stron konfliktu nie było
                dostatecznej woli decydentów i dość mocnych autorytetów aby zmierzać w tym
                kierunku. Co prawda Jaruzelski nieustannie apelował o negocjacje, w tym celu
                spotkał się nawet z prymasem i Wałęsą, ale po swojej stronie miał też
                przeciwników porozumienia, którzy na każdym kroku wykazywali jego
                iluzoryczność. Niestety, również Kuroń po stronie solidarnościowej nie był
                dostatecznym autorytetem i nie posiadał wystarczającego poparcia aby opanować
                spontanicznie rozwijającą się rewoltę.
                Jakkolwiek więc w roku 1981 byłem dość głęboko urażony postępowaniem
                Jaruzelskiego, to dziś, po ćwierćwieczu, wydaje mi się, że nie było innego
                skutecznego wyjścia.
                Powtórzę jednak tezę z poprzedniego listu: uważam, że w wyniku wprowadzenia
                stanu wojennego powstał układ wybitnie sprzyjający reformom demokratyzującym, w
                którym władza mogła okazać swą wielkoduszność i postępowość, a Solidarność
                uzyskać częściową satysfakcję i zostać zjednana dla przemian w ramach ustroju
                ze zmieniającym się obliczem. Z grubsza rzecz biorąc można było próbować
                urzeczywistnić projekt Kuronia, jednak po zwycięstwie (iluzorycznym) zwycięzcom
                nie było w głowie bratanie się z pokonanymi. Zabrakło wyobraźni.
                • jagnieszkaa Bardzo intrygujące rozumowanie :-) 15.12.05, 21:45
                • leszek.sopot Re: to nic nie zmienia 15.12.05, 22:49
                  Chyba kluczową odpowiedzią na takie postawienie problemu byłoby wyjaśnienie czy
                  obóz władzy chciał współżyć z niezależnym związkiem zawodowym oraz odradzającym
                  się społeczeństwem, czy też widział w upodmiatawianiu się społeczeństwa
                  zagrożenie dla swojej władzy (a może i socjalizmu - bo przecież cały czas
                  posługiwano się sloganem o obronie socjalizmu - wątpię jednak czy ktokolwiek z
                  nich wiedział co to jest socjalizm i w niego wierzył). Oraz drugi problem - czy
                  Polsce groził niekontrolowany wybuch społeczny.
                  Stawiam więc pytanie: czy władze PRL naprawdę dążyły do zgodnego współżycia,
                  chciały prowadzić prawdziwy dialog i doprowadzić do kompromisu? Mógłbym bardzo
                  długo udowadniać, że takiej woli nie było. Natomiast w zasadzie brakuje mi
                  argumentów przeciwnych.
                  Można także zapytać czy "S" chciała porozumienia. I znowóż można przytoczyć
                  bardzo wiele przykładów, że chciała a nie można podać przykładów, żeby jakieś
                  zawarte wcześniej porozumienia łamała, lub aby wymigiweała się od rozmów.
                  Odpowiedzią "S" na kryzys gospodarczy był pomysł wspólnego przygotowywania
                  reform gospodarczych. Dlaczego ten pomysł został odrzucony?! Przecież właśnie
                  uzgodnione reformy, nawet bolesne, łatwiej byłoby przeprowadzić niż narzucać je
                  siłą. Czy obawiano się, że nomenklatura straci wpływ na obsadę stanowisk -
                  zgaduję, że właśnie ludziom partii chodziło o zachowanie status quo. Także w
                  innych dziedzinach, jak cenzura, dostęp do środków masowego przekazu.
                  Sformułowane zostały także "minimalne warunki porozumienia narodowego". O to
                  porozumienia zabiegał także prymas Glemp. Dlaczego po pierwszym spotkaniu w 4
                  listopada do następnych już nie doszło? Ja odpowiedam sobie tak, że to
                  spotkanie miało służyć tylko jako alibi dla władzy, a nie miało służyć do
                  prowadzenia konkretnych rozmów.
                  "S" w ciągu 16 miesięcy dała niejednokrotnie przykład, że wygaszała wybuchające
                  niekontrolowane strajki, które wybuchały z woli pracowników a nie władz
                  związku. Większość z tych strajków była jednak uzasadniona i dlatego nieraz
                  bardzo trudno było przekonać ludzi, aby porzucili broń strajkową. Ci gorzko
                  odpowiadali, że bez strjku to nikt nie chce z nimi rozmawiać. Uważam, że to "S"
                  próbowała łagodzić nastroje a pomagał jej w tym Kościół. By jednak do
                  złagodzenia napięć doszło potrzebna była wola drugiej strony, a ta - jak wynika
                  z dokumentów partyjnych i MSW - wolała posługiwać się metodą prowokowanych
                  konfrontacji na małą skalę. Ta metoda nie miała co prawda prowadzić do
                  niekontrolowanego wybuchu, ale miała za zadanie zachwiać autorytetem Związku i
                  posłużyć do wysuwania oskarżeń pod jego adresem.
                  Zaostrzanie polityki władz, jej kurs na konfrontację był przecież widoczny.
                  Dlaczego nie wprowadzono stanu wojennego w czasie wydarzeń marcowych? Przecież
                  wówczas władza wiedziała, że w każdej chwili może być ogłoszony bezterminowy
                  strajk powszechny. Nie ogłoszono go wówczas właśnie dlatego, że strajk mógł być
                  zarządzony skutecznie. To wtedy też Rosjanie odeszli od pomysłu interwencji i
                  zaczęli twierdzić, że w obecnej globalnej sytuacji nie stać ich na powtórkę z
                  Węgier z 1956 r. Te 9 miesięcy od marca do grudnia 1981 były starannie
                  przygotowaną operacją, a głównie chodziło o zmęczenie społeczeństwa i
                  zmniejszenie poparcia dla "S". I to się udało - poparcie spadło z poziomu 62
                  proc. z przełomu roku do 41 proc. latem a wzrosło z 6 do 12 proc. poparcie dla
                  PZPR. Jesienią 1981 roku tendencja spadku poparcia dla Związku się utrzymywała.
                  Stan wojenny mógł być więc wprowadzony, a zima z oczywistych względów wydawała
                  się dobrym terminem.
                  • rozenkranc Re: to nic nie zmienia 16.12.05, 03:05
                    O ile z większością tez Kuronia gotów byłem zgodzić się, to trudno mi podzielić
                    gros pańskich hipotez, zawartych w ostatniej wypowiedzi. Piszę "gros", a nie
                    wszystkie, gdyż - podobnie jak Pan - w kluczowej kwesti gotowości władz do
                    współżycia z niezależnym związkiem, mam duże wątpliwości. Wydaje mi się otóż,
                    że ówczesny obóz władzy nie tylko nie chciał takiego współżycia w warunkach
                    konkurencji, ale najzwyczajniej nie był do tego zupełnie przygotowany. Ani
                    mentalnie, ani "technicznie". Niestety, bardzo podobna sytuacja panowała
                    w "Solidarności", gdzie wprawdzie niektórzy działacze nawoływali do
                    porozumienia z władzą, ale byli zwykle zakrzykiwani lub zgoła okrzykiwani
                    agentami i prowokatorami przez swoich kolegów. Tak "rozgrzana" baza
                    społeczna "S" nie akceptowała z reguły żadnych kompromisów i wywierała nacisk
                    na swoich przedstawicieli. Stąd też Wałęsa niejednokrotnie rezygnował z tzw.
                    gaszenia strajku, aby w razie niepowodzenia nie nadwyrężyć swojego autorytetu.
                    Trudno mi nie uznać za tendencyjną oceny, że spotkanie Jaruzelskiego, Glempa i
                    Wałęsy 4 listopada 1981 było tylko listkiem figowym dla tego pierwszego. Dla
                    wywiedzenia takiej tezy brak jakichkolwiek podstaw, zwłaszcza, że Jaruzelski
                    kilkakrotnie później wyrażał gotowość, a następnie ubolewanie, iż nie doszło do
                    kolejnych spotkań. Myślę, że to raczej prymas nie wierzył w możliwość
                    porozumienia, a Wałęsa zgoła wiedział, że nie ma na nie szans. Moim zdaniem
                    brakowało po prostu materii, w której można było zawrzeć jakikolwiek kompromis,
                    władza bowiem nie miała już dokąd ustępować, a rozgorączkowana, podniecona
                    Solidarność nie była do tego skłonna. Świadczą o tym zarówno buńczuczne
                    wypowiedzi przywódców "S" różnych szczebli z owego okresu, jak i
                    zapowiedź "ostatecznego rozwiązania" poprzez strajk generalny 17 grudnia.
                    Pisze Pan: "Czy obawiano się, że nomenklatura straci wpływ na obsadę stanowisk -
                    > zgaduję, że właśnie ludziom partii chodziło o zachowanie status quo. Także w
                    > innych dziedzinach, jak cenzura, dostęp do środków masowego przekazu."
                    Oczywiście, obawiano się i oczywiście chodziło o zachowanie kontroli. Nie
                    znaczy to jednak, że władza nie była gotowa do żadnych koncesji na rzecz "S",
                    co potwierdziło choćby późniejsze (już warunkach "powojennych") częściowe
                    rozluźnienie cenzury - jawność tzw. zapisów i zaznaczanie ingerencji z
                    podawaniem podstawy prawnej.
                    Obiektywnie rzecz biorąc nie można też zgodzić sie z tezą, że większość
                    wybuchających w 1981 r. strajków była uzasadniona. Jeśli wziąć pod uwagę istotę
                    strajku i jego kluczowy cel, to w 1981 roku nie było już kompletnie po co
                    strajkować, gdyż w gospodarce z przetrąconym kręgosłupem zaspokajanie płacowych
                    żadań mogło tylko przyspieszać inflancję i potęgowało chaos na ogołoconym
                    rynku. Oczywiste więc, że z powodu "braku chleba" strajki koncentrowały się
                    na "igrzyskach" czyli złorzeczeniu władzom i wysuwaniu coraz dalej idących
                    żadań politycznych.
                    Nie wiem kiedy i czy w ogóle "Rosjanie odeszli od pomysłu interwencji", skłonny
                    jestm raczej uważać, że możliwości takiej nie wykluczyli do końca i gotowi byli
                    do niej na wypadek niepowodzenia stanu wojennego. Osobiście jednak nie
                    motywowałbym stanu wojennego obawą o wkroczenie Rosjan, gdyż jest to dla mnie
                    argument trochę "dyżurny" i "z górnej półki". Jak już wspomniałem w poprzednim
                    liście, według mnie nie było żadnych szans na polubowne rozwiązanie konfliktu i
                    zaprowadzenie porządku w kraju - nie była gotowa do tego żadna ze stron i
                    trudno w ogóle wyobrazić sobie zasady, na jakich porozumienie takie mogłoby
                    funkcjonować. Dalsze przewlekanie istniejacego stanu groziło w końcu
                    niekontrolowanym wybuchem społecznym, którego opanowanie spowodowałoby
                    wielokrotnie więcej ofiar niż przyniósł stan wojenny.
                    Twierdząc, że od marca do grudnia 1981 władza starała się zmniejszyć poparcie
                    dla "S", nie myli się Pan zapewne, ale trudno chyba utrzymywać, że w owym
                    czasie zgoła inna postawę prezentowała Solidarność, która wspierała PZPR. Nie
                    uważam jednak, że ta ostatnia była głównym autorem spadku poparcia dla "S";
                    przyczyniło się do tego w dużej mierze zmęczenie społeczeństwa permanentnym
                    kryzysem i brak widoków na jego przezwyciężenie w warunkach nieustannej
                    konfrontacji. Ludzie zdawali sobie po prostu sprawę, że "z pustego i Salomon
                    nie naleje", jak również z tego, że "S" nie jest zdolna rządzić krajem, gdyż
                    nie jest do tego przygotowana, a ponadto nie byli całkiem ślepi i głusi na
                    uwarunkowania międzynarodowe. Jednym zdaniem; po okresie zachłyśnięcia się i
                    zafascynowania niespotykaną dotąd wolnośćią przyszło zmęczenie i refleksja, a
                    wraz z nimi spadek popracia dla "S" jako siły zapewniającej igrzyska, ale nie
                    mogącej zapewnić chleba.
                    Spadek ten w oczywisty sposób sprzyjał władzom, samej operacji zaś niewątpliwie
                    sprzyjała zima. Daleki byłbym jednak od uproszczenia, że to te dwa czynniki
                    złożyły się na wybór daty ogłoszenia stanu wojennego. Według mnie ostatecznym
                    impulsem była jednak zapowiedź starajku generalnego 17 grudnia i możliwość
                    sparaliżowania kraju w symbolicznym okresie świąteczno - noworocznym,
                    sprzyjającym zgromadzeniom w kościołach, mogącym przerodzić się w zamieszki
                    trudne do opanowania ze względu na ich religiną komponentę.
                    Generalnie zaś wydaje mi się, że snując wizje wystudiowanego, precyzyjnie
                    zaplanowanego działania władz stanowczo przecenia Pan umiejętności i możliwości
                    ówczesnej "siły kierowniczej". O ile mnie wiadomo, to zarówno władze partyjne
                    jak i administracyjne nie były dopuszczone do żadnych przygotowań stanu
                    wojennego, a ich prominentni przedstawiciele poinformowani o decyzji jego
                    wprowadzenia na dwie godziny przed północą z 12 na 13 grudnia, kiedy de facto
                    rozpoczęły się już pierwsze zatrzymania internowanych później działaczy "S".
                    Wydaje mi się też, że pewna część milicji i wojska zaskoczona była alarmem 12
                    grudnia, co świadczy o tym, że operację przygotowywano w dość wąskich grupach
                    zadaniowych.
                    • leszek.sopot "minimalne warunki porozumienia narodowego" 16.12.05, 11:02
                      W swojej odpowiedzi popełnił pan podstawowy błąd, który implikuje kolejne. "S"
                      bowiem nie zapowiedziała żadnego strajku generalnego na 17 grudnia. W uchwałach
                      radomskich z 3 grudnia jest tylko mowa o tym, że jeśli zostaną uchwalone przez
                      Sejm ustawy umożliwiające wprowadzenie stanu wojennego to "S" musi odpowiedzieć
                      strajkiem generalnym - ale tylko 24-godzinnym, a na wprowadzenie stany
                      wojennego - strajkiem powszechnym. Nie miał być to strajk, który miał obalić
                      władzę, ale który miał bronić praw związkowych. Jestem ciekawy, skąd pan wziął
                      tę datę 17 grudnia. Swoją drogą przypominam, że na skutek apelu prymasa NZS
                      zakończył strajki na uczelniach 12 grudnia.
                      „S” była zaskoczona wystąpieniami Jaruzelskiego po wyborze na pierwszego
                      sekretarza PZPR oraz szybko po sobie następującymi wydarzeniami: decyzją władz
                      o szybkim przyjęciu ustawy o stanie wyjątkowym oraz uchwaleniem przez rząd 30
                      listopada tzw. prowizorium do wprowadzenia reformy gospodarczej w 1982
                      roku. „S” sprzeciwiła się prowizorium, które pomijało kontrolną rolę Sejmu i
                      konsultacje ze Związkiem. 2 grudnia doszło do ataku policji na strajkujących
                      studentów w Wyższej Oficerskiej Szkole Pożarnictwa. Wałęsa zareagował
                      natychmiast: „Zarządzam ostre pogotowie w biurach Zarządów Regionów. Poczynić
                      przygotowania do gotowości strajkowej. Bez dyspozycji ośrodka centralnego
                      Związku nie podejmować żadnych akcji” – napisał w rozesłanym teleksie. Decyzję
                      o reakcji „S” na postępowanie władz miała podjąć Komisja Krajowa na obradach 3
                      grudnia w Radomiu. Prezydium KK wydało po obradach oświadczenie:
                      "1. wydarzenia ostatnich tygodni są świadectwem, że rząd wybrał drogę przemocy,
                      a odrzucił możliwość dialogu ze społeczeństwem;
                      2. przyjęta przez rząd, bez żadnej konsultacji społecznej, uchwała o zasadach
                      działania przedsiębiorstw w roku 1982 (tzw. prowizorium) oznacza, że rząd
                      postanowił utrzymać dotychczasowy system rządzenia gospodarką, powodując
                      jednocześnie drastyczne obniżenie stopy życiowej ludności;
                      3. zapowiadane przez władze partyjno-państwowe wprowadzenie tzw. środków
                      nadzwyczajnych oznacza próbę likwidacji praw obywatelskich i pracowniczych
                      wywalczonych w 1980 roku.
                      W tej sytuacji Prezydium KK stwierdza, że władze przekreśliły obecnie szansę
                      porozumienia narodowego. Wobec groźby uchwalenia przez Sejm środków
                      nadzwyczajnych, równających się w praktyce stanowi wyjątkowemu, Prezydium KK
                      postanowiło na posiedzeniu w Radomiu z udziałem przewodniczących zarządów
                      regionalnych rozpatrzyć sprawę strajku powszechnego jako odpowiedzi Związku na
                      wypadek wprowadzenia tych środków".

                      W opublikowanym równocześnie stanowisku zostały sformułowane „minimalne warunki
                      porozumienia narodowego”:
                      "[...] 1. Władze partyjno-państwowe wykorzystały negocjacje ze Związkiem oraz
                      ideę porozumienia narodowego dla wprowadzenia społeczeństwa w błąd. Rozmowy nad
                      kluczowymi postulatami „Solidarności” (kontrola zasobów żywności, samorząd
                      terytorialny, reforma gospodarcza, praworządność, dostęp do środków masowego
                      przekazu) okazały się bezowocne. Rząd zaskoczył Związek wnosząc do Sejmu
                      projekt tzw. prowizorium systemowego, które godzi w podstawowe interesy ludzi
                      pracy. W okresie negocjacji władze nasiliły akcje represji antyzwiązkowych,
                      czego najdobitniejszym przejawem stało się pobicie uczestników grupy plakatowej
                      w Chorzowie oraz atak MO na Wyższą Szkołę Pożarnictwa w Warszawie. Uzasadniony
                      strajk studentów jest rozmyślnie przedłużany przez władze, które torpedują
                      próby rozwiązania konfliktu radomskiego, co więcej, VI Plenum KC PZPR
                      postanowiło przeforsować w Sejmie ustawę o środkach nadzwyczajnych, utrzymując
                      treść tej ustawy, która zaważyć może na losach Polski, w tajemnicy przed
                      narodem. Rozmowy o porozumieniu narodowym wykorzystane zostały przez stronę
                      rządową jako parawan, osłaniający przygotowania do ataku na Związek. W tej
                      sytuacji dalsze pertraktacje na temat porozumienia narodowego stały się
                      bezprzedmiotowe.
                      2. Niezależnie od tego czy ustawa o nadzwyczajnych środkach działania upoważni
                      rząd do stawiania cywilnych obywateli przed sądami wojskowymi, zakazu
                      zgromadzeń i ograniczenia podróży, czy tylko do zniesienia prawa do strajku,
                      nie da się jej wprowadzić w życie inaczej niż drogą terroru. Równałoby się to
                      próbie obezwładnienia społeczeństwa przemocą. Dlatego na ewentualne uchwalenie
                      przez Sejm nadzwyczajnych uprawnień dla rządu Związek odpowie 24-godzinnym
                      ogólnopolskim strajkiem protestacyjnym.
                      W przypadku gdy rząd korzystając z przyznanych mu przez Sejm uprawnień
                      zastosuje środki nadzwyczajne, wszystkie ogniwa Związku i wszystkie załogi
                      winny przystąpić niezwłocznie do strajku powszechnego. [...]
                      4. Porozumienie narodowe nie może polegać na wprowadzaniu Związku do
                      przemalowania FJN, do czego zmierzała strona rządowa. Takie ozdobienie
                      znaczkiem „Solidarności” fasady starego systemu władzy państwowej, który
                      doprowadził kraj do upadku, nie złagodziłoby w niczym kryzysu, a pozbawiłoby
                      jedynie Związek niezależności i wiarygodności.
                      Związek nie odstąpi od spełnienia następujących żądań:
                      a) wycofania się władz ze wszystkich represji antyzwiązkowych,
                      b) przedstawienie Sejmowi projektu ustawy o związkach zawodowych w wersji
                      uzgodnionej z przedstawicielami „Solidarności”,
                      c) wycofania się władz z tzw. prowizorium systemowego oraz uzgodnienie ze
                      Związkiem i wprowadzenie w życie reformy gospodarczej opartej na samorządności
                      przedsiębiorstw,
                      d) przeprowadzenie demokratycznych wyborów do rad narodowych wszystkich
                      szczebli (w tym przedterminowo do rad wojewódzkich) oraz podporządkowania im
                      administracji terytorialnej. Nie zgodzimy się głosować na jedną listę jak w
                      latach poprzednich,
                      e) uszanowania związkowej kontroli nad gospodarką, w tym zwłaszcza nad zasobami
                      żywności, utrzymanie ich w tajemnicy przed narodem jest nie do przyjęcia,
                      f) przyznanie Społecznej Radzie Gospodarki Narodowej kompetencji
                      umożliwiających realny wpływ na decyzje rządowe i kontrolę nad polityką
                      społeczno-gospodarczą państwa,
                      g) zapewnienie tej Radzie, „Solidarności”, Kościołowi i innym ośrodkom opinii
                      publicznej dostępu do radia i telewizji.
                      Są to minimalne warunki porozumienia narodowego, które umożliwi wspólną,
                      skuteczną walkę z kryzysem. Za takim porozumieniem opowiadamy się.
                      Radom, 3.XII.1981 r. (za: „BIPS” nr 282, 4.12.1981 r.)

                      Ktoś, kto formułuje punkty dla ewentualnego porozumienia, nie może być
                      oskarżany o dążenie do obalenia władzy siłą. To władza siłą dążyła do
                      przywrócenia stanu sprzed sierpnia 1980 r.
                      • rozenkranc Re: "minimalne warunki porozumienia narodowego" 16.12.05, 20:07
                        Ja bynajmniej nie naguję pańskiej tezy, że późną jesienią 1981 r. ekipa
                        komunistyczna nie była skłonna podzielić się władzą z Solidarnością, pisałem
                        już o tym wyraźnie. Proszę jednak zwrócić uwagę na owe "minimalne warunki
                        porozumienia". Proszę przeczytać jeszcze raz jak brzmią owe punkty, jakie
                        żądania wysuwa się w nich w sposób zgoła kategoryczny:
                        - "przeprowadzenie demokratycznych wyborów (...) Nie zgodzimy się głosować na
                        jedną listę..."
                        - "uszanowanie związkowej kontroli nad gospodarką"
                        - "przyznanie Społecznej Radzie Gospodarki Narodowej kompetencji
                        umożliwiających realny wpływ na decyzje rządowe i kontrolę nad polityką
                        społeczno-gospodarczą państwa.."
                        Pisze Pan:
                        "Ktoś, kto formułuje punkty dla ewentualnego porozumienia, nie może być
                        oskarżany o dążenie do obalenia władzy siłą. To władza siłą dążyła do
                        przywrócenia stanu sprzed sierpnia 1980 r."
                        Przepraszam bardzo, ale w kontekście zacytowanych wyżej "warunków" pańska uwaga
                        jest bałamutna i demagogiczna.
                        Co bowiem w istocie oznaczałoby spełnienie owych "minimalnych warunków
                        porozumienia"? Nic innego jak de facto oddanie władzy w ręce Solidarności, w
                        dodatku władzy sprawowanej na podobnych zasadach, jakie stosowali komuniści. W
                        jakim to bowiem demokratycznym państwie związki zawodowe mają kontrolę nad
                        gospodarką, a jakaś społeczna rada - "kompetencje umożliwiające realny wpływ na
                        decyzje rządowe i kontrolę nad polityką społeczno-gospodarczą państwa.."? Tym
                        bardziej nie było to do pomyślenia w państwie komunistycznym, w dodatku
                        niesuwerennym, którego faktyczny suweren kilkakrotnie w przeszłości dawał
                        praktyczny wyraz swojej determinacji w obronie własnych interesów politycznych.
                        Nie można więc oceniać skłonności (lub jej braku) do porozumienia w oderwaniu
                        od warunków formułowanych przez strony.
                        • leszek.sopot Re: "minimalne warunki porozumienia narodowego" 17.12.05, 00:50
                          "Minimalne warunki" oczywiście wydawać się mogły maksymalnymi, ale były
                          sformułowane pod wpływem bardzo napiętej sytuacji w kraju. Moim zdaniem żaden z
                          tych punktów nie powodował, że rozmowy nie mogły być podjęte. Wręcz przeciwnie
                          był to jakiś punkt zaczepienia. Czy jakieś warunki porozumienia wysunęła
                          przeciwna strona? Nie. Zarysowano tylko mglistą propozycję sformułowania nowego
                          Frontu Jedności Narodowej. Patrząc z perspektywy 24 lat może było błędem, że
                          prymas i "S" nie chcieli przystać na szeroką koncepcję podjęcia rozmów. Już na
                          samym początku Glemp przeciwstawił się temu, aby przy pierwszych rozmowach byli
                          obecni przedstawiciele przeróżnych prorządowych organizacji, a "S" miałaby byc
                          tylko jednym z partnerów rozmów. Można także zwrócić uwagę na to, że po
                          opublikowaniu wówczas tych warunków, władze nie zrobiły na nie propagandowej
                          nagonki, ale na wypowiedzi dyskutantów z posiedzenia w Radomiu, które zostały w
                          odpowiedni sposób zmontowane. Co jednak można było usłyszeć w tych
                          wypowiedziach? Przecież nie zapowiedzi wypowiedzenia wojny domowej, ale wolę
                          walki w obronie "S". Nie chciałbym jednak, aby odebrano to, co piszę, zbyt
                          jednostronnie. Jesienią rzeczywiście wielu członków KK i ludzi w regionach
                          straciło poczucie realizmu i sądziło, że władzę można zmusić do ustępstw w
                          drodze bardziej stanowczych działań. Sądzę jednak, że ich siła była tylko w
                          słowach a w nie realnych działaniach. Gdyby naprawdę mieli siłę, to po 13
                          grudnia nie przyszłoby juncie wojskowej tak łatwo spacyfikować strajki. Poszło
                          im jednak łatwo, dlatego, że "S" od samego początku kierowała się podstawową
                          zasadą działania: NIE STOSOWANIA PRZEMOCY! To Jaruzelski i jego ekipa
                          gorączkowo poszykiwali tajnych magazynów broni i amunicji solidarnościowych
                          bojówek, to oni sami sprukrowali listy proskrypcyjne członków partii, którzy
                          mieli być ponoć zabici przez te bojówki. To sama MSW dwoiła się i troiła by
                          podgrzewać napięcie i nawet w tym celu rozdano ok. 30 tys. członkom partii
                          broń - niby do samoobrony. Czy w ten sposób sterowani członkowie partii mogli
                          bać się "S"? Mogli. Bali się jednak sami siebie, swojej własnej propagandy i
                          prowokacji.
                          Co do radykalizacji nastrojów jesienią 1981 r. Niewątpliwie ona była, ale czy
                          była większa niż w marcu, czy ówczesny 4-godzinny strajk, który był jak
                          najbardziej powszechny, a na dokładkę popierały go tysiące POP PZPR w zakładach
                          pracy, nie był czyś bardziej radykalnym od słownych pyskówek radykałów z "S"
                          jesienią 1981 r.? Przecież poza rzucanymi bardzo ostrymi słowami nie było
                          takich działań, które uzasadniłyby wprowadzenie stanu wojennego.
                          Trochę się uśmiechnąłem czytając pytanie: "W jakim to bowiem demokratycznym
                          państwie związki zawodowe mają kontrolę nad gospodarką, a jakaś społeczna rada -
                          "kompetencje umożliwiające realny wpływ na decyzje rządowe i kontrolę nad
                          polityką społeczno-gospodarczą państwa.."?
                          Odpowiadam: Polska w 1989 roku. Wypada jednak ukonkretnić. Nie chodziło o
                          kontrolę gospodarki, ale o podjęcie wspólnego wysiłku wydźwignięcia kraju z
                          kryzysu. Partia postanowiła jednak zrobić to sama. Doprowadziła kraj do jeszcze
                          większej zapaści gospodarczej. Czy niemożliwa była Społeczna Rada Gospodarki
                          Narodowej, która formułowałby idee i rozwiązania, które przecież i tak musiałby
                          być przegłosowane przez Sejm? Była możliwa, a wspólna praca nad wyciągnięciem
                          kraju z kryzysu mogła wówczas wywołać dużo większy entuzjam społeczny niż w
                          1989 r. - choć akurat w tej sferze to tego entuzjazmu było mało.
                          • jagnieszkaa Re: "minimalne warunki porozumienia narodowego" 17.12.05, 01:08
                            "Moim zdaniem", "być może", "wydaje mi się", "tak sądzę", "dziś widać" - oto
                            cenne cechy języka. Cieszę się.
                            Im dalej od nauk ścisłych, tym dalej od prawd uniwersalnych i absolutnych.
                            Również o to mi chodziło w poście założycielskim tego wątku.
    • lisekrudy Stan wojenny = zdrada glowna 12.12.05, 02:20
      jagnieszkaa napisał:

      > czy ich patriotyczną próbą ratowania
      > Polski przed sowiecką "bratnią pomocą"

      Nie rozumiem tej pokretnej argumentacji, ktora od lat upawia Jaruzelski.
      Przeciez twierdzenia, ze stan wojenny mial uchronic Polske przed sowiecka
      interwencja, ktorej celem byloby zdlawienie "Solidarnosci" tylko pograza
      Jaruzelskiego.

      W obliczu zbrojnej napasci obcego mocarstwa obowiazkiem szefa rzadu i ministra
      obrony narodowej (a takie funkcje pelnil Jaruzelski) jest mobilizacja sil
      zbrojnych tego panstwa i odparcie agresji, a nie realizacja wlasnymi rekami
      celow agresora. To drugie nazywa sie zdrada ojczyzny - i tego wlasnie dopuscil
      sie Jaruzelski wprowadzajac stan wojenny.

      Lisek
      • basia.basia ZDRADA GŁÓWNA! 12.12.05, 17:11
        lisekrudy napisał:

        >
        > W obliczu zbrojnej napasci obcego mocarstwa obowiazkiem szefa rzadu i ministra
        > obrony narodowej (a takie funkcje pelnil Jaruzelski) jest mobilizacja sil
        > zbrojnych tego panstwa i odparcie agresji, a nie realizacja wlasnymi rekami
        > celow agresora. To drugie nazywa sie zdrada ojczyzny - i tego wlasnie dopuscil
        > sie Jaruzelski wprowadzajac stan wojenny.
        >
        > Lisek

        Znakomicie to ująłeś!

        A tu dla Jagnieszki, która sądzi że nigdy się nie dowiemy...

        www.dziennik.krakow.pl/public/?Kraj/08/08.html
        "Kajdanki dla generała

        9 osób ze Stowarzyszenia Młodzi Republikanie pikietowało w wczoraj pod domem
        gen. Wojciecha Jaruzelskiego w Warszawie. Protestowali przeciwko łamaniu praw
        człowieka podczas stanu wojennego.

        Zdaniem stowarzyszenia za zbrodnie popełnione w stanie wojennym odpowiada m.in.
        gen. Jaruzelski. Uczestnicy pikiety zostawili przed wejściem na posesję
        symboliczny prezent - plastikowe kajdanki.

        Historycy wciąż nie znają wielu okoliczności wprowadzenia stanu wojennego -
        powiedział PAP historyk z IPN Grzegorz Majchrzak. Badacze czekają na
        zapowiedziane odtajnienie dokumentów Układu Warszawskiego, a także na ujawnienie
        dokumentów z archiwum Ministerstwa Obrony Narodowej.

        - Historycy nie znają wciąż kulisów przygotowań do stanu wojennego i szczegółów
        konsultacji, jakie prowadzono w tej sprawie z Rosjanami. Być może odpowiedź na
        te pytania kryją tajne - wciąż niedostępne nawet dla historyków - archiwa
        Ministerstwa Obrony Narodowej - powiedział Majchrzak.

        Jak dodał, problemem dla badaczy jest niechęć MON do ujawnienia tych dokumentów.
        - Wojsko traktuje te dokumenty jako tajne i nie chce ich udostępnić - dodał.
        Jego zdaniem wynika to z faktu, że to właśnie władze wojskowe przygotowały stan
        wojenny.

        Jak powiedział, w dostępnych do tej pory historykom dokumentach nie ma śladu
        groźby interwencji sowieckiej w grudniu 1981 r. - Z protokołów Biura
        Politycznego z początku grudnia 1981 r. wynika natomiast, że Rosjanie zapewniali
        stronę polską, że nie zamierzają interweniować - dodał.

        Dodał, że władze sowieckie były na bieżąco informowane o przygotowaniach do
        stanu wojennego, które rozpoczęto już w sierpniu 1980 r. na kilka dni przed
        podpisaniem porozumień sierpniowych. - W październiku 1980 r. były już gotowe
        listy osób przeznaczonych do internowania. Cały okres do grudnia 1981 r.
        prowadzone były przygotowania planistyczne i propagandowe do wprowadzenia stanu
        wojennego - powiedział.

        (PAP)
        • jagnieszkaa Jak kat może zdradzić swoją ofiarę? 12.12.05, 18:28
          1. Jaruzel od początku swej generalskiej kariery (współ)rządził Polską z
          komuszego nadania (rodzimego i kremlowskiego), więc jak mógł zdradzić, skoro
          nie pochodził z demokratycznego wyboru, z narodowego powołania?

          2. Pani Basiu, opinia pana Majchrzaka, nawet jeśli jest samą prawdą:

          >>>Jak powiedział, w dostępnych do tej pory historykom dokumentach nie ma śladu
          groźby interwencji sowieckiej w grudniu 1981 r. - Z protokołów Biura
          Politycznego z początku grudnia 1981 r. wynika natomiast, że Rosjanie
          zapewniali stronę polską, że nie zamierzają interweniować - dodał.<<<

          absolutnie w niczym nie jest sprzeczna z moją startową opinią (że nigdy się nie
          dowiemy).

          Natomiast z dostępem do dokumentów to jest jeden wielki skandal i co to znaczy
          że MON się nie zgadza, kto to jest, ten MON, z imienia i nazwiska? I dlaczego
          MON w wolnej, niepodległej i demokratycznej Rzeczpospolitej Polskiej nie chce
          ujawnić sekretów PRL??? Może Polska tak naprawdę wcale nie jest wolna
          niepodległa i demokratyczna tylko rządzi nią z ukrycia i w masce jakiś MON?
          Sądzę że za tego MONa odpowiada osobiście minister Sikorski, premier
          Marcinkiewicz i prezydent Kaczyński. Jak w najbliższym czasie nie odtajnią to
          znaczy że nie jesteśmy suwerenni i Pisowi nie można ufać.
          • czarls_bronson Re: Jak kat może zdradzić swoją ofiarę? 12.12.05, 18:46
            jagnieszkaa napisał:

            > Sądzę że za tego MONa odpowiada osobiście minister Sikorski, premier
            > Marcinkiewicz i prezydent Kaczyński. Jak w najbliższym czasie nie odtajnią to
            > znaczy że nie jesteśmy suwerenni i Pisowi nie można ufać.

            Śmiechu po pachy :))))))))
            absolutnie Pisowi nie mażna ufać - niewiedziałaś????
            • jagnieszkaa Czytaj, czytaj, czytaj. Nie ustawaj. Zwyciężysz! 12.12.05, 21:30
              >>>1. Jaruzel od początku swej generalskiej kariery (współ)rządził Polską z
              komuszego nadania (rodzimego i kremlowskiego), więc jak mógł zdradzić, skoro
              nie pochodził z demokratycznego wyboru, z narodowego powołania?

              2. Nigdy nie będzie wiadomo, czy stan wojenny był cynicznym sposobem
              Jaruzelskich i Kiszczaków na obronę PRL, czy ich patriotyczną próbą ratowania
              Polski przed sowiecką "bratnią pomocą" (oraz ewentualnością wojny domowej)<<<

              Jak zaczniesz rzeczowo odnosić się do przeczytanego, to pogadamy.
          • basia.basia zdrada nastąpiła dawno temu i wszystko, co robił 15.12.05, 00:18
            od tamtej pory jest tego konsekwencją. Nie udawaj, że tego nie rozmiesz.


            jagnieszkaa napisał:

            > 1. Jaruzel od początku swej generalskiej kariery (współ)rządził Polską z
            > komuszego nadania (rodzimego i kremlowskiego), więc jak mógł zdradzić, skoro
            > nie pochodził z demokratycznego wyboru, z narodowego powołania?

            W wyniku aktu zdrady Jaruzel błyskawicznie awansował (to jego nagroda) ale
            w zamian musiał zdradzać (lub zdradę kontynuować) każdego dnia:(
            >
            > 2. Pani Basiu, opinia pana Majchrzaka, nawet jeśli jest samą prawdą:

            > absolutnie w niczym nie jest sprzeczna z moją startową opinią (że nigdy się nie
            >
            > dowiemy).

            Niebawem archiwa MON będą dostępne dla historyków IPN i tam znajdą się dowody
            zaprzaństwa, bo inaczej po co by ich tak bronili?

            Jak w najbliższym czasie nie odtajnią to
            > znaczy że nie jesteśmy suwerenni i Pisowi nie można ufać.

            Tu zgoda!
        • lisekrudy Norblin z dedykacja dla Jaruzelskiego 12.12.05, 18:35
          (oczywiscie w przenosni)

          www.marchand.pl/obraz.php?id=627&l=pl
          • lisekrudy I Jacek Kaczmarski tez 12.12.05, 18:37
            www.kaczmarski.art.pl/tworczosc/wiersze_alfabetycznie/kaczmarskiego/w/wieszanie_zdrajcow.php
    • ossey Re:chcesz wiedziec dlaczego wprowadzono 12.12.05, 18:20
      stan wojenny. Nalezy ustalic kto zyskał a kto stracił. Zyskała przede wszystkim
      Rosja a straciła Polska. Jaruzelski działal w interesie obcego kraju.
      Warto sie zastanowic nad konsekwencjami "wesjcia" sowietów do Polski i
      zdławienia jej siła. Dla Rosjan konsekwencje bylyby ogromne wrecz
      nieprzewidywalne w swietle juz napitych stosunków z USA w kwestii Afganistanu.
      Jaruzelski rozwiazał ten problem.
    • jagnieszkaa Re: Stan wojenny? Nie wiadomo. I nigdy nie będzie 13.12.05, 23:40
      Proszę Szanownych Forumowiczów, ja nie jestem za rozgrzeszeniem Jaruzela.
      Wskazuję tylko, że ocena jest bardzo trudna.
      • czarls_bronson Re: Stan wojenny? Nie wiadomo. I nigdy nie będzie 14.12.05, 18:26
        jagnieszkaa napisał:

        > Wskazuję tylko, że ocena jest bardzo trudna.

        A może jeden argument że to jest "trudne", o! przepraszam nawet "bardzo trudne".
        • jagnieszkaa Ten wątek zdycha. Nikogo nie obchodzi DEBATA. 14.12.05, 23:07
          Ewentualnie to jeszcze jest do dyskusji:

          >>>Może tak, może nie, ale tego nigdy się dowiemy. Historii nie da się
          powtórzyć
          (niestety). Wypowiedź Kani jest bardzo ciekawa i bardzo istotna, ale przecież
          nie jest werdyktem Sądu Ostatecznego, ba, nawet polskiego Sądu Okręgowego. Są
          również inne, przeciwne racje i wyjaśnienia. Ciekawe, notabene, czemu na ten
          temat nie odbyła się dotychczas rzeczowa debata w "Gazecie Wyborczej" albo
          innej "Rzeczpospolitej"?<<<
          • basia.basia Oglądaliście "Zwrotnicę" 15.12.05, 00:05
            jagnieszkaa napisał:

            Ciekawe, notabene, czemu na ten
            > temat nie odbyła się dotychczas rzeczowa debata w "Gazecie Wyborczej" albo
            > innej "Rzeczpospolitej"?<<<

            Nie było odpowiedniego klimatu no i oczywiście drażnienie Adama Michnika było
            zajęciem niebezpiecznym:)

            Właśnie obejrzałam "Zwrotnicę" poświęconą Jaruzelskiemu. Koniec sensacyjny!
            Parę dni temu Jaruzelski przysłał abp Orszulikowi list, w którym znajdują
            się przeprosiny. Orszulik nie wie co z tym fantem zrobić, bo gdyby to było
            publiczne - np. na jakiejś konferencji czy w telewizji...

            Mam nadzieję, że treść poznamy.
      • 9111951u Re: Stan wojenny? Nie wiadomo. I nigdy nie będzie 15.12.05, 07:14
        co ty bredzisz jagnieszko ?
        powiem tak, po co niby mieli Rosjanie wchodzić do Polski skoro już tu byli i
        mieli w ręku wszystko to na czym im zależało ? Na jakiego grzyba mieli ponosić
        jeszcze dodatkowe wysokie koszty brania siłą tego co już mieli ,aby niczego nie
        uzyskać ?
        Powiem tak jagnieszko żadna trudna ocena, dla ciebie dwója z najprostszej
        logiki.
        • jagnieszkaa Re: Stan wojenny? Nie wiadomo. I nigdy nie będzie 15.12.05, 09:03
          Zdaje się, że rozumiesz z moich słów tyle co czarls bronson.
          • 9111951u Re: Stan wojenny? Nie wiadomo. I nigdy nie będzie 15.12.05, 11:47
            'rezydent-prezydent" niejaki TW Wolski ze "Śmierszy" też nic nie rozumie.
          • czarls_bronson Re: Stan wojenny? Nie wiadomo. I nigdy nie będzie 16.12.05, 08:15
            jagnieszkaa napisał:

            > Zdaje się, że rozumiesz z moich słów tyle co czarls bronson.

            Ależ ja doskonale rozumiem Ciebie
            zakładasz że ziemia jest płaskim dyskiem i twierdzisz że nigdy się nie dowiemy
            czy podtrzymują ją dwa smoki czy cztery węże.
            :))))))
    • ukos 13 grudnia 1981 to kolejna sowiecka pacyfikacja 16.12.05, 09:05
      Co za różnica czy sowiecki generał Jaruzelski mówił po polsku czy po rosyjsku?
      Równie dobrze mógł być Mongołem. Przecież żeby rządzić olbrzymim imperium
      sowieckim, KGB musiało dysponować różnojęzycznymi funkcjonariuszami.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka