Dodaj do ulubionych

Cos nowego...

IP: *.nanarb01.mi.comcast.net 07.11.02, 17:10
To nie jest jeszcze zapowiadana przez Instytut Pamięci
Narodowej "Biała Księga" sprawy anty Polskich wybrykow
zydowskich sasiadow. Jak zaznacza na wstępie prezes IPN Leon
Kieres, czym innym jest prawda prokuratora - która jest zbiorem
dowodów - a czym innym prawda historyka, który może posługiwać
się domniemaniem.

Jednak być może właśnie ta publikacja łatwiej pozwala
odpowiedzieć na pytanie, dlaczego za okupacji sowieckiej. doszło
do erupcji nienawiści i zbrodni na Polskich obywateli przez ich
zydowskich sasiadow,Na terenach zajetych przez sowiecka Armie.
Może w jakimś stopniu zrozumieć ówczesną sytuację pozwoli
artykuł o Polakach i Żydach za okupacji sowieckiej. Podczas niej
Sowieci deportowali z okolicy niemal całą polską elitę,
nauczycieli, duchowieństwo, urzędników i w decydującym momencie
zabrakło ludzi z autorytetem. Może łatwiej pojąć antyPolskie
nastawienie zydowskiej ludności, gdy przeczyta się fragmenty
przedwojennej prasy sowieckiej i zydowskiej, w której opisywano
nieustannie spiski Polskich Panow, a nawet przy okazji roznych
okazji przypominano o Polskich kapitalistach, którzy ograbiali
narod zydowski (co ciekawe, prawdopodobnie w czasie okupacji
Rabin łomżyński, przed wojną jawny zwolennik komunistycznego
ladu, zakazał udzielania pomocy uczestnikom zbrodni na
Polakach).

Drugi tom publikacji zawiera dokumenty dotyczące zbrodni,
zydowskiego ruchu oporu, NKWD, ale przede wszystkim zeznania
świadków procesów w sprawach mordu na Polakach na terenach
opanowanych przez sowitow. Te relacje są porażające. Ogrom
nagromadzonej tam makabry i zwykłego ludzkiego bestialstwa rodzi
pytanie, czy to, co się wówczas wydarzyło, da się w ogóle
wyjaśnić w kategoriach historycznych i naukowych.

Wokół zdrady polskich obywateli wyznania zydowskiego, T. 1
Studia, T. 2 Dokumenty. Instytut Pamięci Narodowej, Warszawa 2002


Obserwuj wątek
    • Gość: Jagna Re: Cos nowego...Fuszerka IPN IP: *.nanarb01.mi.comcast.net 07.11.02, 17:22
      Fuszerka IPN


      http://www.naszdziennik.pl/index.php?typ=my&dat=20021107&id=my11.txt



      W sobotnio-niedzielnej "Rzeczpospolitej" z 2-3 listopada 2002 roku szumnie
      zapowiedziano ukazanie się po tylekroć odkładanej "Białej księgi" IPN w sprawie
      Jedwabnego. Dotarłem do tej tak reklamowanej publikacji i przeżyłem prawdziwy
      szok.

      Wydana obecnie przez IPN dwutomowa publikacja "Wokół Jedwabnego" to nie
      żadna "Biała księga", lecz dokonany bez ładu i składu zsyp różnego typu studiów
      i dokumentacji (m.in. akt z lat 1947-49, 1953, 1967-74). Nie pokazano tam
      natomiast sprawy podstawowej, która powinna znaleźć się w takiej "białej
      księdze", a mianowicie, co konkretnie zrobił sam IPN dla wyjaśnienia sprawy
      Jedwabnego w ostatnich kilku latach. Podczas śledztwa prowadzonego przez IPN
      przesłuchano 98 świadków. Zapytajmy więc, gdzie są ich zeznania. Inna sprawa,
      że w tej dwutomowej publikacji IPN "Wokół Jedwabnego" nigdzie nie znalazłem
      twierdzenia, że jest to jakaś "Biała księga". Wydaje się więc, że tę nazwę
      samowolnie dał jej bez żadnego merytorycznego uzasadnienia
      publicysta "Rzeczpospolitej" Andrzej Kaczyński. Dodajmy, dał ją w artykule
      pełnym skrajnych, haniebnych wręcz przekłamań (piszę o tym pod koniec tego
      tekstu). Być może A. Kaczyńskiemu zależało na zmyleniu czytelników i ratowaniu
      twarzy prezesa Kieresa, tyleż już razy odkładającego tak dawno
      zapowiadaną "Białą księgę" i tak kompromitująco opóźnianą. Faktycznie - według
      informacji Polskiej Agencji Prasowej z 3 listopada 2002 r.: "Nie wiadomo, kiedy
      zostanie opublikowana właściwa 'Biała Księga' w sprawie Jedwabnego z
      dokumentami śledztwa prowadzonego przez pion śledczy IPN. Według wcześniejszych
      wypowiedzi przedstawicieli IPN, nie stanie się to jednak, zanim śledztwo nie
      zostanie zamknięte".

      Góra urodziła mysz
      Przeglądając dwa obszerne tomiszcza wyprodukowane przez IPN, trzeba stwierdzić
      z uzasadnionym rozgoryczeniem: "Góra urodziła mysz". Zbiór IPN jawi się jako
      publikacja pełna niedoróbek myślowych i sprzeczności faktograficznych, swego
      rodzaju zsyp tekstów o diametralnej wręcz różnicy poziomów. Od utrzymanych na
      autentycznie dobrym poziomie naukowych tekstów Edmunda Dmitrowa, Jana J.
      Milewskiego i Marka Wierzbickiego (tu jednak mam parę ważnych zastrzeżeń) po
      bez porównania słabsze teksty Dariusza Libionki, Andrzeja Żbikowskiego i
      Andrzeja Rzeplińskiego. Wyjątkowo słaby, wręcz skandaliczny pod względem stylu
      argumentacji i jej uzasadnień merytorycznych jest tekst A. Żbikowskiego.
      Szczególnie obciążają tom przeróżne, niczym nieuzasadnione sprzeczności wywodów
      poszczególnych autorów, różne przekłamania i przemilczenia. Pierwsze
      sprzeczności merytoryczne znajdujemy już w otwierającej książkę króciutkiej
      przedmowie prezesa IPN-u Leona Kieresa. Zapowiada on z ogromną pewnością
      siebie: "Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że przekazujemy całą wiedzę
      [podkr. J.R.N.] o tym, co i dlaczego wydarzyło się po wkroczeniu wojsk
      niemieckich w 1941 r. na polskie ziemie okupowane dotychczas przez Sowietów".
      Zaledwie kilka stron później w prawdziwym merytorycznym wstępie do książki
      pióra Pawła Machcewicza czytamy jednak, iż: "Dwutomowa publikacja przygotowana
      przez Biuro Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej (...) jest próbą
      cząstkową i wstępną (...)" (por. "Wokół Jedwabnego", pod red. P. Machcewicza i
      K. Persaka, Warszawa 2002, t. 1, s. 14). W innym miejscu wstępu P. Machcewicza
      (op. cit. t. I, s. 60) autor pisze: "Zdajemy sobie sprawę, że jest to tylko
      pierwsza próba podjęcia tej trudnej problematyki. Wiele ważnych kwestii zostało
      jedynie zasygnalizowanych, przedstawionych w formie hipotez badawczych.
      Wymagają one dalszych badań i weryfikacji". Pytanie więc, kto jest rzetelny:
      Leon Kieres, czujący się właścicielem prawdy objawionej, dosłownie całej
      wiedzy, czy autor wstępu merytorycznego Paweł Machcewicz, piszący, że wiele
      kwestii to tylko hipotezy badawcze, wymagające dalszych weryfikacji. Redaktorzy
      tomu nie zwrócili nawet uwagi na potrzebę wyeliminowania różnych szokujących
      sprzeczności autorstwa tych samych autorów, tyle że z różnych okresów ich
      życia. Oto np. historyk z Żydowskiego Instytutu Historycznego Andrzej Żbikowski
      robi co może, by wybronić dość powszechnie przez historyków traktowaną jako
      ogromnie kłamliwą relację Menachema Finkelsztejna (sławetne 62. kłamstwo w
      mojej książce "100 kłamstw J.T. Grossa o żydowskich sąsiadach i Jedwabnem",
      Warszawa 2001, s. 199-201). Żbikowski pisze ("Wokół...", op.cit. t. I, s.
      253): "W dyskusji nad książką Jana Tomasza Grossa padło wiele krytycznych uwag
      na temat obiektywizmu Menachema Finkelsztejna, głównego obok Szmula
      Wasersztejna oskarżyciela Polaków. Należy jednak podkreślić, że wszystkie
      obserwacje Menachema - poza opisem okoliczności zamordowania Dory Dorogoj -
      znajdują potwierdzenie w relacjach pozostałych członków jego rodziny".
      Żbikowski ma strasznego pecha, bo paręset stron dalej w tej samej książce IPN
      czytamy fragment jego wcześniejszego artykułu z "Biuletynu ŻIH", nr 162-163,
      gdzie tenże Żbikowski wyraźnie dezawuował relację Finkelsztejna, pisząc: "Wiele
      danych przytoczonych przez autora relacji, przede wszystkim liczba ofiar
      pogromu (1500 osób) budzi spore wątpliwości. Informacje dotyczące Jedwabnego są
      równie mało dokładne". Powyższe zdania A. Żbikowskiego cytuję za opracowanym
      przez prof. Tomasza Szarotę "Kalendarium" ("Wokół...", op.cit., t. I, s. 482).

      Nazewnictwoz paktu Ribbentrop - Mołotow
      Szczególne zdumienie i wręcz oburzenie polskich czytelników muszą budzić
      niektóre przykłady forsowanego w wydawnictwie IPN nazewnictwa. Jak określić na
      przykład zastosowanie już w tytule tekstu szkicu Marka Wierzbickiego
      nazwy "Zachodniej Białorusi" w odniesieniu do północno-wschodnich Kresów II
      Rzeczypospolitej znajdujących się wówczas pod okupacją sowiecką (nie było wtedy
      jeszcze żadnego traktatowego oderwania tych ziem od Polski i znajdowały się one
      w posiadaniu Sowietów wyłącznie na zasadzie "prawa agresora"). Używanie
      określenia "Zachodnia Białoruś" w odniesieniu do lat 1939-41 jest akceptowaniem
      nomenklatury narzucanej wówczas przez Pakt Ribbentrop - Mołotow (por. tekst M.
      Wierzbickiego "Stosunki polsko-żydowskie na Zachodniej Białorusi w latach 1939-
      1941", "Wokół...", op.cit., t. I, s. 129). Przypomnę, że ten sam M. Wierzbicki,
      zanim zaczął współpracę z IPN, w tytułach swoich książek używał poprawnego
      nazewnictwa - np. M. Wierzbicki "Polacy i Białorusini w zaborze sowieckim.
      Stosunki polsko-białoruskie na ziemiach północno-wschodnich II Rzeczypospolitej
      pod okupacją sowiecką 1939-1941", Warszawa 2000, czy M. Wierzbicki "Polacy i
      Żydzi w zaborze sowieckim. Stosunki polsko-żydowskie na ziemiach północno-
      wschodnich II RP pod okupacją sowiecką (1939-1941), Warszawa 2001. Przecież
      Polacy nie domagają się od Niemców, aby używali w odniesieniu do okresu przed
      1945 rokiem określeń "województwo lubuskie" czy "województwo kujawsko-
      pomorskie". Tym bardziej zdumiewa gorliwość redaktorów z IPN w forsowaniu
      nazewnictwa z paktu Ribbentrop - Mołotow w odniesieniu do lat 1939-41, kiedy
      Sowieci okupowali również Białostocczyznę. Zadziwia fakt, że w niektórych
      instytucjach typu IPN po dziś dzień obowiązuje w odniesieniu do czasów
      wojennych nazewnictwo z czasów stalinowskich, powstałe w chwili, gdy Polskę
      starto z mapy, nazywając ją "pokracznym bękartem układu wersalskiego". Jest to
      tym dziwniejsze, że młody redaktor tomu IPN Paweł Machcewicz nie powinien być
      już zainfekowany stylistyką rodem z "Krótkiego kursu historii WKP(b)".

      Arcywyrozumiałość wobec kłamstw J.T. Grossa
      Szczególnie ciężką, kompromitującą słabością dwutomowego zbioru IPN jest
      przemilczenie niesamowitych rozmiarów kłamstw autora "Sąsiadów" Jana Tomasza
      Grossa. Szczególnie jest to widoczne w przedmowie L. Kieresa i w obszernym,
      ponadpięćdziesięciostronicowym wstępie merytorycznym P. Mac

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka