gorby
24.01.06, 21:46
Dobrze się stało, że przewrót w dniu 13 grudnia (stan wojenny – przyp. red.)
nastąpił. Dobrze, że znalazł się ktoś, kto umiał nagłym aktem woli
przeszkodzić skutkom rewolucji, która wiodła Polskę ku katastrofie.
Tych zdań nie napisał ani Urban, ani Jonasz, ani Albin Siwak. A kto? A
Jędrzej Giertych – dziadek Romana Giertycha. Ale to nie koniec smacznych
wypowiedzi rodziny Giertychów, dla których tzw. komuna była ziemią obiecaną,
natomiast „Solidarność to ruch lewacki, antypolski i masoński”.
Jego syn Maciej – dziś eurodeputowany – poszedł w ślady taty.
I tak prawił jeszcze wiosną 1990 roku: „Podziwiam generała Jaruzelskiego, mam
nadzieję na długie jego rządy. Nie powinniśmy nigdy zapominać, że największe
zagrożenie dla nas przychodziło zawsze z Niemiec. Toteż jest w interesie
Warszawy, by pozostać w sprzężeniu z Moskwą i nie opuszczać Paktu
Warszawskiego ani RWPG, zwalczać ruch litewski niepodległościowy i odmawiać
przystąpienia do Wspólnoty Europejskiej, do tego tygla w stylu amerykańskim,
który pragnie zniszczyć Polskę swoim kapitalizmem, bezosobowym,
kosmopolitycznym i cudzoziemskim. Natomiast w naszym interesie jest WSPÓLNY
DOM GORBACZOWA. Bo w nim nikt nie zrezygnuje z własnej suwerenności i
dlatego, że ZSRR będzie dobrze włączony do Europy”.
Tak pięknie mówił Jędrzej Giertych dla włoskiego dziennika „La Stampa”. Takim
tekstem płacił za zezwolenie na wydanie „Gazety Warszawskiej”. Była to
jednodniówka endecka, a żeby było ciekawiej, ukazała się bez jakiejkolwiek
ingerencji cenzury w 1988 roku. Nie mogło być wszak inaczej, skoro już we
wstępniaku tego szmatławca czytamy: „Jestem za Układem Warszawskim”.
Jeśli przecieracie oczy ze zdumienia, to jeszcze raz powtarzamy: są to opinie
Giertychów o Polsce przełomu lat 80 i 90. Jak komu mało, to dodamy, iż swoją
gazetkę Rodzina Giertychów drukowała w Wojskowych Zakładach Graficznych na
luksusowym papierze i za państwowe pieniądze. Takich pieszczochów
(poza „Trybuną Ludu”) komuna miała niewielu. Wśród nich był Maciej Giertych,
syn Jędrzeja, tatko Romusia, który to Maciej w roku 1986 został członkiem
rady konsultacyjnej przy przewodniczącym Rady Państwa. A przewodniczącym był
wówczas Wojciech Jaruzelski. Ładnie? Jeśli jeszcze nie dość ładnie, to należy
tu dodać, że obrzydliwa komuna pozwoliła Giertychom założyć wiosną 1989 roku
pierwszą „niezależną” partię o nazwie Stronnictwo Narodowe. Na jej czele
stanął niejaki Stanisław Jastrzębski – minister w rządach Jaruzelskiego i
Messnera. Co to daje? A to, że pan Maciej Giertych dostał do łapek paszport z
wielokrotnym prawem przekraczania granicy, z którego to prawa korzystał nader
często. Dziś rzecz zwyczajna, niegdyś – marzenie milionów Polaków.
Jakie są jeszcze gratyfikacje ze spolegliwości politycznej bractwa
Giertychów? A takie, że najmłodsza latorośl, Roman, założył na przełomie lat
1987/1988 Młodzież Wszechpolską – absolutnie nielegalną wówczas partię, a
właściwie bojówkę endecką. Włos mu za to z głowy nie spadł. Może dlatego, iż
głosił miłe dla rządzących hasła typu: „Michnik na Madagaskar!”, „Kuroń do
więzienia!”, „Walczymy z liberalizmem i tolerancjonizmem”.
Tak oto w skrócie wygląda historia rodziny Prawdziwych Polaków, na których
nie ma teczek. Nie ma, bo działali otwarcie i „pod auspicjami”. Te auspicje
pozwalały na przykład Maciejowi jeździć po całej Polsce z odczytami o
bzdurności teorii Darwina.
MAREK SZENBORN
ANNA KARWOWSKA