Gość: Grom
IP: *.proxy.aol.com
13.11.02, 23:17
Z dzisiejszego "Nie":
Śmiercionośny Rydzyk
Dwóch robotników budowlanych ulepszających posiadłość tatki Rydzyka przy ul.
św. Józefa w Toruniu przeniosło się do Bozi. Trzeci w stanie ciężkim trafił
do szpitala. Dwie ofiary przypuszczalnie pracowały na czarno. Nie farciło się
jednak Rydzykowi również, kiedy opuszczał chaziajstwo.
25 WRZEŚNIA. Z dachu domu pielgrzyma, mieszczącego się na terenie rozgłośni
Radia Maryja, spadł 49-letni Andrzej J., robotnik toruńskiej firmy remontowo-
budowlanej. Roztrzaskał się na betonowej alejce. Zakonnicy utrzymywali, że na
ten dzień nie zaplanowano dla niego żadnych robót związanych z pracą na
wysokości. Miał jedynie pomalować garaż. Dlaczego mężczyzna wszedł na
oszroniony dach? Samobójstwo wykluczono. Jeśli nie powodowała nim chęć
obejrzenia panoramy Torunia, musiał dostać małpiego rozumu. Wiarygodność
tłumaczeń pozostawiamy ocenie szanownych Czytelników.
19 PAŹDZIERNIKA. Przed piętnastą przed toruńskim uniwersytetem, w centrum
miasta, czarny Mercedes, prowadzony przez księdza Rydzyka, uderzył w 83-
letniego staruszka. Mężczyzna wbiegł na ulicę, żeby uratować psa, który
wyskoczył na jezdnię. Pies, Mercedes i prałat mają się dobrze. Starszy pan ze
zmasakrowaną miednicą trafił do szpitala.
22 PAŹDZIERNIKA. Tuż po dziewiątej betonowa płyta zmasakrowała 55-letniego
Kazimierza L. Była tak ciężka, że świadkowie nie próbowali jej ruszyć. Zabrał
ją z resztek mężczyzny dopiero specjalny dźwig Straży Pożarnej. Otarł się o
śmierć zasypany ziemią 25-letni Tomasz K. Ludzie odkopywali go rękami,
delikatnie, żeby nie uszkodzić ciała. Trafił do szpitala w ciężkim stanie ze
skomplikowanym złamaniem uda. Jak podkreślają świadkowie, na miejscu tragedii
nie pojawił się Rydzyk ani nawet jakiś pomniejszy zakonnik, żeby na przykład
odmówić modlitwę za umierających.
Robotnicy mieli wymienić kanalizację deszczową i ocieplić budynek, ponieważ
na ściany wchodził grzyb. Zaczęli od wykopania rowu odsłaniającego fundamenty
i ławy budynku, aby założyć folię izolacyjną i rurę do odprowadzania wody.
Tak głęboki wykop należy zabezpieczyć przed osypywaniem się ziemi konstrukcją
z desek. Wymaga to jednak czasu i przede wszystkim desek. Ponieważ nie było
ani jednego, ani drugiego, zlekceważono przepisy i zdrowy rozsądek. Nie
podparto w żaden sposób podkopanych, cudem trzymających poziom, betonowych
płyt, którymi był wyłożony dziedziniec.
Rozpoczęto remont bezprawnie, tzn. bez żadnej dokumentacji, dziennika budowy
i projektu organizacji pracy. Brygadzista, który cudem uniknął zasypania, bo
osłonił go betonowy krąg, twierdzi, że na chwilę przed tragedią uprzedzał
kolegów, że podkopali się zbyt głęboko.
Najpewniej mężczyźni pracowali na czarno. Wprawdzie właściciel firmy
budowlanej zapewnia, że z księdzem rektorem klasztoru podpisał umowę o
dzieło, ale dokument sporządzono tylko w jednym egzemplarzu, który chwilowo
zaginął! Zdaniem fachowców z Państwowej Inspekcji Pracy, umowa o dzieło jest
niewystarczająca przy pracach tego rodzaju. Może się zatem okazać, że w
rozumieniu kodeksu pracy ofiary nie były pracownikami, a wypadek nie był
wypadkiem przy pracy. Skutkuje to tym, że rodzina zmarłego nie dostanie
złotówki odszkodowania, rannemu zaś nie należy się zasiłek chorobowy ani
zwolnienie lekarskie i sam będzie musiał zapłacić za pobyt w szpitalu.
* * *
Ubożuchnego zakonu redemptorystów nie stać na wynajęcie firmy, zatrudniającej
ludzi na normalną umowę o pracę, ale stać go na zakup od toruńskiego
samorządu 22 hektarów. Transakcję, wartą ponad 4 mln zł, sfinalizowano kilka
tygodni temu. Gleba, położona przy wylotówce na Bydgoszcz, nie zaspokoiła
Rydzykowego głodu ziemi. Tatko w dalszym ciągu zamierza łyknąć 50 ha,
położonych na JAR-ze i wybudować tu Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i
Medialnej. Tym razem nie chce płacić za hektary. Wniosek leży w magistracie
od półtora roku. Miał być głosowany na ostatniej sesji urzędującej Rady
Miejskiej, ale w obawie przed reakcją opinii publicznej Rydzyk poprosił o
przesunięcie dyskusji na po wyborach. Na JAR-ze znajdują się jedyne w Toruniu
tereny komunalne, nadające się pod budownictwo mieszkaniowe.
RYDZYK I TEMIDA
Bydgoska prokuratura ze zrozumieniem ("znikoma szkodliwość społeczna czynu")
umorzyła śledztwo w sprawie sfingowania włamania do mieszkania słuchaczki
Radia Maryja, która
przechowywała 217 tys. maryjnych dojczmarek ("NIE" nr 29/95).
Toruńska prokuratura nie dopatrzyła się przestępstwa, gdy ojciec Rydzyk
oszukał skarb państwa, sprowadzając jako darowiznę dwa kupione przez
siebie "Merce" ("NIE" nr 49/97).
Prokurator z Koszalina nawet nie próbował przesłuchać Rydzyka, mimo że ten w
1997 r. rozpowszechnił w swoim radiu namiary prokuratorki z Torunia, która
próbowała doprowadzić go na przesłuchanie w sprawie radiowych nawoływań do
obcinania włosów posłom popierającym aborcję, bo ci parlamentarzyści, zdaniem
Rydzyka, nie są lepsi od kurew, służących faszystom. W efekcie Maryjosłuchacz
groził prokuratorce, że spali jej facjatę, chałupę i rodzinę ("NIE" nr
31/98).
Autor : Bożena Dunat