Gość: Oszołom z RM
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
25.11.02, 09:53
Ostatnie wybory samorządowe wywołały wśród komunistów i libertynów w
pierwszych dniach po ogłoszeniu wyników słabo maskowaną panikę. Wygląda
jednak, że po kilku dniach wzajemnych oskarżeń i prób zbagatelizowania
wyników, internacjonaliści zaczynają przygotowywać nową wojnę z nieposłusznym
narodem.
Nie ulega wątpliwości, że wybory były dla "władców Polski" jedynie ostatnim
dzwonkiem na alarm. Już wcześniej, mimo doskonałych wyników sondaży usłużnych
OBOP-ów i innych "badaczy opinii", widać było, że spada poparcie Polaków do
integracji z Unią Europejską. Nie ma się zresztą czemu dziwić.
Propaganda proeuropejska od początku oparła się bowiem nie na konkretach, o
które było trudno, a o dwa zasadnicze wątki: jeden dla "swoich" - gdzie
mówiono o doskonałych apanażach, jakie otrzymają wszyscy, którzy poprą ideę
integracji, oraz drugi - dla publiki, której obiecano złoty deszcz z nieba
dla każdego (które to obiecanki komisarz Verheugen nazwał później z właściwym
sobie niemieckim taktem "kryminalną działalnością).
W pierwszych latach propagandy ów złoty deszcz dla każdego wyglądał
wspaniale. Nic dziwnego. Właśnie otrząsnęliśmy się ze stanu wojennego i
jawnych rządów komunistów, do Sejmu dostali się nasi ludzie, prezydent
Rzeczpospolitej na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski przekazał Insygnia władzy
prezydenckiej Drugiej Rzeczypospolitej prezydentowi Wałęsie. Ogłoszono wszem
i wobec, że teraz będzie prawdziwa Trzecia Rzeczpospolita.
Zapachniało nam Zachodem. Cóż więc dziwnego, że idea wejścia w układ Europy
Zachodniej wydała się nam darem bożym? Tym bardziej, że wspomagały nasze
nadzieje wspaniałe przemówienia polityków.
Prezydent Lech Wałęsa przy każdej okazji powtarzał, że wkraczamy do Europy
wolnych narodów, (co jest podwójnym błędem, ponieważ stracimy i naszą
narodowość i naszą wolność), Dnia 18-go maja 1994 r. na cmentarzu w Monte-
Cassino, Lech Wałęsa powiedział j raz jeszcze, że Polska jest wolna i
suwerenna. Wypowiedział te słowa kilka zaledwie dni po złożeniu polskiej
kandydatury do Unii. Minister Spraw Zagranicznych Andrzej Olechowski również
powiedział 8-go kwietnia 1994r., że "Europa (Unia) to rynek, wolność,
demokracja."
I jeszcze Olechowski: "Już niedługo zostaniemy członkiem Unii Europejskiej.
Spełni się marzenie pokoleń Polaków o – jak pisał Adam Mickiewicz –
„jedności, do której bez ustanku dążą różne szczepy europejskie, jedności ze
wszech stron przeczuwanej i przepowiadanej”. Stanie też jednak przed nami
zupełnie nowa odpowiedzialność, troska o dobro wspólne Europy. Unia bowiem
stanie się naszym, polskim projektem, tak jak dziś jest niemieckim,
francuskim czy greckim.
Wraz z hurra-optymistycznymi hasłami o unijnej "ziemi obiecanej" zaczęły
jednak coraz częściej pojawiać się głosy krytyki. Nic dziwnego, hasła mają to
do siebie, że po nich oczekuje się konkretów. A sytuacja w Polsce zaczęła się
psuć z wzrastającą szybkością. Trzeźwi obserwatorzy sytuacji politycznej
zauważyli, że wraz z hasłami o świetlanej drodze do Unii, Polska jest
bezczelnie przez tę Unię rozkradana. Od momentu podpisania umowy
stowarzyszeniowej z Unią Europejską, cały ten geszeft zaowocował nam
deficytem handlowym w wysokości około US$60 mld. Deficyt ten spowodował
również zjawisko tzw. „eksportu bezrobocia”. Polega on na tym, że w UE
powstają nowe miejsca pracy, kosztem wzrostu bezrobocia w Polsce.
więcej w poortalu ojczyzna art Panika