Gość: ***
IP: *.ipt.aol.com
26.11.02, 22:35
Wysiada z autokaru, zostaje w RFN
Ta historia zaczyna się w 1986 r. Młody redemptorysta wraz z grupą studentów
wyjeżdża na pielgrzymkę do Rzymu. W drodze powrotnej zakonnik jest bardzo
zdenerwowany. Tuż przed granicą RFN-NRD wysiada z autobusu. - Jedźcie dalej
sami - miał powiedzieć. I zniknął. Przez pół roku nikt nie wiedział, co się z
nim stało. Ponoć znalazł schronienie przy jakimś ewangelickim kościele.
Władze zakonne uznały, że o. Tadeusz Rydzyk samowolnie opuścił zgromadzenie.
Powody jego ucieczki do dziś owiane są tajemnicą. W Polsce o. Rydzyk nie był
zaangażowany w działalność opozycyjną. Nie był inwigilowany czy nękany przez
Służbę Bezpieczeństwa. Bez problemu uzyskał paszport.
Urodził się w Olkuszu. Ojciec zginął podczas wojny w Dachau. Matka, osoba
bardzo religijna, wychowywała jego i czwórkę rodzeństwa sama. Ponoć od
dziecka przygotowywała go na księdza. Po eksternistycznej maturze młody
Tadeusz wstąpił do seminarium ojców redemptorystów w Tłuchowie. Później w
warszawskiej Akademii Teologii Katolickiej obronił tytuł magistra z teologii
biblijnej. Na początku lat 70. zaczyna pracę w parafii św. Józefa w Toruniu.
Później władze zakonne kierują go do Szczecinka. Stan wojenny zastaje go w
Paryżu, jednak wraca. Ucieczka w Niemczech to jego druga dłuższa zagraniczna
eskapada.
Dopiero pół roku po opuszczeniu wracającego do kraju autokaru o. Rydzyk
zjawia się w polskiej misji katolickiej w Monachium, którą prowadzi jego
zakonny współbrat o. Jerzy Galiński. W filmie Morawskiego o. Galiński
opowiada o ich pierwszym spotkaniu: - Był roztrzęsiony. Mówił nieskładnie,
nerwowo gestykulował. Chciał wystąpić do władz niemieckich o polityczny azyl.
O. Galiński odradził mu to.
Według jego relacji Rydzyk rozważał wystąpienie z zakonu. Po pewnym czasie
postanowił jednak podjąć pracę w diecezjach Bamberg i monachijskiej. Mimo
poważnego niedoboru księży obie mu odmówiły - w tym czasie o. Galiński
otrzymał od władz polskiej prowincji redemptorystów suspendę dla Rydzyka,
która zakazywała mu pełnienia obowiązków kapłańskich. Miała to być kara za
złamanie ślubów posłuszeństwa i samowolne opuszczenie zgromadzenia. Jednak o.
Galiński postanowił dać szansę zbłąkanemu zakonnikowi i w porozumieniu z
władzami zakonu umieścił go jako kapelana w żeńskim klasztorze prowadzącym
dom dziecka w Obestaufen w Alpach Bawarskich.
Jedna z zakonnic pamięta księdza Rydzyka. Opowiada Morawskiemu o interesie,
który rozkręcił. Przyjeżdżali do niego Polacy, którym pomagał w sprowadzaniu
do kraju zagranicznych samochodów