09.03.06, 17:44
Dziś w Sejmie posłowie z LPR grzmieli znowu o Okrągłym Stole i Magdalence -
zdrada narodowa! największa zbrodnia na narodzie polskiem! (Giertych i jakiś
poseł z Białegostoku). Co dziwne, posłowie PiS milcząco im potakiwali...
Dyskutując o lustracji uprawiali propagandę, która z lustracją nie ma nic
wspólnego.
Jaki spisek, jaka zbrodnia... ech, elperowskie pajace nie znają prostej
prawdy, że koty wprawdzie spadają na cztery łapy, ale tajna umowa nie jest im
do tego potrzebna.
Nie za sprawą tajnych umów, masonów i spisków spadające na 4 łapy koty
wylądowały w III RP z tłustymi brzuszkami. Te kotki i w IV RP będą czuć się
dobrze bo wiedzą, że nie skacze się pod wiatr. Koty już dawno uwiły sobie
gniazdka i ubezpieczyły teren swojego łowiska znacząc je swoim zapachem.
Niech no tylko jakiś węszący pies wejdzie na ich teren to pozna co znaczą
kocie pazurki.
Gromkie przemowy i słowa, konstruowanie nierealnych do wykonania ustaw
lustracyjnych, nic nie zmieni, a moim zdaniem za sprawą nienawistnej
retoryki - pogorszy jedynie społeczny stan moralny. Bo to od moralności ogółu
społeczeństwa zależy jego siła.
Wskazywanie fałszywych wrogów, szukanie spisków tam, gdzie ich nie ma,
przyczynia się pogłębiania moralnego bagna a nie do "oczyszczenia moralnego".
Jeżeli przy okazji lustracji uprawia się propagandę partyjno-polityczną to w
uczciwość prowadzonej llustracji trudno będzie uwierzyć. Ale cóż, stachanowcy
z LPR chcą wyruszyć do boju, a klaskać im będzie zgdny tym razem popis (choć
PO krytykuje PiS za zbyt mało lustracyjną lustrację!). Zamiast budować
rozważnie i statecznie ład moralny, giertychopodobni chcą wszystkich mających
odmienne zdanie postawić pod murem oskarżeń o udział w antylustracyjnej
zmowie, czy też ostrzejszych - o schlebianie mordercom i antypatriotyzm...

A koty mruczą sobie przy ciepłym piecu, mając fanfaronady Giertycha za nic.
Dla kotów im więcej zamieszania, bałaganu i kłótni, tym lepiej.
Zdezorientowane myszki jatwiej będzie złapać, pobawić się nimi i schrupać.
Obserwuj wątek
    • paseo moj ostatnio je tylko kaczke w sosie whiskasa 09.03.06, 17:45
    • buffalo_bill Magdalenka i masoni 09.03.06, 17:50
      Magdalenka w 1989 r. (z wąsami):
      ma.blox.pl/resource/lechu.jpg

      Magdalenka w 2005 r. (bez wąsów):
      www.lechkaczynski.pl/files/mmedia/fotogaleria8_img569.jpg

      i masoni:
      pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Olszewski

      pl.wikipedia.org/wiki/Bronisław_Wildstein
      • kropek_oxford Doskonale :))))))) n/t 10.03.06, 05:32

    • maureen2 Re: Koty 09.03.06, 18:10
      jest to zwykła demagogia, rozmowy o niczym zastępujące działanie, nieroby.
      • sierota.po.ud Partia Demokratyczna nie zezwoli na lustrację 09.03.06, 18:21
        i dekomunizację. Musimy szukać tego co nas łączy, a nie dzieli. Nasza partia po
        zwycięstwie w najbliższych wyborach spali wszystkie teczki. Tym którzy nie
        potrafią zyć bez teczek założymy nowe.
      • leszek.sopot Re: Koty 09.03.06, 19:26
        Nie jest to zwykła demogagia, to trucizna, która zatruwa stosunki między ludźmi.
        • rzewuski1 Re: Koty sa teraz niepopularnew niemczech we fran 09.03.06, 20:56

    • kropek_oxford Zbrodnia? A wiec Lech Kaczynski jest zbrodniarzem! 10.03.06, 05:27
      >> W spotkaniach w Magdalence udział brali (w różnych zespołach i składach
      osobowych): gen. Czesław Kiszczak, Stanisław Ciosek, Artur Bodnar, Jan
      Janowski, Jan Jarliński, Mieczysław Krajewski, Harald Matuszewski, Jerzy
      Ozdowski, Romuald Sosnowski, Bolesław Strużek, Jan Szczepański, Tadeusz
      Szymanek, Stanisław Wiśniewski, Andrzej Gdula, Bogdan Królewski, Janusz
      Reykowski, Aleksander Kwaśniewski, Ireneusz Sekuła, Jerzy Uziębło, Władysław
      Baka, Jan Błuszkowski, Leszek Grzybowski.

      Lech Wałęsa, Andrzej Stelmachowski, Władysław Frasyniuk, LECH KACZYNSKI,
      Władysław Liwak, Tadeusz Mazowiecki, Jacek Merkel, Alojzy Pietrzyk, Edward
      Radziewicz, Bronisław Geremek, Mieczysław Gil, Witold Trzeciakowski, Adam
      Michnik, Zbigniew Bujak, Jacek Kuroń, Andrzej Wielowieyski, Ryszard Bugaj.<<

      Źródło: "pl.wikipedia.org/wiki/Rozmowy_w_Magdalence

      Przykro mi:)))
      • leszek.sopot Re: Zbrodnia? A wiec Lech Kaczynski jest zbrodnia 10.03.06, 11:29
        Lech i Jarek Kaczyńscy byli jednymi z tych, którzy najbardziej przekonywali, że
        rozmowy z Kiszczakiem i Okrągły Stół jest niezbędny. 31 sierpnia 1988 r., gdy
        decydowało się czy strajkujący zaakceptują porozumienie Kiszczaka z Wałęsą czy
        też wywiozą go na taczkach, to właśnie Lech Kaczyński najmocniej przekonywał
        wszystkich, że trzeba się na propozycję generała zgodzić, a później, że trzeba
        pojechać na rozmowy 15 września do Magdalenki. Przez całą jesień cały czas
        wspierali Wałęsę i pracowali na rzecz OS. Lech Kaczyński nie był tylko
        kwiatkiem do korzucha, ale był jednym z ważniejszych aktorów rozmów i umowy
        Okrągłego Stołu - on zawsze stawał w jego obronie. Razem z bratem natomiast
        krytykują, że w 1990 r. dalej trwał rząd Mazowieckiego, który ich zdaniem
        powinien był nie wprowadzać reformy ale podać się do dymisji.
        15 listopada 1988 r. Lech Kaczyński przekonywał czytelników gdańskiego
        pisma "Solidarność", że społeczeństwo chce porozumienia, że jeśli się "S" od
        niego odwróci to i ludzie odwrócą się od Związku:
        "Przed „Solidarnością” stoją dwa podstawowe pytania: co zrobić by obniżenie
        nadziei społecznych na dialog z władzą nie zmieniło się w odwrót
        od „Solidarności”. Krytykowany przez niektórych „okrągły stół dał jednak
        ludziom czas i klimat na założenie struktur. Liczyliśmy na więcej niż 400
        komitetów ale teraz możemy utracić i to. Oczywiście jest cała masa ludzi,
        którzy zapiszą się tylko do organizacji legalnej. Obecny stan liczebny „S” nie
        odpowiada w najmniejszym stopniu temu, który miałaby „Solidarność” legalna.
        [...] I pytanie podstawowe: co zrobić by wykazać rzecz oczywistą, że nie ma w
        Polsce prawdziwych zmian, które wyprowadzą kraj z kryzysu bez udziału znacznej
        części społeczeństwa? Pozorowanie przez władze upodmiotowienia społeczeństwa
        kosztuje ten kraj kolejny zmarnowany czas. Im szybciej to nastąpi tym lepiej, a
        właściwie tym mniej gorzej bo sytuacja jest tragiczna. Konflikt dla władzy
        teraz byłby korzystny. „Solidarność” popełniła wiele błędów w przeszłości, ale
        teraz go nie popełniła. Po prostu specyfika sytuacji skazuje nas na
        kilkumiesięczny okres oczekiwania. [...]"

        Dodam jeszcze taką małą ciekawostkę - wypowiedź Jarka Kaczyńskiego, w której
        dywaguje on, co by zrobił na miejscu reformatorów i gen. Kiszczaka:
        "Żartowałem wtedy, że nawet gdybym nie był pełnopomocnikiem Moskwy, a musiał
        tutaj rządzić, tobym z „Solidarnością” jakoś się rozprawił, bo razem z nią
        rządzić by się nie dało. Ponieważ ten monstrualny ruch ze względu na swój
        charakter i konstrukcję, także organizacyjną, do demokracji się nie nadawał.
        [...] Oparty był na strukturze przedsiębiorstwa, a wyrażał w istocie ambicje
        polityczne, co jest klasyczną cechą komunizmu, oraz był [...] ruchem
        wszechogarniającym, czyli źle tolerującym jakikolwiek pluralizm. Poza tym
        reprezentował sposób widzenia rzeczywistości zupełnie nie przystający do
        gospodarki wolnorynkowej".
        (Z wywiadu Jarosława Kaczyńskiego z Teresą Torańską z książki "My", Warszawa
        1994)

        Kaczyńscy uważają się, za koontynuatorów idei i etosu "S", natomiast w
        działalności politycznej oni i członkowie ich partii pozwalają, aby z "S"
        narodowcy robili szambo. Żaden z polityków PiS przemawiając w Sejmie po posłach
        z LPR nie zaprzeczył kłamstwom i pomówieniom, nie stanął w obronie dobrego
        imienia "S".
        • homosovieticus Pieprzysz jak zwykle. Nigdy w "Solidarności" 10.03.06, 12:36
          ani tej pierwszej, ani tez tej drugiej nie spiewano innych pieśni niż
          narodowych i koscielnych. Czy dawni TW zupełnie nie mieli słuchu?
          Nie byłoby "SOLIDARNOŚCI" gdyby nie fundament narodowo-katolicki.
          Nie rozumiem z jakich powodów, naród o tysiącletniej tradycji, ma nie
          kontynuowac swoich tradycji i co wiecej nawet rozmowy na ten temat unikac. Czy
          jedynym powodem jest obawa Żydowskich, komunistycznych dzieci przed polskim
          antykomunizmem, który utożsamiaja z antysemityzmem?.Rozumiem Michnika ,że nie
          ma On powodów żeby czuć dumę a czasami zawstydzenie polskiej polityki
          narodowej i polskiej tradycji kulturowej.Rozumiem ,ze nie ma On zadnych
          zobowiazan za przelana za wolnosc Kraju, krew przodków. Jego przodkowie jesli
          sa znani to nigdy pewnie daniny krwii nie złozyli za polskie sprawy.Rozumiem
          Jego wyobcowanie z Judaizmu na rzecz marksizmu i wynikającą z tego faktu
          niechec do Wiary w Boga.Rozumiem także Jego ignorancje w sprawch
          egzystencjalnych i wynikajaca z niej fascynacje kolejną ideologią
          zwaną "LIBERALNA DEMOKRACJĄ", która jako zywo, przypomina demokracje ludową, w
          której "lud pił koniak ustami swoich partyjnych przedstawicieli" a sam
          zapierdzielał w fabrykach i urzędach za psi grosz.
          • leszek.sopot pomyje 10.03.06, 13:35
            narodowcy zawsze byli wrogami "Solidarności". Możesz wylewać głupoty i chwalić
            giertychopodobnych ile wlezie i tak nie zakrzyczysz prawdy. Jeżeli ktoś myli
            nacjonalistów z ruchem "Solidarność" to znaczy, że jest kumplem ubeko-komucho-
            nacjonalistów.
            • homosovieticus Re: pomyje i zupa pomidorowa 10.03.06, 13:56
              leszek.sopot napisał:

              > narodowcy zawsze byli wrogami "Solidarności". Możesz wylewać głupoty i
              chwalić
              > giertychopodobnych ile wlezie i tak nie zakrzyczysz prawdy. Jeżeli ktoś myli
              > nacjonalistów z ruchem "Solidarność" to znaczy, że jest kumplem ubeko-komucho-
              > nacjonalistów.
              Zaczynasz mylic wątki forumowe z instrukcjami. Otrzeźwiej, siegnij po kawę lub
              zacznij bić ..osła.
              • leszek.sopot maniak 10.03.06, 14:08
                idzie homoś po plaży i widzi zdechłą rybkę. Skrobie se paluchem po łysinie i
                myśli może zrobie sobie zupkę... Robi sobie zupkę i nuci Ave Maryja, bo takiż z
                niego religijny narodowiec. Siedzi nad talerzem wydłubując z ryby trupka ości
                co by mu w gardle nie utkwiły i mysli sobie, co to za wstrętny Michnik je tu
                powciskał na zgubę prawdziwego patrioty. Nagle ktoś z sąsiedztwa puszcza głośno
                areligijny hymn "Solidarności", którego korzenie sięgają do hiszpańskich
                anarchistów. Słyszy homoś "Mury" Kaczmarskiego, krztusi się i umiera. Ave Maria!
                • homosovieticus nikt by lepiej nie potrafił. Może tylko gorby lub 10.03.06, 14:23
                  burak.

                  leszek.sopot napisał:

                  > idzie homoś po plaży i widzi zdechłą rybkę. Skrobie se paluchem po łysinie i
                  > myśli może zrobie sobie zupkę... Robi sobie zupkę i nuci Ave Maryja, bo takiż
                  z
                  >
                  > niego religijny narodowiec. Siedzi nad talerzem wydłubując z ryby trupka ości
                  > co by mu w gardle nie utkwiły i mysli sobie, co to za wstrętny Michnik je tu
                  > powciskał na zgubę prawdziwego patrioty. Nagle ktoś z sąsiedztwa puszcza
                  głośno
                  >
                  > areligijny hymn "Solidarności", którego korzenie sięgają do hiszpańskich
                  > anarchistów. Słyszy homoś "Mury" Kaczmarskiego, krztusi się i umiera. Ave
                  Maria
                  > !
                  toż to prawdziwy brylant, ten post.W kilku zdaniach, cały leszek sopot, ze
                  swoim wielce skomlikowanym życiorysem i nie mniej skomplikowaną, unijna
                  umysłowością.
              • kotek.filemon Re: pomyje i zupa pomidorowa 10.03.06, 14:28
                > > narodowcy zawsze byli wrogami "Solidarności". Możesz wylewać głupoty i
                > chwalić
                > > giertychopodobnych ile wlezie i tak nie zakrzyczysz prawdy. Jeżeli ktoś m
                > yli
                > > nacjonalistów z ruchem "Solidarność" to znaczy, że jest kumplem ubeko-kom
                > ucho-
                > > nacjonalistów.
                > Zaczynasz mylic wątki forumowe z instrukcjami. Otrzeźwiej, siegnij po kawę lub
                >
                > zacznij bić ..osła.

                Niestety, ma rację. Pogrobowcy endecji nie mieli nic wspólnego z opozycją.
                Przykro mi, że rozwiewam mity...
                • homosovieticus Re: pomyje i zupa pomidorowa 10.03.06, 14:42
                  Niczego nie rozwiewasz tylko własnie utwierdzasz mity jakoby opozycje w Polsce,
                  w stosunku do komuny, stanowiła wyłacznie lewica o korzeniach komunistycznych.
                  Kuroń i Modzelewski byli członkami PZPR-u a większosc "komandosów" to były
                  dzieciaki z żydowsko- komunistycznych rodzin.Zajrzyj do "Wiary i Winy" Kuronia,
                  jesli lubisz tylko zbeletryzowana najnowszą historię ruchu oporu lub do
                  publikacji IPN jesli interesujesz się jego -ruchu- historią.
                  Mam kota i wiem,że to uparty czworonóg ale na swój sposob miły i w niczym nie
                  przypominajacy świniowatych i sklerotycznych leszków bez mieszka.Zreszta ten
                  gatunej zaczyna gwałtownie obumierac. Moze nada sie na nawóz lub na dodatek do
                  biopaliwa?
    • kotek.filemon Re: Koty 10.03.06, 14:26
      > Dziś w Sejmie posłowie z LPR grzmieli znowu o Okrągłym Stole i Magdalence -

      Konio się wścieka, bo jego Papy nikt do Magdalenki nie zaprosił. Niestety, nie
      liczyła się z nim wtedy ani jedna ani druga strona. Pech...
      • leszek.sopot Re: Koty 10.03.06, 14:43
        kotek.filemon napisał:

        > > Dziś w Sejmie posłowie z LPR grzmieli znowu o Okrągłym Stole i Magdalence
        > -
        >
        > Konio się wścieka, bo jego Papy nikt do Magdalenki nie zaprosił. Niestety, nie
        > liczyła się z nim wtedy ani jedna ani druga strona. Pech...
        >


        Tylko jeden narodowiec-patriota był obecny przy OS. Zaprosił go jednak tam...
        sam gen. Kiszczak. Chodzi oczywiście o mec. Siłę-Nowickiego, z którym Kiszczak
        był od wielu lat w dobrej komitywie.
      • michal00 Re: Koty 10.03.06, 14:50
        Swoja droga niezaproszenie czesci opozycji to byla inteligentna zagrywka ze
        strony Kiszczaka, bo prowokowala wzajemne pretensje i pobudzala personalna
        niechec. Gdyby Maciej zostal zaproszony, to Kon nie mowilby teraz o "zmowie
        okraglostolowej" denerwujac Leszka i nie tylko.
        • leszek.sopot a czy wiesz, że... 10.03.06, 14:52
          Kiszczak z Moczulskim po czerwcowych wyborach 1989 r. konstruowali Okrągły Stół
          nr 2?
          • michal00 Re: a czy wiesz, że... 10.03.06, 14:53
            Pierwsze slysze? skad ta informacja?
            • leszek.sopot No to dłuższa wypowiedź 10.03.06, 14:58
              Zaraz po zakończeniu rozmów gen. Kiszczak podjął nową inicjatywę zorganizowania
              Okrągłego Stołu nr 2. Jego intencją było, jak sam wspomina, „pojednanie i
              porozumienie narodowe oraz rząd wielkiej koalicji”. W pierwszym rzędzie zwrócił
              się z propozycją zorganizowania drugiego stołu do Leszka Moczulskiego. Wspomina:
              "W związku z tym, że w początku lat osiemdziesiątych poznałem osobiście Leszka
              Moczulskiego, szefa KPN, i jego małżonkę, sympatyczną panią Marię, oraz ich
              córkę i zięcia, znanego później młodego polityka Krzysztofa Króla,
              doprowadziłem w 1989 roku do kolejnego spotkania i wyczerpującej rozmowy z tym
              politykiem. Podjęcie rozmów ze znanym i wpływowym wówczas politykiem, jakim był
              bez wątpienia Leszek Moczulski, mieściło się w ramach mojej koncepcji
              porozumienia i pojednania narodowego oraz rządu wielkiej koalicji. Uważałem, że
              jak się powiedziało A, to trzeba dojechać do Z. Poza Okrągłym Stołem znalazło
              się zbyt wiele opozycyjnych partii, ugrupowań i grup, zbyt wielu wpływowych
              polityków, jak choćby: Gwiazdowie, Słowik, Kropiwnicki, Morawiecki, Jurczyk,
              Milczanowski i wielu innych charyzmatycznych przywódców solidarnościowej
              rewolucji. Korciło mnie także nazwisko Anny Walentynowicz, legendarnej
              suwnicowej ze Stoczni im. Lenina, w obronie której to wszystko się zaczęło. Nie
              chciałem jednak, ażeby pomawiano mnie o złą wolę i próbę skłócania.
              Z Leszkiem Moczulskim mimo wielu różnic bez trudu znaleźliśmy wspólny język.
              Uznaliśmy, że jest potrzebny Okrągły Stół nr 2, obejmujący wszystkie pozostałe
              opozycyjne ugrupowania, które z opisanych przeze mnie powodów nie znalazły się
              za Stołem nr 1. Zdawałem sobie w pełni sprawę, że wprowadzenie na oficjalną
              scenę polityczną tych najbardziej skrajnych i radykalnych ugrupowań i tak
              zdecydowanie nieprzychylnych komunizmowi polityków nie ułatwi ani mnie, ani
              mojemu lewicowemu ugrupowaniu życia. Zdawałem sobie sprawę, że będzie miało
              miejsce na oficjalnych forach przelicytowywanie się, kto komunie i jej
              przedstawicielom więcej dołoży. Leszek Moczulski wziął na siebie przekonanie
              szefów partii i grup opozycyjnych o konieczności uczestnictwa w rozmowach
              Okrągłego Stołu nr 2. Ja wziąłem na siebie przekonanie swojej bazy oraz
              wszystkie sprawy organizacyjne związane z obradami. Sięgnąłem do ludzi z MSW,
              którzy pomogli mi skutecznie w organizacji Stołu nr 1. Wśród nich byli między
              innymi: pułkownik dyplomowany Ryszard Iwańciow, pułkownik Czesław Żmuda i major
              Krzysztof Dubiński. Zgodnie z moimi szczegółowymi wytycznymi opracowano tekst
              programowego wystąpienia, które miałem wygłosić na plenarnym posiedzeniu
              Okrągłego Stołu nr 2. W ciągu kilku dni, mimo nawału obowiązków wynikających z
              misji tworzenia rządu, została opracowana i prawie doszlifowana jego ostateczna
              wersja. Koncepcja Okrągłego Stołu nr 2 upadła wraz z moją rezygnacją z misji
              tworzenia rządu i zamiarem przejścia w stan głębokiego spoczynku".
              (Czesław Kiszczak: Od grudnia do Magdalenki, [w:] Rok 1989. Nowa Polska,
              odmieniona Europa, redakcja Andrzej Kojder, Instytut Lecha Wałęsy 1999, s. 64–
              65)

              Nie mogłem nigdzie znaleźć więcej informacji o tej inicjatywie gen. Kiszczaka,
              a interesujące wydaje się jak podeszły do niej innego opozycyjne grupy. Trudno
              także ocenić na ile Okrągły nr 2 miał być przeciwwagą dla Komitetu
              Obywatelskiego i „Solidarności”.
              W mojej ocenie Kiszczak wcale nie dążył do pogodzenia się z opozycją, która nie
              wzięła udziału przy Okrągłym Stole, ani też nie zależało mu na pogodzeniu
              zwaśnionej opozycji. Jego zamiarem było tylko rozgrywanie opozycyjnych grup i
              ich konfliktowanie ze sobą oraz wpływanie na tzw. radykalną opozycję w celu
              podejmowania przez nią zaplanowanych przez władzę działań. Kiszczak liczył
              pewnie, że osłabione i rozdrobnione opozycyjne ugrupowania znajdujące się poza
              Komitetem Obywatelskim i „Solidarnością” będą bardziej „sterowalne” od rosnącej
              z dnia na dzień w coraz potężniejszą siłę „drużynę Wałęsy”. Pewnie w tym celu
              już wcześniej, mimo protestów Wałęsy, włączył do obrad Okrągłego Stołu jako
              niezależnego eksperta mec. Siłę-Nowickiego, a protestował przeciwko udziałowi w
              obradach Kuronia i Michnika. Po prostu partia ze swym partnerem negocjacyjnym
              nie chciała prowadzić otwartej wojny własnymi rękoma (w ukryciu pomagała jej w
              tym SB) ale wojnę z „Solidarnością” miały prowadzić różne narodowo-
              nacjonalistyczne grupy oraz dawni liderzy „Solidarności”, którzy do odrodzonego
              Związku się nie przyłączyli. Natomiast partia miała się kreować na tego, kto
              jest spolegliwy i dąży do porozumienia.
              • michal00 Re: No to dłuższa wypowiedź 10.03.06, 15:09
                Dzieki, to ciekawa informacja, nie wiedzialem o tym. Zgadzam sie, ze Kiszczak
                nie chcial zadnego porozumienia, ale chcial rozgrywac opozycje i napuszczac
                rozne grupy na siebie. Byc moze powstanie koalicji OKP-ZSL-SD i powstanie rzadu
                zmusilo go do porzucenia tych planow.
                • leszek.sopot Re: No to dłuższa wypowiedź 10.03.06, 15:16
                  michal00 napisał:

                  > Dzieki, to ciekawa informacja, nie wiedzialem o tym. Zgadzam sie, ze Kiszczak
                  > nie chcial zadnego porozumienia, ale chcial rozgrywac opozycje i napuszczac
                  > rozne grupy na siebie. Byc moze powstanie koalicji OKP-ZSL-SD i powstanie
                  rzadu zmusilo go do porzucenia tych planow.

                  Dokładne tak. W dalszej części ksiązki pisze o tym, że porzucił plan
                  zorganizowania Stołu nr 2 po tym, jak zrezygnował z misji tworzenia rządu.
                  Jednak wątpię, aby już jako minister MSW nie robił wszystkiego by wzmocnić tych
                  wszystkich niezadowolonych i osłabić koalicyjny rząd Mazowieckiego. Jestem
                  przekonany, że to robił z dwóch powodów: osobistej zawiści bo nie został ani
                  premierem ani prezydentem oraz z powodów politycznych - osłabienie strony
                  solidarnościowej przez wzmaganie konfliktów i nieporozumień było na rękę
                  postkomunistom.
          • sierota.po.ud Michnik kazał Moczulskimu odp.. się od generała 10.03.06, 15:02
            leszek.sopot napisał:

            > Kiszczak z Moczulskim po czerwcowych wyborach 1989 r. konstruowali Okrągły
            Stół
            >
            > nr 2?
            • kropek_oxford Powinien jeszcze dodac: "Ty, esbecki szpiclu". Nie 10.03.06, 16:41
              wiedziales?
    • homosovieticus Re: Koty 10.03.06, 19:37
      Magdalenka


      www.videofact.com/polska/aanowi/robocze%20today/magdalenka.html

      Od lewej: Tadeusz Mazowiecki, Lech Walesa, pijacy zdrowie generalow Adam
      Michnik, Janusz Reykowski i uszczesliwiony Aleksander Kwasniewski

      Wybor willi w podwarszawskiej Magdalence, gdzie toczyly sie wlasciwe rozmowy,
      nie byl oczywiscie przypadkowy. Obiekt ten stanowil wlasnosc Departamentu I MSW
      (wywiadu), a roznil sie od innych m.in. tym, ze w wiekszosci pomieszczen
      zainstalowano podsluchy i podglady umozliwiajace tajne, audiowizualne
      utrwalenie przebiegu wszystkich rozmow i spotkan.

      O Magdalence powiedzieli reprezentanci strony solidarnosciowej (wszyscy pozniej
      uczestnicy okraglego stolu):

      Alojzy Pietrzyk: - Wokol Walesy, ktory przewodniczyl naszej stronie wciaz
      krecily sie takie osoby, jak Bronek Geremek, Tadeusz Mazowiecki, Adas Michnik.
      (...) W Magdalence wyczulem gre, by co bardziej radykalnych dzialaczy „S”,
      mniej ugodowych - zlagodzic. Juz dobor uczestnikow spotkan o tym swiadczyl.
      (...) Na kolejna Magdalenke pojechano w skladzie okrojonym, mnie pominieto.
      Stawalem sie niewygodny, zwlaszcza ze przy podstoliku gorniczym wynieslismy
      sprawe naprawienia krzywd ofiarom stanu wojennego. Czesc naszych doradcow nie
      dopuszczala, by przy glownym stole byly poruszane jakiekolwiek windykacje ze
      strony solidarnosciowej. (...) Pomalu wychodzily na jaw wczesniejsze
      uzgodnienia. Wyczuwalo sie, ze przedtem odbywaly sie rozne spotkania. Wynikalo
      z nich, ze nad PRL-em zaczyna zawisac jakas ochronna tarcza. A niewtajemniczeni
      mieli zludzenie, ze cos zalezy od naszego przygotowania i sily przekonywania.
      Pierwsze spotkanie w Magdalence zakonczylo sie niesamowitym obiadem. Niektorzy
      ze strony OPZZ, ze strony rzadu i naszej juz w tym czasie bardzo szybko
      potrafili znalezc wspolny jezyk. Potrafili i napic sie razem. Komitywa miedzy
      niektorymi byla tak wielka, ze przy odjezdzie gdy wszedlem do minibusu, ktorym
      nas transportowano, towarzystwo bylo juz wymieszane. Miedzy naszymi siedzieli
      OPZZ-owcy i rzadowi.
      (...) odbylo sie posiedzenie KKW zwolane przez Walese. Zwiazane bylo wylacznie
      z wyborami do parlamentu i wyborem prezydenta. KKW liczyla 20 osob, ponadto
      uczestniczyli w niej zwykle doradcy (Geremek, Mazowiecki, Stelmachowski, Kuron,
      Michnik) z prawem zabierania glosu, ale bez prawa glosowania. Z reguly
      posiedzenia prowadzil Janusz Palubicki.
      Bylem zwolennikiem wolnych wyborow i przegralem. Prof. Geremek jako
      przewodniczacy zespolu reform politycznych Okraglego Stolu, przekonal KKW, ze
      powinnismy przyjac propozycje wyborow okrojonych - dla nich 65 proc., dla nas
      35. A potem nastapila najbardziej haniebna chwila. Na stanowisko prezydenta
      zaproponowano dwie kandydatury: Kiszczaka i Jaruzelskiego. Jak mozna bylo na
      posiedzeniu KKW „S” w ogole brac pod uwage Kiszczaka i Jaruzelskiego na
      najwzyzszy urzad w panstwie? Ocenilem to jako niesamowity upadek, wrecz
      profanacje „S”. A tu bez zadnych protestow, niemal natychmiast doszlo do
      glosowania: Kiszczak, albo Jaruzelski. Padlo stwierdzenie, ze jak prezydentem
      ma byc taki typ jak Kiszczak, to lepiej postawic na Jaruzelskiego. Po tym
      stwierdzeniu Palubicki poddal wniosek o poparcie Jaruzelskiego pod glosowanie.
      Tylko ja bylem przeciw, dwoje wstrzymalo sie. Reszta byla za. Z wiekszoscia
      najwyrazniej wczesniej odbyly sie rozmowy, wszystko bylo bardzo umiejetnie
      przygotowane. (...) Wynik posiedzenia KKW sprawil, ze obrady Okraglego Stolu
      ruszyly z kopyta i szly bardzo pieknie.
      Potem odbylo sie jeszcze pare posiedzen w Magdalence. Wciaz rosla komitywa
      warszawiakow z obu stron barykady. Mieli juz stale, wrecz towarzyskie - przy
      wodce - kontakty.
      Jesli Kiszczak powoluje sie na rozstrzygniecia Okraglego Stolu, zwalniajace go
      z poniesienia odpowiedzialnosci, to moze chodzic jedynie o ustalenia podjete w
      waskiej grupie osob. Bardzo dobrze bylo widac, ze niektorzy uczestnicy rozmow
      afiszowali sie z generalami, wrecz brudzia wypijali, jak na przyklad Adam
      Michnik. To te osoby daly generalom pewne gwarancje, ale nie publiczne, tylko w
      rozmowach kuluarowych.

      Jaroslaw Kaczynski:- W ramach tej umowy logicznie miescilo sie i to, ze
      partnera z ktorym sie rozmawia nie wsadza sie do wiezienia. Ten sposob myslenia
      potwierdzaja pozniejsze wypowiedzi Jacka Kuronia. Kuron domagajac sie
      przestrzegania umow Okraglego Stolu powolywal sie na swoj honor. Kiszczak mogl
      byc przekonany, ze porozumienie przy Okraglym Stole gwarantuje mu nietykalnosc.
      (...) Przy Okraglym Stole powstal uklad, ktory mial uniemozliwic ukaranie
      komunistow za ich dzialalnosc w latach osiemdziesiatych, a byc moze i za
      wczesniejsza dzialalnosc.
      Jest jeszcze cos, co zapewnia komunistom bezkarnosc - szantaz. (...) Komunisci
      maja dostep do znacznie wiekszej ilosci materialow kompromitujacych, niz mial
      Macierewicz.

      Adam Strzembosz: - Znam wypowiedz Jacka Kuronia: ludzi z ktorymi sie rozmawia,
      nie wsadza sie do wiezien Ja w jednym z wywiadow protestowalem przeciwko
      mozliwosci niestosowania istniejacego prawa. Powiedzialem, ze umowy nie moga
      byc wiazace dla organow scigania. Natomiast Adam Michnik powiedzial, ze dla
      niego bylyby wiazace.

      Lech Kaczynski: - W latach dziewiecdziesiatych parokrotnie mowiono mi, ze
      niektorzy liderzy solidarnosciowi zasiadajacy przy Okraglym Stole maja pewne
      poczucie lojalnosci wobec osob z ktorymi rozmawiali. Zawsze mnie denerwowalo,
      ze bardziej czuli sie zobowiazani wobec komunistycznego partnera, niz wobec
      swoich „towarzyszy broni” z lat osiemdziesiatych. Zobacz zdjecie.

      Leszek Piotrowski: - Umowa gwarantujaca Kiszczakowi, Jaruzelskiemu i innym
      niekaralnosc w zamian za oddanie czesci wladzy byla mozliwa. Jesli miala
      miejsce to podczas tajnych konwektykli w Magdalence.(...) Te „randki”
      utrzymywane byly w tajemnicy. Teraz wielu politykow zaprzecza, jakoby zawierano
      jakiekolwiek tajne umowy w Magdalence - np. posel Bronislaw Geremek, ale z
      wypowiedzi i zachowan Jaruzelskiego i Kiszczaka mozna wyciagnac wnioski wrecz
      odwrotne.



      15 LAT POZNIEJ

      Ksiadz abp Tadeusz Goclowski metropolita gdanski: - "Nalezy tylko Panu Bogu
      podziekowac, ze komunizm odchodzil w sposob bezkrwawy z zycia nie tylko narodu
      polskiego, ale takze ze srodkowowschodniej Europy. (...) Magdalenka spelnila
      swoja role i Okragly Stol tez spelnil swoja role".

      • leszek.sopot Jak doszło do Magdalenki 10.03.06, 21:22
        Generał Kiszczak nie mógł bezpośrednio nawiązać rozmów z Wałęsą, tym bardziej
        nie mógł do bezpośrednich rozmów doprowadzić sam Wałęsa. Mogli się oni spotkać
        na „neutralnym gruncie” – doprowadził do tego arcybiskup Bronisław Dąbrowski. Z
        tego narodziły się wrześniowe rozmowy w Magdalence. Biskup Bronisław Dembowski
        wspominał:
        "Pierwszego września 1988 roku, gdy składałem życzenia imieninowe arcybiskupowi
        Bronisławowi Dąbrowskiemu, ten wzajemnie składając mi życzenia powiedział, że
        jestem przewidywany do uczestnictwa w rozmowach w Magdalence. Potwierdził to 12
        września 1988 roku Ksiądz Prymas, gdy poprosił mnie, abym był uczestnikiem tych
        rozmów wraz z księdzem Orszulikiem. Mieliśmy być obserwatorami i świadkami. Gdy
        wyraziłem swoją zgodę, Ksiądz Prymas powiedział: Nie pytasz o instrukcję.
        Speszyłem się i odpowiedziałem, że oczywiście pytam. Usłyszałem w odpowiedzi z
        niezmierną powagą wypowiedziane zdanie: Instrukcja jest tylko jedna: rób, co
        możesz, aby pierwsza rozmowa nie była ostatnią. [...]
        Jaka była nasza, oficjalnych przedstawicieli Kościoła, rola w tych rozmowach?
        Okazuje się, że społeczeństwu polskiemu potrzebne było uwiarygodnienie obu
        stron. Lech Wałęsa rozmawiający bez świadków z generałem Kiszczakiem
        byłby „spalony” w oczach społeczeństwa. Rozmawiający bez świadków generał
        Kiszczak też byłby „spalony” w środowisku PZPR. Tak więc obecność księży była
        potrzebna – społeczeństwu polskiemu. Rolą naszą było uwiarygodnienie obu stron.
        Powiedziałem Księdzu Prymasowi po pierwszym spotkaniu w Magdalence, że jest to
        bardzo niebezpieczne. Z ogromną powagą odpowiedział mi: Tak, to bardzo
        niebezpieczne, ale musimy podjąć to ryzyko – dla dobra Polski".
        • kropek_oxford Jak? Wylacznie dzieki Braciom Kaczynskim:))) 10.03.06, 21:25

          • leszek.sopot Dzięki negocjacjom Kościoła 10.03.06, 21:42
            Do doprowadzenia do rozpoczęcia obrad Okrągłego Stołu wiele wysiłku włożył
            Episkopat Polski. Nieustannie ks. Orszulik i inni duchowni spotykali się z
            przedstawicielami władzy, których przekonywali do konieczności zmiany polityki.
            Przekazywali treść tych rozmów do Watykanu, prymasa i do „Solidarności”. Do
            rozmów doszło: 9, 11, 16, 18, 19, 28, 30 (rozmowa telefoniczna) listopada oraz
            2, 3 (tego dnia także rozmowa telefoniczna), 6, 9, 14, 17 i 30 grudnia 1988 r.,
            4, 6, 11, 14, 20, 24, 27 stycznia 1989 r. Znamienne zdarzenie zapisał w swoich
            notatkach ks. Orszulik ze spotkania 18 listopada. Tego dnia Ciosek zgłosił do
            niego pretensje, że „Tygodnik Mazowsze” przedrukował cytaty z rozmowy prof.
            Stelmachowskiego z Czyrkiem i rozmowy z Cioskiem. Ksiądz odpowiedział, że „jest
            to nieuniknione, ponieważ nie rozmawiamy tylko po to, żeby rozmawiać, ale żeby
            osiągnąć określony cel i dlatego musimy informować także zainteresowanych o
            treści odbytych spotkań”.
            Jedno z decydujących spotkań odbyło się 4 stycznia 1989 r. w Klarysewie, na
            którym ks. Orszulik przypomniał, że w maju 1988 r. apelował o pilne budowanie
            infrastruktury społecznej, „które mogłyby wyłonić niezależnych kandydatów na
            posłów”. Uważał, że oferta składana „Solidarności” jest zbyt mało atrakcyjna, a
            wobec tego strona rządowa powinna się zastanowić, czy nie lepiej byłoby
            gdyby partia zorganizowała te wybory według własnej koncepcji, przy założeniu,
            że „Solidarność” nie będzie ich bojkotować? Można się w tej sprawie porozumieć.
            Natomiast za cztery lata, gdy powstaną środowiska mogące wyłonić swoje
            reprezentacje, można będzie przeprowadzić wybory wspólne. [...] czy za cztery
            lata widzi Pan wybory wolne w 100%, czy 90%? Czy jest do pomyślenia, że PZPR
            przeszłaby do opozycji?" - pytał Cioska i Rakowskiego.
            Następnie pytał ich o zasadnicze sprawy ustrojowe: konstytucję, przynależność
            do obozu socjalistycznego, przewodnią rolę partii, społeczną własność środków
            produkcji, aż w końcu zapytał o Jałtę, która „przesądziła o przynależności
            Polski do obozu socjalistycznego”. Przypominając zarazem, że Jałta gwarantowała
            wolne wybory. Zwrócił uwagę, że Okrągły Stół wpisał się już w świadomość
            społeczną i polityków Zachodu, że opowiedzieli się za nim polscy biskupi i Jan
            Pawł II:
            "Ideę Okrągłego Stołu poparli biskupi, a nawet, w pewnym sensie, Papież,
            cytując fragment komunikatu z Konferencji Plenarnej Episkopatu z 5 i 6 X 1988
            r. Czy Okrągły Stół jest nadal uznawany za drogę, na której można osiągnąć
            spotkanie wszystkich sił i porozumienie państwa z „Solidarnością”? W jakiej
            mierze wasza nowa koncepcja państwa zbliża się do koncepcji państwa wysuwanej
            przez stronę społeczną, koncepcji, która jest zbieżna z wizją Papieża ukazaną w
            jego przemówieniach w czasie wszystkich trzech pielgrzymek do Polski, a
            zwłaszcza w czasie ostatniej?"
            Na słowa ks. Orszulika żywo zareagował Czyrek, który najwyraźniej przestraszył
            się słów duchownego i przedstawił poglądy władzy, że legalizacja „Solidarności”
            ma być rozłożona w czasie i ma powstać wspólna platforma wyborcza z opozycją.
            Najwyraźniej zdenerwowany mówił: „To, co ks. Orszulik przedstawił, oznacza w
            istocie: róbcie sami wybory, dajcie „Solidarności” prawo do działania, będziemy
            się wzmacniać tworząc stowarzyszenia i kluby polityczne, a później zepchniemy
            was do lamusa, przejdziecie do opozycji. [...] Jeśli tak rozumuje opozycja, to
            niczego ona nie rozumie. [...] Razem musimy wyciągnąć kraj z biedy”.
            Powołał się następnie na wstępne ustalenia z prof. Stelmachowskim, że
            wypracowana zostanie wspólna platforma wyborcza i program wyborczy. Ks.
            Orszulik sprostował, że nic nie wiadomo o takich ustaleniach Stelmachowskiego.
            Kardynał Macharski przypomniał przesłanie wigilijne Ojca Świętego z 24 grudnia
            1988 r., który mówił, że Polska nie może być własnością żadnej uprzywilejowanej
            grupy:
            "w sprawach społecznych stosujemy wykładnię myśli Kościoła. Nie bez powodu
            powołałem się tu na przemówienie wigilijne Ojca św. do rodaków. Papież
            stwierdza, że Polska nie może być własnością żadnej uprzywilejowanej grupy,
            musi uszanować podmiotowość społeczeństwa, że trzeba przywrócić każdemu i
            wszystkim moralne warunki do przyjmowania odpowiedzialności za dobro własne i
            wspólne. Trzeba stawiać pytanie: czy rozwojowi kraju będą będą wcześniej czy
            później służyć choćby ograniczone wolne wybory? Jest naszą wspólną troską, by
            nie zaszkodzić krajowi".
            Także prymas Glemp w wystąpieniu transmitowanym przez telewizję z okazji Świąt
            Bożego Narodzenia 1988 r. mówił m.in. „Niepodobna nie dostrzec u nas zmian
            społecznych, które mogą zapewnić ochotę do pracy i przyrost dóbr materialnych”.
            Pod koniec tego jakże ważnego spotkania Ciosek przyznał, że jest „zdruzgotany
            stanowiskiem strony kościelnej”.
            Ks. Orszulik wielokrotnie podkreślał, że działał cały czas w porozumieniu z
            Watykanem, prymasem i opozycją skupioną wokół Wałęsy.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka