marcus_crassus
28.03.06, 00:10
ilekroc czytalem Lema, aczkolwiek nie traktowalem go jako pisarza SF ale jako
filozofa ktory swoje opowiesci filozoficzne i swoj poglad na swiat umiescil
akurat w klimacie SF przypominal mi sie pewien zart. Przypominal - bo zawsze
ten zart przychodzi mi do glowy kiedy czytam osobe bedaca zdeklarowanym
ateista. Osobiscie uwaza ateizm za rodzaj religii - religii poniewaz ateista
wierzy. Wierzy ze czegos nie ma. Tylko to rozni go od innej religii.
Zdeklarowany ateista odrzuca rozwazanie nad tym ze czlowiek istnieje zaledwie
pare tysiecy lat i zanim pozna sekrety wszechswiata i bedzie mogl
odpowiedziec na pytania o sens tego wszechswiata, jego tworce i jego zasady
minie jeszcze wiele lat i pewnie wtedy "czlowiek" nie bedzie wiele
przypominal obecnego czlowieka. Ten zarcik to oczywiscie slynne nawiazanie to
Nietzsche'go
Chyba go zreszta wszyscy znaja. W jakims miejskim szalecie ktos nabazgral na
scianie słynne zdanie
Bóg umarł - Nietzsche
A tuż pod nim ktoś nabazgrał kolejne
Nietzsche umarł - Bóg