Dodaj do ulubionych

O filozofii Lema

28.03.06, 00:10
ilekroc czytalem Lema, aczkolwiek nie traktowalem go jako pisarza SF ale jako
filozofa ktory swoje opowiesci filozoficzne i swoj poglad na swiat umiescil
akurat w klimacie SF przypominal mi sie pewien zart. Przypominal - bo zawsze
ten zart przychodzi mi do glowy kiedy czytam osobe bedaca zdeklarowanym
ateista. Osobiscie uwaza ateizm za rodzaj religii - religii poniewaz ateista
wierzy. Wierzy ze czegos nie ma. Tylko to rozni go od innej religii.
Zdeklarowany ateista odrzuca rozwazanie nad tym ze czlowiek istnieje zaledwie
pare tysiecy lat i zanim pozna sekrety wszechswiata i bedzie mogl
odpowiedziec na pytania o sens tego wszechswiata, jego tworce i jego zasady
minie jeszcze wiele lat i pewnie wtedy "czlowiek" nie bedzie wiele
przypominal obecnego czlowieka. Ten zarcik to oczywiscie slynne nawiazanie to
Nietzsche'go

Chyba go zreszta wszyscy znaja. W jakims miejskim szalecie ktos nabazgral na
scianie słynne zdanie

Bóg umarł - Nietzsche

A tuż pod nim ktoś nabazgrał kolejne

Nietzsche umarł - Bóg
Obserwuj wątek
    • pandada Re: O filozofii Lema 28.03.06, 00:23
      ateizm nie jest wiarą w nieistnienie, lecz brakiem wiary w to, co niekonieczne. Wg mnie Bóg jest całkowicie zbyteczny przy tłumaczeniu naszego życia i otoczenia. Historia niewiedzy pokazuje, że Bóg jest jej wypełnieniem i wobec postępu wiedzy Bóg się kurczy i przeistacza.

      Zatem dzisiejszej niewiedzy nie musimy wypełniać Bogiem, ponieważ doświadczenie uczy, że prawdopodobnie znowu Bóg zostanie stamtąd wyparty przez wiedzę.

      Bóg posiada jeszcze funkcje społeczne i eschatologiczne. I do tego go nie potrzebuję, ponieważ zaakceptowałem wolność ludzi i własną śmiertelność.
    • jola_iza Re: O filozofii Lema 28.03.06, 00:28
      nie był ateistą był agnostykiem o czym pisał ,to jednak rónica
      • pandada niekoniecznie 28.03.06, 00:53
        agnostycyzm to pojęcie szerokie i oznacza niemożność poznania Boga. Ale nie odrzuca wiary w niego.

        ateizm odrzuca wiarę z dwóch pozycji
        a) z pozycji nieweryfikowalności istnienia bogów
        b) z pozycji przeświadczenia o nieistnieniu bogów

        ten pierwszy rodzaj jest podzbiorem agnostycyzmu.
        • pandada errata 28.03.06, 01:21
          agnostycym NIE ZAWSZE odrzuca wiarę w Boga
        • w11mil czy "przeswiadczenie" to jest wiara? 28.03.06, 12:12
          pandada napisał:

          > ateizm odrzuca wiarę z dwóch pozycji
          > b) z pozycji przeświadczenia o nieistnieniu bogów
          • pandada nie jest to wiara w sensie religijnym 28.03.06, 12:58
            tego typu "wiara" wynika z przesłanek racjonalnych, empirycznych, a nie objawienia itp.
            • w11mil a wiec z dowodów na nieistnienie tworcy swiata? 28.03.06, 12:59
              pandada napisał:
              > tego typu "wiara" wynika z przesłanek racjonalnych, empirycznych, >
              moglbys przywolac jakies?
              • pandada Re: a wiec z dowodów na nieistnienie tworcy swia 28.03.06, 13:28
                pl.wikipedia.org/wiki/Ateizm
                • w11mil tam nie ma dowodów na nieistnienie Pana Boga 28.03.06, 14:39

                  pandada napisał:
                  > pl.wikipedia.org/wiki/Ateizm
                  • yeellow Re: tam nie ma dowodów na nieistnienie Pana Boga 28.03.06, 14:56
                    zdaje sie, ze to istnienie nalezaloby udowodnic. Czego oczywiscie zrobic sie
                    nie da, bez pokazania palcem. To nie matematyka.

                    Skad sie bierze w niektorych wierzacych osobach to usilne pragnienie
                    udowodnienia, ze ateizm jest religia, a niewierzacy w istnienie de facto wierza
                    w nieistnienie? Czy tak trudno jest pojac, ze mozna obyc sie bez religii i
                    wiary (pojmowanej tu w tradycyjny, a nie rozdety sposob), ze kazdemu trzeba
                    nakleic latke?
                  • pandada Re: tam nie ma dowodów na nieistnienie Pana Boga 28.03.06, 15:55
                    dowódwsensie logicznym możliwy jest tylko w naukach formalnych. Dowód empiryczny można podać jedynie za istnienieniem, anie za nieistnieniem. Empirycznym "dowodem" na nieistnienie jest jedynie dotychczasowy brak stwierdzenia występowania.

                    Natomiast jeżeli rozważamy konkretnego Boga, to możemy wykazać sprzeczności w jego pojęciu oraz zakwestionować przekaz świętych ksiąg, jako rozmijający się z doświadczeniem.
                    Wiele wątpliwości w istnienie Boga zasiewa także historia Kościoła - dzieje ustanawiania dogmatów i ewolucji doktryny.

                    Możemy także wykazywać brak konieczności istnienia boga. Nie ma żadnej konieczności, aby był przyczyną naszego lub świata powstania i trwania.

                    Kolejna sprawa to wielość wzajemnie sprzecznych religii, z których każda rości sobie prawo do bycia najprawdziwszą. Ta przesłnaka nie neguje istnienia Boga, ale kwestionuje jego rozmaite pojęcia.
                    • w11mil czy mozna pytac o przyczynę? 28.03.06, 15:58
                      pandada napisał:

                      > Nie ma żadnej konieczności, aby był przyczyną naszego lub świata powstania i
                      >trwania.
                      • yeellow Re: czy mozna pytac o przyczynę? 28.03.06, 16:02
                        o przyczyne czego?

                        Nie wszystko musi miec przyczyne.
                        • w11mil Re: czy mozna pytac o przyczynę? 28.03.06, 16:11
                          yeellow napisał:

                          > o przyczyne czego?
                          o przyczyne ze cos jest

                          > Nie wszystko musi miec przyczyne.
                          To Twoje zdanie, masz prawo do niego
                          • yeellow Re: czy mozna pytac o przyczynę? 28.03.06, 16:19
                            > > o przyczyne czego?
                            > o przyczyne ze cos jest

                            a dlaczego mialoby nie byc? :-). To nie jest plytka odpowiedz, wbrew pozorom.
                            Czemu niebyt mialby byc uprzywilejowany? Zauwaz, ze gdyby niczego nie bylo,
                            niemoglbys zadac tego pytania.

                            Pomijajac oczywiscie wykrety w rodzaju "skad wiesz, ze cos jest? Udowodnij to
                            najpierw".

                            Czy wiara (chrzesciajnska) odpowiada na pytanie "dlaczego jest Bog"?
                            Czy po prostu zastepuje jedno pytanie, drugim?
                            Nie wiemy jak powstal wszechswiat, wiec mowimy, ze stworzyl go Bog. Ale nie
                            odpowiadamy na pytanie jak powstal Bog. Zamienilismy wiec jedno slowo na inne i
                            wydaje nam sie, ze rozwiazalismy problem. To uproszczenie, ale taki widze
                            mechanizm.

                            > > Nie wszystko musi miec przyczyne.
                            > To Twoje zdanie, masz prawo do niego

                            nie podzielasz go?
                            • w11mil Re: czy mozna pytac o przyczynę? 28.03.06, 16:27
                              yeellow napisał:
                              > Nie wiemy jak powstal wszechswiat, wiec mowimy, ze stworzyl go Bog.
                              albo o to nie pytamy

                              wybor opcji zalezy od nas
                              czy któras z nich jest "gorsza"?

                              > odpowiadamy na pytanie jak powstal Bog. Zamienilismy wiec jedno slowo na inne
                              >i wydaje nam sie, ze rozwiazalismy problem.

                              ale my wierzacy sprytnie zakładamy ze Bóg jest Tajemnicą
                              • yeellow Re: czy mozna pytac o przyczynę? 28.03.06, 16:33
                                > > Nie wiemy jak powstal wszechswiat, wiec mowimy, ze stworzyl go Bog.
                                > albo o to nie pytamy

                                Ciebie nie dotyczy, bo pytasz ;-P.


                                > wybor opcji zalezy od nas
                                > czy któras z nich jest "gorsza"?

                                nie widze powodow do wartosciowania.


                                > ale my wierzacy sprytnie zakładamy ze Bóg jest Tajemnicą

                                wiem. To bardzo sprtyne. Nie wiem tylko czemu sporo wierzacych osob uwaza przy
                                okazji, ze zna odpowiedz na pytania, nieznana ateista :). I
                                probuja "przygwozdzic" ateistow pytaniami, na ktore sami nie znaja odpowiedzi
                                (bo, umowmy sie, "tajemnica" to nie jest odpowiedz :).

                                Ja wole powiedziec "nie wiem", niz "tajemnica" i pewnie dlatego jestem
                                niewierzacy (wlasnie tak, a nie "wierzacy w nieistnienie Tajemnicy").
                                • w11mil Re: czy mozna pytac o przyczynę? 28.03.06, 16:37
                                  podsumujmy:
                                  -wierzacy pyta
                                  -ateista podjrzewa ze wierzacy ma złą odpowiedź
                                  -ateista nie pyta
                                  • yeellow Re: czy mozna pytac o przyczynę? 28.03.06, 16:42
                                    a czego to jest podsumowanie? Przeciez przed chwila pisales, ze wierzacy nie
                                    pyta, bo to tajemnica :).

                                    Ateista niczego nie podejrzewa, po prostu widzi, ze wierzacy nie ma zadnej
                                    odpowiedzi (bo na pytanie odpowiada "tajemnica").

                                    Ateista oczywiscie pyta i probuje odpowiadac. Ale rzetelnie, a nie
                                    mowiac "tajemnica" :). A czasem musi powiedziec "nie wiem", bo nie sposob na
                                    wszystkie pytania odpowiedziec.

                                    Oczywiscie w tej chwili mowie za siebie, bo ilu ateistow, tyle moze byc zdan.
                                    Dlatego wlasnie, ze to nie religia i nie ma "skodyfikowanych wierzen" (bo tez i
                                    nie wiara).

                                    Reasumujac, kompletnie nie wiem co to za podsumowanie, bo moje jest dokladnie
                                    przeciwne :-).
                                    • w11mil Re: czy mozna pytac o przyczynę? 28.03.06, 16:55
                                      yeellow napisał:

                                      > a czego to jest podsumowanie? Przeciez przed chwila pisales, ze wierzacy nie
                                      > pyta, bo to tajemnica :).
                                      wierzacy wierzy za powstanie swiata odpowiada Bóg, bedacy tajemnica dla niego
                                      (wierzacy jest swiadomy swoich ograniczen)


                                      > Ateista niczego nie podejrzewa, po prostu widzi, ze wierzacy nie ma zadnej
                                      > odpowiedzi (bo na pytanie odpowiada "tajemnica").
                                      ateista nie przyjmuje hipotezy Boga (jak dotad nie potwierdzonej przez naukę)

                                      > Ateista oczywiscie pyta i probuje odpowiadac.
                                      chetnie poznam jakies odpowiedzi (ale darujmy sobie Big Bang i radzieckich
                                      uczonych)

                                      • yeellow Re: czy mozna pytac o przyczynę? 28.03.06, 17:02
                                        > > a czego to jest podsumowanie? Przeciez przed chwila pisales, ze wierzacy
                                        > nie
                                        > > pyta, bo to tajemnica :).
                                        > wierzacy wierzy za powstanie swiata odpowiada Bóg, bedacy tajemnica dla niego
                                        > (wierzacy jest swiadomy swoich ograniczen)

                                        ale dlaczego Bog stworzyl swiat? ("dlaczego" to Twoje pytanie). Poza tym to
                                        taka odpowiedz, jak w anegdocie o bacy, ktory twierdzi, ze Ziemia jest plaska i
                                        spoczywa na grzbiecie zolwia:
                                        - baco, a ten zolw, to na czym stoi?
                                        - na drugim zolwiu, panocku
                                        - aha, a ten drugi?
                                        - oj, panocku, mnie sie zdaje, ze wyscie nie po nauke przyszli, ino w morde
                                        dostac.


                                        > > Ateista niczego nie podejrzewa, po prostu widzi, ze wierzacy nie ma zadne
                                        > j
                                        > > odpowiedzi (bo na pytanie odpowiada "tajemnica").
                                        > ateista nie przyjmuje hipotezy Boga (jak dotad nie potwierdzonej przez naukę)

                                        Ateista wie, ze problem istnienia lub nie Boga nie jest weryfikowalny na
                                        gruncie nauki. I tyle. Zadne "jak dotad nie potwierdzonej".

                                        Idac Twoim tropem z postow nizej nauka "udawadnia" nieistnienie Boga ;-). (ale,
                                        zeby byla jasnosc, ja sie temu sprzeciwiam).


                                        > > Ateista oczywiscie pyta i probuje odpowiadac.
                                        > chetnie poznam jakies odpowiedzi (ale darujmy sobie Big Bang i radzieckich
                                        > uczonych)

                                        a dlaczego darowac sobie Big Bang? Poza tym po co Tobie moje odpowiedzi? Ty juz
                                        wiesz. A raczej wierzysz :).
                                        • w11mil dziekuję ateiscie 28.03.06, 17:53
                                          yeellow napisał:

                                          > Ateista wie, ze problem istnienia lub nie Boga nie jest weryfikowalny na
                                          > gruncie nauki.

                                          a moze przedyskutujemy "hipoteze Boga" z pozycji jej użytecznosci?
                                          • yeellow Re: dziekuję ateiscie 28.03.06, 18:04
                                            mozemy, ale to temat na inny watek. Tutaj staram sie wyjasnic zagadnienia
                                            semantyczne zwiazane ze slowami "ateizm", "religia" i "wiara".
                                            • w11mil Re: dziekuję ateiscie 28.03.06, 18:09
                                              skoro doszlismy do wniosku ze nauka nie zweryfikuje żadnej z tej hipotez to
                                              pozostanmy przy tym, ze jest to kwestia wiary (wewnetrznego przekonania)
                                              • yeellow Re: dziekuję ateiscie 28.03.06, 18:37
                                                widze, ze cala rozmowa byla zbedna, skoro chcesz uprzec sie przy swoim. Skoro
                                                tak bedzie Ci latwiej zyc, to pozostan przy tym, na co masz ochote. I ja
                                                rowniez pozostane przy swoim.
    • a.adas Re: O filozofii Lema 28.03.06, 00:43
      Mi się zawsze przypomina jedna z wypraw Ijona Tichy'ego, w której pyta on czy
      Chrystus umarł za wszystkie planety w Galaktyce (upraszczam, przepraszam)...

      Przez chwilę tak postawione pytanie bawi swym absurdem, potem przeraża swym
      ogromem... (pustki?). I zawsze twórczość Lema będę rozpatrywać przez pryzmat
      tego prostego zdania, to mój osobisty klucz
      • d3b3 Re: O filozofii Lema 28.03.06, 01:02
        A mnie się zawsze przypominają kuranty...
    • ateista.blog.pl Ateizm nie jest religią 28.03.06, 02:01
      "Słownik języka polskiego PWN" o religii pisze w ten sposób:

      «zespół wierzeń dotyczących genezy, struktury i celu istnienia człowieka,
      ludzkości i świata, wiara w Boga, bóstwa i w nieśmiertelność duszy; związane z
      nią zachowania oraz formy organizacyjne».

      Ateizm zaś nie jest wiarą w bóstwa, lecz jej brakiem. Trzeba podkreślić, że
      ateizm nie jest brakiem wszelkiej wiary, lecz pewnej konkretnej, określonej -
      wiary w Boga/bogów, czyli wiary religijnej. Wystarczy w to nie wierzyć - i
      tylko w to - by spełniać definicję ateisty. Na pewno więc nie można powiedzieć,
      że ateizm jest "wiarą w Boga, bóstwa i w nieśmiertelność duszy", jak głosi
      definicja religii - a zatem ateizm nie jest religią.
      Oczywiście ludzie, którzy są ateistami mogą wierzyć - i wierzą - w mnóstwo
      różnych rzeczy, ale te wiary w żaden sposób nie godzą w ich ateizm, bo
      opozycja: teizm-ateizm dotyczy wyłącznie wiary-niewiary w Boga/bogów, a nie
      mnóstwa różnych rzeczy. Rozmaite wiary ateisty nie mają więc charakteru wiar
      religijnych. Zresztą osoby religijne, oprócz wiary w swego Boga, też mają w
      sobie mnóstwo różnych wiar nie związanych z religią.
      Dla zainteresowanych tematem: Ateizm - FAQ (ujawniam tam m.in. kilka moich niereligijnych
      wiar).
      • marcus_crassus lubie Twój blog ale sie nie zgadzam :) 28.03.06, 08:03
        daje w takich sytuacjach nastepujacy przyklad. Co to albo kto to jest Bog?
        Miliard lat temu na ziemi zyly prymitywne pierwsze organizmy. Przez miliard lat
        na ziemi pojawila sie istota tak rozna jak czlowiek. Czy jesli za miliard lat
        człowiek mialby wg naszej skali rozumowania wladze niemal boska (np
        niesmiertelnosc lub de facto zdolnosc uniesmiertelniania innych)
        bylby "Bogiem"? Wg rozumowania np starozytnych grekow tak. Wg naszego tez w
        duzej mierze. Nie zgadzam sie ze ateizm nie jest wiara. Brak wiary to po prostu
        nie przywiazywanie uwagi do tej kwestii. Raczej odrzucenie wszelkiej wiary w
        zakresie tej sprawy.

        chodzi bowiem o podstawe - nasz stosunek do roznych rzeczy moze wiazac sie
        z "wiedza" lub "wiara". Jesli wyjrzymy za okno i widzimy stojacy samochod
        sasiada to WIEMY ze on istnieje.

        Jesli jednak powiemy ze tam stoi samochod bez sprawdzania to "wierzymy" ze on
        istnieje. Nawet jesli sasiad od 5 lat nigdzie nim nie jezdzil.

        Ateista to wiec czlowiek ktory zdecydowal ze Boga nie ma. Tak samo jak czlowiek
        religijny zdecydowal ze Bog jest.

        nie wierzacym jest bardziej agnostyk - ktory po prostu odrzuca kwestie wiary
        • ateista.blog.pl Każdy rodzi się ateistą 28.03.06, 09:38
          marcus_crassus napisał:
          [...]
          > Jesli jednak powiemy ze tam stoi samochod bez sprawdzania to "wierzymy" ze on
          > istnieje. Nawet jesli sasiad od 5 lat nigdzie nim nie jezdzil.

          Potwierdzasz to, co napisałem w poprzednim komentarzu. Ateista wierzy w różne
          rzeczy, które nie maja religijnego charakteru. Podobnie człowiek religijny –
          wierzy w swojego Boga, ale również może wierzyć w to, że istnieje samochód,
          którego nie widział. Nie powiemy jednak, że ten człowiek wyznaje dwie religie,
          np. chrześcijaństwo i „samochodyzm”.
          Po prostu słowo „wiara” ma wiele znaczeń i tylko jedno z tych znaczeń określa
          wiarę religijną.

          [...]
          > Ateista to wiec czlowiek ktory zdecydowal ze Boga nie ma.
          > Tak samo jak czlowiek religijny zdecydowal ze Bog jest.

          Nie stwierdzono, by człowiek rodził się z wiarą w któregoś z bogów. Każdy rodzi
          się ateistą, a więc nie trzeba podejmować żadnych decyzji, żeby nie wierzyć w
          Boga/bogów. To naturalny stan. Trzeba natomiast podjąć decyzję, by zacząć
          wyznawać jakąś wiarę religijną. Tu masz rację. Najczęściej (choć nie zawsze) tę
          decyzję podejmują rodzice dziecka, które właśnie przyszło na świat. Ponieważ w
          naszym kręgu kulturowym jest to sytuacja statystycznie dominująca, więc wielu
          ateistów to ateiści wtórni, którzy wrócili do naturalnego stanu niewiary
          poprzez odrzucenie religijnej indoktrynacji. Stąd może brać się Twoje wrażenie,
          że ateista decyduje iż „Boga nie ma”.

          Podsumowując: posługujesz się własnym, prywatnym znaczeniem słowa „religia” i
          traktujesz je tak, jakby obowiązywało powszechnie. Ja natomiast przytoczyłem
          definicję słownikową. Słowniki oddają powszechne znaczenia, jakie przypisują
          słowom ludzie posługujący się danym językiem. Dlatego pozostanę przy
          powszechnym znaczeniu słowa "religia", które mówi o wierze w Boga lub bóstwa i
          z którego jasno wynika, że ateizm nie jest religią.

          -
          Uwierz w siebie
          • marcus_crassus nieprawda 28.03.06, 09:54
            encyklopedia.pwn.pl/4327_1.html
            światopogląd negujący istnienie Boga (bogów), niewiara rel., indyferentyzm
            religijny;

            ********************************************************************************
            > Nie stwierdzono, by człowiek rodził się z wiarą w któregoś z bogów. Każdy
            rodzi
            >
            > się ateistą,

            Nie. Nie jestes jak chcesz pokazac "bezstronnym obserwatorem" ktoremu obca jest
            religia i wiara - a ateizm to po prostu Twoje "nie wejscia" w sfere wiary.

            Ateizm to swiatopoglad jak widzisz. W momencie kiedy zabierasz glos w dyskusji
            i opowiadasz sie za konkretna strona stajesz sila rzeczy po stronie wiary w
            Boga/wiary ze Boga nie ma.

            w przytoczonym przez Ciebie przypadku ateista z Twojej definicji jest czlowiek
            ktorego na ulicy zapyta sie "Czy wierzysz w Boga" - a on machnie reka i
            powie "A co mnie to obchodzi" - to jest wlasnie to o czym mowisz. A wiec
            czlowiek dla ktorego to nie stanowi problemu. Agnostykiem jest czlowiek ktory
            bedzie rozumial problem ale nie opowie sie po zadnej ze stron

            Osoba ktora stworzyla blog o ateizmie i jest silnie zwiazana ze swiatopogladem
            ze Boga nie ma nie jest "poza ukladem" ale swoim postepowaniem dolaczyla do
            grupy wyznawcow jakiejs religii.

            > Trzeba natomiast podjąć decyzję, by zacząć
            > wyznawać jakąś wiarę religijną.

            Stanem naturalnym o ktorym mowisz jest najwyzej brak swiadomosci problemu. Ty
            jestes swiadomy problemu i wyrazasz swoj poglad. Jestes wierzacy :P. Sa jednak
            rozni ateisci. Tak jak w kazdej religii. Sa ateisci umiarkowani - przywiazujacy
            mala wage to sprawy, sa ateisci kierujacy sie bardziej ku intelektualnej sferze
            problemu - jak sadze wlasnie Ty i sa np ateisci - fudnamentalisci - ktorzy
            stwierdzaja ze ateizm to jedyny wybor a cala reszta ktora sie nie zgadza to
            niebezpieczne debile.
            • ateista.blog.pl Obawiam się, że jesteś w błędzie 28.03.06, 10:45
              marcus_crassus napisał:

              > encyklopedia.pwn.pl/4327_1.html
              > światopogląd negujący istnienie Boga (bogów), niewiara rel., indyferentyzm
              > religijny;

              Definicja PWN ujmuje ateizm zbyt wąsko (w sensie znaczeniowym), właściwie
              zajmuje się wyłącznie ateizmem wtórnym.
              Natomiast Merriam-Webster’s Unabridged Dictionary tak określa ateizm:
              (1) a : disbelief in the existence of God or any other deity; b : the doctrine
              that there is neither God nor any other deity;
              (2) : godlessness especially in conduct : UNGODLINESS, WICKEDNESS.
              Znaczenie (1b) określa ateizm jako doktrynę, ale znaczenie (1a) to: niewiara w
              istnienie Boga lub jakiegoś innego bóstwa.
              Niewiara (czyli brak wiary) nie jest światopoglądem. Noworodek nie wyznaje
              wiary w żadnych bogów, a mimo to nikt nie twierdzi, że wyznaje on światopogląd
              ateistyczny. Piszesz, że wynika to z nieświadomości problemu. To prawda, ale
              nie trzeba mieć świadomości, że się jest ateistą, żeby być ateistą – tak jak
              nie trzeba mieć świadomości, że się mówi prozą, żeby mówić prozą. Można być
              ateistą świadomym lub nieświadomym. Pamiętaj jednak, że problem „wiara-
              niewiara” stworzyli ludzie religijni, nie ateiści. To oni wymyślili bogów i
              stworzyli religie. Niewierzący nie muszą niczego wymyślać i tworzyć, żeby być
              niewierzącymi.
              Ale nawet jeśli weźmiemy pod uwagę przytoczoną przez Ciebie definicję PWN:
              ateizm jako „światopogląd negujący istnienie Boga (bogów), niewiara rel.,
              indyferentyzm religijny”, to przecież wyraźnie przeczy ona Twojej tezie, że
              ateizm jest religią – bo zgodnie z tą definicją ateizm jest niewiarą
              religijną, indyferentyzmem religijnym. Powołujesz się na tę definicję, a
              jednocześnie twierdzisz, że ateizm jest religią. Nie rozumiem.


              > Osoba ktora stworzyla blog o ateizmie i jest silnie zwiazana ze
              swiatopogladem
              > ze Boga nie ma nie jest "poza ukladem" ale swoim postepowaniem dolaczyla do
              > grupy wyznawcow jakiejs religii.

              Przytoczyłeś encyklopedyczną definicję ateizmu, ale nadal unikasz zacytowania
              jakiejś definicji religii, z dowolnego słownika lub encyklopedii. Wciąż
              potwierdzasz, że słowu „religia” nadajesz prywatne znaczenie. Na przykładzie
              definicji ateizmu widać, że definicje słownikowe mogą się różnić, ale raczej
              rzadko się zdarza, by różniły się skrajnie. Zacytuj więc jakąś definicję, która
              w żaden sposób nie łączy znaczenia słowa „religia” z wiarą w Boga, bóstwa,
              życie nadprzyrodzone itp.
              Dopóki tego nie zrobisz, przyjmuję, że jesteś w błędzie i mylnie określasz
              ateizm jako religię.

              -
              Uwierz w siebie
              • marcus_crassus uznajmy tak - zalezy to od definicji 28.03.06, 12:16
                ta przytoczona definicja jest jak widzisz dwojaka.

                a - swiatopoglad negujacy Boga
                b - niewiara

                tak wiec uznam ze granice miedzy ateizmem jako religia a ateizmem zblizonym do
                najzwyklejszego braku wiary lub tez ateizmem zblizonym do agnostycyzmu sa
                plynne. uznaje ze jest ateizm niereligijny.

                jednak ateizm niereligijny a wiec brak zainteresowania tym problemem dotyczy
                bardzo waskiej grupy osob. ktore po prostu ignoruja temat religi. Ich ateizm
                przejawia sie w najzwyklejszym "braku wiary". Taki ateizm to uznanie po prostu
                ze problem nie istnieje. Tak dlugo jak nie wchodzisz w to zagadnienie jestes
                wiec ateista. W momencie kiedy sie zainteresujesz okreslasz swoj stosunek do
                tej sprawy. A wiec wybierasz swiadomie jedna z koncepcji. Jesli wybierasz
                koncepcje "niszczysz" to co nazwales przyrodzonym ateizmem a wiec stajesz sie
                podmiotem w sprawie. Jesli staniesz sie podmiotem w sprawie i okreslisz do niej
                swoj stosunek nie moze on sie jak widzisz opierac na wiedzy a Twoj stosunek
                zaczyna opierac sie na Twoim swiatopogladzie. Od tej chwili jestes "wierzacy".
                Twoja religia staje sie uznanie ze Boga nie ma.

                Dodam ze jest to religia rownie realna jak kazda inna dla mnie. To ze
                wszechswiat istnieje bez kreatora jest koncepcja ludzkiego umyslu zwiazana z
                przemysleniami nad wszechswiatem. Czlowiek w tym momencie dokonuje jakiejs
                analizy i przedstawia pewne zalozenia. Zadne twierdzenie w filozofii nie moze
                zgodnie juz ze slynnymi tezami Kartezjusza istniec "na czysto" - a wiec bez
                dokonania jakiegos zalozenia.

                Twierdzac ze Boga nie ma dokonujesz pewnych zalozen ktore uwazasz za "pewne" -
                tymczasem w rzeczywistosci nie ma zadnego zalozenia pewnego.

                To ze Bog nie istnieje jest de facto rownie prawdopodobne jak to ze istnieje
                Bog chrzescijanski, muzulmanski, aztecki lub ze kreator jest faktycznie Wielkim
                Spaghetti

                blog.karotte.org/uploads/noodledoodle_bg3b.jpg
                • yeellow Re: uznajmy tak - zalezy to od definicji 28.03.06, 12:31
                  Poczytaj tutaj: encyklopedia.pwn.pl/62739_1.html
                  bo najwyrazniej nie wiesz, czym jest religia.

                  I nie utozsamiaj "niewiary w krasnoludki" z "wiara, ze krasnoludki nie
                  istnieja". Takie rozdymanie znaczen nie ma sensu. Tak jak robienie religii z
                  braku religii.
                  • marcus_crassus krasnoludki 28.03.06, 12:36
                    najwidoczniej problem jest nieco glebszy poniewaz nie widzialem jeszcze
                    definicji rozwazan nad istnieniem krasnoludkow. nie widzialem blogow o
                    krasnoludkach i nie widzialem aby ktos deklarowal swoj stosunek do krasnoludkow.

                    jak widac ten problem zaprzata Cie nieco bardziej od kransoludkow. A dlaczego -
                    to juz sam sobie pomysl
                    • yeellow Re: krasnoludki 28.03.06, 14:16
                      a skad wiesz co mnie zaprzata? I co maja moje zainteresowania do meritum
                      problemu?

                      Rozumiem, ze nie powiesz o sobie, ze "nie wierzysz w Zeusa", tylko "wierzysz,
                      ze Zeus nie istnieje". Jestes zatem wyznawca wiary, ze mitologia grecka nie
                      opisuje rzeczywistosci. I tak z pozostalymi religiami (poza ta jedna, wybrana).

                      A co do krasnoludkow, to nie doceniasz problemu. Kiedys nawet na murach bylo
                      ich sporo :-).
                      • marcus_crassus co cie zaprzata 28.03.06, 14:23
                        jestes na tym watku i cos Cie na nim zaprzata.

                        zaloz watek o zeusie i zaloz watek o krasnoludkach. nie znajde sie tam. nie
                        interesuja mnie rozwazania nad zeusem i krasnoludkami. moj stosunek do nich nie
                        istnieje. Twoj natomiast do tego tematu istnieje. To nas rozni. I to rozni brak
                        wiary od wiary ze czegos nie ma. Jak zacznie dywagowac o Zeusie ustale moj
                        stosunek do niego. Jak zaloze bloga

                        www.zeusnieistnieje.blox.pl

                        to bede wyznawca nie istnienia zeusa.

                        ps zeby uprzedzic - w tym poscie tematem nie jest zeus/krasnoludki ale
                        rozwazania o krasnoludkach/zeusie.
                        • yeellow Re: co cie zaprzata 28.03.06, 14:29
                          ale ja nie mam bloga o religii, mylisz mnie z kims innym :)

                          Poza tym nie wiem jak fakt prowadzenia przez kogos bloga ma decydowac o uznaniu
                          pewnych pogladow za religie. Podalem Ci zwykle analogie. Jezeli krasnale i Zeus
                          sa Ci obce, to co powiesz na Swietego Mikolaja? :).

                          Uwazam, ze mieszasz pojecia, w sposob dla mnie niezrozumialy. Nie prowadze
                          rozmowy o ateizmie, ale o pojeciach. Podalem Ci definicje religii. Mozesz
                          wskazac w ktorym miejscu ateizm ja spelnia? Bo ja moge Ci podac w ktorym nie
                          spelnia (w zasadzie mozna cala zacytowac). Mozesz tez sprawdzic haslo ateizm i
                          nie znajdziesz tam stwierdzenia, ze jest to religia.

                          Jezeli poslugujesz sie wlasnymi definicjami uznanych pojec, to nie dziw sie, ze
                          napotykasz na niezrozumienie.
                • ateista.blog.pl Nie ma religii bez wiary w bóstwa i bez kultu 28.03.06, 14:36
                  W Twoim kolejnym komentarzu nie znalazłem niczego, co by uzasadniało Twoją
                  tezę, że ateizm jest religią. Potwierdzasz to, co pisałem wcześniej - ateistą
                  można być niej lub bardziej świadomie, można być mniej lub bardziej
                  zaangażowanym w problemy związane z wiarą i niewiarą. Ale z tego w żaden sposób
                  nie wynika wniosek, że ateizm jest religią - bo ateizm nie jest wiarą w Boga,
                  bóstwa, świat nadprzyrodzony, a bez takiej wiary nie ma religii. Nawet jeśli
                  weźmiemy pod uwagę tzw. silny ateizm - wiarę w nieistnienie Boga, to nie znam
                  żadnej definicji religii, która obejmowałaby swym zakresem wiarę w nieistnienie
                  Boga.
                  Co więcej, sama wiara w istnienie Boga też nie jest religią, czego nie
                  zauważasz w swoich rozważaniach, sprowadzając religię w zasadzie wyłącznie do
                  wiary i pomijając tak ważną cechę religii jaką jest kult. Ale przecież można
                  wierzyć w Boga i nie wyznawać żadnej religii - jest się wtedy deistą.
                  Ale może się mylę, może to właśnie ja nie rozumiem znaczenia słowa "religia".
                  Prosiłem Cię o przytoczenie jakiejś definicji, która nie wiąże znaczenia tego
                  słowa z wiarą w świat nadprzyrodzony itp.
                  Nadal czekam na tę definicję.


                  > To ze
                  > wszechswiat istnieje bez kreatora jest koncepcja ludzkiego umyslu zwiazana z
                  > przemysleniami nad wszechswiatem.

                  Ta sprawa nie ma związku z tematem naszej dyskusji (czy ateizm jest religią),
                  ale ponieważ napisałeś rzecz błędną, więc chcę ją sprostować. Jest dokładnie
                  odwrotnie niż twierdzisz - jest bowiem tak, że pomysł, iż wszechświat został
                  przez kogoś stworzony jest koncepcja ludzkiego umysłu. Nie wykazano, aby
                  gatunek ludzki miał jakąś wrodzoną ideę kreatora, stworzyciela, z którą to ideą
                  przychodzi na świat każdy noworodek. Gdyby tak było, to wtedy istotnie, trzeba
                  byłoby wykonać jakąś pracę myślową, by oderwać się od tej wrodzonej,
                  naturalnej, oczywistej koncepcji. Ale nie mamy takiej wrodzonej idei. Jest więc
                  tak, że ludzie religijni, chcąc wytłumaczyć sobie istnienie świata, wymyślili
                  koncepcję stworzyciela. Ale nie trzeba głosić żadnej doktryny, nie trzeba
                  wyznawać żadnej filozofii, aby nie mieć takiej koncepcji. To jest po prostu
                  nieco inne ujęcie wiary/niewiary w bogów - przychodzimy na świat bez tej wiary.

                  -
                  Uwierz w siebie
                  • w11mil moim zdaniem masz rację 28.03.06, 14:42
                    ateista.blog.pl napisał:

                    > W Twoim kolejnym komentarzu nie znalazłem niczego, co by uzasadniało Twoją
                    > tezę, że ateizm jest religią.
                    ateizm nie jest religią; ateisci po prostu wierzą, ze Boga nie ma
                    • yeellow Re: moim zdaniem masz rację 28.03.06, 14:54
                      Rozumiem, ze Ty wierzysz, ze Swietego Mikolaja nie ma. Bo ja nie wierze, ze
                      jest. I widze roznice, subtelna, ale jednak.
                      • w11mil prezenty są od rodziców a świat nie istnieje? 28.03.06, 15:15
                        yeellow napisał:

                        > Rozumiem, ze Ty wierzysz, ze Swietego Mikolaja nie ma. Bo ja nie wierze, ze
                        > jest. I widze roznice, subtelna, ale jednak.
                  • marcus_crassus Re: Nie ma religii bez wiary w bóstwa i bez kultu 28.03.06, 15:14
                    pl.wikipedia.org/wiki/Religia
                    Religia to system wierzeń i praktyk, określający relację jednostki do różnie
                    pojmowanej sfery sacrum, czyli świętości i sfery boskiej.

                    Bedac ateista okreslasz swoja relacje do sfery sacrum i do sfery boskiej. Przez
                    OKRESLENIE swojej relacji - niezaleznie co uznasz - stajesz sie de facto
                    czlowiekiem ktory w cos wierzy. wyznaje jakas religie. Wg takiego
                    samookreslenia sie definiujesz sie. Jesli nie dokonasz zadnego okreslenia -
                    pozostaniesz w stanie ktory sam nazwales "przyrodzony".

                    > Boga.
                    > Co więcej, sama wiara w istnienie Boga też nie jest religią, czego nie
                    > zauważasz w swoich rozważaniach, sprowadzając religię w zasadzie wyłącznie do
                    > wiary i pomijając tak ważną cechę religii jaką jest kult. Ale przecież można
                    > wierzyć w Boga i nie wyznawać żadnej religii

                    Ciezko jest powiedziec ze kult w ogole nie istnieje. Praktycznie zawsze w
                    jakiejs mierze wystepuje. Kultem w teorii moze byc takze uznanie ze danemu
                    bostwu kult jest niepotrzebny. Wiem ze to dziwnie wyglada. Ale uznajac ze
                    bostwo istnieje i nie potrzebuje form zadnej z religii wlasciwie tworzymy swoj
                    wlasny kult. Inny - ale nadajac mu podobne cechy jak wyznawcy innych religii.
                    Jesli wezmiemy pod uwage zasadniczy cel kultu (czego istota wyzsza oczekuje) a
                    nie jego forme ani podobienstwa.


                    > pomysł, iż wszechświat został
                    > przez kogoś stworzony jest koncepcja ludzkiego umysłu

                    Koncepcja ludzkiego umyslu jest rozwazanie skad wzial sie wszechswiat. Bo tego
                    nie wiemy. Nie wiemy wiele o tym co nas otacza - bo jestesmy dosc prymitywni.
                    Po 15 miliardach lat, miliardzie lat rozwoju biologicznego, pare tysiecy lat
                    cywilizacji to troszke za malo zeby wiedziec cos wiecej.

                    To ze wszechswiat zostal stworzony przez kreatora to jedna z tych koncepcji.
                    Inna jest ze nie ma kreatora. Obie lacza sie z wiara ze jest tak i tak. Obie
                    staraja sie wyjasnic zasadniczy problem - a wiec istnienie wszechswiata.

                    > tak, że ludzie religijni, chcąc wytłumaczyć sobie istnienie świata, wymyślili
                    > koncepcję stworzyciela.

                    Dokladnie. a inni ludzie wymyslili sobie koncepcje braku stworzyciela i
                    wiecznosci wszechswiata ktory powstal sam z siebie.

                    Obie te koncepcje odpowiadaja na pytanie fundamentalne "kim jest czlowiek, skad
                    pochodzi i czym jest miejsce w ktorym zyje"

                    prawda jest taka ze nie tylko nie wiemy tego. Ale nawet byc moze nasza wiedza
                    jest na razie zbyt mala zeby poslugiwac sie dobra siatka terminologiczna.

                    W mojej opinii wg tak zdefiniowanej sprawy - kazda odpowiedz na to pytanie to
                    jakas forma wiary.
                    • yeellow Re: Nie ma religii bez wiary w bóstwa i bez kultu 28.03.06, 15:25
                      > Religia to system wierzeń i praktyk, określający relację jednostki do różnie
                      > pojmowanej sfery sacrum, czyli świętości i sfery boskiej.
                      >
                      > Bedac ateista okreslasz swoja relacje do sfery sacrum i do sfery boskiej.
                      Przez OKRESLENIE swojej relacji - niezaleznie co uznasz - stajesz sie de facto
                      > czlowiekiem ktory w cos wierzy. wyznaje jakas religie. Wg takiego
                      > samookreslenia sie definiujesz sie. Jesli nie dokonasz zadnego okreslenia -
                      > pozostaniesz w stanie ktory sam nazwales "przyrodzony".

                      Coz za dialektyka. Szkoda tylko, ze gladko wywaliles "system wierzen i
                      praktyk", a to jest kluczowe w tej definicji.

                      Nie ma "systemu wierzen i praktyk" ateizmu. Ergo, nie jest religia.

                      > Ciezko jest powiedziec ze kult w ogole nie istnieje. Praktycznie zawsze w
                      > jakiejs mierze wystepuje. Kultem w teorii moze byc takze uznanie ze danemu
                      > bostwu kult jest niepotrzebny. Wiem ze to dziwnie wyglada. Ale uznajac ze
                      > bostwo istnieje i nie potrzebuje form zadnej z religii wlasciwie tworzymy
                      swoj
                      > wlasny kult. Inny - ale nadajac mu podobne cechy jak wyznawcy innych religii.
                      > Jesli wezmiemy pod uwage zasadniczy cel kultu (czego istota wyzsza oczekuje)
                      a
                      > nie jego forme ani podobienstwa.

                      dialektyki ciag dlaszy. Wszystko pieknie, tylko, ze dla ateisty NIE MA BOSTWA.
                      Wiec caly wywod do kosza.

                      > Dokladnie. a inni ludzie wymyslili sobie koncepcje braku stworzyciela i
                      > wiecznosci wszechswiata ktory powstal sam z siebie.

                      lol, Ty wymysliles sobie koncepcje braku Swietego Mikolaja.
                      Z ta wiecznoscia wszechswiata, to nauka mowi inaczej. Ale to detal.

                      > W mojej opinii wg tak zdefiniowanej sprawy - kazda odpowiedz na to pytanie to
                      > jakas forma wiary.

                      zgoda. W Twojej opinii. Prywatnej. Niezgodnej z powszechnie przyjetymi
                      definicjami. Z takim zastrzezeniem, niech Ci bedzie.
                      Mnie natomiast ciekawi psychologiczny mechanizm tego zjawiska, bo juz pare razy
                      w zyciu sie z tym spotkalem.
                      • w11mil a co mówi nauka? 28.03.06, 15:26
                        yeellow napisał:
                        > Z ta wiecznoscia wszechswiata, to nauka mowi inaczej. Ale to detal.
                        • yeellow Re: a co mówi nauka? 28.03.06, 15:29
                          Poczytaj pod haslem "Teoria Wielkiego Wybuchu" (The Big Bang Theory, jezeli
                          wolisz zrodla anglojezyczne).
                          • w11mil a wiec wierzysz w Teorie Wielkiego Wybuchu 28.03.06, 15:35
                            i to jest wiara ateisty?
                            oszczedze Ci pytan o to co i dlaczego wybuchlo bo nie sa to pytania naukowe
                            zapytaj jednak fizyka jak wygladaja teorie powstania życia z punktu widzenia
                            praw termodynamiki
                            • yeellow Re: a wiec wierzysz w Teorie Wielkiego Wybuchu 28.03.06, 15:41
                              gdzie przeczytales jakies moje wyznanie wiary?

                              encyklopedia.pwn.pl/80023_1.html
                              tutaj masz definicje wiary z encyklopedii.

                              sjp.pwn.pl/haslo.php?id=65842
                              tutaj ze slownika. Przeczytaj.

                              Powstanie zycia nie stoi w sprzecznosci z prawami termodynamiki, bo Ziemia nie
                              jest izolowanym ukladem. Jak dodasz Slonce, to wszystko sie wyjasni.

                              Fizyka nie jest wiara. Ja nie jestem wyznawca Big Bangu. Jezeli obalisz te
                              teorie nie zawali sie moj swiat. Nauka, w odroznieniu od wiary jest
                              falsyfikowalna.


                              Oczywiscie zawsze mozesz powiedziec, ze wierze, ze istnieje, itp. Ale to
                              naginanie znaczen slow do udawadniania z gory zalozonej tezy. I nie ma nic
                              wspolnego z "wiara w nieistnienie X".
                              • w11mil dzieki, dodalem Słonce: wiem jak powstalo zycie 28.03.06, 15:55
                                yeellow napisał:
                                > Powstanie zycia nie stoi w sprzecznosci z prawami termodynamiki, bo Ziemia
                                >nie jest izolowanym ukladem. Jak dodasz Slonce, to wszystko sie wyjasni.


                                > Fizyka nie jest wiara. Ja nie jestem wyznawca Big Bangu. Jezeli obalisz te
                                > teorie nie zawali sie moj swiat.
                                po prostu nie odczuwasz potrzeby zadawania tego pytania
                                • yeellow Re: dzieki, dodalem Słonce: wiem jak powstalo zyc 28.03.06, 16:00
                                  miedzy "wiem jak powstalo", a "nie ma sprzecznosci z termodynamika" nie
                                  zauwazasz oczywiscie roznicy...

                                  Jestem tez lekko zdziwiony tak doglebna Twoja wiedza na temat moich odczuc. I
                                  pytan, jakie sobie zadaje. Stwierdzilem po prostu, ze nauka rozni sie od wiary
                                  tym, ze jest falsyfikowalna. I jezeli obali sie teorie naukowa i zastapi ja
                                  inna, to jest zwyciestwo nauki, nie kleska.

                                  Oczywiscie, czesc wierzacych ludzi odczuwa dziwna potrzebe zrownania nauki z
                                  wiara. Nie rozumiem dlaczego, czy chodzi o jakis ukryty kompleks?

                                  Czemu na sile robic z ateisty religijnego wyznawce, a z naukowca religijnego
                                  przywodce?
                                  • w11mil Re: dzieki, dodalem Słonce: wiem jak powstalo zyc 28.03.06, 16:09
                                    yeellow napisał:

                                    Szczęsliwym zbiegiem okolicznosci Słońce po prostu tam było
                                    a poza tym wszyscy wiedza, że Ziemia nie jest układem izolowanym


                                    > Stwierdzilem po prostu, ze nauka rozni sie od > >wiary tym, ze jest >
                                    >falsyfikowalna.
                                    w pełni sie z Toba zgadzam ale czy to jest dowód na niesistnienie Pana Boga?


                                    > Oczywiscie, czesc wierzacych ludzi odczuwa dziwna potrzebe zrownania nauki z
                                    > wiara.
                                    To akurat nieprawda, a przypomne ze to Ty pierwszy przywołałes w naszej
                                    dyskusji naukę

                                    • yeellow Re: dzieki, dodalem Słonce: wiem jak powstalo zyc 28.03.06, 16:13
                                      > a poza tym wszyscy wiedza, że Ziemia nie jest układem izolowanym

                                      doprawdy? To na czym miala polegac sprzecznosc z termodynamika?

                                      > w pełni sie z Toba zgadzam ale czy to jest dowód na niesistnienie Pana Boga?

                                      a kto mowi o dowodach na nieistnienie? Ja w jednym z postow wyraznie napisalem,
                                      ze nie da sie udowodnic "nieistnienia", a istnienie mozna udowdonic "pokazujac
                                      palcem"
                                      Coz w ogole ma istnienie, badz nie, Boga do tego, czy ateizm jest religia?


                                      > > Oczywiscie, czesc wierzacych ludzi odczuwa dziwna potrzebe zrownania nauk
                                      > i z
                                      > > wiara.
                                      > To akurat nieprawda, a przypomne ze to Ty pierwszy przywołałes w naszej
                                      > dyskusji naukę

                                      jak to nie, skoro slyszalem takie glosy. Ja przywolalem nauke w innym
                                      kontekscie, w dygresji, co wyraznie zaznaczylem.

                                      • w11mil Re: dzieki, dodalem Słonce: wiem jak powstalo zyc 28.03.06, 16:19
                                        yeellow napisał:

                                        > > a poza tym wszyscy wiedza, że Ziemia nie jest układem izolowanym
                                        > doprawdy? To na czym miala polegac sprzecznosc z termodynamika?
                                        to był żart z mojej strony

                                        > ze nie da sie udowodnic "nieistnienia",
                                        to akurat nieprawda (przynajmniej w nauce)

                                        > a istnienie mozna >udowdonic "pokazujac palcem"
                                        otoz wierzacy pokazują palcem świat

                                        > Coz w ogole ma istnienie, badz nie, Boga do tego, czy ateizm jest religia?
                                        ateizm oparty jest na wierze ale nie jest religią

                                        • yeellow Re: dzieki, dodalem Słonce: wiem jak powstalo zyc 28.03.06, 16:26
                                          > > > a poza tym wszyscy wiedza, że Ziemia nie jest układem izolowanym
                                          > > doprawdy? To na czym miala polegac sprzecznosc z termodynamika?
                                          > to był żart z mojej strony

                                          aha. Mysle, ze chodzilo o cos innego. Ale niech bedzie, ze takie masz poczucie
                                          humoru.

                                          > > ze nie da sie udowodnic "nieistnienia",
                                          > to akurat nieprawda (przynajmniej w nauce)

                                          po pierwsze mowilismy o wierze. A po drugie, to prawda, w naukach
                                          przyrodniczych.

                                          > ateizm oparty jest na wierze ale nie jest religią

                                          na wierze w co? Najlepiej z odniesieniem do definicji wiary, ktora podalem
                                          (podalem dwie).
                                          • w11mil Re: dzieki, dodalem Słonce: wiem jak powstalo zyc 28.03.06, 16:31
                                            yeellow napisał:
                                            > po pierwsze mowilismy o wierze. A po drugie, to prawda, w naukach
                                            > przyrodniczych.

                                            w naukach przyrodniczy mozna wykazc nieistnienie czegos - wystarcza najczesciej
                                            test t-studenta (na szczescie przyroda jest "normalna"), a spierac mozemy sie o
                                            poziom ufnosci
                                            • yeellow Re: dzieki, dodalem Słonce: wiem jak powstalo zyc 28.03.06, 16:35
                                              dowod statystyczny to nie dowod na istnienie lub nie :).
                                              Udowodnij mi w ten sposob nieistnienie krasnoludkow.
                                              • w11mil nie odbieraj naukowcom wiary w sens pracy 28.03.06, 16:39
                                                yeellow napisał:
                                                > dowod statystyczny to nie dowod na istnienie lub nie :).

                                                jakos tę rzeczywistosc trzeba poznawac
                                                • yeellow Re: nie odbieraj naukowcom wiary w sens pracy 28.03.06, 16:43
                                                  a co to ma do rzeczy? Pisalismy o niemoznosci _udowodnienia_ nieistnienia.

                                                  Zamiast przyznac mi racje, wykrecasz kota ogonem.
                                                  • w11mil w naukach przyrodniczych null hypothesis 28.03.06, 16:49
                                                    służy do wykazywania ze cos nie istnieje

                                                    yeellow napisał:
                                                    > Pisalismy o niemoznosci _udowodnienia_ nieistnienia.
                                                  • yeellow Re: w naukach przyrodniczych null hypothesis 28.03.06, 16:52
                                                    ale to nie sa dowody :). To tylko weryfikacje hipotez statystycznych.

                                                    Czy podejmujesz sie dowodu istnienia Boga za pomoca chociazby tej, ulomnej,
                                                    procedury? ;-)
                                                  • w11mil teoretycznie to mozliwe 28.03.06, 17:50
                                                    yeellow napisał:
                                                    > Czy podejmujesz sie dowodu istnienia Boga za pomoca chociazby tej, ulomnej,
                                                    > procedury? ;-)
                                                    trzeba by przez pare miliardów lat walic piorunami w mieszaninę metanu,
                                                    amoniaku i wody; molekuly te powinny przypadkowo laczyc sie w kwasy
                                                    karoboksylwe, amniny a nie poddawac sie chaosowi ; utworzone zwiazki nie
                                                    powinny rozpadac sie tylko z jakiegos powodu powinny laczyc sie wyzej
                                                    zorganizowane aminokwasy; te z kolei laczyc sie w struktury bialkowe I rzedu i
                                                    z jakiegos powodu nie rozpadac sie, proces ten z jakiegos powodu powinien byc
                                                    jednokierunkowy czyli w kierunku tworzenia struktur bardziej zorganizowanych
                                                    nie podlegajacych entropii; potem juz drobiazg czyli nastepuje przejscie z
                                                    martwych zwiazkow chemicznych w oraganizmy żywe
                                                    jesli to wszystko odbedzie sie bez pomocy boskiej to jest dowod na nieistnienie
                                                    Boga
                                                    Aha, ktos jeszcze powinien przygotowac źródła energi i tak sprytnie polączyc
                                                    cząstki elementarne aby stworzyly podstawowe atomy
                                                  • yeellow Re: teoretycznie to mozliwe 28.03.06, 18:01
                                                    rozumiem, ze to kolejny zart, taki, jak z termodynamika? :)
                                                  • w11mil moim gdyby sie to udalo to bylby dowód 28.03.06, 18:06
                                                    na niestnienie, a własciwie zbednosc hipotezy Pana Boga
                                                    (zostałby załatwiony brzytwą Ockhama)

                                                    yeellow napisał:

                                                    > rozumiem, ze to kolejny zart, taki, jak z termodynamika? :)
                                                  • yeellow Re: moim gdyby sie to udalo to bylby dowód 28.03.06, 18:35
                                                    uwazaj z ta brzytwa, bo odcina Pana Boga bez miliardoletnich eksperymentow :-)
                                                  • w11mil a wiec wiesz jak powstalo życie? 28.03.06, 19:03
                                                    yeellow napisał:

                                                    > uwazaj z ta brzytwa, bo odcina Pana Boga bez miliardoletnich eksperymentow :-)
                                                  • yeellow Re: a wiec wiesz jak powstalo życie? 28.03.06, 19:53
                                                    owszem, wiem. Chociaz dopuszczam mysl, ze moge sie mylic :).

                                                    A Ty wiesz? 4000 lat temu, czy troche dawniej? "Inteligentny projekt", czy
                                                    raczej doslownie, jak w Biblii? Ewa z zebra, Adam z gliny?
                                                  • w11mil Re: a wiec wiesz jak powstalo życie? 28.03.06, 20:14
                                                    yeellow napisał:

                                                    > A Ty wiesz?
                                                    nie wiem
                                                    wierzę, ze to poszło jakoś, z pomoca boską
                                                  • yeellow Re: a wiec wiesz jak powstalo życie? 28.03.06, 20:19
                                                    to Tobie rzeczywiscie wiara pomaga odpowiadac na trudne pytania ;-P.

                                                    Daruj zlosliwosci, ide na basen :)
                                                  • w11mil dzieki za dyskusje 28.03.06, 20:32
                                                    idę na rekolekcje

                                                    yeellow napisał:
                                                    > Daruj zlosliwosci, ide na basen :)
                      • marcus_crassus Re: Nie ma religii bez wiary w bóstwa i bez kultu 28.03.06, 15:35
                        nauka 1000 lat temu mowila ze slonce krazy dookola ziemi.

                        swiety mikolaj istnieje. a nawet nie jeden. i kiedys istnial. swietego mikolaja
                        co Boze narodzenie widujesz gdzies w miescie. swiety mikolaj przynosi Ci
                        prezenty. wszystko zalezy od definicji. Swiety Mikolaj istnial.Jest
                        prawdopodobnie postacia historyczna. Swiete mikolaje szaleja w centrach
                        handlowych. Swietym mikolajem moze byc Twoj brat/dziewczyna/ojciec etc ktory Ci
                        przyniesie prezenty.

                        Domyslam sie ze mowiles o swietym mikolaju ktory lata na saniach z reniferami
                        po calym swiecie.

                        Ale wlasnie swietnie zaprezentowales to o czym mowie. Wszystko zalezy od
                        definicji. Jesli swiety mikolaj to osoba ktora w czasie gwiazdki Ci przynosi
                        prezenty to swietym mikolajem moze byc po prostu ktos bliski.

                        Tak samo z koncepcja Boga. Zdefiniowales Boga a wiec kreatora jako istote
                        wyzsza ktora stworzyla wszechswiat. A czy Bogiem bylby czlowiek za miliard lat-
                        ktory opanowalby wszystkie interesujace nas sekrety wszechswiata i de facto
                        pozal wszystkie tajemnice nad ktorymi teraz sie glowimy? Ktory bylby
                        niesmiertelny i mogl robic rzeczy ktore przypisujemy Bogom??

                        :)

                        wobec ktorego bysmy byli na tym samym poziomie co dzis wobec nas pantofelek?
                        • yeellow Re: Nie ma religii bez wiary w bóstwa i bez kultu 28.03.06, 15:47
                          To, ze wszystko zalezy od definicji usilujemy Ci wlasnie od pewnego czasu
                          wyjasnic. Jak tez to, ze uzywajac wlasnych definicji, a nie ogolnie przyjetych
                          pozostaniesz niezrozumiany.

                          Podalem Ci definicje ateizmu, wiary, religii. Znajdz wspolny mianownik. Na
                          razie powtarzasz z uporem te same zdania wtlaczajac w slowa znaczenia, ktorych
                          nie maja i stosujac dziwna dialektyke, ktora pokazalem Ci palcem.

                          Dalej. Ja nie definiowalem Boga, pokaz, gdzie to zrobilem.

                          Sa ludzie, ktorzy juz dzis sa bogami, wyznan i religii jest na ziemi cala masa.
                          Ale ja nie wierze, ze tymi bogami sa. Zauwaz te roznice. Nie "wierze, ze nie sa
                          bogami", ale nie wierze, ze sa. To naprawde jest cos innego.

                          Jezeli definiujesz Boga jako "istotę, ktora stworzyla wszechswiat", to czlowiek
                          nigdy Bogiem nie bedzie, nawet za iles miliardow lat. No, chyba, ze jak to jest
                          w swietnych opowiadaniach Lema (zeby nawiazac do watku), wpadniemy w petle
                          czasowa (jak to wielokrotnie spotykalo Tichego :-)
                          • marcus_crassus Re: Nie ma religii bez wiary w bóstwa i bez kultu 28.03.06, 18:15
                            nie definiowales Boga. Pokazalem Ci tylko jak wszystko jest plynne.
                            Teoretycznie mozliwy jest nawet Bog (w powszechnym rozumieniu) bez religii.

                            Powtarzam tyle ze mozliwy jest ateizm jako brak wiary w Boga i mozliwy jest
                            ateizm jako niewiara w Boga. A druga rzecz oznacza de facto wiara ze Boga nie
                            ma.

                            Obie te mozliwosci przewidywane sa w pojeciu ateizmu. Wyrazilem sie o tyle
                            nieprecyzyjnie ze nie skonkretyzowalem tego od razu. Jednak moj post byl o
                            filozofii Lema. Ktory w zadnym razie nie ignorowal tej sprawy ale jasno mowil
                            ze jest pewny ze Boga nie ma. A to oznacza ze byl wierzacy :) w nieistnienie
                            Boga. Jeszcze raz Ci powtorze tez ze jest mozliwy ateizm jako czysty ateizm a
                            wiec jako zupelny brak zainteresowania religia. Jednak takich ateistow nie
                            znajdziesz wsrod "zdeklarowanych ateistow" - bo Ci sa z cala pewnoscia
                            wyznawcami

                            wejdz na google i sprawdz :"ateizm"

                            Dziennik ateisty, czyli życie bez religii jest lepsze
                            Ateizm - światopogląd bez dogmatów
                            Szczęśliwi ateiści - pozytywny ateizm
                            Google Groups : alt.pl.popieram.ateizm
                            Antyklerykalizm, ateizm, new age...
                            Ateizm na świecie · jest nas wielu

                            No i o Lemie.

                            > Jezeli definiujesz Boga jako "istotę, ktora stworzyla wszechswiat", to
                            czlowiek
                            >
                            > nigdy Bogiem nie bedzie, nawet za iles miliardow lat. No, chyba, ze jak to
                            jest


                            Jest jeszcze koncepcja wielu wszechswiatow - ostatnio coraz bardziej popularna.
                            Jesli bylaby prawdziwa człowiek moglby o ile zdobylby wiedze np do stworzenia
                            takiego wszechswiata zostac w nim Bogiem - spelniajacym de facto WSZYSTKIE
                            wymagania boskosci istoty.

                            Dla nas to oczywiscie na razie niewyobrazalne. Ale Pamietaj ze miliard lat temu
                            Twoi przodkowie byli pantofelkami. Pantofelek zas nie jest w stanie nawet
                            zrozumiec czym jestes. Jesli Ty wobec Twojego przodka bedziesz na podobnym
                            poziomie to mozemy powiedziec tylko ze nic nie jest niemozliwe.

                            Ja koncze. O ateizmie juz powiedzialem o jaki ateizm mi chodzi. O zdeklarowany
                            ateizm. Czyli ludzi ktorzy obnosza sie i przekonuja ze Boga nie ma. To
                            wyznawcy. Nie przecze ze jest grupa ludzi ktora jest rzeczywiscie ateistami i
                            dla nich ten problem po prostu nie istnieje. Wszystko zalezy od osobistego
                            stosunku do niego. Tylko ktos - jak tutaj ateista.blog.pl - takim ateista nie
                            jest.

                            moje osobiste poglady sa gdzies miedzy agnostycyzmem, deizmem a panteizmem.

                            end :)
                        • pandada Re: Nie ma religii bez wiary w bóstwa i bez kultu 28.03.06, 16:17
                          > nauka 1000 lat temu mowila ze slonce krazy dookola ziemi.

                          ale nauka obaliła tę teorię i nadal ma się dobrze, a nawet lepiej, ponieważ stale odkrywa pola niewiedzy i wypełnia je wiedzą.

                          Poza tym to raczej religia narzucała system geocentryczny, który lepiej pasował do Biblii.

                          > Tak samo z koncepcja Boga. Zdefiniowales Boga a wiec kreatora jako istote
                          > wyzsza ktora stworzyla wszechswiat. A czy Bogiem bylby czlowiek za miliard lat-
                          >
                          > ktory opanowalby wszystkie interesujace nas sekrety wszechswiata i de facto
                          > pozal wszystkie tajemnice nad ktorymi teraz sie glowimy? Ktory bylby
                          > niesmiertelny i mogl robic rzeczy ktore przypisujemy Bogom??
                          >
                          > :)
                          >
                          > wobec ktorego bysmy byli na tym samym poziomie co dzis wobec nas pantofelek?

                          To nieco przypomina koncepcję Teilharda de Chardin. Ale co z tego. I tak nie trzeba w takiego "Boga" wierzyć, a z samej definicji on nie istnieje (jeszcze), a to oznacza, że nasz los już z założeń nie jest kierowany czy kontrolowany przez żadne bóstwo.
                          • yeellow Re: Nie ma religii bez wiary w bóstwa i bez kultu 28.03.06, 16:23
                            > > nauka 1000 lat temu mowila ze slonce krazy dookola ziemi.
                            >
                            > ale nauka obaliła tę teorię i nadal ma się dobrze, a nawet lepiej, ponieważ
                            sta
                            > le odkrywa pola niewiedzy i wypełnia je wiedzą.

                            Zwlaszcza, ze to nawet nie nauka mowila, a chrzescijanska teologia. Ale to
                            detal.

                            Chociaz zabawny. Bo w koncu teologowie tez zmienili zdanie (fakt, ze trudniej
                            im to przyszlo, dopiero niedawno, ale lepiej pozno, niz wcale), wiec prawdy
                            wiary ugiely sie przed argumentami naukowymi.
                      • zbig44 Ateizm to nie religia, ale głęboka wiara 28.03.06, 15:46
                        w samowystarczalność i samowyczerpywalność rzeczy jakimi one są,
                        w budzącą nadzieję na zapełnienie pustkę bytu
                        ożywianego jedynie jego postrzeganiem
                        przez wyłaniające sie zeń ulotne formy,
                        mogące ową otwartą przestrzenią bytu dowolnie dysponować.
                        To głęboka wiara w to, że nie ma w nim miejsca
                        na coś tak obezwładniającego i przerażającego zarazem,
                        jak te różnorakie wizje transcendentnych bogów formułowane
                        przez niektóre z owych form ulotnych od zarania ich dziejów.
    • mysz_polna5 Re: O filozofii Lema 28.03.06, 02:18


      Nie bede pisala na temat filozofii nieboszczyka. A to dlatego, ze nie lubilam
      literatury i nie lubie science fiction, z ktorej zaslynal nieboszczyk.

      Domyslam sie, ze piszac to, iz nie lubie literatury uprawianej przez aktualnego
      nieboszczyka, narazam sie okrutnie jego wiebicielom. Wiec ja wam cos zacytuje:
      "de gustibus non est disputandum". Ot co!

      I jeszcze jedna prawda. Przemijanie i smierc jest nieuniknionym tlem nas
      wszystkich. I to, co osiagnelismy w naszym zyciu ... jest w momencie smierci
      sprawa niewazna. Wszyscy jestesmy w tej samej sytuacji egzystencjalnej ...
      umrzemy!
      To jest to, co ja wiem NAPEWNO! Hej ho!
      • kropek_oxford Masz prawo: ja tez nie lubie S-F. Niemniej Lem to 28.03.06, 02:40
        polski powiesciopisarz chyba najbardziej tlumaczony na jezyki obce i non stop w
        przekladach wznawiany. A to naprawde cos - ten "nie calkiem umrze, nie":)
      • maaac Re: O filozofii Lema 28.03.06, 06:06
        > Nie bede pisala na temat filozofii nieboszczyka. A to dlatego, ze nie lubilam
        > literatury i nie lubie science fiction, z ktorej zaslynal nieboszczyk.
        > Domyslam sie, ze piszac to, iz nie lubie literatury uprawianej przez
        aktualnego
        > nieboszczyka, narazam sie okrutnie jego wiebicielom. Wiec ja wam cos zacytuje:
        > "de gustibus non est disputandum". Ot co!
        >
        "Nie lubienie" literatury SF najczęściej wynika z braku możliwości jej
        zrozumienia. Osobom mało technicznie wykształconym trudno się przebić
        przez "kostium" technologiczny za którymi się ukrywają dopiero prawdy o
        ludzich. Polecam np taki "Powrót z gwiazd".
      • karbat Re: O filozofii Lema 28.03.06, 11:59
        mysz_polna5 napisała:

        >Nie bede pisala na temat filozofii nieboszczyka. A to dlatego, ze nie lubilam
        > literatury i nie lubie science fiction, z ktorej zaslynal nieboszczyk.
        >
        > I jeszcze jedna prawda. Przemijanie i smierc jest nieuniknionym tlem nas
        > wszystkich. I to, co osiagnelismy w naszym zyciu ... jest w momencie smierci
        > sprawa niewazna. Wszyscy jestesmy w tej samej sytuacji egzystencjalnej ...
        > umrzemy!

        masz racje po czlowieku moze pozostac smrod ,
        tylko nie pisz ,ze taki czlowiek zyl

        Lem nie potrzebuje pomnikow on sobie jesam postawil
        innym pismakom trzeba je stawiac w kazdej parafii ..... bo by slad po nich nie
        pozostal


      • yeellow Re: O filozofii Lema 28.03.06, 12:06
        pytanie, czy "nie lubisz", czy nigdy nie czytalas.

        W kazdym razie to Twoja sprawa, czy lubisz, czy nie. Ale jezeli nawet nie
        probowalas, to sprobuj. To nie jest typowe sci-fic (za ktorym, z wyjatkami, tez
        nie przepadam). Polecam np. Cyberiade. Chociaz znajac Cie troszke sadze, ze nie
        bedziesz zainteresowana... Ale to tylko Twoja strata ;-).
    • karlin O religii Lema 28.03.06, 09:43
      Nie zapominajmy o jego wczesnomłodzieńczych, w pełni wyczerpujących definicję
      religijności, boć przecie nie oportunizmu czy głupoty, uniesieniach.

      :)
    • jakeww Re: O filozofii Lema 28.03.06, 09:47
      interesujące i trafne
    • yeellow Re: O filozofii Lema 28.03.06, 11:30
      Dobry dowcip, ale bylby lepszy, gdyby puente faktycznie dopisał Bóg, a nie
      czlowiek ;-).

      Poza tym nie wiem skąd bierze się ten dziwny kompleks (?) i
      chęć "ureligijnienia" ateistów na siłę.

      Pytanie pomocnicze: czy wierzysz w krasnoludki?

      Słusznie wypomniano Ci retoryczne rozdymanie pojęć "religia" i "wiara" do
      udawadniania założonej tezy, nie będę się więc powtarzał.

      A że czytałeś Lema i to jako filozofa, to się chwali :-).
      • karbat Re: O filozofii Lema 28.03.06, 11:54
        czlowiek stworzyl Boga na swoje podobienstwo

        oczywiscie Bog ma lepszy komputer od czlowieka ....
        (on karze i nagradza , gniewa sie i miewa dobry humor)

    • malika5 Re: O filozofii Lema 28.03.06, 13:07
      Wciąż go czytam i czytam i wciąz nie rozumiem do końca, ciągle coś mi ucieka,
      umyka. Niestety nie każdy nadąży za geniuszem.
      Bardzo brakuje mi tego w jaki sposób on by skomentował własną śmierć i nas
      internautów, z których połowa go nie czytała, połowa nie rozumie, a reszcie
      wydaje się że rozumie.*
      *Liczby przybliżone:)
      • yeellow Re: O filozofii Lema 28.03.06, 14:18
        o wlasnej smierci Lem wypowiadal sie wielokrotnie. W skrocie, akceptowal, ze po
        smierci odejdzie w niebyt, przestanie istniec, tak, jak nie istnial przed
        narodzeniem. "Z prochu powstales, w proch sie obrocisz", rozumiane jak
        najbardziej doslownie...
        • diabelek_x Re: O filozofii Lema 28.03.06, 15:54
          Lem za zycia wyobrazal sobie, ze postrzeganie fizycznego swiata przez osobe
          zmarla nie rozni sie niczym od przypomnienia sobie swiata z przed swoich
          wlasnych urodzin przez osobe zyjaca.
    • krakoslaw.lem To tylko pozór 28.03.06, 21:05
      Lem - w rzeczywistości - nikogo nie interesuje

      www.remuszko.pl/Lem/
      • karbat Re: Pan Lem 28.03.06, 23:36
        ksiadz WIERZY i mowi ,ze tak bylo i tak bedzie ,..... mowi ZE TO PRAWDA
        ludzie tylko powtarzaja i maja nadzieje



Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka