wartburg4
01.04.06, 15:58
Rzeczpospolita słabnie. Od afery z listą Wildsteina i śmierci Łukasiewicza
staje się gazetą coraz bardziej mdłą i nudną. Jest pozbawiona rozmachu i
wizji. Widać to, co szczególnie przykre, w dodatku Plus-Minus, który miał być
i przez pewien czas nawet spełniał te oczekiwania – kontynuacją misji
Giedroycia, a w którym dzisiaj coraz trudniej znaleźć coś ciekawego. Red.
Skórzyński nie radzi sobie. Najwyraźniej nie nadaje się do jego prowadzenia.
Od około dwóch miesięcy Plus-Minus niedostępny jest w sieci dla czytelnika
zagranicznego, który nie wie, jak wysyłać do Polski SMS-y, żeby się zalogować
i uzyskać dostęp tekstów. Jak już coś zacznie się walić, to nigdy nie ma
końca. Głupiej już zrażać do siebie czytelników chyba się nie da. Tak się
złożyło, że ostatnio często bywałem w kraju i z przyzwyczajenia kupowałem
sobotnią Rzepę, której potem jakoś nie mogłem nigdy doczytać do końca. Wiało
szkolną nudą i akademickimi dysputami. Moje zainteresowanie pisanymi jakby z
nakazu jakichś anonimowych pedagogów artykuły-wypracowania wypalało się za
szybko.
Dzisiejszej Rzepy nawet bym nie kupił, choćby ze względu na spis treści w
Plusie-Minusie. Nawet felietonów Tyma i Bratkowskiego zabrakło. Co się dzieje
na pl. Starynkiewicza? Jak można serwować czytelnikom takie ciepłe kluchy?
Fantomaty Stanisława Lema i „Język polityki, a racja stanu” Mellera? Do tego
te przygnębiające, "bedeutungsschwangere", żarty rysunkowe Kapusty z serii
„Pion-poziom”. Trzeba doprawdy wielkiego braku wyobraźni, żeby dobierać taki
zestaw materiałów do weekendowego wydania gazety.
I do tego odszedł Rybiński. Przyznam, nie przepadałem za nim ostatnio, ale
mimo wszystko był facetem z jajami, który umiał zaskakiwać. Od dwóch albo
trzech lat był jedynym rzeczywistym piórem w dziale opinii. Kiedyś panowała
tam prawdziwa rywalizacja. Były znakomite felietony na zamówienie pisane
przez dochodzących autorów, ale na koniec ostał się tylko Rybiński, który też
zrobił się do znużenia monotonny, ale jednak był kimś.
Teraz nie ma nikogo. Okazało się, że cena rynkowa Rybińskiego była za wysoka
i Rzepy nie było na nią stać. No cóż. Obawiam się, że jednak ją zapłaci.
Szczególnie kiedy ostatni kierujący się sentymentem czytelnicy, tacy jak ja
na przykład, odwrócą się od niej plecami, bo po prostu żal im będzie wydawać
pieniędze na coś, co tylko z nazwy przypomina niegdyś świetną gazetę.