Gość: Oszołom z RM
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.12.02, 11:06
Białostocki "Kurier Poranny" z 22 listopada 2002 r. opisuje bardzo przykre
perypetie młodzieżowego teatru z Łomży podczas wyjazdu na występy w Mińsku.
Białoruscy celnicy zatrzymali sprzęt nagłaśniający, scenografię i rekwizyty.
Przez dwadzieścia dwie godziny przetrzymywali młodych aktorów na granicy,
żądając tysiąca dolarów jakiejś opłaty. Zignorowali faks z interwencją
ministerstwa kultury w Mińsku. Dopiero starszy celnik z drugiej zmiany
przepuścił ich, polecając zgłoszenie się w urzędzie celnym w Mińsku. Ale to
nie wszystko. W drodze powrotnej w tymże urzędzie celnym zarekwirowano im
cały bagaż. Kierownik zespołu odwiózł młodych do domu i wrócił do Mińska.
Przez dwa tygodnie starał się o odzyskanie sprzętu, nie godząc się na
propozycję łapówki. W końcu i tak musiał zapłacić 100 USD.
Z historii tej płynie ostrzeżenie dla wszystkich wyjeżdżających na Białoruś.
To raz. A drugi morał wypływa z przewrotnego skojarzenia z
najczęstszym "argumentem" naszych unioentuzjastów, że jeśli nie Unia, to
Białoruś. Przecież Unia Europejska postępuje z nami tak samo jak Białoruś.
Zabiera wszystko, żeby później po długich staraniach zwrócić część funduszy i
to za cenę następnych uzależnień.